IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Park przed miasteczkiem

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość


avatar
Ranga Specjalna


Liczba postów : 614
Dołączył/a : 04/11/2014

PisanieTemat: Park przed miasteczkiem   08.11.14 17:14

Deptak leży niedaleko rzeki, tuż przed miastem. Jest wspaniałym odcięciem się od rybackiej rzeczywistości. Jest całkiem rozległy, w cieniu drzew jest miejsce na chwilę relaksu i odpoczynku. Ławeczki rozsiane gdzieś po tym terenie to inna, równie korzystna opcja. Innym wyborem mogłoby być przejście się tutaj z ukochaną osobą. Można również przejść po łagodnym zejściu na niewielką plażę nad wykopaną przez rybaków rzeką. Wykopana została dawno temu w celu stworzenia brakującego, dodatkowego doku handlowego, ale wyraźnie już nie jest to potrzebne, więc została oddana do użytku ludzi. Może i nie można się tutaj za bardzo opalić, ale zawsze można się trochę skąpać w promieniach słońca. Kto zabroni?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com


avatar
Mistrz Gry


Liczba postów : 1643
Dołączył/a : 10/11/2014

PisanieTemat: Re: Park przed miasteczkiem   30.05.15 11:50

Cytat :
Dla: Tsumi, Hans, Revy, Sophie, Trystian, Hot Masterchef, Ryutaro, Garvan

Szum fal uderzających o niedaleki brzeg morza uspokajał, to chyba była najprzyjemniejsza rzecz w naszym parku położonym w mieścinie rybackiej zwanej Hargeonem. Każdy, to tutaj przybył posiadał ze sobą karteczkę zaadresowaną prosto do niego przez nieznaną osobę. Treść była jednakowa dla wszystkich:
"Centrum parku w Hargeon, godzina 12:00, 3 maja roku X803. Proszę się zjawić."
I tyle wiedzieli. Zjawili się wszyscy, prażąc się w delikatnym, południowym słońcu, które nieśmiało wychyla się zza chmur. Podejrzanym było, że poza naszą bandą ośmiorga nikogo nie było. No i podejrzane było też to, że nic specjalnego tutaj się nie działo. Ot, co - po prostu park.

Cytat :
Czas na odpis: do 6 czerwca br.
Piszecie tak, jakby wszyscy na raz weszli w jedno miejsce. Widzicie wszystkich, bo jesteście blisko siebie. Macie jednak do dyspozycji tylko po 1 poście, żeby nie robiły mi się tutaj mody na sukces.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
Mermaid Heel


Tytuł : Portret Mermaid Heel
Liczba postów : 380
Dołączył/a : 13/03/2015
Skąd : "Morroc"

PisanieTemat: Re: Park przed miasteczkiem   30.05.15 13:30

Dziwne. Revy przyszła w innych ciuchach. Wow, wow, Revy przyszła w innych ciuchach! No i oczywiście w kapturze, który był elementem płaszcza. Mrużąc oczy, patrzy się na karteczkę i zastanawia, po jaką cholerę ktoś jej to wysyłał. Zacisnęła usta ze złości i westchnęła ciężko.
"Chyba trzeba będzie komuś przyp*erdolić..."
Zaraz jednak się rozgląda po wszystkich. Jakiś piękniś, jakiś wysoki gość w płaszczu, przez który nie widać jego twarzy, białowłosy siwus, jakiś gość, który nie wie, że faceci nie mają długich włosów, jakiś dzieciuch, którego widziała wśród ludzi z Kruków i ten sławny-ponoć kanibal. A na sam koniec jej siostra cioteczna. Okej, przeżyjemy. Płaszcz delikatnie falował, kiedy dziewczyna stała tak wśród ludzi. Widać było trochę jej dość starego, chociaż bardzo rzadko używanego ciuchu.
Spojrzenie jej czerwonych oczu, które po części kryły się pod kapturem padało dosłownie na każdego, kto się zbliżył. Zacisnęła usta, znowu patrząc na karteczkę. "Jeszcze dziesięć minut, huh?" - zapytała samą siebie, stając pod drzewem. Oparła się o niego i opuściła głowę tak, aby widać było jedynie jej charakterystyczne włosy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t569-revy-delayne
Gość





PisanieTemat: Re: Park przed miasteczkiem   30.05.15 17:02

Shao po raz kolejny został wytypowany przez siły wyższe do misji w której współpracować miał z Garvanem i innymi mu podobnymi. Na myśl przychodziły mu wspomnienia, kiedy to został wyznaczony jako jedna z osób do tajnej misji ochrony radnego, która swoją drogą zakończyła się tym, że wszyscy oskarżyli Shao o zabójstwo ów Vipa. Tak, łatwo jest znienawidzić maga, który jednym zaklęciem potrafi zniszczyć budynek gildii lub posłać armie wrogów w zaświaty. Cóż zaś może powstać z dodania go do drużyny, w której znajduje się nieokrzesany przez prawo, jednak doskonały w swoim fachu łowca i zabójca? A także kilka innych osobistości wybijających się na tle innych magów? Zalewne drużyna do zadań specjalnych. Tego się najbardziej obawiał.

Upalne słońce ogrzewało ciała zebranych, dając do zrozumienia, że zbliża się południe.
- Zachowaj swoją werwę na właściwych przeciwników - zasugerował Shao, opierając się o drzewo, co zważywszy na okoliczności, było zupełnym opuszczeniem gardy - Brałem już kiedyś udział w takiej tajnej akcji. Okazji do spożytkowania sił fizycznych i magicznych będziemy mieć aż nadto. Choć lepiej trzymać dyskrecję i działać wedle planu pracodawcy.
Powrót do góry Go down
Gość





PisanieTemat: Re: Park przed miasteczkiem   30.05.15 20:15

Idąc spokojnym krokiem, Hans podziwiał park. W sumie nic innego nie miał do roboty, co może robić idąc sobie na umówione spotkanie. Tylko w sumie kto wysłał ten list, no nie wiadomo. Przez dłuższą chwilę spacerował sobie, aż naglę usłyszał nietypową rozmowę. Dość krótką, ale nie typową do tego miejsca. Dwie nieznajome, które opierały się o drzewo. Może to one wysłały ten list.

Podchodząc bliżej do nieznajomych, Hans po chwili wyciągnął liścik. Tak ten który dostał żeby się tu stawić, teraz tylko pytanie czy one coś o tym wiedzą. Jeżeli nie, to będzie mały problem. No cóż będzie trzeba poczekać i się przekonać.

Po chwili liścik został schowany, a Hans sięgnął standardowo po notes i ołówek. Po czym zaczął powoli pisać, kiedy już skończył. Pokazał napisaną przez niego wiadomość.
- Przepraszam że niepokoję, jeżeli nic nie wiecie. To wybaczcie że zabrałem wam czas~~
Powrót do góry Go down
Gość





PisanieTemat: Re: Park przed miasteczkiem   30.05.15 20:26

Skąd ktoś wiedział gdzie dostarczyć kartkę? Do jego chaty nikt się nie zapuszczał, bo wiedział, że może wrócić w worku na śmieci jako kostki z obiadu. Jakaś głupia kartka, którą powinien zignorować. Jednak nie zrobił tego, bo był ciekaw... Może to było jakieś wyzwanie? Chociaż proszę automatycznie go odrzucało. Może to była jakaś pułapka, a nigdy nie można być niczego pewien. Splunął do kosza, który stał w rogu, po czym spojrzał na datę.
- To dzisiaj... - mruknął pod nosem, po czym zabrał swoje ponczo, którym się nakrył.

Zjawił się i widział kilka osób. Czyżby obiad, podwieczorek i kolacja? Całkiem możliwe, jak widać jest w czym wybierać. Jedynie otworzył panierkę przypiętą do pasa i pociągnął z niej łyk wody. Przetarł usta i rozejrzał się na zebrane tutaj osoby. Znał jednego z nich, niby ten cały Kucharzyk, który jest buddystą czy innym gówniakiem, marne religie, to nie dla Garvana.
- To raczej nie jest tajna misja kucharzyno. Za dużo osób, prędzej będziemy mieli się tutaj pozabijać nawzajem - splunął na ziemię obok swojej nogi dość niechlujnie. Właściwie to po co tutaj przyszedł by babrać się z tymi tutaj? Wyciągnął z swojej kieszeni zapakowane kawałki suszonego mięsa, które jadł łapczywie skupiając się tylko na sobie. Usiadł jedynie gdzieś z boku.
Powrót do góry Go down
Gość





PisanieTemat: Re: Park przed miasteczkiem   31.05.15 23:14

Chłopak przybył do parku około pół godziny przed czasem zajadając jakieś rybne danie, którego nazwy już nie pamiętał, a które kupił chwilę wcześniej na jednym ze straganów. Jakoś nie specjalnie przejął się faktem, że zapomniał nazwy, bo nie była to jakoś ekstra smaczna potrawa, ale nie zamierzał jej też wyrzucać. Po pierwsze wydał na nią kasę, po drugie jedzenia się nie marnuje, po trzecie miał cały dzień ochotę na rybkę, a po czwarte to za dobrze mu się siedziało na tej ławeczce, na której posadził swe cztery litery.
Trochę zastanawiała go wiadomość, którą dostał i przez, którą znalazł się w tym miejscu. Nie zaprzątał sobie nią jednak specjalnie głowy. Może to ktoś z gildii zapomniał się podpisał, albo uważał to za niepotrzebne. Może ktoś miał informacje na temat jego poszukiwań i nie chciał się ujawniać. A może to ta śliczna kelnerka, którą poznał podczas ostatniej misji tutaj dowiedziała się, że jest w pobliżu i chciała się spotkać. Ta ostatnia możliwość najbardziej mu się podobała. W każdym razie jednak, opcji było zbyt wiele by się nimi przejmować. Co ma być to będzie. Dowie się w południe.
Nie zwracał też uwagi na grupkę ludzi kręcącą się w pobliżu. Może mieli jakiś zlot czy coś? Siedział, jadł i od czasu do czasu spoglądał na niebo by ocenić jak wiele czasu zostało do tajemniczego spotkania.
Powrót do góry Go down
Gość





PisanieTemat: Re: Park przed miasteczkiem   02.06.15 13:15

Sophie bardzo nie podobało się to, co działo się tutaj. Przyjechała tylko odwiedzić matkę, i tylko na parę chwil. Nienawidziła tej mieściny bardziej niż wszystkich innych znienawidzonych rzeczy razem wziętych. Gdyby tylko mogła już teraz, w tej minucie, zabrałaby mamusię ze sobą i nigdy więcej tu nie wracała. Nie miała zamiaru opuszczać izby, a nawet wysuwać z niej nosa, ale zmusiła ją do tego otrzymana wiadomość. Zanim tu dotarła zdążyła kilka razy zostać zdenerwowana do granic możliwości. Poznało ją po drodze paru starych bywalców karczmy jej ojca, rzucając komentarze o tym, jak to ładnie jej się wyrosło, i jaka szkoda, że nie piastuje stanowiska roznosicielki piwska i panny do klepania po tyłku do tej pory. Jeszcze czego. Na szczęście za każdym razem kiedy ktoś za długo wpatrywał się w te części jej ciała, które do wpatrywania się w nie nie służą, swoją obecność ujawniał Bonifacy, odwracając ich uwagę. Ci, którzy bywali w karczmie częściej znali już tego kota, i wiedzieli, że jego prychania nie wróżą nic dobrego, więc szybko się oddalali. Sophie na prawdę nie wiedziała, co zrobiłaby bez tego wrednego kocura.
Jej zdziwienie było na prawdę ogromne, gdy we wskazanym miejscu zauważyła grupkę ludzi złożoną z ciotecznej siostry Revy (kaptur, wystające spod niego zielone włosy i błyskające czerwone oczy mogły zwiastować tylko jedno) i samych facetów. Domyśliła się już, że ta karteczka zwiastuje coś większego niż tylko zwykłą chęć spotkania i była niesamowicie szczęśliwa, że akurat Revy tu jest. Obie dzieliły tą samą niechęć do brzydkiej płci, a i ich historie czy doświadczenia były - w pewnym stopniu - podobne. Pewnie dlatego, choć tak różne, potrafiły czasem znaleźć wspólny język. I to nic, że Sophie była sporo starsza. Nie miała pojęcia, jak poradziłaby sobie sama w towarzystwie tylu chłopaków. Pewnie uciekłaby jeszcze przed wybiciem południa.
Zbliżyła się do reszty powoli i trochę niechętnie, zasłaniając szczelnie dekolt po samą szyję narzutką, którą miała na plecach. Nie chciała rozmawiać z chłopakami, a na temperament Revy zawsze należało uważać, stała więc obok i słuchała tylko.
Powrót do góry Go down


avatar
Neutralni Magowie


Tytuł : Ulubiona para (nieoficjalna)
Liczba postów : 116
Dołączył/a : 02/03/2015
Wiek : 22
Skąd : Connecticut

PisanieTemat: Re: Park przed miasteczkiem   05.06.15 5:20

Trystian oczywiście jak to miał w zwyczaju- zaspał. Miał zaledwie godzinę na przygotowanie się. Dodatkowo nie wiedział na czym będzie polegać spotkanie, więc jak to "przezorny zawsze ubezpieczony" wziął wszystko co posiadał. Wszelkie ubrania, broń i inne rzeczy ze swojego ekwipunku, które schował do plecaka. Przed wyjściem zarzucił na siebie jeszcze szarą płachtę z kapturem, by nie wyróżniać się za bardzo i wyszedł. Był przyszykowany na wyprawę, czyli w sumie jak zawsze kiedy wychodził na zewnątrz. Nie obyło się oczywiście bez zgubienia się. Gdy tylko spotykał jakiegokolwiek człowieka od razu pytał o drogę. Jakimś cudem udało mu się w końcu dotrzeć w wyznaczone miejsce i o dziwo nawet parę minut przed czasem! Łuhu! Naprawdę należą się młodemu brawa, gdyż nie często się to zdarza.
Spodziewał się jednej czy może maksymalnie dwóch osób. Ale nie ósemki! Wszyscy zdawali się jakby przyszli tu z tego samego powodu co on. Przez głupią kartkę. Gdyby było inaczej raczej niektórzy weszliby w jakąś interakcję. A tu nikt z nikim nie rozmawiał, panowała cisza. I do tego nie było nikogo poza nimi. Chłopiec nieco się przejął panującą atmosferą i wolał się usunąć na drugi plan, więc siadł sobie spokojnie, próbując stać się niewidzialnym, zignorowanym przez wszystkich. Wtedy zaczął swoje obserwacje. Jest tu jakaś czerwonooka wiedźma, która wygląda jakby chciała wszystkich wokół zatłuc. Super się zaczyna! Jakaś niewiasta opierająca się o drzewo, ok. Koleś od karteczek, doobra. Powoli robi się jak w psychiatryku. Dwie osoby, które najwidoczniej nie dokończyły swojego śniadania i byli zmuszeni wykorzystać czas przed ustaloną godziną. No i jakaś paniusia, na którą chyba nie warto zbytnio zwracać uwagi. Jej aura również była pełna niechęci do rozmów. Trystian poczuł, że znajduje się w bardzo nieodpowiednim towarzystwie i zaraz zostanie zjedzony. Zarzucił na siebie kaptur, by stać się jeszcze bardziej niewidzialnym i nie zwracać uwagi. Tak! To na pewno pomoże! Idealny plan!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t541-trystian-mooh#4467


avatar
Mistrz Gry


Liczba postów : 1643
Dołączył/a : 10/11/2014

PisanieTemat: Re: Park przed miasteczkiem   06.06.15 22:16

Cisza i spokój, może jedynie krótka wymiana zdań między ludźmi tutaj stojącymi. Niewiele się działo, można by rzec, że było iście nudno. Naprawdę. Do pewnego momentu...

Jednak zadziało się. Aż dziwne, bowiem poza rozmowami między znajdującymi się tutaj osobami nic nie miało miejsca. Kiedy jednak coś nagle uderzyło w ziemię, nikt nie zorientował się, co miało własnie miejsce. Światło rozbłysło, a cała nasza ósemka ofiar poczuła się tak, jakby nic nie ważyła i zaczynała się unosić w górę. Ich ciała delikatnie się rozpadały na białe promyczki, znikając w dziwnym wirze, w którym wnętrzu się znajdowali. Nie czuli już nic.
A kiedy wylądowali, zostali rozdzieleni. Wiedzieli tylko jedno: to już nie był ich świat.

Cytat :
Z/t do poszczególnych tematów, bez postów w tym:
Zenshi, Neony: Wielkie drzewo
Tora, Pixel, Rosalie, Takeru: Ulice
Mariko Shinoda, Ariyamna, Hot Masterchef, Sophie:Kamienny Most
Nyro, Tsumi: Plac apelowy
Hans, Revy, Anima, Don: Błękitne wzgórza
Garvan, Bitter B., Trystian, Raindancer: Chatka w lesie

Z eventu poza tym odpadają: Fallon, Ryutaro, Doudou, April. Nie widzę sensu trzymać na evencie osób, które jedynie by blokowały miejsce dla tych, którzy rzeczywiście by chcieli zagrać w evencie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość





PisanieTemat: Re: Park przed miasteczkiem   07.07.15 11:59

Cali zawędrowała tym razem aż do Hargeon'u, aby zrealizować kolejne zadanie. Właściwie, to nie znała zleceniodawcy, bo otrzymała tylko jakiś dziwny liścik. Nie przeszkadzało jej to jednak uznać, że to przeznaczenie zachęca ją do kolejnej podróży. Nie czekając więc na kolejne ponaglenia, wybiegła z gildii prawie tak jak stała, kierując się w stronę rybackiej mieściny. Spodziewała się tajemnicy, przygody i przede wszystkim pięknych widoków, jednak po dotarciu na miejsce nieco się rozczarowała. Spóźniła się, a w umówionym miejscu nikt na nią nie czekał. Jaki był więc sens całej tej akcji? Wyciągnęła zza stanika zmiętoszoną tam kartkę i ponownie przeczytała.
- Godzina dwunasta-zero-zero, park w Hargeon. Jestem. - Rozejrzała się dookoła. Wiedziała, że jest spóźniona, jednak mimo wszystko miała pretensje do reszty świata, że na nią nie poczekał.
- Heeeej! Jest tu kto? To ja, Cali z Mermaid Heel! Heeeejoooo! - Stała tak, nawołując jak głupia, a jej zdenerwowanie rosło z każdym kolejnym okrzykiem. Czuła się wyrolowana i przysięgła, że gdy tylko dorwie żartownisia od tego głupiego liściku, to mu nogi powyrywa.
Powrót do góry Go down


avatar
Mistrz Gry


Liczba postów : 1283
Dołączył/a : 10/11/2014

PisanieTemat: Re: Park przed miasteczkiem   10.07.15 19:18

Gdy tylko dziewczyna skończyła krzyczeć coś gruchnęło tuż przed nią chociaż nie pozostawiło żadnego śladu. Tego jednak dziewczyna nie mogła stwierdzić, bo zaraz po głuchym odgłosie pojawił się ostre, oślepiające światło. A wraz ze światłem dziwne uczucie ssania w żołądku. Trwało ono tylko chwilę i zniknęło tak naglę jak się pojawiło. Zostało jednak zastąpione przez poczucie lekkości i spadania. Bo dziewczyna rzeczywiście spadała. Chwilę wcześniej była w Hargeon, by nagle spadać w dół nad jakimś nieznanym mostem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość





PisanieTemat: Re: Park przed miasteczkiem   12.07.15 21:50

Co to do cholery jest... Pomyślał Omoi spoglądając od czasu do czasu na tajemniczy list i ponownie infiltrując jego treść. Mimo coraz to kolejnego czytania owej treści, mag nie miał żadnych nowych wniosków ani pomysłów. Ktoś najwidoczniej chciał się z nim tutaj spotkać. Omoi nie miał pojęcia ani po co, ani czemu, ani nawet kto. Nie przeszkadzało mu to jednak aby zjawić się w owym parku. Godzina 12;00, park przed miasteczkiem Hargeon. Miasto portowe.
- Halo, halo, gdzie jesteś tajemnicza osóbko?
Powiedział Omoi, jednak na tyle cicho, że raczej nikt go nie usłyszał. Te słowa jakby wypowiedział sam do siebie. Spacerował po niewielkim obszarze rozglądając się i będąc w stałej gotowości do ewentualnej walki...
Powrót do góry Go down


avatar
Mistrz Gry


Liczba postów : 1283
Dołączył/a : 10/11/2014

PisanieTemat: Re: Park przed miasteczkiem   13.07.15 23:57

Chłopak wchodząc do parku dostrzegł kilka metrów przed sobą niezwykle seksowną dziewczynę o rudych włosach. Jednak niesamowicie szybko stracił ją z oczu. Nagle uderzył ją świetlny promień i puf, już jej nie było. Nie miał jednak czasu się nad tym zastanowić bo nagle i on został otoczony podobnym promieniem świetlnym i zaczął odczuwać dziwne wiercenie w żołądku. Nim się zorientował światło zniknęło, a on był zupełnie gdzie indziej. Wśród niebieskich kwiatów. Lecz i nimi nie mógł się nacieszyć, bo uderzyła w niego kolejna kobieta i zwaliła zarówno jego jak i siebie z nóg.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
Lamia Scale


Liczba postów : 28
Dołączył/a : 04/05/2016
Wiek : 24

PisanieTemat: Re: Park przed miasteczkiem   07.05.16 15:25

Powroty w rodzinne strony powinny być czymś emocjonalnym, sentymentalnym. Przynajmniej tak zawsze sądził Galahad. Teraz, kiedy przechadzał się uliczkami parku pod portowym miastem Hargeon, nie odczuwał jakiejś wielkiej nostalgii. Jasne, pamiętał czasy, kiedy wraz z kolegami z sierocińca biegał, bawiąc się w chowanego między drzewami, ale było to tak dawno temu, a jednocześnie tyle się od tego czasu zdarzyło... Nie miał już w sobie tych dziecięcych uczuć. Dziś było dość słonecznie, co stanowiło przyjemną odskocznię od ostatnich, deszczowych, dni. Zwłaszcza, że spędzone były w drodze. Wszystko wyglądało trochę inaczej, niż to zapamiętał. Może to kwestia tego, że jako poszukiwać przygód naoglądał się tylu widoków, iż niektóre po prostu zostały wymazane. Chociaż nigdy nie zapomni widoku tych kobiet. Cieszył się, że chociaż to się nie zmieniło. Tym bardziej, skoro poczuły pierwsze słońce od kilku dni, co od razu wręcz wymusiło na nich skąpy ubiór. Było na co popatrzeć.
Jedyne, co musiał jeszcze sprawdzić przed wejściem do miasta, to ich pamięć. Swego czasu był bardzo... Popularny. W końcu nie każdy zasłużył sobie, by na każdej ścianie wisiał jego wizerunek! Ba! Nawet królowie nie są tak pazerni. On też się o to nie prosił... Samo tak wyszło. Przecież coś do garnka trzeba włożyć, prawda? Zabierał bogatym i dawał biednym! Przez biednych rozumiejąc jego oraz załogę. No co... Byli biedniejsi od tych kupców... W każdym razie. Teraz wyglądał inaczej. Białe, dłuższe włosy, czerwone tęczówki przypominające świeżutkie czereśnie oraz wyraźniejsze rysy twarzy. Na tamtych listach gończych miał jeszcze chyba 20 lat. Teraz... Był o wiele starszy, aczkolwiek trzymał się zadziwiająco dobrze. To pewnie kwestia odpowiedniego trybu życia i okładu z młodych piersi. Zdecydowanie. Elementy, które nadal rzucały się w oczy to wiśniowy płaszcz oraz niecodzienny miecz, schowany pod nim. A! Jeszcze ksywka, której nie miał zamiaru zmieniać. Jakoś w niego wrosła. Dlatego... Pora wprowadzić plan w życie.
- Fufufu... Raz, dwa trzy... Moją kochanicą dziś zostaniesz Ty! - upatrzył sobie dziewczynę o długich, blond włosach, nienagannej figurze klepsydry oraz ciemnych, piwnych oczach. Błogosławić wszystkich bogów za ich boską kreację! Bez krępacji podszedł do swojego celu, który niewinnie leżał na kocu, przy rzece, czytając książkę. Wykształcone były jeszcze lepsze. Przystanął na chwilę przy niej, rzucając trochę cienia, niby będąc zapatrzonym w horyzont. - O, przepraszam. - obdarzył ją miłym uśmiechem, oddalając się dalej w stronę cieku wodnego. Już teraz wiedział, że przykuł jej uwagę. Zdjął płaszcz, pozwalając mu opaść na piasek. Odpasał miecz, dając mu zrobić to samo. Przykucnął, rozpinając dwa pierwsze guziki koszuli by ochlapać sobie kark wodą. Rzeczywiście było mu dzisiaj jakoś ciepło. Obrócił lekko głowę, by kątem oka zobaczyć, jak dziewczyna na niego zerka. Dobrze, czyli nie rozpoznała w nim starego pirata. Ach. To młode pokolenie wychowane bez strachu. Swoją drogą ciekawe, czy król poradził sobie już z piractwem. Kiedy jego złapali, słyszał, że większość się rozpierzchła. Może spotka w porcie jakichś starych znajomych z załogi...? Śmiesznie by było napić się z takimi i powspominać. W końcu oficjalnie nie był już poszukiwany, a jedynie zaginiony. Miał tak dużo opowieści ze swoich podróży na lądzie... Nostalgia złapała go dopiero teraz, kiedy powiódł wzrokiem w dół rzeki na horyzont bezkresu oceanu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t1816-galahad


avatar
Lamia Scale


Liczba postów : 15
Dołączył/a : 05/05/2016
Wiek : 24

PisanieTemat: Re: Park przed miasteczkiem   07.05.16 22:50


Z najróżniejszych powodów lubiłem codzienne przechadzki po mieście. Szczerze mówiąc jeszcze je niezbyt dobrze znałem. Minęło… nie wiem… trzy, może cztery miesiące odkąd tutaj osiadłem. Wynajęcie tego skromnego mieszkanka pochłonęło praktycznie wszystkie moje oszczędności i mój portfel zaczynał z wolna przypominać mi o powstających ubytkach. No. To mamy pierwszy powód - szukałem różnych dorywczych prac, które mogłyby mi zapewnić godne funkcjonowanie.
Właśnie dzisiaj wybrałem się na kolejną z takich przechadzek. Gdy tylko skończyłem dorywczo pomagać przy rozładunku w porcie, nie przebierając się nawet – bo i po co, nephilmy mają zupełnie inny sposób odprowadzania nadwyżki temperatury z ciała niż perspiracja – ruszyłem na eksplorację.
Traf chciał, że bezmyślnie krążąc pomiędzy uliczkami Hargeon trafiłem na deptak przed nim. Wokół roztaczał się przepiękny park, przez który płynęła dopełniająca uroku rzeczka. Nic dziwnego, że ludzie wyszli troszeczkę odpocząć i skąpać się wytęsknionych promieniach słońca, zajęli całe nadrzecze razem ze swoimi koszami piknikowymi, kocami i ręcznikami. To dość zabawne prawda? Mieszkańcy miasta portowego, mający pod dostatkiem morza i plaży wybrali mimo wszystko otoczenie zielonego parku i skrzącej się w słońcu rzeki.
Muszę przyznać, ja też lubiłem jakie słoneczne dni. Czując promienie ciepłego światła delikatnie łaskoczące mą skórę, nawet w najbardziej upalne dni byłem żwawy i orzeźwiony, gotowy do działania. Dzisiaj było troszkę inaczej, chciałem położyć się na trawie i chłonąć życiodajną energię płynącą ze słońca. Rozpiąłem koszulę, by jak najwięcej promieni dotknęło mojego ciała i  opadłem na trawę, nieopodal mnie leżała jakaś kobieta czytająca książkę, a dalej rodzina z dwójką dzieci prowadząca jakąś rodzinną rozgrywkę.
- O, przepraszam. – Dobiegł mnie czyjś głos. Uchyliłem jedno oko by spojrzeć w kierunku, z którego nadbiegał. Dostrzegłem mężczyznę, z tej perspektywy nie byłem w stanie ocenić jego wzrostu, jedyne co mogłem o nim powiedzieć to, że ubrany był nieadekwatnie do pogody… Kto nosi płaszcz w takie słonecznie dni?!
Zwracał się najprawdopodobniej do dziewczyny, która leżała nieopodal zaczytana w swojej książce. Minął ją i ostentacyjnie zrzucił z siebie płaszcz, by jeszcze bardziej ostentacyjnie ochlapać się wodą. Był niczego sobie, szczupły i gibki – w koszuli prezentował się naprawdę nieźle. Ale uwagę swą skupiłem na kobiecie. Miała może z dwadzieścia lat, była bardzo typowa jeśli chodzi o standardy piękna. Blond włosy, nienaganna figura, figura klepsydry – ubrana w zwiewną, delikatną sukieneczkę w czarne i białe paski oraz biały, duży kapelusz z rondem.
- Let the game begin… – szepnąłem do siebie i zachichotałem wstając. Wolnym krokiem przechadzałem się dookoła, po czym przystanąłem przy dziewczynie starając się nie zabierać jej promieni słonecznych.
- Dzień dobry, czy mogę usiąść obok? – zapytałem odsłaniając zęby w najbardziej szczerym i serdecznym uśmiechu. Skinęła tylko głową i wróciła do lektury. Siedziałem tak przez chwilę podpierając się na rękach, po czym rzuciłem od niechcenia okiem na jej książkę. – Mam… mam pytanko… – zacząłem niewinnie. Podniosła swój wzrok znad tekstu. Miała głębokie, ciemne oczy – przywodzące na myśl orzechy. – Co pani czyta? - zapytałem z zaciekawieniem. Kątem oka spojrzałem w kierunku rzeki i rzeczonego mężczyzny. Uśmiechnąłem się półgębkiem i słuchałem odpowiedzi dziewczyny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t1817-aaron-irvine


avatar
Lamia Scale


Liczba postów : 28
Dołączył/a : 04/05/2016
Wiek : 24

PisanieTemat: Re: Park przed miasteczkiem   08.05.16 1:34

Dzisiejszy dzień zapowiadał się wyjątkowo dobrze. Dopiero, co powrócił w swoje rodzinne strony z wielu lat tułaczki po świecie. Z drugiej strony, czy można tak nazwać to miasto, skoro większość nastoletniego życia spędził na morzu? Coś w tym, jednak, było. Jakiś kawałek nostalgii. Może nawet wybierze się, by zobaczyć, czy tamten stary budynek nadal stoi. Pewnie nadal zapewnia dach nad głową małym pociechom. Westchnął, wpatrując się jeszcze przez chwilę w krajobraz. Wcześniej tego nie czuł, aczkolwiek teraz w jego sercu tliła się tęsknota za tym bezkresem. Chciał raz jeszcze stanąć na pokładzie swojej łajby, słysząc łopotanie żagli, plusk morskich fal oraz morską bryzę na twarzy. Zamiast tego... No właśnie. Zaledwie parę kropel wody spłynęło po jego karku, zatrzymując się na materiale koszuli. Uświadomił sobie, że musiał na chwilę odpłynąć. Dawno coś takiego mu się nie przytrafiło. Strzepał resztki kropli z dłoni. Drugą jeszcze rozmasował sobie trochę kark. Miał za sobą dobry kawał drogi, więc to normalne, że szyja czasami zesztywnieje. Zwłaszcza, jak na trakcie tyle, pięknych, kobiet. Skoro już o tym mowa... Przypomniał sobie, że ktoś wpadł mu w oko, prawda? Obrócił się, nadal przykucnięty, by złapać kątem oka dziewczę, do której zdawkowo zagaił wcześniej. Aż się zdziwił, unosząc brew. Jakiś gość już obok niej siedział. Kiedy? Jak? Czy aż tak długo patrzył na ten przeklęty ocean?!
- Kurwa! Jak ja go w ogóle nie zauważyłem? To dla mnie naturalne zagrożenie, a jednak mi umknął. Czekaj, czekaj... – od razu zaczął przeszukiwać zakamarki pamięci. Tak. Pamiętał jak ją sobie upatrzył... – Hehe... Niczego sobie. – pierwsze podejście, spotkanie ich wzroku, odejście w stronę rzeki. – Wróóóć! – przewinął taśmę do tyłu. Rzeczywiście. Leżał niedaleko niej, kiedy on podszedł, rzucając na nią cień. Był wtedy zbyt daleko, by być jej chłopakiem. Definitywnie, więc na tym froncie był bezpieczny. Gość też nie wyglądał źle, chociaż nie rozumiał o co chodzi z tą wygoloną fryzurą. Ot, jakieś fanaberie. Może dziewczyny na to lecą? W każdym razie po prostu parszywie go ubiegł. Czy nie zauważył, że on rozpoczął łowy pierwszy? – Przecież to łamie wszelkie męskie reguły! Tak się po prostu nie robi. Chyba, że... – wtedy to zobaczył. Ten półuśmiech, który jasno świadczył o tym, że zrobił to zupełnie naumyślnie. Ciśnienie momentalnie mu się podniosło. To miasto zdecydowanie schodziło na psy, skoro praktykowali tutaj takie zagrywki. Niedopuszczalne. Wstyd i hańba. – Dobrze. Skoro tak chcesz pogrywać, to się zabawimy. – pomyślał, a na jego twarz wpełzł chytry i wręcz parszywy uśmieszek.
Włożył dłonie do wody, by zaraz przeczesać nimi włosy, lekko je mocząc. Pozwolił, by kilka kropel spływało po jego twarzy. Rozpiął resztę guzików w swojej koszuli, dając wietrze możliwość ukazania reszty jego sylwetki. Tak, blizny też, ale nie zawsze jest to straszak. Wręcz przeciwnie. Zebrał z ziemi płaszcz, przewieszając go za plecami na wyciągniętej przy barku dłoni. Miecz natomiast dzierżył za pochwę w połowie długości. Słońce działało na jego korzyść. Gdy podchodził do panienki frontowo, nie tylko musiała zwrócić na niego uwagę, dodatkowo podkreślił to fakt, że cień padł nie na nią, a jegomościa, z którym właśnie rozmawiała, a raczej miała to zrobić. Zanim swój wzrok przeniosła wprost na niego. Już w jej oczach widział, że jej się podoba. Teraz trzeba było tylko to rozwinąć.
- Podróże małe i wielkie. Gerard Alenhad, prawda? – uśmiechnął się szeroko, do dziewczyny, oraz po kryjomu do gościa niepozostającego w jego cieniu. – Nadal chcesz się bawić...? – rzucił mu niemy przekaz.
- Tak. Skąd pan wiedział, panie...? – połknęła haczyk. Przysiadł się obok niej, znacznie bliżej, niż poprzednik, o którym nawiasem mówią, chyba już zdążyła zapomnieć. – Galahad, mów mi Galahad. Ten starzec zawsze lubił umieszczać wszędzie swój podpis, logo. Zobacz, o tutaj. – sięgnął do jej książki by pokazać jej mały obrazek lisa w rogu strony. Później zupełnie przypadkiem dotknął jej dłoni, zaraz z uśmiechem wracając nią na swoje kolano. Kontakt fizyczny był bardzo ważny. – Faktycznie...
Galahad zaśmiał się cicho. – Spotkałem go kilka razy na szlaku. Uwierz mi, mam o wiele ciekawsze historie do opowiedzenia, niż on kiedykolwiek zmyślił. Tak. Większość z nich to bzdury. To lisie logo nie wzięło się znikąd. Strasznie przebiegły staruszek, ale miły. – uśmiechnął się raz jeszcze, a dziewczyna już robiła do niego maślane oczka. Zwycięstwo miał w kieszeni. Przynajmniej tak myślał. Nie omieszkał również rzucić półuśmiechu niedoszłemu adoratorowi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t1816-galahad


avatar
Lamia Scale


Liczba postów : 15
Dołączył/a : 05/05/2016
Wiek : 24

PisanieTemat: Re: Park przed miasteczkiem   08.05.16 3:20


Mężczyzn można podzielić na dwie kategorie. Pierwszy z nich jest zaborczy, wygadany, zdobywczy – to ma swoje niepodważalne zalety, lecz także potworne wady. Kobieta inteligentna bowiem pragnie być także wysłuchana i traktowana jako partnerka, nie zdobycz. Już po jej ruchach, spojrzeniu i  tonie wypowiedzi jesteśmy w stanie wywnioskować z jakim typem kobiety mamy do czynienia.
Wiedziałem, że mnie zauważy. Wiedziałem, że podejmie grę. Zobaczymy czy zna zasady jakimi się rządzi. Zachichotałem w duchu, gdy spostrzegłem co robi. Rozpinanie koszuli? To już za mną. Blizny? Rzeczywiście, pociągające – tylko dla kogo? Dla naszego celu, czy może dla mnie? Przygryzłem dolną wargę i czekałem na rozwój wydarzeń. Ruszył w naszym kierunku i niestety… przeszkodził dziewczynie w wypowiedzi.
- „Podróże małe i wielkie”. Gerard Alenhad, prawda? – rzucił retorycznie. Doskonale wiedziałem co czyta, chciałem jednak pozwolić jej na powiedzenie czegoś. Dostrzegłem tą mikroekspresję w jego wypowiedzi, jego twarz na ułamek sekundy przybrała wyraz tryumfu, dokładnie w tej jednej sekundzie ,gdy obdarzył mnie swoim spojrzeniem.
- Tak, skąd pan wiedział? – Głupstwo. Dziewczyna zdziwiła się – cóż, jak widać nie była, aż tak oczytana jak by mogło się wydawać, ale nie odbierałem jej jeszcze mojego kredytu. Gerard Alenhad, wydanie szóste uzupełnione z roku X801, w stosunku do poprzednich uzupełnione o dodatkowy rozdział, którego akcja toczy się nigdzie indziej niż w mieście Hargeon.
Przez tą krótką chwilę oceniłem swojego rywala. Najbardziej rozbawiony byłem różnicą w poziomach na jakich graliśmy. Jemu chodziło o nagrodę, mi o samą grę. Zlustrowałem go od stóp do głów. Ubierał się bardzo podobnie do mojego nie tak jeszcze dawnego towarzysza z okolic Clover. Dodatkowo ta broń, ten charakterystyczny kształt rękojeści. Ale to by się nie zgadzało, Galahad był od niego co najmniej dziesięć lat starszy i zupełnie inaczej wyglądał… Nie… Chociaż coś w tych rysach. Może jakaś daleka rodzina? Głos ma w sumie podobny.
- Galahad – To… niemożliwe. – Mów mi Galahad. Ten starzec zawsze lubił umieszczać swój podpis, logo. Zobacz, o tutaj. – To rzeczywiście może być on. Ale jak?
No dobra… w sumie mnie jeszcze trudniej poznać niż zaledwie rok temu. Straciłem dobre cztery cale wzrostu, skóra mi pociemniała – o włosach nie wspomnę, a rysy wyostrzyły się. No… i skrzydła. Nie posiadam już nawet ich namiastki… Spojrzałem w niebo – z zachodu nadciągały chmury, na oko za pięć minut zajdzie słońce i nasza panna zapewne ucieknie. Chciałbym choć raz jeszcze wzbić się w powietrze i poczuć ogrom przestworzy.
No ty cwaniaku… Jeśli to naprawdę Galahad to powinienem sobie dać z tym radę – wystarczy, że zrobię to: gdy tylko zaczął wskazywać, gdzie znajduje się logo zrobiłem dokładnie to samo niestety muskając nie tylko jej, ale też jego dłoń – na pewno ucieknie jak oparzony, chociaż nie pokaże tego po sobie.
- Alenhad spotkał wielu podróżnych na swojej drodze i to ich opowieści są z reguły wpisane w karty jego dzieł – rzuciłem, gdy tylko Galahad podsumował niezbyt trafnie dzieła pisarza. – Lis zaś wziął się nie od jego przebiegłości, a od pierwszej historii jaką kiedykolwiek napisał. Dokładnie taki sam obrazek znajdował się na jego pierwszej powieści, ale domyślam się, że panna gustująca w takiej literaturze doskonale o tym wie – powiedziałem ciepłym tonem.
Graj Galahad, graj. Zachichotałem znów w duchu, w moich oczach błysnęła ta iskra. Jak daleko z tym zajdziemy? Cała droga za tobą w tym płaszczu. A perspiracja działa – uśmiechnąłem się półgębkiem dosłownie na ułamek sekundy.
- Nazywam się Jamie Brown – rzuciłem z uśmiechem, tutaj Galahad mnie wyprzedził. – Myślę, że będę się zbierał. – Nie myśl, że wygrałeś przyjacielu. – Państwu także bym radził – mówiąc to wstałem i wskazałem na chmury.
- Dziękuję – powiedziała dziewczyna. W jej głosie wyczułem poirytowanie. Oho! Trafiłem. – Byli panowie naprawdę uprzejmi, jednak będę musiała się już zbierać. – Wstała i bez zbędnych ceregieli zaczęła składać koc.
- Wybiera się może pani w kierunku dzielnicy kupców? – zapytałem dołączając do niej. – Jeśli tak, to gdyby złapał nas deszcz, zapraszam do mojej biblioteki – rzuciłem i zacząłem zapinać koszulę, zatrzymując się.
Najpierw szła żwawo, lecz po chwili zwolniła, aż w końcu przystanęła.
- Przepraszam… czy ja dobrze słyszałam? – zapytała.
- Hmm? To znaczy? – rzuciłem dopinając trzeci guzik od góry. Tyle wystarczy. Na mojej piersi kołatał naszyjnik z czarnego metalu z jednym, owalnym turkusem.
- Czy pan ma bibliotekę? – Wyglądała na zaciekawioną.
- Nie wiem czy już kwalifikuje się do takiej nazwy, ale tak. Pokaźny księgozbiór liczący około tysiąca egzemplarzy – powiedziałem podchodząc bliżej. Była o około dwadzieścia-trzydzieści centymetrów niższa ode mnie, dlatego zachowałem bliski dystans. – Jestem wielkim fanem Alenhada. – Była już na tyle blisko by poczuć zapach korzenno-cytrusowych perfum. Zauważyłem to charakterystyczne pociągnięcie nosem i lekkie zarumienienie na twarzy. – Posiadam też inne… dzieła – powiedziałem nisko wpatrując się jej w oczy. Uciekła wzrokiem, a rumieniec na jej twarzy rozlał się również na dekolt.
- Przykro… przykro mi, ale niestety nie idę w tamtym kierunku… – wydukała z siebie.
- Nie szkodzi. Tutaj ma pani adres. – Wyjąłem z tylnej kieszeni spodni wizytówkę i włożyłem jej w książkę. – Z chęcią pokażę co mam na stanie. – Rumieniec zaognił się, gdy mówiłem do niej w ten sposób. – Liczę, że przyniesie pani coś równie interesującego… pani? – Zmarszczyłem brwi oczekując odpowiedzi.
- Daria – powiedziała odsuwając się. Moja aura chyba ją nieco onieśmieliła.
- Daria... jak?
- Po prostu Daria. Do widzenia – rzuciła i odwracając się na pięcie pognała przed siebie, gdyż zaczęły spadać pierwsze krople deszczu.
- A pan, panie Galahad? Nie chciałby pan odwiedzić mojej biblioteki? – zapytałem normalnym, uprzejmym głosem. – Oczywiście, jeśli nigdzie się panu nie spieszy. – Już czułem jego wściekłość o Darię. Niemniej... deszcz przybierał na sile. Poczekałem chwilę na decyzję Galahada i ruszyłem do swojego domu.

[zt]


Ostatnio zmieniony przez Aaron Irvine dnia 09.05.16 0:42, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t1817-aaron-irvine


avatar
Lamia Scale


Liczba postów : 28
Dołączył/a : 04/05/2016
Wiek : 24

PisanieTemat: Re: Park przed miasteczkiem   08.05.16 20:54

Galahad już czuł, że jest w zwycięskiej pozycji, kiedy tylko przedstawił się dziewczynie, kontynuując swoje wystąpienie. W tym momencie zazwyczaj każda była już jego. Może to jakiś naturalny urok, ale ciężko było mu odmówić. Pomimo swojego charakteru oraz reputacji, w jakiś sposób szybko wzbudzał w ludziach zaufanie. Dlatego tak często przewodził mniejszym, bądź większym grupom. Jego wejściem w temat, pierwszy krokiem było wskazanie loga na jednej ze stron, a jednocześnie dotknięcie dłoni dziewczyny. Kontakt fizyczny był bardzo ważny. Wtedy do gry dołączył gracz numer dwa, trochę do tej pory pozostawiony w tyle. Wykonał ponowny manewr, jakby chciał ubiec szarowłosego. Tylko, że... Dotknął jego dłoni. Galahad nie był przewrażliwiony na punkcie swojej męskości na tyle, by uciekać od tego, jak ognia, aczkolwiek to nie był przypadek. Dlatego swobodnie, acz stanowczo zabrał swoją dłoń by dotknęła tej dziewczyny. – Czy on do mnie zarywa..? Nie... Galahad, skup się bo Ci zwierzyna ucieknie. – myślowo nastawił się na odpowiedni tor działań, ale przeciwnika lustrował już zupełnie innym wzrokiem. Wystrzegał się kolejnych sztuczek w tym stylu. Musiał mu dać jasno do zrozumienia, że nie nie kręcą go takie zabawy. Zupełnie, zupełnie. Na nieszczęście byłego pirata, jegomość postanowił podjąć walkę. Nawet wiedział co nie co na temat tej książki. Rzeczywiście. Pod tym względem mógł go przebić, aczkolwiek on się tak łatwo nie poddawał. Nie, jeśli chodzi o kobiety.
- Tak, to prawda, że na swoim szlaku spotkał wielu podróżnych. Poszukiwacze przygód rzadko działają w pojedynkę. Coś o tym wiem. Aczkolwiek, jeśli już mówimy o tym, kogo spotkał, to... – z szelmowskim uśmieszkiem sięgnął raz jeszcze do kart książki, na co dziewczyna jakoś nie protestowała. Chwilę poszperał, by w końcu otworzyć na stronie 206. Kilkanaście stron od momentu, w którym akurat była niewiasta. – Popatrz na ten fragment. O tutaj. Wiedziałem, że nie odpuści tamtej przygody. – uśmiechnął się niby zażenowany, a obie persony przed nim mogły przeczytać kilka linijek tekstu o wojowniku odzianym w wiśniowy płaszcz oraz mieczu z niecodzienną rękojeścią. Uniósł do góry miecz, by mogła się jej przyjrzeć. Rzeczywiście, prawdopodobieństwo byłoby zbyt dużym zbiegiem okoliczności.
- Nie wierzę... Podróżowałeś z nim? I Czy to nie ten rozdział o tej bandzie wilkołaków, co broniła jakiegoś starożytnego artefaktu? – oczy dziewczyny jakoś błysnęły. Znów przykuł jej uwagę całkowicie niepodzielnie. Nie omieszkał puścić swojemu przeciwnikowi oczka, jakoby całkowicie już przegrał. Na szczęście nie doczytała do końca. Przecież miał tam jeszcze kasztanowe włosy, a to by mogło trochę napsuć.
- Tak, już mówiłem. Mogę Ci opowiedzieć, jak to naprawdę było. To książka, są tam pewne elementy fikcji literackiej. Inaczej tak dobrze by się nie czytało, a co za tym idzie tak dobrze by się nie sprzedawała. – wyjaśnił, odkładając ostrze na bok, a samemu podpierając się na łokciu. Powoli dobrze się tutaj układał. – Chociaż podtrzymuję swoje poprzednie zdanie. Ten lis może i był na jego pierwszej książce. Tego nie wiem, aczkolwiek na szlaku zawsze nazywaliśmy go właśnie lisim ogonem. Wszędzie go było pełno, ale nigdy podczas bitwy. Jego rude włosy tylko mi śmigały gdzieś na horyzoncie, kiedy przychodziło do dzielenia łupów. – powiedział, jakby od niechcenia, spoglądając na panienkę. Tak. Teraz pora na pewną dozę obojętności, co jeszcze bardziej zmusi ją do łaknięcia uwagi. To wydawało się tak proste, ale znów swoje trzy grosze do wtrącenia miał Jamie. Teraz się przedstawił, jednocześnie nakłaniając do tego ich nagrodę. Potrafił grać w tę grę, to mu trzeba było przyznać, ale ona im zaraz ucieknie. Już się zaczęła zbierać. Galahad również wstał na równe nogi, zbierając z ziemi swój oręż, by przypasać go na nowo do biodra.
Spojrzał w niebo. Gość faktycznie nie blefował. Na horyzoncie pojawiły się ciemniejsze chmury. Za kilka minut całkowicie przysłonią słońce. – Potrzebowałem akurat tych paru minut. Cholera! – już teraz spoglądał gniewnie na jegomościa, ale chwilowo musiał się wycofać. Nie było co gonić za dziewczyną. To by ją tylko odstraszyło. Odstraszył ją. Przepędził wręcz. Rozmawiali o jego zbiorze ksiąg. Nazwał to nawet biblioteką. Skoro tak ją to interesowało może jeszcze nie wszystko stracone? Kiedy wymieniali uprzejmości, a raczej niejaki Jamie uwodził dziewczynę, szarowłosy wkradł się mniej-więcej wtedy, kiedy dawał jej swój adres.
- Jeśli, natomiast, interesuje Cię historia, której Alenhad nigdy nie napisał, a ma miejsce w bibliotece z innego wymiaru, może uda Ci się mnie odszukać gdzieś w porcie. Podejrzewam, że zostanę tutaj jeszcze kilka dni. Może osiedlę się na stałe... – puścił jej oczko z miłym uśmiechem, kiedy ta postanowiła się oddalić. W dość szybkim tempie nawet, gdyż zaczynały spadać pierwsze krople deszczu. Jeszcze nie odpowiadał na zadane przez mężczyznę pytanie. Po prostu uśmiechał się, machając aż dziewczyna nie była na tyle daleko, by na pewno się nie obrócić. Dopiero wtedy spojrzał na byłego przeciwnika. Jego oczy aż zdawały się świecić od całej tej wściekłości.
- Co to kurwa miało być, co?! Tak się po prostu nie robi! – patrzył na niego, jakby zaraz miało dojść do rękoczynów, chociaż coś go powstrzymywało. – Są jakieś zasady. Ja rozumiem, męska rywalizacja. Ale to nawet dycha nie była! Co najwyżej siódemka na zaostrzenie apetytu po podróży. Człowiek wraca ze szlaku i już się musi o swoje wykłócać... – emocje zaczynały trochę opadać, aczkolwiek deszcz rozpadał się już na dobre, dlatego szybko zarzucił na siebie płaszcz, ale koszuli nadal nie zapinał. – Czy chciałbym? Jasne, że tak! Jesteś mi coś za to dłużny i mam zamiar sobie za to odbić Twoim kosztem. – wycelował w niego wyzywająco palcem, po czym ruszył w stronę miasta, nadal głęboko poruszony, burcząc coś pod nosem.
- W stronę dzielnicy kupców powiadasz... No na co czekasz? Prowadź! – nie czekał na swojego przewodnika. Przynajmniej chwilowo. Nie dopuszczał do myśli takiego scenariusza, gdzie jakoś mu się nie odpłaci. Co, jak co, ale kobiety trzeba traktować z szacunkiem. Z jeszcze większym męski kodeks, który on ewidentnie łamał. Poprawił jeszcze kołnierz płaszcza, by osłaniał jego kark, zanim na dobre zagłębili się w uliczki portowego miasteczka. – Oby tylko ten gość miał coś więcej w swoim domu prócz książek, bo strasznie mi w gardle zaschło. – pomyślał, przyśpieszając kroku, bo deszcz przybierał na sile. Naprawdę smagał już po twarzy. Zupełnie, jakby to był sposób w jaki ocean ponownie się z nim wita. Kto wie, może zdobędzie statek i znów zejdzie na złą ścieżkę? Czas pokaże. W tym momencie najważniejsze było się po prostu napić oraz odegrać!

[z/t]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t1816-galahad
Sponsored content





PisanieTemat: Re: Park przed miasteczkiem   

Powrót do góry Go down
 
Park przed miasteczkiem
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Obrona Przed Czarną Magią
» Klasa do Obrony Przed Czarną Magią
» Klasa Obrony Przed Czarną Magią
» Ogród przed domem
» Przed Kamienną ścianą

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Fairy Tail New Generation :: Królestwo Fiore :: Hargeon-
RadioAoi.plHalo PBFPBF ToplistaI love PBFPBF Toplista~**~.: ANIME TOP100 :.Najlepsze strony o Anime i Mandze w necie