IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Dziedziniec

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość


avatar
Ranga Specjalna


Liczba postów : 614
Dołączył/a : 04/11/2014

PisanieTemat: Dziedziniec   09.11.14 16:00

Po przejściu przez bramę znajdujemy się na dużym, wybrukowanym dziedzińcu. Jeśli go przejdziemy będziemy w głównym budynku. Od całej reszty świata, dziedziniec jest oddzielony przez gruby mur pełniący funkcję obronną. Mur sam w sobie nie przylega bezpośrednio do budynku. To by było bezsensowne. Niszcząc mur już był byś w samym budynku. Nie ma na tym dziedzińcu nic specjalnego. Duża, wolna przestrzeń. Idealnie się nadaje na walkę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com
Gość





PisanieTemat: Re: Dziedziniec   29.07.15 16:07

Bam!
Powoli i spokojnie... Nie, nie, nie! Już błąd na samym wstępie! Wpadając - dosłownie - na teren gildii Sabertooth zacząłem się rozglądać. Całość tego terenu otoczonego głupim murem, z którego prawie spadłem, była idealna na walkę. Po co komu ten mur? Wbija się ktoś do nich czy jak? Chociaż w sumie.. jakoś nie wchodziłem tutaj bramą. Bo niby po co? To byłoby takie nudne. Swoją drogą dawno nie używałem mieczyka. Może ktoś miałby ochotę pobawić się ze mną? Nie, raczej nie. Ci ludzie wydają mi się jacyś tacy dziwni i nie zabawni. Może musiałbym ich jakoś sprowokować? To nie będzie trudne. Nagle moją cudowną główkę przeszła dziwna myśl. Przecież jeszcze się nie przedstawiłem!
- Yo! Jestem Kigahen Arashi, ne! - wykrzyknąłem z czystą radością. Oby te zabaweczki nie wzięły mnie za jakieś dziecko. Nie jestem przecież dzieckiem. Prawda?
Po swoim krzyku pomachałem rączką w stronę drzwi, zza których miał ktoś wyjść. Powinien ktoś wyjść. No ludzie chcę się pobawić, a tu co? Pusto! I jeszcze nie ma nic do roboty! Hańba i wstyd! Może by tak rzeczywiście ich sprowokować do wyjścia i zabawy? Tylko jak by to zrobić.. może po prostu wyjąć mieczyk i zaproponować zabawę? Nie, zbyt proste! Zresztą byłoby podobnie jak z ludźmi Wujaszka. Oni się zawsze wtedy denerwowali i nie chcieli się bawić. Chociaż może Ci są bardziej zabawni? To byłoby świetne! Ale z drugiej strony nadal nikt nie wyszedł. Może mnie nie lubią? Albo celowo nie chcą się bawić? Albo są mega poważni? Chociaż w sumie można to łatwo sprawdzić. Z szerokim uśmiechem stworzyłem dwie kule ognia, którymi "rzuciłem" w stronę głównych drzwi do budynku Sabertooth.
Świst!
Ciemne ostrze mignęło w mojej dłoni, gdy kilka razy się nim zamachnąłem. Jak ja dawno tego nie robiłem! Zaraz potem wystawiłem mieczyk przed siebie, tak aby stać w pozycji, którą można uznać za „gotowy do walki”. Na sam koniec uśmiechnąłem się szeroko i podniosłem wzrok na drzwi do gildii. Ciekawe czy wytrzymają mój atak.. nie, raczej nie! W końcu ogień jest tak cudowny! Na pewno będzie zabawa. Chyba, że ci tutaj rzeczywiście są tak nudni jak ludzie Wujaszka. Oby nie.
- Pobawimy się? Czy mam do was przyjść? – krzyknąłem radośnie i niewinnie – co pewnie wyszło sadystycznie, khe khe – w stronę drzwi. Oby nie kazali mi długo czekać, bo to było nudne!
Powrót do góry Go down


avatar
Mistrz Gry


Liczba postów : 1643
Dołączył/a : 10/11/2014

PisanieTemat: Re: Dziedziniec   30.07.15 14:57

Dziedziniec, jak początkowo Arashi zapewne założył, był pusty. A przynajmniej przez dłuższą chwilę się tak wydawało. Piętnastolatek więc puścił swe kule ognia w stronę drzwi, jednakże nie doleciały do celu. A dlaczego to nie doleciały? Ktoś stanął centralnie przed bramą z ogromną tarczą, która wchłonęła jego atak. Był niczym rycerz w lśniącej zbroi, a za nim stała malutka osóbka, a różnica ich wzrostów wynosiła trochę ponad pięćdziesiąt, czy może nawet sześćdziesiąt centymetrów. Wyraźnie tamta mała miała metr... pięćdziesiąt, a ten wyższy może trochę ponad dwa metry. Zielone oczy mężczyzny w dość prostej, pociągłej twarzy spoglądały się na piętnastolatka tym poważnym wzrokiem, który zawierał w sobie trochę "chęci na zabawę", o ile dało się to tak ująć. Opuścił tarczę, która była teraz pokryta lekką sadzą, po czym starł ją rękawicą. A jego zarówno zbroja, jak i oręż były w kolorach białych z dodatkami złotymi, acz widać było na nich gdzieniegdzie emblemat gildii, Sabertooth.
Druga osóbka, ta mała... mogła zostać w sumie pomylona z chłopakiem. Niski wzrost, chłopięca budowa klatki piersiowej bez nawet drobnych zalążków piersi... I do tego płaszcz z napierśnikiem. A także monotematyczne kolory - wszystko prócz zbroi i skóry było w ciemnej tonacji oczy i włosy były całkiem czarne, a miecz przy jej boku razem ze "zbroją" trochę odstawał kolorem.
- Czego tu?! - zawołała kurduplica, wyraźnie kobiecym głosem. Kobiecym, całkiem dorosłym jak na taką posturę drobną i dziecięcą. Los musiał ją zdecydowanie pokarać. Ciekawe tylko, za co...
- Panienko Ellie, proszę nie bać się Tego rzezimieszka, który czelność ma zaatakować naszą zacną gildię! - zawołał, wyciągając miecz z kabury, wystawiając go przed siebie. A że stali od siebie oddaleni o około dziewięć metrów, to nawet na taką odległość broń wyglądała na imponującą.
- Ralph, debilu, ja się nie boję! Zrozumiałeś, nie boję! - wydarła się na niego, zdenerwowana nieźle. A ten tylko ją pogłaskał po głowie i przestawił za siebie, do wejścia, co wyglądało przekomicznie.
- Nie oszukuj mnie, a tym bardziej siebie, nasza zacna pani! Ja zajmę się Tym oto bezczelnym młokosem, który zdecydował się zadrzeć nie z tym, kim trzeba! - zawołał dość głośno, patrząc na niego. Miał ten wredny, pewny siebie uśmieszek. Typowy paladyn. naprawdę, typowy. No, może trochę narwany...



wygląd gościa + ma tarczę w podobnych motywach. Druga jest podlinkowana.
Pamiętaj o kosztach. Obecnie masz 2600mm z racji użycia kuli ognia dwukrotnie. Na razie jednak możesz regenerować, jednak proszę pamiętać o zapisach w formie:
Pula MM - MM za zaklęcie (+ regeneracja, jeśli następuje) = nowa pula MM po odjęciu
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość





PisanieTemat: Re: Dziedziniec   31.07.15 12:37

Trach!
Mój ogień nie dosięgnął celu, ale przynajmniej wyszli ludzie! Jakiś postęp jest, prawda? Zresztą stała przede mną teraz dziewczynka z mieczykiem oraz jakiś olbrzym, który w sumie też miał mieczyk. Zapowiada się zabawnie! Tylko najpierw wypadałoby odpowiedzieć na pytanie, które mi dziewczynka zadała.. choć jej głos jest tak trochę zbyt dorosły jak na dziecko. Tylko czy oni nie słyszeli co wcześniej mówiłem czy jak? Na chwilę obecną miecz wbiłem w ziemię i się o niego oparłem z zamyślonym wyrazem twarzy. Może są głusi? Nie.. nie gadali by ze sobą teraz.. Wychodzi na to, że musze się powtarzać.
- Mówiłem już, ne! Ale skoro tak to powtórzę jestem Kigahen Arashi i chciałem się pobawić – krzyknąłem do kobiety, kompletnie ignorując dużego.. wojownika. – Nikt nie chciał wyjść z tego domku, więc chciałem jakoś zwrócić na siebie uwagę. I się udało!
Zaraz potem facet odezwał się nazywając mnie rzezi-kimś tam. Nie lubię go słuchać, wydaje się nudny! Zresztą jest jakiś taki sztywny, wolałbym porozmawiać z panią karzełek. Wygląda mi na kogoś z kim mógłbym się dogadać. I ma przy sobie miecz, czyli jest szermierzem. Jak na razie na jej konto idą same plusy.. a co do olbrzymiego chłoptasia tego już nie lubię. I jeszcze przestawił mi panią karzełek za siebie co wyglądało zabawnie, przyznaję, ale chciałem z nią porozmawiać.
- Nie lubię cię duży – parsknąłem tonem niezadowolonego dziecka i przez chwilę patrzyłem na niego  swoimi szkarłatnymi ślepkami, ale zaraz potem spojrzałem na kobietę, która wydawała mi się bardziej sensowną osobą do rozmowy. – Możesz coś zrobić z tym dużym? Jest sztywny i go nie lubię. Zresztą nie zareagowałaś jak ludzie Wujaszka, oni zawsze od razu biegli na mnie z mieczykami i chcieli zabić, bo przez przypadek podpaliłem im magazyn z bronią. Ale przecież przeprosiłem!   Ale to nie o tym chciałem mówić.. możemy się dogadać, ne? – cały czas wpatrując się w kobietę i podpierając na swoim mieczu, uśmiechnąłem się niewinnie.
Ta dziewczyna rzeczywiście wydawała się ciekawa, więc rozmowa z nią mogłaby być lepsza od zabawy. Ale co poradzić, że chyba zrobiłem na niej złe wrażenie? I jeszcze ten duży chłoptaś nazywał mnie bezczelem i rzezi-kimś tam. Zupełnie jakby sądził, że jego słowa jakkolwiek robią na mnie wrażenie. Idiota!

2600MM + 500MM (regeneracja) = 3000MM (Na więcej raczej sobie pozwolić nie mogę, skoro w domyśle mam 3000MM)
Powrót do góry Go down


avatar
Mistrz Gry


Liczba postów : 1643
Dołączył/a : 10/11/2014

PisanieTemat: Re: Dziedziniec   01.08.15 1:02

Głusi raczej nie byli. Jak sam Arashi stwierdził, rozmawiali ze sobą, a gdyby byli, pewnie skończyłoby się to na języku migowym, albo na po prostu gestach. Albo kalamburach, jak kto woli. Może po prostu chodziło im o jakieś inne wieści dotyczące czarnowłosego niż tylko jego imię i nazwisko? Pan wielki paladyn, widząc i słysząc go stwierdził, że też za nim nie przepada. Więc odwzajemniają uczucie niechęci wobec siebie, też dobrze.
- Ej Ty, dzieciak, wiemy, jak masz na imię i nie o to nam chodziło, nosz kurde! - krzyknęła dziewczyna, próbując znów wyjść na przód, choć zaś została zasłonięta z dziwnego powodu. Paladyn od siedmiu boleści nie pozwalał jej dojść do słowa, co było jemu bardzo na rękę, zaś tamta poczuła się niezwykle poniżona i uznana za popychadło.
- Bez obaw- - zaczął swoją gadkę, choć ona dość szybko go znokautowała i rzuciła na ziemię. Szybko i bezboleśnie, można by rzec. Położyła tego dwumetrowego gościa w mniej niż pięć sekund, usiadła na nim, a jego miecz stanowił dla niej pewne oparcie na nogi, gdyż wbiła go w ziemię całkiem niedaleko.
- Ralph, jesteś debilem - stwierdziła. - Ciągle ta gadka-szmatka o całym tym ratowaniem dziewic z opałów... czy coś takiego... Pamiętaj, że jestem silniejsza od Ciebie i nie potrzebuję niańki! - zawołała, całkiem zła. Zaraz jednak wstała i się otrzepała z tego całego paladyńskiego brudu, aby zaraz podejść nieco bliżej Arashiego. Wciąż jednak dzieliły ich trzy metry.
Spojrzała się na niego uważnie, prosto w jego oczy. W jej dało się ujrzeć pewną drobinkę zagubienia, jednak skutecznie przykrywaną przez takie rzeczy jak pewność siebie czy odwaga. A czy to nie było to samo? Nie ważne. Po prostu zagubienie ledwo dało się dostrzec, a ona cały czas lustrowała chłopaka swym spojrzeniem, dość poważnym jak na taką osobę. Najzabawniejsze było to, że była o wiele starsza od naszego piromana.
- Więc zrobiłam coś z tym paladynem od siedmiu boleści. A teraz przejdźmy do sedna sprawy... mogę mówić Ci Arashi? Wtedy Ty możesz się do mnie zwracać po imieniu, Ellie. A dokładniej to Ellie Silveren - przestawiła się, ale bez jakiegokolwiek podania ręki czy czegokolwiek. Ręce bowiem miała założone na tors, chyba nie przejmowała się czymś takim jak dobre maniery. - Więc... po co, oprócz zapewnienia sobie zabawy przyszedłeś do naszej gildii, do Sabertooth, hm? - zapytała, unosząc przy tym prawą brew w górę, zaciekawiona.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość





PisanieTemat: Re: Dziedziniec   29.08.15 15:27

Dum.
Dzieciak? Dlaczego ta dziewczyna nazwała go dzieciakiem? W końcu to ona tutaj wygląda na małe dziecko! A już na pewno na kogoś młodszego od niego! Delikatnie przechyliłem głowę na bok z uniesioną brwią, bądź co bądź dawno nikt mnie tak nie nazwał. W sumie oprócz słów "morderca", "szaleniec", "popapraniec" nie słyszałem wielu określeń na moją osobę. Ale przecież te określenia nie były prawdziwe, racja?
- Nie jestem dzieciakiem - mruknąłem lekko zaciekawionym tonem.
Jakby nie patrzeć ta kobieta wydawała się interesująca i jeszcze dość szybko położyła na łopatki tego dużego. To mi się podoba. W końcu on tu jest niepotrzebny i kompletnie zbędny. dodatkowo był skończony idiotą. Głupkiem. Kretynem. Przysłuchując się słowom czarnowłosej, uśmiechałem się lekko. Ta sytuacja była całkiem zabawna! Chociaż nadal nie potwierdziłem plotek odnośnie siły magów w gildiach, ale to może chwilę zaczekać, racja? Dodatkowo dziewczyna wstała, otrzepując się z czegoś i podeszła bliżej mnie. Ciekawe. Dodatkowo wpatrywała się w moje śliczne ślepka. Czyżby zauważyła ich wyjątkowość? A może jedynie próbowała mnie obserwować? Kto wie?
- Możesz mówić jak chcesz, mi to nie przeszkadza Ellie-san! - odezwałem się lekko zaskoczonym tonem.
Po co pytać o taką głupotę? W końcu przedstawiłem się po to, żeby wiedzieli jak mam na imię, a co za tym idzie jak się do mnie zwracać. Logiczne, racja? Dalsze pytanie mogło być w sumie do przewidzenia. Tylko co tu powiedzieć? Co prawda to prawda. Przyszedłem, ponieważ chciałem sprawdzić plotki odnośnie potęgi magów Sabertooth, ale czy wypada to powiedzieć? Raczej tak.
- Zabawa to przy okazji - zacząłem tłumaczyć, chowając mieczyk do pochwy na plecach. Na razie nie będzie mi potrzebny. Do tego zaś usiadłem sobie po turecku na ziemi, dla wygody podczas swoich słów. - Jakiś czas po pożarze mojej wioski usłyszałem plotki. Mówiły, że magowie tej gildii są bardzo silni, więc i zabawni. Początkowo się tym nie przejmowałem i dalej podróżowałem, bawiąc się. Jednak po jakimś czasie postanowiłem to sprawdzić, więc tutaj przyszedłem. Chociaż moglibyście nie mieć tego muru! Jest upierdliwy! Wiesz jak trudno po nim wejść? - zerknąłem na kobietę z obrażoną miną. Co jak co, ale ten mur mogli sobie odpuścić! Po chwili jednak westchnąłem i postanowiłem dokończyć myśl. Nie byłem zbyt cierpliwą osóbką. W ogóle nie byłem cierpliwy. - Chciałem zobaczyć czy to prawda i jeśli okazałoby się, że tak to do was dołączyć. Zaczyna mi się nudzić bycie samym, ale wracając do sedna.. Nikt nie chciał wyjść jak zawołałem, więc użyłem swojego kochanego ognia żeby ktoś wyszedł i wtedy wyszłaś! Tamtego dużego nie lubię, więc on nie ma żadnego znaczenia. Resztę historii już znasz, ne.
Po tych słowach postanowiłem poczekać na reakcję dziewczyny. Może będzie nawet zabawnie? Kto wie?

***
Gomene v.v Zapomniałem poinformować o urlopie przez wyjazd. W każdym razie przepraszam za to i daję tegoż posta.
Powrót do góry Go down


avatar
Mistrz Gry


Liczba postów : 1643
Dołączył/a : 10/11/2014

PisanieTemat: Re: Dziedziniec   31.08.15 14:45

//Akurat miałam tydzień temu uznawać fabułę za zamkniętą, ale na szczęście Twoje zapomniałam, więc możemy wznowić/

- Nie jesteś? Przysięgłabym, że zachowujesz się jak dzieciak - skonfrontowała to, wrednie się uśmiechając. Nie był to typowy uśmiech złoczyńcy, a po prostu chciała się z nim podroczyć. I kto tutaj był dzieckiem, hm? Ona, czy może on? Jednak ona nie odwracała głowy ani tym bardziej wzroku od jego ślepi. Wciąż się tak uśmiechała, cały czas. Aż w końcu się zreflektowała, odwróciła głowę, zamykając przy tym oczy. Zaraz je nieznacznie rozwarła, patrząc w ziemię.
- Więc będę mówiła do Ciebie per "dzieciaku". To też Ci pasuje? - zapytała całkiem poważnie. Chyba nie żartowała sobie w tym momencie z niego, a mówiła śmiertelnie poważnie. Ale zaraz wysłuchała jego opowieści, nie chcąc się wtrącać. Pomimo braku kultury zaprezentowanemu moment wcześniej, dawała innym dojść do słowa i mówić. I tym samym była dobrym słuchaczem. A wy uważaliście ją za dzieciaka...
- Pożar wioski? Ciekawe. W sumie wielu przychodzi tutaj, bo coś straciło, acz uważają się za silnych. Nie dziwię Ci się, że Ty również taką decyzję podjąłeś - stwierdziła. Spojrzała się na niego kątem oka, jej oczy wyrażały pewną powagę. - A co do muru: wszelkie takie reklamacje proszę kierować do tego architekta, którego zatrudnił pierwszy Mistrz, bo to on tak zarządził, że będzie mur. A Mistrzyni obecnej się to podoba i raczej nie zmieni. Zmieniając na temat drzwi, to wystarczyło zapukać - mruknęła.
Za chwilę jednak się od niego odwróciła, zaczęła powoli chodzić po placu, delikatnie palcem brodę. Jakby się zastanawiała. Zaraz stwierdziła jakiś fakt, jakiś plan ułożyła, po czym podeszła do swojego nieprzytomnego kolegi, złapała go za włosy i podniosła, spoliczkowała parę razy porządnie i posadziła na dupie, aby tylko siedział. Jednak on wciąż był nieprzytomny, co nie było jej zbytnio na rękę.
- Mistrzyni Alexis nie ma, jest tylko jej siostra. Więc jeśli chcesz dołączyć do gildii, mogę Ci postawić kogoś, to znaczy: tego pachoła do walki, abyś pokazał mi to, co umiesz. Chyba, że wolisz się sprawdzić potem, na jakiejś misji. Ale to już zależy od Ciebie, czy chcesz zabawy, czy może dołączyć do gildii i dopiero potem zacząć się bawić - powiedziała, patrząc się na niego z założonymi rękoma.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość





PisanieTemat: Re: Dziedziniec   01.09.15 15:03

Po wrednym komentarzu i takim samym uśmiechu postanowiłem milczeć, aby zobaczyć czy kobieta jeszcze coś do tego doda. Ja mam być dzieckiem? Przynajmniej wyglądam na doroślejszego niż pani Karzełek zwana również Ellie Silveren. Początkowo patrzyła się w moje ślepka, jednak po chwili odwróciła głowę i zaczęła patrzeć w ziemię. Dziwna reakcja. Jeśli moje wspomnienia z rozmów z mamą są prawdziwe to ma oznaczać nieśmiałość. Uhm, gdybym jeszcze rozumiał co to oznacza i czym jest wywoływane. Wtedy byłoby świetnie, ne!
- Jeśli będziesz do mnie mówiła "dzieciaku" wtedy ja będę cię nazywać "panią Karzełek". Może być? - powiedziałem złośliwym tonem, uśmiechając się wrednie w odpowiedzi. Zaraz potem jednak mój uśmiech zniknął, gdy usłyszałem dalszą wypowiedź Ellie. - Chyba nie zrozumiałaś, więc lepiej wytłumaczę ten pożar, a raczej jego przyczynę. Mój wujek miał ciemne interesy, a gdy u niego zamieszkałem i skończyłem obowiązkową, choć mega nudną, szkołę to wprowadził mnie w to. Stałem się jego prawą ręką, ale jakiś czas temu dowiedziałem się pewnej rzeczy, więc go zabiłem. Nie chciałem mieć jego wspólników na głowie, więc podpaliłem wszystkie magazyny wujaszka w wiosce i zabiłem jego ludzi. Dlatego właśnie spłonęła moja wioska, choć ja wybiłem jedynie jedną trzecią wioski i tyle samo podpaliłem.
Skończyłem tłumaczyć, wpatrując się w reakcję dziewczyny. Nie lubiłem tej wioski, a z jej wypowiedzi wychodzi to tak jakbym miał popaść w żałobę przez to, że spłonęła. Obchodzi mnie to jak zeszłoroczny śnieg. Po co przejmować się słabymi i nudnymi ludźmi, których nawet się nie lubiło? Idiotyczne.
- Szkoda. Wychodzi na to, że kiedyś będzie w nim dziura. W końcu jakoś będę musiał wchodzić - uśmiechnąłem się łobuzersko. Zapowiadało się coraz ciekawiej. - Pukanie jest nudne.
Cały czas siedząc na ziemi, zastanawiałem się nad czym myśli moja rozmówczyni. Tym bardziej, że zaczęła chodzić w kółko, pocierając brodę. Coś kombinowała? Chociaż chwilę później podeszła do dużego i kilka razy go spoliczkowała co mi się spodobało i wywołało uśmiech satysfakcji, malujący się w tamtym momencie na mojej twarzy. Co prawda nie musiała go sadzać na tyłku, ale i tak oberwał, więc jest dobrze! Dalsze słowa kobiety wysłuchałem bez gadania, przerywania jej, ignorowania czy jeszcze innych rzeczy, które mógłbym normalnie w tej sytuacji zrobić. Wyjątkowo postanowiłem być grzeczny.
- Czekaj, czekaj... mogę dużemu obić bezkarnie tyłek? - zapytałem radosnym tonem. - Podoba mi się to!
Powrót do góry Go down


avatar
Mistrz Gry


Liczba postów : 1643
Dołączył/a : 10/11/2014

PisanieTemat: Re: Dziedziniec   02.09.15 19:00

Arashi trafił w czuły punkt dość łatwo. Dziewczyna, słysząc "Karzełek", od razu się zdenerwowała. Już na jej czole pojawiła się ta charakterystyczna, czerwona żyłka, ten znaczek czerwony znany z komiksów czy seriali, być może nawet i gier. A zwiastowała ona nic innego jak zdenerwowanie. Jeśli nie burzę. Tak, teraz stała się niezłym kłębkiem nerwów, co zaowocowało w tym, że sięgała po swój miecz przy pasie. Jednak tylko nieznacznie go wyciągnęła, aby zaraz go schować.
- Masz szczęście, że mam dobry humor... i że jeśli Mistrzyni by się o tym dowiedziała, mi by się ostro oberwało - mruknęła, zacisnęła powieki, tak samo jak dłoń na rękojeści. Za chwilę jednak ponownie go wysłuchała. - Nie wiem, czy chwalenie się takimi rzeczami jest na miejscu. Nie radzę mówić tego Alexis, ostatnimi czasy stara się nawiązać kontakt z Radą i może przypadkiem o tym wspomnieć. A wtedy będziesz miał problem - stwierdziła.
Reszty jednak nie skomentowała, a na to, że mu się podoba możliwość walki z tym pustakiem, od razu przystąpiła do gwałtowniejszego budzenia go. Złapała go za kołnierz, podniosła na proste nogi i zaczęła nim potrząsać. Siłę to ona miała, nie powiem, że nie. Albo to on był leciutki. Zaraz słychać było pojękiwania rycerzyka.
- Eeeehehe... Panienko Ellie, co mają znaczyć te nagłe wstrząsy, trzęsienie ziemi nadeszło? - zapytał, spojrzał się na nią i złapał za głowę. Ta od razu go postawiła, co wyglądało zabawnie. Musiała sobie podstawić krzesło aby to wszystko zrobić, a kiedy to się stało? Nie wiem tego nawet ja.
- Jeszcze raz usłyszę "panienko", to Ci przypi*rdolę - mruknęła. - Ralph. Teraz walczysz z tym gościem - dodała, pokazując na Arashiego ręką. - Ma pokazać, co umie.
Po chwili zabrała krzesełko i poszła na bok, co miało być sygnałem do startu, tudzież prędko rycerzyk podniósł swoją tarczę z orężem, gotując się do walki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość





PisanieTemat: Re: Dziedziniec   06.09.15 17:55

Dosyć szybko okazało się, że trafiłem idealnie! Ellie bowiem wyglądała na naprawdę wściekłą i wyprowadzoną z równowagi, co mnie tylko rozbawiło. Najwyraźniej nadal nie wyszedłem z wprawy w irytowaniu ludzi. I nadal jest to tak samo zabawne! Z cichym chichotem, którego nie potrafiłem powstrzymać, obserwowałem kobietę, a dokładniej to jak wyjmuje broń, którą po chwili chowa, próbując się uspokoić. Najwyraźniej coś blokuje jej gniew. Cóż to dziwne. W końcu po co się ograniczać? To takie nudne~!
- Dobrze~ nic nie powiem! Choć to przecież nic szczególnego - odpowiedziałem nadal chichocząc, choć niewątpliwie chciałem dotrzymać obietnicy. - Huh? Z tymi staruszkami? Po co? - zdziwiłem się, przerywając się śmiać.
Zaraz jednak wstałem na proste nogi, gdy dziewczyna stojąc na krzesełku - ciekawe skąd tam się wzięło? - zaczęła dobudzać dużego idiotę. Oby tylko za bardzo nie ucierpiał w starciu, chociaż nie.. jednak niech ucierpi! Nie lubię go! Dosyć szybko wyjąłem czarne ostrze, które błysnęło gdy ustawiłem się w swojej pozycji. Znaczy się.. prawa noga wystawiona była ciutkę do przodu, obie nogi lekko ugięte. W prawej ręce trzymałem miecz, który pod kątem 45 stopni - od mojej twarzy - wycelowałem w palladyna. Przez chwilę stałem tak, w tym czasie zaś mój przeciwnik odpowiednio się ustawił, chwytając swoją tarczę. Mimo wszystko nie potrafiłem długo się powstrzymywać, a dokładniej swoich fantazji, toteż już po chwili można było ode mnie wyczuć silną żadzę mordu, która zawsze się pojawiała gdy walczyłem. Choć to nie jest jedyny wypadek. Uśmiechnąłem się szeroko, zaczynając biec na oponenta. Znajdując się nieopodal niego, spróbowałem dźgnąć go w prawe ramię. W tym samym czasie, nie czekając na kontrę wytworzyłem w lewej ręce kulę ognia, którą wyrzuciłem w lewe ramię palladyna. Może go zaskoczę?

3200MM - 200MM = 3000MM
Powrót do góry Go down


avatar
Mistrz Gry


Liczba postów : 1643
Dołączył/a : 10/11/2014

PisanieTemat: Re: Dziedziniec   09.09.15 18:00

Paladyn zmierzył wzrokiem chłopaka, który na niego natarł, a dziewczyna po prostu obserwowała całe to zajście. Uważnie obserwowała. Widziała, jak Arashi natarł na swojego oponenta, z jednej strony atakując mieczem, a z drugiej kulą ognia. Tarczę na chwilę przed atakiem wypchnął do przodu i stworzył "barierę" koloru delikatnie prześwitującego niebieskiego, dość grubą, a do tego szeroką i wysoką odpowiednio - była o połowę większa niż oryginalna tarcza, choć była to tylko i wyłącznie aura. Tak więc trzeba było stwierdzić, że jest dość duża, idealna aby zablokować oba ciosy, choć zrobił co innego - zablokował mieczem atak tego samego typu oręża, a obronę skierował na kulę ognia. Nie tracił jednak siły i czasu na siłowanie się - prędko uderzył go swym narzędziem obronnym, na niewielki kawałek odpychając Arashiego. To wystarczyło do tego, aby stracić równowagę, jednak nie musiał się martwić o upadek, gdyż bez problemu ustał na nogach. Odległość od niego zwiększyła się do około dwóch metrów, a na ustach Ralpha pojawił się uśmiech.
- Chłoptasiu, chłoptasiu, nie bądź taki przewidywalny! Chociaż w sumie to mnie zaskoczyłeś tą kulą ognia - stwierdził ze śmiechem. Dało się zauważyć, że bariera już opadła, dość szybko z resztą.

//Wybacz częstotliwość odpisów! TT^TT
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość





PisanieTemat: Re: Dziedziniec   21.09.15 21:07

Bam!
Tarcza dużego zdołała zablokować mój atak, gdyż się jakimś cudem powiększyła. Pewnie bariera, choć nie śmieszna. Skrzywiłem się delikatnie, przez co moja twarz mogła wyrażać jedynie proste i dosadne "mam na ciebie focha zły człowieku, bo źle się bawisz". Mimo wszystko jednak do głowy wpadła mi pewna myśl, którą postanowiłem wykorzystać.
- Chłoptasiu? Gadasz jak jakiś staruch - prychnąłem, prostując się po tym jak duży mnie odrzucił. - Choć nie, odwołuję. Ty jesteś nadętym staruchem, ne.
Z wrednym, aczkolwiek wielce zadowolonym, uśmieszkiem ponownie natarłem na przeciwnika. Tym razem jednak moim celem nie było odwrócenie jego uwagi, ani bezpośredni atak. Co prawda ten plan jest mniej śmieszny, ale później będzie zabawniej! W tym zaś momencie będąc nieopodal palladyna wyskoczyłem w powietrze, obracając się tak aby "uderzyć" mieczem w jego głowę. Gdy duży sparował mój atak, bądź go zablokował, wówczas użyłem całą swoją siłę, aby kopnąć go na tyle mocno, by wybić go z rytmu. Prawdą było jednak, że moim prawdziwym celem nie było zaskoczenie go, bezpośrednie zaatakowanie ani też wybicie z rytmu. Mężczyzna miał się jedynie cofnąć chociażby o krok, ponieważ tuż za nim stworzyłem sporych rozmiarów ścianę ognia, która miała pojawić się dokładnie pięć milimetrów za jego plecami. Tymczasem ja z uśmiechem chciałem wprowadzać dalszą część swojego planu. Początek może i był naiwny, przewidywalny czy też nawet głupi, lecz to był jedynie początek. Wszystko musi się rozkręcić, a ja już mam pomysł jak sprawić by ten koleś miał kłopot. Uciążliwy. Denerwujący. Wkurzający.


3000MM - 300MM = 2700MM
Gome za tak bidny post, nie mam zbytnio weny T.T
Powrót do góry Go down


avatar
Mistrz Gry


Liczba postów : 1643
Dołączył/a : 10/11/2014

PisanieTemat: Re: Dziedziniec   23.09.15 18:50

Plan był wręcz cudowny, jednakże nie wyszedł tak, jak powinien. Chłopak przecenił trochę swoje możliwości, bowiem nie udało mu się wypełnić tego, co tak w swojej główce ułożył tak, jak chciał. Po prostu. Atak z wyskoku niezbyt wysokiego zaowocował w tym, że rzeczywiście trafił w tarczę mającą zablokować cios, aby zaraz wyprowadzić kolejny, jednakże nie było tak efektowne, jak to wyglądało w jego wyobrażeniach. Zaraz rozpoczął się kopniak, trafiający go w tors i mający wepchnąć go w ścianę, jednakże w tym samym momencie grunt się pod jego stopami rozstąpił (w sensie że paladyna), aby go wstrzymać przed ścianą ognia i po raz kolejny odepchnąć Arashiego. Tym razem jednak było to ze znacznie większą siłą i dodatkowo poleciał na... błękitną barierę, która wyrosła znikąd za nim. Obił sobie trochę plecy, ale i tak było dobrze, bo dość prędko przestał odczuwać ten ból.
- Nie gadam jak staruch, mam po prostu swoją kulturę słowa, młodzieńcze! - zaprzeczył, odpychając tym samym zarzut od siebie. Trochę rozjuszył go Arashi tymi słowami, na co już skierował miecz w jego stronę.
- To może lepiej się nie pozabijajcie? Bo raczej Mistrzyni nie będzie...
- Ellie, to sprawa honoru! Nazwał mnie nadętym staruchem! Nie dam mu się ze mnie naśmiewać! - zawołał, wściekły wręcz, patrząc na nią. Nie zatrzymał jednak kroku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość





PisanieTemat: Re: Dziedziniec   24.09.15 19:29

Gah!
Ponownie mój "atak" został zablokowany, a ja poleciałem na barierę, obijając sobie plecy. Zabolało. Trochę. Tylko odrobinę. Teraz zaś spojrzałem na palladyna z lekką ironią. Taka jedynie odrobinę wyczuwalną. Oczywiście, że tylko ciutkę. Wcale nie byłem wściekły. Nie, pewnie, że nie. Nagle jednak nie wytrzymałem. Jak można być takim idiotą? Nie dość, że reaguje dokładnie tak jak chcę, by reagował to i sprawia mi tyle śmiechu!
- Hahahahahaha! - wybuchnąłem niekontrolowanym śmiechem. - "Mam jedynie swoją kulturę słowa, młodzieńcze!" - zacząłem go przedrzeźniać, nadal się śmiejąc.
Wobec takiego idiotyzmu nie można przejść obojętnie. Zasłaniając jedno oko lewą dłonią, w drugiej nadal trzymając miecz, wstałem z ziemi. Plecy już praktycznie mnie nie bolały, więc ponownie mogłem ruszać się swobodnie. Już nie wspominając o tym, że jedynie dzięki nauce wujka nie powiedziałem mu wprost o jego idiotyzmie. Jeszcze nie powiedziałem. Jeszcze.
- "Sprawa honoru"? - parsknąłem, próbując powstrzymać kolejną salwę śmiechu. - Jesteś naprawdę, aż takim nadętym staruchem i w dodatku bufonem? Serio?
Całą wypowiedź mówiłe z kpiną i rozbawieniem. Oczywiście cały czas miałem na twarzy szeroki, przepełniony kpiną uśmiech, którego ukrywać nie zamierzałem. Bo niby po co? Druga część mojego planu była zabawniejsza od poprzedniej, lecz nadal nie wprowadzała w nic co prawdziwie chciałem zrobić. Tym razem nie rzuciłem się do ataku. Chciałem by idiota robił to co chcę. A nikt nie wiedział czego chcę. Chyba, że sam Bóg, którym w tym świecie są mistrzowie gry, zrozumie jaki jest mój plan. Czy to zrobi to jednak jego sprawa, nie moja. Jak na razie jednak nie robiłem nic, co mogłoby pomóc odgadnąć co się w mojej pięknej i cudownej łepetynce kryje. Zresztą Ellie-san stwierdziła, że mamy się nie pozabijać. To jednak było chybne, bo nie zginiemy obaj. Jedynym trupem dzisiaj będzie duży. Znany jako nadęty małpiszon, który jedynie dzięki swej aparycji jest dobrze postrzegany, choć jego iloraz inteligencji równy jest zeru. Nope, on jest na minusie. I to sporo. Zwany również Ralphem-idiotą z gildii Sabertooth. Chociaż ta opcja jest rzadziej używana i niewątpliwie mniej prawdziwa.
- Haha, twój idiotyzm jest powalający! - nie dałem rady dłużej kontrolować swego śmiechu. - Dawno się tak nie uśmiałem! - krzyknąłem ze śmiechem. - Zresztą ja się z ciebie nie naśmiewam. Mówię jedynie fakty, durna małpo. Jakby nie patrzeć jesteś mocny tylko w gębie, bo "panienka Ellie" mimo, że wygląda na znacznie delikatniejszą od ciebie i twojej wagi to i tak położyła cię na glebę w kilka sekund. I ty nazywasz siebie palladynem? Doprawdy żałosne!
Przy ostatnich słowach mój śmiech ustał, lecz na mojej twarzy pojawił się mroczny uśmiech. Bardzo mroczny. Był to uśmiech geniusza zbrodni, który miał w myślach wspaniały plan, godny ogromnego podziwu. Wielki. Wspaniały. Zabawny. Niebezpieczny.

2700MM + 500MM(regeneracja) = 3200MM
Powrót do góry Go down


avatar
Mistrz Gry


Liczba postów : 1643
Dołączył/a : 10/11/2014

PisanieTemat: Re: Dziedziniec   26.09.15 0:25

Arashi naprawdę dobrze potrafił grać na instrumencie zwanym Nerwy Paladyna. Powinien istnieć taki artefakt! Idealny dla naszego bohatera! A może antagonisty? Nie, do głównej postaci tej powieści można by przypisać może grupę "chaotic good" czy coś takiego. Albo neutral. Ale to zależy od punktu widzenia, a jak wiecie wszyscy, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.
Ralph aż poczerwieniał ze złości. Rzucił swoje bronie na ziemię, po czym wyciągnął przed siebie ręce. Ellie aż zrobiła krok do przodu, zszokowana widząc, że trzy dodatkowe, energetyczne ściany pojawiają się wokół Arashiego.
- Nie będziesz mnie obrażał... dzieciaku! - wydarł się, już miał klasnąć w dłonie, jednakże nadziały się one na ostrze. Jedno z około dziesięciu, które pojawiły się wokół niego. Widmowe ostrza, w tym jedno zmaterializowane. Wow. Czarnowłosa stała z ręką wyciągniętą do lewej strony, ze śmiertelnie poważnym wzrokiem. Dało się od niej wyczuć moc magiczną, jakby jej właśnie w tym momencie używała. Bo tak było.
- Ralph, wiesz doskonale, że wystarczy jedno moje słowo do Alexis bądź Kyoko, abyś wyleciał z gildii za swoje zachowanie - stwierdziła zupełnie stanowczo i z groźnym warkotem niemalże, podchodząc do niego. Jak opuściła rękę, wszystkie ostrza zniknęły, tak samo jak wszystkie ściany wokół Arashiego.
I po chwili ktoś wypadł przez drzwi frontowe. Czerwonowłosa dziewczyna, może w wieku naszego pro-antagonisty, a także blondyn w białym płaszczu. Ta pierwsza już miała ręce gotowe do walki, zaś chłopak już dobywał swego miecza. Poważnie wyglądający z początku, jedynie zerknęli na całą sytuację i zamrugali z zaskoczenia.
- A Ellie jak zawsze musi posprzątać po panie "zadufany paladyn" - stwierdziła tamta. Ralph od razu odwrócił głowę, stroił focha. Był jak typowa babeczka z okresem, obrazi się o byle co.
- Bla, bla, bla... A wy jesteście jak zawsze za późno, Kyoko - odparła, ironizując. Była już zdenerwowana całą tą sytuacją.
- Pamiętasz chyba, kim jestem, nie? Okaż mi trochę szacunku!
- Wiesz, że nie uznawałam Cię za Mistrzynię kiedy Alexis nie było. Podlegam tylko niej, Tobie nigdy.
- Dobra, dziewczyny, przestańcie.. Ehh... Ellie, kto to jest? - zapytał, podchodząc do czarnowłosego i obejrzał go. - Wydajesz się być cały. Ralph coś Ci zrobił, czy Ellie zdołała go powstrzymać? A, właśnie, kim jesteś? - zarzucił go gradem pytań.



Możesz regenerować MM.
Wykaz kolorów dla mnie:
Blondyn - #dad9a2 | Kyoko - #EB7979 | Ellie - #5B3F6E | Ralph - #80C28C
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość





PisanieTemat: Re: Dziedziniec   26.09.15 14:07

Wokół mnie zaczęły pojawiać się trzy sporej wielkości bariery, które chyba miały mnie zmiażdżyć. Najwyraźniej wkurwienie do maksymalnego poziomu tego starucha jakoś mi wyszło, choć najwyraźniej pani Karzełek niezbyt się to spodobało, gdyż wiele widmowych ostrz i jedno zmaterializowane pojawiły się wokół palladyna. Tyle mieczyków, tyle dobra. Muszę przyznać, że ta magia robi ogromne wrażenie. Co prawda nigdy nie wymieniłbym swojego ognia, ale i tak. Dobre ostrze to dobry człek. Czy jakoś tak gadał mój ojczulek, zanim matka go zabiła.
- Oj, duży masz przerąbane - odezwałem się z miną dziecka, chowając mieczyk. Chyba lepiej nie irytować teraz Ellie. W końcu wściekła kobieta to niebezpieczna kobieta, a ja wolałem nie sprawdzać jak wściekła jest.
Po tym jakże ciekawym przedstawieniu z dużego domku wyleciały, normalnie niczym torpedy, dwie osoby. Jakiś blondyn, który wyglądał mi na zniewieściałego przez swoje włosy, podobne widziałem u pewnej sklepikarki, która sprzedawała mięso. Smaczne mięso. Drugą torpedą był rudy karzeł z dużą kosą. Chciałem to nawet krzyknąć, ale teraz może lepiej nie podpadać pani Karzełek? Chyba jest ciutkę zła, khehe. Ciekawe dlaczego..
- Nadęty staruch - poprawiłem rudą, gdy zaczęła mówić o durnej małpie zwanej Ralphem.
Zaraz potem zamilkłem, żeby przyjrzeć się rozmowie pomiędzy Ellie a drugą kobitą. Choć nie ukrywajmy, że nie podobało mi się przerwanie walki, a co za tym idzie to i zniszczenie mojego cudownego planu. Na koniec duży miał spłonąć, no! Ja się tak nie bawię! Moje głębokie niezadowolenie, każdy mógł doskonale wyczuć, gdyż odwróciłem się do nich plecami, siedząc po turecku na ziemi. Ręce miałem skrzyżowane na piersi, a twarz wykrzywioną w grymasie dziecięcego niezadowolenia. Cóż, może i rzeczywiście zachowywałem się jak dzieciak, ale taki był już mój urok.
- Ta durna małpa jest zbyt durna by coś mi zrobić - parsknąłem do blondyna, gdy do mnie podszedł i zaczął mi się przyglądać. - I jestem Kigahen Arashi, ne. A ty jesteś głuchy, bo powtarzałem to już dwa razy!
Powrót do góry Go down


avatar
Mistrz Gry


Liczba postów : 1643
Dołączył/a : 10/11/2014

PisanieTemat: Re: Dziedziniec   26.09.15 21:21

Dalsze słowa Arashiego jeszcze bardziej rozjuszały paladyna od siedmiu boleści. Tak bardzo, że już miał ruszyć na niego, aczkolwiek wszystkie bronie zostały skierowane w jego stronę: kosa rudej, a także dwa miecze - Ellie, oraz pana "prawiczka". Stali tak z nim w półkole, oddzielając od czarnowłosego, który jeszcze bardziej go prowokował.
- Zapłaci mi za to! - wydarł się, próbując wciąż na niego natrzeć. Miecz kurduplicy, który już praktycznie dotykał jego gardła na to nie pozwolił mimo wszystko. Nacisnęła na skórę, co zaowocowało w niewielkiej stróżce krwi, a także cichym syknięciu samego poszkodowanego. Było się pchać?
- Ralph... wynoś się. Nie pokazuj mi się dzisiaj na oczy - powiedziała ostro tamta ruda. - Poprawka: nie pokazuj mi się w gildii póki nee-san nie wróci. Wtedy się z Tobą rozmówimy - dodała, po czym zabrała kosę, podeszła do niego i odepchnęła ręką. Zrobił dwa kroki do tyłu, spojrzał się na niego z pewną nienawiścią, którą również skierował wobec Arashiego, po czym odszedł. Jeszcze się oglądał przez swoje ramię, podniósł swoje bronie, kierując w stronę miejsca, gdzie mógłby opuścić dziedziniec.
- Czy Ty planujesz właśnie go wywalić z gildii? - zdziwiła się Ellie.
- Tańczy jak początkujący mag mu zagra. Nie panuje nad emocjami. Może, i jest silny, jednak jeśli współpraca z tym chłopakiem miałaby się skończyć ciągłymi bójkami, lepiej chyba wykopać jednego z nich - stwierdziła.
- Nie prościej po prostu "napastnika" spoza gildii wywalić z hukiem? - stwierdziła, zauważając brak większej logiki w wypowiedzi swojej przełożonej.
- Mistrzyni podejmie decyzję kiedy nadejdzie czas. A co do Ciebie, Arashi, to miałem prawo nie słyszeć - stwierdził, po czym pokazał mu kciukiem skierowanym do góry, w tył szczyt wieży. Albo raczej budynku gildii. - Jak myślisz, czy ze szczytu położonego prawie sto metrów nad ziemią da się usłyszeć w odgłosach walki kogoś, kto z dołu woła? - zapytał, nieznacznie ironizując. Za chwilę założył obie ręce i schował miecz, jak z resztą też i pozostali.
- Tak więc... Czego tu szukasz? - zapytała.
- Sprawdzić nas i ewentualnie dołączyć do gildii. Wiesz, mogę Ci go zostawić, a Ty wszystko pozałatwiasz - stwierdziła Ellie, wyraźnie się z tą rudą nie lubiła, na co ta jedynie westchnęła ciężko patrząc, jak czarnowłosa powoli odchodzi. Blondyn jednak za bardzo zdziwiony sytuacją nie był. Chyba już się na nich poznał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość





PisanieTemat: Re: Dziedziniec   12.10.15 18:56

Bez słowa przyglądałem się sytuacji. Nie dość, że małpa wściekła się bardziej - co zaskutkowało moim chichotem - to jeszcze miał poważnie przerąbane! Rudy karzeł, blondi i pani Karzełek wycelowali w niego swoją broń. Całkiem zabawne, skoro to przypadkiem nie ja byłem tutaj tym złym i okropnym? Jakby nie spojrzeć on do gildii należał, a ja wskoczyłem przez mur. No dobra, najpierw na drzewo, później na jego czubek, następnie z drzewa podciągnąłem się na mur, z którego zeskoczyłem. Na tyle niefortunnie, że się wywaliłem, ale cicho! Nikt o tym chyba nie wie. Oby nie.
- Ja tam w to nie wnikam - wzruszyłem ramionami, na fakt Ellie, która stwierdziła, że to mnie powinno się wywalić.
Chwilę po tym, odwróciłem się - nadal siedząc na ziemi - w stronę tamtej trójki. W tym czasie zaś pewna blondynka się odezwała. W sumie, jakby się przypatrzyć tej wieży to raczej pewne, że ze szczytu mnie nie usłyszał. Ups...
- Dobra, wybaczam, ne - mruknąłem z niewinnym uśmieszkiem.
Rudy karzeł zaraz po tych słowach postanowił sprawdzić o co mi chodzi, lecz nim zdążyłem się odezwać Ellie wyjaśniła co tu robię. Po tym zaś zaczęła sobie iść. Dziwne zachowanie.Jednak co ja tam mogłem o tym wiedzieć? Później sobie sprawdzę jak bardzo ją można wkurzyć, żeby nie biła. No przynajmniej jeśli mnie tu zaraz przez mur nie wyrzucą.
- Chyba nie muszę już odpowiadać, skoro pani Karzełek to zrobiła, ne? - powiedziałem, zastanawiając się jak na te słowa zareaguje Ellie.
Powrót do góry Go down


avatar
Mistrz Gry


Liczba postów : 1643
Dołączył/a : 10/11/2014

PisanieTemat: Re: Dziedziniec   13.10.15 13:54

- Nie ma, co tu wybaczać - westchnął ciężko. - Wstajesz i idziesz, czy może wolisz tu posiedzieć? - zapytał po chwili, bo ręka mu już drętwiała od trzymania jej wyciągniętej do chłopaka. Ellie poszła, czerwonowłosy karzełek gotował się ze złości po tym, jak drugi karzeł jej zabrał zabawę z roboty, którą z chęcią zapewne by wykonała. Zarzuciła swoją włócznię z westchnięciem na plecy, po czym podeszła do blondyna.
- Nie musisz. Ale muszę Ci powiedzieć, że Ralpha nikt w gildii nie lubił i strasznie łatwo się wykruszał. Cóż, człowieka nie zmienisz, tym bardziej jego nastawienia. Szczególnie, jeśli jest takim zadufanym idiotą - stwierdziła. - To jak, chcesz być tygrysem szablozębnym, czy może się cykasz? - zapytała, chcąc go trochę sprowokować, nachyliła się bowiem nad nim z rękoma na biodrach, a do tego się wyszczerzyła.
- Może po prostu go zaprowadź do gabinetu siostry, a nie się jeszcze na nim wyżywasz? - zapytał z pewnym zirytowaniem.

Możesz w dowolnym momencie zrobić z/t do gabinetu
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość





PisanieTemat: Re: Dziedziniec   13.10.15 18:53

- A gdzie mam iść, ne? - zapytałem z rozbawionym uśmieszkiem.
Trzeba przyznać, że jak na razie było zabawnie. Dodatkowo poznałem dwa karzełki! Co prawda chyba mogę je podenerwować, ale to później. Najpierw muszę pomyśleć w jaki sposób. W końcu to nie może być zwykłe irytowanie, racja? Dodatkowo czerwony karzełek zaczęła coś do mnie mówić, jednocześnie pochylając się z rękami założonymi na biodrach i uśmiechem. Ktoś tu lubi się droczyć. Jak na porządnego karzełka przystało!
- Karzełek lubiący się droczyć i jeszcze bezpośredni - mruknąłem z rozbawionym uśmieszkiem. - Tylko po co tu pytania retoryczne, ne?
Zaraz po tych słowach wstałem, czekając aż gdzieś pójdą. Zaś gdy już wyruszą to pójdę z nimi. W końcu tego się pewnie po mnie oczekuje, choć jeden raz mogę zrobić co ode mnie chcą. Ne?

z/t
Powrót do góry Go down
Sponsored content





PisanieTemat: Re: Dziedziniec   

Powrót do góry Go down
 
Dziedziniec
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Dziedziniec
» Krużganki
» Dziedziniec z wiaduktem
» Dziedziniec
» Dziedziniec

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Fairy Tail New Generation :: Gildie :: Sabertooth-
RadioAoi.plHalo PBFPBF ToplistaI love PBFPBF Toplista~**~.: ANIME TOP100 :.Najlepsze strony o Anime i Mandze w necie