IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Sala Bankietowa

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next
AutorWiadomość


avatar
Ranga Specjalna


Liczba postów : 614
Dołączył/a : 04/11/2014

PisanieTemat: Sala Bankietowa   17.02.16 17:12

First topic message reminder :



Z okazji zakończenia Daimatou Enbu, wszyscy gracze są zaproszeni na bankiet z okazji zakończenia Daimatou Enbu. Obowiązują nas wszystkich wykwintne stroje, dobry humor i uśmiech na ustach, a także zakaz prowadzenia batalii. Sala bankietowa jest taka, jak przed paroma laty, albo i nawet lepsza - wszystko pozłacane, pięknie wyglądające i z niezwykłą starannością przyozdobione.

- Witajcie, drodzy państwo! Kabo- zaczął Mato, stojąc na barierce przy balkonie dla "VIPów". - Zebraliście się tutaj, aby uczcić swoje zmagania na Daimatou Enbu! Jedni wygrali, inni przegrali, jednak nie należy zapominać o tym, aby się bawić! Tak więc... Bawcie się! A, tak, Mistrzowie są w innym pomieszczeniu aby móc świętować samemu i żebyście nie siadali im na głowach.

Ogólny ranking!
1. Neutralni Magowie 35
2. Sabertooth 29
3. Blue Pegasus 28
3. Fairy Tail 28
5. Raven Tail 24
6. Lamia Scale 20
(ranking może się zmienić - właśnie go omawiamy)

Cytat :
Wstęp na salę bankietową mają tylko uczestnicy eventu, którzy brali udział w konkurencjach, jednak nie jest wymagane, aby w nim uczestniczyć. Bankiet w czasie rzeczywistym trwać będzie do 20 marca br. Fabularnie będzie to jeden wieczór.

Nagrody za event rozdamy kiedy tylko zbierzemy wszystkie oceny od MG.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com

AutorWiadomość


avatar
Rada Magii


Tytuł : Portret Rady Magicznej
Liczba postów : 142
Dołączył/a : 19/11/2014
Wiek : 22

PisanieTemat: Re: Sala Bankietowa   23.02.16 12:32

Bitter B. bądź co bądź należała do wąskiej grupy zwycięzców tego turnieju. Dostała już gratulacje od paru osób, była pewna, że w Radzie będą z niej dumni, mimo tego, że nie mogła działać pod jej szyldem i zdobyć chwały tylko dla Rady. Ale cóż, przynajmniej osiągnęła jakiś awans społeczny i miała okazję pojawić się na przyjęciu w blasku chwały, będąc napuszona jak paw i ze swojej wrodzonej złośliwości szczęśliwa, że żadnej z gildii nie udało się wywalczyć tego, co wywalczyła ona wraz ze swoimi neutralnymi (jak jej się wydawało - nikt jej nie uświadamiał) towarzyszami.
Dlaczego jednak pojawiła się na sali dopiero w połowie trwania całej zabawy? Ha, to dobre pytanie. Wyjaśnienie może jednak się okazać wyjątkowo proste - Bitter B. jest kobietą. Bardzo długo zastanawiała się więc, w co ma się ubrać. Mając do wyboru strój, który zwyciężyłby w konkursie na najbardziej uroczy i słodziutki, oraz ten, w którym chociaż raz mogłaby wyglądać jak kobieta, a nie mała dziewczynka miała poważną zagwozdkę. Bo choć styl nieco dziecinny był tym, w czym czuła się najlepiej, to jednak pokazanie się w długiej, eleganckiej sukni, którą specjalnie na tą okazję pożyczyła jej mama (skracając uprzednio - ciężko znaleźć kogoś mniejszego od Bitter) kusiło. I tak oto pojawiła się w czerwonej, dostojnej kreacji, czując się niesamowicie dziwnie i non stop ją poprawiając.
Trafienie w sam środek zabawy rzadko jest dobre dla łatwego wkręcenia się w nią. Ciężko bowiem znaleźć kogoś, kto jeszcze się nie bawi i przyłączyć się do niego, by stworzyć coś, co stanie się hitem balu, i co wszyscy goście zapamiętają na długo. Bo nawet jeśli twoja grupa zwyciężyła, to zawsze da się osiągnąć jeszcze większą popularność przez zrobienie czegoś szalonego. Kto zrobi ze mną coś szalonego!
Póki co rzuciła się jednak na przekąski (ona je, braciszek tyje), aby zaspokoić pierwszy głód. Na to też długo czekała! Poza tym, wypatrywała swojej pierwszej ofiary, którą wkręci w plan szalonego działania. Bo tak szczerze to potrzebowała kogoś z pomysłem, nie posiadając go sama.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t263-bitter-b


avatar
Dragon's Howl


Tytuł : Cudowny Pisarz, Miss Popular, Srebrny Dekolt
Liczba postów : 342
Dołączył/a : 31/05/2015
Skąd : Ishvan

PisanieTemat: Re: Sala Bankietowa   23.02.16 18:47

W każdej gildii były ciekawe przypadki, chociaż u nich w smokach to sami indywidualiści z silnym charakterem. Mieli przecież Ivrinę, która lubiła gdy ktoś się znęcał nad nią, zboczonego Takeru - egoistę no i oczywiście Lucifera, który swoją zagmatwaną osobowością zniszczyłby nie jednego psychiatrę - niestety nie mogła tego wszystkiego opowiedzieć magowi, bowiem w czystej teorii była neutralną czarodziejką, która nie miała absolutnie nic wspólnego z tym co złe. Ciche westchnięcie rezygnacji wydobyło się spomiędzy warg brunetki.
- Nie spodziewałam się, że będziesz miał tyle siły przy takich obrażeniach, to prawda.- zaczęła z rozbawieniem w głosie, lustrując wzrokiem jego twarz. Dziwnie się jej rozmawiało przez to, że nie mogła powiedzieć prawdy. Zrobiła kolejny łyk szampana, przenosząc spojrzenie gdzieś w przestrzeń przed sobą. Mruknęła cicho jakby się zastanawiała czy aby powinna mu wybaczyć. - No dobrze, niech będzie. Wybaczę Ci tym razem... Właśnie! Nawet przyzwoicie Ci się nie przedstawiłam. Jestem Merry, moją specjalnością jest wspieranie innych w walce. Nadal nie zdecydowałam o gildii. Aha i chcę zmienić świat.
kontynuowała, odrywając się od barierki i stając bokiem, po czym delikatnie kiwnęła głową na znak szacunku wobec rozmówcy. Mimo niedorzeczności stwierdzenia o zmianie świata mówiła prawdę, stąd też tajemniczy i zadziorny uśmieszek pojawił się na jej ustach. Jej fiołkowe ślepia dość odważnie spojrzały w złote oczy ciemnowłosego. Ostatnio miała naprawdę sporo szczęścia do tego koloru, więc to spotkanie zapowiadało się nadzwyczaj dobrze. Ciekawe czy był na tyle odważny i zainteresowany światem i jego tajemnicami, aby zagrać z nią w pewną grę.. Ale to nie czas i miejsce na to. Ba! Niektórzy powiedzieliby, że zwariowała kierując się w tej sprawie tylko intuicją.
- Ty też ją wygrałeś, bardziej niż ja - jednak spadłam pierwsza, prawda? Teraz bądź grzeczny i słuchaj lekarzy. To co, za spotkanie? - uniosła nieco kieliszek do góry nawet na chwilę nie odwracając wzroku. Trzeba przyznać, że alkohol naprawdę szybko działał u panienki Mariko. Miała już wyśmienity humor, mniej rozsądku i znacznie więcej chęci do rozmów niż zwykle, nic tylko korzystać. Chociaż z drugiej strony znając jej charakter to pewnie jutrzejszego dnia będzie zażenowana swoim gadulstwem i nachalnością. Rodzice nie byliby dumni ze swojej córeczki, którą przecież tak dobrze wychowali - tak szybko spijała szampana na oficjalnym bankiecie gdy godzina była jeszcze tak młoda.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t918-mariko-shinoda


avatar
Sabertooth


Tytuł : Najciekawsza postać męska na forum
Liczba postów : 210
Dołączył/a : 05/06/2015
Wiek : 19
Skąd : Mazury cud natury

PisanieTemat: Re: Sala Bankietowa   23.02.16 21:59

Cała reszta powoli przestawała się liczyć. Dziewczynka siedząca przed nim była na tyle interesująca, że pochłaniała co raz to większą uwagę zauroczonego jej niewinnością chłopaka. Może to był powód, dla którego wciąż z nią rozmawiał? W końcu ta zachowywała się czasem naprawdę dziecinnie, na tyle, by wyrwać Raion'a z dziecięcego amoku. Co mam na myśli? Dotychczas siedział na sali jakby cofnął się piętnaście lat wstecz. Jakby następna połowa życia nigdy się nie zdarzyła. Poważny mężczyzna ukrył się bardzo głęboko, ustępując młodzieńczej naiwności i braku jakichkolwiek granic, które charakteryzowały przecież osoby w młodszym wieku. Dlatego tak swobodnie udawało mu się prowadzić ze swoją nową znajomą rozmowę i nie musiał myśleć nad doborem odpowiednich słów - nawet bez alkoholu zachowywał się bardzo... prawdziwie. Nie musiał udawać w żaden sposób, można by wręcz pokusić się o stwierdzenie, że dobrze się bawił...
... i urocze rumieńce pod czerwonymi oczkami Eiryls odegnały jakiekolwiek zwątpienia. To dziwne, działała na niego niczym magia. Jej słodkie spojrzenie powodowało, iż przestał zastanawiać się nad własną naturą czy odpowiednim postępowaniem. Po prostu płynął z prądem rzeki.
Dokładnie w tym momencie, gdy odchyliła się na przód, Shinkawa zrobił dokładnie to samo, odwracając głowę w kierunku, co spowodowało, iż praktycznie zetknęli się ze sobą nosami.
Jesteś.
Uśmiechnął się przyjaźnie i odgarnął kosmki włosów z czoła rozmówczyni, po czym momentalnie się odsunął, zdając sobie sprawę z naruszenia jej przestrzeni osobistej. Burak z jego twarzy zniknął, nie czuł się już niezręcznie w jej towarzystwie. Może to sprawka tego drugiego kieliszka? A może wystarczającym powodem była po prostu obecność tej urzekającej panienki znad przeciwka?
Nie zastanawiał się nad tym. Jak zresztą nad niczym innym. Pozwolił myślom spokojnie odlecieć.
Stuknął w pobliski kieliszek, ale nie powziął wypicia następnego.
Z ciekawością spoglądał na falujący w niej pod wpływem uderzenia napój. Jakoś chwilę potem Eirlys zagadała go o Sabertooth. Zaśmiał się pod nosem, na wzmiankę o surowości.
Hmmm... Sabertooth.
Powiedział niby do siebie, niby to do niej. W głowie przywołał sobie wizję jego pierwszego spotkania z gildią.
Jaka była Alexis, gdy zobaczył ją pierwszy raz? Tłukła swoją siostrę niczym kukłę, pozwalała na organizowanie walk w budynku gildii, nawet tamten blondyn udający strażnika szorstko podszedł do jego osoby. Ale nie zauważył surowej atmosfery wśród tamtych magów. Ba, wydawali się być zżyci ze sobą. Nawet mistrzyni spoglądała na nich troskliwym okiem. A może tylko on miał takie wrażenie? W końcu jedyne kontakty jakie z nią miał, to pogawędka przy lampce wina i bezczelne gapienie się na jej zgrabny tyłek...
Gdy chciał już odpowiedzieć, dziewczyna nie wiadomo dlaczego ponownie sięgnęła po sok pomarańczowy i zdając sobie sprawę ze skutków, i tak opróżniła całą zawartość szklanki. I podobnie jak wcześniej, jej mina przedstawiała smak połączenia pomarańczy i miętowej pasty do zębów.
Dlaczego to zrobiłaś? Przecież magicznie smak nie zmieniłby się pod wpływem tych kilku chwil - oznajmił, patrząc zaciekawionym wzrokiem na skwaszoną panienkę. -i nie musisz mi przecież się tłumaczyć.
Dziwnie się poczuł, słysząc ton z jakim wypowiedziała swoje usprawiedliwienie i obietnicę poprawy. Zupełnie, jakby rozmawiała z opiekunem, który wcześniej jej tego zakazał. Podrapał się niepewnie po głowie, samemu nie wiedząc co o tym myśleć.
Alexis jest bardzo miłą osobą. Tylko... gdyby to usłyszała, rozerwałaby mnie na strzępy. Taka właśnie jest - szepną jej na ucho, śmiejąc się pod nosem. Czyżby właśnie nie skwitował w dwóch zdaniach jednej z najpotężniejszych kobiet na świecie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t938-raion#8413


avatar
Raven Tail


Tytuł : Najlepsza Grafika, Portret Raven Tail, Dusza Forum, Szlachetne Niedocenione
Liczba postów : 1214
Dołączył/a : 04/11/2014

PisanieTemat: Re: Sala Bankietowa   23.02.16 23:04

Na jej twarzy dość długo nie było żadnej pozytywnego wyrazu. Zero, nic. Przez dłuższą chwilę dało się zauważyć, że nawet ciasto nie pomagało. Cóż to za dziwny przypadek przygnębienia przeciągłego? Na pewno w takiej chorobie osoba, niezależnie od tego, co robi, jest przygnębiona z jakiegoś powodu, który ją trapi. A nie, to jednak nie przygnębienie przeciągłe, a foch na kogośtam. I po paru kęsach w końcu jej twarz się delikatnie rozpromieniła. Akurat na moment.
- I widzisz? Ciasto jest lepsze niż ta lura zwana szampanem - zachichotał Zelroth i zaczął sobie podbierać jakieś przystawki póki jeszcze mógł. Głównie celował w mięso, ale znalazło się tam jeszcze parę sałatek, prawdopodobnie na zagryzkę. Jednak ona nie zareagowała, bowiem zauważyła kątem oka, że ktoś jej MACHa. Mao kto na nią zwracał uwagę, jednak to było jej na rękę, szkoda tylko, że ów Mao zwrócił na nią uwagę. Teraz? Po tym, jak to zobaczyła i przez to wpadła w to przygnębienie? Spojrzała w tamtą stronę i się zacięła, odkładając łyżeczkę na talerzyk. Ten stan trwał dość długo, bowiem do czasu, aż jej duch poMACHał przed jej oczyma dłonią. To wystarczyło, aby się otrząsnęła.
- Co jest? - zapytała, kierując tym razem w jego stronę głowę. - Mam coś na policzku? Czy coś? - dodała po chwili, próbując odkryć prawdopodobny powód jego machania jej centralnie przed twarzą jakby odganiał jakąś muchę czy komara.
- Nie, znowu się zawiesiłaś. Poza tym,do twarzy Ci w tym stroju. Powinnaś go nosić częściej! - stwierdził Zelroth i się uśmiechnął szeroko, na co ona się delikatnie zarumieniła i zasłoniła usta dłonią.
- Powiedział to ten, który przyszedł w normalnych łachmanach na BAL - odpowiedziała mu jedynie, nadymając poliki.
- No to następnym razem mi mów, że mnie zabierasz na imprezę to bym coś porządnego założył. A tak to nie miałem czasu na wystrojenie się.
Te słowa jednak przeszły mimo uszu. Kompletnie zignorowała zdanie swojego ducha, ponownie się zacinając. Tym razem jednak zauważyła wkraczającą do sali Bitter. Widziała ją na igrzyskach w drużynie neutralnych i nie za bardzo się zdziwiła tym, że tu się pojawiła. W końcu imprezy - o ile dobrze pamiętała - to był jej żywioł. Niemal natychmiast wstała, na co jej duch jedynie zrobił dość głośne "eeeh?!" aby wzruszyć ramionami i wrócić do jedzenia, w końcu cały talerz się nie opróżni sam w dwie godziny.
Ona zaś podeszła do swojej koleżanki dość okrężną drogą, żeby tylko uniknąć jej pola widzenia, ale na szczęście zajmowała się jedzeniem, a jedynie kątem oka szukała kogoś do zabawy na balu. Tak więc skorzystała z tej chwili nieuwagi, aby bardzo delikatnie położyć jej dłoń na oczach i zasłonić jej tym samym widok. Typowa zabawa, z resztą dość często tak robiła za dzieciaka.
- Zgadnij, kto to~ - zagadnęła z chichotem, udając niski, niepodobny do siebie głos dla niepoznaki. Podstawowa taktyka w tej zabawie. - Masz trzy próby~ - dodała po niedługiej chwili, chociaż znając życie, bardzo szybko ją pozna. Cóż, chociaż była z Neutralnymi w drużynie, czyli z tamtym łysym z Brazzers z Dragon's Howl (o czym ona oczywiście nie wie, to jedynie wtrącenie autorki posta), nie miała zamiaru siedzieć smutna widząc, że jej koleżanka się bawi. Tym bardziej, że wbrew pozorom, ciasto działa na nią tak samo, jak działało na Erzę. Z resztą tak było z każdą słodyczą. Kiedy o nich słyszy, jest jak dziecko!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t225-ariyamna-hirano


avatar
Mermaid Heel


Tytuł : Portret Mermaid Heel
Liczba postów : 380
Dołączył/a : 13/03/2015
Skąd : "Morroc"

PisanieTemat: Re: Sala Bankietowa   24.02.16 2:04

Revy miała chyba kilka takich przypadków, kiedy kompletnie wypadała spod kontroli. Nie mogła robić nic - panował wtedy nad nią instynkt. Była dzikim zwierzęciem, którego duszę przejęła. Czerwień jej oczu wtedy szła w parze z czerwienią posoki, którą za sobą pozostawiała. Raniła wtedy wszystkich - niezależnie od tego, czy byli sojusznikami, czy wrogami. Ostatnimi czasy zaczęła się uspokajać i bardziej panować nad swoim zwierzęcym instynktem. Chyba tylko raz miała okazję stracić nad sobą panowanie. Dlatego właśnie planowała nie używać tak często magii jak niektórzy, którzy wręcz wymagali mocy magicznej do sprawnego działania. A potem co? Będą płakali jak ostatnia dziunia, która złamała paznokieć? Chwila moment, czy Mermaid Heel nie było wypełnione takimi dziuniami? Nie, nie było. Mistrzyni była w porządku kobietą, która dbała o swoją gildię i nie chciała narażać na niebezpieczeństwo (co dla niej wydawało się niedorzeczne, aby z tego powodu wysłać tylko jedną osobę na Igrzyska). Były tam też całkiem ostre osoby jak Alexandrina, a także Revy - bestia. Nie będę już wymieniała wszystkich po kolei, bo pamięć już nie ta, a my nie mamy całej nocy.
- Ta, a moja bierność skończyła się na tym, że musiałam TAŃCZYĆ z FACETEM - powiedziała dość głośnym tonem, naciskając na oba te słowa nacisk. A ton jaki był? Gniewny, bowiem nienawidziła czegoś takiego, jak to. Przecież po pokazie musieli ją trzymać żeby tylko nie przywaliła mu za dotykanie jej, a ona i tak wyniosła się do swojego kąta w szatni zanim poszła na konkurencję. Poza tym, jej bierność była też spowodowana tym, że autorka postu skupiała się na planach na dwie inne grupy. Tak to jest... ale cóż, bywa! Nie każdy może udzielać się wszędzie! - U nas liderem był ten cały malarz od siedmiu boleści - stwierdziła, niemal wypluwając te słowa. Kto pomyślał, że na pokazie będzie musiała pokazać uszy i ogon (no i ostrza) aby tylko się skomponować z Neonym. Brr, aż jej się zimno zrobiło na samą myśl i ciarki przeszły po plecach.
- Współpraca z tym j*banym zboczeńcem nie była owocna. Pierwsze, co zrobił po wejściu do szatni to założył skarpetę na głowę. Idiota skończony. A potem? Upił się. A teraz to samo. Już wolałabym odpuścić sobie branie udziału w tej błazenadzie gdybym wiedziała, co się będzie działo - wyraziła swoje niezadowolenie oburzonym tonem, zaciskając po tych słowach palce na patyczku od lizaka, niemalże go zginając. Niemalże, czyli było blisko, ale nie tak blisko, by to się zdarzyło. - Przynajmniej miałaś jakąś porządną drużynę - dodała zaraz bez większego namysłu.
Do tej pory wyglądała tak, jakby spała i gadała przez sen. Dość świadomie z resztą. Jednakże w momencie, kiedy poczuła na swojej twarzy czyjś oddech, niemal natychmiast otworzyła z szokiem oczy i się podniosła, co spowodowało spotkanie trzeciego, jak nie piątego stopnia czoła Revy z czołem Norie zanim ta się odsunęła, przez co nie miała za bardzo, jak powiedzieć na temat lotu smokiem i jej zamiarach. Była to bowiem bardzo szybka reakcja zakończona guzem i ocieraniem go, a także atakami kaszlu ze względu na to, że nagle połknęła trochę śliny z cukrem. Uderzyła się kilka razy w deskę, albo raczej pierś, aby tylko móc złapać oddech.
- K*rwa, co Ty robisz?! - wydarła się na nią w przerwach od kaszlnięć, siedząc lekko pochyloną do przodu. - Nie rób tak więcej, idiotko! - dodała po chwili, karcąc ją niezwykle ostro. Chociaż... to nie było tak ostre jak niektóre teksty wobec przykładowego Iwaru czy innego Jana.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t569-revy-delayne


avatar
Fairy Tail


Liczba postów : 344
Dołączył/a : 30/03/2015

PisanieTemat: Re: Sala Bankietowa   24.02.16 4:05

Teraz wychodziła jeszcze bardziej niż zwykle ta otwarta niechęć wobec mężczyzn jaką cechowała się zielonowłosa. Norie chyba kiedyś z chęcią się zapyta skąd się to wzięło. Oczywiście jak już będą miały ze sobą dobre stosunki na tyle, by po bijatyce obie mogły sobie odpocząć i poopowiadać. Myślała, że wtedy Revy będzie mniej skora do gniewu kiedy będzie zmęczona po walce, a i paladyn potrafiła człowieka nieźle wymęczyć. Jak pewna podszywająca się pod boga kapłanka lisa powiedziała, Norie byłaby obiektem gniewu feministek. Na swój sposób mogła się wydawać idealna dla drugiej kobiety, a autor postaci wcale tego nie zamierzał. Chciał tylko stworzyć śmieszną magię oraz twardego tanka, a co wyszło? Kobieta idealna według niektórych, znaczy kobieta dla kobiet, a nie dla facetów bo jakby się taki czuł kiedy dziewczyna bierze na klatę więcej niż on?
Swoją drogą podczas pierwszej konkurencji rzuciło się w oczy to, że większość pokazów była z pompą i rozdmuchiwane były strasznie. Na tle tego, że każdy miał masę efektów specjalnych, grupka która była skromniejsza prezentowała się znacznie lepiej, a wręcz unikatowo. Nie rozumiała tego fenomenu meeen oraz całego szowinizmu w nim zawartego. Jak można krzyczeć takie głupie słowo i jeszcze sprzedawać lalki z tym? Głupota samców umykała Nornicy i tego chyba nigdy nie zrozumie. Czemu tamten człowiek był taki dziwny? Może w dzieciństwie go przezywali i kazali zawsze chodzić na bramkę? Ale takie już było Blue Pegasus, a białowłosa wiedziała, że tam nie zabawi długo, w końcu swoje plany już miała. Na swój sposób może i niebiescy mieli swój klimat, ale to nie za bardzo przypadało jej do gustu. Mogła tą dziwność tolerować, ale nie znaczyło to, że będzie tak samo dziwna. Jeszcze tego by brakowało by paladyn ubrana w jakiś garniak albo kieckę zamiast zbroi wyruszała na niebezpieczne wyprawy.
Białowłosa tylko się zaśmiała kiedy Revy opowiadała o tym co Iwaru wyczyniał. Na swój sposób to było urocze w swej dziecinności, ale zbyt mało znała Lamia Scale by móc ich osądzić jako całość. Z drugiej strony nie zamieniłaby swojej drużyny na żadną inną. Nawet Shina, która należała do magów neutralnych, zyskała jej sympatię. Zresztą każdemu mogą się zdarzyć potknięcia i Norie w żadnym wypadku nie planowała tego wypominać neutralnej. Mało tego, zwyczajnie ją zaprosi do siebie na herbatę oraz ciastko… może nawet jakiś sparing czysto techniczny.
Kiedy natomiast Revy się szarpnęła, uderzyła w czoło Nornicy. Jako, że Azure Bringer pokrywało częściowo jej skórę to za bardzo paladyn poza odrzutem tego nie poczuła. Mało tego, sama zielonowłosa mogła wyczuć, że Norie ma twardy łeb. Niestety to nie aplikowało się do alkoholi, bo po dwóch lampkach wina działy się naprawdę dziwne rzeczy z paladyn. Oczywiście o tym wiedzą nieliczni, w tym Sakurcia która czasem jej dolewała wina kiedy czuła się samotna w nocy.
Paladyn chwyciła się za czoło i rozmasowała je odruchowo, a zaraz potem rzuciła Revy przepraszający uśmiech po czym skuliła się delikatnie w sobie – Przepraszam – poklepała zielonowłosą trochę po plecach by odkrztusiła cukier. Wyglądało na to, że znowu musiałaby przedstawić swoja ofertę, dlatego na nowo przywołała swojego niebieskiego smoka z downem i posadziła go sobie na kolanach – Mogę te maluchy „nastawić” by reagowały na ruch łopatek w trakcie lotu. Idziemy na spacer Revy-chan? Po drodze możemy zgarnąć trochę przysmaków i posiedzieć sobie tutaj jeśli jest Ci dobrze – zapytała uśmiechając się i wręczając stworzonko z energii zielonowłosej. Mógł się wydawać trochę ciężki, a twarzyczkę miał naprawdę szpetną, bo to przecież smok z downem. Oczywiście mogło to wyglądać dosyć osobliwie, bo to coś niby było jakby zbudowane z niebieskiego ognia, a jednak ani nie parzyło, a dawało się trzymać w rękach. Chociaż... skapująca ślina energii, która się rozpływała w powietrzu na pewno temu czemuś uroku nie dodawała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t645-azure-maiden-skonczone?nid=2#53


avatar
Raven Tail


Liczba postów : 172
Dołączył/a : 28/04/2015

PisanieTemat: Re: Sala Bankietowa   24.02.16 17:50

Znów skierował wzrok na czarne niebo wypełnione białymi klejnotami. Światło, jakie dochodziło z sali balowej przysłaniało nieco blask gwiazd. Jednak nawet teraz, wprawne oko maga potrafiło bez trudu wyłapać nawet te słabiej świecące kule ognia. - Hmph, siły? Nie. Po prostu nie zdajesz sobie sprawy jak lekka jesteś. - powiedział opuszczając głowę z iście szelmowskim uśmiechem. Kolejny już raz jego oczy utkwiły na jej twarzy. Starał się bardzo by przypadkiem nie opadły jeszcze niżej. Wolał nie napotkać po powrocie rozgniewanych, fioletowych oczu kobiety. - Faktycznie! Widzisz, mi też to wyleciało z głowy. Nyro Letram, do usług. - Nie skinął głową. Zamiast tego wyciągnął rękę w jej kierunku niejako wymuszając reakcję zwrotną. Może nie zachował się zbytnio po dżentelmeńsku, jednak nie mógł sobie odmówić okazji na skosztowanie w dotyku tej aksamitnie bladej skóry. - Jeśli jeszcze nie wiesz gdzie aplikować to zapraszam do Raven Tail. - Czy on zawsze był taki wygadany? Ktoś kto go dobrze znał mógłby teraz przecierać oczy, a raczej uszy ze zdumienia. Szarmancki Nyro, najrzadszy z okazów. - Za spotkanie - powtórzył, a szklany brzęk mu wtórował. Wzrok, który do tej pory gdzieś błądził na około niczym materia wokół czarnej dziury, opadł w końcu na fiołkowe tęczówki dziewczyny. Kruk nie oderwał od niej spojrzenia nawet gdy podniósł głowę do góry pijąc alkohol. - Więc chcesz zmieniać świat tak? A jak zamierzasz tego dokonać?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t786-nyro-letram


avatar
Dragon's Howl


Tytuł : Cudowny Pisarz, Miss Popular, Srebrny Dekolt
Liczba postów : 342
Dołączył/a : 31/05/2015
Skąd : Ishvan

PisanieTemat: Re: Sala Bankietowa   25.02.16 1:42

Brunetka oparła się bokiem o balustradę balkonową, tym samym nadal pozostając w kontakcie wzrokowym z rozmówcą. Robiło się coraz później, wieczór wydawał się chłodniejszy jednak w przypadku Marii zarówno kimono jak i alkohol robiły swoje. A może kryło się za tym coś więcej? Na jego słowa uśmiechnęła się zadziornie. Całe szczęście, że warunki atmosferyczne i mocniejsze trunki były wytłumaczeniem na subtelnie zaróżowione lica.
- Może masz rację, ale nadal. Myślałam, że będziesz bez sił i nie będziesz się bronił. Mój błąd, byłam nieostrożna. - zaczęła nieco zbyt szczerze, posłyłając mu ciut rozbawione spojrzenie. Był mężczyzną, a każdy z nich po spożyciu alkoholu robił się chętny do flirtów i lustrowania wzrokiem kobiecego ciała. To było chyba uwarunkowane genetycznie. Całe szczęście kimono Marii nie miało dekoltu, chociaż przewiązany pod biustem materiał faktycznie nieco go podkreślał. - Do usług mówisz? Wszystkich? A co do gildii to dziękuje za zaproszenie, jednak chwilowo wolę pozostać na wolności - bez kogoś ponad sobą. Bardzo cenię sobie niezależność.
Dodała jeszcze zanim ich kieliszki zderzyły się ze sobą. Upiła porządny łyk szampana, którego zostało już niewiele poniżej połowy. A szkoda bo naprawdę dobry. Ukryty pod maską Merry smok wzruszył tajemniczo ramionami. Obróciła się i tym samym stanęła przodem do barierki, odstawiając kieliszek gdzieś obok. Rękoma chwyciła metalowy pręt i oparła się o niego, wychylając nieco do przodu. Mocniejszy podmuch wiatru uderzył w jej twarz, poruszając kosmykami włosów. Ozdobna spinka nadal tkwiła w miejscu niewzruszona atakami powietrza. Z jej ust wydobyło się ciche "hmm" - tak, jakby szukała odpowiedzi. Trzeba przyznać, że zdążyła obdarzyć Nyro sympatią - już podczas Igrzysk. Zaimponował jej swoim poczuciem sprawiedliwości bo przecież wcale nie musiał odwzajemniać pomocy, którą mu okazała. Przymknęła oczy i uśmiechnęła się łagodnie.
- Jeszcze nie zdecydowałam, ale z pewnością go zmienię. Wierzysz w przeznaczenie? Ja chcę swoje złapać mocno i nie puszczać, bo jestem przekonana, że przede mną najlepszy okres mojego życia. Fiore to obiecujące miejsce, prawda? A Ty? Masz jakieś marzenia i plany? Właśnie! Jesteś magiem gwiazd, pokaż mi jakąś Nyro.
Uniosła powieki i spojrzała na niego oczekująco. Wypiła naprawdę sporo, zwłaszcza że przez całe swoje życie tego nie robiła. Miała dobry humor i była chyba zbyt bezczelna i rozmowna, niemniej jednak świetnie się bawiła. Znacznie lepiej było na tym balkonie niż na zatłoczonej sali chociaż chciała zobaczyć swoich towarzyszy w strojach wyjściowych. Z pewnością Ivrina wyglądała przepięknie ze swoją niebanalną urodą. Marii będąc wewnątrz sali była zbyt daleko myślami, aby rozglądać się i szukać znajomych twarzy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t918-mariko-shinoda


avatar
Blue Pegasus


Liczba postów : 271
Dołączył/a : 24/06/2015
Skąd : Mroźne krainy północy

PisanieTemat: Re: Sala Bankietowa   25.02.16 3:35

//Przepraszam, że tak długo!

Magia spotkania z Raionem nie przemijała i ewidentnie przeminąć nie miała zamiaru. Zupełnie tak, jakby ktoś rzucił na nich czar pozwalający na zatrzymanie czasu. Jakby nie było tego mało, zanurzyła się w toni jego czerwonych oczu. Może jednak była to otchłań? Tak, czerwień bardziej pasowała do otchłani. Wciągnęło ją na dobre już w momencie, kiedy zbliżył się do niej i zetknął nosem. Wtedy też oblała się szkarłatem na policzkach, rozchyliła bardzo delikatnie wargi w akcie zdziwienia, aby unieść wzrok. I wtedy. Już, koniec, było po wszystkim. Spodziewała się wszystkiego, jednak nie mogła pojąć, że odnajdzie takie ukojenie w tej barwie, którą samej ma. Nie miała wobec czerwieni żadnych złych skojarzeń, a nawet i lubiła swoje oczy. Jednak jego? Z charakteru nie były takie same. Dusza ich różniła się, a ponoć to właśnie w ten sposób można było je ujrzeć. "Oczy zwierciadłem duszy", jak to jej matka niegdyś mówiła. Podobno to dzięki nim poznała swojego partnera życiowego, a ona? Ona tonęła, nie mogąc wypłynąć i zmienić centrum swojej uwagi, przez co wydawała się być nieobecna przez dłuższą chwilę. Naprawdę dłuższą. Nie zorientowała się kiedy odgarnął jej grzywkę na bok, co z resztą niewiele dało, bo chwilę później już była w pierwotnej pozycji, a także kiedy się odsunął. Dopiero moment, kiedy powtórzył za nią niczym dyktafon nazwę gildii. Wtedy zorientowała się, jak źle z nią było, jakby to niektórzy określili. Po prostu na moment ogłupiała, pokręciła głową dość szybko zupełnie tak, jakby miała tik nerwowy. Nawet bym się nie zdziwiła, jakby taki się pojawił.
Podobno po alkoholu ludzie robią różne, dziwne i niekiedy głupie rzeczy. Potrafią się zakochać pod wpływem, bo widzą wszystko dziesięć razy ładniej (10x0=0, fiu fiu~), czy odwalić jakieś durne rzeczy. Ale ona? Ona i bez alkoholu to potrafiła. Odwalać, wydurniać się, zakochiwać w kimś... z resztą jej nawet alkoholu nie można dawać, wtedy najpewniej te efekty by się nasiliły kilkukrotnie.
Wracając - nie otrzymała jeszcze odpowiedzi na swoje pytanie, jednak zagadnął ją w innej kwestii, konkretniej to w kwestii tego, co po prostu zrobiła. W sumie to przecież mogła albo nalać innego soku, albo wybrać inną pastę. A ona co? Duh!
- Po prostu nie chciałam, żeby sok się zmarnował, wolałam pić teraz na raz niż kilkukrotnie się skręcać! Poza tym albo mogłam wylać zawartość szklanki, albo wypić, albo wymienić szklankę. Nie pasowały mi ani opcja pierwsza, ani opcja trzecia, więc wolałam najbardziej stery... ster... stery... sterylizacyjną opcję! - zagapiła się na tym jednym słówku, które jej umknęło przez zgubienie wątku. Zdarzało jej się to. Rzadko, ale jednak. Zakłopotanie jednak wyszło na dość komiczną sytuację, bo nie wpadła na to słowo, co trzeba. No i jak to brzmi? Sterylizacyjna opcja? Czy ona... już wie, że będzie starą panną z dwudziestką kotów i będzie musiała jakieś wysterylizować żeby nie mieć ich więcej, bo i tak rodzą jak szalone? A potem wychodzą takie rodziki. Budziki, które zamiast budząc ludzi, rodzą im dzieci. Ona jednak nawet nie zauważyła swojego błędu, więc kontynuowała wysłuchiwanie wypowiedzi Raiona.
- I tłumaczę się, bo mi głupio tak robić takie akcje przy kimś nie wiedząc, jak zareaguje! Bu! - wtrąciła ze słodką, naburmuszoną minką, unosząc ramiona w górę do pozycji "zdenerwowałam się! mam gorącą głowę!", czy coś takiego. Szybko jej przeszło, bo nie miała, o co się denerwować. Po prostu się droczyła! I tyle.
- Aaaa, rozumiem, miękka w środku, twarda z zewnątrz? - zapytała nieco ciszej, uśmiechając się leciutko. Skoro on powiedział jej to na ucho, to po co ma mówić normalnym głosem? Powinna się dopasować do rozmówcy, to normalne. - A ja Ci powiem, że ja bym w życiu nie zmieniła swojej Mistrzyni na żadną inną. Mistrzyni Lilith bardzo o nas dba i nas broni! Trochę jak taka mama~ Pogratulowała nam takiego występu na Igrzyskach, bo się o nas troszczy. Nie wiem, co takiego bym zrobiła, gdyby nagle nam się zmienił mistrz... Chyba bym poszła za Lilith, a jeśli coś by jej się stało... nie, nie chcę, by coś jej się stało! - podniosła nieznacznie głos, ukazując swoją niechęć. Widziała jak ludzie umierają na jej drodze, a ona nie mogła nic z tym zrobić. Nie zwykła zabijać! Nie lubi, jak się zabija! Była dzieckiem, to nie było dla niej. To było niczym jej tabu. Wie, że człowiek traci wtedy wszystko, ale też nie tylko on, bo też i jego bliscy, przyjaciele i znajomi. Dlatego nie chciała, żeby mistrzyni cokolwiek się stało. Szczególnie, że jej siostra bardzo... bardzo jej nie lubi i próbuje zgładzić całe Blue Pegasus. Co najmniej te trzy razy słyszała przypadkowo rozmowę Mistrzyni z Raelyn (to się nazywa podsłuchiwanie, młoda damo...) i była mowa o Dragon's Howl. Tego jemu jednak nie wspomniała, bo to w końcu tajemnica gildyjna, czyż nie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t986-eirlys-solomon


avatar
Sabertooth


Tytuł : Najciekawsza postać męska na forum
Liczba postów : 210
Dołączył/a : 05/06/2015
Wiek : 19
Skąd : Mazury cud natury

PisanieTemat: Re: Sala Bankietowa   25.02.16 19:28

Nawet sam Raion Shinkawa poczuł się niespodziewanie niezręcznie, gdy ich spojrzenia utkwiły w sobie na dobre kilkaset sekund. Wydawałoby się, iż spogląda w lustrzane odbicie. W jej czerwonych tęczówkach dostrzegał własne, dwa szkarłatne punkty świecące się niczym diamenty pod wpływem magicznej chwili. Podobnie jak ona, zawiesił się niczym przegrzane urządzenie. Coś w tym było, natłok uroku jaki oferowała Eiryls przeciążył chłopięcy mózg do tego stopnia, że nie mógł oderwać od niej wzroku. Gwara towarzysząca dużej ilości gości, dźwięk uderzających o siebie sztućców czy choćby niezrozumiałe efekty dźwiękowe zachowania Iwaru. Wszystko zniknęło, nie docierało do jego uszu, odbijane przez niewidzialną barierę niezwykłości ich spotkania.
Wcześniej niż rozmówczyni uwolnił się od tej wyjątkowej więzi i skierował oczy w kierunku szklanki z sokiem pomarańczowym, który dziewczynka po chwili wypiła.
Zmarnował się? Równie dobrze sam mogłem go wypić, oszczędzając Ci tych przykrości! Chociaż z drugiej strony... wybranie STERYLIZACYJNEJ opcji było jak najbardziej rozsądne.
Zaśmiał się na widok jej zakłopotanie. Zamroczony umysł automatycznie zaczął szukać sensu we wspomnianym określeniu. Gdyby znajdował się w innej sytuacji, natychmiastowo skarcił, by swój umysł za taką głupotę. Ale nie był... i wewnętrznie się denerwował, że nie mógł odgadnąć co takowego znaczy sterylizacyjny opcja. W zasadzie to zapomniał, co znaczy samo określenie, więc wyjaśnienie znaczenia połączenia tych dwóch słów było niemożliwe. A jednak usilnie szukał rozwiązania, w podobny sposób, jak uparcie usiłujemy sobie przypomnieć nazwisko aktora z obejrzanego filmu. Nic tylko ta myśl, nie dająca spokoju. Zaśnięcie bez odgadnięcia? Sytuacja niemożliwa!
Tłumaczymy się zwykle z czegoś złego. A Ty po prostu wypiłaś sok pomarańczowy z odrobiną miętowej pasty.
Znów przez chwilę poczuł się jak mały tatuś, gdy dziewczyna podniosła ramiona do góry z miną panie tato, zaczyna mnie pan denerwować!. Zaraz jednak powróciła do normy, kontynuując wątek gildyjnej mistrzyni. Na jej ciche pytanie odpowiedział jedynie skinieniem głowy przy tym się uśmiechając. Dlaczego mówił cicho? Na sali wciąż pozostał kilku członków Sabertooth. Gdyby tylko któryś z nich to usłyszał i powiedział Alexis... brrr, jego kolejne lata w gildii nie należałyby do najprzyjemniejszych. Już sobie wyobrażał, co by ta kobieta z nim zrobiła! Porządne pokiereszowania jego ciała to nic. Kazałaby mu zmywać toalety do końca życia i uczestniczyć w jakiś najgłupszych misjach. Przynajmniej tak mu się wydawało. Z pewnością przesadzał. Chociaż z drugiej strony...
Nigdy nie powiedziałem złego słowa o Alexis. Jest odpowiednią osobą na odpowiednim stanowisku. Z pewnością Litlith również nie ustępuje jej talentem. Musi być szczęśliwa, mając taki skarb pod swoimi skrzydłami.
Uśmiechał się, chociaż ostatnie słowa dziewczyny go zaniepokoiły. Wspomniała o krzywdzie, jakby sama doświadczyła podobnych w przeszłości. Zmieniła wyraz twarzy, chłopak zatroskanie spojrzał w jej oczy. Była jedynie dzieckiem, wciąż miała w sobie tę nutkę niewinności i naiwności co do świata. Rozumiał to doskonale, chyba każdy człowiek na tym świecie chce uchronić swoich bliskich przed krzywdą.
I się nie stanie. Jest mistrzynią Gildii, należy do najpotężniejszych ludzi tego świata. Nie martw się.
Pogłaskał ją palcem po policzku, podnosząc jej brodę do góry i spojrzawszy głęboko w oczy, uśmiechnął się. Miał pewne wahanie co do stopnia, do którego może lub powinien się zbliżyć. Bardzo dobrze czuł się w jej obecności, bliskość kogoś tak uroczego bardzo pozytywnie na niego działała. Jednocześnie chciał mieć poczucie, że w podobny sposób działa na nią.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t938-raion#8413


avatar
Sabertooth


Tytuł : Ulubiona para (nieoficjalna)
Liczba postów : 177
Dołączył/a : 10/08/2015
Skąd : Ranczo na wschód od Doliny Matza.

PisanieTemat: Re: Sala Bankietowa   26.02.16 15:26

Wydawało się, że dwójka tygrysów znajduje się na zupełnie innym balu, do tego w zwolnionym tempie. Stali sobie wśród tego rozgardiaszu, smoków z downem, spadających lizaków, ciosów w newralgiczne miejsca, latających stołów, porywania mniszek, romansów, depresji i tym podobnych jakby ich to nie dotyczyło chociażby w najmniejszym stopniu. Kolt odstąpił jedną ze szklanek towarzyszowi i skwapliwie przystał na proponowany trunek, który z pewnością został wybrany pieczołowicie i dokładnie spośród dziesiątek możliwych, albowiem Zin już trochę czasu spędził przy stole z alkoholami sam i miał sposobność zapoznania się z ogromną ilością propozycji.
- Zdecydowanie nieswojo - odpowiedział luzując uciskający go pod szyją krawat. Taki bankiet to nie wiejska potańcówka w remizie i chyba należało zachowywać się jakoś specjalnie, a Kolt jakoś nie bardzo wiedział jak. Z resztą nie tylko on, wystarczyło popatrzeć co tu się odwala. Jedyne co go różniło od tych wszystkich chlejących na umór i wywracających stoły prostaków był fakt, że rzeczywiście się przejmował tym całym savoir vivrem. Uniósł napełnioną szklankę i przypatrzył jej się pod światło podziwiając złote refleksy tworzące się na granicy płynu i kostek lodu oraz szkła.
- Głupio się przyznać, ale mistrzynię spotkałem pierwszy raz na dachu gildii tuż przed Igrzyskami, co już wystarczająco świadczy o mojej ignorancji. Sabertooth ma w zwyczaju organizować podobne imprezy, by uczcić sukces, czy prędzej dostaniemy reprymendę za zajęcie drugiego miejsca? - zapytał pół żartem pół serio. Przede wszystkim interesowało go, czy będzie mógł się po zawodach zająć własnymi sprawami, czy zostanie zobligowany do stawienia się na kolejnym bankiecie, czy innym balu. Nawet przez chwilę nie pomyślał, że rzucając niezbyt śmiesznym dowcipem mógł się zbliżyć aż nadto do prawdy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t1099-kolt-w-trakcie#10344


avatar
Mermaid Heel


Tytuł : Portret Mermaid Heel
Liczba postów : 380
Dołączył/a : 13/03/2015
Skąd : "Morroc"

PisanieTemat: Re: Sala Bankietowa   26.02.16 17:47

Ewidentnie Revy nie miała zamiaru się sympatyzować z Norie. Nie miała zamiaru tworzyć jakichś większych relacji z nikim, kto by miał związek - jakikolwiek - z legalnymi gildiami. Wiedziała bowiem, że to skończy się źle. Bardzo źle. Tak, jak ona nie odczuwała żadnych więzi poza Kapturkiem, tak jej się wydawało, że jednak inni coś wobec niej czują. Jakąś.. chęć przebywania z nią. Przecież każdy normalny człowiek, gdyby miał chociaż trochę rozsądku, od razu by ją zostawił po pierwszej zgryźliwej uwadze lub innej groźbie. A co na to Norie? Co na to reszta? A, oni woleli z nią być, rozmawiać oraz inne takie. I ją drażnić! Wiedziała więc, że w czasie wypełniania misji, a także po jej wypełnieniu, w zależności od tego, co będzie się działo, będzie musiała ograniczyć takie kontakty do zera, a nawet i je brutalnie zerwać, jak to ona z resztą. Nie może być takiego miłego pożegnania pokroju "muszę odejść, nie szukaj mnie" i tak dalej, u niej byłoby to coś pokroju "wyp**rdalaj z mojego życia, w sumie to i tak mogę Cię zaj*bać", albo i nawet od razu rękoczyn. Cóż, z Norką będzie problem.
Szczególnie, że teraz dała jej jakiegoś obślizgłego smoka z downem zrobiony z jakiejś niebieskiej energii, co naprawdę nie należało do miłych widoków. Trzymała go w dłoniach, wpatrując się w nie swoimi zażenowanymi, czerwonymi ślepiami. Niemal natychmiast, jak zauważyła kapiącą ślinę, odsunęła "zwierzaczka" od siebie nawet, jeśli to nie ubrudziło jej ciuchów. Nawet, gdyby ubrudziło, ona by nie zwróciła na go uwagi, po prostu to coś... było dla niej małym gównem, którego nie miała zamiaru więcej tykać.
- Zabierz ode mnie tego małego, j*banego wypierdka! - powiedziała i niemal natychmiast go puściła na ziemię i powstała z racji, że już czuła się lepiej po salwie nagłego kaszlu po ostatnim spotkaniu trzeciego stopnia między przełykiem, a słodką śliną. Kiedy wstała, niemal od razu zgryzła lizaka i wypluła patyczek na ziemię, pod nogi, rozpuszczając w ustach ostatnie drobiny słodkiego lizaka. Dobra, słodki nie był.
Z drugiej strony, nawet jeśli by skorzystała, miałaby jakiś trening lotu przed pozyskaniem duszy, chociaż nie da się ukryć - jej to nie interesuje. Po co jej to? Przecież po tym, jak posiądzie duszę, najpewniej już od razu będzie miała wiedzę o locie. Znaczy najpewniej, skoro ma duszę w sobie, powinna móc bez większych problemów sobie latać. Wracając jednak do sytuacji...
Odsunęła się od Norie o kilka, jak nie kilkanaście metrów, podchodząc do barierki. Oparła się o nią plecami, przełykając niezauważalnie drobinki cukierka. Zaraz po tym zaciska zęby.
- Po co mnie w ogóle tutaj ściągnęłaś? Nie masz, co k*rwa ze sobą robić, tylko napastować innych? Nie jestem twoim nakama, czy innym gównem, nie wiem jak to nazywasz, ani nigdy też nim nie będę. Zrozumiesz to w końcu czy mam to wbić do głowy przy najbliższej okazji? - zapytała niezwykle ostro w jej stronę, co mogli niepostrzeżenie usłyszeć nasi słuchacze z balkonu. Wyraźnie nie spodobało jej się to, że tak się z nią spoufala mimo jej niechęci, dość otwartej z resztą. Jednak czemu wtedy nie zmieniła kierunku swojego kiedy ciągnęła ją do sali balowej? Bo niestety robiono to siłą, a każda próba ucieczki skończyłaby się złapaniem i przyprowadzeniem na bankiet. Cholerna puszka...

//Nie miałam za bardzo pomysłu na post...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t569-revy-delayne


avatar
Raven Tail


Liczba postów : 172
Dołączył/a : 28/04/2015

PisanieTemat: Re: Sala Bankietowa   26.02.16 20:53

Na komentarz dziewczyny tylko się uśmiechnął opuszczając lekko głowę. Przeczesał ją  przy okazji lewą dłonią poprawiając czuprynę. Czy go zawstydziła? Skądże. Jednak było w jej wypowiedzi coś niepokojącego. Pewna chłodna kalkulacja, wyciągnięcie wniosków na przyszłość. Jakby chciała powiedzieć "Następnym razem nie pójdzie Ci tak łatwo". Wszystko oczywiście pół żartem pół serio, tak by pozbyć się nawet potencjalnych oskarżeń bądź wątpliwości.
Następna wypowiedź nieco go zaskoczyła. Merry powoli zaczynała grać w bardziej otwarte karty. Czy z powodu rosnącego stężenia alkoholu we krwi bądź jakiegoś innego bardziej głębszego planu nie wiedział. Jednak aluzja wobec stwierdzenia o usługach nie pozostawiała wątpliwości. - Z pewnością nie wszystkich. Na większość wszakże trzeba sobie wpierw zasłużyć - Nie mógł postąpić inaczej. Ciekaw był jak głęboko sięga ta królicza nora. A jak to mawiał jego mentor "Jest tylko jeden sposób by się o tym przekonać". Musiał więc wykonać ten akt wiary i skoczyć w otchłań zawirowań damsko-męskich, niedopowiedzeń, półsłówek i kłamstewek. Odmowy skorzystania z zaproszenia do Ravenów nie skomentował. Skoro, jak sama stwierdziła, wolała pozostać niezależna, nie było powodu by ciągnąć ten temat. Jedyną rozsądną do zrobienia rzeczą w tej sytuacji było po prostu uszanowanie jej decyzji.
Przeznaczenie? A czym ono było? Czy istniała jakaś księga w której zapisane byłyby losy każdego stworzenia? Czy może tylko "wybrańcy" mogli dostąpić zaszczytu posiadania jakiegoś wielkiego celu w życiu. A może jakaś złota nić życia, którą ów wybraniec miałby posiadać. Odwrócił się w kierunku barierki uprzednio biorąc łyk szampana. Też oparł się o starannie ciosany kamień jednak nie miał zamiaru wychylać się tak jak Merry. - Przeznaczenie? - zaczął robiąc wymowną pauzę. - Nie. Nie wierzę. Każdy człowiek jest kowalem swojego losu. Każdy odpowiada za swoje czyny. Wielu już ludzi wierzyło w przeznaczenie i w swoje idee tylko po to by później przeklinać ten sam wzniosły los, gdy ich przedsięwzięcia szlag trafiał. Zamiast przyjąć wynik swoich działań na własne konto woleli lokować winę na jakiejś wyimaginowanej lokacie przeznaczenia. - Zadarł głowę patrząc w czerń nocnego nieba. Bezsenne noce w Magnolii były wprost idealne do rozmyślania nad wieloma zagadnieniami filozoficznymi i nie tylko. Teraz, gdy alkohol rozwiązał mu nieco język, mógł wreszcie wyjawić niektóre z tak głęboko skrywanych poglądów na życie, świat, czy nawet politykę. Zamknął oczy, pozwalając by chłodne, nocne powietrze omiatało jego podniesioną brodę i szyję.
Otworzył je dopiero, gdy usłyszał prośbę. A może rozkaz? Wskazania jednej z gwiazd na nieboskłonie. Od razu pojawił się na jego twarzy chytry uśmiech a w oczach rozpaliła dusza astronoma amatora. Przysunął się do dziewczyny tak, iż jego prawe ramię dość solidnie do niej przylegało.  Nachylił się delikatnie zbliżając jego twarz do jej. Był na tyle blisko iż czuł jej zapach, czuł ciepło jej ciała w swojej prawej kończynie. Gdyby spojrzał się jej teraz w oczy mógłby sporządzić mapę topograficzną jej tęczówek. Zdawało się jednak, że to wszystko nie robi na nim najmniejszego wrażenia. Ze złotym płomieniem w oczach Nyro tylko wskazał palcem jedną z gwiazd na niebie. - Widzisz tą gwiazdę? Tam wysoko nad tą wieżą pałacową? To jest Vega. Najjaśniejsza gwiazda w gwiazdozbiorze lutni, i piąta najjaśniejsza na całym niebie. Teraz jest dość nisko, ale latem widać ją znacznie wyżej. Pojawiają się też wtedy dwie inne gwiazdy, Altair i Daneb. Razem z nimi tworzy tak zwany trójkąt letni. - Czuć było bijąca wręcz od niego wiedzę i zapał do tych spraw. Nie znał innych magów korzystających z jego magii. Nie miał pojęcia czy takie zachowanie jest typowe dla użytkowników tej magii czy tylko on tak miał. Wiedział jedynie, że kochał patrzeć w gwiazdy, odkrywać ich tajemnice, rysować palcem nowe gwiazdozbiory w letnie wieczory w Magnolii. Nic nie mogło się z tym równać, nawet ciepło kobiety stojącej tak blisko niego


Ostatnio zmieniony przez Nyro dnia 01.03.16 19:05, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t786-nyro-letram


avatar
Fairy Tail


Liczba postów : 344
Dołączył/a : 30/03/2015

PisanieTemat: Re: Sala Bankietowa   26.02.16 21:49

Nornica była upartym paladynem z krwi i kości, chociaż z drugiej strony Revy tej samej cechy nie można było odmówić. Tak więc starły się ze sobą dwa uparte charaktery, jeden indywidualistyczny, a drugi grupowy. Jeden gotowy uciec z pola bitwy, by przetrwać, a drugi niczym Winkelried narodu (tak, przypominam wszystkim maturzystom ważne zagadnienia) walczył do samego końca, by tamci mogli przejść dalej. Zresztą czy tak nie działa los? Czegoś chcemy, a nie jest nam to dawane. Coś jest niepotrzebne i zaraz pojawia się jak ten przysłowiowy Filip. Może i na podobnej zasadzie działała paladyn? Im mniej ktoś chciał się socjalizować, tym bardziej starała się to zrobić? Pewnie na swój sposób tak, w końcu Fairy Tail zaraża tym nastrojem niczym ebolą. Ebola nakama, nakabola. Zresztą kto się czubi ten się lubi nieprawdaż? Takie przykłady nawet Fairy Tail posiadało w swojej gildii w postaci Natsu i Gray’a, jednak zawsze pojawiała się ta Erza, która uspokajała atmosferę (a raczej terroryzowała biednych magów).
Norie już jej pokazała, że tak łatwo nie będzie z likwidacją paladyna. Nie dość, że tamta ma zdecydowanie więcej siły, to po bijatyce w przebieralni czy chociażby tamtym uderzeniu w czoło mogła wyczuć, że bycie twardym w tym aspekcie nabiera nowego znaczenia. Podtekst niezamierzony rzecz jasna, bo w końcu Norie to nie Iwaru. Norie wysusza chatboxa swoimi słabymi żartami.
Smok na szczęście nie miał uczuć, bo przecież to czysta energia… znaczy pewnie jako energia miał swoje zdownione kokoro, ale miał downa więc tego nie zrozumiał. Po upadku na ziemię słychać było ten charakterystyczny dźwięk zrzucanego cielska, lekkie łupnięcie niebieskiego stworzonka, które zaraz się podniosło i patrzyło na obie dziewczyny. Miał zeza, w końcu to smok z downem więc może. Norie spojrzała za to w górę na Revy, która powstała. Sama paladyn otrzepała sukienkę, która już i tak była wygnieciona i pobrudzona więc nic jej nie pomoże, ale lepiej stać niż siedzieć na podłodze by złapać wilka, a Ivrina owce.
Chociaż tutaj nastąpi zwrot akcji, bo Revy znowu zaczęła Nornicy wyrzucać i się irytować. Tamta jednak już wiedziała swoje, słyszała tamto dziękuję, a z resztą miały okazję porozmawiać trochę szczerze o sobie. Tak robią znajomi, a raczej tak się paladyn wydawało. Gdzie jest tutaj ten zwrot akcji? Jest troszkę dalej – Ok, przyjmuje wyzwanie. Przy najbliższej okazji sparingu treningowego zobaczymy kto komu wbije do głowy, lecz nie dzisiaj. Dzisiaj jesteśmy by się bawić razem – powiedziała wyszczerzając się do zielonowłosej, która połknęła haczyk wraz z wędką. Nie dość, że deska to jeszcze kradnie sprzęt wędkarski! – Przyciągnęłam Cię tutaj byśmy mogły się lepiej poznać, bo w końcu nie było nam dane stoczyć tej walki w normalny sposób. No a tak poza tym to przypominasz mi pewną osobę i dlatego Cię lubię. Mimo, że zachowujesz się jak złowrogi wodorost z bajki dla dzieci – powiedziała. Czymże był złowrogi wodorost? Straszyło się tym małe dzieci kiedy nie chciały iść spać. Mówiło się, że jeśli nie pójdziesz spać to taki wodorost wypełznie z klozetu i wciągnie cię. Trochę… gówniana śmierć prawda? Chociaż... wpadła właśnie na pewien pomysł.
- Założę się, że nie dałabyś rady całego dnia się uśmiechać i spędzić go razem ze mną. Zabrakłoby Ci siły do tego - wzruszyła ramionami. To była spritnie ustawiona przez paladyn prowokacja, a że Revy wygląda na zapalczywą to pewnie się da na to złapać, a raczej tak myślała białowłosa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t645-azure-maiden-skonczone?nid=2#53


avatar
Blue Pegasus


Liczba postów : 271
Dołączył/a : 24/06/2015
Skąd : Mroźne krainy północy

PisanieTemat: Re: Sala Bankietowa   28.02.16 5:20

Opcja sterylizacyjna zdecydowanie zostanie jej zapamiętana po wsze czasy, czego nie da się zaprzeczyć. Prawdopodobnie będzie opowiadała swoim wnukom, jak to pewnego razu, na balu, z powodu tak ładnego chłopaka jakim jest Raion się tak przejęzyczyła, że... Chwila moment! Wnukom? Przecież jeszcze przed momentem mówiłam o sterylizacji kotów, z którymi żyje. Dziesięć, dwadzieścia, pięćdziesiąt... stop! Może będzie miała więcej szczęścia niż pewna deska i pewna szlachcianka i znajdzie sobie tu i teraz partnera? I tego jednego, jedynego? Przecież już utonęła raz, mogłaby i drugi, trzeci, czwarty.
Jej oczy wyrażały lekkie zakłopotanie spowodowane całą tą sytuacją. Poza tym, nie dało się w nich zauważyć smutku czy złości, chociaż... nie. Tak, jak tego drugiego na ten moment nie dało się w ogóle zauważyć, tak to pierwsze gości w jej oczach niemal cały czas, chociaż jest ukryte pod szczęśliwą aurą czerwonych ślepi. Ujawniło się całkowicie w momencie jak wspomniała o Mistrzyni, że coś mogłoby jej się stać, a ona tego najprościej w świecie nie chciała. Bawiąc się tutaj, zapomniała o bólu po tym, jak jej rodzice zaginęli. Zapomniała o bólu, który towarzyszył wyskoczeniu tych wszystkich majtków ze statku ze strachu o swoje życie. Zapomniała o bólu, które odczuwali ci wszyscy, którym pomogła w czasie swojej podróży. Po prostu była w stanie się zatracić i oddać szczęściu tak całkowicie, aby zniwelować smutek do zera. Nie takiego okrągłego do końca zera, ale po prostu do zera, które było zauważalne tylko, jakby dało się czytać w jej myślach.
Tę właśnie chwilową słabość mógł ujrzeć w jej oczach kiedy się spojrzał, a ona mimowolnie wręcz podniosła twarzyczkę ku górze. Nie dało się jednak zaprzeczyć jednej rzeczy - poprawił jej humor tym zapewnieniem. Co prawda, ciężko było Lilith uznać za kogoś, kto byłby w stanie sprostać Alexis, ale też nie można jej lekceważyć. W końcu zajmują kolejno drugie i trzecie miejsce. Co by się stało, gdyby się starły ze sobą? Zniszczyłyby pół, a może i całe miasto? Są obie potężne, nie dało się temu zaprzeczyć w żaden logiczny, ale nawet i nielogiczny sposób. Strach się bać, co obie by mogły osiągnąć w walce. Na całe szczęście Lilith nie ciągnęło do zdobywania kolejnych szczebli w rankingu Świętych Magów, Alexis prawdopodobnie tak samo. Jedynie martwiła ją moc Ashling, siostry Lilith. Przecież podobno była na którymś miejscu w rankingu, jednak go opuściła ze względu na czyny podjęte. Która była i czy przypadkowo nie wzmocniła się od tamtego czasu? Przecież to ponad pół roku minęło od kiedy Quatro Cerberus zostało zniszczone.
W sumie... to czemu Eirlys jest tak zaznajomiona z tymi wydarzeniami? Dużo słyszała w czasie podróży od osób, z którym rozmawiała wraz z Aurumem.
- Mistrzyni na pewno jest silna, Twoja tak samo. Z pewnością są to złote kobiety. I tam, w swojej sali bankietowej rozmawiają na poziomie. To znaczy, tak mi się wydaje. Nie wiem, kto tam siedzi, ale skoro nie odczuwamy tego tutaj, nikt raczej się nie bije - stwierdziła nieco weselej, chociaż cały czas była nieco przygnębiona. Delikatnie i zwinnie pozbyła się palca Raiona ze swojej brody, aby zaraz chwycić za jakiś napój - tym razem już nie był to sok pomarańczowy tylko jabłkowy. Dokładniej to jabłko-mięta. Tym razem nie powinno jej skwasić.
- Słyszałeś o Dragon's Howl, prawda? - rzuciła dość nagle, nieświadoma zupełnie obecności członków tej gildii na sali. Nieświadoma również była tego, co działo się w przeszłości Raiona i ten temat był dość... drażliwy. - Z tego, co słyszałam, to dawna mistrzyni Quatro Cerberus tam jest. A ona jest siostrą mojej Mistrzyni, co jeszcze bardziej ją martwi, bo jej nienawiść wobec Lilith jest na tyle zażyła, że czasami Smoki potrafią zaatakować nas na misjach czy w czasie innych wypraw - wyjaśniła cichym głosem, po czym ponuro się uśmiechnęła. Wiedziała, co to może oznaczać dla niej jeśli się nie zdoła się jakoś wzmocnić czy polepszyć w inny sposób swoich umiejętności.
Po tym, jak nalała sobie napoju, stworzyła z pomocą charakterystycznego gestu kilka kostek lodu w swoich dłoniach. Wrzuciła je do szklanki pilnując, aby nic nie chlapnęło na obrus czy talerz. Kostki były trzy, jednak zaraz spojrzała na Raiona.
- Jakbyś chciał lodu to mów - powiedziała nieco weselej, uśmiechając się już jednak w nieco mniej radosny sposób. - Po całych tych Igrzyskach mam zamiar wyruszyć samej... albo z kimś... żeby znaleźć to, czego szukałam - rzuciła nagle, tak bez większego powodu podczas nakładania sobie sałatek z kurczakiem. Nie powiedziała jednak, czego szuka, bo chociaż była strasznie ufna, nie dało się powiedzieć, że od razu zaufa Raionowi po takiej rozmowie. Poza tym! Jedyną osobą, której powiedziała o swojej przeszłości - poza mistrzynią i Raelyn - był Aurum. On jej w sumie zastępował ojca, ale co z Raionem? Jakie w końcu będą relacje między tą dwójką po tym wszystkim? Na pewno nie będą złe! Ona z nikim nie utrzymuje złych relacji! Bo po co? Można się pokłócić, ale nie można zawsze żyć z kimś w nienawiści! Dobra, chyba że ktoś jest natrętny...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t986-eirlys-solomon


avatar
Blue Pegasus


Liczba postów : 117
Dołączył/a : 04/07/2015

PisanieTemat: Re: Sala Bankietowa   28.02.16 10:45

Nadal zajdowałam się w zniszczonej sali. Jednak było już po wszystkim, kurz opadał na ziemię, z ciał wyleciała ostatnia kropla krwi. Twarz Xii wykrzywiła się ze złości. Podniosła mnie i wyprowadziła z sali.
W międzyczasie zaczęła się transformować. Z drobnej dziewczyny w olbrzymie aurowe monstrum. Usadowiło mnie pod ścianą, po czym same skuliło się naprzeciwko. Spojrzałam na nie z przerażeniem, rozpoznając w jednej z nich moją aurę. Prawdziwy Shu, czując moje przerażenie podszedł do mnie i próbował zakryć mi oczy. Co prawda, był półprzeźroczysty, więc niewiele to dawało, ale ten prosty gest, przypominający działanie aur wyszkolonych mnichów nieco mnie uspokoił. Przynajmniej na tyle, bym odzyskała część władzy nad sobą.
- Coś... ze... świątyni... Błagam... - wyciągnęłam rękę ku dziewczynie w błagalnym geście. Tuż po tym skuliłam się, objęłam samą siebie i zaczęłam powtarzać prostą kotodamę, chwiejąc się w przód i w tył. Jeszcze nigdy nie miałam aż tak złych wizji i miałam nadzieję, że wiersz pomoże je odegnać tak jak odgania złe siły.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t1032-fu-hao-huizhi


avatar
Sabertooth


Tytuł : Najciekawsza postać męska na forum
Liczba postów : 210
Dołączył/a : 05/06/2015
Wiek : 19
Skąd : Mazury cud natury

PisanieTemat: Re: Sala Bankietowa   28.02.16 12:52

Nie radził sobie do końca z tak wieloma myślami, nawiedzającymi jego głowę. Raczej skupiał się na jednej sprawie, podążał umysłem w poszukiwaniu odpowiedzi na jedno pytanie, zamiast krążyć wokół kilku, z marnymi zazwyczaj efektami. Co dręczyło go tym razem? Po pierwsze... gildyjna mistrzyni. Ten temat powstał w dosyć dziwny sposób, aczkolwiek bardzo przejął nie w pełni trzeźwy chłopięcy mózg. Ich siła... patrząc na rangę jaką reprezentowały musiała być powalająca. Alexis wyglądała na naprawdę potężnego człowieka. Nie było mu dane poczuć tej przytłamszającej mocy, gdyż zachowywał z nią relacje nad wyraz pozytywne. Może w tamtym momencie, gdy sprała swoją siostrę... lecz przecież wówczas nie był za specjalnie siły, a i nawet mimo tego nie wyczuł jej ogromnych zasobów mocy magicznej. Jaką więc energią dysponowała? Czy poradziłaby sobie z upiornymi przedstawicielami Smoków? Ich mistrzem? W pewnym momencie nawet Raion zaląkł się, na myśl o jej porażce. Gdzie było miejsce Shinkawy? Gdybał nad tym, czy sam mógłby być jakimkolwiek zagrożeniem dla przeciwników? Może dla samej Kushikawy? W końcu gdzieś w głębi serca miał aspiracje, by dotrzeć na sam szczyt hierarchii magów. Pomimo wielkich zmian, Sabertooth wciąż pozostawała gildią respektującą głównie siłę. Na jakim stopniu się znajdował?
Drugą, opozycyjną myślą były... oczy rozmówczyni znad przeciwka. Za nic w świecie nie mógł odgadnąć, co ten szkarłat w sobie skrywał. Jednocześnie kipiał radością i smutkiem, ukrytym gdzieś pod płaszczem zadowolenia. Co takiego ta dziewczynka mogła przeżyć? Z doświadczenia wiedział, że rodzice ludzi posługujących się magią zginęli; przynajmniej właśnie takie osoby napotykał w swoim życiu. Jego historia też przecież nie należała do wyjątków. Był wręcz dobitnym przykładem beznadziejności społeczeństwa zwanego magami. Nie tylko ze względu na przeszłość, ale również postawę, jaką pewne grupy społeczne wobec nich reprezentowały. Nie każdy akceptował łamanie zasad fizyki i natury. Coś niezrozumiałego powodowało strach. Strach powodował poczucie zagrożenia. Poczucie zagrożenia budziło w ludziach zwierzęce instynkty. Szczerze powiedziawszy, Rai nie spotykał się zbyt często z tego typu nienawiścią. A jednak... słyszał wiele historii. Nie wiedzieć dlaczego, właśnie taką ułożył dla tej ślicznej nastolatki.
W tym zamyśleniu nie zauważył, że Eiryls także zmagała się ze wspomnieniami. Egoistycznie pogrążył się we własnych, zapominając, że właśnie prowadzi z kimś konwersację. Nie usłyszał więc wypowiedzi na temat gildyjnych przywódców, jakby nie poczuł też ciepła kobiecej ręki odsuwającej jego palec. Nie zorientował się, gdy kończyna bezwładnie osunęła się w dół lub krwistooka sięgnęła po napój. To zadziwiające, jak czasem potrafił się pogrążyć w swoistym letargu.
Jednak to nie trwało długo.
Słyszał słowa układające się w znaną mu bardzo dobrze całość. Dragon's Howl. Nie dosłyszał kolejnych zdań, gdyż ta jedna nazwa całkowicie owładnęła jego słuchem. Serce zabiło mocniej. Oddech stał się nierówny. Nie zawsze reagował w taki sposób. Ba! Zwykle radził sobie ze wspomnieniami, choć sam bardzo unikał używania tej nazwy. Było to jego fobią, paranoją, powodem do nienawiści, kajdanami i łańcuchami oplatającymi jego serce i umysł. Wyraźnie zmienił wyraz twarzy, rumieńce z policzków wyparowały, a śmiejące się oczy zamieniły w ponury wzrok. Na tyle skulił głowę i nie dał sobie po tego poznać, że Eiryls tego nie zauważyła i wrzuciła do nowego napoju stworzone przez siebie... kostki lodu. No cóż, mężczyzna chyba się spodziewał jaką dziedzinę magii reprezentowała. Co jest w swój sposób interesujące, magów władających danym żywiołem czasem bardzo łatwo rozróżnić. Nie było to regułą, lecz większość takowych ubierała się czy miała kolor włosów charakteryzujący w pewnym sensie dany żywioł. Gdyby nie jego chwilowy brak kontaktu z rzeczywistością, z pewnością bardziej by się tym zainteresował.
Przez jego zachowanie dziewczyna prowadziła swoisty monolog. Mogła to dobitnie stwierdzić, dopiero nakładając sałatkę i spoglądając na swoje rozmówcę, który podniósłszy głowę ukazał swoje blade i smutne oblicze. Co chciał teraz zrobić? Zbierało mu się na łzy, choć sam do końca nie wiedział dlaczego.
Ostatecznie wpadł w jej ramiona, prawie strącając przypadkiem misę z potrawą. Objął ją delikatnie, opierając głowę na barku. Nie reagował tak na żadną inną rzecz... tylko wieści o Dragon's Howl zmieniały totalnie jego osobowość, czasem na o wiele agresywniejszą i brutalną niż tą, którą ukazał na bankiecie. Ta nazwa gildii nie tylko przypominała mu o tragicznej nocy, lecz cofała również kilka lat wstecz - gdy musiał pokonywać co raz to wyższe poprzeczki, znosić ogromy cierpienia i śmierć najbliższych. Wtulił się w nią jeszcze mocniej, gdy wywołał w myślach wizję konającego przyjaciela, nakazującego mu żyć dalej. Wciąż nie uronił łzy, lecz był tego bardzo bliski.
Przepraszam - szepnął praktycznie bezgłośnie, z wyczuwalnym drżeniem w głosie. To dopiero paradoks! Trzydziestoletni mężczyzna szukał ukojenia w objęciach piętnastoletniej dziewczynki! Najwidoczniej jego młodzieńcza aparycja nie tylko wpływała na jego nastrój, szacunek innych oraz powodzenie u kobiet, ale także...a raczej w szczególności, na psychikę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t938-raion#8413


avatar
Dragon's Howl


Tytuł : Cudowny Pisarz, Miss Popular, Srebrny Dekolt
Liczba postów : 342
Dołączył/a : 31/05/2015
Skąd : Ishvan

PisanieTemat: Re: Sala Bankietowa   28.02.16 19:50

A więc zauważył jej drobną zaczepkę, dwuznaczność? Lubiła rozmowy, gdzie trzeba było uważać i czytać między wierszami. Były znacznie bardziej wymagające, ciekawe. Dziewczyna uśmiechnęła się zadziornie na jego odpowiedź, lustrując go przy tym wzrokiem. Podobnie jak ona - grał słowami. Różnica była taka, że Marii widziała kim był złotooki mężczyzna, a on znał tylko prawdę, którą mogła mu powiedzieć. Naprawdę cały czas jej to przeszkadzało. Przez pojawiajace się w głowie myśli obróciła głowę tak, aby spojrzeć przez ramię do tyłu. Nie, nie mogła. Zbyt dużo straży, zbyt wielu ludzi, a smoki musiały być ostrożne. Brunetka wyprostowała się i poprawiła kimono, następnie obracając się i podchodząc do balkonowych drzwi, jakby miała go tu zostawić. Nie taki był jednak cel. Zamiast tego chwyciła za sznury od kotar i poluźniła je, tym samym pozwalając opaść grubemu materiałowi i przysłonić wejście. Odcięła ich od tego hałasu.
- Wybacz, cenie sobie prywatność. Przeszkadza mi słuchanie rozmów w tle bo instynktownie ich słucham i się nad nimi zastanawiam.. Nie mogę skupić się na naszej konwersacji,a nie wybaczyłabym sobie, gdybym nie wykorzystała czasu.
Wyjaśniła krótko i zwięźle, wracając do barierki. Ponownie oparła się o nią dłońmi i pozwoliła ciału się na nich podtrzymać. Spojrzała na niebo, czując jak chłodny powiew wiatru zakołysał materiałem kimona i luźno wpływającymi kosmykami głosów. Złapała za kieliszka,którego wcześniej odstawiła i zrobiła kolejny łyk szampana. Był przyjemnie zimny i gazowany, idealny. Chociaż nie! Dodałaby jeszcze truskawek do trunku.  
- Ciekawe podejście Nyro, chociaż nie do końca mówiłam o takim przyznaczeniu. Słyszałeś o czerwonych niciach? Polubiłam tą teorię. Ale masz rację - powinniśmy obwiniać za niepowodzenia tylko siebie. - zaczęła nieco cichszym głosem, wbijając spojrzenie gdzieś w przestrzeń przed sobą. Ceniła sobie poszerzanie horyzontów, poznawanie nowych opinii na temat otaczającego ich świata. Dawało to możliwość rozwoju, skorygowania własnych zasad i wierzeń. Patrzenie na coś z innej perspektywy było bardzo ważne, przynajmniej dla niej. Zaśmiała się cicho, zaciskając palce na szklanym naczyniu. Zakołysała znajdującym się w nim szampanie. Nie lubiła ludzi, a przecież ostatnio poznała tyle ciekawych osób. Czyżby były to wyjątki stanowiące o prawdziwości owej reguły?
Z zamyślenia wyrwał ją ciemnowłosy mag, którego ramię przyległo do jej własnego. Zaciekawiona odwróciła głowę w jego stronę, czując napływające na blade policzki rumieńce. Nie często była aż tak blisko drugiej osoby. Odwróciła wzrok gdzieś na bok. Cholera, gdzie jej silny charakter i brak zawstydzenia, które zwykle sobą reprezentowała? Gdyby nie alkohol to z pewnością nie zrobiłoby na niej wrażenia. Zerknęła na niego kątem oka, a następnie grzecznie powędrowała wzrokiem za jego palcem. Niedługo musiała szukać po niebie. Jasna gwiazda zdawała się królować w swojej okolicy, a pewny ton głosu maga i bijące od niego ciepło dodawały temu wszystkiemu jeszcze ciekawszej otoczki. Uwielbiała niebo i gwiazdy, stąd też łagodny uśmiech pojawił się na naturalnie różowawych ustach.
- Trójkąt letni.. To zupełnie jakby była księżniczką. Jest jasna, wyraźna i samotna mimo towarzystwa. Który z tamtej dwójki to jej książe? W którą porę roku niebo jest dla Ciebie najciekawsze? Nigdy nie mogłam się zdecydować.- zaczęła nie spuszczając wzroku z wskazanego przez chłopaka punktu na niebie. Mówiła o gwiazdach czy może o czymś innym? Ton jej głosu był ciężki do rozgryzienia. Gwiazdy były naprawdę majestatyczne, czytanie o nich było jednym z ulubionych zajęć Marii. Może powinna sobie kupić teleskop? Obróciła głowę, patrząc na niego. Dobrze się bawiła, mogła pozwolić sobie na nawiązanie nowych relacji. Kto wie, może to spotkanie jest zwiastunem dalszej współpracy? Coraz częściej ta myśl nawiedzała jej głowę. Interesował ją i z pewnością przydałby się w realizacji planów, które miała.
- Tam skąd pochodzę widok nieba zapierał dech w piersiach. Wyglądało jak pokryte diamentami, a czasem przeplatał je zielony szal zorzy polarnej. Wyglądasz na szczęśliwego i zafascynowanego. Naprawdę to kochasz, co? - ostatnie pytanie, które zadała było raczej retoryczne, jakby kierowane gdzieś w przestrzeń. Po mimice jego twarzy możnabyło stwierdzić to z dziecinną łatwością. Zostawiła jego twarz i oczy, powracając wzrokiem na niebo. Wyciągnęła rękę i w stronę nieba, zupełnie jakby chciała złapać jedną z gwiazd. Wzrokiem jednak czegoś szukała. Palce zawisły w powietrzu, zmarszczyła nieco brwi.
- Nie powinno być teraz widać Oriona?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t918-mariko-shinoda


avatar
Mermaid Heel


Tytuł : Portret Mermaid Heel
Liczba postów : 380
Dołączył/a : 13/03/2015
Skąd : "Morroc"

PisanieTemat: Re: Sala Bankietowa   01.03.16 18:27

// Przepraszam, że tak długo ;_; Raion - Ciebie też przepraszam, jak mi się skończyły ferie + mi się wszystko z forum zwaliło na głowę to straciłam już i tak nikły czas na odpisy... Postaram Ci się odpisać z Eir w wolnej chwili //

Revy niezaprzeczalnie można było uznać za osobę pragnącą dominacji. Chociaż czy aby na pewno? Zdarzało jej się być uległej jeśli od tego wymaga misji, jednak nie ma żadnej, ale to żadnego poszanowania wobec osoby, która na ten szacunek nie zasługuje. Nawet, jeśli byłaby wyżej od niej rangą, groziła jej odebraniem życia - nie, ona się nie ugnie, nie będzie kogoś szanowała, bo "mu się należy". To ona stwierdza, czy szacunek dla danej osoby może się pojawić z jej strony i póki co jedynymi osobami, które zasłużyli na "nieco bardziej uległą stronę Syreny" były kolejno: Mistrzyni Akeno oraz mentorka ucząca jej życia w Magnolii i ogólnie w całym Fiore. Reszta? Nawet jej kuzynka nie otrzymywała momentami żadnego szacunku! Delayne nie uważała jej za kogoś wartego, była dla niej niczym śmieć! Ale może jednak... dominacja? Przecież nawet teraz, chociaż znała Norie i ta była od niej zdecydowanie silniejsza, w głębi serca chciała ją zamordować albo przynajmniej zniechęcić do siebie na tyle, aby ją w końcu zostawiła. W końcu po co? Po co jej się trzyma? Nic nie wie. Nie, nie myśli, że cokolwiek o niej jej już wiadomo, jednak wciąż trwa i czeka na moment, w którym będzie mogła w końcu spytać: "to jak w końcu z Tobą jest?". Wiecie co? Do głowy mi przychodzi pewna piosenka. I nie, nie jest to "How to Pronounce ( ͡° ͜ʖ ͡°)" (które by swoją drogą pewnie poleciła Iwaru, skoro tak bardzo lubi tę emotkę). Bardziej mi chodzi o takie słowa:

Well you think that you know what I am but you don't.
'Cause I say what you can't and I do what you won't.
I like it loud, wear it proud, like a crown upon my head
I'll always be this way 'till the day that I'm dead

Wracając do samej tej sytuacji... Jak zwykle była w gorącej wodzie kąpana. Nie dziwne z resztą - do tej pory jeszcze nigdy nie miała styczności z czymś takim, że po walce ktoś tak o chciał rozmawiać z nią. Z NIĄ. Kompletnie wyalienowaną indywidualistką. I jeszcze chce się zakładać! I bawić na imprezie! O nie, co to, to nie! Ona już dawno by stąd spierniczyła! Ale ktoś jej to uniemożliwia. I to coś ma zbyt twardą skórę aby to skopać. Tak to by się stąd już dawno urwała, ewentualnie w tym momencie mogłaby nawet skoczyć z dachu i się po prostu stąd wynieść. Z drugiej strony jednak perspektywa zostania połamaną jej zbytnio nie przyświecała i nie miała zamiaru skończyć na wózku inwalidzkim. Chociaż... czy bycie inwalidą nie pozwala przypadkiem na zniżki u dilerów narkotyków?
- Nie poddam się tak, jak wcześniej. Poza tym, kiedy nadejdzie trening, wtedy nadejdzie. Nie planuję zagrzać swojego siedziska w Crocus czy w innych ostojach ludzkości w najbliższym czasie - stwierdziła oschle, mrużąc przy tym oczy. Delikatnie przełożyła niesforny kosmyk ze strony na drugą, jednocześnie dłonią poprawiając grzywkę opadającą na to jedno oko. - Kto się będzie bawić ten się będzie bawić. Ja nie mam zamiaru. Mam lepsze rzeczy do robienia - stwierdziła po niezbyt długiej chwili kompletnego milczenia. Zacisnęła po tych słowach zęby wiedząc, że taka sugestia może się źle skończyć. Może ją przykładowo zabrać na dół, sprzeciwiając tym samym woli Revy.
Zdziwiła się tym, że Norie ją do kogoś przyrównuje. Ją? Dlaczego? Po co? Do kogo? Ona sama nie widziała w sobie podobieństwa do kogokolwiek, może poza niektórymi osobami z własnej gildii czy nawet i kogoś z innego stowarzyszenia magów. Zacisnęła palce na barierce, a z tą siłą prawie ułamała kawałek kamiennej budowy tego elementu architektury.
- Jesteś kolejną osobą, która utwierdza mnie w przekonaniu, że nienawidzę swojej natury w kwestii wyglądu. Nie jestem żadnym, j*banym wodorostem, k*rwo! - podniosła głos zaś, aż zrobiła pełen wściekłości krok przed siebie, uderzając stopą w podłoże. Zaciśnięcie pięści, aby zaraz dołączyć do tego zęby lekko odsłonięte przez wargi w akcie zdenerwowania, albo i raczej wyprowadzenia z oazy spokoju zdecydowanie nie należały za pozytywne oznaki.
- Bo nawet bym się nie zgodziła. Po co mam chodzić z jakąś puszką i się uśmiechać? Myślisz, że dam się wciągnąć w Twoje gówno warte gierki o przyjaźni? Och*jałaś.
Stwierdzenie było dobitnie i przerażająco poważne. Dało się w tym wyczuć dawkę groźby, a także ogrom niechęci, którą emanowała jedna ze stron tego spotkania. To wcale nie jest ona. Wcale. Sarkazm wyłączmy z tej wypowiedzi już, bo jest niepotrzebny. A przynajmniej na ten moment.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t569-revy-delayne


avatar
Raven Tail


Liczba postów : 172
Dołączył/a : 28/04/2015

PisanieTemat: Re: Sala Bankietowa   01.03.16 20:34

Ciekaw był jej reakcji. W końcu pozwolił sobie na dość dwuznaczny komentarz. Pewnie niejedna panna wysoko urodzona udałaby w tym momencie oburzenie i zrugała go słownie za zbytne spoufalanie się. Może nawet dostałby w policzek, kto wie? Merry jednak nic takiego nie zrobiła. Ba! Nawet uśmiechnęła się zadziornie, jakby akceptując niewypowiedziane wyzwanie. Kruk wpatrywał się w nią do momentu kiedy sama nie oderwała wzroku podchodząc do kotar odkrywających wejście na balkon. Nie patrzył za nią. Wykorzystał okazję by dopić resztę szampana. Wiedział, że wróci. Lecz nawet gdyby dziwnym zrządzeniem losu wyszła bez słowa i zostawiła go nie straciłby dobrego humoru. Gdy wróciła tłumacząc się z zasłonięcia wejścia wiedział, że nie o to jej chodzi. Testosteron od razu podpowiedział mu powód dla którego chciała zasłonić ten balkon przed ciekawskimi parami oczu i uszu. Resztki zdrowego rozsądku jednak hamowały jeszcze ten i inne hormony chcące przejąc kontrolę nad ciałem. Jaki był prawdziwy powód? Wiedział, że jakiś musiał być. W końcu nic nie dzieje się bez powodu. To spojrzenie chwilę wcześniej w kierunku sali. Przez moment poczuł się jak na spotkaniu spiskowców. Nie mógł jej rozgryźć, toteż nic nie mówił. Stał i myślał. Pozwolił by chłodny wiatr omiótł całe jego ciało. Czy jej nie było zimno w tym kimonie?
- Czerwone nici? Pierwsze słyszę. - Wyrwała go z błogich rozmyślań. Ona. Merry, bogini dźwięku o fiołkowych oczach ukazująca mu teraz swoją filozoficzno-egzystencjonalną stronę. Nie patrzyła się na niego. Nie musiała. Jego ton mówił wszystko. Zdradzał każdą nutkę i iskrę ciekawości jaką udało jej się w nim zaszczepić w tamtej chwili. Nyro też lubił poszerzać horyzonty. Od czasu spotkania z kruczą demonicą zaczął czytać różne księgi o tym gatunku. Jak powstały, kto i dlaczego je stworzył. Organizacje i struktura demonicznej hierarchii. Z początku powody był czysto prozaiczne. W myśl starożytnej maksymy:

Jeśli znasz siebie i swego wroga, przetrwasz pomyślnie sto bitew. Jeśli nie poznasz swego wroga, lecz poznasz siebie, jedną bitwę wygrasz, a drugą przegrasz. Jeśli nie znasz ni siebie, ni wroga, każda potyczka będzie dla Ciebie zagrożeniem.

Jednak w miarę zgłębiania informacji o demonach głód wiedzy nie malał. On rósł. Czytał coraz więcej książek, nawet tych zakazanych i napisanych zapomnianymi językami. Chłonął wszystko co wiązało się z tym tematem. Oczywiście nikomu się do tego nie przyznał. Nawet Ari, która bądź co bądź byłą najbliższą mu osobą z gildii.
Księżniczką? - Powiedział nieco zdziwiony. - Pierwszy raz słyszę by ktoś opisał tak gwiazdę. Jeśli jednak miałbym wybierać jej księcia, to pewnie byłby nim Altair. - Zaśmiał się, cały czas patrząc się we wskazany punkt. Ciepło płynące od dziewczyny stawało się powoli coraz bardziej intensywne jednak ciągle zdawał się tego nie zauważać. - Nie rozróżniam tego w ten sposób. Dla mnie nocne niebo jest arcy ciekawie o każdej porze roku. Chciałbym tylko wybrać się kiedyś na południe. Zobaczyć jakie tam są gwiazdy. Poznać je. - To było z jedno z jego bardziej dalekosiężnych i większych marzeń. Wybrać się na półkulę południową, opisać gwiazdy które tam zobaczy, a później wydać książkę. Tu, w Fiore. Znów uciekł na moment myślami, wyobrażając sobie podróż przez morze i ocean, odwiedziny u egzotycznych władców. Zielony szal zor... - Co? Zorzy?! Znaczy pochodzisz z północy! Opowiedz mi! Jak wygląda zorza polarna.Tak, swoimi słowami. Nigdy nie widziałem jej na żywo. - poderwał się słysząc o zielonym szalu. Kolejne, póki co, niespełnione astronomiczne marzenie maga. Odwrócił energicznie głowę w jej kierunku wprost wbijając w nią swe złote tęczówki domagające się odpowiedzi. Zanim jednak ją usłyszał ujrzał Merry z wyciągniętą dłonią w stronę nieba. Czego szukała? Co chciała dojrzeć? Ach tak. Orion, i jego magiczny pas na którym wzorowali się nawet starożytni wnosząc świątynie. Uśmiechnął się delikatnie, jak gdyby opiekuńczo. Wrócił wzrokiem na niebo szukając odpowiedniej konstelacji. Nie musiał szukać długo, prawie całe niebo znał na pamięć. Wyciągnął rękę i położył ją na dłoni dziewczyny zamykając wszystkie jej palce, prócz wskazującego w delikatnym uścisku. - Tutaj - powiedział zatrzymując się na odpowiedniej grupie gwiazd tworzącej gwiazdozbiór Oriona. - Gdy zjedziesz w dół trzymając się linii wyznaczonej przez jego pas spotkasz Syriusza. Gdy natomiast pojedziesz w górę natkniesz się na Aldebarana. - Wodził jej dłonią po niebie na chwilę zatrzymując się przy konkretnych gwiazdach tak by dziewczyna mogła się im dobrze przyjrzeć. Szczerze mówiąc sam był zaskoczony swoją odwagą jaką teraz zaprezentował. Nie spodziewał się, że będzie go stać na tak otwarty ruch. Pomimo iż na zewnątrz tego nie okazywał w środku bał się jej reakcji. Bał się, że cofnie dłoń, obrazi się bądź co gorsza spłoszy. Ale chyba jeszcze bardziej bał się reakcji w odwrotną stronę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t786-nyro-letram


avatar
Blue Pegasus


Liczba postów : 271
Dołączył/a : 24/06/2015
Skąd : Mroźne krainy północy

PisanieTemat: Re: Sala Bankietowa   04.03.16 7:49

Raion w kwestii tego małego, uroczego knypka (o dziwo mniej płaskiego niż starsza od niego Revy) zbyt wiele się nie pomylił jeśli chodzi o jej przeszłość związaną z rodzicami. Ten smutek był spowodowany jedynie tym, że serce nakazuje jej brnąć i poszukiwać prawdy na temat rodziców. Dlaczego to się stało, kto to zrobił i kiedy to zrobił. To znaczy... to ostatnie było jej prawie że znane, ale "prawie" nie oznacza "całkowicie". Ile godzin po jej wyjściu, ile godzin, minut przed jej powrotem ktoś zniszczył dom? Gdzie ich uprowadzili? Nie wiedziała. Stąd ten smutek i jej obecność w Crocus. Tak naprawdę na igrzyskach pojawiła się jedynie z prośby mistrzyni, na którą się cieszyła. Miała okazję się rozejrzeć po stolicy, w końcu przecież tutaj może uzyskać informacje na temat tego, czy jej rodziców tutaj nie ma przypadkiem. Tutaj, w stolicy, albo gdzieś. Jakieś informacje? Nic, zero! A nie będzie się pytała pierwszej lepszej osoby czy nie widziała tutaj jakiejś dwójki, w tym jedna Fioryjska (?) kobieta. Nie jest nachalna a nachalności nie lubi. Różnica między nią, a Raionem była więc spora. Między nią a każdą inną osobą na tej sali. Straciła rodziców w inny sposób niż śmierć i ma jeszcze szansę ich spotkać za życia, o ile nic im się nie stało. Nawet, jeśli z każdym mijającym dniem i godziną szansa na odnalezienie ich jest coraz mniejsza, ona nie ma zamiaru się poddać. Nie po to dołączała do gildii aby zbierać w razie potrzeby fundusze na dalsze poszukiwania, aby móc bez problemu przemierzać kraj zbierać informacje... ale żeby teraz się poddawać? Nie, nie ma mowy. Odnajdzie ich i pozbędzie się tego smutku w oczach!
I wtedy coś nastąpiło. Coś, czego ani ona, ani inni się nie spodziewali. Została bez powodu przytulona przez swojego rozmówcę, aż oblała się szkarłatnym rumieńcem na twarzy i drgnęła niepewnie, może trochę ze strachu. Ze strachu przed czym? Nawet nie wiedziała. Że powiedziała coś złego! Że go uraziła, dlatego coś się stało i do tego doszło! No i też była zdziwiona - chyba nikt, nawet Aurum nie postąpił wobec niej w taki sposób. Nigdy nie została przytulona przez kogokolwiek innego niż rodzice, którzy w ten sposób wyrażali wobec niej swoją dumę, pokazywali swoją chęć opieki nad nią, swoją opiekuńczość wobec ich oczka w głowie. Byli cudowni. A Raion? Nie da się zaprzeczyć, że był dobrym człowiekiem - tak naprawdę jednak go nie znała, jednak przemilczmy ten temat - jednak gdzie tu porównanie do rodziców? Nie ma żadnego. Sama nie miała pojęcia, że to słowa dotyczące Dragon's Howl wywołały tę reakcję. Chociaż miała prawo się domyślić, tak się nie stało. Nie wpadła na ten trop, który by ją doprowadził do rozwiązania zagadki.
- Z... za co? - zapytała z niezwykłą niepewnością wyczuwalną wyraźnie w głosie. Nie wiedziała bowiem, co powinna dalej zrobić. Odtrącić go? Odwzajemnić? Była w kropce, bo jak nie chciała go odtrącać za to, co wobec niej zrobił, tak nie wiedziała, czy powinna to odwzajemnić, więc po prostu tak siedziała nieruchomo niczym słup soli. Ciepło jego ciała jednak o czymś jej przypominało - o tym, że ktoś tu, przy niej jest i liczy na słowa otuchy, akceptację i pomoc, o ile w ogóle potrafi dobrze odczytać gest Raiona.
- Czy... coś źle powiedziałam? Jeśli tak to przepraszam... J-Ja nie wiem, co... - zaczęła się jąkać cicho, spoglądając na jego plecy. Dość mimowolnie jej dłoń wylądowała na nich po przełożeniu jej pod ramieniem, mógł więc poczuć, że na jego ubraniu wylądowała jej drobna rączka. Zaraz zrobiła podobną rzecz z drugą ręką, aczkolwiek przełożyła ją nad ramieniem, mocno przytulając osobę Raiona. Czuła się zagubiona w tej sytuacji. Co mówić? Nie wie. Co robić? Nie wie. Więc zrobiła to, co podpowiedziało jej serce, wyciszając umysł - przytuliła go aby pokazać, że go za nic nie obwinia i jest z nim. To ciepło ją atakowało, wpływając na nią samą. Tak bardzo przypominało o rodzinie! Za bardzo! Ale chciała być twarda, nie płakać w tak przyjemnym dniu jak ten! Miała chwili złości i smutku, ale nie miała zamiaru płakać! Będzie twarda, nawet teraz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t986-eirlys-solomon


avatar
Dragon's Howl


Tytuł : Cudowny Pisarz, Miss Popular, Srebrny Dekolt
Liczba postów : 342
Dołączył/a : 31/05/2015
Skąd : Ishvan

PisanieTemat: Re: Sala Bankietowa   06.03.16 1:02

Mimo pochodzenia z bogatej rodziny to nie lubiła wywyższania się nad innymi ( no chyba, że ktoś ją wybitnie irytował, chociaż zdarzało się to dość rzadko). Starała się być rozsądna i sprawiedliwa. Nie miała doświadczenia w uczuciach, nie znała poświęcenia, zaufania czy też polegania na kimś. Przywykła do bycia aspołeczną indywidualistką, której charakter ulegał powolnej przemianie od czasu przybycia do Fiore i dołączenia do gildii. Zabawne, nigdy nie posądzałaby siebie o niewinne flirty czy dwuznaczne rozmowy, mające na celu urozmaicenie wieczoru. Wszak byli młodymi ludźmi, prawda? Ten etap w życiu miał swoje własne prawa. Z łatwością zauważyć mógł większą swobodę u dziewczyny, gdy kotara odcinająca ich od sali opadła. Nie potrafiła wytłumaczyć swojej ostrożności, aczkolwiek cichy głosik gdzieś wewnątrz powtarzał, aby nie rzucała się w oczy i pamiętała, że nawet mistrz może zaszczycić sale swoją obecnością. Lepiej, żeby nie widział iż jego podopieczna spoufala się z kimś z poza smoczych kręgów. Nie chciała, aby Nyro miał kłopoty. Wygładziła dłonią materiał kimona i kiwnęła głową, potwierdzając tym samym czerwone nici.
- Tak. Bo to chyba tylko moja teoria.. Jak będziesz chciał to kiedyś Ci opowiem.- odparła z nutką tajemniczości w głosie, zerkając na niego kątem oka. Gdyby wiedziała o czym myślał to z pewnością przestałaby się wahać i poruszyła temat demonów, który stał się ważną częścią jej życia. Jej fiołkowe ślepia wędrowały po niebie, obserwując gwiazdy, zaś dłoń skierowała się w kierunku kieliszka z szampanem, który ostatecznie przysunęła do ust, opróżniając. Poczuła rozchodzące się po ciele ciepło, zasady zaś odchodziły gdzieś w cień i tym samym dawały jej ciche przyzwolenia na przekroczenie własnych granic. Odstawiła kieliszek gdzieś na bok, po co miał przeszkadzać? Z jej ust wydobyło się ciche mruknięcie, smukłe palce zaś odgarnęły niesforny kosmyk włosów za ucho. Słuchała go, przerywanie nie było zbyt grzeczne - właściwie nie chodziło nawet o to, zwyczajnie odpowiadało jej towarzystwo kruka jak i interesowały ją słowa, które wypowiadał. Szanowała ludzi, którzy posiadali pasje i mówili o nich z takim szacunkiem jak on. Miała wrażenie, że człowiek mający małą obsesję mógł osiągnąć więcej niż ten, który nie interesował się niczym.
- Nie sądzisz, że księżniczka pasuje tutaj idealnie? Skoro jest jasna i piękna, góruje na letnim niebie.. A może to ja mam zbyt bujną wyobraźnie? Altair nawet z nazwy bardziej do niej pasuje.- zaczęła cicho, przekręcając głowę w bok i patrząc na niego z błyskiem w oczach. Pojawiły się w nich niewielkie iskierki, które sugerowały już drobne upojenie alkoholowe. Pełne wargi ułożyły się w pogodny uśmiech, a z pomiędzy nich wydobył się cichy śmiech. Ton głosu, którego użył odnośnie północy. Urocze. Kiwnęła głową.- Tak. Tam zorza jest częstym zjawiskiem - zwłaszcza, że zima jest wyjątkowo ciężka i długa. Uczciwie Ci powiem Nyro, że północne niebo jest najpiękniejszym, jakie widziałam. Jak wygląda.. - zamilkła, przykładając palec do ust w akcie zastanowienia. Szukała odpowiednich słów, znacznie bardziej twórczych i pięknych niż szal, chociaż nawet one nie będą w stanie oddać piękna tego zjawiska. Nie trwało to długo, a dziewczyna ponownie skierowała na niego wzrok, który wcześniej zawisł gdzieś w przestrzeni.
- Zawsze gdy ją widzisz - jest inna, przez co jest tak wyjątkowa. Światła w najróżniejszych odcieniach - począwszy od czerwieni, błękitu, żółci aż po srebrny - rozchodzą się we wszystkich kierunkach. Raz jest światło jest słabe, a innym razem obejmuje całe niebo i rozświetla je lepiej niż księżyc w pełni. Nie sądzę jednak, aby moje słowa mogły oddać jej piękno. Musisz sam zobaczyć..
Nie wiedziała, czy taka odpowiedź wystarczy. Nie mając jednak nic do dodania zaczęła szukać Oriona, ostatecznie chcąc uzyskać wskazówkę od bardziej doświadczonego pod tym względem człowieka. Dlaczego akurat teraz nie mogła go znaleźć? Przecież tak często patrzyła w niebo? Zmarszczyła nieco nosek jakby zbulwersowana samą sobą, kiedy to jej dłoń została złapana przez złotookiego. Zamarła. Zignorowała niebo i utkwiła zdziwione spojrzenie w ich rękach. Jej blade policzki pokrył duży rumieniec, który dodatkowo zaostrzył znajdujący się w jej organizmie alkohol. Czując chłodny podmuch wiatru na twarzy zamrugała kilkakrotnie, odczuwając ciepło bijące od Nyro. Zawsze tak było? Marii nie miała doświadczenia z mężczyznami, nie potrafiła zrozumieć tego typu zachowań, a tym bardziej nie wiedziała jak powinna się zachować. To było nowe. Serce szybciej zabiło jej w piersi, a ona odwróciła wzrok gdzieś na bok. Głupio było się jej przyznać, że przez ten drobny, dla przeciętnej osoby akt wprawił ją w oniemienie i sprawił, że kompletnie zignorowała jego słowa, które umknęły gdzieś obok. Wolną dłoń opuściła wzdłuż ciała i ukryła w materiale kimona, zaciskając na nim palce. Ta cisza sprawiała, że denerwowała się jeszcze bardziej - chociaż nie były to negatywne odczucia. Na kilkanaście sekund zagryzła dolną wargę, po czym znacznie ciszej niż normalnie zdecydowała się ją przerwać. Może nie było to najmądrzejsze i najbardziej odpowiednie stwierdzenie, jednak zawsze stanowiło początek konwersacji. Bo co gdyby całkiem zamilkli? Zerknęła na niego kątem oka. Czasem własna niewiedza zawstydza bardziej niż zaistniała sytuacja. Czyżby aż tak wpływał na niego alkohol? Podczas konkurencji nie wyglądał na tak pewnego i dominującego mężczyznę, który szybko bierze sprawy w swoje ręce.
- N..Naprawdę pamiętasz położenie wszystkich gwiazd? Kruki naprawdę wysoko latają po niebie. Gildia ze skrzydłami Ci pasuje.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t918-mariko-shinoda


avatar
Sabertooth


Tytuł : Najciekawsza postać męska na forum
Liczba postów : 210
Dołączył/a : 05/06/2015
Wiek : 19
Skąd : Mazury cud natury

PisanieTemat: Re: Sala Bankietowa   07.03.16 20:40

Niemyślenie nad konsekwencjami mode on.
Co on takiego wyprawiał? Dlaczego tak bardzo zależało mu na obecności tej małej, nowo poznanej istotki? Gdzie podziała się żądza związana z wykwintnymi potrawami i asyście seksownych, wysokich pań z dużym biustem i zgrabną pupą? Tak bardzo odgonił wszelkie myśli tego typu, wchłaniając się w dziecięcą, acz bardzo ludzką potrzebę bezpieczeństwa, czułości i poczucia posiadania większego znaczenia dla drugiej osoby.
Trudno inaczej wytłumaczyć zachowanie tego jegomościa. Jasne, czuł, iż ta śliczna, potrafiąca zawrócić w głowie dziewczynka także przeżyła kilka niemiłych sytuacji i sama potrzebuje pewnej opieki, ale to nie mógł być jedyny impuls do tak bezpośredniego okazywania uczuć. To wręcz interesująco zabawne, jak zwykła wzmianka o prostej, przestępczej gildii zmieniała go w nostalgicznego chłopczyka pozbawionego rodziny, przyjaciół czy kogokolwiek, skłonnego do wybuchu płaczem i wrażliwego na wszelkie bodźce zewnętrzne atakujące nastoletnią psychikę.
I działo się...
Słyszał jej przyspieszone bicie serca. Wsłuchał się w tą melodię, jakby ignorując jakiekolwiek dźwięki wysyłane z zewnątrz. Choć Eiryls należała raczej do tej chudszej grupki pań, to Rai czuł się, jakby leżał na jedwabistym kocyku, delikatnie łaskoczącym jego gładki policzek. Zamknął oczy, całkowicie odseparował się od wszystkiego co wokół, poddając się tej naprawdę przyjemnej i błogiej chwili.
Nie musiała... nie powinna mówić nic. Czasem słowa, choćby najpiękniejsze ustępowały zwykłemu milczeniu. Powstawały w życiu momenty nie wymagające żadnego komentarza, a tym bardziej zrozumienia. Jedyną niepokojącą myślą krążącą w chłopięcej głowie było to, iż nastolatka go odtrąci... nie pozwoli zbliżać się do siebie w taki sposób.
Bo niby dlaczego tak miałoby się nie zdarzyć? Koniec końców byli gośćmi bankietu, wokół pełno ludzi, nie znali się nigdy przedtem, a rozpoczęli konwersację od niezdarnej postawy trzydziestolatka. Wymienili w zasadzie kilka zdań i o... nagle coś takiego. Może sam Shinkawa zareagowałby w sposób nieakceptujący takiego zachowania. W akcie zaskoczenia odepchnąłby takiego człeka czy co gorsza, ukazał agresywną postawę. Ale to tylko spekulacje. Pozostawała nadzieja, iż wszystko do siebie przypasuje i ułoży jak puzzle.
I wtedy poczuł delikatną, małą rączkę swojej rozmówczyni wędrującą w stronę jego pleców. Zaraz po niej druga, przechodząc nad ramieniem. Poczuł niesamowity... spokój, gdy czerwonooka odwzajemniła jego uścisk. Nie pamiętał momentu, w którym ktoś podarował go czymś podobnym. Wciąż myślał o tym, iż Eiryls wymusza to zachowanie, by nie sprawić mu przykrości. To był ten element wadliwy, które powstawał zawsze tam, gdzie pojawiała się zaleta.
Nie przepraszaj Eirlys. Po prostu... wspomniana przez Ciebie gildia... to zło. Bardzo źle wspominam styczność z nią. Wiele utraciłem - odrzekł, odsuwając się na kilka centymetrów, tak by odległość dzieląca ich twarze wynosiła jakieś mniej więcej dziesięć metrów. Spoglądał w jej szkarłatne oczy, swoimi wyrażając smutek i nostalgię związaną ze wspomnieniami o przyjaciołach. Oparł jedną rękę na stole, by drugą sięgnąć gdzieś po szklankę z tajemniczym niebieskim napojem. Chyba nie był to alkohol, ale nie miał pewności.
Mogę prosić o lód?
Uśmiechnął się, przybliżając kubeczek do jej rączki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t938-raion#8413


avatar
Blue Pegasus


Liczba postów : 271
Dołączył/a : 24/06/2015
Skąd : Mroźne krainy północy

PisanieTemat: Re: Sala Bankietowa   12.03.16 16:40

Eirlys bardzo dużo brakowało do cycatych, pełnych kształtów kobiet w wieku dwudziestu iluś lat. Bardzo dużo jej brakowało, chociaż nie była płaska. Z drugiej strony jednak, dopiero zaczyna dojrzewać, więc nie ma czemu się dziwić, jeśli jeszcze tak wygląda. Zobaczymy za parę lat, jak to na nią czas i hormony zadziałają. Nikt nie powiedział, że będzie wiecznie dzieckiem, z resztą - ona nawet nie chce ugrzęznąć na wieczność w dzieciństwie. Nie byłaby z tego powodu szczęśliwa, szczególnie jakby musiała patrzeć, jak inni się starzeją, odchodzą, a ona nic się nie zmienia. Gdyby dano jej wybór, jaką supermoc by wybrała z koszyczka, w którym są kolejno nieśmiertelność, latanie, niewidzialność, odporność na choroby, prawdopodobnie nie wybrała by niczego, bo nie lubi się wywyższać. Szczególnie by nie wybrała nieśmiertelności, bo nie mogłaby - na ten moment - znieść świadomości, że ona będzie trwała, a inni będą przemijali. I gdzie tu szczęście? Zje wszystkie puchary lodowe świata, ale będzie dalej nieszczęśliwa, bo jej rodzice już od stu lat nie żyją. To naprawdę nie byłoby miłe uczucie.
Wróćmy jednak do sytuacji obecnej, nie zagłębiając się za bardzo w przemyślenia na temat nieśmiertelności. Serduszko biło jej mocno, bowiem sytuacja niespotykana się dość przeciągała. Do pewnego momentu. Raz uderzyło niczym młot kiedy usłyszała jego głos po tej chwili dłuższej milczenia. Zamarła na moment, odsunął się od niej na tych parę centymetrów. Jej oczy zawierały w sobie te delikatne ogniki ciekawości, ale też i niepewności.
- Słyszałam parę razy o tej gildii, ale jeszcze nie miałam okazji ich ani razu spotkać - szepnęła cicho, wzdychając przy tym delikatnie. Poza członkami gildii, którzy stracili przez nich życie, ona nie straciła z ich winy nikogo. Czy aby na pewno? Ona nie wie, kto porwał jej rodziców, nie wie, czy to nie był ktoś z Dragon's Howl. Nie będzie przecież podejrzewać pierwszych lepszych złych o coś, co niekoniecznie zrobili. To, że są źli nie oznacza, że to oni za wszystko odpowiadają. To była jej logika - nikogo nie można obwiniać bezpodstawnie.
- Każdy utracił wiele z czyjegoś powodu. Słyszałam od Mistrzyni, że przez Dragon's Howl straciła siostrę. Nie tyle w sensie, że zginęła, co opuściła Lilith-san i poszła za nimi. Podobno tak samo było z bratem Raelyn... - dodała cichutko, aby zaraz stworzyć w dłoni trzy kostki lodu na prośbę chłopaka. W piąstce powstały, a ta ją od razu otworzyła zaraz nad szklanką, aby je wrzucić i tym samym nie zrobić zbyt dużego chluśnięcia.
- Sama straciłam wiele, ale nie z ich winy. Znaczy się - nawet nie wiem, z czyjej - na moment przerwała aby zaraz unieść energicznie głowę w jego stronę. - Koniec z tymi smętami! Jak Ci się podobały Igrzyska?! - dodała nagle, głośniej. Natychmiastowa zmiana tematu, od razu lepiej. Bo potem to się skończy źle, on się załamie znowu i zejdziemy na przytulanie, a ona będzie smutna przez resztę balu. A tego nie chcemy, prawda?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t986-eirlys-solomon


avatar
Raven Tail


Liczba postów : 172
Dołączył/a : 28/04/2015

PisanieTemat: Re: Sala Bankietowa   12.03.16 17:26

Taką właśnie przewagę miała nad nim Merry. A raczej Mariko, gdyż tak naprawdę miała na imię. Nyro nie kłamał, nie udawał, nie kluczył pomiędzy wersjami siebie. Był autentyczny, prawdziwy, choć lekko podpity. Nie musiał martwić się o to czy jego Mistrz zobaczy jak spoufala się z reprezentantami innych drużyn. Czy Merry mogła to samo powiedzieć o sobie?

- Mhm - potwierdził mrucząco w odpowiedzi na propozycję. Czy był zawiedziony? Oczywiście. Po tym całym rozpaleniu jego ciekawości odnośnie tej teorii wyglądało na to, że nie uda im się dzisiaj porozmawiać na bardziej filozoficzne tematy. Nie był jednak zaskoczony. Nie pierwszy raz kobieta bawiła się jego uczuciami, zdążył się do tego przyzwyczaić. Nurtowało go tylko pytanie dlaczego? Instynkt wzmocniony alkoholem podpowiadał mu wiele odpowiedzi. Uciszał je jedną po drugiej. Pomimo młodego wieku był dość dorosły by zdawać sobie sprawę iż alkohol jest jednym z najgorszych doradców.

Spojrzał się na nią. Na jej czarne włosy, pełne usta, iskrzące oczy. Nawet na alkoholowe rumieńce twardo osadzone na policzkach. Uśmiechnął się. Cóż mógł zrobić innego? - Heh. Pewnie, że nie. A nawet jeśli to nie uznałbym tego jako coś złego.Z nazwy powiadasz. Hmm... Może masz racje. Nazwa Altair pochodzi od An-nasr Aṭ-ṭā’ir. To po staro-milidiańsku. Niby oznacza lecącego orła, lecz orzeł w tamtym czasie był na ich sztandarach. Inaczej królewski ptak. - Wytłumaczył spokojnie. Tak. starodawne języki były drugim najważniejszym hobby. Oczywiście po oglądaniu gwiazd nocą. Zaczęło się niewinnie, od nauk udzielanych mu przez jego mistrza w młodości. Z racji specyfiki jego magii większość zapisków jej dotyczących była spisana w nieistniejących już językach. To wymusiło na nim i pokrewnym mu magach naukę właśnie tych języków, którymi już żadna grupa, plemię bądź lud się nie posługują. Potem zamilkł i z zadartą głową słuchał monologu Merry na temat zorzy polarnej. W głowie wyobrażał sobie to północne niebo o którym tak dużo mówiła. Widział niebieską łunę zakręconą, splątaną wokół gwiazdozbiorów. Świeciła prawie tak mocno jak księżyc. Zamknął oczy by ją lepiej dostrzec, spowodowało to wyostrzenie się innych zmysłów w tym dotyku. Ciepło płynące od dziewczyny było mocniej odczuwalne, tak samo zresztą jak kolejny  powiew chłodnego, nocnego powietrza dochodzący z miasta. - Ach tak. W takim razie nie mam wyjścia. Będę musiał ją kiedyś ujrzeć na własne oczy.

Cisza, jaka nastąpiła po jego małym akcie odwagi była prawie nie do zniesienia. Nie wiedział co sobie pomyślała. Nie miał pojęcia, ze fiołkowa bogini denerwuje się jeszcze bardziej od niego. Zawsze to on był stroną zawstydzoną, wycofaną, nieśmiałą. Wypuścił jej dłoń z potrzasku w jakim ją wcześniej zamknął. Palec dziewczyny dalej był skierowany centralnie na konstelacje nazwaną po mitologicznym półbogu. Bał się nawet na nią spojrzeć. Wiedział już, że źle zrobił. Wiedział, że teraz musi odejść. Ulotnić się czym prędzej i nigdy nie wrócić. Wróci na sale, zbierze Ari i wyjdą stąd nie oglądając się za siebie. Tak. To był dobry plan, musiał tylko wdrożyć go w życie.
Los jednak płata nam figle o jakim byśmy nigdy nie śmieli nawet zamarzyć. W momencie, gdy Nyro już miał wychodzić Merry w końcu się odezwała. Tylko... Co to była za wypowiedź? Jakby oderwana od tematu, wciśnięta na siłę niepewnym głosem. Nyro automatycznie, bez myślenia odwrócił ku niej głowę z pytającym spojrzeniem. Ujrzał zawstydzoną dziewczynę, z czerwonymi wykwitami na policzkach i przygryzioną warką. Fioletowe oczy zerkały na niego niepewnie przebijając się spod czarnych włosów. Zawstydził ją. Naprawdę ją zawstydził. Gdzie ona jest? Gdzie jest ta pewna siebie kobieta z konkurencji? Gdzie są oczy nie znoszące przeciwu, wola która nie ugnie się pod żadnym ciężarem. Gdzie odwaga granicząca z bezczelnością która ją pchała do przodu gdy bezceremonialnie zaczęła wtedy opatrywać jego rany?!

-Ha! Haha! Hahaha! - Zaśmiał się krótko, acz dobitnie odwracając się na pięcie. Teraz oparł się plecami o barierkę, gubiąc całkowicie kontakt fizyczny z Merry. Westchnął ciężko pomny własnego błędu, lewo dłoń powędrowała na czoło. - Ach... Rzeczywiście znam. Może nie wszystkich ale na pewno większości. A kruki. - ręka powróciła na swoje miejsce łokciem opierając się o barierkę. Wzrok utkwił gdzieś na kotarze. - Chyba nie latają tak wysoko jakbym sobie tego życzył
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t786-nyro-letram
Sponsored content





PisanieTemat: Re: Sala Bankietowa   

Powrót do góry Go down
 
Sala Bankietowa
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 5Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next
 Similar topics
-
» Mała sala bankietowa
» Sala Bankietowa
» Sala Wejściowa
» Sala lustrzana
» Sala Przyszłości

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Fairy Tail New Generation :: Eventy :: Archiwum Eventów :: Wielkie Igrzyska Magiczne-
RadioAoi.plHalo PBFPBF ToplistaI love PBFPBF Toplista~**~.: ANIME TOP100 :.Najlepsze strony o Anime i Mandze w necie