IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Gospoda "Królewski Zajazd"

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next
AutorWiadomość


avatar
Ranga Specjalna


Liczba postów : 614
Dołączył/a : 04/11/2014

PisanieTemat: Gospoda "Królewski Zajazd"   10.11.14 20:07

First topic message reminder :

Z zewnątrz budynek jest całkiem pokaźny w rozmiarach, a zaraz bogato zdobiony. Pozłacane  latarnie, marmurowe schody czy czyściutki chodnik jest dopiero przedsmakiem tego co czekać, może we wnętrzu. Jednak większość ludzi jest odpychana niczym czarodziejskim zaklęciem przez marmurową tabliczkę przy wejściu: "Królewski zajazd - Koszt wynajęcia pokoju 15000 kryształów od nocy". Tak, więc gospoda jest miejscem na, które sobie mogą pozwolić jedynie ważne, a zarazem bogate persony. O tym co czeka we wnętrzu tego pokaźnego budynku krążą obecnie już legendy, które mówią o niezwykłej obsłudze, spa i wykwintnej kuchni. Mówi się również, że gospoda posiada własny magiczny oddział specjalizujący się w wypraszaniu nieproszonych gości.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com

AutorWiadomość
Gość





PisanieTemat: Re: Gospoda "Królewski Zajazd"   01.04.15 3:40

Gdy słowo „mellon” oznaczające, co Pixel już wiedział, przyjaciela bądź towarzysza zaczęło wywoływać anomalie w pomieszczeniu, chłopak uznał to za interesujące, chociaż zachował otwarty umysł. Oczywiście najprawdopodobniej wiązało się to jakoś z całą sytuacją. Należało jednak pamiętać, że pokój ten często zamieszkiwany był przez znanego maga. Być może zostawił za sobą przypadkiem jedną ze swoich zabawek, a zjawa pojawiła się całkiem niezależnie. Chociaż nawet Ruthford przyznał, że brzmi to nieprzekonująco. Ponieważ i tak nie miał wiele do roboty, przeprowadził mały test. Od czasu gdy anomalia wystąpiła parę razy i chłopak już ustalił co ją powoduje, równo co 10 minut wymawiał słowo. Miało to na celu zbadać, czy zaburzenia są zależne od czasu. Miło byłoby odkryć, na przykład, że i bliżej godziny duchów, tym intensywniejsza reakcja pola magicznego. Oczywiście to tylko pusta nadzieja, ale Pixel uważał, że figurka była na tyle interesująca, by dać jej szansę się wykazać. Gdy zakończył swoją wielojęzykową tyradę, pamiętając o regularnych próbach ze słowem, przetłumaczył coś na próbę. Wprawił się wcześniej, no i runy podały mu jedno czy dwa słowa, przez co było teraz łatwiej tłumaczyć w drugą stronę, jednak odczuł wyraźnie brak poręcznego słownika, do którego mógłby się odwołać. Jakieś dwadzieścia pięć minut po 21, to jest pięć minut po ostatnim sprawdzeniu jak zadziała słowo „mellon” tym razem, chłopak odchrząknął i przemówił o wiele ciszej niż wcześniej. W końcu poziom nie wydawał się mieć znaczenia.
- Pedo an anim - przemówił. O ile dobrze się orientował, a co do pierwszego słowa był absolutnie pewnien, oznaczało to „przemów do mnie”.
- nin raug mellon - tutaj Ruthford pomógł sobie trochę krzywo pokreśloną runami i tłumaczeniami kartą. Oznaczało to „mój martwy przyjacielu” (lub towarzyszu, Pixel dalej nie miał pewności, chociaż w tym kontekście miało to oznaczać to pierwsze.
- ai baro vi nef - zakończył pewniej. „Przemów do mnie, mój martwy przyjacielu, który mieszkasz tutaj”. Skoro słowo mellon dawało jakiekolwiek oznaki, zawsze mogło być tak, że próba komunikacji w tym języku coś zmieni. A jeśli nie, to zawsze mógł sprawdzić efekt słowa pięć minut przed czasem. Jeśli i to nie przyniosło skutku, a jego badania nie wykazały absolutnie niczego, to młody szlachcic zwyczajnie rzucił się na łóżko i zdecydował, że zaczeka do godziny duchów turlając kulki i obserwując, jak jego gwiezdny duch za nimi gania. W takim wypadku dalej, odruchowo, będzie kontynuować sprawdzanie słowa co jakiś czas i za nic na świecie nie straci z oczu figurki. Bawił się też srebrną monetą pozwalając jej ślizgać się między jego palcami.
Powrót do góry Go down


avatar
Mistrz Gry


Liczba postów : 1283
Dołączył/a : 10/11/2014

PisanieTemat: Re: Gospoda "Królewski Zajazd"   02.04.15 20:22

Za każdym razem gdy chłopak powtarzał słowo mello było czuć pewne zakłócenia w naturalnym przepływie Eternano jednak, żadne z tych zakłóceń niczym się nie różniło od innych. Było pewne, że figurka z nim oddziałuje acz coś jeszcze nie jest tak jak być powinno. Czegoś brakowało, ale czego tego nie było wiadomo.
W każdym razie nawet próba przemówienia do figurki w języku wypisanym na tarczy nic nie dała. No może poza kolejnym zawirowaniem mocy przy wymówieniu słowa mello.
Dlatego też chłopak porzucił kolejne próby komunikacji i legł na łóżku bawiąc się monetą i oglądając zabawy swego znudzonego już ducha.
I wtedy znowu przemówił zegar wybijając godzinę duchów. Specyficzną, bo nie północ ale 22. A z ostatnim dźwiękiem mechanizmu w pokoju rozległ się głos. Ewidentnie poirytowany i piskliwy tak jakby wydobywał się z bardzo małej istoty, ewentualnie kastrata.
- Brisingr ono, adurna undir. Thorta fricai. - słowa te powtarzały się cały czas tak jakby rozchodziły się zewsząd dookoła czasem tylko przerywane potępieńczymi jękami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość





PisanieTemat: Re: Gospoda "Królewski Zajazd"   04.04.15 11:32

Kiedy wybiła godzina dwudziesta druga i rozległ się głos, reakcje Pixela i jego ducha były nieco odmienne. Sam chłopak nie tracił czasu. Kiedy tylko usłyszał głos podskoczył nieco, w końcu chociaż spodziewał się tego to... nie spodziewał się tego i zaczął się wsłuchiwać. Chociaż język nie pasował, a głos wydawał się dochodzić zewsząd, to młody Ruthford obrzucił drewnianą figurkę podejrzliwym spojrzeniem. Jeśli w tym pokoju było coś małego, pozostawiając sprawę kastracji otwartą, to była to właśnie ona. Oczywiście wielu ludzi mogłoby stwierdzić, że podejrzewanie drewnianego krasnoludka o wygłaszanie jakichkolwiek słów może wydawać się dziwne, ale osoby te pewnie były w Fiore tylko przejazdem. Następnie, niezależnie od wyniku obserwacji, przystąpił do tłumaczenia. Był przygotowany na inny język. Teraz pewnie mógłby przetłumaczyć szybko w głowie mowę, której runy zapisano na małej, drewnianej tarczy. Ale z jakiegoś powodu zjawa, która technicznie do zjaw się nie zaliczała, gdyż nie było nigdzie jej widać, używała innego języka. Z tego powodu Pixel musiał przez chwilę się zastanowić. Zaraz potem jego długopis rozmazał się w szybkości pokrywając te kawałki kartek, które pozostawały jeszcze relatywnie czyste cienkim i pochyłym pismem, zupełnie niepodobnym do run. Miało więcej zawijasów i więcej umlautów, niż wymagałby tego zdrowy rozsądek. „Ogień” był łatwy. Większość starożytnych języków się często do niego odwoływała, więc praktycznie przetłumaczył go bez problemu. To samo z „wodą”. „Przyjaciel” też nie wymagał wiele skupienia, w końcu słowo to obijało się w jego głowie od jakiegoś czasu i wpadł na nie przypadkiem podczas tłumaczenia run. Najdłużej Pixel męczył się z przyimkami. Leone natomiast podniosła głowę i zaczęła rozglądać się po całym pokoju w niezbyt przemyślany szukając ducha. Na przykład pod poduszkami łózka, kulkami leżącymi na ziemi, w koszu na śmieci czy szafie. Pixel musiał przyznać, że nie pozostawała, jak to mówią zagraniczni, żadnego kamienia niepodniesionego.
- Ogień nad, woda za? Nie, nie, zaraz, hm, ogień nad, woda pod... - mruczał do siebie Pixel ignorując nawoływanie ducha. Pewnie gdyby teraz ktoś mu wskazał, że być może rozwiązanie zagadki stało się dla niego nieco ważniejsze od pozbywania się ducha, to miałby rację, ale oczywiście Ruthford w życiu by mu jej nie przyznał.
- Ogień nad, woda pod, prawda... nie, nie prawda. Prawda to by było illumeo... ogień nad, woda pod, powiedz przy... niech was szlag - warknął mag. Co to za kółko wzajemnej adoracji. Wszyscy chcieli, żeby mówić o przyjaźni? I co to ma być za zagadka? Jak już piekielny duch czy cholera wie co to jest chce się z kimś rozmówić, to mógłby mieć dość przyzwoitości, by robić to jaśniej, prawda? No cóż, do pracy... Chwycił figurkę.
- Te, straszydło! Ekhm, Auth! Lasto: „Mellon” zadowolony? Nie, pewnie nie - starożytne słowa spłynęły z języka Pixlela, które w wolnym tłumaczeniu z tego samego języka, jaki występował na tarczy znaczyły „zjawo! Słuchaj: przynaciel/towarzysz”. Po pierwsze Ruthford chciał zobaczyć reakcję Etherano. Po drugie chciał zobaczyć, czy zjawa zareaguje. Po trzecie – o czym pewnie nigdy nie zapomni – zapomniał, że używa nie tego języka co trzeba. Zaraz więc się przestawił. Teraz jednak potrzebował krótkiej konsultacji z notesem, na którą miał czas tylko jeśli duch czy cokolwiek wydzierało sobie teraz ektoplazmatyczne gardło nie zareagował na wcześniejszą formułkę.
- Súndavanglát, hórnya: fricai - w ustach Pixela, który był nieco sfrustrowany skakaniem pomiędzy trzema językami, starożytny język który – wedle jego pokreślonego notesu oznaczał „zjawo (cieniu umarłego), słuchaj: przyjaciel” zabrzmiał jak przeraźliwa klątwa. Pixel nie spodziewał się, by przyniosło to szczególny efekt. Właściwie po prostu traktował to jako pierwsze podejście, lekkie szturchnięcie by zobaczyć co się stanie, gdy słowo przyjaciel zostanie wypowiedziane w innym języku i czy cokolwiek do niego mówi zareaguje, czy będzie zachowywało się jak irytujące nagranie powtarzające w kółko to samo. Irytowało go też, że nie wie o co chodzi z tym całym ogniem i wodą. Wiele rzeczy mogło pasować do „ogień nad, woda pod”. Na przykład chmura. Wyspa wulkaniczna. Albo jego własne dwa piekielne srebrne klucze. A to tylko bez wchodzenia na metafory i gry słowne. Które prawdopodobnie były poza jego zdolnościami bez grubego słownika i chwili spokoju.
Powrót do góry Go down


avatar
Mistrz Gry


Liczba postów : 1283
Dołączył/a : 10/11/2014

PisanieTemat: Re: Gospoda "Królewski Zajazd"   06.04.15 17:12

Gdy chłopak znowu powiedział mello po raz kolejny miało miejsce typowe już zawirowanie Eternano wokół figurki. Zmieniły się też słowa wypowiadane przez dziwny głos. Były to słowa dalej wypowiadane w starożytnych językach chociaż część z nich już dawno weszły do użytku w języku potocznym i chłopak nie musiał się wysilać by zrozumieć ogólny sens. Te, które do użytku weszły były głównie wyrażeniami wulgarnymi. Były to przede wszystkim przekleństwa i wszelkiego rodzaju wyzwiska. Ten kto wypowiadał te słowa mógł się pochwalić naprawdę sporym zasobem rynsztokowego słownictwa.
Nic więcej się jednak nie zmieniło. Nawet gdy chłopak spróbował ponownego kontaktu tylko, że tym razem w języku "zjawy". Nie było żadnej reakcji cząstek magicznych, tak jak gdy mówił w aktualnie używanym języku. Chociaż pojawiła się pewna drobna zmiana. Zwiększyła się intensywność rzucanych obelg, ale to raczej nie było istotne.
Taki ciąg wulgaryzmów trwał nieprzerwanie przez dokładnie 15 minut, a potem nagle ucichł. Chwilę trwało nim odezwał się ponownie.
- Nenga brisingr ono, nenga adurna undir. Thorta fricai. - i znowu słowa te powtarzały się wielokrotnie, a głos, który je wypowiadał chociaż był spokojny to zawierał w sobie nutę irytacji i groźbę kolejnego wybuchu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość





PisanieTemat: Re: Gospoda "Królewski Zajazd"   09.04.15 16:07

Pixel westchnął. Ten cały głos zjawy zaczynał go już irytować. Chciał być uprzejmy i pozbyć się jej kulturalnie. Być może negocjować warunki eksmisji. Teraz jednak zaczął rozważać, czy miecz jego ducha będzie w stanie przeciąć zjawę. Oczywiście dalej wbrew definicji, duch nie raczył się jeszcze objawić i dać mu porządny kawałek ektoplazmy do przecięcia. Co stawiało go w dość niezręcznej sytuacji. Młody Ruthford na wszelki wypadek szybko rozejrzał się z pomocą Leone po pokojach, żeby upewnić się, że duch nie jest przypadkiem małym skrzatem. Nie poświęcił na to jednak więcej niż pięć minut. Był niecierpliwy. Właściwie to miał dość obelg tego zarozumiałego kloca ektoplazmy. Był niemal pewien swojego tłumaczenia. „Jakiś ogień nad, jakaś woda pod, powiedz przyjaciel”. Chłopak lubił myśleć o sobie jako o osobie zmyślnej i sprytnej, jednak nic mu to nie mówiło. Przynajmniej fragment z przyjacielem wydawał się raczej zrozumiały.
- Nie zamierasz czynić tego dla mnie łatwiejszym, co? - westchnął chłopak. Mógł oczywiście strzelać „rozwiązanie”, ale podejrzewał, że zajęłoby to zbyt wiele czasu. Zdecydował więc, że potraktuje słowa tego czegoś w sposób dosłowny. Rzucił okiem na sufit, jakby nad czymś się zastanawiał. Właściwie to tak było. Próbował zapamiętać rozkład drugiego piętra Potem zabrał ze sobą figurkę, schował monetę do kieszeni i machnął na Gwiezdnego Ducha, by poszedł za nim.
- Jakiś ogień na górze, co? - mruknął idąc sprawdzić co znajduje się na trzecim piętrze dokładnie nad pokojem 1408. Kiedy już w drodze przestał snuć plany zemsty za rzucone obelgi, zastanowił się co tak zirytowało głos. Rozważał dwie opcje. Pierwszą z nich była frustracja i gniew na niezrozumienie czegoś, co duchowi wydawało się oczywiste. Być może jego wskazówki były jasne i zrozumiałe, przynajmniej dla niego samego. Drugą był gniew na nazwanie go umarłym. Co prezentowało z kolei kilka nowych opcji... Jeśli nad pokojem 1408 znajduje się cokolwiek, inny pokój, schowek czy nawet pusty korytarz, to Pixel obejrzy sobie to miejsce dokładnie. Zawsze może wrócić do planu z mieczem później.
Powrót do góry Go down


avatar
Mistrz Gry


Liczba postów : 1283
Dołączył/a : 10/11/2014

PisanieTemat: Re: Gospoda "Królewski Zajazd"   12.04.15 1:18

Mały lew, a może powinno się jednak mówić lwica? Nie ważne. Gwiezdny duch w każdym razie jak bardzo by się nie starał nie znalazł żadnego skrzata, gnoma, krasnoludka czy innego nie mniej fantastycznego stworzenia niż on sam.
Z tego też powodu chłopak musiał zrealizować swój drugi plan i obejrzawszy sobie piękny żyrandol z maleńkimi świetlistymi lakrymami, zapamiętał lokalizację pokoju i wyszedł z niego by dostać się na ostatnie piętro hotelu. Już samo to wywołało pewną reakcję, ale raczej nie takiej spodziewał się mag. Tym razem "opętany" był nie pokój 1408, ale hotelowy korytarz. Opętanie objawiło się w najgorszej możliwej formie. Ponownie rozległy się wyzwiska, przekleństwa i ogólna atmosfera rynsztokowa. Towarzyszyła ona chłopakowi aż do wyższego piętra i drzwi pokoju znajdującego się nad pokojem z jego zlecenia.
Niestety pomieszczenie było zamknięte na cztery spusty i chłopak nie zdołał od razu do niego wejść przez co jeszcze przez krótką chwilę musiał wsłuchiwać się na korytarzu w obelgi na swój temat. Jednak tak jak poprzednim razem po pewnym czasie napływ wyzwisk ucichł, a ten sam głos, który przed chwilą wypowiadał się z taką agresją teraz zaczął znowu spokojnym głosem.
- Kokdokoki geni liwat patung, nyeleh iku liwat banyu, lan banjur ngomong kanca. - tym razem rozległ się inny antyczny język. I chociaż był zdecydowanie bardziej gardłowy co sprawiało, że mniej czytelny to jednak głos starał się by wszystko było wypowiedziane bardzo wyraźnie. I ponownie powtarzał to wielokrotnie niczym mantrę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość





PisanieTemat: Re: Gospoda "Królewski Zajazd"   20.04.15 16:00

Pixel podejrzewał, że rozwiązanie nie będzie wiązać się z opuszczeniem pomieszczenia gdy tylko zaatakowały go bluzgi na korytarzu. W końcu nawet jeśli duch, czy jakby tego co do niego mówiło nie nazwać, był irytująco nieuprzejmy, to wyraźnie zależało mu na komunikacji. Fakt, że głos podążał za młodym Ruthfordem sprawił, że w jego umyśle pojawił się pomysł. Być może to nie pokój jest opętany – stwierdził przyglądając się podejrzliwie figurce. Kto wie. Może samo zatopienie figurki w jeziorze pomogłoby rozwiązać cały problem. Oczywiście to jedynie hipoteza, która jednak została nieco umocniona, gdy mag rozglądał się piętro wyżej. Nie skupił się jednak jeszcze na tej opcji. Po pierwsze dostał kolejny atak słów w już trzecim starożytnym języku. Co za poliglotyczna zjawa. Po drugie, rozwiązanie tej jego małej łamigłówki stało się w głowie maga priorytetem, gdyż było zabawniejsze. Jeśli duch przy okazji zostanie odpędzony, to świetnie. Obiecując sobie, że zakupi zestaw porządnych słowników, by ułatwić przyszłe tłumaczenia, blondyn wrócił do pokoju 1408 razem z figurką i zjawą. Za nim na czworaka maszerował jego lwi towarzysz ziewając przeciągle. Gdyby ktoś ich tak zastał, być może stworzyliby nową miejską legendę. W pokoju Pixel złapał za notes i po chwili, podczas której zapisał fonetycznie mantrę wypowiadaną przez niewidzialne widziadło i spędził parę minut przypominając sobie pismo cywilizacji, która prawdopodobnie odpowiadała za wynalezienie cukierków na gardło. Kilka chwil potem Pixel przyjrzał się tłumaczeniu. Potem parsknął śmiechem. Łamigłówka. Oczywiście. Zapomniał o prostej prawdzie życia. Gdy słyszysz dźwięk kopyt, nie szukaj zebry, myśl o koniach. Podczas gdy Ruthford kombinował coś głęboko metaforycznego, krzykliwy upiór prosił dosłownie o odprawienie małego rytuału. Prawdopodobnie zjawa nie miała złych ani wrogich intencji, jednak Pixel odziedziczył swoją podejrzliwą naturę po ojcu, dlatego poczynił niemałe przygotowania. W łazience napełnił wannę. Mógł użyć miski lub zlewu, ale zdecydował, że większa ilość wody nie zaszkodzi. Zwłaszcza gdyby się mylił co do natury zjawy. Pixel tłumaczył sobie, że starożytny drań, który obrzuca go bluzgami, prawdopodobnie nie wiedzie go na manowce i nie próbuje nakłonić go do odprawienia jakiegoś szatańskiego, czarnomagicznego rytuału. Gdyby tak było, prawdopodobnie nie rzucałby tak obelgami. Poza tym „przyjaciel” to słabe hasło na mroczne zaklęcie. Podczas gdy woda się napełniała, a jego gwiezdny duch raz za razem łapką sprawdzał, czy jest dostatecznie mokra, co nieodmiennie kończyło się marszczeniem nosa i potrząsaniem w powietrzu ramieniem, Pixel ruszył z figurką na poszukiwanie jakiejś miski, lampy oliwnej, paczki zapałek i kawałka świecącej lakrimy z żyrandola. Jego plan wyglądał następująco. Położyć figurkę na dryfującej w wannie misce. Następnie kolejno używać lakrimy, zapałki, oraz lampki oliwnej jako „ognia”, za każdym razem wypowiadając słowo „mellon”, co miało w założeniu dopełnić rytuału. Ponieważ starożytne języki traciły trochę w przekładzie, a duch nie precyzował o jaki „ogień” mu chodziło, Pixel zwyczajnie planował używać coraz większego źródła płomieni. Jego duch miał czekać w gotowości w głównym pomieszczeniu apartamentu. Na wypadek jakiejś reakcji ze strony figurki, młody Ruthford chciał się powoli wycofać, gdyby coś chciało eksplodować. Jeśli zaś rytuał wywoła gwałtowne zwiększenie źródła ognia, to Ruthford po prostu wrzuci je do wanny, którą właśnie po to wypełnił wodą. W razie gdyby wanna, ważny element jego asekuracyjnego planu, nie była elementem wystroju apartamentu, chłopak był zdeterminowany znaleźć jakiś jej dobry substytut. Słyszał wiele dobrego o tutejszym spa. Podczas procesu przeprowadzania prostego rytuału Pixel w jednej ręce miał źródło „ognia”, zaś w drugiej trzymał swoje oba srebrne klucze, na wypadek, gdyby duch szukał guza. W kieszeni spodni zaś trzymał kartkę i ołówek. Na wypadek, gdyby ktoś chciał znowu na niego pokrzyczeć po starożytnemu.
Powrót do góry Go down


avatar
Mistrz Gry


Liczba postów : 1283
Dołączył/a : 10/11/2014

PisanieTemat: Re: Gospoda "Królewski Zajazd"   22.04.15 16:40

Akurat gdy chłopak wraz z lwiątkiem i wulgarną figurką znikali z korytarza znajdującego się nad pokojem 1404, otwarły się drzwi do pokoju do którego próbowali się dostać. W szparze pojawiła się głowa starszej kobiety, która widząc i słysząc co dzieje się na korytarzu pokręciła tylko ze zniechęceniem głową i cofnęła się do środka.
To było jednak za chłopakiem i zapewne wcale go nie interesowało.
W łazience nawiedzonego pokoju znajdowała się wanna. I to nie byle jaka. Było to prawdziwe dzieło sztuki. Wielka zdobiona złotem i malowidłami metalowa konstrukcja aż prosiła się o napełnienie jej wodą i złożenie w niej swego ciała. Nie taki był jednak plan chłopaka.
Na spokojnej tafli wody unosiła się pokraczna figurka, a ponad nią płonęła zapałka. Niby nic, lecz wystarczyło by młody Ruthford wypowiedział "mello" aby wszystko się zmieniło.
Zapałka nagle zaczęła płonąć czarnym ogniem, a woda z wanny wyparowywać z taką prędkością iż łazienka niemalże praktycznie zamieniła się w saunę. Także Eternano w powietrzu zaczęło się dziwnie koncentrować wokół figurki, by nagle rozproszyć się po całym pomieszczeniu.
Wraz z rozproszeniem cząsteczek magicznych zza parowej zasłony rozległ się niski głos.
- Nareszcie *** wolny. Niech no ja dorwę tego ***, który w tak *** sposób pomylił tak proste runy. Trzeba być *** skończonym *** żeby zrobić tak karygodny błąd w tak *** prostym zapisie. A jeszcze ten *** olbrzym, który *** nie dodał *** lakrymy z językiem współczesnym. Tyle czasu *** zmarnowane z *** ludźmi, którzy są totalnymi ***. Dobrze, że ten ostatni *** znał *** wymarłe dialekty. Tylko czemu *** musiał być takim totalnym ***. - wraz z ostatnimi słowami z pomału rzednącej pary wyskoczył na brzeg wanny niski (wielkości dłoni), niebieski człowieczek. Miał długie, skołtunione, rude włosy, wyłupiaste oczy i wielki nochal. Na sobie miał tylko kraciasty, zielony kilt, a w dłoni trzymał ostrze, które przypominało zwykłą szpilkę. Broń ta, jeśli można ją było tak nazwać skierowana była w stronę Pixela, a ludzik nie wyglądał na kogoś z przyjaznymi zamiarami. - Kim *** jesteś? - rzucił wrogo pytanie w stronę swego wybawiciela.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość





PisanieTemat: Re: Gospoda "Królewski Zajazd"   22.04.15 17:40

Pixel spodziewał się wielu rzeczy. Rozważał, że gospoda może być nawiedzona przez ducha, który z jakiegoś powodu zostaje przyciągany do drewnianej figurki. Spekulował, że być może sama figurka jest całkiem nieistotna. Przez chwilę przemknęła mu myśl, że jakiś niekompetentny kretyn z jakiegoś powodu związał Gwiezdnego Ducha z pomieszczeniem, chociaż to już ryzyko zawodowe. Jednak rzeczą której Ruthford na pewno się nie spodziewał był mały, niebieski, rudy krasnoludek mierzący w jego stronę mieczem. Podczas całego procesu związanego z czarnymi płomieniami i masą pary wodnej, Pixel zwiększył dystans między sobą a wanną, na wypadek, gdyby coś było w rzucającym się i przegryzającym gardła humorze. Gdy jednak ujrzał nie ducha, nie demoniczną bestię, nie jakąś pokraczną istotę z Seireikai, a coś co już w myślach zaczął nazywać gnomem, jego umysł zatrzymał pracę na kilka sekund, by móc się zresetować. Zaciskał palce na kluczach i drugą ręką powstrzymał Małego Lwa przed wejściem do pomieszczenia. Zastanawiał się jakim cudem ogon od ewidentnie piżamowego kostiumu Ducha może poruszać się w jedną i drugą stronę, podczas gdy Leone przyglądała się małemu ludzikowi z tym szczególnym wyrazem twarzy, jakim charakteryzują się koty tuż przed brawurowym skokiem w celu stoczenia pojedynku z obracającym się ostrzem kosiarki. Albo kłębkiem wełny.
- E, ekhm - chociaż zdarzało się to raczej rzadko, Ruthfordowi zabrakło słów, chociaż oczywiście nie na długo. Jak zwykle mógł zwrócić się o pomoc do swoich genów.
- Pixel Jane Ruthford - przedstawił się wyniośle, czujnie obserwując malucha z mieczem. Jego wiedza na temat magii mówiła mu, że niedocenianie kogoś tylko przez wzrost może skończyć się bardzo tragicznie. Co do samego rozmiaru ludzika, Pixel nigdy w życiu nie widział kogoś tak małego. Nie słyszał też o żadnym gatunku magicznego stworzenia przypominającego gnoma. Ale też, jak słusznie zauważał jego umysł, całą krainę, cały świat wręcz wypełniała magia. Skoro istnieją latające jaszczurki, czemu nie gnomy? W końcu gdyby nie istniały, nie byłoby na nie określenia w praktycznie każdym znanym chłopakowi języku. Chociaż arystokrata zanotował sobie, by później wystawić kurduplowi wysoki rachunek za obelgi, chwilowo mu je odpuścił. W końcu miał zadanie do wykonania.
- Wynajęto mnie, bym cię uwolnił - powiedział i przemyślał tę kwestię. Właściwie nie było to kłamstwem. Dla ustalonej wartości „kłamstwa”.
- Chociaż nie mam pojęcia kim jesteś i co się z tobą stało - zakończył wyniosłym tonem, którego nauczył się w młodości. Miał nadzieję, że da on dobitnie do zrozumienia, że chłopak pragnie poznać odpowiedzi na te pytania i nie będzie musiał się dopytywać. Gdyby jednak nieco prostacki gnom nie zrozumiał sam z siebie Pixel zapyta z własnej inicjatywy:
- Więc? Kim jesteś? I co robiłeś w tej figurce?
Powrót do góry Go down


avatar
Mistrz Gry


Liczba postów : 1283
Dołączył/a : 10/11/2014

PisanieTemat: Re: Gospoda "Królewski Zajazd"   24.04.15 23:10

- Czego się *** gapisz mała gówniaro? Chcesz się *** bić? Buaaa! - naskoczył stworek nerwowo na wpatrującego się w niego Małego Lwa, a potem wymachując swą bronią robił ku niemu głupie miny. Dopiero po chwili się uspokoił i ponownie zwrócił uwagę na Pixela.
- To pewnie przez to *** długie imię tak powoli myślisz, zajmuje całą pojemność twojego *** małego móżdżka. Inaczej *** nie musiałbym dawać tylu *** podpowiedzi. - już tradycyjnie dla siebie, wulgarnie odezwała się mała kreatura. Potem zeskoczyła na ziemię i przemaszerował do głównego pokoju uważnie i z dumą rozglądając się po wszystkim. Ogólnie zachowywał się jak pan, który przybywa do odległego gospodarstwa i przygląda się swym włościom.
- Daj mi coś *** do zjedzenia. Siedziałem w tej *** puszcze przez jakieś 6 miesięcy. *** niedorozwinięte, *** nieuki. Niech no ja ich tylko *** dorwę. Tylko niech to będzie coś *** męskiego. Jakieś mięso, a nie *** warzywa. - powiedział siadając za stołem - Jestem Racks, pochodzę z wioski Słońca. To *** dziadostwo miało służyć tym *** olbrzymom jako wielowymiarowy schowek, translator, więzienie i wiele *** innych. Te *** olbrzymy zawsze chcą mieć *** wszystko w jednym. Ale te *** partacze robiące poszczególne *** elementy pochrzaniły *** połowę elementów i zamknęły mnie *** przypadkiem w środku. Potem jacyś *** łowcy skarbów ukradli tą *** figurkę myśląc, że jest cenna. Ale jak tylko zacząłem się *** domagać uwolnienia, to się *** przestraszyli i sprzedali komuś, a on *** też przerażony zostawił mnie tutaj. Wy *** tchórzliwi ludzie, zawsze zwalacie *** problemy na innych.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość





PisanieTemat: Re: Gospoda "Królewski Zajazd"   27.04.15 18:37

Pixel z początku nie podążył za niebieskim gnomem. Zanim to zrobił, zebrał ze sobą drewnianą figurkę z wanny, jeśli jeszcze tam była. Zrobił to ostrożnie, na wypadek, gdyby była gorąca, w końcu z jakiegoś powodu woda wyparowała. Potem poszedł za niebieskim ludzikiem. Leone natomiast trzymała stały dystans kilku metrów i obserwowała go czujnie, zupełnie jak kot badawczo przyglądający się niezwykle zuchwałej, błękitnej myszy. Nie chciała się bić, jednak w jej oczach błyskały psotne iskierki. Prawdopodobnie byłaby zadowolona, gdyby mogła wcisnąć krzykacza do kłębka wełny i za nim gonić. Dlatego też odpowiedziała elowkentnie:
- Gaoo~ - co było dziecinną onomatopeją wyrażającą ryk wielkich kotów. Zabrzmiało to raczej słodko. Pixel jednak wolałby, gdyby nie używała tego zwrotu w odpowiedzi na większość pytań, zwrotów, problemów, jako powitania, pożegniania i właściwie w każdej innej sytuacji, poza tymi, w których krytykowała i się mądrzyła. Tymczasem sam młody Ruthford zdecydował się być miły dla tego krasnoludka. W końcu potrzebował od niego nie jednej, a dwóch już rzeczy.
- Oi, Leone. Słyszałaś go - powiedział Pixel, dalej łaskawie przepuszczając nurt obelg i bluzgów. Mały Lew spojrzał na swojego maga z wyrzutem i zmrużył lekko oczy.
- Hah. Słuchaj, prawdziwy rycerz by nie odmówił posiłku głodnym, prawda? - zapytał Ruthford, który Lwiątko znał dobrze i wiedział na które guziki powinien naciskać, by otrzymać zamierzony efekt.
- Tsk - wydał z siebie rzadki i raczej niepasujący do swojego wizerunku duch. Było to lekkie syknięcie, czy może kliknięcie językiem w irytacji. Nieco poplamiona łapka, to jest dłoń okryta kostiumem lwa została wyciągnięta w kierunku gnoma. Wokół niej pojawił się złocisty, niematerialny pył, który zawirował lekko i zmienił się w coś, o czym Pixel nauczył się myśleć jako Gwiezdnej Baraninie. Kawał pieczonego mięsa, z kośćmi wystającymi po obu stronach w taki sposób, że można było wygodnie go trzymać i ogryzać. Ruthford spróbował kiedyś tego specjału z czystej ciekawości. Na jego wyrafinowany gust pieczeń była zbyt prosta, brakowało jej przypraw czy jakiegokolwiek kunsztu kucharskiego. Prawdopodobnie ktoś zawiesił ją nad ogniem i przypiekł na brązowo. Jednak powinno to wystarczyć komuś, kto prosi o męski posiłek. Kawał mięsa, wielokrotnie większy od małego ludzika, został wyciągnięty w kierunku Racksa. Nielubiąca dzielić się jedzeniem lwica miała raczej niezadowoloną minę, jednak szybko została ona zastąpiona wyrazem, jaki zwykle tkwił na jej twarzy, to jest głodu. Jeśli gnom weźmie mięso, to Leone przyzwie sobie nowe, i zacznie je w skupieniu pożerać. Jeśli nie weźmie, to zacznie pożerać to, które przywołała dla niego. Niezależnie od efektu...
- Więc, co teraz zamierzasz? I czy ta figurka może zostać użyta ponownie?- zapytał Ruthford, a w jego oczach błysnęła delikatna i niemal niedostrzegalna iskierka chciwości. Jeśli będzie mógł zatrzymać tę rzecz, i jeśli jest ona dalej funkcjonalna, to dostanie do ręki wspaniały wynalazek, umożliwiający mu zamknięcie kogoś niewygodnego w bardzo dobrze zabezpieczonym więzieniu. Co już samo w sobie ma wartość, ale gdyby uznał, że nie potrzebuje czegoś takiego, to może to sprzedać. Poza tym, zawsze w takim wypadku może zamknąć gnoma na powrót w figurce i utopić go w rzece. Miał już pomysł co do metody aktywacji, ale wolał jej nie testować. W końcu istniała szansa, że przypadkiem sam się w niej uwięzi.
Powrót do góry Go down


avatar
Mistrz Gry


Liczba postów : 1283
Dołączył/a : 10/11/2014

PisanieTemat: Re: Gospoda "Królewski Zajazd"   28.04.15 23:05

Niebiesko skóry natychmiast przeskoczył na wyciągniętą dłoń Lwiątka w momencie, w którym pojawił się na niej kawał mięsa. Rozsiadł się na niej wygodnie i szybkimi cięciami szpilkowatego miecza odcinał od mięsa spore plastry, które jeszcze szybciej były przez niego pochłaniane. Jak na tak niewielką istotę potrafił bardzo wiele i szybko jeść. Chociaż nie było po nim nic widać, nie tył, nie rósł. Po prostu siedział i jadł. I zgodnie z ustalonymi przez siebie samego standardami, na wszelkie oznaki niezadowolenia ze strony Małego Lwa reagował groźbami i przekleństwami. Ewentualnie dźgał ją w palce swą klingą.
- Ten *** śmieć? Oczywiście ***, że może być jeszcze używany, ale już *** nie długo. - odrzekł odrywając się wreszcie od jedzenia. Gdy skończył mówić wykonał szpilowatym mieczem obrót w powietrzu, a potem wycelował go w figurkę na środku, której nagle pojawił się niebiesko-czarny okrąg. Gdy tylko to zrobił wrócił jak gdyby nigdy nic do jedzenia wyczarowanego mięska.
Przez krótką chwilę nic się nie działo by nagle okrąg zamienił się w koło, a figurka zaczęła być zasysana do jego środka. Gdy cała już zniknęła samo koło zaczęło się w sobie zapadać by także zniknąć z cichym "plumk".
Chwilę później Racks skończył jeść pozostawiając z wielkiego kawała mięsa jedynie kość. Musiał mieć w żołądku też jakieś takie ciemne koło zasysające wszystko bo nie było po nim znać w żaden sposób, że dopiero co pożarł większy od siebie posiłek.
- No dobra ***. To ja się będę *** zbierał. Ktoś musi tym *** dać do słuchu, za takie *** błędy. - powiedział konus zeskakując na ziemię i podchodząc do jednej ze ścian. Gdy już przed jakąś stanął ponownie wykonał w powietrzu dziwny ruch mieczem i uderzył w ścianę, na której pojawiło się tym razem zielone koło.
- Do *** zobaczenia! - ryknął głośno machnął ręką i wszedł do środka koła, które zaraz potem także zniknęło z charakterystycznym "plumk".
Dopiero teraz Mały Lew zauważył, że na łapie obok gnata leży banknot i kawałek papieru.
"To taka *** forma wynagrodzenia za *** uwolnienie mnie z tego *** dziadostwa. I nie stękaj ***, że za mało. Gdybyś się *** szybciej ogarnął to i *** więcej byś dostał. Racks.

Cytat :
Nagroda: 100 klejnotów
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość





PisanieTemat: Re: Gospoda "Królewski Zajazd"   29.04.15 2:15

- Nawet jeśli robimy to z czystego serca i dla potrzebujcych, to nie mogę powiedzieć, bym była entuzjastką zadawania się z takimi gburami - powiedział jasno i wyraźnie Gwiezdny Duch Pixela. Pewnie gdyby ktoś obserwował jego misję od początku, to zdziwiłby się jej nagłym atakiem elokwencji. Dla samego Ruthforda jednak była to norma.
- Oczywiście, że jesteś wygadana, gdy masz dobry powód do narzekań - stwierdził z irytacją arystokrata chowając banknot i notkę do kieszeni spodni. Zmarszczył brwi na widok nie tyle samej kwoty, która nie była dla niego wcale taka ważna, a raczej przez ton, w jakim wiadomość została napisana. Nie lubił, gdy ktoś patrzył na niego z góry. Nawet jeśli robił to z dołu. Same klejnoty przyjął z miłym zaskoczeniem. W końcu nie spodziewał się dostać czegokolwiek za uwolnienie ludzika. Był to rodzaj bonusu, za wypędzenie ducha. Hah. Ducha. Dobre sobie.
- Nie mniej jednak zadowala mnie fakt, że udzieliłeś mu pomocy - skomentowała Leone.
- Nawet jeśli niczego nie zrobiłeś, poza uszczupleniem moich rezerw - dodała ściągając wargi na wspomnienie łamiącego jej serce wydarzenia.
- Nie mydl sobie oczu, dobre relacje z tym gnomem dawały większe szanse spokojnego zakończenia misji. Zrobiłem to tylko i wyłącznie dla własnej korzyści - odparł Pixel podchodząc do ściany i pukając w miejsce, w którym zniknął Racks. Oczywiście nie spodziewał się niczego tam znaleźć, jednak był ciekawy. Magia teleportacji jest całkiem potężna. I nie była całkiem niezwiązana z jego dziedziną.
- Gao~ - warknął duch z niezadowoleniem i dezaprobatą, po czym rozpłynął się w obłoczku złotego światła. Pixel nie próbował zatrzymać Leone. Raz, że mógł ją przywołać znowu bez wielkiego trudu, dwa, że ich misja właściwie dobiegła już końca. Cieszył się, że nie doszło do walk. Poza tym gdy raz ducha naszedł moralizatorski nastrój, to potrafił gadać godzinami. Zatem wszyscy wygrywali. Pixel przeszedł się po pomieszczeniu, zebrał swoje notatki w starożytnych językach i wcisnął je do wewnętrznej kieszeni kurtki. Właściwie mógł je bezpiecznie zostawić na miejscu, ale wolał tego nie robić. Magia powinna mieć swój urok tajemniczości, przynajmniej dla ludzi, którzy się nią nie parają. Niech służba główkuje jak pozbył się „ducha”. Po zebraniu swoich rzeczy i końcowej rundce wokół pomieszczenia, Pixel opuścił pokój 1408 i udał się na pierwsze piętro w poszukiwaniu swojego pracodawcy. W krótkiej drodze rozważał czy powinien powiedzieć prawdę o wydarzeniu i w końcu stwierdził, że woli zaryzykować oskarżenie o kłamstwa i może nawet wstrzymanie zapłaty od utraty reputacji, gdyby jego kłamstwo zostało odkryte. Nawet jeśli teraz mu nie uwierzą, to „duch” już nie wróci, więc prędzej czy później pojmą, że mówił prawdę. Jeśli jednak Racks kiedyś wróci, by – co mało prawdopodobne – przeprosić za hałasy, to cała jego praca, której głównym celem było w końcu zdobywanie reputacji, pójdzie na marne. Dlatego po znalezieniu karczmarza opowiedział mu o czarnoksięskim instrumencie, który uwięził w sobie małego gnoma, który to wrzeszczał z wnętrza figurki o pomoc, co wszyscy wzięli za „ducha”. Wersję tę ładnie wspierał fakt, że nikt nigdy zjawy nie widział, co więcej nigdy nawet nie zamanifestowała się przez przesuwanie przedmiotów i podobne inne akcje. Nawet jeśli jego wersja mniej nadaje się to pieśni bardów, a wiadomo, że każdy chętniej uwierzy w umęczoną duszę, niż wulgarnego krasnoludka, to w końcu w królestwie Fiore zdarzały się dziwniejsze rzeczy.

Jeśli posunąłem się w opisie za daleko, to mi powiedz na gg, to zmienię.
Powrót do góry Go down


avatar
Mistrz Gry


Liczba postów : 1283
Dołączył/a : 10/11/2014

PisanieTemat: Re: Gospoda "Królewski Zajazd"   30.04.15 18:04

Właściciel gospody nie wydawał się zadowolony wizytą aktualnej głowy rodu Ruthford. Nawet jeśli przychodził on z tak pozytywnymi informacjami. Koniec końców była już pawie północ, a on nie należał do ludzi, którzy siedzą na cały dzień na tyłku i potrzebował jednak zdrowej dawki snu. Cierpliwie wysłuchał jednak relacji z tej jakże dziwacznej "eksterminacji duch".
- Zdaje Pan sobie sprawę z tego, że mógł mnie o tym poinformować rano? Wtedy też miałbym pewność iż naprawdę wykonał pan pracę jak należy. I to też nie do końca. Właściwie to jeżeli naprawdę wykonał Pan pracę jak należy to proszę pozostać moim gościem przez najbliższe dwa dni. Pan wypocznie, a ja będę miał pewność iż pan nie kłamał. - odparł mu mężczyzna zmęczonym głosem, a potem zgrabnie przeprosił i życząc dobrej nocy Pixelowi wrócił do łóżka.
Następne dwa dni minęły młodzieńcowi na opływającym w luksusy nic nie robieniu. Za dnia mógł zwiedzać Erę i wszystkie jej wspaniałości, a noce spędzał w luksusowych warunkach pokoju 1408.
Rankiem trzeciego dnia w głównej sali czekał już na niego Bernard i zaprosił go do swego stolika.
- Rzeczywiście pozbył się Pan problemu jak należy. Może jednak jabłko pada daleko od jabłoni. Oto Pańskie wynagrodzenie, a teraz przepraszam jednak muszę wracać do obowiązków. Dzisiejszym śniadaniem proszę się nie martwić i traktować je nadal jako część kosztów. - powiedział właściciel przybytku wręczając chłopakowi pokaźną sakiewkę, a potem udał się w sobie znanym kierunku.


Możesz zrobić z/t

Gratulacje wykonania misji
Cytat :
Nagroda: 500MM i 5000 klejnotów
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość





PisanieTemat: Re: Gospoda "Królewski Zajazd"   30.04.15 21:54

Pixelowi rzeczywiście przez myśl przemknęło zdanie raportu następnego dnia. Jednak chłopak rozumiał, że gdyby to zrobił,  a Leone się o tym dowiedziała, to dostałby długi na godzinę wykład o etyce pracy maga. Dlatego pogodził się z możliwością konieczności szukania kwatery po tej późnej porze i zdał raport. Nie spodziewał się, że karczmarz zaoferuje mu dwudniowy pobyt, ale to miało sens. Dzięki temu mieli go blisko, na wypadek gdyby skłamał. No i troszkę chyba za bardzo się podekscytował, wyrywając mężczyznę z łóżka raportem.
Potem spędził wesoło czas w Era, przeglądając tutejszą dzielnicę Rzemieślniczą i odwiedzając antykwariaty w poszukiwaniu ukrytych skarbów. Żadnych szczególnych nie znalazł. Nocami wypuszczał Wodnego Węża, by kapryśny duch mógł wypoczywać w ogromnej wannie przygotowanej w luksusowym pokoju. Jego przygody nie były aż tak interesujące by zawierać się na wielu stronach tekstu. Właściwie nie zasługują na więcej niż powyższa wzmianka. Trzeciego dnia rankiem siedział przed karczmarzem.
- Jasne. Jeśli będę w mieście, to możecie mnie wezwać znowu, przyjemnie się z wami robi interesy - odparł Pixel na pożegnanie, po czym z wdzięcznością zjadł zafundowane śniadanie i wyszedł na ulice Ery, by złapać powóz czy inny środek transportu do domu. Miał nadzieję, że nie zastanie swojej kotki wściekłej na to, że właściciel nie pojawiał się w domu tak długo, by napełnić jej miskę. Z drugiej strony Marika zawsze mogła nakarmić się sama, więc prawdopodobnie to bezpodstawne obawy.

[z/t]

Dzięki za misję, Tsumiś ^.^
Powrót do góry Go down


avatar
Mermaid Heel


Liczba postów : 131
Dołączył/a : 05/11/2015

PisanieTemat: Re: Gospoda "Królewski Zajazd"   13.11.15 12:47

Koła powozu obracały się miarowo ubijając gruntową drogę. Kopyta konia wybijały miarowy, jednostajny rytm, a woźnica raz na jakiś czas smagał dwa czarne rumaki ciągnące za sobą hebanowy, zdobiony ornamentami dyń oraz nietoperzy powóz. Okna były zasłonięte, tak by popołudniowe słońce nie wpadło ani jednym promykiem do środka. Wewnątrz leżała Raquel. Młoda, neutralna użytkowniczka magii o długich blond włosach. Wnętrze powozu obite było czerwonym materiałem, a na siedzeniu była poduszka w kształcie czerwonego diabełka z czarnymi rogami i niebieskimi oczkami. Była wygnieciona, jak świeżo po użytkowaniu zresztą nie mijamy się tutaj z prawdą, bo przez większość podróży Spectre spała. Jak to wampir, który nie znosi światła słonecznego. Chwilowo jej jasna, mleczna cera chroniona była przed słońcem za pomocą materiałowych zasłon, jednak niebawem będzie musiała wykorzystać do tego swój koci parasol, który stał w przeciwległym rogu. Obecnie ubrana była w czarną, smukłą koszulę nocną. Woźnica zastukał delikatnie dłonią w deskę, tak by wewnątrz było słychać ten dźwięk. To był znak, że dojeżdżają na miejsce, jak również by Raquel zaczęła się przygotowywać. Wyciągnęła z kieszeni swojej czerwonej marynarki zegarek kieszonkowy, który był modnym dodatkiem. Wykonany całkowicie z czarnej lacrymy, z biało niebieskim kryształem wewnątrz który odmierzał czas. Drogi dodatek, jednak Spectre nie należała do najbiedniejszych i mogła sobie na niego pozwolić. Spojrzała na niego, a wskazywał on godzinę dwunastą pięć.
- Och… troszkę zaspałam – powiedziała zamykając klapkę zegarka i chowając go do kieszonki marynarki. Z plecaka wyciągnęła lacrymową filiżankę, napełniła wodą z butelki i przygotowała sobie czarną herbatę. Jej moc magiczna przepłynęła przez naczynie i w ten cudowny sposób miała już swój napój. Przysiadła, zakładając nogę na nogę i upiła łyka herbaty. Wyborna, jak zawsze, jej filiżanka nigdy nie zawiodła jej w kwestii jakości. Sięgnęła jeszcze raz do marynarki, a z niej wyciągnęła karteczkę złożoną na cztery. Otworzyła ją zgrabnym ruchem i wlepiła w nią swoje lekko czerwone oczęta.
- A więc duch w pokoju, który lamentuje? Czyżby banshee? A może upiór albo widmo? Widocznie jakoś związany jest z tym miejscem – uśmiechnęła się pod nosem i prychnęła lekko z rozbawienia – Wygląda zabawnie – powiedziała. Dalsze dziesięć minut spędziła na delektowaniem się herbatą, by dalszy czas poświęcić na przygotowania. Wyciągnęła z kuferka pod siedzeniem idealnie złożoną bieliznę, a potem białą koszulę oraz ciemną spódniczkę. Założyła koronkową bieliznę, potem białą koszulę którą wpuściła w spódniczkę. Założyła stojące obok białe kozaczki i poczęła je wiązać, aż za kolana. Kolejnym krokiem tego osobliwego rytuału, któremu towarzyszyło ziewanie z powodu wczesnej dla niej pory, było nałożenie marynarki. Wsunęła swoje delikatne dłonie do rękawów i zaczęła zapinać guziki. Jeden po drugim, aż w końcu miała na sobie marynarkę, która przyozdobiona została wstążką na szyi związaną w kokardkę. Dalszą częścią był makijaż i jego nałożenie. Wyciągnęła małe lusterki i zaczęła się malować. Niezbyt wyzywająco, a zarazem kusząco. Niczym róża, która jest piękna lecz ma kolce. Po kolejnych minutach była gotowa, włosy były wyczesane, ona umalowana i ubrana. Delikatnie wytarła chusteczką wnętrze filiżanki i włożyła ją do torebki, którą ułożyła sobie na kolanach. Wyciągnęła z kuferka książkę, a z diabełka parę okularów do czytania, pogrążając się w lekturze opowieści o Draculi, które tak lubiła.
Nie minęło wiele czasu, kiedy słychać było dźwięk zatrzymywanych koni oraz woźnicę zeskakującego ze swojego stanowiska. Podszedł do drzwiczek i otworzył je, kłaniając się w pas. „Panienko. Dojechaliśmy.”, takie oto słowa usłyszała. Ten człowiek wiedział, że jest tylko sługą a ona panią. Znał swoje miejsce w szeregu, a Raquel takich ludzi ceniła. Nie chcą więcej niż im przeznaczone, usatysfakcjonowani są tym jak żyją i nie chcą być władającymi. Było już po południu, a słońce nadal świeciło. Raquel sięgnęła po parasol, wystawiła go i rozłożyła. Wyszła ukrywając się pod parasolem, mimo że nie padało i był środek dnia. Na ramieniu miała ową osobliwą torebkę. Owy budynek przypominał jej nieco kurorty, do których czasami miała okazję się udawać z rodzicami. Zresztą każdy szlachetnie urodzony, musiał choćby raz w życiu być w takim miejscu. Stawiała równe kroki, tak jakby szła po scenie. To ona była gwiazdą tego miejsca, każdy mógł ją rozpoznać chociażby z Tygodnika Czarodzieja, a zwłaszcza jej piękne, zgrabne i długie nogi. Kozaczki stukały delikatnie po marmurowych schodach, kiedy wchodziła na górę. Zapewne musiała się zgłosić najpierw do recepcji, by ta skierowała ją do właściwej osoby. Tak zatem uczyniła, jednak zanim mogła wejść musiała zapytać się o pozwolenie. W końcu zajazd to też miejsce mieszkalne, plus pewnie ktoś ją powita i powie, że może wejść. Zatem kiedy formalności miała za sobą, mogła się skierować do miejsca docelowego jakim był zleceniodawca. Jaka była jej reakcja na to miejsce? Nie ruszyło jej to zbytnio, chociaż nie mogła kryć podniecenia związanego ze spotkaniem z duchem. Wewnątrz to czuła, tą radość ze spotkania z nieznanym, a z drugiej zachowywała się dostojnie jak na damę i dziedziczkę rodu Spectre przystało.
- Witam. Nazywam się Raquel Spectre i przybyłam tu w związku z ogłoszeniem – powiedziała wyciągając karteczkę i wręczając ją. Kiedy była w budynku wiadomo, że miała złożony parasol, jednak unikała prześwitów słońca.
/50 MM na herbatę
2950
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t1259-queen-of-roses#12741


avatar
Mistrz Gry


Liczba postów : 1283
Dołączył/a : 10/11/2014

PisanieTemat: Re: Gospoda "Królewski Zajazd"   15.11.15 0:45

Rzeczywiście gdy tylko wyszła z powozu ujrzała, że przy drzwiach czeka elegancko ubrany, młody mężczyzna. Gdy tylko zbliżyła się odpowiednio wykonał w jej stronę głęboki ukłon. W zasadzie złożył się niemalże na pół. Serdecznie powitał tak dostojnego i sławnego gościa jakim była sławna czarodziejka i otwierając przed nią drzwi zapewnił, że właściciel już oczekuje jej w swoim gabinecie, do którego też zaprowadził ją. Z jednej strony prowadził ją przez najlepszą część tak by pokazać jak największe cuda, którymi mógł pochwalić się lokal, a z drugiej doskonale zdając sobie sprawę, że nie są to jej widoki obce darował sobie wszelkie komentarze. Ponadto dobrze znał swoje zadanie i wiedział jak należy się zachowywać, bo nie odzywał się nie pytany. Nie był jak większość natrętów starających się jej przypodobać albo dowiedzieć jak to jest być tak sławną, bądź co gorsza prosić o autograf.
Wreszcie zaprowadził ją na ostatnie piętro gdzie na końcu korytarza znajdował się gabinet właściciela. Zapukawszy uprzednio w drzwi otwarł je i zapowiedział gościa, a potem wprowadził dziewczynę do środka i grzecznie się wycofał zamykając za sobą ponownie drzwi.
Gabinet był taki jak cała restauracja. Bogaty ale w sposób gustowny i szykowny. Nie było tam nic co by do siebie nie pasowało i co sprawiałoby wrażenie bez gustownego przepychu. Eleganckie hebanowe meble, miękki dywan, bogata biblioteczka, na ścianach 2 portrety oraz duża, kolorowa i pełna szczegółów mapa Fiore.
Właściciel również robił dobre wrażenie. Wysoki mężczyzna z czarnymi włosami, w których zaczynały pojawiać się początki siwizny. Z pod elegancko skrojonego, czarnego garnituru widoczne były mięśnie. Jednak nie było to coś w stylu Mariusza P. Po prostu widać było, że dba o siebie.
- Witam Panią serdecznie. Nazywam się Artur Ridcully. - powitał ją wstając zza swojego biurka i zbliżając ku niej. Zaraz też zaproponował jej gestem by usiedli przy stoliku do kawy stojącym w pomieszczeniu.
- Czy mogę zaproponować Pani coś do picia? - zapytał gdy ta już usiadła, a potem albo ruszył do barku by coś dla niej przygotować albo też zajął miejsce naprzeciwko. Gdy już oboje siedzieli dalej spokojnie konwersował.
- Niezmiernie się cieszę, że gość Pani pokroju raczył odwiedzić mój lokal. Żałuję tylko, że jest tu Pani w pracy, a nie jako jeden z gości. Mam jednak nadzieję, że po wszystkim się to zmieni. Ale przechodząc do zlecenia to tak jak zostało napisane na tej kartce mamy problem z duchem. Jakieś dwa miesiące temu pojawił się w pokoju 1408 i zaczął zawodzić. Od tej pory pojawia się co noc i nie daje spać innym gościom, a ponadto sprawia, że mamy ich coraz mniej. Początkowo staraliśmy się z nim jakoś sami porozumieć ale dalej jedynie wył zupełnie nas ignorując. Potem zatrudniliśmy miejscową Babkę, która miała z nim pomówić. Nawet zamówiliśmy egzorcyzmy u kapłanów, ale nic nie pomogło. Jedyne co przychodzi mi do głowy to, że może być on tworem magicznym i jedynie mag może się go pozbyć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
Mermaid Heel


Liczba postów : 131
Dołączył/a : 05/11/2015

PisanieTemat: Re: Gospoda "Królewski Zajazd"   16.11.15 13:57

Elegancja, profesjonalizm oraz brak zbędnych ruchów czy też słów. Takie aspekty ceniła w miejscach podobnych do owego zajazdu. Nie można było mężczyźnie zarzucić nic. Był elegancko ubrany, młody, wykonał głęboki ukłon jaki powinna otrzymać klientka lub też klientka potencjalna. Mogło to wynikać z tego, że Raquel była sławna. Pojawiała się na łamach Tygodnika Czarodzieja, na swój sposób plebejskiego, a zarazem elitarnego pisma z racji tego że magiczni celebryci pojawiali się tam, a nie ktoś inny. Dwie sprzeczności istniały w tym zjawisku, mimo tego że blond królowa wampirów brzydziła się w pewien sposób plebsem to w tym głupim piśmie widziała pewien sposób, aby kontrolować ludzi czytających. Jeśli zdobędzie dostateczną ilość popularności, to będzie mogła sobie pozwolić na więcej. Mieć pod komendą rzeszę fanów i zmusić ich do czegokolwiek tylko zapragnie. Darmowe sługi, które można wyszkolić wedle własnego widzimisię.
Stawiała krok za krokiem, idąc godnie i z głową podniesioną wysoko. Parasolkę trzymała w ręce, a teraz pełniła ona formę laski ozdobnej. Znała już luksusy, przez co wnętrze zajazdu nie robiło na niej aż takiego wrażenia. Z grzeczności przytakiwała, chwaląc że wnętrze jest zaprawdę godne ceny a jakość obsługi naprawdę na wysokim poziomie. To była jednak grzeczność, etykieta jakiej zawsze była nauczana na salonach. Nigdy nie wypadało powiedzieć, że coś wygląda okropnie, wytykać małych błędów dopóki ktoś nie zapyta o to. Oczywiście działało to w wypadku, kiedy ktoś coś w życiu osiągnął. Kiedy mówiło się o plebsie, można było krytykować ile się tylko dało jednak należało zachować ramy konstruktywnej krytyki, która ma coś wnieść do całej rozmowy. Raquel natomiast okazjonalnie zadawała pytanie, jednak nie tyczyło się ono czy dane dzieło sztuki jest nowe, albo jak się nazywa. To pytanie koncentrowało się wokół tego jak dawno temu rzecz została umieszczona w zajeździe? Była ciekawa czy człowiek ten pracuje tu dosyć długo, czy też jest nowy oraz czy kadra jest kształcona w tym aspekcie?
W każdym razie niezależnie od odpowiedzi nie planowała go besztać, a jedynie skinąć głową w geście przyjęcia do wiadomości informacji. Dotarli w końcu na ostatnie piętro, gdzie znajdował się gabinet właściciela zajazdu. Weszła do środka i ładnie się ukłoniła, tak jak kultura nakazuje. Dygnięcie o odpowiednią ilość stopni, bezpieczne praktycznie dla każdego. Omiotła wzrokiem całe pomieszczenie zbierając sobie informacje o właścicielu na podstawie wnętrza. Kolorowa mapa Fiore mogła sugerować swego rodzaju symbol biznesu jak również patriotyzmu. Książki sugerowały, że osoba mogła być wyedukowana i oczytana. Natomiast heban świadczył o dystyngowaniu oraz o bogactwie, bądź co bądź to drewno nie było rzeczą tanią ani łatwą w utrzymaniu. Portrety, być może przodków świadczyły o przywiązaniu do tradycji.
Właściciel być może jest osobą, którąś już z generacji która ma pod sobą ten zajazd. Trzymał stery tego statku i kierował go na dobre wody. Strój jak najbardziej formalny, pasujący do kierownika takowej placówki. Raquel mogła się poczuć trochę głupio, jednak jej strój był przystosowany do podróży oraz tego, że miał pokazać iż jest tutaj zawodowo a nie jako gość.
Podeszła  bliżej biurka i wyciągnęła rękę po tym jak już się przedstawiła, by mężczyzna mógł się po dżentelmeńsku przywitać. Na propozycję usiadła przy stoliku, w końcu gospodarz zwykle zasiadał ostatni. Przygotowała spódniczkę, by usiąść i usiadła w prostej, nienagannej postawie. Obok obicia krzesła bądź fotelu oparła swój parasol, a torbę położyła sobie na kolanach. Zaraz potem położyła swoje dłonie na torbie.
- Poproszę wino czerwone z Crocus jeśli można – powiedziała. Nie planowała zużywać teraz mocy magicznej na swoją filiżankę, bo gospodarz mógłby się poczuć urażony że gość ma swoje napitki. Kiedy otrzymała kieliszek, podziękowała miłym uśmiechem i ujęła go w dłonie. Upijając drobnego łyka wina, delektując się smakiem.
- Czy w ciągu ostatniego roku w tym pokoju ktoś zmarł lub czy przypomina Pan sobie, by ktokolwiek tam umarł? – zadała pierwsze pytanie. To, że duch pojawiał się w nocy było jej jak najbardziej na rękę. Ona była stworzeniem nocnym, to był jej żywioł i to ona tam rządziła. Próbowali z nim rozmawiać ale nie słuchał, a to znaczy że duch nie reaguje na bodźce. Wyje, a to znaczy że być może odczuwa udrękę lub zwyczajnie lubi kogoś straszyć i robi to umyślnie. Może to być też oszustwo i ktoś stosuje magię. Upiła kolejny łyk wina – Być może ma Pan rację, że jest to twór magiczny. Może to też być udręczona dusza, chociażby wyjąca banshee. Muszę na noc zostać w tym pokoju i sprawdzić co się tam w nocy dzieje. Zadam jeszcze jedno pytanie – powiedziała i nieco spoważniała – czy zajazd ma jakiś wrogów? Ktoś Panu złorzeczy? - faktycznie o wiele ciekawiej by było, gdyby spotkać miałaby ducha ale skoro duch nie reagował na kapłanów, ani na babkę to może nie był duchem. A może właściciel trafił na szarlatanów?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t1259-queen-of-roses#12741


avatar
Mistrz Gry


Liczba postów : 1283
Dołączył/a : 10/11/2014

PisanieTemat: Re: Gospoda "Królewski Zajazd"   20.11.15 20:37

Przewińmy taśmę trochę do tyłu.
Mężczyzna, który prowadził młodą wampirzycę do gabinetu szefa potrafił udzielić krótkiej acz treściwej odpowiedzi na każde zadane mu pytanie. Był bardzo dobrze przygotowany do powierzonego mu zadania.

Teraz do przodu ale jeszcze nie do akcji bieżącej.
- Bardzo dobry wybór. - odparł pan Artur przygotowując napitek. Potem postawił przed dziewczyną elegancki, kryształowy kieliszek w 3/4 napełniony szkarłatnym trunkiem.

Znowu przewińmy troszkę do przodu.
Właściciel lokalu wysłuchał wszystkich pytań magini, zwilżając w między czasie gardło czystą wodą, którą przygotował dla siebie.

I teraz AKCJA.
- Oh nie. To naprawdę porządny lokal. Dbamy o swoich gości w najlepszy możliwy sposób. Nikt nigdy nawet nie zachorował będąc w naszych progach. O umieraniu nie wspominając. - odparł z szerokim uśmiechem na twarzy. Potem jednak spoważniał i zaczął odpowiadać na kolejne. - W kwestii wrogów to cóż mogę Panience powiedzieć. Mam ich całą masę. Jak to każdy kto do czegoś doszedł. Konkurencja z miasta. Właściciele podobnych lokali z Magnolii czy Crocus. Kilku dostawców, z którymi zakończyłem współpracę z różnych powodów. Zwykli ludzie zawistni, że to ja mam pieniądze, a nie oni. Może Pani wpisać na listę wrogów jakieś 70% mieszkańców Ery i dobrych kilka setek ludzi z całej reszty Fiore. Oczywiście jest to, nazwijmy, wrogość platoniczna. Czują do mnie niechęć i źle mi życzą, ale raczej nic w tej kwestii nie zrobią. Co więcej będą się uprzejmie witać i udawać przyjaciół. Taka już branża i ludzka natura. - przy ostatnim zdaniu ciężko westchnął i upił kolejny łyk wody. Chociaż dobrze zdawał sobie sprawę z praw rządzących światem to nie umiał się im jeszcze całkiem poddać.
Jednak po chwili na jego ustach znów zagościł uśmiech.
- A sam pokój od początku tej afery stoi pusty i oczywiście jest w pełni do Pani dyspozycji. Podobnie jak wszystkie moje zasoby, kontakty, pracownicy. Co tylko sobie Pani zażyczy. Zresztą nawet jak się Pani nie uda przepędzić tego ducha to może sama Pani sława i majestat ściągną tutaj masę fanów. - zaśmiał się rozluźniając atmosferę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
Mermaid Heel


Liczba postów : 131
Dołączył/a : 05/11/2015

PisanieTemat: Re: Gospoda "Królewski Zajazd"   21.11.15 1:23

Ostatni test profesjonalności obsługa zdała celująco. Nic dziwnego, że to miejsce ma swój koszt i przyjmuje takich zacnych gości jak chociażby ona w tym momencie. Inna sprawa, że aktualnie jest w pracy ale poniekąd nadal liczy się jako gość zajazdu, ktoś z zewnątrz. Tymczasem wampirzyca powoli sączyła kieliszek wina, z gracją delektując się smakiem lekko kwaskawego wina, które zarazem było delikatne jak na trunek wysokiej jakości. Przyzwyczaiła się do takich trunków i mogła bez problemu odróżnić tanią podróbkę wina, od prawdziwego które dojrzewało przez wiele lat w piwnicach. Zresztą wiadomo też, że na salonach musiała znać praktycznie wszystkie typy podawanego trunku jak również potrawy oraz region ich pochodzenia. W skrócie pprzyszła głowa rodu nie mogła się okazać pusta.
Skoro nikt tu nie umarł, to pewnie duch nie szuka zemsty jak również nie jest z tym miejscem związany. Chociaż z drugiej strony nie zawsze trzeba umrzeć w okolicy jakiegoś miejsca, by jako duch je potem nawiedzać. Istniały pewne teorie, że plazma z której składał się duch jest przyciągana przez intensywne wspomnienia. Mogła to być upojna noc z ukochaną lub coś tak drastycznego jak zabójstwo. Jeśli duch zawodził i nikogo nie słuchał to być może należało to do skrajnie negatywnych przeżyć, jednak wtedy byłby agresywny i atakował ludzi. W końcu pewnie by się zmienił w groźne widmo, które nie dość że ma dostęp do świata materialnego to jeszcze samo jest trudnym do zdefiniowania typem istot duchowych. Wielu się głowiło czy widmo jest bardziej żywe czy też martwe, jednak nikt nigdy nie mógł dojść do konsensusu z racji tego że zarazem było jak i nie było materialne. W jednej kwestii się zgadzali, że widmo na pewno nie jest czymś przyjaznym.
Raquel spojrzała w kieliszek i podparła podbródek swoją ręką, którą oparła akurat o podłokietnik siedzenia. Kieliszek również był nienagannie czysty jak teraz spojrzała, a czerwonego płynu ze środka coraz bardziej ubywało. Poniekąd też rozumiała Artura, bo mimo że ona nikomu nie zawiniła nigdy, to z czystej zawiści ludzie także potrafili jej nienawidzić. Nawet najbliżsi współpracownicy ojca knuli przeciwko niemu, by zgarnąć jak największą część fortuny dla siebie. Skąd o tym wiedziała? Wystarczy zatrzepotać rzęsami, nieco zadziałać kobiecym wdziękiem i nawet najtwardszy z mężczyzn kiedyś ulegnie wygadując się o swoich planach. Nie trzeba też wspominać, że u szlachty częste było wywyższanie się i myślenie o sobie per „niepowstrzymany i najmądrzejszy” co było ich zgubą wielokrotnie.
- Rozumiem Pana. Na moją rodzinną fortunę również czyha wiele osób i mi złorzeczy, mimo że nawet na oczy ich nigdy nie widziałam. A czy jest ktoś kto szczególnie postanowił to pokazać? Ktoś kto się awanturował, przysyłał listy z pogróżkami albo wykonywał temu podobne akcje? – zapytała. Może faktycznie znalazłby się jeden, który coś miał za złe Arturowi i w taki sposób się mścił? Może wynajął maga, by ten puścił z torbami inwestora? Z początku zwykle na takich ludzi nie zwraca się uwagi, dopiero potem gdy ktoś zapyta o konkretną osobę to pamięć cudownie wraca. Raquel uśmiechała się pokrzepiająco, w końcu grunt to mieć dobry kontakt z pracodawcą, by ten nie poskąpił premii. Zresztą Raquel była zadowolona, że mężczyzna udostępni jej swoje kontakty oraz zasoby i pracowników. Mogą się okazać naprawdę pomocni, kwestia czy tego sobie nie odpisze od jej wynagrodzenia.
- Istotnie jest to bardzo dobra koncepcja. Wielu moich fanów pewnie chciałoby przeżyć noc w tej samej sypialni lub można z tego pokoju zrobić atrakcję turystyczną. Nawet największe nieszczęście można obrócić na swoją korzyść. Chociaż musiałby się Pan liczyć z próbami kradzieży elementów wystroju – zaśmiała się pod nosem. Och tak, już widziała to w głowie jak fan kradnie poduszkę, na której rzekomo leżała głowa Raquel. Albo inni psychofani wycinający kawałki wykładziny, by mieć na pamiątkę lub szukający najmniejszego kawałka naskórka należącego do Raquel.
- Na razie zbadam sprawę. Być może duch przerazi się obecności królowej wampirów, a jeśli nie… to dam mu okazję by się przekonał czym jest strach – powiedziała dopijając i odstawiając kieliszek – na zewnątrz stoi mój powóz, każę potem słudze przynieść moje rzeczy jednak na początek chciałabym zobaczyć ten pokój – powiedziała miło uśmiechając się do mężczyzny ponownie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t1259-queen-of-roses#12741


avatar
Mistrz Gry


Liczba postów : 1283
Dołączył/a : 10/11/2014

PisanieTemat: Re: Gospoda "Królewski Zajazd"   24.11.15 21:32

- Oczywiście trafiały się jakieś tam anonimy ale po ich stylu widać, że to głupcy, biedacy i desperaci nie mający w życiu celu i chcący się obłowić. Wątpię by kogokolwiek z nich byłoby stać na maga. I to maga, który nie wolałby przyjść do mnie i dostać trzykrotnie większego wynagrodzenia za nasłania ducha na nich. - odparł z uśmiechem. Widać było, że jest pewien swej pozycji, na którą, sądząc po dotychczasowej prezentacji, w pełni sobie zasłużył. Jednak pomimo uśmiechu na twarzy i wesołości w głosie coś w jego oczach świadczyło o tym, że cała ta sytuacja go martwi i kończą mu się pomysły jak się z niej wydostać.
- Proszę mi wybaczyć, ale mam jeszcze trochę obowiązków, ale Passepartout odprowadzi Panią do pokoju. Jest dokładnie wprowadzony w problem i udzieli wszystkich dodatkowych informacji jeżeli będą potrzebne. - odpowiedział uprzejmie Artur wstając od stołu, a potem trochę głośniej odezwał się w kierunku drzwi. - Passepartout! Odprowadź pannę Spectre do pokoju. Masz jej uchylić nieba. Chociaż przybyła tutaj do pracy to na nasze zaproszenie i jest naszym gościem. - oczywiście wszystko po imieniu mężczyzny, który wprowadził Raquel do hotelu zostało wypowiedziane dopiero gdy znalazł się on w pokoju.
Zawołany tylko skinął głową na znak, że doskonale rozumie polecenie swojego szefa, a potem grzecznie wyczekując aż dziewczyna pożegna się z mocodawcą stał przy drzwiach. Gdy już wszelkie formalności zostały zakończone odprowadził ją do pokoju w identycznych warunkach w jakich poprowadził ją wcześniej do gabinetu.
Gdy dotarli do pokoju 1408 otworzył go kluczem i otwierając drzwi wpuścił czarodziejkę przodem.
Pokój wyglądał niesamowicie elegancko ale też luksusowo. To co w innych hotelach nazwano by rezydencją królewską tutaj było zwyczajnym wyposażeniem.
Część, którą widać było zaraz po wejściu stanowił kilku metrowy salonik, w którym stał stolik do kawy, dwie sofy, barek i biblioteczki. Ściany zdobiły obrazy, podłogę piękny dywan, a na kilku stolikach ustawionych pod ścianami stały różnego rodzaju rzeźby i drogocenne wazony.
Dalszą część stanowiła sypialnia, w której królowało wielkie łoże z baldachimem. Pod ścianą stała elegancko zdobiona toaletka oraz obszerna szafa i kufer.
Ostatnie dwa pomieszczenia stanowiły łazienka i ubikacja. Obie wyłożone kafelkami. Łazienka zawierała sporą wannę z hydromasażem, lustro na całą ścianę i gustowną umywalkę z niewielką półeczką na kosmetyki. W toalecie zaś był klasyczny, porcelanowy tron i również umywalka z lustrem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
Mermaid Heel


Liczba postów : 131
Dołączył/a : 05/11/2015

PisanieTemat: Re: Gospoda "Królewski Zajazd"   27.11.15 0:59

Artur może miał i rację, jednak Raquel zdawała sobie sprawę z jednej rzeczy. Czy to w książkach o złych duchach czy też na salonach lub w życiu codziennym, jedna rzecz pozostaje bezcenna. Ta, która jest spijana jak ambrozja przez pokrzywdzonych, ta do której modli się każda zdradzona osoba. Każdy człowiek ją odczuwa, jednak niektórzy mogą wyjść ponad nią i nie skorzystać z przywileju, który im przysługuje. W całym tym wywodzie chodzi rzecz jasna o coś tak trywialnego jak zemsta. Nie ma ona swojej ceny i jeśli taki żebrak znalazłby maga, który może mieć żal do Artura czy też kogokolwiek z obsługi tego miejsca, to szlachcianka nie widziała problemu w tym aby ten plebs chciał pokąsać bogatego. Mężczyzna wydawał się na dosyć pewnego albo na kogoś kto nie brał pod uwagę tej opcji. Mógł też być zaślepiony fortuną i uważać, że wszystko da się załatwić pieniędzmi. Białowłosa jednak wiedziała, że zemsta smakuje lepiej niż wszystko co można kupić za kryształy. Nawet najdroższa potrawa świata, nawet najlepiej wykonany cukierek nigdy nie będzie tak słodki jak to jedno ulotne uczucie, którego doznaj człowiek po dokonaniu swego. Rzecz jasna przychodzą zaraz za nią konsekwencje, a ludy Wschodnie wierzą w zjawisko karmy. Spectre jednak wierzyła w jedną zasadę. Jeśli człowiek nie ma nic do stracenia, a biedak zapewne nie ma, to może posunąć się do wszystkiego i nie myśleć o konsekwencjach. W każdym razie chciała pomóc mężczyźnie, nie tylko z pobudek czysto moralnych czy też zlecenia, ale również w celach przyszłościowych. Przecież gdzieś trzeba wyprawiać bankiety rodzinne oraz zapraszać gości, z którymi negocjuje się kontrakty, a gdzież indziej będzie dostatecznie dużo luksusów niż w tym miejscu? Miało swojską atmosferę, jak również odczuwalna była ta szlachetność. Idealne połączenie, by goście mogli się bawić a Artur na napiwki nie narzekałby, nawet jeśli dałby Spectre sporą zniżkę to mu się to zwróci.
Nie mogła jednak dzielić skóry na niedźwiedziu, bo najpierw musi rozwikłać tą zagadkę. Miło się uśmiechnęła do strapionego mężczyzny, w końcu wypadało teraz skorzystać z uroku osobistego, aby poprawić mu nastrój. Nie w sposób niemoralny, a zwyczajnie swoją prezencją. Czasami mężczyznę może zadowolić sam nieziemsko piękny uśmiech kobiety, który pokrzepi. Pokaże, że będzie lepsze jutro jak również da to poczucie tej wyższości. Więc po prostu położyła mu rękę na ramieniu i wykonała swój urokliwy uśmiech, rzucając jeszcze – Będzie dobrze. Proszę się nie martwić – po czym udała się wraz ze sługą w stronę pokoju 1408, pokoju który był nawiedzony. Została puszczona przodem, weszła do środka i rzuciła Passepartout, by odebrał kufer z jej rzeczami od jej woźnicy i przyniósł go tutaj.
Tymczasem ona weszła do środka, rozejrzała się uważnie po całym swoim mieszkanku. Przejechała nawet palcami po drewnianych elementach by ocenić stopień czystości, jednak to miejsce było iście królewskie. Po oględzinach wstępnych przysiadła na łóżku i zdjęła buty, które ustawiła przy drzwiach wejściowych. Czekała teraz na swój kufer, a skoro dywan wyglądał na czysty to znaczy że taki mógł być. Zwłaszcza w przy takich warunkach jakie tu panowały, mogła sobie pozwolić chodzić boso po tym dywanie. Następnie zaczęła się przeglądać tytuły książek w biblioteczce. Brała jedną książkę za drugą i spoglądała na okładkę. W międzyczasie pewnie gdzieś mógł się zaplątać sługa z jej kufrem. Rzecz jasna poprosiła, by postawić go na środku pokoju a z resztą da sobie sama rade. Potem podziękowała mu równie miłym uśmiechem co kierownikowi i kiedy drzwi zostały zamknięte pomyślała, że powinna zacząć śledztwo. Najpierw jednak chciała przyszykować sobie koszulę nocną, tak na zaś żeby jej potem nie szukać. Jeśli coś było tu ukryte, to nie mogło być na widoku ani łatwe do znalezienia. Będzie musiała poczekać na moment, kiedy to zawodzenie się zacznie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t1259-queen-of-roses#12741


avatar
Mistrz Gry


Liczba postów : 1283
Dołączył/a : 10/11/2014

PisanieTemat: Re: Gospoda "Królewski Zajazd"   03.01.16 4:34

Zgodnie z oczekiwaniami jakie można było mieć po renomie i kosztach hotelu dziewczyna nie mogła się do niczego przyczepić. Nawet jak na swoje wysokie standardy. W całym pokoju nie było nawet jednego płatka kurzu czy innego rodzaju zanieczyszczeń. Dosłownie można było jeść z podłogi, ale aż człowieka coś za serce ściskało na myśl o zniszczeniu tak perfekcyjnej czystości. Młody mężczyzna także dobrze wykonywał swoje zadanie. Bez słowa wyszedł po kufer, który przyniósł kilka minut później akurat gdy młoda szlachcianka przeglądała bogatą w bestsellery (ale dobrej jakości, nie jakiś chłam dla nastolatek) biblioteczkę. Postawił go w wyznaczonym celu i wycofał się do drzwi mówiąc jeszcze, że gdyby Raquel coś potrzebowała wystarczy, że przeleje trochę magii do lakrymy wkomponowanej w obudowę gustownej pozytywki, którą znajdzie na stoliku przy drzwiach.
Gdy tylko czarodziejka została sama mogła oddać się luksusowego wypoczynku. Według słów właściciela miała jeszcze sporo czasu przed ewentualną wizytą ducha. Zdążyła się odświeżyć i zrobić wszystkie inne niezrozumiałe dla mężczyzn kobiece rytuały i inne takie, a mimo to miała sporo czasu. Zatem zaczęła wypoczywać i czekać. I wreszcie gdy zegar wskazywał coś około 22.17 przez pokój poniosło się głośne zawodzenie.
- Buuuuuuu!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
Mermaid Heel


Liczba postów : 131
Dołączył/a : 05/11/2015

PisanieTemat: Re: Gospoda "Królewski Zajazd"   03.01.16 19:22

Bez wątpienia miejsce zostanie polecone znajomym arystokratom Raquel. Perfekcyjna harmonia oraz czystość, którą szkoda by było zaburzać. Co więcej, to byłby grzech tak uczynić czy nawet pobrudzić. Niebawem jej kufer został dostarczony do pokoju, kiedy to ona przeglądała książki. Literatura piękna, a zarazem będąca dziełem literackim. Jednak cóż innego spodziewać się po lokalu przeznaczonym dla książąt oraz magnatów? Pokiwała chłopakowi głową, kiedy ten powiadomił ją o istnieniu magicznego dzwonka na służbę. Jeszcze na dodatek w jakiej formie! Urocza pozytywka, bardzo gustowna zresztą a Raquel miała słabość do uroczych rzeczy, więc mimo tego że w kwestii ceny był to dosyć typowy dla niej przedmiot, to jednak samo to jak wyglądała stawiało ją dosyć wysoko.
Teraz pozostał kobiecy rytuał gorącej kąpieli, rzecz jasna nawet ona musiała do niego przystąpić jak każdy śmiertelnik. Z kufra wyciągnęła flakonik z olejkami zapachowymi i dodała do wanny, w końcu wampiry nie mogą się kąpać w krystalicznie czystej wodzie bez dodatków. Zaraz potem płyn do kąpieli i już mogła przesiedzieć dłuższy czas w gorącej wodzie, która dobrze wpływała na jej skórę ze względu na wcześniej dolane olejki. Po wyjściu powinna pachnieć jak kwiecisty ogród róż. Potem pozostały już tylko przygotowania w postaci rozczesania mokrych włosów, nałożenie balsamów na skórę oraz faktycznie reszty rzeczy których mężczyźni nie zrozumieją. Teraz Raquel była w swojej koszuli nocnej, w suchych już włosach i siedziała na łóżku, czytając jedną z książek. Nikt jej nie mógł zarzucić, że jest osobą nieoczytaną. Nie tylko czytała książki o magii, ale też powieści naprawdę wysokich lotów czy też atlasy. W skrócie miała całkiem sporą wiedzę, ale tego od niej wymagano na salonach.
Była jak ta lalka, którą każdy podziwia z daleka i chciałby mieć tylko dla siebie. Dołączoną do prywatnej kolekcji lalek, jednak jak bardzo taki człowiek się przeliczał kiedy okazało się że wewnątrz nie jest pusta. Czarodziejka od czasu do czasu zerkała na zegar, jak to zwykle człowiek robi instynktownie co jakiś czas, często nawet tego gestu nie zauważając.
Kiedy jednak wskazał 22:17 przez pokój przeszło zawodzenie ducha. Czarodziejka odłożyła książkę na półkę. Zdjęła swoje okulary do czytania i schowała je do zgrabnego, wampirzego etui które umieściła w torebce. Rzekomo duch zawodził i nie komunikował się, nawet z osobami związanymi z duchami. Pierwsze co Raquel sprawdziła to zegar. Czy nie ma przytwierdzonej do siebie jakiejś lacrymy, która aktywuje się z wybiciem określonej godziny. Starała się też zlokalizować źródło zawodzenia, chyba że rozchodziło się po pokoju z każdej strony, wtedy po prostu sprawdziła zegar. Zdjęła tarczę i zajrzała do środka urządzenia. Jeśli w zegarze nic nie było to złożyła go i przeniosła się na najmniej oczywistą rzecz, czyli pozytywkę. Otworzyła ją i opukała dokładnie czy gdzieś ma jakieś drugie dno czy coś takiego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t1259-queen-of-roses#12741


avatar
Mistrz Gry


Liczba postów : 706
Dołączył/a : 14/06/2015

PisanieTemat: Re: Gospoda "Królewski Zajazd"   06.01.16 14:16

Gdy dziewczyna otworzyła zegar, tam w sumie nic nie było. Można tak powiedzieć, jednak po chwili stało się coś dziwnego. Gdyż cały pokój pokryła dziwna fioletowa aura, która po chwili zaczęła się zmniejszać i w końcu wszystko w okół wciągnął zegar. Wraz z dziewczyną, inaczej mówiąc. Została ona wciągnięta przez zegar. Naglę znalazłaś się w tajemniczym miejscu, był to zwykły las. Tylko że biegały w nim dziwne istoty, takie jak. Szop dwumetrowy i inne powiększone zwierzęta, tak więc znajdywałaś się gdzieś. Nie wiadomo gdzie. Ogólnie stałaś na ścieżce, która prowadziła tylko w dwie strony. Do przodu i do tyłu, po za tym obok stała tabliczka. Która wskazywała kierunek, oraz miała napis.
Kod:
Do krainy czarów -->
Do magicznego ogrodu <--
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://img3.wikia.nocookie.net/__cb20120528123313/villains/image
Sponsored content





PisanieTemat: Re: Gospoda "Królewski Zajazd"   

Powrót do góry Go down
 
Gospoda "Królewski Zajazd"
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 6Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next
 Similar topics
-
» Gospoda "Królewski Zajazd"
» Gospoda pod świńskim łbem
» Gospoda Pod Świńskim Łbem
» Królewski Stos
» Gospoda Kirilija

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Fairy Tail New Generation :: Królestwo Fiore :: Era-
RadioAoi.plHalo PBFPBF ToplistaI love PBFPBF Toplista~**~.: ANIME TOP100 :.Najlepsze strony o Anime i Mandze w necie