IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Pub "Infinity"

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość


avatar
Sabertooth


Tytuł : Ulubiona para (nieoficjalna)
Liczba postów : 177
Dołączył/a : 10/08/2015
Skąd : Ranczo na wschód od Doliny Matza.

PisanieTemat: Pub "Infinity"   17.03.16 16:42

Z zewnątrz wygląda raczej niepozornie, szczególnie, że wejście do lokalu znajduje się w prześwicie, a nie od drogi prawie głównej. Zwykła kamienica z cegły, która kiedyś była czerwona, a teraz ma tę barwę jedynie pod wystającymi parapetami, gzymsami i tam gdzie się ukruszyła. Podobno pub miał kiedyś inną nazwę, ale gdy szyld z czarną, bilardową ósemką przechylił się o 90 stopni właściciel wolał ją zmienić niż męczyć się z naprawą, chociaż to może tylko miejska legenda. W środku też nie ma się czym zachwycać, no może poza przestrzenią, w końcu lokal zajmuje praktycznie całą, podpiwniczną przestrzeń budynku. Z racji położenia światło z zewnątrz wpada jedynie przez niewielkie okna znajdujące się tuż pod sklepieniem, ale czy to ważne, puby przecież ożywają dopiero po zmroku. Spora część lokalu zastawiona jest porządnymi, drewnianymi stołami o lakierowanych blatach, przy których stoją tak samo prymitywnie zrobione ławy, mimo to klub nie wygląda na spelunę, jest czysty, a obsługa wydaje się być sympatyczna. Poza miejscem przeznaczonym do jedzenia, lub chlania można tu znaleźć jeszcze odrobinę wydzielonego placu do tańczenia, kilka bilardowych stołów i jakieś tarcze do dartsów. Ot, pub.
______________________________

Ponowne poruszenie tematu kamienia wywołało u Kolta kolejną falę zażenowania, szczególnie, że początek wypowiedzi Trystiana brzmiał raczej jak założenie, niż stwierdzenie, iż historyjka kowboja o kompletnym przypadku stworzyła jakiekolwiek pozory wiarygodności, albo raczej jako ultimatum typu: "skoro ty kłamiesz to mi też daj". Z wymienionych wybieram opcję numer dwa, pięć punktów dla Gryffindoru (bo rudy) za poprawne typowanie reakcji, Kolt wybuchnął śmiechem, chociaż raczej po prostu się szeroko uśmiechnął i popatrzył z powątpiewaniem na rozmówcę. No proszę was, kot miałby kraść pieniądze? Nie mógł się chłopak wysilić wymyślając coś mniej absurdalnego? Rozbawienie nie trwało jednak długo, bo poważny wydźwięk wypowiedzi mógł sugerować, że albo chłopaczek z głodu ma jakieś omamy i rzeczywiście "widział" tego kota, albo cała wypowiedź ma zabarwienie ironiczne, a Trys wciąż ma żal o to uderzenie. Tak czy siak, Kolt nie miał nic przeciwko postawienie posiłku głodującemu, a tym bardziej nie jeśli było to w ramach rekompensaty za krzywdę.
- Nie musisz nawet zwracać, jestem Ci dłużny za cios w głowę - odparł wyjmując z wewnętrznej kieszeni płaszcza portfel, otwierając go i przeliczając banknoty. Akurat na obiad powinno wystarczyć pomimo dodatkowych kosztów jakimi obarczyło go zwiedzanie Magnolii. Cóż, może i po igrzyskach był całkiem kasiasty, ale nie nosił wszystkich swoich oszczędności przy sobie, przynajmniej nie musiał się obawiać, że jakiś dachowiec w krótką chwilę pozbawi go środków do życia.
No i poprowadził, najpierw wzdłuż rzeczki, a potem, jak zwykle na azymut. W Risei był już kilka razy, w końcu to z grubsza po drodze w każde miejsce, takie wszędzie i nigdzie. Poza tym wszystkie drogi i bezdroża prowadzą do tego miasta, nie sposób się zgubić jeśli nie jest się wybitnie uzdolnionym. Na "dziękuję" odpowiedział pytającym mruknięciem, nie bardzo rozumiejąc czego to może dotyczyć, bo chyba nie chęci zafundowania obiadu, a kolejne pytania zdecydowanie zbiły go z tropu, przez moment wydawało się nawet, że przez nie zgubił w tym lesie drogę.
- Magiem. Zmierzałem do gildii, która w przeciwieństwie do Fairy Tail znajduje się na kompletnym zadupiu, a jeśli coś przejedzie tamtędy częściej niż raz w tygodniu to już jest święto - odpowiedział zdawkowo, na wiele więcej nie miał czasu, ani za bardzo ochoty. Chłopaczek wydawał się być zdecydowanie nachalny, ale może po prostu nie miał ostatnio okazji z nikim porozmawiać. Z resztą po stosunkowo krótkim spacerku nasza fantastyczna dwójka dzikich mieszkańców lasu i tak wyłoniła się z krzaków tuż przed miastową bramę wjazdową, a po kolejnych kilku minutach znalazła się pod drzwiami do lokalu, który odpowiadał Koltowi i jego kieszeni. Kowboj nie bardzo orientował się w wyborze usług gastronomicznych oferowanych w Risei, ale tutaj zdarzyło już mu się bywać i doskonale wiedział, że można dobrze zjeść, a kucharz potrafił z dosłownie niczego wyczarować praktycznie każde danie. Może nie wykwintne, ale na pewno sycące i przede wszystkim dobre. Prawdziwy entuzjasta swojego zawodu pracujący w tak niepozornej knajpie.
- Odpowiada ci to miejsce, czy powinniśmy poszukać czegoś innego? - zapytał jeszcze przed wejściem, w końcu tym razem nie był sam, a nie będzie przecież ciągał Trystiana po barach wbrew jego woli. Na siłę to żadne zadośćuczynienie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t1099-kolt-w-trakcie#10344


avatar
Neutralni Magowie


Tytuł : Ulubiona para (nieoficjalna)
Liczba postów : 116
Dołączył/a : 02/03/2015
Wiek : 23
Skąd : Connecticut

PisanieTemat: Re: Pub "Infinity"   17.03.16 21:52

Chłopak zignorował wątpliwe spojrzenie. Wiedział, że mówi prawdę i tyle mu wystarczyło. Jakiś Kolt nie musi mu wierzyć. Najważniejsze, że się dogadali i "wymówka", która nie była wymówką- przeszła. Czuł się głupio żerując tak na pieniądzach Kowboja. W końcu to uderzenie tak naprawdę było niczym a teraz czuł się jakby wykorzystywał, w sumie to nieznajomą osobę. Tym bardziej, że Tris już dawno stwierdził, że jest wystarczająco samodzielny i będzie żył na własną rękę. A teraz naglę potrzebuje jakiejś zapomogi? Bardzo się mu to nie podobało. No ale co miał innego zrobić? Dyskutować? Zezłościć chłopaka? Wszystko się ułoży, jak tylko spotka tego rybojada. Niech no go tylko dorwie. Biedny, nie będzie w stanie latać do końca sezonu na ryby. Za dużo śledziopodobnych rzeczy w tym poście. Na kolejne zdanie kowboja, rudzielcowi zaświeciły się oczy i "zrobiły się jak pięć złotych".
- Jesteś magiem? Ale super! I jeszcze należysz do gildii?! Ale szczęściarz! Pewnie należysz do najsilniejszych, co nie?- Chłopak naprawdę mu imponował takimi głupimi błahostkami. Młody zaczął się zastanawiać nad jego rodzajem magii. Może coś związanego ze strzelaniem? Kowboje- strzelaniny- czemu by nie magia? A ostatnim pytaniem chciał się po prostu lekko podlizać. Ale naprawdę od razu uznał go za światowej klasy maga. Przeczucie? Kompletny subiektywizm.  - Pokażesz mi jakieś sztuczki?- Dodał, chcąc zobaczyć coś niebywałego i interesującego. Prawdzie powiedziawszy, mag nie widywał by ktokolwiek używał przy nim magii. Więc zobaczenie czegoś poza swoją, mogłoby być naprawdę bardzo ciekawym przeżyciem. No ale dosyć o zachwycaniu się. Tris patrzył się w Kolta jak w obrazek. Był naprawdę super chłopakiem. Co prawda "znali" się od... chwili, a neutralny mógł już wymienić wiele pozytywnych cech. Fajnie byłoby mieć takiego przyjaciela, to na pewno. A jeszcze pewniejszym jest, że szybko przyzwyczajający się do otoczenia i ludzi Trystian, najpewniej nie będzie chciał się rozdzielić od kowboja. W końcu jest jeszcze tyle do dowiedzenia się o nim. Tyle do odkrycia, poznania. I tak naprawdę- nigdy dość. W końcu ludzie są bardzo interesujący, a co dopiero ktoś taki.
- Oczywiście, że wchodzimy!- Powiedział tylko i wszedł do środka. Rozejrzał się dokładnie. Nic nadzwyczajnego, ale miejsce miało swój klimat. Taki, który spodobał się młodemu. Odwrócił się do Kolta po czym z oczami "kotka" poprosił go o zamówienie prostego obiadu z kotletem i piwo. Tak. Na najprostszą rzecz miał ochotę i do tego piwo. Tak dawno go nie pił, a tak bardzo kochał i miał ogromną chęć. Byłby skłonny nawet zrezygnować z żywności, byleby dostać alkohol. To było nr 1 na jego liście życzeń. Za to mięso było na 3 miejscu.
Tris grzecznie zajął miejsca, blisko stołów do bilarda. Prawie od samego wejścia patrzył się na nie i nie potrafił odwrócić wzroku. Coś dostrzegł? Spodobały mu się, czy co? Mogło się to zdawać trochę dziwne, bo naprawdę nie mógł zwrócić uwagi na nic innego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t541-trystian-mooh#4467


avatar
Sabertooth


Tytuł : Ulubiona para (nieoficjalna)
Liczba postów : 177
Dołączył/a : 10/08/2015
Skąd : Ranczo na wschód od Doliny Matza.

PisanieTemat: Re: Pub "Infinity"   18.03.16 0:24

Oho, a jednak ma pieniądze, chociaż nie mam pojęcia po jakim kursie we Fiore chodzą pięciozłotówki, ale pewnie jakiemuś numizmacie (albo kolekcjonerowi organów) dałoby się je opylić za niezłą sumkę. No chyba, że to są kolorowe soczewki, wtedy taniej.
- Tak, chyba właśnie to powiedziałem? - potwierdził swój zawód deczko zaskoczony i zażenowany nagłym wybuchem entuzjazmu. Ten chłopak wyglądał na niewiele młodszego, a zachowywał się jak szczeniak, któremu mama czytała za dużo bajek o magach na dobranoc i teraz marzy o zastaniu, lub spotkaniu najpotężniejszego z nich. Mimo wszystko przyznać trzeba, że Trystian trafił dokładnie w ten jeden czuły punkt jeśli chodzi o ego kowboja. - Cóż, Sabertooth ogłasza się wszem i wobec, że JEST najsilniejszą gildią, no a podczas Igrzysk udało nam się zająć drugie miejsce, zaraz po neutralnych- odparł miło połechtany, mimo że doskonale zdawał sobie sprawę, iż otrzymał właśnie komplement od lizusa, a przynajmniej taki wydźwięk miało ostatnie pytanie i jak to zwykle miał w zwyczaju, gdy czuł się zmieszany, lub zakłopotany odwrócił wzrok i położył dłoń na karku trąc szyję oraz znak swojego tygrysiego przytułku.
Jakby pychy i dumy z własnej gildii było mało kolejne pytanie całkiem zbiło go z tropu. Sztuczki? Czy on serio myśli, że magia sprowadza się do tasowania kart i wyciągania niekończącej się chusty z rękawa? A może to Kolt myśli, że Tryst myśli, że... no nieważne, nic prócz faktu, że niewiele z zaklęć kowboja można by zakwalifikować do miana magicznych sztuczek. Akurat Kolt był zdania, iż ani magia, ani broń palna nie służy do zabawy, mimo to coś tam dziwnego posiadał w zanadrzu, jednak nie ciągnęło go ku szpanowaniu własnymi umiejętnościami, a na pewno nie od tak, na zawołanie.
- Może kiedyś... No a Ty? Strzelam, że nie rusałką, ani rybakiem, ale wciąż nie jestem w stanie zrozumieć czemu żeś ślęczał na głodniaka nad leśnym strumyczkiem - odpowiedział z szelmowskim uśmiechem dając chłopakowi nadzieję, jednak mając raczej na myśli "może jednak nie pokażę". Nawet jeśli to tylko fajerwerki, czy inne bezużyteczne zaklęcia kowboj nie kwapił się jakoś do upubliczniania swojej magii tylko i wyłącznie dla zabawy. Wciąż traktował ją jako narzędzie do obrony, ewentualnie ataku, a bawić można się było w konwencjonalny sposób. Na przykład spijając się w knajpie.
Kolt wysłuchał prośby i zostawiając towarzyszowi zadanie wyszukania wolnego stolika zbliżył sie do baru gdzie zaczepił jedną z kelnerek, porozmawiał z nią trochę opierając się o długi, barowy blat łokciem, śmiejąc się i ze dwa razy wskazując skinieniem na siedzącego w okolicy stołów do bilardu chłopaka. Prawda, Tryst mógł zwrócić uwagę na coś innego, na przykład na urodę brunetki przyjmującej zamówienie, ale cóż, może dla niego stoły rzeczywiście były bardziej atrakcyjne. Mogło się zdawać, że rozmowa z dziewczyną trwa wieczność, jednak zaledwie po kilku zdawkowych zdaniach Kolt wygrzebał z portfela zapłatę i wrócił dotrzymać rudzielcowi towarzystwa, przy okazji niosąc dwa, litrowe kufle złotego trunku. Może gdyby znał myśli Trystiana czuł by się bardziej jak sponsor niż dobry samarytanin, ale na razie wszystko było w jak najlepszym porządku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t1099-kolt-w-trakcie#10344


avatar
Neutralni Magowie


Tytuł : Ulubiona para (nieoficjalna)
Liczba postów : 116
Dołączył/a : 02/03/2015
Wiek : 23
Skąd : Connecticut

PisanieTemat: Re: Pub "Infinity"   18.03.16 2:00

Tris szeroko uśmiechał się jak ten opowiadał o swojej gildii. Więc tygryski, tak? Mogłoby być zabawnie. W głowie chłopca pojawiło się parę myśli i ich rozwinięć. Najsilniejsza gildia? Ciekawe czemu zawdzięcza te swoją pozycję. Aż tacy silni magowie się w niej znajdują? A może ma jakiś specjalny "klucz" do sukcesu? Potrzebował coraz więcej informacji. Coraz więcej pytań pojawiało się w jego głowie, a on chciał chłonąć informacje bez końca. Jednak zdawał sobie sprawę, że to dość niestosowne, ponadto najpewniej zasypałby Kolta ilością za-pytajników. Jeszcze ten by się zdenerwował. Jest silny, tak? Rudzielec mimowolnie zrobił się bardziej czujny. Powinien się go bać? Raczej nie, ale kto wie.
- Ale jak to? Nie wyglądam na typową rusałkę?- Powiedział tylko i zrobił smutną minę. Dosłownie na chwilę, bo potem sam się zaśmiał. Jakoś słowo "rusałka" było zabawne. Miał nadzieję, że chłopak naprawdę uwierzy w dalsze słowa...-No bo kot mi zabrał wszystkie pieniądze i wszędzie go szukałem. Po czym się zgubiłem. I potrzebowałem chwili uspokojenia, odpoczynku i ogólnie odstresowania się. Ogólnie zapomnienie o tym głupim pchlarzu, który mnie wyrolował...- Wszystko cały czas mówił z powagą. Jakby naprawdę to się wydarzyło. Bo... wydarzyło!
Kiedy Kolt tak flirtował sobie spokojnie z kelnerką, Trystian myślał, że wysadzi ten bar w powietrze. Co to? Czemu? Sam nie miał pojęcia. Ale w głowie pojawiały mu się okropne rzeczy, które chętnie by zrobił ów ladacznicy. Jak ona wygląda. Naprawdę pozwalają w takim stroju przychodzić do pracy? W jego myślach "biedna" dziewczyna cierpiała katusze. Popieściłby ją chętnie ogniem w niektórych miejscach dla frajdy. Rzeczywiście ten bilard był o wiele bardziej atrakcyjny i podniecający niż ów brunetka wyglądająca jak typowa Halina spod monopolowego. Może tylko w wyobrażeniu neutralnego? Bardzo neutralna opinia o tej dziewczynie, nieprawdaż? Oho, Kolt chyba sobie przypomniał, że nie przyszedł sam. Całe szczęście. Gorzej by było jakby poszedł w drugą stronę na zaplecze. Wtedy można by było stwierdzić, ze nastała gorąca atmosfera. Tylko teraz pytanie od czego... bo chyba nie od ciała Haliny. Kiedy kowboj podszedł do stolika, Trystian szybko złapał piwo i zaczął łykać je, jakby nic nie pił od prawie miesiąca. Jednak wciąż miał swoje limity. I też nie chciał się upić. No może troszkę. Więc ostatecznie prawie połowę wypił na "hey now". W końcu zasada "chluśniem bo uśniem", co nie? Tylko może trochę za bardzo chlusnął. No ale co poradzić. Miał ochotę, zdenerwowany. Potrzebował leku na rozluźnienie się, a alkohol na takie magiczne cudo wyglądał.
- Sympatyczna ta kelnerka, nie?- Powiedział uśmiechając się i zamykając oczy. A w głowie znowu pojawiały się obrazy płonącego ciała kobiety. - Wyglądasz na niezłego flirciarza. Coś jej nagadał? hmm?- Zachowywał się... normalnie. Prawda? W sumie na luzie to wszystko wypowiedział. Chociaż w głowie pojawiała się zupełnie inna intonacja. Musiał na chwilę przystopować ze słowami, bo zaraz się zapędzi. Skupił się na gapieniu się w stoły i piciu piwa. No i oczywiście słuchaniu Kolta. Aczkolwiek delikatne zirytowanie dało się wyczuć. A może to była żądza mordu?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t541-trystian-mooh#4467


avatar
Sabertooth


Tytuł : Ulubiona para (nieoficjalna)
Liczba postów : 177
Dołączył/a : 10/08/2015
Skąd : Ranczo na wschód od Doliny Matza.

PisanieTemat: Re: Pub "Infinity"   18.03.16 3:41

Po co Kolt miałby iść na zaplecze? Przecież kucharz powinien doskonale wiedzieć jak przyrządzić prostego, zdolnego zaspokoić głód rudzielca kotleta (miejsce nr 3 na liście) z frytkami (zapewne nr 2, po coś zostało puste) no chyba, że tam akurat miała być surówka. Jeśli sprawdzi się teoria o posiadaniu takich samych fetyszy, to z pewnością wylądowałyby tam ogórki kiszone. Z resztą umiejętności kucharskie kowboja kończyły się na zrobieniu kanapki, albo odgrzaniu gotowego dania, więc by tylko na tym zapleczu zawadzał. Szczególnie jeśliby razem z Haliną zablokował dostęp do worków z ziemniakami, bo wtedy nici z frytek. No ale za dużo gdybania, przejdźmy do faktów.
Na widok nastolatka żłopiącego alkohol jak samotny Szwajcar na Oktoberfeście Kolt zamrugał kilkakrotnie, po czym sam klapnął naprzeciwko chłopaka, pociągnął solidnego łyka i starł wierzchem dłoni pianę z ust. Tak, zrobił to wszystko, a ten pierwszy jeszcze nie skończył.
- O piciu też przez kilka dni zapomniałeś? - zapytał pół żartem pół serio wciąż nie będąc pewnym czy ma do czynienia z normalnym, ale roztargnionym i biednym człowiekiem, czy z jakimś kompletnym psycholem, który właśnie w tej chwili, pod niewinnym wyrazem twarzy kryje myśli pełne mordu i brutalności. Nie, Tryst nie wyglądał na takiego co ucina głowy, czy rączki, to nie Jisho, ani kapitan straży, a już na pewno nie nic gorszego, prawda? Kolt jakoś nie potrzebował pomocy jeśli chodzi o rozluźnienie, a piwo dla siebie zamówił raczej do towarzystwa, jednak patrząc na prędkość pochłaniania trunku przez Trystiana to on niedługo zostanie na placu boju sam i będzie musiał chłeptać gapiąc się na Trysta wciągającego kotleta. Pociągnął drugi raz i to właśnie wtedy padło pytanie, więc spojrzał na pytka znad rantu kufla oraz niemo przytaknął przełykając złoty trunek.
- Helen? - Patrz, prawie trafiłeś! Nie żebym właśnie wymyśliła to imię. - Jasne, że jest sympatyczna, jakby była wredna, to by nie poświęciła mi nawet chwili - odparł z uśmiechem, po czym odstawił praktycznie pełen, w porównaniu do Trystowego, kufel na blat. Pierwsze z pytań wydawało się być zwykłym zagajeniem, usilnym staraniem rozpoczęcia rozmowy, jednak kolejne lekko Kolta zaniepokoiły. Zdjął kapelusz i odłożył go gdzieś obok, na stole, po czym uniósł brwi w wymownym geście typu "O co ci w ogóle chodzi!?", mimo tej konsternacji starał się nie zniszczyć luźnej atmosfery i udał, że nie dostrzegł drugiego dna, jakiekolwiek by ono nie było.
- Nie jestem flirciarzem i nie mam powodzenia u kobiet. Po prostu się zdziwiła, że tym razem nie przyszedłem sam i zamawiam coś innego niż zwykle, to jej odpowiedziałem, że znalazłem Cię w lesie i przygarnąłem, bo zostałeś porzucony przez kota. Chyba się bardzo nie minąłem z prawdą? - odparł usilnie starając się obrócić sytuację w żart, mimo to atmosfera zrobiła się jakaś ciężka. Uśmiechał się jeszcze przez chwilę, jednak z każdą sekundą mina mu rzedła, a gdy kąciki całkiem opadły westchnął i oparł policzek na pięści. - Dobrze, już nie będę o tobie gadać, nie masz się co tak spinać.
Tuż po tych słowach przylazła sama Halina z dymiącym półmiskiem, którego połowę zajmował spory sznycel, dwie trzecie fura frytek, a całą resztę jakaś mieszanka sałatek, postawiła go przed Trystianem, a wracając do swoich obowiązków poczochrała kowbojowi włosy jednocześnie puszczając oczko do rudzielca. Płacili jej tu za podrywanie klientów, czy co?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t1099-kolt-w-trakcie#10344


avatar
Neutralni Magowie


Tytuł : Ulubiona para (nieoficjalna)
Liczba postów : 116
Dołączył/a : 02/03/2015
Wiek : 23
Skąd : Connecticut

PisanieTemat: Re: Pub "Infinity"   18.03.16 4:29

Trystian powoli zaczął się orientować co mu chodzi po głowie. Dopiero teraz, w momencie upojenia zaczął pojmować swoje myśli. Alkohol naprawdę ma to coś w sobie, dzięki czemu ma się szersze patrzenie na swoją sferę psychiczną. A chwilę później ciało zareagowało tworząc prawie, że całą czerwoną twarz. Opcje były dwie. Albo to mrugniecie wywołało taki efekt, albo przez alkohol. A może opcja: jedno, drugiego nie wyklucza? Jest jeszcze możliwość czegoś niewymienionego. Ale kto by tam wiedział? Kompletnie zignorował poczochranie włosów Kolta. Aczkolwiek miał ochotę pójść za nią i urządzić sobie miłą rozmowę.
- N...Nie no. Możesz mówić o czym chcesz. Po prostu poczułem się nieswojo.- Wymyślił coś na szybko. Był lekko upojony i nie wszystko mogło mieć jakiś większy sens. Ale przecież nie zacznie tutaj gadać o prawdziwym powodzie jego zirytowania. Poza tym, czy on nie chciał ukryć tego zdenerwowania? Już sam zaczął się mieszać co mówi i jak. Zrobił głęboki wdech i wydech, po czym spojrzał na talerz. Już nie raz było widać jakże wielkie wychowanie Kolta. Więc bez zbędnych ceremonii zaczął jeść. Pierwszym odruchem jaki chciał wykonać, było czekanie na danie dla Kolta. Bo... coś sobie zamówił, prawda? Jedzenia nie było końca a szczerze mówiąc Trystian delektował się każdym kęsem. Nie spieszył się chłopak z jedzeniem, tak jak z piwem.
- A kiedy przyjdzie Twoje danie?- Rzucił szybko po czym popił dużym łykiem piwa. To dziecko powinno natychmiast przestać, bo może się to źle skończyć.W pewnym momencie popatrzył się wręcz z łzami w oczach na kowboja. - Bo too jest... pyszne!- To mogło być zabawne, żeby tak prostym daniem się zachwycać. Czyżby ten dzieciak tak rzadko jadał, że zwykły stek byłby w stanie go aż tak uszczęśliwić? Chociaż bardziej prawdopodobnym byłoby, że właśnie ta prostota dania jest w tym taka pyszna. Gdyż ile razy można jeść w najlepszych, polecanych przez smakoszy restauracjach itp.? Każdego by znudziło takie życie pudelka. Ten czas musiał naprawdę szybko mijać, albo przez upojenie, Trystian stracił kompletnie samopoczucie, bo w mgnieniu oka został już tylko kawałek kotleta i trochę frytek. Cała reszta została wręcz pochłonięta. Jakby zniknęło mu parę minut życia. No mniejsza. Chłopak potrzebował przerwy i jednocześnie spalenia tego. Więc czas było się ruszyć. Ale nie przesadzajmy od razu, nie na jakieś gigantyczne spacery, czy biegi. Wstał z miejsca i złapał Kolta za rękę. - Chodź... pograjmy.- Ledwo dał radę wypowiedzieć te słowa i chwiejnym krokiem zaczął iść w stronę stołów bilardowych. Jednocześnie nie puszczając ręki kowboja. Rumieńce oczywiście nie znikały mu z twarzy. Tylko tym razem bardziej prawdopodobne, że przez alkohol. Albo młody Tris ewoluował i tak teraz będzie wyglądał? colorS pofarbował mu twarz? Nie ważne! I tak tego nie widzi, dopóki nie podejdzie do lustra. A Koltowi to nie przeszkadza, prawda?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t541-trystian-mooh#4467


avatar
Sabertooth


Tytuł : Ulubiona para (nieoficjalna)
Liczba postów : 177
Dołączył/a : 10/08/2015
Skąd : Ranczo na wschód od Doliny Matza.

PisanieTemat: Re: Pub "Infinity"   18.03.16 6:05

Kolt w ogóle nie miał pojęcia co siedzi Trystianowi w głowie. Może to i dobrze, jedno rozczarowanie mniej, nawet wzrastające stężenie alkoholu we krwi nie pomagało w zrozumieniu wypowiedzi i zachowań tego młodzika. Przeczesał palcami włosy poprawiając rozczochraną fryzurę na jeszcze bardziej rozczochraną, ale nie zasłaniająca już oczu i sącząc piwo przyglądał się jak tamten pochłania obiad. Procenty odrobinę mąciły mu wzrok, ale to przecież tylko jedno piwo, więc wciąż uważnie biegał spojrzeniem od twarzy przez widoczny zza stołu korpus, aż po dłonie siedzącego na przeciw chłopaka i analizował tiki. Może z nudów, a może z przyzwyczajenia. Ojciec zawsze go uczył by najpierw poznać zachowania i odruchy celu nim pociągnie się za spust. Nie żeby Kolt miał zamiar polować na Trysta, w sumie jest chyba całkowicie odwrotnie, ale jakiś głupi nawyk snajpera nie pozwalał mu oderwać od niego wzroku. Interpretuj to sobie jak chcesz czytelniku.
- Nie przyjdzie, to nie ja mdlałem z głodu - odparł i po raz kolejny przechylił kufel już nawet nie kłopocząc się by oderwać polik od pięści. Jeszcze trochę tak posiedzi, a mu się odciśnie logo RIOTu (lokowanie produktu) i zostanie chodzącą reklamą. Zapewne wiedział jakie stawki królują na rynku pracy na stanowisku "hot-dog rozdający ulotki i temu podobne", więc zapobiegawczo rozprostował palce i od tej chwili opierał się już na całej dłoni śledząc uważnie ruch każdej frytki z talerza do ust głodomora. Mogło to wyglądać odrobine jakby sępił, jednak te kawałki ziemniaka w ogóle go nie obchodziły, po prostu się poruszały, a więc przyciągały wzrok. Tyle. Przez moment nawet przeszło mu przez myśl, by jeszcze trochę powypytywać chłopaka o jego prawdziwą tożsamość, ale jak na razie otrzymywał tylko bajeczki o rusałkach i kotach złodziejach, nie spodziewał się też niczego więcej, więc poprzestał na obserwowaniu zagłady kolejnych kęsów.
Atmosfera stawała się monotonna i melancholijna, pewnie gdyby Kolt więcej wypił zacząłby się robić senny, a tak tylko wpadł w pewien rodzaj transu, z którego wyrwało go szarpnięcie za ramię i propozycja gry.
- Wiesz w ogóle jak? - zapytał rozbawiony i nawet nie fatygował się by wyrwać rękę, z resztą tak gwałtowny ruch mógłby pozbawić równowagi tego, który teraz dla odmiany ledwo trzymał się na nogach z przejedzenia i przepicia. Podświadomie cieszył się, że Tryst wybrał akurat bilard, bo w jego stanie rzutki nie miały po prostu prawa bytu. Z resztą nie tylko one. Nie trafisz chłopie, po prostu nie trafisz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t1099-kolt-w-trakcie#10344


avatar
Neutralni Magowie


Tytuł : Ulubiona para (nieoficjalna)
Liczba postów : 116
Dołączył/a : 02/03/2015
Wiek : 23
Skąd : Connecticut

PisanieTemat: Re: Pub "Infinity"   19.03.16 0:10

Na pytanie chłopaka, ten tylko się uśmiechnął i całkowicie z siebie dumny odparł:
- Nie mam pojęcia. Ale nauczysz mnie!- Zaśmiał się i mocniej go pociągnął. W między czasie szybko łapiąc za swoje piwo i robiąc kolejny duży łyk. Nie chodził jakby był nie wiadomo jak mocno upity, ale jego kroki też nie należały do najtrzeźwiejszego człowieka. W pewnym momencie jego ruchy zmieniły się, jakby tańczył, a raczej szedł do jakiejś piosenki. Może to było spowodowane po prostu dobrym humorem? Ach ten ukochany trunek, potrafi tyle zmienić. Doszli. Oczywiście do stołu bilardowego. Trystian szybko ułożył bile po czym wziął dwa kijki i jeden podał Koltowi. - To... od czego zacząć?- Wydukał nie wiedząc za bardzo jak się ustawić i co zrobić. Stwierdził, że poczeka na ruch kowboja, po czym postara się go idealnie odwzorować. Miał też nadzieję, że dostanie jakieś wskazówki co ma robić. Bo tak szczerze mówiąc to wiedział tylko, że trzeba uderzać białą kulką o inne. I one mają wpadać do tych dziurek po bokach. Tak? Tylko tyle? Czy może kryła się za tym jakaś większa analogia, jakieś zasady? Sztuczki? W każdym razie, obserwując sobie blondyna, Trystian zamoczył usta w piwie i zaczął się bawić... pijąc. Po prostu mając dziób w alkoholu, zaczął sobie powoli sączyć napój. Bez przerwy. Czy on próbował dzisiaj być niezdolny do dalszego samotnego życia? Bo w sumie jak tak dalej będzie, to chłopak będzie kompletnie niezdolny do samodzielnego funkcjonowania, chodzenia i innych czynności. Ale jeszcze wszystko było w jak największym porządku... jeszcze. Zaczął podpierać się o ten kijek, którym się uderzało w kuleczkę i patrzył na kowboja. Był ciekaw jak dobry jest w te grę i jak bardzo zniszczy go w bilardzie. W końcu Tris pierwszy raz będzie grał i oczywistym jest, że przegra. Ale czy strzelec zlituje się nad nim i opuści trochę poziom, jakby grał z dzieckiem? Czy może wręcz przeciwnie? Zero litości?
Zerknął w stronę baru, bo jego alkohol powoli zaczął się kończyć, jednak w momencie kiedy zobaczył Halinę, od razu mu się odechciało. Było parę powodów, czemu nie mógł wziąć więcej. Jednym z nich było to, że już nie chciał więcej naciągać Kolta na pieniądze. A drugim oczywiście obawa o "biedną" kelnerkę, która mogłaby nie przeżyć bliskiego spotkania z Trisem. Bądź co bądź, ale mag jakoś od początku jej nie trawił, bardzo ciekawe czemu... może gdyby nie było tych śmieszków i głaskania blondyna, to patrzyłby na nią łaskawszym wzrokiem. A tak to odczuwał w stosunku do kobiety tylko i wyłącznie chęć mordu. No...może jeszcze jakieś tortury. Szybko jednak zwrócił wzrok z powrotem na "tygrysa". To był znacznie przyjemniejszy widok.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t541-trystian-mooh#4467


avatar
Sabertooth


Tytuł : Ulubiona para (nieoficjalna)
Liczba postów : 177
Dołączył/a : 10/08/2015
Skąd : Ranczo na wschód od Doliny Matza.

PisanieTemat: Re: Pub "Infinity"   22.03.16 16:05

Kolt został dotargany do stołu bilardowego i tam na chwilkę porzucony. Przyglądał się z rozbawieniem niezbyt umiejętnemu przygotowaniu do gry, jednak nie odzywał się ani słowem. Dopiero po otrzymaniu kija podszedł do ustawionych w trójkącie bil i obrócił go o 180 stopni, tak, by wierzchołkiem w końcu skierowany był w stronę białej, a następnie zaczął wypatrywać kredy. Bezskutecznie. No muszę Cię rozczarować Tryst, jednej ze scen, których prawdopodobnie oczekiwałeś nie będzie, bo ktoś zajumał kosteczkę. Kowboj tylko wzruszył ramionami, sam też nie był jakimś mistrzem gry w bilard, a więc było mu nawet bez różnicy czy uderza profesjonalnym kijem, czy może kawałkiem szczotki, a Trystowi to nie powinno w ogóle przeszkadzać.
- Tego, że zabawa polega na uderzaniu kijem w białą bilę, tak by trafiła rykoszetem jedną z kolorowych, a ta ostatnia do jednej z łuz chyba nie muszę tłumaczyć. Jeśli po uderzeniu biała kula nie dotknie żadnej innej kolejny gracz może ją sobie ustawić w dowolnym miejscu, dokładnie taka sama sytuacja następuje, gdy biała bila wpadnie do otworu. Jest wiele odmian bilarda, ale w tej, którą znam każdy z dwóch graczy wybiera czy chce wbijać połówki, czy pełne, po czym, by wygrać próbuje wyczyścić stół ze swoich kul i dopiero na koniec wbić czarną ósemkę. Wbicie jej przed pozbyciem się wszystkich kolorowych danego rodzaju powoduje natychmiastową przegraną - wytłumaczył najprzystępniej jak umiał. Na temat tej gry można by wygłosić wielogodzinny wykład, ale po co skoro Trystian może się nauczyć w trakcie, albo i tak nie załapać nic z wykładu poświęcając więcej uwagi samemu wykładowcy niż jego słowom.
Podrzucił kij łapiąc go bliżej grubszego końca, nachylił się nad stołem opierając lewą dłoń na pokrytym suknem blacie i ustabilizował cieńszą końcówkę kładąc ją pomiędzy kciukiem, a środkowym palcem. Nawet nie wiesz jak się nastarałam by poprzednie zdanie nie zabrzmiało dwuznacznie. No ale wracając do kija i kulek, po krótkiej chwili przeznaczonej na przymierzanie się do uderzenia biała bila została gwałtownie pchnięta ku trójkątowi rozbijając go. Pełne oraz połówki rozsypały się w miarę równomiernie po całej powierzchni stołu, jednak żadna nie trafiła do łuzy. Peszek, albo Tryst miał niesamowite szczęście nowicjusza. Tak czy siak nadeszła jego kolej. Kolt przyjrzał się temu śmietnikowi, który sam stworzył, przeszedł kilka kroków i wskazał kijem leżące na jednej linii z narożną łuzą dwie bile.
- Tę, czerwoną jedenastkę będzie ci łatwo wbić - zasugerował, po czym odsunął się chłopakowi z drogi i oparł dłonią o podwyższony brzeg blatu czekając na rozwój wydarzeń, narzekania na brak nieumiejętności, zezy i tym podobne zachowania częstokroć spotykane u nowicjuszy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t1099-kolt-w-trakcie#10344


avatar
Neutralni Magowie


Tytuł : Ulubiona para (nieoficjalna)
Liczba postów : 116
Dołączył/a : 02/03/2015
Wiek : 23
Skąd : Connecticut

PisanieTemat: Re: Pub "Infinity"   23.03.16 2:23

Chłopak dokładnie wsłuchiwał się w słowa Kolta. Nie chciał pominąć niczego co ten powie. Nie wydawało się to najtrudniejsze. Zasady w tumie też były dość jasne. Czego tu więcej chcieć? Czas na praktykę oczywiście! No i zaczyna kowboj. Trystian nie chciał przegapić żadnego istotnego ruchu. Może jest coś specjalnego na rozpoczęcie tury? I pierwsze co ujrzał to dość... specyficzną pozę. Co prawda przecież wiedział jak wygląda gra w bilarda. Jednak gdy ten się nachylił, Tris po prostu nie mógł. Nie mógł się w stu procentach skupić na uderzeniu bil, bo wzrok co chwila lądował na tyłku strzelca. Przez co ten ZNOWU najzwyczajniej w świecie zamieniał się kolorem z burakiem pospolitym. Ot tak sobie o. Z wielkiej przyjaźni do sałatki z buraków. Taaa. Naglę usłyszał uderzenie. -Co, jak, gdzie. On już zaczął?!- wszystkie te pojedyncze słowa pojawiły się w jego głowie. Nawet nie zwrócił uwagi na ustawienie rąk. Ani najważniejsze uderzenie. Ponadto nie wiedział, czy jakaś bila wpadła. W takim razie, teraz jego kolej, tak? Chłopak był bardzo zmotywowany, w końcu nie chciał przegrać. A nawet nie o to chodziło. Chciał pokazać się od jak najlepszej strony. Czy to w ogóle ma jakikolwiek sens? Ale czy każdy pijany człowiek zastanawia się nad swoimi myślami? Nie za bardzo. Po prostu je ma.
Trystian przejechał tylko kciukiem po kapce i sam przyjął dobrze znaną pozycję- ze wcześniejszych obserwacji. Praktycznie idealnie ją odwzorował- w końcu jak inaczej, skoro był aż zanadto skupiony na tym. No i pojawiły się schody. Nie miał bladego pojęcia co dalej robić. Więc trzeba udawać, że wszystko jest w jak najlepszym porządku. Jedną ręką trzymał za uchwyt rączki, a drugą podtrzymywał szczytówkę, by wycelować we wcześniej wskazaną bilę przez Kolta.
- A więc ja mam połówki.- Powiedział tylko i skupił się na białej kulce, która miała piękną linię prostą do dziurki, mając pomiędzy czerwoną. Ale... czy on na pewno widział dobrze te linię? Mogła się wydawać trochę... kręta. Stół niczym pole golfowe. A kij porównywalny do wierzy Eiffla. Ale co tam. To tylko jakieś kręciołki i w ogóle. Kto by się tam tym przejmował. Trystian jednak na moment zrobił się wręcz śmiertelnie poważny i od razu po szybkim mrugnięciem oka- pchnął kij, by ten trafił w białą bilę, która dalej spełni swe zadanie. Od momentu ustawienia do samego pchnięcia czas mógł się dłużyć niemiłosiernie. Ale reszta to była dosłownie sekunda. Strzelił jakby był zawodowym bilardzistą, który dobrze wie co robi i po prostu korzysta z łatwego punktu. I... trafił. Wszystko poszło idealnie. Czy on aby na pewno pierwszy raz w życiu grał w te grę? Szeroki uśmiech od razu pojawił się na twarzy chłopca, powaga wyparowała a ten podniósł się z wręcz błyszczącymi się oczami i zaczerwienionymi policzkami od alkoholu. Zbliżył się niebezpiecznie blisko do Kolta i delikatnie się chwiejąc powiedział cicho - Udało się.- Z pełną, ogromną satysfakcją. Miał nadzieję, że ten go w jakiś sposób pochwali, powie jakieś miłe słowa? Na pewno byłoby to jeszcze bardziej motywujące i napędzające chłopaka do dalszych wyczynów. Czy może w ogóle na takie dobroci liczyć ze strony kowboja?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t541-trystian-mooh#4467


avatar
Sabertooth


Tytuł : Ulubiona para (nieoficjalna)
Liczba postów : 177
Dołączył/a : 10/08/2015
Skąd : Ranczo na wschód od Doliny Matza.

PisanieTemat: Re: Pub "Infinity"   25.03.16 20:26

No nie spodziewał się, że pójdzie mu aż tak łatwo. Zazwyczaj początkujący nie są w stanie zrobić poprawnego mostka i nie chodzi tu o zdolności gimnastyczne, stopień rozciągnięcia Trysta, ani czyjeś tam fetysze, a zwyczajną fizykę gry, no a bez mostka obsuwał im się kijek i zwyczajnie nie trafiał w białą bilę, lub ledwo ją muskał doprowadzając do faulu. Ten chłopak jednak wyprowadził czysty i dokładny strzał, a nawet udało mu się nie wbić białej. Może to czysty fart, może wrodzona celność w każdym aspekcie, a może mały blef? Kolt nie należał raczej do ludzi nieufnych i nie zakładał od razu, że spotkany, pytający się o drogę koleś będzie chciał go zabić, albo że pierwszy, lepszy policjant zapragnie wyłudzić od niego kilkanaście tysięcy, a więc Trysta też raczej o nic nie podejrzewał, no ciekawe jak się rozczaruje po fakcie. Oczywiście chodzi mi tutaj o przegraną w bilard ze smerfem.
Jeśli w głowie kowboja zrodziły się jakiekolwiek wątpliwości co do doświadczenia Trysta w grze, a zapewniam, że to nie nastąpiło, to po wręcz dziecinnym, ogromnym bananie co mu wyrósł na twarzy w następstwie udanego strzału musiały te małe podejrzenia wyparować. Żaden kłamczak bez fabularnego aktorstwa nie miał szans wymusić takiego uśmiechu, a z tego co wiem Trystian zatrzymał się na jubilerstwie i... jeździectwie!? Nie wnikam, chociaż fakt, że rozpieszczony włóczykij patataja lepiej niż kowboj z krwi i kości trochę mnie dobija.
Akurat ta z moich postaci nie potrzebuje przestrzeni osobistej o promieniu pięciu metrów, ani też nie bije łopatą po śledzionie za jej naruszenie, ale zachowanie kilkucentymetrowego odstępu byłoby całkiem wskazane. Cofnąć się nie miał jak, bo stół akurat raczył stanąć mu za plecami, a więc tylko się odrobinę odchylił. Serio, połączenie nadmiaru alkoholu z kotletem schabowym, którego panierka chyba została jeszcze rudzielcowi między zębami nie należy do najlepszych, jednak mimo tych dyskusyjnie przyjemnych doświadczeń Koltowi udzieliła się radość ze strikea (nie ta gra) i odwzajemnił się uśmiechem nieurozmaiconym elementami obiadu.
- No brawo! Szczerze mówiąc myślałem, że spartolisz pierwsze uderzenie i się zniechęcisz - odparł kładąc dłoń na ramieniu uchachanego chłopaka - Dopóki wbijasz bile jest twój ruch. Dawaj dalej, zobaczymy czy to był czysty fart, czy może zapowiedź wielkiego talentu - dodał półżartem, jednak niesamowicie ciekawy, czy i tym razem Trystowi wyjdzie czyste uderzenie. To byłoby nader zaskakujące, ale również niesamowicie ciekawe. Kolt był zmuszany od dziecka do gry w bilard z bratem, a wciąż ledwo pykał, jak ciapa, a temu chłopakowi szło za pierwszym (?) razem naprawdę nieźle. Prawdę powiedziawszy kowboj był pod sporym wrażeniem, nawet jeśli ciężko było wyczytać to z jego słów, lub tonu, to źrenice mu się rozszerzyły, a oczy lekko zabłysły. Jeśli Tryst utrzyma formę to może być całkiem wyrównana, a co za tym idzie sprawiająca przyjemność rywalizacja.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t1099-kolt-w-trakcie#10344


avatar
Neutralni Magowie


Tytuł : Ulubiona para (nieoficjalna)
Liczba postów : 116
Dołączył/a : 02/03/2015
Wiek : 23
Skąd : Connecticut

PisanieTemat: Re: Pub "Infinity"   26.03.16 2:42

Nie widząc żadnego zachwytu ze strony Kolta, zapał chłopaka lekko opadł. Ale była jeszcze nadzieja! W końcu Trystian zawsze ją widzi. A pierwsze słowa ze strony kowboja były na tyle zachęcające, by coś wymyślić aby dostać w końcu jakąś pochwałę. Czemu chciał by ten go chwalił? Dobre pytanie. Po prostu nastolatek tego chciał i koniec. A jak to rozpieszczony dzieciak- musi dostać to co chce. A więc co dopiero dowiedział się o kolejnym ruchu. Sprawa nie wydawała się najprostsza. Młody mag spojrzał się na stół i wizualizował sobie bile jakby były przeciwnikami. Zaczął dodawać sobie jakieś udziwnienia jak to on miał w zwyczaju i na koniec- wymyślił. Ustawił się po drugiej stronie stołu i zaczął celować w prawie sam środek ścianki. Postanowił sobie, że to zrobi i byłby w stanie wiele postawić na ten jeden ruch. Nie chciał by poprzednie trafienie wyszło na "fart nowicjusza". Nie satysfakcjonowało go to. Nagłe włączenie stu procentowego skupienia i pchnięcie kija. Jednak tym razem za bardzo nie szczędził na sile. Biała bila odbiła się od ściany prawie, że pod kątem prostym i trafiła zieloną czternastkę, która skierowała się prosto do dołka. Tris był jeszcze bardziej podjarany i poczuł się jak zwycięzca. Wypiął język i lekko go zagryzł, jednocześnie prostując tylko palec wskazujący i środkowy, układając z nich literę "V". Mistrz dzikich min? Czy może pracował kiedyś jako idol w jakimś podrzędnym animcu niczym fairy tail? Gorsze byłoby pisanie na forum o tej tematyce. Wait...
W każdym razie po tej minie zaczął skakać z radości jak dziecko. Był nawet moment w którym prawie nie zaliczył(Kolta) bliskiego spotkania(z Koltem) z podłogą. Jednak w porę się ogarnął i spojrzał się na kowboja z lekkim zmieszaniem i miną jakby chciał powiedzieć "Im ok"
- Jesteś dobrym nauczycielem- i zaśmiał się, kierując się w róg stołu, by mieć lepszy dostęp do "tej białej". Trochę go irytował fakt, że po trafieniu ma się kolejny ruch. Kto to wymyślił?! Beznadzieja. Najtrudniej było wymyślić jak wygrać a jednocześnie mieć się na co popatrzeć. Jedynie wzruszył ramionami na swoje myśli i szturchnął bilę delikatnie, by tylko dotknęła innej- przeciwnika. Celował w nie swoją? Za to sytuacja na stole była po stronie Trystiana. Czemu? Gdyż najpewniejsza bila, którą Kolt mógłby trafić była tak ładnie usytuowana, że ładne wypięcie było gwarantowane. -Ups...- Powiedział tylko pod nosem i podparł się na kiju, trochę dalej od stołu, czekając na ruch Kolta. Czy on był kiepski w aktorzeniu? Ta cała sytuacja nie wyglądała na zbyt naturalną. Coś kombinował... prawda? - To teraz Twój ruch, tak?- No i oczywisty, typowy uśmiech na końcu zdania skierowanego do Koltusia ♥.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t541-trystian-mooh#4467


avatar
Sabertooth


Tytuł : Ulubiona para (nieoficjalna)
Liczba postów : 177
Dołączył/a : 10/08/2015
Skąd : Ranczo na wschód od Doliny Matza.

PisanieTemat: Re: Pub "Infinity"   28.03.16 3:13

Konsternacja, lekkie zmarszczenie brwi, nachylenie się w kierunku stołu oraz uważna obserwacja, to wszystko co dotknęło i na czym skupił się Kolt, widząc jak Tryst próbuje wykonać karkołomne uderzenie, które nawet kowbojowi (jakby to był jakiś wzorzec) nieczęsto wychodziło. Chciałeś zachwytu? No to masz szok. Przysłowiowa kopara opadła do łuzy. Niby cios rudzielca nie był jakimś nadzwyczajnym wyczynem dla średnio zaawansowanego bilardzisty, jednak akurat ten chłopak wydawał się nie grać nawet naście razy w swoim życiu, już sam brak znajomości zasad wiele mówił o stopniu wtajemniczenia oponenta, a jednak szło mu jak z płatka. Kolt był całkowicie przekonany, że tym razem nie ma bata by weszło i właśnie z tego powodu w odpowiedzi na przesłodzony gest idolek z serii shoujo zareagował zastygnięciem oraz wybałuszeniem gał zakończonym wielokrotnymi mrugnięciami pełnymi niedowierzania. Wprawdzie w swej euforii Tryst jednak utrzymał równowagę, Koltowi za to wymsknął się z zesztywniałej ręki kij i rypnął z trzaskiem na podłogę. Huk natychmiast go ocucił, zmieszany szybko schylił się po badyla, ale podnosząc go też nie wykazał się najlepszą koordynacją ruchową. Czyżby stresik związany z nagłą, możliwą wizją przegranej z nowicjuszem?
- Tak? Dziękuję... - odpowiedział niepewnie, nie mając pojęcia kiedy w ogóle próbował nauczyć Trysta czegokolwiek prócz zasad, a i to wyszło mu raczej średnio. Co tu się w ogóle działo i czemu Kolt wciąż nawet nie pomyślał, że może być robiony w balona? Zdolności aktorskie Trystiana pozostawiały wiele do życzenia, z resztą tak samo jak mentorskie Kolta, a mimo to jeden się uczył, a drugi nabierał. No masakra!
- Nom, mój - odparł lakonicznie, drapiąc się po potylicy i starając wymyślić jakąś strategię oraz jakby tu ugryźć zaistniałą na stole sytuację. Granatowa dwójka zdawała się być wyjątkowo łatwa do wbicia, jednak pozostałe pełne znajdowały się całkowicie po drugiej stronie ściany stworzonej z połówek. No piękne ustawienie, po prostu cudowne! Pochylił się praktycznie kładąc w poprzek stołu, postarał się stłumić niepokój, dokładnie wycelował i ostatecznie dobił muśniętą przez Trysta bilę trafiając nią w jedną ze środkowych łuz, a przy okazji próbując ustawić białą tak, by jakiekolwiek, kolejne uderzenie należało do wykonalnych. Teraz obrał za cel pomarańczową piątkę, ale innej możliwości jak rykoszetem od ścianki nie było. Obszedł stół mierząc uważnie, chociaż na oko, kąt uderzenia wymagany do czystego strzału i z dezaprobatą zauważając, że może brakować mu kilku stopni, blokowanych przez pechową trzynastkę. No nic, uwielbiana przez Trysa pozycja, mostek, głęboki oddech i silny, nie całkiem pewny cios poskutkowały puszczeniem w ruch białej bili, a ta wysłała pełną ku upragnionemu celowi i... felerna piątka odbiła się kilka razy od brzegów na samym wejściu do narożnej łuzy, aby ostatecznie stanąć w miejscu. Gdyby miała twarz z pewnością szczerzyłaby się teraz szyderczo, albo nawet rzuciła jakąś uszczypliwą uwagę w kierunku kowboja, ale nie, stać ją było tylko na kpiącą pozycję.
- No i to by było na tyle - rzucił z przepraszającym uśmiechem. Jakby umiał z chęcią pokazałby Trystowi jakieś podkręcone, albo poprzebijałby białą nad innymi bilami, ale cóż, strzelanie pociskami szło mu zdecydowanie lepiej niż gra w kulki. Czuł, że zamienił się z Trystem odrobinę miejscami i teraz to rudzielec dominował (w grze!), miał jednak nadzieję, że mimo początkowej porażki, no nie ukrywajmy, nie popisał się zbytnio, jakoś uda mu się dotrzymać chłopakowi kroku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t1099-kolt-w-trakcie#10344


avatar
Neutralni Magowie


Tytuł : Ulubiona para (nieoficjalna)
Liczba postów : 116
Dołączył/a : 02/03/2015
Wiek : 23
Skąd : Connecticut

PisanieTemat: Re: Pub "Infinity"   29.03.16 4:56

Trystian cały czas dokładnie obserwował Kolta. Szczególnie w momencie, kiedy ten szykował się do strzału. Jego myśli i wszelkich fantazji nie mógł ogarnąć sam mag. Starał się opanować, jednak to było dość trudne. Uderzył się lekko w policzek i w tym momencie bila poleciała w stronę celu. Nie udało się. CO. Jak Tris mógł nie mieć najmniejszych problemów z trafieniem do celu, a Kolt znowu miał? Co to za facet, który nie potrafi trafić w dziurę?! Dobra. To luźne pisanie idzie w bardzo złą stronę.
Młody mag powoli zaczął podchodzić do kowboja i z wciąż zarumienionymi polikami cicho spytał, albo raczej poprosił? Powiedział? - Chcę piwo. Mogę?- Wtedy można było zauważyć puste naczynie należące do rudego. Nawet nie zauważył kiedy cały alkohol po prostu "wyparował" a ten poczuł się spragniony. Jak widać potrzebował więcej. Tyle go nie satysfakcjonowało. A, że sam w chwili obecnej był bez grosza, to żył na łasce blondyna. Ale Kolt pozwoli, prawda? Nie należy chyba do takich skąpych osób, które nie postawią... piwa...nieznajomemu. Oczywiście Trystian postarał się też o słodkie, kocie oczka, które siłą rzeczy, z łatwością wyłapał od Atsu. Ileż to już razy widział, jak ten kot prosi o darmową rybkę, czy o inne przyjemności. Teraz był test chłopaka. Czy uda się wyprosić chociaż jeszcze jedną dolewkę? Bez względu na decyzję kowboja- ten skierował się do stołu i bez jakiegokolwiek dłuższego myślenia, trącił bilę jakby w losową stronę. Co prawda przez lekkomyślność, jak i niewymierzanie celu i tym podobne, małe były szanse naa. Trafił. Wraz z białą bilą poleciała dziesiątka. Obie wleciały do wlotu. W takim razie powinna przepaść kolejka Trystiana, prawda? Ale punkt się liczy, co nie? Młody nie był za bardzo pewien i w tym momencie spojrzał pytająco na Kolta. Pojawiło się lekkie zestresowanie, swoją niewiedzą jak i bezradnością. Czuł się bardzo niekomfortowo i nie wiedział co powinien teraz zrobić. Więc po prostu stał i się nie ruszał. Zamarł. Wziął głęboki wdech i czekał aż blondyn wykona swój ruch. Założył z góry, że teraz on będzie strzelał, bo w końcu jak już mówił- białą wtedy ustawia przeciwnik. Więc... teraz on będzie się wypinał? To znaczy strzelał? To byłoby całkiem logiczne. Na samą myśl, chłopak znowu pogrążył się w swoich myślach. Chyba potrzeba tu Atsu, który najpewniej powiedziałby coś typu "Tris... nie myśl. I tak Ci nie wychodzi". Przynajmniej wtedy byłby bardziej przywiązany do ziemi i jego duch nie wylatywałby ot tak sobie, by wkręcić się w rozmarzanie. Stawało się to coraz bardziej problematyczne, bo chłopak coraz mniej zaczynał zapamiętywać momentów ze swojego życia. Jak niby miał pamiętać, jak teoretycznie go przy nich nie ma? Bo wchodzi do swojej sfery wyobrażeń i tym podobnych. No po prostu tragedia z tym dzieckiem. Tu się pojawia kolejny punkt, czemu tak bardzo potrzebuje kota, do odpowiedniego funkcjonowania. Swoją drogą, zaczął się mocno zastanawiać, co się z nim dzieje i czy jeszcze w ogóle żyje. Przy okazji, czy nie wydał wszystkich pieniędzy, które de facto należały do maga. Dodatkowo ciekawiło go, jak zareaguje kowboj na poznanie Atsu. W końcu chyba coś nie za bardzo uwierzył w istnienie złodziejaszka. Tyle pytań, tak mało odpowiedzi. A Trystian zaczynał się powoli nudzić bilardem. Chciał czegoś co da więcej adrenaliny. Więcej zabawy. Czegoś, przy czym będzie mógł zmarnować resztki swojej energii, której w sumie nie wiele zostało. Ciekawe która godzina ich zastała...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t541-trystian-mooh#4467


avatar
Sabertooth


Tytuł : Ulubiona para (nieoficjalna)
Liczba postów : 177
Dołączył/a : 10/08/2015
Skąd : Ranczo na wschód od Doliny Matza.

PisanieTemat: Re: Pub "Infinity"   30.03.16 4:00

A gdzie proszę? Taki zdany na łaskę, a wychowany gorzej niż Ivrina i bardziej obcesowy niż rozpieszczony bachor. Do tego jeszcze ta roszczeniowość, ja rozumiem, że dostał w głowę kamulcem i coś mu się należy, ale chyba nie tak powinno się to egzekwować. Krótka wypowiedź Trysta sugerowała, że gdyby Kolt powiedział stanowczo "Nie" w odpowiedzi ujrzałby tarzającego się po ziemi i płaczącego nastolatka. Zapewne coś w tym stylu i nie jest to pod żadnym względem sugestia.
- Drugie? Nie za dużo? Już po jednym jesteś cały czerwony - zauważył i podkreślając swoje słowa poklepał rudzielca, po pasującym do barwy włosów policzku. Bardzo możliwe, że sam Trystian nie zauważył swojego szkarłatnego koloru i wypieków, ale naprawdę wyglądał jak po kilku głębszych. Może pół kufla na raz nie było jednak najlepszym pomysłem.
- Jak mi obiecasz, że nie będę musiał po tym znosić towarzystwa pijanego w sztok i bełkoczącego nastolatka, to ci domówię - postawił ultimatum. Nie żeby uważał, że zaledwie dwoma, czy trzema piwami da się urżnąć, jednak czym innym można było wytłumaczyć stan towarzysza jak nie nadmiarem alkoholu? Może ma głowę słabszą niż Azjaci. Jeśli Trystian przystał na tę "umowę" Kolt pomachał do nikogo innego jak Haliny, po czym wskazał na jeden całkiem pusty, a drugi praktycznie opróżniony kufel, potem wykonał jeszcze kilka gestów nie do końca zrozumiałych dla osób pobocznych, ale dla kelnerki z pewnością, a po jakiejś minucie na stole pojawiły się dwa, tym razem już standardowej wielkości kufle. Kowboj czekając i obserwując popisowy strzał Trisa dopił resztki poprzedniego napoju rozluźniając się dzięki niemu odrobinę, przechylił głowę strzelając kośćmi w karku, poprawił porządnym łykiem z dolewki i teraz mógł grać. Piątki nie ruszał, była jakaś felerna, ustawił więc wyciągniętą z łuzy białą bilę do czystego strzału wymierzonego w bordową siódemkę. Trafił, a jakże, w końcu to szczęśliwa liczba, przynajmniej dziś i w tej chwili, udało mu się nawet stworzyć takie ustawienie, by wbicie rykoszetem tym razem było jednak wykonalne. Zielona dziewiątka też w łuzie, a Tris mógł cieszyć się całkiem długim combo wypięć i prawidłowych, sportowych pozycji. Po tym wbiciu odsunął się kawałek od stołu, z pomocą piwa przeanalizował sytuację i doszedł do wniosku, że czas teraz jednak na praktycznie wbitą piątkę, wystarczy musnąć. Pochylił się, unormował oddech i w skupieniu przygryzł wargę, po czym... powtórka z rozrywki. Ta bila naprawdę kurczowo trzymała się życia i całkiem szczerze pragnęła zhańbić strzelca o zerowej celności.
- To jest jakaś klątwa - westchnął przeczesując dłonią włosy, a że na porażki pomaga tylko alkohol (wcale nie!) znów sięgnął po kufel. Tak, tym razem to Kolt szybciej opróżniał swoje naczynie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t1099-kolt-w-trakcie#10344


avatar
Neutralni Magowie


Tytuł : Ulubiona para (nieoficjalna)
Liczba postów : 116
Dołączył/a : 02/03/2015
Wiek : 23
Skąd : Connecticut

PisanieTemat: Re: Pub "Infinity"   31.03.16 0:55

Gest jaki zrobił Kolt delikatnie zaskoczył Trisa. Złapał się po chwili za policzek i po prostu uśmiechnął, zaczynając zdejmować bluzę.
- Po prostu jest mi bardzo gorąco.- Stworzył szybką wymówkę, która w sumie była prawdą. Alkohol, przebywanie z Koltem i tym podobne po prostu działały w taki sposób, że chłopak był cały rozpalony. Najchętniej to zdjąłby z siebie wszelkie ubranie, zostając w samych bokserkach. Albo i nawet bez nich. Jednak oczywistym było, że nie wypada. To w ogóle jest chyba prawnie zabronione. Czy nie? Można? Niewiedza to ciężki orzech do zgryzienia, bo wtedy nie ma się pojęcia, czy coś robić, czy jednak się powstrzymać. Jednak chłopiec mimo jakiegoś większego upojenia, wciąż potrafił ocenić, że to nie należy do najlepszych z jego pomysłów. Nastąpiły strzały Kolta. Trystian myślał, że do końca gry ten nie trafi ani razu. A tu proszę. Jaka zmiana. Wtedy też zrobił się bardzo skupiony. Wzrok badał każdy ruch kowboja, każdy skrawek ciała. Przez to ciepło ciała wcale nie spadało. Potrzebował jakiegoś uspokojenia. Czegoś zimnego, coś co go trochę ocuci. Bez namysłu chwycił za piwo i jakby nigdy nic zaczął pić jakby była to woda a on był po wielkim maratonie. Kiedy zobaczył, ile w rzeczywistości wypił, ponownie na jeden głębszy- w jego głowie pojawił się strach. Przed chwilą obiecał, że wszystko będzie w porządku, nie będzie pijany. A w tym momencie nie byłby tego taki pewien. Szczególnie, że kołyszący się świat nie wydawał się taki znowu normalny. Chyba jakoś w tym momencie blondyna szczęście opuściło, albo wręcz zamieniło miejscami z szatańską piątką- bilą, która wciąż nie dawała za wygraną i nie zamierzała chować się do łuzy. Rudy jakby nigdy nic po prostu olał cały temat. Może nie zauważy? Może chłopak da jeszcze radę zachowywać się normalnie? Najgorsze jednak jest to, że ciało może odmówić posłuszeństwa i ujawniać stopień upojenia. Trystian błagał, by wszystko poszło dobrze. Jego kolej. I teraz dopiero mógł się popisać swoją zdolnością gry w bilarda. Teraz nie grał nawet jak początkujący. Ustawił się dobrze, wszystko w porządku. Gdyby jeszcze tylko umiał trafić w białą bilę. Miał nadzieję, że Kolt jest... ślepy? Nie zauważy ile rudzielec wypił, gorszej koordynacji i jakże okropnej gry. Tak. Aż naglę poof. Trafił! A nawet jakaś bila wpadła(SOSCondoms)! Sam nie mógł w to uwierzyć. Bo nawet w żadną nie celował. Prawdzie mówiąc nawet nie patrzył na stół. Chciał po prostu trafić kijem te białą ladacznicę, która puka się ze wszystkimi o innych kolorach. Rasizmu jej zarzucić nie można. No ale... Tris znalazł ładną, czarną bilę znajdującą się w łuzie. Super... Sam nie wiedział, czy się cieszyć czy płakać. Jednak ciało wybrało te drugą opcję i do oczu chłopaka napłynęły łzy. Najzabawniejsze w tym wszystkim było to, że nie było mu przykro. Jakby ciało samo z siebie reagowało. Szybko zaczął przecierać oczy, chcąc ogarnąć je. Czy to jakaś alergia naglę się pojawiła, czy diabli wiedzą co. Wyglądał jak jakieś rozbeczane dziecko. Na całe szczęście ciało i umysł jeszcze w miarę dobrze reagowały. Przynajmniej jeżeli chodzi o ustanie w jednym miejscu. W sumie przejść się po prostej też by był w stanie. Jeszcze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t541-trystian-mooh#4467


avatar
Sabertooth


Tytuł : Ulubiona para (nieoficjalna)
Liczba postów : 177
Dołączył/a : 10/08/2015
Skąd : Ranczo na wschód od Doliny Matza.

PisanieTemat: Re: Pub "Infinity"   01.04.16 2:50

Gorąco? Praktycznie w piwnicy? Ja rozumiem, że Halina w swoim kelnerskim uniformie wygląda całkiem ponętnie, ale żeby zaraz ogrzewała swym seksapilem całe pomieszczenie? A może właściciel "Infinity" kupił w końcu nowe kaloryfery?
Po zaliczeniu... kolejnej życiowej porażki Kolt odwrócił się w kierunku stolika i własnego napoju spostrzegając, że Tryst zawzięcie stara się z nim ścigać. Jakoś nie miał zamiaru bawić się w kto pierwszy skończy... napój (Czy ja nie umiem już dziś używać innych czasowników?), jednak pragnienie wzięło górę. Tak to już jest z piwem, że po jednym przychodzi chęć na kolejne, a po dwóch parcie na pęcherz. Posłał bili spojrzenie, tak złowieszcze, że powinna się przestraszyć i sama wskoczyć do łuzy, jednak nie dało to kompletnie nic, bo kulki chyba nie czują przednim strachu, ani respektu. Ale kto czuje? No nic, piątka była tak bardzo niegodna uwagi, jak jej godny był strzał Trisa. Nie wiedzieć czemu po alkoholu zarówno pozycja, jak i przyłożenie do strzału wydawało się być idealne, może to piwo mamiło wzrok Koltowi, a może przez nie Trystian zapomniał się pilnować i udawać początkującego, jednak tuż przed uderzeniem w białą dziecko w bajcepsie kopnęło, a rudzielcowi przez to ręka zboczyła z kursu i we wspaniałym stylu udało mu się wbić czarną ósemkę. Przynajmniej ja myślę, że dokładnie taki był powód spartolenia tego ruchu. Kowboj szczerze się zaśmiał, po czym podniósł się z ławki by pogratulować przegrywowi większemu niż on sam, lecz wtedy zobaczył, że ten płacze. Coś mi się zdarzyło słyszeć, że kobietom w ciąży wariują hormony, a co za tym idzie mają nagłe wahania nastroju i zmiany upodobań, ale Tris był po pierwsze mężczyzną, a po drugie... wciąż poddaję w wątpliwość diagnozę doktor Kuugen.
- Hej, wszystko w porządku? - zapytał kładąc rękę na ramieniu chłopaka. Jasne, że nie było w porządku, przecież on jest zdrowo popierdolony! Kolt, uciekaj stąd jak najdalej, a najlepiej weź ze sobą jeszcze Halinę! Retta czeka na ciebie w gildii i tęskni. No ale co tam może słyszeć moja postać, co nie tylko złapała się na trik z mdleniem w lesie, a teraz jeszcze mięknie jej serduszko na widok łez.
- Tylko nie mów mi, że w ten sposób się ochładzasz - dodał żartując i mając nadzieje, że w jakiś sposób podniesie to beksę na duchu. Jakoś nie mógł uwierzyć, że ten nagły napad płaczu jest spowodowany przegraną, a znikąd też się raczej nie wziął, prawda? Może Trys tęsknił właśnie za swoim wyimaginowanym kotem-złodziejem, a może za jeszcze bardziej wyimaginowanymi pieniędzmi. Tak czy siak nie świadczyło to dobrze o jego psychice. Ciekawe tylko co stanie się z psychiką Kolta gdy ten w końcu pozna Atsu i Trysowe klejnoty. O walucie piszę!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t1099-kolt-w-trakcie#10344


avatar
Neutralni Magowie


Tytuł : Ulubiona para (nieoficjalna)
Liczba postów : 116
Dołączył/a : 02/03/2015
Wiek : 23
Skąd : Connecticut

PisanieTemat: Re: Pub "Infinity"   02.04.16 0:10

Ciepło od Haliny uniformu "kelnerki"? Takim strojem nadawała się tylko do jednego. Na pewno, nie do bycia na tym stanowisku, na jakim się znajduje. Bardziej pasowała do kurtyzany. Dla ubogich. Bezdomnych. Bez pieniędzy. Charytatywnie. Za to najpewniej przez twarz była zmuszona wywozić gnój. A, że wszystkie kobiety musiały uciec z tego miasta i pewnie została tylko ona- została kelnerką w barze. Jak było zapotrzebowanie to wzięliby nawet krowę. W sumie wiele różnicy nie było. NIE. Skreślamy. Bo jeszcze Kolt ukazałby swoje zapędy do dojenia. Nie żeby Trystian miał jakieś przeciwwskazania, no ale jednak nie chciałby widzieć kowboja dojącego Halinę z Wykopów, zwaną Brudnotwarzą. No ale dosyć o podludziach.
Chłopak otarł łzy i cicho się zaśmiał na "żart" Kolta. - Chyba muszę wyjść z pomieszczenia. Nabrać powietrza i w ogóle. Może się przejdziemy? Tak w ogóle też wypadałoby znaleźć Atsu, durnego kradzieja moich pieniędzy. Niech no ja go tylko dorwę...- Ostatnie słowa wypowiedział pod nosem, z widoczną złością. No nie mógł uwierzyć jak ten mały, podły kocur mógł zrobić coś takiego. Karygodne. Tris przez to całe zdenerwowanie musiał ochłonąć i dopił piwo. Ok, od razu lepiej. - A może nie chciałbyś pójść do gorących źródeł? Tak naprawdę, właśnie tam miałem zamiar wstąpić od samego początku, jednak ten kot zabrał mi pieniądze i nie było zbytnio możliwości. Obiecuję, że tym razem ja stawiam! Nie ma możliwości, by Atsu wydał wszystkie pieniądze.- No bo taka prawda. Nie było możliwości. Niby jak? Musiałby naprawdę dużo ryb kupić. Nie dałby rady. A nic innego w sumie nie uszczęśliwiało exceeda. A Tris zaproponował, bo w sumie- przecież tam podobno więzi się zacieśniają, prawda? Zawsze mówią by iść z przyjaciółmi, znajomymi, rodziną do onsenu, by poprawić relacje. Stworzyć mocniejsze i lepsze. Coś było w tym złego? Chyba każdy myślał o tym wypadzie, pod tym kontem. Prawda? Co nie, rudzielcu? Chłopak podczas zapraszania, oczywiście zrobił minę proszącego kotka #5, by Atsu. No skoro od samego początku, tak bardzo chciał tam pójść. A teraz dodatkowo może pójść z kimś! A relaksacja i obmycie jest dobre w każdym momencie. Tym bardziej, że nastawał wieczór i co innego można robić poza kąpielą i położeniem się spać? No dobra, w sumie jest mnóstwo rzeczy do zrobienia. Jednak mimo wszystko- onsen musi zostać zaliczony! Bezgildiowiec nie da za wygraną. Za bardzo chce tam iść.
- To jak? Idziemy?- Jeszcze raz promiennie się uśmiechnął i czekał na odpowiedź kowboja. A. I gdyby tylko przyszło mu na myśl podejście do "kelnerki" o nietypowej urodzie końskiego zadka, to tym razem Trystian oczywiście podszedłby z nim. Nie wykluczone, że potykając się o własne nogi, by móc "niechcący" wpaść na Kolta i w ten sposób uchronić się od skrzywdzenia. Kolt- dobra podpora. A w sumie to też mogłoby być spowodowane tym lekkim upojeniem przez rudzielca. W każdym razie. Każda wymówka, by dotknąć blondyna jest w porządku. Co nie?
No i najzwyczajniej w świecie opuścili bar. Nie było po co tu znowu wracać. Obsługa fatalna!
z/t with Kolt


Ostatnio zmieniony przez Trystian dnia 05.04.16 2:48, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t541-trystian-mooh#4467


avatar
Sabertooth


Tytuł : Ulubiona para (nieoficjalna)
Liczba postów : 177
Dołączył/a : 10/08/2015
Skąd : Ranczo na wschód od Doliny Matza.

PisanieTemat: Re: Pub "Infinity"   03.04.16 18:17

No to chyba w pierwszym akapicie powinnam pokłócić się o wygląd i pochodzenie Haliny, ale tego nie zrobię, bo ona rzeczywiście jest jakoś mało ważnym NPCem i chyba nigdy więcej jej nie spotkamy. Tak samo przydałoby się poruszyć kwestię Kolta i dojenia, owszem umie, ale nie sprowadza się to do jakiejś obsesji, ani fetyszu, jak to jest w przypadku Ivriny i grzebania, ale mi się nie chce, ot leniwa jestem, więc przechodzę do posta właściwego.
- Dobrze, możemy się przejść - odparł odkładając kij na brzeg bilardowego stołu, wyciągając jeszcze kilka drobniaków za dolewkę piwa i rzucając je na stół koło niedokończonego kotleta i pustych kufli. Być może znalazł się tam nawet jakiś napiwek dla Haliny, a może jednak tym razem biedny, wyprztykany z mamony Kolt poskąpił. Słysząc dalszą wypowiedź rudzielca uniósł brew i spojrzał się na niego z lekką nutą politowania. Skoro mają znaleźć jakiegoś urojonego kota co ukradł mu pieniądze to onsen chyba poczeka i to długo. Kowboj nie bardzo wyobrażał sobie tych poszukiwań. Będą chodzić po śmietnikach i trzepać każdego sierściucha z okrzykiem "oddawaj klejnoty"? No chyba nie. A co jak trafi się wykastrowany?
- Może najpierw znajdźmy tego... Atsu - odparł wymijająco i jakoś wcale nieporuszony słodką minką chłopaka, a raczej mu współczując ze względu na (domniemaną) chorobę psychiczną i dziwną paranoję, które już zdążył u niego zdiagnozować. Jasne, że nie ma możliwości by Atsu wydał wszystkie pieniądze, to KOT! Nie ma też możliwości by jakikolwiek kot ukradł mamonę rozumiejąc jej wartość. Nawet fakt, że Tris "znał" imię poszukiwanego niespecjalnie pomagał, bo co z tego, że będą nawoływać jakiegoś pchlarza po imieniu, to nie pies, żeby "do nogi" zadziałało. Zapowiadała się długa noc pełna bezowocnych poszukiwań, ale co innego miał Kolt do roboty? Gdyby nie kopał kamieni w lesie zapewne teraz mógłby już siedzieć w gildii i... nie robić zupełnie nic. No super, równie wspaniała perspektywa, a jest przecież tyle rzeczy "do zaliczenia". Onsen na przykład. Nie żeby Kolt jakoś specjalnie popierał pogląd, iż gorące źródła są najlepszym miejscem na zacieśnianie dopiero co rozpoczętych znajomości, ale co on tam wie o wielkomiejskich zwyczajach, skoro pochodzi ze wsi.
- Tak, tak, idziemy szukać kota i twoich pieniędzy - przytaknął, wziął ze stołu swój pozostawiony tam wcześniej kapelusz, po czym najzwyczajniej na świecie ruszył ku drzwiom wyjściowym. Jemu świeże powietrze też się chyba przyda, bo zalegający w pubie dym papierosowy powoli zaczynał mu dokuczać, poza tym dzięki wieczornemu chłodkowi powinien trochę przetrzeźwieć, mimo że na razie jakoś specjalnie go nie łapało. Był po prostu bardziej zrelaksowany, rozluźniony i pogodny niż zwykle, a przynajmniej powoli przestawał widzieć problem w poszukiwaniach wymyślonego, kociego przyjaciela.
- Jaki ma kolor futerka, jakieś znaki specjalne? Obstawiam, że raczej nie reaguje na imię, ani kici kici, koty to wredne i butne stworzenia - powiedział już będąc na zewnątrz, ale niestety nie widząc w okolicy żadnych zwierzaków prócz jednego szczura co mignął w głębi podwórka oraz uosabiał lenistwo Riseiowych kociaków.

z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t1099-kolt-w-trakcie#10344
Sponsored content





PisanieTemat: Re: Pub "Infinity"   

Powrót do góry Go down
 
Pub "Infinity"
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Fairy Tail New Generation :: [Odkryte forum] :: Fabuły Alternatywne :: Riseia-
RadioAoi.plHalo PBFPBF ToplistaI love PBFPBF Toplista~**~.: ANIME TOP100 :.Najlepsze strony o Anime i Mandze w necie