IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Stara Leśniczówka

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość


avatar
Mistrz Gry


Liczba postów : 112
Dołączył/a : 18/06/2015

PisanieTemat: Stara Leśniczówka   11.06.16 21:24

Choć niewielu o tym wie, to w głębinach gęstych lasów Fiore można napotkać starą opuszczoną leśniczówkę. Jest to niewielka chata zbudowana z drewnianych kłód, nieco już popróchniałych i zaczernionych oraz obrosłych mchem, co tylko potwierdza jej długi żywot. Za dach służy najzwyklejsza słomiana strzecha. Dębowe drzwi, choć wiekowe, wciąż wyglądają na mocne i solidne. O dziwo brakuje tutaj jakiejkolwiek klamki, jest tylko zwykła żeliwna kołatka. Chatka postawiona została na planie prostokąta, stąd przestrzeń wewnątrz została dość prosto podzielona. Niewielki przedsionek zawiera jedynie niewielką szafeczkę na buty oraz wieszak na wszelkie nakrycie wierzchnie. Ponadto są tam jeszcze dwa pomieszczenia - jedno służy jako coś w rodzaju kuchni oraz jadalni. Stoi tam niewielki stoliczek oraz kilka szafek wypełnionych blaszanymi talerzykami i aluminiowymi sztućcami. W drugim zaś stoi skrzypiąca prycza okryta lichym, nieco przybrudzonym prześcieradłem i kocem, a ściany zaś ozdobione są trofeami ze zwierząt.
Dawniej owa leśniczówka służyła opiekunom okolicznych terenów zielonych, jednak dziś jest kompletnie nieużywana. Wiedzą o niej jedynie mieszkańcy okolicznych wioseczek, przez co często bywa odwiedzana przez dzieci, które świetnie się tutaj bawią.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
Dragon's Howl


Liczba postów : 21
Dołączył/a : 14/06/2016

PisanieTemat: Re: Stara Leśniczówka   22.06.16 16:37

   Moja najnowsza kochanka insomnia wślizgnęła mi się do łóżka, a chwilę po tym swymi zimnymi objęciami zmusiła mnie do podniesienia się.  Westchnąłem bardzo niezadowolony z jej powodu, po czym ubrałem się pośpiesznie i zawiązując krawat wszedłem w ciemność korytarza. Po kilku krokach znalazłem się na schodach, a po chwili byłem już na dolnym piętrze jednego z zajazdów w Ivalyn.
   Jeśli ta podróż coś mi dała, to był to definitywnie rak… Wielki czarny i powodujący brzydki kaszel. Jedź mówili, jest tam las i rozerwiesz się mówili moi koledzy, którzy zawsze pili tylko piwo i tylko ze szklanki, by później nie okłamywać swych żon, gdy te pytały się, czy zaglądają do kieliszka. Z tym rakiem, to może była delikatna przesada, bo nie odnalazłem u siebie żadnych objawów, które pozytywnie kwalifikowałyby mnie do wycieczki na tamten być może lepszy świat. Nie mniej kaszel męczył mnie już od pierwszego dnia, coś mi nie posłużyło zimne leśne powietrze. Być może to samo powietrze powodowało, że rzucałem się noc w noc po łóżku, jakbym miał zawansowaną padaczkę, albo jakiś rodzaj zaburzeń nerwowych, jednak sprawa mogła leżeć o wiele głębiej, gdzieś we wspomnieniach o szpitalu w Oak.
   Usiadłem na jednym z krzesełek barowych i zamówiłem burbon, bez lodu i bez coli. Barman trochę niepoważnie ubrany, jak na tak poważną funkcję popatrzył się na mnie wzrokiem człowieka, który właśnie dowiaduje się, że jego rozmówca dopiero uciekł z czubkolandu gdzie zażywał wywczasu w pokoju będącym w całości poduszką. Wydął wargi widocznie uznając moje obyczaje za jakieś wielkopańskie i nalał mi ciemnego płynu. Chwilę po tym, gdy już moje ścianki przełyku chłonęły każdą cząstkę mocy przysiadł się do mnie jakiś człowiek. Był wyraźnie wypity i po chwili zaczął mi opowiadać jakąś ckliwą historię z tego rodzaju przy, której delikatne panienki wycierają ze wzruszenia zapłakane oczka.
 - Bardzo mi z tego powodu… Wszystko jedno. –  Powiedziałem oschłym, by zobrazować jak bardzo współczuję mu jego nieszczęścia, bo jak dla mnie równie dobrze mógł teraz wrócić do domu, po czym powiesić pranie, a następnie siebie. Świat, by się nie zawalił, a chłopak uspokoiłby się na wieki wieków.
   Nie chcąc słuchać dalej tej tyrady przesiadłem się do stolika w kąciku licząc, że tam nikt nie będzie szargał mojego spokoju. Wtem jednak usłyszałem coś bardzo interesującego. Dwóch mężczyzn starając się rozmawiać po cichu, co ewidentnie im nie wychodziło, mówili o kimś, kto chce nabyć sprzęt laboratoryjny, który to zamiarują sprzedać tej osobie za gruby szmal, jak jeden z tych ludzi uczenie się wyraził. Bardziej interesujące było jednak to, że osoba ta poszukiwała kogoś, kto wyznaje się na delikatnej materii, jaką jest genetyka. Ja, co prawda stricte genetykiem nie byłem, ale o genach wiedziałem sporo, gdyż stanowisko lekarza takiej wiedzy wymagało. Poczekałem, więc aż panowie wyjdą, a później mając w perspektywie pójście za nimi, albo urżnięcie się w trupa i powrót do mego łoża boleści wybrałem rozwiązanie numer jeden. Zostawiłem pieniądze na stole i wyszedłem
   Po drodze walcząc z chęcią zapalenia papierosa, w oczywisty sposób mogło to mnie zdemaskować, rozmyślałem, co mnie tak właściwie podkusiło do włóczenia się po nocy w celu spotkania się z bliżej nieokreśloną osobą, która na dodatek w ogóle na mnie nie czekała. Właściwie to sam nie wiedziałem, czego po tym spotkaniu oczekiwałem, a to, w jakim celu tam idę pozostawało dla mnie, już w ogóle absolutną zagadką. Może po prostu brakowało mi jakiegoś poważnego zajęcia… Nie szybko znalazłbym takowe, bo wrota każdego szpitala w sytuacji obecnej pozostawały dla mnie już nie tylko zamknięte, ale i solidnie zamurowane. Pomyślałem sobie, że jak sprawa nie okaże się zbyt ciekawa, pójdę i zrealizuje plan numer dwa.
   Tropem handlarzy sprzętem laboratoryjnym dotarłem do leśniczówki. Po bliższych oględzinach stwierdziłem, że od dawna nie było używana. Trzeba było pogratulować nabywcy sprytu, że właśnie tutaj chciał dobić targu. Nie łatwo byłoby go tu złapać, za to łatwo byłoby mu zastawić pułapkę i pozyskać sprzęt nie płacąc żadnego grubego szmalu. Nie chcąc bawić się w podchody, co mogło być poczytane za oznakę nieuczciwości najzwyczajniej w świecie nacisnąłem klamkę i wszedłem do budynku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t1919-lafleur


avatar
Dragon's Howl


Tytuł : Cudowny Pisarz, Miss Popular, Srebrny Dekolt
Liczba postów : 342
Dołączył/a : 31/05/2015
Skąd : Ishvan

PisanieTemat: Re: Stara Leśniczówka   22.06.16 18:10

Znalezienie sprzętu w dobrej cenie, który posłuży do wyposażenia laboratorium nie było łatwe nawet na czarnym rynku, z którego członkowie Dragon's Howls zwykle korzystali. Każdy przedmiot tego typu musiał być wydany z pozwoleniem władz, pilnowano jego zastosowań. Dla chcącego jednak nic trudnego - bo kto miał to znaleźć jak nie ona? Za dużo zostało poświęcone dla tego projektu, żeby byle pozwolenia stanowiły problem. Mistrz na niej polegał w tej kwestii, podobnie jak Zenshi który teraz ciężko pracował aby zdobyć trochę ziemi i stworzyć dobre warunki dla organizacji.
Kobieta westchnęła nieco znudzona, zerkając kątem oka przez okno starej leśniczówki, w której się znajdowała. Ona była zbyt wcześnie czy też niedojdy się spóżniały? Skrzyżowała ręce pod piersiami, zaciskając palce na materiale czarnego płaszcza, który skutecznie zakrywał jej sylwetkę. Kaptur narzucony na głowę rzucał cień na twarz i uniemożliwiał jej bezpośrednią identyfikacje. Nie lubiła marnowania czasu. Lokalizacja, którą wybrała do podpisania umowy nie była przypadkowa - w razie ewentualnych komplikacji była na swoim terenie, często w tym lesie natknąć się można było na smoka, a co z tym idzie - nie uciekliby daleko gdyby spróbowali. Chociaż czy byli tak odważni handlarze, którzy świadomie naraziliby się na gniew mrocznej gildii? Z zamyślenia wyrwał ją głos otwieranych drzwi. Drgnęła, nadal jednak pozostając przy ścianie, opierając się pośladkami o starą szafkę i robiąc sobie z niej ławeczkę.

- Dotarcie do tej rudery trochę zajęło, nie dało się gdzieś bliżej? Mniejsza. Masz pieniądze?
- Połowa teraz, a druga przy odbiorze. Musicie też podpisać.
- Chyba sobie z nas żarty robisz pan...
Nie było jednak dane im skończyć, gdyż niespodziewany gość zdecydował się pojawić w złym miejscu, o złej porze. W momencie gdy tylko klamka drgnęła, wydając z siebie ciche skrzypnięcie, a drzwi uchyliły się i ich oczom ukazała się męska postać - świst przeciął powietrze. Marii wysunęła rękę, gdzie na nadgarstku lśniła gruba, zdobiona bransoletka z lacrimą. Właśnie z niej wychodziły trzy łańcuchy, które precyzyjnie owinęły się woku rąk i jeden bezpośrednio na szyi. Kobieta prychnęła pogardliwie, robiąc krok do przodu. Co za idioci, nawet nie zauważyli śledzenia przez kogoś.. Handlarze drgnęli, a ich twarze zrobiły się czerwone. Następnie wyszli z domku i w popłochu puścili się przed siebie, znikając gdzieś między drzewami. Czy w tych czasach naprawdę nie można było na nikim polegać? Swoją drogą jaki idiota bez potrzeby zapuszcza się na tereny Ivalyn znając o nich plotki? Głupie. Wolną dłoń oparła na biodrze, a uniesiona nieco przysunęła się do jej piersi i tym samym zmusiła go do wejścia wgłąb pomieszczenia. Drzwi się zamknęły.  
- Nieładnie tak podsłuchiwać i szpiegować innych.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t918-mariko-shinoda


avatar
Dragon's Howl


Liczba postów : 21
Dołączył/a : 14/06/2016

PisanieTemat: Re: Stara Leśniczówka   22.06.16 22:27

   Całkiem prawdopodobne, że gdyby sytuacja plasowałaby się inaczej, a je niebyłym na tyle spostrzegawczy, to leżałbym właśnie na podłodze i w konwulsjach przepływał na drugą stronę. Chyba nie byłoby to czymś złym, ale łańcuchów sunących w moją stronę nie uznałem, za jakieś bezpośrednie zagrożenie dla życia. W ułamku sekundy chciałem się bronić, ale odpuściłem sobie i dałem się związać mniej więcej, jak bezpański kundel, który właśnie trafił na hycla. Otóż moje podejrzenia właśnie się potwierdziły, gdyby adwersarz potrafił lub chciał mnie zabić od razu zastosowałby coś zdecydowanie większego kalibru, niż te oto niewinne pieszczoty.
   Z pogardą popatrzyłem na szczury uciekające z tonącego okrętu. Widać perspektywa pójścia pod wodę byłą nad wyraz prawdopodobna skoro uczynili to bez najmniejszej nawet refleksji. No, ale cóż poradzić, tak już miał ten podły typ człowieka, który za najlepsze remedium na wszelakie problemy uważał salwowanie się ucieczką… Chciałbym zobaczyć, jak salwują się ucieczką przed trądem...
 - Bardzo celnie… - powiedziałem, a w moim głosie ponad właściwą mi oschłość przebiła się nutka uznania. Dalsze słowa odzyskałby dawną barwę. – Byłbym nawet skłonny do braw, ale jak nie trudno zauważyć, jestem związany.
   Dopiero teraz czując szarpnięcie wystąpiłem z ciemności na granice widoczności i podstąpiłem na tyle, by łańcuch opadły na podłogę, wydając do tego potępieńczy trzask, któremu wtórował dźwięk moich własnych przywieszonych u pasa. Nadal trzymając ręce rozłożone, w najzwyklejszy sposób zignorowałem pytanie zadane damskim głosem i czujnym spojrzeniem ciemnych oczu przyglądałem się miejscu, gdzie właśnie znajdowała się ocieniona kapturem twarz. Co dziwniejsze nie czułem od niej żadnego zapachu. Wydawało mi się, że z odległości pół metra powinienem poczuć jakikolwiek bukiet zapachowy perfum… Może się myliłem, może postać w kapturze takowych nie używał lub po prostu zapach moich mieszający się z wonią alkoholu i tytoniu był na tyle silny, że przestałem już czuć cokolwiek. Uśmiechnąłem się, nawet nie tak krzywo, jak miałem w zwyczaju.
- Jeśli dotarcie tutaj wymagało ode mnie jednie odmówienia sobie papierosa. To chyba cała sprawa o szpiegostwo nawet się nie ociera. – Zdecydowałem się odpowiedzieć nad wyraz obojętnie. Jeśli do tej pory mnie nie udusiła, nie miała zamiaru tego zrobi, przynajmniej nie bez rozmowy. – Po za tym ci– tutaj wskazałem wymownie głową w stronę drzwi. - W barze rozmawiali tak bardzo skrycie, że chyba wszystkie sąsiednie stoliki ich słyszały…  
   Uśmiech już spełzł z mych warg pozostawiając jedynie wyraz całkowitego spokoju.  Muszę przyznać, że ten rakowy wyjazd zaczął się stawać, co raz ciekawszy. Kaszlnąłem cicho, jakby na myśl o raku. Pomyśleć, że mogłem właśnie leżeć pijany w sztok, a ty proszę takie atrakcje, prawie jak na festynie z okazji dnia dziecka.  Tajemnicze postacie, wiązanie łańcuchami i co dalej? Szczekanie? Wywieszanie jęzora? Lizanie rączek? Uśmiechnąłem się znowu, tym razem mimowolnie, bo nie wiedzieć, czemu taka wizja spędzenia reszty wieczora wydała mi się jednocześnie bardzo zabawna i obrzydliwie żałosna. Westchnąłem w teatralny sposób trochę ze smutkiem, a trochę z politowaniem.
 - Jak zapewne widzisz nie mam złych zamiarów. – Darowałem sobie oczywiście formy grzecznościowe. Nie tyle dla tego, że nie wiedziałem w jak tytułować naszego rozmówce. Skoro darował sobie tą uprzejmą część wzajemnego wchodzenia w pewną zażyłość ja również uznałem, że możemy sobie przejść najzwyczajniej w świecie na ty. – Wieść gminna niesie, że znajduje się tu osoba, która poszukuje genetyka. Drogą selekcji negatywnej wnioskuję, że skoro tamci byli sprzedawcami, to Ty jedyna pozostała w pomieszczeniu jesteś kupcem, który miał im zapłacić, jak to się tamten pan wyraził, gruby szmal za sprzęt laboratoryjny i jednocześnie potrzebuje kogoś, kto wyznaje się na sprawach genów. Dobrze, a teraz skoro wstępne wyjaśnienia mamy już za sobą to zdejmij to żelastwo… Chyba, że taki stan rzeczy sprawia Ci jakąś przyjemność to – tutaj wzruszyłem ramionami. – Niechże będzie moja strata. W takim razie, bądź chociaż na tyle uprzejma, by podać mi papierosa i odpalić. Wszystko, co jest potrzebne znajduje się w prawej wewnętrznej kieszeni kamizelki. Jeśli będziesz tego wymagać założę ręce na kark.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t1919-lafleur


avatar
Dragon's Howl


Tytuł : Cudowny Pisarz, Miss Popular, Srebrny Dekolt
Liczba postów : 342
Dołączył/a : 31/05/2015
Skąd : Ishvan

PisanieTemat: Re: Stara Leśniczówka   24.06.16 17:58

Punkt dla niego. Każdy, kto chociaż chwilę przebywał w towarzystwie Mari bądź też bardziej znanej - Merry,  mógł z łatwością zauważyć, że nijak ma się ona do przedstawiciela gildii mrocznej, nielegalnej. Była stworzeniem spokojnym, uciekającym od walki i unikającej pozbawionej sensu przemocy. W jej oczach to informacja i znajomości były kluczem do sukcesu. Po ludziach nie można było oczekiwać wiele. Mariko wychodziła z założenia, że przyjemniejsze były niespodzianki niż rozczarowania, a umówmy się - mimo kontaktów to handlarze z czarnego rynku zwykle nie grzeszyli inteligencją. Jego komentarz natomiast wywołał cień uśmieszku na skrytych w cieniu wargach i sprawił, że spojrzenie przeniosło się na jego osobę. Milczała jednak, lustrując go wzrokiem pełnym ciekawości, a jednocześnie drobnego zmieszania. Nie spodziewała się gości, stąd też nie przygotwała ewentualnego rozwiązania problemu, który stwarzali. Chcąc czy nie - nie mogła puścić go od tak, nie mając zabezpieczenia tego, że będzie milczał. Westchnęła, zaciskając palce na biodrze, przyciskając do niego czarny materiał. Jego kolejne słowa wyrwały kobietę z zamyślenia.
- A to pech.. I jak tu liczyć na poufność w tych czasach? Szkoda tylko, że tak mało osób myśli nad konsekwencjami - w tym przypadku zbyt długiego języka, donośnego tonu.. Nie są jednak tak inteligentni ani też silni, aby stanowili dla nas problem. A Ty natomiast.. - odparła w końcu tym swoim nieco chłodnym, obojętnym głosem. I co ona miała zrobić ze swoją uwiązaną zdobyczą? Nawet jeśli podsłuchał to czego właściwie chciał? Mógł mówić o szczęściu w trafieniu na nią bo gdyby to był Zenshi albo Takeru to z pewnością miałby problem z opuszczeniem leśniczówki o własnych siłach, o ile w ogóle żywym. Pyskate, wręcz bezczelne z niego było stworzenie. Marii drgnęła w miejscu, nieco rozbawiona jego bezpośredniością jak i podejrzewaniem jej o darzenie sympatią tematów związanych z samozadowoleniem poprzez wyrządzanie komuś krzywdy. Będąc kobietą dobrze wychowaną, mającą ojca palcza - nie chciała aż tak się znęcać. Nie zwalniając jednak łańcuchów ruszyła w jego stronę, zaś te stopniowo się skracały. Wydawać by się mogło, że całkiem zignorowała jego zainteresowanie jej poszukiwaniami specjalisty w dziedzinie genów. Opuściła ręce wzdłuż ciała, następnie unosząc je do góry i kładąc na materiale jego odzienia, które wskazał. Odgięła kamizelkę, sięgając do kieszeni i wyjmując wcześniej wspomniane papiery. Na język aż cisnął się dziewczynie komentarz o hodowaniu raka i złym wpływie na środowisko! Kątem oka zerknęła na dłonie mężczyzny - czy aby na pewno nie próbuje żadnych sztuczek. Wyjęła z paczki małe paskudztwo, a następnie wsunęła mu w usta, odpalając je za pomocą magicznej zapalniczki. Miała drobne, smukłe dłonie o zadbanych paznokciach, których szkarłatny kolor mógł z łatwością rzucić się w oczy. Ignorując irytujący zapach tytoniu, który za chwilę zdominować miał całą chatkę cofnęła się o krok, pozwalając opaść ręką. Jeden z łańcuchów zabrzdękał zabawnie wydłużając się na tyle, aby mógł spokojnie zapalić.
- Nie sądziłam, że w obecnej sytuacji najbardziej będziesz przejmował się zaspokojeniem głodu. Przyszedłeś tu sądząc, że przyjmę Cię z otwartymi rękoma i bez cienia wątpliwości do projektu? Nieco naiwnie mój Drogi.
Dodała jeszcze, nieco cichszym głosem niż poprzednio z racji tego, że stała bliżej. Nie lubiła głośno mówić. Odgłosy lasu, które z łatwością wpadały przez szpary w drewnianych balach były zbyt przyjemne, aby je zagłuszać. Dziewczyna jedną z dłoni sięgnęła do góry, wsuwając ją pod pelerynę i drapiąc się gdzieś w okolicy szyi - jakby znów w zamyśleniu, spod kaptura wpatrując się na palącego szaleńca. Naprawdę, odkąd tylko przybyła do Fiore miała to szczęście wpadać na nietypowych przedstawicieli swojego gatunku. Mimo jego zapewnień o braku złych zamiarów to nie była aż takim głupcem, aby ryzykować uwolnienie go. Jeszcze coś zrobi i będzie zmuszona do użycia siły. Po co? Wszystko można załatwić konwersacją.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t918-mariko-shinoda


avatar
Dragon's Howl


Liczba postów : 21
Dołączył/a : 14/06/2016

PisanieTemat: Re: Stara Leśniczówka   24.06.16 19:59

   Muszę stwierdzić, że sytuacja rozwijała się nie tak źle, jakby ktoś mógł sobie to mógł wyobrazić, gdym wyłożył mu wcześniej ten zamysł. Nie było jednak powodu, by okazywać nadmierną ekscytacje z tego powodu. Ostatecznie przecież wszystko mogło się rozwinąć w bardzo brzydkim kierunku, który okaże się dla mnie przykry, by nie powiedzieć morderczy. Nie mniej wszystko wskazywało na to, że jeszcze żyłem i chyba pożyje przynajmniej przez najbliższe kilkanaście sekund.
 - Hmm, to całkiem miłe, że nie uważasz mnie, za mało podobnego do nich. I jakże rozsądne… – Odpowiedziałem, niejako z satysfakcją, gdyż słowa te wziąłem za kurtuazyjny komplement. Czy był szczery to sprawa zupełnie inna, która nawiasem mówiąc nie spędzałaby mi snu z powiek, gdym tylko spał normalnie.
   Delikatnie zaskoczyła mnie podchodząc, bo tak naprawdę nie sądziłem, że to uczyni. Ja na jej miejscu bym tego nie zrobił, bo skąd mógłbym wiedzieć, że ten milutki osobnik stojący przede mną, nie pozbawi mnie rączki, jakimś zaklęciem, które wcale nie wymaga rąk do użycia. Na jej szczęście, ja od ucinania rąk byłem jak najdalszy chyba, że szło o gangrenę. Ręce trzymałem oczywiście przy sobie… Bo cóż miałem z nimi zrobić? Po pierwsze były związane. Po drugie na dotykanie jej nie miałem ochoty, nie tylko dla tego, że nie czułem takiej wewnętrznej potrzeby, a głównie dla tego, że w obecnej sytuacji było to tak samo mądre zachowanie jak wsadzanie ręki do wrzącego oleju. Reasumując głupie, niepotrzebne, krzywdzące i rzutujące negatywnie na całą znajomość, choć akurat ta mogła potrwać bardzo niedługo. Przy okazji zwróciłem uwagę na jej paznokcie, dawno nie widziałem takich ładnych i tak zadbanych. Siostrą Miłosierdzia lakier nie był potrzebny do życia, wolały kupić za te pieniążki, coś bardziej użytecznego, a w szpitalu panował kategoryczny zakaz używania go. Po prawdzie to moim skromnym zdaniem raczej nic, by to nie zmieniło, prócz tego, że dziewczyny czułby się za pewne lepiej.
 - Ładne paznokietki… - powiedziałem z jakąś nutką zachwytu, ale niezbyt przesadną. Ktoś kiedyś powiedział, że w uprzejmości, jest wdzięk i korzyść. Mam nadzieję, że się nie pomylił… W ciągnąłem dym czując, jak drapie mi gardło i smoliście wolno spływa w dół przełyku, by wkrótce dostać się do płuc. Tam związki w nim zawarte powędrują wraz z krwią do mózgu, gdzie uwolnią dopaminę – neuroprzekaźnik szczęścia, a będzie on działa około dwóch sekund. - Dobrze, że darowałaś sobie komentarze o raku, uwierz mógłbym zrobić z tego cały wykład. Może nawet ze trzy. – Z miłym zaskoczeniem odkryłem, że mam możliwość sięgnięcia ręką do ust, co też uczyniłem niezwłocznie wyciągając rakotwórczą pałeczkę. Trochę przeszkadzało to żelastwo, ale widać nie uznawała, go za niepotrzebne
 - A czymże miałbym się niby przejmować? – Jej stwierdzenie było dla mnie, jak setna przejażdżka na karuzeli. Zabawne, ale niezbyt odkrywcze. – Tym, że mnie zabijesz? Proszę cię… Gdybyś chciała pozbawić mnie życia zrobiłabyś to od drzwi. Ty tym czasem nie tylko zostawiłaś mnie przy życiu, ale też podałaś papierosa, za co serdecznie dziękuję. Widać jesteś, choć trochę ciekawa, co mam do powiedzenia. – Przerwałem na chwilę, by przyjrzeć się jej reakcji na te słowa, po czym pociągnąłem papierosa. – Tego mi było trzeba… - stwierdziłem z uśmiechem. - Nie przeszkadza Ci dym? Mam może podejść do okna?
   Z dalszej części zainteresowało, mnie słowo projekt. Wszystko wskazywało na to, że jednak, coś jest na rzeczy, a to, co mówił pan gruby szmal można uznać za prawdę. Pytanie jednak, na czym ten projekt polegał i jak daleko szedł w jej zamysłach. Był on też najwidoczniej jej dziełem, bo wyraźnie przyznawała sobie prawo do rozporządzania kadrami. Po raz kolejny pociągnąłem papierosa lustrując, ją swoimi szarymi oczyma.
 - Przyszedłem tu bez specjalnych oczekiwań. – Odrzekłem beznamiętnym tonem. – Bo jakoś nie sądziłem, że lekarz znajdzie pracę w lesie, ale zainteresowało mnie to. Tak istotnie jestem lekarzem i mogę pochwalić się całkiem długim stażem, jak wiesz lub nie wiesz, genetyka jest elementem mojego wykształcenia. Myślenie, że szybko zweryfikujesz tą informację byłoby trochę naiwne prawda? Więc chyba nie pozostaje Ci nic jak tylko uwierzyć na słowo, bo raczej nieszybko znajdziesz genetyka w tym lasku. – Uśmiechnąłem się do niej, trochę krzywo, ale i tak przy dozie dobrej woli można uznać ten gest za przyjemny. – Co do tego projektu brzmi nawet interesująco… Choć jeśli ma polegać na wyhodowaniu doniczkowej papryczki w kolorze twoich ładnych paznokietków, to chyba nie będę księciem w tej bajeczce. Rozumiesz, nie mam na to aparycji ani białego rumaka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t1919-lafleur


avatar
Dragon's Howl


Tytuł : Cudowny Pisarz, Miss Popular, Srebrny Dekolt
Liczba postów : 342
Dołączył/a : 31/05/2015
Skąd : Ishvan

PisanieTemat: Re: Stara Leśniczówka   24.06.16 21:43

Kobieta milczała, stojąc właściwie bez ruchu. Podejrzany mężczyzna nie wydawał się sympatykiem bójek, podobnie jak ona. Nie wyglądał też na głupca jak tchórzliwi handlarze. Czyżby wyczuła jakąś malutką nitkę porozumienia między nimi? A jednak coś ją dystansowało, kazało uważać. Może to jego oczy, a może sposób wypowiedzi? Był intrygujący i inteligentny, a do tego wydawał się przebiegły - przecież to była zabójcza kombinacja! Mimo wszystko najbardziej zaskoczył ją spostrzegawczością i skomplementowaniem paznokci, na które nikt wcześniej raczej uwagi nie zwracał - przynajmniej z jej towarzyszy. Mimowolnie zerknęła na swoje dłonie. I co miała zrobić? Nic co przychodziło jej do głowy nie było rozwiązaniem idealnym. Mariko była jednak znana z tego, że igrała z ogniem. Normalni ludzie nie rozumieli jej postępowania, wystawiania się na ryzyko. To nie tak, że jest odważna, bo nie wie jakie czeka na nią niebezpieczeństwo -jest odważna, pomimo tego, że zdaje sobie sprawę, jakie jest to niebezpieczne. I wtedy właśnie delikatnie machnęła ręką, a odgłos przecinającego powietrze metalu dostał się do ich uszu. Łańcuchy niknęły, a obręcz na nadgarstku pozostała już tylko ozdobną błyskotką. Dziewczyna skrzyżowała ręce pod biustem, cofając się i przysiadając na drewnianej szafce. Spojrzała gdzieś w bok - na brudną szybę, za którą widoczne były drzewa o zielonych szatach, co wiosną o tej porze roku było normalne. Przyroda budziła się do życia, małe kwiatuszki o białych i żółtych płatkach nieśmiało wyglądały spomiędzy zielonych źdźbeł trawy.
- To nie moja sprawa co robisz ze swoim organizmem. Skoro sprawia Ci to przyjemność, to śmiało..  - zaczęła w końcu, przerywając tym samym milczenie. Uśmiechnęła się pod nosem, przymykając powieki. Zapach tytoniu towarzyszył jej całe dzieciństwo i była do niego przyzwyczajona, chociaż nie należał do jej ulubionych. Obiecała sobie, że nigdy nie będzie paliła i aż dreszcz przebiegł ukradkiem po jej ciele na wspomnienie o żółtych palcach ojca.- Jak to mówią.. Ciekawość jest pierwszym krokiem w stronę piekła. Niewiele musiało ich zostać na mojej drodze.
Dodała jeszcze, pozwalając na wyciągnięcie ręki i niewielkiej klameczki na drewnianej ramię okna tak, aby się uchyliło. Podmuch świeżego, ciepłego powietrza zakołysał kapturem zarzuconym na głowę, uderzając ostatecznie w policzki. Lepiej. Tajemniczy jegomość kontynuował, zdradzając nieco więcej szczegółów na swój temat. Skupił tym samym na sobie zarówno spojrzenie jak i uwagę dziewczyny. Szkoda tylko, że faktycznie nie miała jak zweryfikować jego słów. Przydałby się jej ktoś z doświadczeniem do pomocy w prowadzeniu badań, a nawet samego laboratorium. Nie wątpiła w swoją wiedzę - była to kwestia raczej braku doświadczenia w praktyce. Przez myśl jej przeszło, że towarzyszący jej lekarz jest małą gadułą. Bycie mówcą sprawiało, że w jego ślepiach pojawiały się maleńkie iskierki zadowolenia, a plus był taki - że mądrze prawił. Znów miał jednak ją zaskoczyć. Wzmianka o papryce, a następnie białym koniu i księciu miała być gwiazdą wieczoru, która z początku wprawiła dziewczynę w osłupienie, a następnie wywołała u niej salwę śmiechu. Pogodny, melodyjny dźwięk rozniósł się po izbie. Potrzebowała chwili, aby się uspokoić i wyrzucić wyobrażenie owej roślinki oraz białego konia sprzed oczu. Nijak pasował jej to tej roli! Bardziej był sprzedawcą informacji, nadwornym magiem.. Ale rycerzem? Oj nie, nie ten typ zupełnie. Opuszkami palców złapała za kaptur, zrzucając go następnie i pozwalając opaść mu na plecy.
Była młoda, drobna i miała porcelanową karnację. Nijak utożsamiała się z osobą złą. Burza brązowych włosów opadała luzem na plecy i ramiona, tworząc subtelne loki i fale w ich dolnej części. Miała duże oczy o fiołkowych tęczówkach, otoczone wachlarzem kruczoczarnych rzęs oraz mały, delikatnie zadarty nosek. Na pełnych wargach w kolorze malinowym nadal widniał cień uśmieszku. Niepozorna, drobna dziewczyna o typowo północnej urodzie. "Neutralny" mag ze zwycięskiej drużyny Igrzysk Magicznych. Lustrowała go wzrokiem jak gdyby nigdy nic, kręcąc ostatecznie głową.

- Nie przypuszczałam, że spotkam osobę z doświadczeniem medycznym w środku starego lasu. Doprawdy zaskakujące, jak przypadek może zmienić nasze życie, prawda? Mogłeś spokojnie sączyć drinka w tawernie, a jesteś tu - w miejscu należącym do niezbyt bezpiecznej gildii, zainteresowany niezbyt legalnym projektem. Twoja ciekawość musi być jedną z tych dominujących cech, prawda? Podobnie jak u mnie. Skąd mam wiedzieć, że nie przysłano Cię na przeszpiegi? Jesteś w stanie mi to jakoś.. udowodnić? - zaczęła cicho z niebezpiecznym błyskiem w oczu, odgarniając kosmyk włosów za ucho. Promienie wpadające przez okno odbiły się od wiszącego kolczyka z fioletowym kamykiem, tworząc przez ułamki sekund piękną grę świateł.- Jak Cię zwą?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t918-mariko-shinoda


avatar
Dragon's Howl


Liczba postów : 21
Dołączył/a : 14/06/2016

PisanieTemat: Re: Stara Leśniczówka   25.06.16 0:40

   Brzęk, który usłyszałem był zwiastunem, już niczym niekrępowanej, słodkiej wolności. Z wolna palcami przesunąłem po szyi po miejscu gdzie jeszcze przed chwilą znajdował się tłamszący mnie łańcuch. Bez wątpliwości można było to wziąć za oznakę pewnego delikatnego zaufania. Nie mogąc wiedzieć, co teraz zrobię postawiła wszystko na kartę fortuny… Bo przecież chyba nie mogła wiedzieć, co zrobię, jak się zachowam, czy nie rzucę się na nią właśnie w tym momencie, gdy łańcuchy opadną, a ja odzyskam pełną operatywność i postawiła dobrze, bo ja nie zamierzałem nic takiego uczynić. Rozmasowałem jedynie nadgarstki nie spuszczając jej nawet na chwilę z oka i myśląc o tym jak spoglądała na swoje bądź, co bądź rzeczywiście zadbane paznokcie… Czy znaczyło to, że komplement podziałał? Był tym, co ostatecznie w jakiś dziwny sposób przekonał ją, że nie chce zrobić jej krzywdy? Po prawdzie nie wiedziałem i nie miałem zamiaru dużej pastwić się nad poszukiwaniem odpowiedzi. Ważne było to, iż byłem wolny.
   Dopaliłem papierosa w milczeniu smakując tytoń i nie komentując jej oczywistych i słusznych słów. Było przecież jasne niczym zimowe słońce, że zrobię sobie ze swym marnym doczesnym ciałem cokolwiek chcę. W końcu należało do mnie i tylko do mnie… Wzmianka o piekle wyrwała mnie jednak z dywagacji na ten temat.
   - Hmm piekło… - powiedziałem, robiąc dokładnie to co ona, czyli krzyżując ręce na piersi. – Przecież już w nim jesteśmy. Umknęło to twojej uwadze?
   Uznałem, że ta dyskusja robiła się naprawdę przyjemna. W perspektywie miłosnego zawodzenia, którego nie tak dawno byłem świadkiem plasowała się, co najmniej interesująco. Mógł też o tym świadczyć wybuch perlistego śmiechu, którego w ogóle nie spodziewałem się usłyszeć… Napełnił mnie dziwną wesołością na tyle, że słysząc go sam uśmiechnąłem się, po raz pierwszy od nie pamiętam kiedy, szczerze i niewymuszenie. Nie traktowałem tamtych słów jako żart, a raczej obrazowe przedstawienie sytuacji. Jednak jakimś cudem przypadł mojej rozmówczyni do gustu i wbrew wszelkim oczekiwaniom zdołał ją rozbawić. Przemaszerowałem kilka kroków i oparłem się o połówkę okna, która pozostała jeszcze nieotwarta. Ogarniałem przez chwilę pejzaż, przyglądając mu się z umiarkowanym zainteresowaniem i nie myśląc w tym momencie o niczym szczególnym, o tak dałem odpocząć rozumowi, który jeszcze przed chwilą kombinował, jak zjeść i oddalić od siebie prawdopodobieństwo bycia zjedzonym.
   Ten wcześniej wspomniany wybuch łagodnego śmiechu sprawił, że moja rozmówczyni przestała mi się jawić, jako ktoś bardzo groźny. Nie wydawało mi się, że ktoś potrafiący śmiać się w szczery i wesoły sposób jest bezwzględnym mordercą i mimo całej pochopności tej oceny postanowiłem odpuścić sobie trochę traktowanie jej jak psotnego dzieciaka, którego trzeba było na każdym kroku pilnować, aby nie popełnił jakiejś przykrej psoty. Wrażenie to spotęgowało jeszcze zrzucenie przez nią kaptura. Nie pokusiłem się o większy komentarz niż podniesienie brwi, ale w myślach przyznałem, że jest ładna, nawet bardzo i nie wygląda na kogoś, kto zajmowałby się ciemnymi interesami i obcowaniem z ludźmi pokroju pan gruby szmal. Przy niej, mimo mojego nie, aż tak brudnego sumienia, wyglądałem jak opryszek wyskakujący z krzaków i żądających wszelakich kosztowności. Jeszcze przez chwilę nie mogąc oderwać od niej oczu sięgnąłem do kieszeni kamizelki i chwyciłem piersiówkę. Jej chłód sprawił, że trochę odzyskałem rezon i dopiero, gdy wyciągnąłem, ją na wierzch powoli spojrzałem w bok.
 - Prawda jestem całkiem ciekawski. – Odkręciłem metalowy korek i pociągnąłem małego łyka. Może i grzeczniej byłoby się podzielić, ale ja osobiście uważałem, że nie jestem na tyle bogaty, by sponsorować cudzy alkoholizm. Jeśli nie piła to lepiej, wóda zażywana nieumiętnie robiła wodę z mózgu szybciej niż najlepsze zaklęcie. – I jest to być może, coś co nas łączy. Ja jednak jestem przede wszystkim perfekcjonistą i to mógłbym nazwać swoją główną cechą. – Upiłem jeszcze łyka po czym schowałem piersiówkę na swoje miejsce. – Tak przypadek, rządzi nami wszystkimi, czy tego chcemy, czy nie. Uważam to, za ogólnie rzecz biorąc przykre. Zastanawia mnie, jakiż to przypadek sprawił, że tak niewinnie wyglądająca istota… - Spoglądając jej w oczy i z wyrazem twarzy, który chciałbym uznać za obojętny sięgnąłem bladą ręką do jej jesiennych włosów. Nawinąłem kosmyk na palec zachwycająco miękki i puszyty po, czym puściłem go bezwiednie pozostawiając samemu sobie. – Zajmuje się handlem z kolesiami pokroju pan gruby szmal i spółka... Jakimiś ciemnymi projektami... Pozory bywają takie... okrutne. - stwierdziłem, jakby smakując to słowo, a zdawało mi się ono gorzkie.
 - Możesz mi mówić LaFleur – powiedziałem na jej pytanie dopiero teraz zdając sobie sprawę, jak to nazwisko dziwnie brzmi, jeśli dołożyć jeszcze do tego obcy akcent z dalekie Oak. Siostra, która wpisywała mnie w metrykę musiała mieć naprawdę duże natchnienie fantazji… Szkoda, że nie spożytkowała jej w jakiś normalniejszy sposób, pisząc książkę na ten przykład. – Niestety nie mogę Ci nic udowodnić w żaden sposób. Z resztą nie wiem, czy jest taka potrzeba. Bo przecież Ty nie wydajesz się widzieć we mnie obrzydliwego i zdradliwego szpiega prawda? Czy inaczej tak łatwo podzieliłabyś się ze mną swoim czarującym wyglądem, czy też uwagami na temat swojej osobowości?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t1919-lafleur


avatar
Dragon's Howl


Tytuł : Cudowny Pisarz, Miss Popular, Srebrny Dekolt
Liczba postów : 342
Dołączył/a : 31/05/2015
Skąd : Ishvan

PisanieTemat: Re: Stara Leśniczówka   25.06.16 20:28

- Piekło? - zaczęła cicho, szczerze zaskoczona tym stwierdzeniem. Przekręciła głowę na prawą stronę, przenosząc spojrzenie fiołkowych oczu z twarzy lekarza gdzieś w pustą przestrzeń przed sobą. A więc tak mężczyzna postrzegał świat dookoła nich? Naprawdę był aż tak strasznym miejscem? Westchnęła cicho, ostatecznie kręcąc delikatnie głową, jakby na zaprzeczenie. Zaraz jednak ponownie obdarzyła go spojrzeniem - pozbawionym już zmieszania, pewnym i nadzwyczaj spokojnym, jakby cała niepewność związana z pojawieniem się gościa podczas próby dokonania transakcji uleciała razem z papierosowym dymem.- Ne mogę się z Tobą zgodzić. Świat sam w sobie jest piękny, tylko ludzie niszczą jego unikalność i dziewiczość. Taka już klątwa naszej rasy, że niszczymy wszystko co wpadnie nam w ręce, włączając w to siebie samych.
Przemieścił się, zmniejszając dzielącą ich odległość i zajmując miejsce przy otwartym oknie. Tym samym Marii mogła przyjrzeć mu się uważniej. Mimo swojego niezbyt sympatycznego wyglądu to nie była w stanie pomyśleć o nim w sposób czysto negatywny. Może dlatego, że był lekarzem i posiadał wiedzę, którą tak sobie ceniła? Dostrzegając potencjał nie mogła tak po prostu tego zignorować. Zaproszenie do mrocznej gildii miało jednak swoje dobre i złe strony. Nie było to życie usłane różami czy też przyjazne. Mimo pozostawania anonimowym przypominało ono bardziej balans na krawędzi pomiędzy byciem wpływowym, a byciem ściganym. Jednakże... Czy był w stanie poświęcić na tyle, aby tkwić w tym wszystkim i co najważniejsze pozostać lojalnym? Nie potrafiła jeszcze osądzić, wiedziała zbyt mało. Brunetka w milczeniu przysłuchiwała się jego wypowiedziom, jakby starając się czytać między wierszami. Przykładając wcześniej rękę do rozwoju ewentualnego raka płuc, nie zamierzała zmieniać zdania i również na piersiówkę pozostała obojętna. Wszystko było dla ludzi, byle z umiarem chociaż ona sama nijak nadawała się do spożywania alkoholu w większych ilościach. Nikt nie lubił gdy na wierzch wychodziła słabsza strona charakteru, zwłaszcza gdy miało się do czynienia z typami niekoniecznie podążającymi prawą drogą. Jakby każdy tylko czekał na odsłonięcie, aby zadać cios.
- Hmmm, wolę wierzyć w przeznaczenie. Każda decyzja, którą podejmujemy prowadzi nas w stronę kolejnej. Ale tylko jednej z kilku - tym samym uniemożliwiając skorzystanie z innych - chyba, że ktoś ma tendencję do żałowania swoich czynów. Przypadek też gra w tym jakąś rolę bo łatwo zmienić opinię człowieka na jakiś temat. - zaczęła śledząc wzrokiem jego dłoń, która dość bezczelnie naruszyła jej przestrzeń osobistą i chwyciła za kosmyk włosów. Nie wyglądała jednak na złą czy też onieśmieloną takim zagraniem. Wręcz przeciwnie, jej spojrzenie dość odważne powędrowało do jego twarzy, zaś subtelnemu, nieco zadziornemu uśmieszkowi towarzyszyło wzruszenie ramion. Mimo wszystko uznała to za komplement, który tylko upewnił ją o dobrym wypełnianiu obowiązków i jednocześnie pozostawaniu tą samą, trzymającą się własnych zasad osobą.
- Perfekcja nie wydaje Ci się mało emocjonująca? Mam na myśli, że właśnie popełnianie błędów i wyciąganie z nich wniosków czyni nas ludźmi. Nasza zdolność nauki daje nam przewagę nad innymi gatunkami, której niestety zwykle nie wykorzystujemy. Ludzie dążący do perfekcji są zwykle przewidywalni. - zaczęła wstając i tym samym znajdując się aż nazbyt blisko ciemnowłosego. Była niższa, stąd też zdarła nieco głowę aby utrzymywać kontakt wzrokowy z rozmówcą, który uważała za dość istotny. W jej mniemaniu świadczył o skupieniu i zainteresowaniu konwersacją. Zapach tytoniu i wody kolońskiej uderzył w jej nozdrza, zaś smukła dłoń wystrzeliła ku górze i jednym z palców przywarła do jego czoła, dość bezczelnie. Młoda panienka nijak wydawała się dostosowywać do standardów grzecznych panien z dobrych domów czy też rozćwierkanych dziewcząt z gildii legalnych. Uśmiechnęła się jedynie tajemniczo.
- Bo widzisz, to wszystko jest tutaj. To jaki jesteś, a to jakim chcesz żeby postrzegali Cię inni.. Żyjemy w świecie, w którym do spełnienia własnych ambicji trzeba umieć się dostosować, a należenie do smoków nie zawsze oznacza osobę pozbawioną skrupułów, złą, znajdującą samozadowolenie w przemocy.. - cofnęła dłoń i zrobiła krok do przodu, jednocześnie mijając go i stając obok, opierając się dłońmi o stary, nieco spróchniały już parapet. Zacisnęła na nim palce i nachyliła się do przodu, pozwalając wiosennej bryzie uderzyć w twarz. Jej porcelanowe policzki zakryły się delikatnym rumieńcem, a kosmyki włosów zadziornie igrały z odkrytą skórą na szyi, wijąc się i kołysząc pod wpływem powietrza.- Bycie kimś takim jest oklepane, spełnia oczekiwania szarego tłumu, który i tak wcześniej przylepia Ci metkę bez uprzedniego zapoznania się.. Sztuką jest zaskakiwanie. Masz rację. Jesteś interesujący, ba.. nawet na swój sposób Cię lubię.. Kwestią najważniejsza jest jednak Twoja chęć dołączenia do projektu, o którym wcześniej już wspominaliśmy.
Ostatnie słowa wypowiedziała znacznie ciszej niż poprzednie, obracając głowę w bok i patrząc na niego z dołu z tymi niebezpiecznymi iskierkami ukrytymi gdzieś w spojrzeniu. Jej twarz jakby spoważniała, mając oddać znaczenie słów, które wypłynąć miały spomiędzy warg niepozornej dziewczyny. Niby to takie drobne, delikatne i niewinnie wyglądające. Tkwiące gdzieś pomiędzy byciem niedoświadczoną nastolatką, a młodą i rozważną kobietą. Lubiła ryzyko.
- Mogę zmienić Twoje życie. Ale czy jesteś gotów spełnić moje trzy życzenia w zamian?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t918-mariko-shinoda


avatar
Dragon's Howl


Liczba postów : 21
Dołączył/a : 14/06/2016

PisanieTemat: Re: Stara Leśniczówka   25.06.16 22:54

   - To właśnie czyni go piekłem… - jakoś niespecjalnie przejęła mnie jej niezgoda na postawione przeze mnie twierdzenie. Z resztą o sprawach natury światopoglądowo – filozoficznej można było dyskutować w przyjemniejszych warunkach. To nie tak, że uznawałem rozmowę z tą kobietą za jakoś mało interesującą, po prostu nazbyt już oddalaliśmy się od meritum sprawy. Powrócę do tematu z przyjemnością, ale gdy ukonstytuują się kwestie znacznie ważniejsze. Patrzyłem przez chwilę, jak sprężystym krokiem przemieszcza się bliżej mnie, ale ja nie uznałem za stosowne ruszyć się ani na centymetr. Przyglądałem jej się chwilę próbując przewidzieć, jak sytuacja będzie dalej się rozwijać. Nie śpieszyła się jakoś do wyjaśniania spraw, jeśli chodzi o tajemne projekta. Wynikało, to jedynie z tego, że nie ufała mi jeszcze? Czy może próbowała to rozgrywać tutaj, jakąś znaczniejszą partię szachów. Taką, w której wpierw rozstawia się pionki na odpowiednich pozycjach, by później przypuścić zmasowany atak na króla, co za tym idzie poderżnąć mu gardło w kilku szybkich ruchach. Sprawa pozostawała zagadką i nie wyglądało na to, by miało się to szybko wyjaśnić.
   Przyglądała mi się, ale nie było to szczególnie peszące. Być może dokonywała właśnie mojej oceny, starając się określić na ile będę użyteczny celom tego tak zwanego projektu. A może w ogóle nie traktowała mnie przedmiotowo, a jedynym jej celem było po prostu lustracja mojej aparycji zewnętrznej. Była to akurat opcja mniej prawdopodobna, ale jej też nie mogłem wykluczyć.
 - To, czym mówisz nie jest przeznaczeniem, a przyczynowością… Przeznaczenie z definicji nie pozostawia miejsca na wybór… Realizujesz je najzwyczajniej w świecie myśląc, że coś wybierasz. Nie ma wreszcie nic wspólnego z przypadkiem, gdyż jest ono jakimś odgórnym planem. – Spojrzałem w jej stronę, po czym poprawiłem rękawiczki, a później krawat, gdyż ku mojemu niezadowoleniu poluźnił się nazbyt bardzo. Muszę przyznać, że nie byłem zbytnim fanem fatalizmu. Myśl, że coś ukryte za kotarą, jakiś samoistnie wyimaginowany układ wydarzeń , w ogóle mi nie odpowiadała. Inaczej było z przyczynowością, było tak samo inteligentne, jak stwierdzenie, że przy zamknięciu oczu świat znika, ponieważ ja go wcale nie widzę, a gdy je otwieram ot magicznym sposobem już istnieje na nowo. Powinno się drzeć pasy z pseudo filozofów wymyślających tego sortu brednie.
   Spodziewałem się, że inaczej zareaguje na mój dotyk. Myślałem, że będą wyzwiska i ciskanie się o naruszanie prywatności, o perwersyjność i ogólny brak umiejętności zachowania się w trakcie kontaktów damsko męskich. Ta  jednak zamiast spełnić me przewidywania, uśmiechnęła się jedynie… Czyżby faktycznie wzięła moje słowa za komplement? Nie było jednak powodów, by sobie gratulować to mogła być jedynie maska i nic więcej… Jej nagłe zbliżenie wywołało u mnie równie nagłe rozszerzenie oczu, zdecydowanie zbyt duże niż bym sobie tego życzył. Dosłownie przez chwilę, przemknęło mi przez myśl, że przyszykowała dla mnie właśnie, jakąś specjalną i bardzo brzydką niespodziankę, po której,  już do końca życia będę miał poważny problem ze zbliżaniem się do płci przeciwnej. O mocno ograniczonym zaufaniu, mniej więcej takim, jakim darzy się wściekłego psa, który właśnie zerwał się z łańcucha pozwolę już sobie nie wspomnieć. Uspokoiłem się dopiero, gdy jej porcelanowy palec, tak bardzo kontrastujący z kolorem paznokci przylgnął do mojego czoła. Nawet nie zwracając uwagi, iż jej zachowanie było najzwyczajniej w świecie bezczelne, widać bezczelność obyczajów, będzie stanowiła dużą część naszych wspólnych kontaktów, o ile potrwają dłużej niż najbliższe dziesięć minut. Czując w tym momencie jakąś dziwną nić porozumienia między nami odpowiedziałem jej uśmiechem szczerym i przyjemnym, choć troszkę zadziornym.
  - Nie czyni to błędu nieszkodliwym prawda? Lepiej uczyć się innych źródeł… - odpowiedziałem nie przestając patrzeć jej w oczy, przy okazji rozłożyłem ręce w geście bezradności. – Co do reszty… Cóż masz rację, nie sposób się z Tobą nie zgodzić.
   Powiodłem za nią wzrokiem, gdy odchodziła, ale sam nie ruszyłem się o krok, a rozłożone ręce skrzyżowałem na piersi. Rzuciłem szybkie spojrzenie przez ramię, a później oddałem się kontemplowaniu faktury popsutych mebli, głównie dla tego, że nie miałem nic do dania, jak też nie znajdowałem powodów, by czemukolwiek zaprzeczać. Pozostawiłem, więc resztę milczeniu. Gdy stwierdziła, że mnie lubi zdziwiła mnie trochę ta wylewność uczuć… Delikatnie zachęciło mnie również to, że wreszcie przechodziliśmy do meritum sprawy odwróciłem się, więc w jej stronę i wysłuchałem do końca tego, co miała mi do powiedzenia.
 [color-silver]- Złotą rybką, też nie jestem…[/color] - stwierdziłem beznamiętnym tonem patrząc na jakiś nowy niepokojący błysk w jej oczach. – Ale propozycja brzmi interesująco, więc z chęcią wysłucham, czego tam sobie zażyczysz, a później… Cóż  zobaczymy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t1919-lafleur


avatar
Dragon's Howl


Tytuł : Cudowny Pisarz, Miss Popular, Srebrny Dekolt
Liczba postów : 342
Dołączył/a : 31/05/2015
Skąd : Ishvan

PisanieTemat: Re: Stara Leśniczówka   26.06.16 17:19

- Ani księciem nie chcesz być ani też rybką, pff.. I co ja mam z Tobą zrobić, panie LaFleur..?- zapytała cicho z nutką rozczarowania w głosie, aczkolwiek słowa te skierowane były bardziej w pustą przestrzeń niż do niego. Niemniej jednak w fioletowych tęczówkach z łatwością dostrzec było iskierki rozbawienia jego uroczymi gierkami słownymi. Pan perfekcyjny naprawdę lubił łapać za słówka! Miał wszystkie te cechy, które u dobrego genetyka były niezbędne.. Jednak czy Ash będzie zadowolony z faktu, że jego mała podopieczna tak bardzo się rządzi? Musiała rozegrać to inteligentnie aby i wilk pozostał syty, a owca cała. Jej palce mocniej zacisnęły się na drewnie, a paznokcie aż wbiły weń i pozostawiły zauważalne przy dokładniejszym przyjrzeniu się rysy. Kolejny podmuch wiosennego, ciepłego powietrza jedynie dodał jej pewności i zmusił do pójścia jego śladem. Odwróciła się gwałtownie, stając przodem do niego. Skrzyżowała ręce pod biustem, zadzierając głowę i odszukując spojrzenie mężczyzny. Jej drobna buźka nabrała powagi, a okalająca ją burza czekoladowych włosów kołysała się subtelnie pod wpływem wykonanego przez nią gwałtownie ruchu. Nie wiedziała ile ma lat, skąd pochodzi czy też jak wygląda jego doświadczenie w byciu osobą zajmującą się magią na poważnie. Ale on też niewiele wiedział, tkwili na tym samym sznurku. Pytanie czy będzie jej w stanie zaufać tak jak ona musi zaufać jemu w związku ze swoją propozycją pozostawało bez odpowiedzi.
- Oddania sprawie niezależnie od biegu wydarzeń. Umiejętności zachowania jej w sekrecie nawet w obliczu utraty własnego bezpieczeństwa i przede wszystkim lojalności.. Ale nie tyle co lojalności Mistrzowi Gildii, do której dołączenie Ci oferuję - co lojalności mnie. Tak, wymagam wyłączności pod grą pozorów. Egoistycznie, prawda? Zmienię Twoje życie jak oddasz mi je w ręce. - mówiła szeptem, nawet nie spuszczając wzroku z jego twarzy. Wiedziała czego chce i jak ciężkie warunki mu stawia. Niemniej jednak była przekonana, że obydwoje mogą czerpać korzyści z takiego układu. Jest mu w stanie wiele zaoferować - począwszy od protekcji, udostępnienia laboratorium i najnowszych technologii aż po pomoc rozwinięcia się jako mag. Jej dłonie zacisnęły się na smukłych ramionach. Zapomniała dodać najważniejszego! Westchnęła cicho i zrobiła pół kroku w tył, napotykając plecami oparcie. - Tylko, że nie ma odwrotu.. Bez konsekwencji. Początki nigdy nie są proste, ale cała gra warta jest zachodu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t918-mariko-shinoda


avatar
Dragon's Howl


Liczba postów : 21
Dołączył/a : 14/06/2016

PisanieTemat: Re: Stara Leśniczówka   26.06.16 20:36

   - Cóż poradzić… Taki już jestem pije i wiem rzeczy, co ni jak ma się do rybek, czy książąt. Musisz, więc wybaczyć rozczarowanie. – Dorzuciłem do tych słów przepraszającą minę, bo jakoś nie przyszła mi na myśl lepsza reakcja na ten zawoalowany zarzut, choć chyba nie był on zbyt poważny. Patrząc na nią miałem wrażenie, że jest bardziej rozczarowana niż zła. – A robisz sobie ze mną, jak widać, co Ci się żywnie podoba… Na ten przykład wiążesz łańcuchami…
   Sięgnąłem do kieszeni i wyciągnąłem piersiówkę  w oczekiwaniu na jej trzy życzenia. Dała się poznać, jako osoba całkiem racjonalna, toteż chyba nie musiałem się spodziewać, jakiś dziwactw typu  „spraw bym miała pomarańczę zamiast głowy”. Czy, w ogóle ktoś wpadłby na tak kretyński pomysł? Przeszedłem parę kroków i oparłem się ramieniem koło miejsca, w którym sama się znajdowała i zwarzyłem metalowy przedmiot w dłoni. Był nad wyraz chłodny i nie wiem, czemu uspakajało mnie to, podczas, gdy mijały żeliwnie ciężkie chwile oczekiwania. Nie zliczę, który raz tego wieczora popatrzyłem jej fioletowe oczy, zrobiłbym to prędzej, czy później, ale wyraźnie oczekiwała tego w tym właśnie momencie… Z jakiegoś nieznanego mi powodu chyba po prostu lubiliśmy to robić. Czyżbyśmy w ten sposób zapewniali się o szczerości zamiarów? Podkreślali tym gestem powagę sytuacji? Trudno było znaleźć odpowiedź, ten wieczór ogólnie był nietypowy i jak się okazuje być może miał być brzemienny w skutkach.
   Pomyślałem o bogatym asortymencie baru i łóżku na pierwszym piętrze. Był to całkiem dobry powód, by okręcić się na pięcie, powiedzieć, jak bardzo było miło życzyć szczęścia na starej drodze życia i pójść na stare miejsce w kąciku, by później wrócić do łóżka w stanie, którym nie sposób byłoby nazwać, chociaż ćwierć trzeźwym. Czy to jednak było właśnie to, czego chciałem? Chyba nie skoro nie śpieszyło mi się jakoś do drzwi. Nawet, jeśli jakaś przeogromna zmiana nie wystąpi w moim życiu przynajmniej spędzę wieczór w miłym towarzystwie inteligentnej kobiety.
   Tymczasem ona nagle spoważniała, jakbyśmy mieli zaraz rozmawiać o kwestiach nie tylko życia, ale i śmierci. Nie rzutowało to zbyt dobrze na trzy życzenia, które miały oczekiwać swego spełnienia… Zaniepokoiłem się troszeczkę, ale nie zdradziłem tego niczym. Później już tylko słuchałem tego, co miała mi do przekazania. Gdy skończyła przez chwilę nie odzywałem się nadal nie odwracając wzroku i stwierdziłem, że chyba przyzwyczaiłem się już do tego.
 - To brzmi całkiem jak małżeństwo. Na nieszczęście żadne z nas nie pomyślało o obrączkach. – Słowa te wypowiedziałem trochę z ociąganiem, bo między prawdą a prawdą nie wiedziałem jeszcze, co o sprawie całej myśleć. Uśmiechnąłem się do nie dość krzywo i tylko na krótką chwilę po to, by czasem nie wzięła mych słów nazbyt poważnie. Odkręciłem piersiówkę i spojrzałem, gdzieś w bok za okno. Faktycznie, było to wszystko całkiem egoistycznie i nie wyglądało na pierwszy rzut oka bezpiecznie. Później było pewnie, jak z wędrówką po kanałach… Czym dalej tym bardziej śmierdzi. Nie mniej było to kusząca propozycja… Bo co niby dalej miałem dale robić z życiem. Chlać na umór po karczmach? Odkąd obszedłem się z twarzą ordynatora w sposób godny gorszego sortu wieprzowiny nie mogłem już liczyć na żadną pracę  w szpitali. Opieka paliatywna w przytułkach dla biedoty, choć wielkoduszna nie była zajęciem na miarę moich umiejętności. Westchnąłem, pociągnąłem solidnego łyka i odwróciłem się do niej.
 - Niech będzie… Skoro jesteś w stanie to zrobić będę cały Twój. Bo najprościej rzecz ujmując właśnie, o to chodzi prawda? – Zakręciłem piersiówkę i schowałem ją na miejsce. - Przyjęcie do gildii nie maga byłoby trochę problematyczne, ale ja w ramach dobrych początków współpracy przyznam się, że jestem takowym, co do tej pory skrzętnie przed Tobą ukrywałem.
Na jej ostatnie słowa skinąłem jedynie głową, na znak tego, iż zdaję sobie sprawę z powagi sytuacji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t1919-lafleur


avatar
Dragon's Howl


Tytuł : Cudowny Pisarz, Miss Popular, Srebrny Dekolt
Liczba postów : 342
Dołączył/a : 31/05/2015
Skąd : Ishvan

PisanieTemat: Re: Stara Leśniczówka   26.06.16 21:28

- No kto by pomyślał, że taka ze mnie kobieta dominująca, co?- rzuciła zadziornie na jego wzmiankę o łańcuchach i o robieniu co chciała. Faktycznie tak było. Mariko była prostolinijna i bezczelna, nijak przejmująca się przekroczeniem przestrzeni osobistej. A wszystko dlatego, że nasza panienka z północny bardzo nie lubiła postępować wbrew sobie. Może nie zawsze grała sprawiedliwie, ale starała się balansować na krawędzi swojej moralności na tyle, aby po drodze gdzieś się nie załamać.
Lustrowała go wzrokiem - począwszy od twarzy, przez ciemne włosy wpadające na bladą szyję i szerokie ramiona. O czym myślał? Czy uda mu się znaleźć drogę na tyle zadowalającą jego potrzeby aby na niej pozostał i tym samym w pełni zaangażował się w proponowany przez nią układ? Z pewnością był perełką wśród szarego tłumu takich samych, podążających ślepo popularnością ludźmi. Ani paskudnie śmierdzący tytoń ani też otumaniający alkohol tego w jej oczach nie zmienią. Miała szczęście do ludzi wyjątkowych, pełnych potencjału - takich, którzy jeszcze nie odkryli swoich pełnych możliwości. Wzmianka o małżeństwie sprawiła, że na ustach pojawił się delikatny uśmieszek, a głowa mimowolnie przytaknęła, wprawiając w ruch kaskady włosów, które następnie ruchem dłoni odrzuciła na plecy, aby nie przeszkadzały. Teatralnie zagrała, robiąc znów tą swoją rozczarowaną minę, którą tylko dopełniały błyszczące, pełne udawanego smutku oczy.

- Ojej, faktycznie.. Musimy chyba nadrobić, co? Przy najbliższej okazji odwiedzimy jubilera. Teraz musimy jednak wytrzymać.- rzuciła jakby pół żartem, pół serio. Rozumiała jego spojrzenie - miał prawo mieć wątpliwości, obawy jak i pozostawać ciekawym. Przecież chciała od niego wszystkiego, co tak naprawdę miał nawet jeśli nie ubrała tego w dosadne, rozkazujące zdanie. Uczciwie oznajmiła, zaproponowała swoją cenę za ofiarowane mu możliwości. Chciała, żeby się zgodził i nawet nie zdawała sobie sprawy jak bardzo, dopóki nie wypowiedział kolejnych słów, na które mimowolnie, bardzo delikatnie zarumieniła się i uciekła wzrokiem. Trwało to jednak ułamki sekund, kiedy to osobowości zwykłej, dorastającej dziewczyny wzięła górę nad tą rozważną i pewną siebie kobietą, która pracowała nad swoją pozycją w świecie zdominowanym przez magię. A w nim nie było miejsca na słabości. Rozluźniła dłonie, pozwalając im opaść wzdłuż ciała i na chwilę uciekła wzrokiem gdzieś za okno. Stało się. Skoro się oddał to nie było odwrotu, a Marii była świadoma odpowiedzialności, która na nią spadła. Nie była przecież kimś, kto nie dbał o swoich towarzyszy i pozostawiał ich samych sobie. Dbała o swoje kontakty, pielęgnowała relacje z ludźmi, którzy mieli istotny wpływ na jej życie. Dziewczyna drgnęła, ponownie obdarzając go spojrzeniem. Zbliżyła się i bez cienia uprzedzenia złapała za jego nadgarstek, zaciskając na nim zimne palce. Nie mocno.
- Bądź. Tak jak obiecałam, zmienię Twoje życie i dopóki będziesz hm.. lojalny, to nie musisz się o nim martwić. Cokolwiek by się nie stało. Tworzymy drużynę. Ale uprzedzam, że spadnie na Ciebie wiele obowiązków gdy tylko Zenshi zdobędzie wyspę. Dam Ci prezent. - zaczęła cichym, poważnym głosem patrząc na niego z dołu. Następnie, jak gdyby nigdy nic ruszyła w stronę łóżka, ciągnąc go za sobą i nieco popychając tak, aby na nim ostatecznie usiadł. Znów delikatnie, aby tylko zasugerować mu to co powinien zrobić. Ona sama nadal stała, puszczając w końcu jego dłoń. Dość dominujące zachowanie jak na młodą damę, chociaż była pewna, że dał się "porwać" tylko w ramach efektu zaskoczenia, które mu zafundowała. Był zaskakująco posłuszny przez te kilka kroków. Jakkolwiek perwersyjnie i dwuznacznie mogło to wyglądać to Marii nic takiego nie miała na myśli. Odwiązała pelerynę i pozwoliła opaść jej na ziemię, odkrywając tym samym swoje ciało. Zdjęła z ramienia torbę, kucając i kładąc ją na ziemi, odpinając zamek i zawzięcie szukając czegoś w środku. Miała w niej naprawdę dużo rzeczy.
Sama brunetka była szczupła, raczej drobna. Ubrana w prostą, białą koszulę wiązaną pod szyją czarną wstążką, zapinaną na rząd czarnych guzików i wpuszczoną w krótkie szorty z wysokim stanem. Oczywiście czarne. Miała widoczne wcięcie w talii, pod koszulą rysowały się średniej wielkości piersi skryte pod przebijającym momentami przez cienki, bały materiał biustonoszem. Uda miała odkryte, zakolanówki zaś zdobione były wąskim, koronkowym paskiem i zakrywały resztę nóg czarnym, delikatnym materiałem. A do tego czarne trzewiki na lekkim obcasie. Skromny ubiór pozostawał jednak elegancki, pasował do kogoś o tak północnym typie urody. I śnieżnobiały kolor wcale nie robił z niej trupio bladej istoty, mimo porcelanowej karnacji. Triumfalny uśmiech pojawił się na jej ustach, kiedy to wyciągnęła z torebki niewielkie, czerwone pudełeczko. Podniosła na niego wzrok, tym razem patrząc z dołu.

- Nie ma odwrotu, tak mój Drogi?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t918-mariko-shinoda


avatar
Dragon's Howl


Liczba postów : 21
Dołączył/a : 14/06/2016

PisanieTemat: Re: Stara Leśniczówka   27.06.16 17:47

   No właśnie… Chyba nikt, by tak nie pomyślał na jej widok. Z resztą od dawna było wiadomo, że pozory są nie tylko mylące, ale też bardzo często zabójcze. Jednak nie wyglądało na to, by chciała zrobić mi krzywdę, wręcz przeciwnie, była chyba nawet zadowolona z takiego obrotu sytuacji. Przynajmniej do czasu.
 - Ja nie pomyślałem…  –  Uśmiechnąłem się delikatnie w odpowiedzi na zadziorny komentarz. Po jej minie zdecydowanie było widać, że dobrze jej z takim usposobieniem, a ja chcąc nie chcąc musiałem przyznać sam przed sobą, że jest coś w tym uroczego. Na pewno nie było to właściwością kobiet przeciętnych, a ku mojemu żalowi takie właśnie poznawałem przez większość swego życia… Wszystkie moje znajome z praktyk, biedne sierotki zagubione w ciemnym lesie, pozostawały tylko i wyłącznie ckliwymi dziewczątkami, gotowe kwilić nad krzywdą innych myśląc przy okazji, że pracując w szpitalu wypełniają jakąś misje. Nie przeczę, ja też tak myślałem, ale w przeciwieństwie do nich wyleczyłem się z tego naiwnego poglądu. Tutaj miałem przed sobą kogoś, komu do użalania było bardzo daleko. Chyba ceniłem ją za to.
   Nawet ucieszyło mnie, że dobrze przyjęła żart o małżeństwie. Jednak ja sam w odpowiedzi na jej słowa tylko kiwnąłem głową. Moje myśli podążały, już wtedy całkiem innym kierunku, rozważając wszelakie za i przeciw jej nietypowej propozycji. Gdy oświadczyłem, że się zgadzam jej reakcja jedynie upewniła mnie o powadze sytuacji, ale czy to wszystko rzeczywiście aspirowało do tak wielkiej rangi? Czy ta cała dziwna chemia, która kazała nam patrzeć sobie w oczy, nie była przypadkiem najzwyklejszym przerostem formy nad treścią? Tak jak marne przedstawienie w stylu sztuki pisanej wystawiane na ulicach, co niektórych miast. Zwykle pewnie dałbym teraz ujście swojemu wrodzonemu cynizmowi, dzieląc się swoimi spostrzeżeniami… Ja jednak poczułem, że chemia wraz z drgnięciem porcelanowego ciała wzbiera rwącym nurtem, a zaraz potem wraz z uczuciem chłodnego dotyku na nadgarstku, porywa z porywa z prądem większość wątpliwości. Zauważyłem, że ręka, na której złożyła swoje palce delikatnie zadrżała, byłem pewien, że nie stało się tak, gdyż uścisk był zbyt mocny. Właściwie to był delikatny, czuły i przyjemny. Zrzuciłem, więc to na karb mało zażywanego ostatnimi czasy snu. Bo przecież emocje nie mogły mieć z tym nic wspólnego. Staliśmy tak i słuchałem, jak przemawia do mnie cicho, poważnie i nadal trzymając moją rękę i chyba dopiero wtedy poczułem się w pełni przekonany, że to, o czym mówi nie jest jedynie lotem nad kukułczym gniazdem.
 - Będę... - potwierdziłem, gdy skończyła, tak samo cichym, poważnym intymnym tonem. Od jej wzroku nie uciekłbym nawet gdym chciał… Choć po prawdzie wcale nie chciałem. – A Ty nie przejmuj się niczym. Uwierz... Zrobię to, co będzie konieczne. – Przy tych słowach i przypływie nagłej konfidencji, pogładziłem wierzchem palców wolnej dłoni jej śnieżnobiały policzek, czyniąc to z delikatnością i pewnością osoby nawykłej do pracy przy skalpelu.
   Pociągnięty w stronę łóżka poczułem się mniej więcej jak ktoś, kogo właśnie najlepszy przyjaciel pchnął w przepaść, czyli ujmując mniej obrazowo mocno zaskoczony. Wspólne chadzanie w tym konkretnym kierunku miało, co prawda swoje plusy, ale jeśli chadzało się tam z osobą poznaną kilka chwil temu najczęściej sprawiało później więcej kłopotów niż było tego warte. Gdzieś w głębi duszy, chciałem jakimś delikatnym żarcikiem zakomunikować, że to chyba z tym małżeństwem, to chyba trochę jednak zbyt serio potraktowane, ale zaskoczony, wiedziony miłym dotykiem dałem się tam zaprowadzić, niczym baranek na rzeź. Ba nawet uśmiechnąłem się do niej, gdy popchnęła, nie uznając to za skazę na godności, a wręcz za rzecz bardzo przyjemną. Usiadłem, więc i z delikatnym żalem pożegnałem zimne palce na nadgarstku. Później tylko patrzyłem na jej nienaganną figurę, gustownie dobrane ubranie i zawzięte poszukiwania prowadzone w torebce. Wyprostowałem się i oparłem łokieć na kolanie, a o dłoń podbródek.
 - Naprawdę musiałem usiąść, byś znalazła to coś, czego szukasz? – Spytałem żartobliwym tonem, po przedłużającej się chwili milczenia przerywanej odgłosem przerzucanych rzeczy znajdujących się w otchłani zwanej damską torebką. – Powiedz mi szczerze po, cóż to było. Chciałaś sprawić sobie przyjemność jeszcze odrobinką dominacji? Potrzymać mnie za rączkę? Olśnić pokazem zrzucanego płaszczyka? Całkiem udanym moim zdaniem. Czy może wszystko na raz? Tylko czasem nie myśl, że narzekam, jestem po prostu, jak słusznie zauważyłaś, ciekawski… -  Naprawdę zapytałem się o to, tak od niechcenia. Bez jakiejś przesadnej męskiej dumy w głosie, jak to się działo przy insynuacjach, którymi niektórzy dowartościowywali swoje ego.
   Gdy wyciągnęła pudełeczko patrzyłem się na nie jakiś czas. Później później zdjąłem podbródek z ręki i pochyliłem się ku niej.
 - Moja Droga… Nie było go, od samego początku. –  Odpowiedziałem patrząc w fioletowe oczy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t1919-lafleur


avatar
Dragon's Howl


Tytuł : Cudowny Pisarz, Miss Popular, Srebrny Dekolt
Liczba postów : 342
Dołączył/a : 31/05/2015
Skąd : Ishvan

PisanieTemat: Re: Stara Leśniczówka   27.06.16 20:04


Nie można powiedzieć, że jego bezpośredniość jej nie zaskoczyła. Zwykle to ona robiła co chciała, mało kto miał odwagę jej dotknąć w sposób tak.. Intymny? Delikatny? Pozbawiony chęci zrobienia jej krzywdy bądź droczenia się. Ludzko. Przypominając drobną, porcelanową laleczkę, która popękać może od byle dotknięcia palcem - odstraszała potencjalnych chętnych nawiązania z nią jakiegokolwiek kontaktu fizycznego, którego ona by nie kontrolowała. To nie było tak, że tego nie lubiła czy też nie chciała, zwyczajnie w tej kwestii nie miała doświadczenia. Nic więc dziwnego, że jej ciało mimowolnie drgnęło pod wpływem jego gestu, a na skórze pozostał niewidzialny gołym okiem dreszcz. Nawet ona nie mogła przewidzieć tak prostych reakcji świadczących o tym, że mimo wszystko była tylko słabym człowiekiem. Oh, jak ona nie potrafiła sobie poradzić ze świadomością posiadania cech charakteru, które nijak współgrały z jej dominującą maską. Kiwnęła głową, najprościej w świecie wierząc mu na słowo. Gdyby ktoś teraz zapytał dlaczego postąpiła tak, a nie inaczej to nie potrafiłaby odpowiedzieć logicznie, zwalając tym samym na intuicję. Taka tania, damska wymówka.
Działała bez zastanowienia, nie szukając ukrytych minusów czy drugiego dna w podjętej decyzji. Zaciskając smukłe palce na pudełeczku wpatrywała się w niego przez chwilę, wędrując ostatecznie spojrzeniem na czarne wieczko. Uśmiechnęła się, wzruszając niewinnie ramionami na jego słowa. O co jej tak naprawdę chodziło? Może w jego słowach krył się cień prawdy? Nawet jeśli tak to nigdy w życiu by się nie przyznała.

- Posądzasz mnie o takie paskudne rzeczy, wiesz? - zaczęła po chwili milczenia, wyjmując coś z puzderka i zaciskając w ręku. Podniosła się z gracją, prostując plecy i wygładzając wolną dłonią materiał szortów. Zrobiła kilka kroków w jego stronę, przekręcając głowę na bok i przyglądając mu się uważnie z góry.- A ja po prostu działam na tyle nieprzeciętnie, abyś pozostawał w słodkim efekcie zaskoczenia. Czy to nie ekscytujące? Poza tym skoro dobrowolnie mi się oddałeś to mogę zrobić z Tobą co tylko będę chciała. Jak będę chciała. I kiedy będę chciała.
Zadziorny ton głosu idealnie wpasował się w wyraz jej twarzy. Jak zwykle działając bez zapowiedzi, bezpośrednio przysunęła się do krawędzi łóżka, opierając jedno kolano między jego nogami. Drugie zaś bezczelnie oparła o prawo udo mężczyzny i tym samym robiąc sobie z niego pół-krzesło, podparła się ręką ramienia. W nozdrza brunetki znów uderzył zapach tytoniu wymieszany z silną wonią wody kolońskiej. Przyjrzała mu się z bliska po czym wsunęła zapinkę od kolczyka między wargi, wolną dłonią przykładając sztyft do płatka ucha. Nie czują się zobowiązana do uprzedzenia go o szczypaniu bądź delikatnym krwawieniu. Był dużym chłopcem, poradzi sobie. Naciągając nieco skórę wybrała miejsce, gdzie sztyft miał ją przebić. Nijak przejmując się jego samopoczuciem względem jej pozycji jej szyi względem jego twarzy czy też biustu względem górnej części klatki piersiowej. Takie drobnostki nie były istotne. Kosmyki jej brązowych włosów spłynęły nieco do przodu, uwalniając tym samym woń brzoskwiniowego szamponu. Nie ociągała się zbytnio, szybkim ruchem przekuwając i tym samym naznaczając swojego podopiecznego. Fioletowy kryształek zalśnił pod wpływem światła, kręcąc się pod palcami Mariko gdy ta mocowała zapięcie. Ignorując kilka kropel krwi, które zabarwiły szyję, spływając dalej w dół odsunęła się i uśmiechnęła, widocznie z siebie zadowolona.
- To prezent. Dzięki temu zawsze będziesz mógł się ze mną skontaktować, a ja wszędzie Cię znajdę. Gdybyś potrzebował pomocy czy nie wiem, zwyczajnie się nudził. Tak długo jak będziesz go nosił - będzie użyteczny. Więc.. Nie zgub go. - dodała jeszcze na koniec, odsuwając dłoń od jego ramienia i unosząc ją w górę, jak gdyby nigdy nic pogłaskała go po głowie. Sama nie wiedziała dlaczego. Westchnęła cicho, nieco rozczarowana szybkością, z którą upływał czas w dobrym towarzystwie. Zgrabnie zsunęła się z maga, stając na posadzce i cofając się o kilka kroków. Przysiadła na posadzce, sięgając ręką po swoją torbę. Tym razem szybko zlokalizowała w jej wnętrzu pergamin oraz pióro, kładąc je na podłodze przy swoich nogach. Ponownie na niego spojrzała. Fioletowe ślepia błyszczały delikatnie pod wpływem zadowolenia z obrotu wydarzeń. To był dobry dzień i nawet jej normalny wyraz twarzy nie mógł go powstrzymać przed dostrzeżeniem tego w spojrzeniu. - Widzę, że naprawdę działamy podobnie mój Drogi. Zawsze sobie powtarzam, że po podjęciu decyzji nie będę marnowała czasu na jej żałowanie. Zamiast tego, będę się bardziej starać, by udowodnić, że postąpiłam słusznie. Ponieważ nie ma pożytku z przeszłości.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t918-mariko-shinoda


avatar
Dragon's Howl


Liczba postów : 21
Dołączył/a : 14/06/2016

PisanieTemat: Re: Stara Leśniczówka   28.06.16 20:50

   Siedziałem na kanapie i wyczekiwałem odpowiedzi. W końcu musiała jakieś udzielić, prawdziwej, czy też wymijającej. Z pewnością nie była obojętna na kwestie cielesne, gdyby było nie drgnęłaby, gdy przesunąłem palcem po jej policzku. Było to zachowanie dobrze o niej świadczące, bardzo ludzkie. Przez moment przyglądałem się tylko jej tylko i zastanawiałem się ile tak właściwie ma lat. Nie wyglądała na jakoś specjalnie starszą, lub młodszą niż ja. Prawda mogłem się o to bezczelnie spytać, ale zdecydowałem odpuścić. Już moja ostatnia wypowiedź była chyba nazbyt śmiała, a niebezpiecznie byłoby nadszarpywać tak młodą znajomość, którą najszybciej porównałbym do strupa. Jak podrapiesz, go raz na jakiś czas robiąc to delikatnie, jednak jeśli przesadzisz z rany znowu wyleje się krew… Ciekawe, jakby między nami wyglądał taki wylew. Zabiłaby mnie? Odwróciła się na pięcie i wymaszerowała obrażona? Jedno było pewne, wolałem tego nie testować…
   Nie mniej przysposobiłem się wewnętrznie, że moje słowa mogą być źle odebrane. Nastawiony, że usłyszę jakieś pogardliwe słowa obserwowałem, jak w uroczym geście wzrusza niewinnie ramionami na wzór dziecka, które chowając za sobą papierki, mówi jednocześnie, że żadnych słodyczy nie widziało, a już definitywnie nie wie, co też mogło się z nimi stać. Uśmiechnąłem się na ten widok, a słysząc odpowiedź zrobiłem teatralnie urażoną minę.
 - Ja? Nie śmiał bym. Robi to paskudna logika, każąc dopatrywać się takich a nie innych najbardziej prawdopodobnych powodów. – Również wzruszyłem ramionami zmuszony tym razem patrzeć do góry, gdyż moja rozmówczyni zgodnie ze swoimi, znanymi skąd inąd, nawykami zdecydowała się obrać pozycję bardziej dominującą. Chyba na poczet dalszej współpracy trzeba będzie się do tego zacząć przyzwyczajać, choć zważywszy na to, w jakim stylu robiła to do tej pory, nie powinno być chyba większych problemów ze zniesieniem tej słodkiej niewoli.
   Chciałem skomentować jeszcze drugą część, której motywem głównym zdało się być właśnie ubezwłasnowolnianie. Nie dostałem jednak takiej szansy, gdyż moja znajoma najprawdopodobniej umyśliła sobie, że będę świetnym meblem salonowym. Jakby na potwierdzenie swoich poprzednich słów, gdzie zaręczała, że będzie sobie robiła ze mną, co będzie chciała, kiedy będzie chciała i tylko i wyłącznie sposobem, jaki będzie się jej podobał, wpakowała się na mnie, nie uznając za stosowne choćby gestem dać znać o tym, co zamierza.
 - A ja naiwny myślałem, że naprawdę chodzi tylko i wyłącznie o zaufanie lojalność i nie zdradzanie sekretów. – Powiedziałem udawanie zrezygnowanym tonem, udzielając tym samym komentarza do jej poprzednich słów. Jednocześnie poczułem zimne palce wsuwające mi się na ramię i znowu mimowolnie drgnąłem. Patrzyłem chwilę z niepewnością, to na kolczyk, który trzymała w ustach, to na jej twarz i mniej więcej wiedziałem już, co to za podarek i co właśnie chce ze mną zrobić – zakolczykować. Po, co? W jakim celu? Mogłem mieć jedynie nadzieję, że w wkrótce się dowiem.
 - Tak, rzeczywiście ekscytujące. – Stwierdziłem przełykając ślinę, delikatnie odurzony brzoskwiniowym zapachem jej włosów i widokiem nienagannej porcelanowej szyi. Ręka mi zadrżała i przez chwilę walczyłem z przemożną chęcią dotknięcia jej, co niechybnie było sprowokowane, tak dużą i tak nieoczekiwaną bliskością, jednak powstrzymałem się i nie uczyniłem tego ostatkiem woli. Na nagłe ukłucie zareagowałem jedynie krzywiąc się. Jeśli ktoś myśli, że pójdzie pracować do szpitala i będzie kłuć samemu nie będąc kutym, to gratuluję naiwności, bo lekarzy kuje się nagminnie. Przyzwyczajony do tego typu zabiegów nie ciskałem się i nie robiłem scen wołając o pomstę do nieba, a przyjąłem sprawę z godnością. Gdy odsunęła się starłem rękawiczką kilka kropel krwi z szyi i przyjrzałem się krytycznie małej plamie. Doszedłem wreszcie do wniosku, że nie jest to, coś co uniemożliwiłoby funkcjonowanie zignorowałem sprawę. Przenosząc wzrok na moją rozmówczynię, która wyglądała właśnie, jakby odniosła jakiś wielki sukces.
 - Dziękuję ci. Miłe z twojej strony, na pewno nie zgubię. – Odpowiedziałem tonem trochę za ciepłym, jak na moje standardy, bo w gruncie rzeczy nagle zrobiło mi się miło z tego powodu. Prezent sam w sobie był naprawdę użyteczną i cenną rzeczą. Czyżby rzeczywiście uznała mnie za tak sympatycznego, że od teraz chciała mieć mnie zawsze pod ręką.
- Mmm tak bardzo przyjemnie. – Powiedziałem cicho, całkiem mimowolnie, gdy poczułem jej chłodne palce gładzące, tak od niechcenia moje włosy. Z resztą oczy też zamknąłem bez swojego udziału, jakby same chciały zareagować na tę pieszczotę, dojmująco delikatną. Otworzyłem je dopiero, gdy skończyła i w myślach skląłem się za niedostateczny brak opanowania. Nie mniej uśmiechnąłem się do niej z prawdziwą wdzięcznością, za poprawione samopoczucie. Wstałem zaraz za nią i ruszyłem do okna wyciągając przy okazji paczkę papierosów i zapalniczkę. Odpalając papierosa przejrzałem się w oknie.
 - Chyba nawet do mnie pasuje. – Odwróciłem się w jej stronę i przyjrzałem się, co też nowego kombinuje. W ruchu był papier. Czyli co? Przyszedł czas na intercyzę?  – Po za tym lepsze niż obrączka. Chyba jednak nie będzie sków w bok na inne panienki. – Zrobiłem udawanie smutną minę, po czym dopaliłem resztę papierosa milcząc i od czasu do czasu zerkając na to, co właśnie robi. Zgasiwszy kolejnego gwoździa do trumny podszedłem i przyklęknąłem koło niej, trochę zbyt blisko niż zamierzałem. - Tak, tak z reguły postępuje, choć nie zawsze… Powiesz mi teraz coś o tym tajnym projekcie moje droga? Choć moim zdaniem lepiej byłoby, gdybyś zaczęła od tego, jak mam się do Ciebie zwracać… Bo przecież nie per miłościwa pani, prawda? – Ostatnią część poddałem niejako z nadzieją w głosie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t1919-lafleur


avatar
Dragon's Howl


Tytuł : Cudowny Pisarz, Miss Popular, Srebrny Dekolt
Liczba postów : 342
Dołączył/a : 31/05/2015
Skąd : Ishvan

PisanieTemat: Re: Stara Leśniczówka   28.06.16 21:43

Uderzała piórem w podłogę, zastanawiając się nad tym jak powinna oznajmić Mistrzowi gildii, że podjęła decyzję na własną rękę i właściwie nie zniesie odmowy. Musiała być rozsądna bo mimo naprawdę dobrych relacji z nim to łatwo można było przekroczyć linię. Cały czas jednak zachowywała podzielność uwagi, wędrując spojrzeniem między towarzyszem, a pustym jeszcze pergaminem. Jednocześnie pozostawała nieco zaskoczona, co mieszało się w wewnętrznym zadowoleniem i raczej przyjemnym wyrazem twarzy. Na pierwszy rzut oka bowiem jej nowy przyjaciel nie wydawał się osobą wylewną czy też dopuszczającą do siebie kogokolwiek, a tu proszę! Nie dziwiła mu się wcale, bo głaskanie po głowie zawsze było dobrym pomysłem. Na nią samą działało to uspokajająco, dawało pewne poczucie bezpieczeństwa i chwilowej izolacji od reszty świata. Przyłożyła długopis do ust, wolną dłonią odrzucając włosy na plecy, a następnie opuszkami palców sprawdzając, czy kokardka pod szyją się nie przekrzywiła. Mimo widocznej we wstążkach na pierwszy rzut oka dziecinności to Marii uważała je za dodatek ponadczasowy i przede wszystkim elegancki.
- Nawinie jest wierzyć, że w układach z kobietą wszystko jest przejrzyste i proste. Taka nasza natura. Przyjemnie mówisz? Będziesz grzeczny to będzie więcej.- zaczęła nieco rozbawionym tonem głosu, lustrując wzrokiem jego twarz, a następnie śledząc kroki. Znów papieros? Ahh ten zgubny nałóg. No ale ludzi idealnych nie było, ona sama przecież miała pełno wad, które wychodziły dopiero po bliższym poznaniu. Dziewczyna mruknęła cicho pod nosem, kładąc pergamin na deskach i zaczynając pisać. Drobne, zgrabne pismo szybko pojawiało się na białej kartce. Z wolna słowa zamieniały się w zdanie, te znów miały stworzyć elegancką i dosadną całość, jednocześnie będącą łagodną i pozornie liczącą się z opinią osoby czytającej. Podniosła wzrok gdy zaczął mówić, robiąc minę z kategorii tych oburzonych. Jak on w ogóle śmiał pomyśleć o innych pannach, gdy trafiła mu się taka perełka - od, to sugerujący wyraz zdobił jej uroczą, bladą buźkę. Niby to groźnie zmarszczyła nos, zagryzając na kilka sekund dolną wargę.
- Drugiej szansy nie ma.. Ale tak, dobrze wyglądasz. A co złego jest w obrączkach?- znów śledziła go wzrokiem, ostatecznie zatrzymując spojrzenie na jego twarzy. Przyglądała mu się z zaciekawieniem, a udawana złość odeszła w niepamięć. No tak! Małżeństwa, obietnice, a ona głupia zapomniała się przedstawić. Nieco zakłopotana podniosła dłoń, drapiąc się po głowie i uciekając gdzieś wzrokiem westchnęła.- No nie wiem.. Dużo ładnych określeń jest! Kochanie, słońce, kocie.. - kontynuowała niby to poważnie, rzucając głośno pierwsze lepsze określenia wobec osób bliskich, które przychodziły jej do głowy. Ostatecznie jednak uśmiechnęła się i kiwnęła głową, ukradkiem składając na pergaminie podpis znajdujący się po lewej stronie, u dołu gotowego tekstu. - A tak poważnie to Mariko, ale możesz zdrabniać. Jak Ci wygodniej, mówią też Merry. A o projekcie mój Drogi porozmawiamy w przyjemniejszym miejscu, jak już formalności dobiegną końca. Ten list tutaj.. Nie, to nie kontrakt małżeński - zaniesiesz do rąk lidera smoków, dobrze? Dam Ci również mapę. Nie będę mogła iść z Tobą, mam do załatwienia jeszcze kilka spraw w okolicy, a potem na kilka dni będę musiała wyjechać. Ale cokolwiek by się nie działo, to jesteśmy w kontakcie, jasne?
Zakończyła nieco poważniej niż wcześniej, skupiając wzrok na jego twarzy. Złożyła list i wsunęła do przygotowanej wcześniej koperty, obok której leżała mapa okolicy z zaznaczonymi, przydatnymi lokacjami. Uniosła ręce do góry - jedną z nich przysunęła do kolczyka tkwiącego w uchu mężczyzny, naciskając go opuszkiem palca, drugą zaś wysunęła w jego stronę z gotowym pismem i wskazówki. - Zgub go albo zawahaj się użyć to wtedy dopiero poznasz moją gorszą stronę.- dodała jeszcze cicho, całkiem poważnie i zadziornie jednocześnie na sam koniec. Jakby chciała upewnić go w przekonaniu, że mroczna gildia nie jest taka zła i faktycznie zyska towarzyszy, na których będzie mógł polegać. W końcu mieli wielkie plany.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t918-mariko-shinoda


avatar
Dragon's Howl


Liczba postów : 21
Dołączył/a : 14/06/2016

PisanieTemat: Re: Stara Leśniczówka   29.06.16 0:08

   Uśmiechnąłem się i skinąłem głową, dając znak, że przyjmuję gwarancję, która chyba była warta ceny. Pewnie profesjonalny handlarz pokroju pana wielki szmal, nie zgodziłby się zemną twierdząc, iż rzeczy takie są wartością niemierzalną, a najczystszą głupotą jest wchodzić w interesy, których kalkulować ni jak nie można. Niestety ja z handlem miałem tyle wspólnego, co głodne psy z miłosierdziem, także szybko przestałem się trapić tą kwestią.
 - Skoro, tak to może warto się postarać. – Rzuciłem lekkim tonem, który zdawał się być odpowiedni do jej dość rozbawionego.
   Zdziwił mnie trochę jej zawzięty wyraz twarzy, który pojawił się na wspomnienie o innych kobietach. Jakoś dziwnie nie pasował ten zmarszczony nosek i może w sumie lepiej byłoby gdyby się nie pojawił, ale słowo już się rzekło i teraz nie było odwrotu.
 - Przyjąłem do wiadomości. – Odrzekłem chłodniejszym tonem i spokojnie spoglądając w jej trawioną przez oburzenie twarzyczkę. Aż tak to ją dotknęło? Zmarszczyłem czoło, bo doprawdy nie wiedziałem, co o całej tej przesadzonej moim zdaniem reakcji myśleć. Musiała się chyba poczuć mało doceniona, gdy żartem jedynie nakreśliłem, że mogą być inne bardziej interesujące kobiety. Równie dobrze mogło być tak, że najzwyczajniej w świecie uznawała już mnie za swą własność, a jak wiadomo nikt nie lubił, gdy własności się psuły i zaczynały działać nie po myśli właściciela, tak samo, jak irytującym było, gdy ktoś po tą własność wyciąga łapy.
 - Są mało finezyjne. I w większości przypadków po kilku latach, już nic nie znaczą. – Refleksje tą na temat obrączek i ogólnie instytucji małżeństwa wysnułem już dawno. To jednak ona była pierwszą osobą, którą uznałem za wartą podzielania się tymi przemyśleniami. Zgrabnie wkomponowałem to w czas, gdy przechodziłem od okna w jej kierunku.
   Patrzyłem z zainteresowaniem, cóż tam ona pisze na papierze. Literki, które stawiała były małe zgrabne i ładne zupełnie jakby było emanacją tego, kto właśnie je kreśli. Co prawda przebiegłem wzrokiem tekst, ale bardziej interesowała mnie wyżej wymieniona kwestia niż jego rzeczywista treść, toteż nie znałem jego celowości. Byłoby niegrzecznym wściubiać nos w korespondencje kogoś, kto przed chwilą zaoferował mi tyle dobrego.  Istotnie tak było… Co by się teraz ze mną działo gdyby nie postawiła po prostu mi zaufać?
   Rozważanie przerwało mi jej nagłe zafrasowanie, które było z pewnością odpowiedzą na pytanie o imię. Uśmiechnąłem się widząc, jak ucieka ze wzrokiem i wymienia wszelakie określenia, którymi kobiety z reguły lubiły być nazywane, co prawda były od tej grupy wyjątki, ale szczerze wątpiłem, by ona do nich należała. Wszystkie te formy były chyba, jak przynajmniej na mój gust, trochę zbyt spouchwałe, jak na niecały jeden dzień znajomości, toteż skrzętnie przemilczałem, tę kwestię. Później wysłuchałem uważnie jej słów, gdyż wyglądały mi na instrukcje dalszego postępowania… Oto moje przypuszczenia miały stać się prawdą. Nieuchronnie zmierzałem pomostem w stronę mrocznej gildii, a na dodatek pomost ten rozpadał się zaraz za mną odcinając drogę powrotną. Z tego miejsca nie dało się już cofnąć, a nawet jeśliby się dało nie wybaczyłbym sobie złamanego słowa… Ona też pewnie nie byłaby do tego skłonna.
 - Zrobię, jak mówisz. I naprawdę nie musisz się obawiać umiem o siebie zadbać. Gdyby stało się coś koszmarnego, z czym sam bym sobie nie dał rady skontaktuje się z Tobą, obiecuje. -  Miało to ją chyba uspokoić, bo jej poważny ton wydawał mi się wskazywać, że przejmuje się mocno całą tą sprawą. Odebrałem od niej mą przepustkę do lepszego życia, przy czym bez większych protestów dałem się obmacać po kolczyku. Słysząc to uśmiechnąłem się do niej w sposób, który można by uznać za przyjemny.
 - A Ty masz w ogóle jakieś złe strony piękna Merry? –  Spytałem z niedowierzaniem, choć trochę udawanym. Po części miałem nadzieję zatrzeć tym nieprzyjemne wrażenie pozostawione przez komentarz o skokach w bok.
   Kopertę zgrabnym ruchem wsadziłem do kieszonki koło papierosów, później zebrałem pozostałe na podłodze rzeczy, włącznie z płaszczem, a na koniec końców wstałem i kurtuazyjne podałem jej rękę, by pomóc jej się podnieś. Nie wątpiłem, że potrafi zrobić to sama, w końcu nie raz pokazała sprężystość swych ruchów, ale było to zachowanie grzeczne, więc w sumie, czemu nie. Gdy już wstała, ja wcisnąłem ręce do kieszeni i leniwie spojrzałem w kierunku drzwi.
 - To chyba czas, by się pożegnać… Uważaj na siebie, bo miło byłoby spotkać Cię jeszcze raz. – Gdy już to powiedziałem okręciłem się na pięcie i ruszyłem w stronę wyjścia, by udać się za wskazaniami. Miałem również nadzieję, że pan gruby szmal nie wpadnie na jakiś kretyński pomysł w stylu śledzenia mnie. Jeśli to, co mówiła Merry było prawdą, wszystko powinno pójść gładko. Merry…  Zatrzymałem się w pół kroku i przeczesałem włosy palcami. Później obróciłem się w jej kierunku i zbliżyłem się do niej równym miarowym krokiem. Stanąwszy przed nią spojrzałem jej w oczy, jak czyniłem to już wiele razy tego wieczoram nie odezwałem się ani słowem, nie były mi jak na razie potrzebne. Kierowany dziwnym impulsem i myśląc przy okazji, czy czasem nie stracę rąk, objąłem ją delikatnie i przycisnąłem do siebie w niezwykle czuły sposób.
 - Chciałem Ci powiedzieć na pożegnanie, jak bardzo scieszę się, że Cię poznałem, bo jesteś naprawdę wyjątkową osobą. -  Zacząłem cicho, intymnie, poważnym tonem. Pogładziłem jej plecy tak, jakby naprawdę były z porcelany i mogły boleśnie pęknąć przy każdym fałszywym dotyku. – Chciałem Ci też podziękować, za wszystko, co dla mnie zrobiłaś i co nadal robisz… I choć teraz mogę zrobić to jedynie w tak marnej formie, nie pożałujesz tej decyzji. Możesz na mnie liczyć. Zawsze. – Po tych słowach wypuściłem ją, by nie zostać oskarżonym o molestowanie, czy jakieś akcje na tle seksualnym. Poczekałem spokojnie, by przyjąć jej reakcję, a później już definitywnie ruszyłem ku drzwiom.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t1919-lafleur


avatar
Dragon's Howl


Tytuł : Cudowny Pisarz, Miss Popular, Srebrny Dekolt
Liczba postów : 342
Dołączył/a : 31/05/2015
Skąd : Ishvan

PisanieTemat: Re: Stara Leśniczówka   02.07.16 21:11

Westchnęła, wywracając nieco teatralne oczyma. Mężczyźni naprawdę nie rozumieli kobiet! Mimo egoistycznego życia i faktu, że LaFleur oddał się w jej ręce wcale nie oznaczał, że będzie kontrolowała jego życie, śledziła każdy krok.. Marii wychodziła z założenia, że żyje się tylko raz i otrzymany czas trzeba jak najlepiej wykorzystać, bowiem nie jesteśmy w stanie przewidzieć kiedy dobiegnie on końca. Korzystając z tego, że nadal był blisko wolną dłoń przysunęła do jego czoła i bezceremonialnie pstryknęła, uderzając w nie tym samym. Przekręciła głowę w bok, a jej twarz rozjaśnił jakże charakterystyczny dla tej dziewczyny złośliwy, na swój sposób uroczy uśmieszek.
- Ktoś tu nie ma poczucia humoru, co? Nie martw się, nie musisz trzymać swojej drapieżnej, męskiej strony na smyczy. Nie będę aż tak podła i nie zabronię Ci przecież spotykania się z kimkolwiek.. Chociaż, kto wie czy z czasem, jak się przyzwyczaję to nie będę zazdrosna. A zazdrosne kobiety to największe zło tego świata. Mało finezyjne, co? Masz trochę racji.
Odparła z nutką zamyślenia w głosie, mimowolnie zerkając na swoje dłonie. Na jednym z palców tkwił pierścionek - prosty, srebrny i z małym kamyczkiem. Nie była do niego przywiązana, jednak skromne wykonanie pasowało do jej dość nudnego, ale eleganckiego stylu. Jak zwykle myślała zbyt dużo, starała się poznać wszystkie możliwe scenariusze. Była jednak zbyt młoda, niedoświadczona i przede wszystkim przebywała we Fiore, wśród ludzi zbyt krótko. Przyglądała mu się w milczeniu, starając się wyobrazić sobie reakcję mistrza na jego osobę, sposób bycia.. Czy nawet jeśli przyjmie go bez słowa po przeczytaniu listu, to czy nie będzie miała z tego tytułu poważniejszych konsekwencji? Doskonale bowiem wiedziała, że Mistrz jakiejkolwiek gildii - a zwłaszcza tej mrocznej - nie mógł sobie pozwolić na utratę kontroli i samowolne działanie podwładnych. Takie sytuacje zwykle kończyły się tragicznie. Ostatecznie roześmiała się na jego słowa, pozwalając aby jej dłoń zsunęła się gdzieś w dół i odgarnęła opadające do przodu kosmyki włosów, które usilnie próbowały przykleić się do jej twarzy i szyi.
- Zdziwiłbyś się jak wielkie są moje niedoskonałości mój Drogi. Z drugiej strony.. Człowiek bez wad byłby nudny, nie uważasz? Wydaje mi się, że i one świadczą o naszej indywidualności i wyjątkowości. A poza tym możesz się ze mną skontaktować gdy tylko będziesz chciał, nie mając większego powodu. To jednej z punktów naszego małego, intymnego kontraktu!
Mówiąc to złapała za jego dłoń i tym samym skorzystała z oferowanej pomocy. Następnie jak to kobieta - wygładziła ubranie, przeczesała dłonią włosy i odrzuciła je na plecy, w końcu podnosząc swoją niezawodną torebkę i przewieszając ją przez ramię. Faktycznie, czas gonił. Trochę szkoda bo chętnie lepiej poznałaby swojego nowego towarzysza, nawet pupila można powiedzieć.. Mężczyzna intrygował ją swoim nietuzinkowym stylem bycia, bogatym słownictwem i rozsądnym, prostym podejściem do świata. Różnił się od poznanych przez nią wcześniej osób, chociaż każda z nich była wyjątkowa na swój sposób. Uśmiechnęła się pod nosem do własnych myśli. Niby taka mroczna, zła dziewczynka ze smokiem na ciele, a tu nawet nie było kogoś, kogo by jawnie nie lubiła! Niedorzeczne. Podniosła na niego wzrok, jeszcze ten raz lustrując go fioletowymi ślepiami. Kiwnęła głową.
- Mhm, będę. Na pewno się spotkamy. Nie dam się zwieść demonicznej istocie, do której się wybieram. Może nie wyglądam, ale jestem całkiem zaradna, wiesz? Ty też uważaj. Nie daj oczarować łagodnej buźce mistrza, to twardy zawodnik.
Zakończyła, dodając mu małą przestrogę na koniec. Przez chwilę śledziła go wzrokiem, aby ostatecznie jednak przymknąć na dłuższą chwilę oczy. Zawsze tak robiła. Nazywała to prysznicem umysłowym, który miał ulotnić wszelkie zbędne na chwilę obecną myśli i pozwolić skupić się na celu, który cóż.. Nie należał do najprostszych. Demony nie były proste w obcowaniu i była pewna, że jak nawet ładnie poprosi, to ten bez walki nie odda jej fiolki swojej krwi. Schyliła się po pelerynę, narzucając ją na ramiona i okrywając ciało. Unosząc powieki zaczęła wiązać ją pod szyją. Zauważyła wtedy, że kroki ucichły, a drzwi wcale nie trzasnęły. Nieco zaskoczona uniosła głowę i aż drgnęła niepewnie, napotykając znajomą twarz i spojrzenie. Pytającym wzrokiem zlustrowała jego twarz. Czegoś zapomniał? Wtedy właśnie sprawił, że jej twarz nabrała solidnych wypieków, które ozdobiły alabastrową skórę. Malinowe wargi drgnęły niespokojnie, ostatecznie zaciskając się w subtelnym zawstydzeniu. Nikt nie postępował z nią wcześniej w taki sposób. To było całkiem inne od tego, co robił Takeru, który nałogowo molestował ją na tle seksualnym i testował, na jak wiele pozwoli jej cierpliwość. Gdy pogładził ją po plecach mimowolne przymknęła oczy, opierając wygodnie głowę o klatkę piersiową maga. To było dziwne, nowe i całkiem przyjemne.
- Wiem, że mnie nie zawiedziesz. Czasem tak jest, że gdy kogoś spotkasz.. Po prostu wiesz. Dziękuje za te słowa ale chciałabym sobie na taką opinię uczciwie zapracować. Nic nie zrobiłam, przecież to Ty chwyciłeś rękę, którą wyciągnęłam. Spotkamy się niedługo, wtedy opowiem Ci więcej o projekcie i pozostałych członkach.. Tylko wrócę. Teraz już w ogóle mam powód, żeby nie dać się demonowi. To taka mała motywacja.
Odparła cicho, odsuwając się od niego i posyłając mu delikatny uśmiech. Zmierzyła go wzrokiem i mimowolnie stanęła na placach, wyciągając rękę i znów czochrając jego ciemne włosy. Opadając na całe stopy cofnęła się o krok i złapała za materiał peleryny, narzucając kaptur na głowę i skrywając twarz w cieniu. Upewniła się, że magiczne wytłumienie jak i swoiste wyciszenie są aktywne, a następnie minęła go z gracją, jeszcze klepiąc dłonią jego ramię.
- Uważaj na siebie. Do zobaczenia. I pamiętaj.
Rzuciła jeszcze cicho, zerkając na niego kątem oka. Następnie ruszyła przed siebie, bezgłośnie, niczym zjawa i opuściła chatkę, znikając gdzieś między drzewami. Teraz miała jeszcze większą motywację, aby zdobyć krew i rozpocząć badania. W końcu miała świetnego, pełnego potencjału maga-lekarza pod ręką. Z pewnością wiele przed nimi/

z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t918-mariko-shinoda


avatar
Dragon's Howl


Liczba postów : 21
Dołączył/a : 14/06/2016

PisanieTemat: Re: Stara Leśniczówka   03.07.16 11:22

Skinąłem głową na potwierdzenie jej słów, a później odprowadziłem, ją wzrokiem do drzwi. Wymacałem w kieszeni kopertę. Przez krótką chwilę walczyłem z pokusą, by ją otworzyć, ostatecznie jednak nie zdecydowałem się z głębokim westchnieniem schowałem, ją na swoje miejsce. Przyjrzałem się jeszcze raz mapie i raźnym krokiem ruszyłem w wytyczonym przez nią kierunku.

z.t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t1919-lafleur
Sponsored content





PisanieTemat: Re: Stara Leśniczówka   

Powrót do góry Go down
 
Stara Leśniczówka
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Płacząca wierzba przy stawie
» Charlotte McWeaveer
» Serge vs Danito
» Stara Wioska na Słowacji [Kazuya]
» Stara i opuszczona zimowa twierdza.

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Fairy Tail New Generation :: [Odkryte forum] :: Tereny zewnętrzne :: Ivalyn-
RadioAoi.plHalo PBFPBF ToplistaI love PBFPBF Toplista~**~.: ANIME TOP100 :.Najlepsze strony o Anime i Mandze w necie