IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Trakt ku Ivalyn

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość


avatar
Mistrz Gry


Tytuł : Najsumienniejszy Mistrz Gry, Forumowy Stróż Rozgrywki
Liczba postów : 178
Dołączył/a : 24/03/2016

PisanieTemat: Trakt ku Ivalyn   01.08.16 16:54

Droga pnąca się z Kornblume, przez pasmo górskie Lorren, w kierunku wysuniętego najbardziej na północ, większego siedliska ludzkiego we Fiore. Niesamowicie kręta, wspinająca się trawersami na strome zbocza, pokonująca rwące dopływy Wężowej rzeki za pomocą wąskich, kamiennych, lub drewnianych mostów, niekiedy nieposiadających barierek, sezonowych i odbudowywanych po każdej jesiennej powodzi. Trakt ma miejscami naturalną, kamienną nawierzchnię pozostałą po kuciu w górze, w innych partiach wyłożony jest natomiast granitowym brukiem zapobiegającym zapadaniu się i zbyt szybkiej erozji. Pomimo niesprzyjającego otoczenia droga ta jest na tyle porządna, by umożliwić kupcom komfortowy przejazd wozami, a wykute co kilkaset metrów mijanki umożliwiają bezstresowy przejazd nawet dwóch, sporych pojazdów zmierzających w przeciwnych kierunkach. Na niektórych przełęczach od głównego traktu odbiegają pojedyncze, cieńsze dróżki prowadzące do ukrytych wśród skał, sosnowych lasów i kosodrzewiny, maleńkich wioseczek, pojedynczych domów oraz schronisk. Kto wie, czym parają się mieszkańcy takiego odludzia?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
Neutralni Magowie


Liczba postów : 20
Dołączył/a : 15/07/2016

PisanieTemat: Re: Trakt ku Ivalyn   01.08.16 20:36

Pośród pyłu i błota sunie dziwna postać, podobna niby do klauna. To jednak nie dzwoneczki dają znać o jego bliskości, lecz odgłos odpadającej podeszwy od prawego, znoszonego już buciora - tak bardzo kontrastującego z pomarańczowymi, wyblakłymi od słońca rajtuzami. Dalej ciągną się w kontraście: granatowe hajdawery i wygnieciona koszula tej samej barwy, po których znać ślad srebrzystej nici. Bufiaste rękawy nie pasują w żaden sposób do kija trzymanego w żelaznym uścisku przez młodzieńczą lewą rękę. Na palcu pyszni mu się czerwienią pamiątka rodowa, niby to klejnot ostatni zmęczonego weterana wojennego - spostrzeżenie nie tak dalekie, toć stan równie opłakany. Może z wyjątkiem zachowania wszystkich kończyn. Widać grymas, oczy mrużone od palącego, letniego słońca. Słychać w końcu ciężki oddech, czuć stojące w miejscu powietrze...

...i nagły podmuch poderwie kapelusz z piórkiem, odsłoniwszy burzę białych włosów. Czupryna biała, nie opadnie na czoło, kiedy biedaczyna rzuci się w długą pogoń zostawiając za sobą obłoki pyłu, niemal jak od końskich kopyt, tak bardzo chciał odzyskać swój skarb.
W końcu po wyścigu z samym Eolem, chwyci kapelusz z doskoku, a uśmiech płytki pod nosem wyrazi samozadowolenie. Ponownie wdzieje go, wciśnie na głowę i ogarnie spojrzeniem trakt przed swym nochalem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t1963-hugs-for-laius


avatar
Mistrz Gry


Tytuł : Najsumienniejszy Mistrz Gry, Forumowy Stróż Rozgrywki
Liczba postów : 178
Dołączył/a : 24/03/2016

PisanieTemat: Re: Trakt ku Ivalyn   01.08.16 21:25

Słońce świeciło ogrzewając kamienie na południowym zboczu góry, a przy okazji kilka węży, jaszczurek oraz nawierzchnię traktu. Nasz włóczykij powinien się cieszyć z posiadania nawet tej wybrakowanej i próbującej uzyskać niepodległość podeszwy, gdyż bez niej zapewne tańczyłby niczym ruski, niedźwiedzi pupilek kataryniarza. Gorąc, prócz duszności i stojącego powietrza potęgowało jeszcze cykanie cykad, które jakimś dziwnym trafem denerwuje jeszcze bardziej niż temperatura. Silniejszy podmuch był jednak pierwszym z wielu oraz zapowiedzią tego, na co zbierało się już kilka godzin, nagłego załamania pogody. W górach podobno zmienia się ona błyskawicznie, a w tym paśmie, schodzącym aż do samego, morza nie jest to tym bardziej niczym nadzwyczajnym. Nad szczytami i przez przełęcze, powoli i mozolnie przelewały się białe, jak mleko gęste chmury, a powietrze aż kolejne podmuchy przynosiły zapach przepełnionego jodem powietrza.
Laius złapał swój kapelusz i nawet nie skoczył za nim do przepaści, a jedynie na lewy skraj drogi, która ciągnęła się przed nim jeszcze na jakieś trzysta metrów, po czym zawracała i szła trawersem jakieś kilkanaście metrów niżej. Otoczenie traktu porośnięte było głównie kosodrzewiną i innymi, karłowatymi iglakami, a dokładnie na tym zakręcie, do którego zmierzał chłopak, na poboczu siedziało jakieś zwierzę... nie, nawet człowiek. Z tej odległości ciężko było określić, ale wyglądał na mężczyznę, kobieta byłaby zapewne bardziej kolorowo ubrana, chociaż patrząc na Laiusa i wyobrażając sobie jego ciuszki w czasach świetności można było dojść do wniosku, iż kolor odzienia niekoniecznie musi zdradzać płeć noszącego. Pewne było natomiast, że człowiek ten żył, dostrzegł podróżnika i zawzięcie do niego machał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
Neutralni Magowie


Liczba postów : 20
Dołączył/a : 15/07/2016

PisanieTemat: Re: Trakt ku Ivalyn   01.08.16 21:53

Wytężył wzrok kiedy tylko jego oczy odzyskały odrobinę cienia zapewnianego przez kapelusz. Zauważywszy człeka, zrezygnował z biegu w jego stronę, niezależnie od sygnałów, które ten mu miał przyszykować. Czy to machanie, czy to krzyki o pomoc, dziewic jeszcze nie mordowali, więc jego rycerski honor nie dozna uszczerbku.
Szedł zatem spokojnie. Klapanie podeszwy przycichło jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, wyprostował się w międzyczasie, a przede wszystkim się rozglądał: czy skądś ktoś nie wyskoczy?! Jeździł spojrzeniem po krzakach, półkach skalnych, potencjalnych dziurach w ziemi, a nawet niebie. Nie raz i nie dwa przełknie nerwowo ślinę zanim w końcu dotrze do nieznajomego, który był przecież kolejną zagwozdką.
Oceni oblicze, oczy, broń widoczną i potencjalnie broń niewidoczną. Niestety nie miał mocy prześwietlenia ludzkich ubrań, więc o ile ogół płci pięknej nie miał powodów do zmartwień, o tyle on musiał się zdawać na instynkt w sprawie "sztuczek" w mankietach i cholewach, szczególnie na tym trakcie. Fakt, ktoś tędy czasami przejeżdżał, może nawet i magnacką karocą. Ale zdrowy rozsądek nakazywał czym prędzej rannego wyminąć, niż kusić los swoją dobrocią. Bo ile samo dobro było dobre, o tyle solidarna dystrybucja cierpienia była dla Laiusa perspektywą co najmniej niemiłą.
Jeśli nic specjalnego nie wzbudzi jego podejrzeń, wymaluje na sobie maskę dobrotliwego, beztroskiego włóczykija pachnącego szlachetnością i zbliżywszy się zacznie:
- Witajcie... - uniesie dłoń, zastanawiając się, z kim miał przyjemność się spotkać na trakcie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t1963-hugs-for-laius


avatar
Mistrz Gry


Tytuł : Najsumienniejszy Mistrz Gry, Forumowy Stróż Rozgrywki
Liczba postów : 178
Dołączył/a : 24/03/2016

PisanieTemat: Re: Trakt ku Ivalyn   01.08.16 23:56

Jako że młodzieniec nie zaczął biec, ani nie przyspieszył kroku trzysta metrów pozostało trzystoma metrami. W krzakach cykały cykady milknące, gdy za bardzo się do nich zbliżył, półki skalne stały sobie nieruchomo, jak to miały w zwyczaju, a przynajmniej do momentu, w którym nie uznają, że będą chciały odpaść na głowę jakiemuś uważnemu bardziej, lub mniej podróżnikowi. Tym razem żadna nie zdecydowała się rzucić na Laiusa i jedynie kamienie pod jego stopami chrzęściły przy każdym kroku. Gdzieś w dwóch trzecich trasy do machającego, ludzkiego punktu charakterystycznego w poprzek traktu przebiegła spora, zielona jaszczurka, akurat gdy chłopak patrzył się w niebo. Normalnie zawał. No ale poza tym nic zaskakującego.
- Witaj, witaj młody człowieku - odparł mężczyzna na oko dwa razy starszy i dwa razy większy od białowłosego. Posiadał dosyć przyjemną, acz dosyć zarośniętą twarz, która z pewnością nadrabiała braki włosów tworzące głębokie zakola w krótko przystrzyżonej fryzurze na głowie faceta. Miał na sobie brązową koszulę o długich, podwiniętych do łokci rękawach, szerokie, luźne spodnie z masą kieszeni i trepy, a raczej jednego, gdyż lewy, a także skarpetka leżały sobie obok wraz z niewielkim, materiałowym worko-plecakiem. Cały ekwipunek był dosyć upaprany i potargany, mężczyzna z resztą też, a bosa stopa, owinięta mokrą, kuchenna szmatą w kratę wydawała się deczko większa niż powinna. Jeśli chodzi o broń, to facetowi przy pasie wisiał nóż myśliwski długości broni i to tyle z rzeczy pozornie niebezpiecznych nie znajdujących się głęboko w kieszeniach gościa, ani w jego bagażu.
- Jak widzisz znalazłem się trochę w kropce. Góry są bezlitosne, jeden fałszywy krok i można nawet stracić życie. Mnie dziś oszczędziły, ale już nigdzie dalej się nie wybiorę, a na pewno nie do Kornblume, lub Ivalyn. Nie wyglądasz na tutejszego, zmierzasz nad morze prawda? Mógłbyś mi wyświadczyć przysługę i dostarczyć to do miasta - "tym" miała być złożona na cztery wyjęta z kieszeni spodni, zaklejona koperta. Mężczyzna wyciągnął ją w dwóch palcach w kierunku Laiusa, jednak wydawał się czekać na reakcję słowną i jakąś, dającą nadzieję odpowiedź nim ostatecznie powierzył mu świstek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
Neutralni Magowie


Liczba postów : 20
Dołączył/a : 15/07/2016

PisanieTemat: Re: Trakt ku Ivalyn   02.08.16 0:30

Mężczyzna mógł być kimkolwiek. Robotnikiem, magiem, podróżnikiem... może i bandziorem. Mimo to, Laius skinął głową przyjaźnie na pierwsze słowa nieznajomego.
- Jeden fałszywy krok i można nawet stracić życie? Na tym ono chyba polega - zaśmiał się, odcinając się równie fascynującymi przemyśleniami. Obrzuciwszy wzrokiem kopertę, wiedział, że koszt jej dostarczenia mógł być równie ciężki, jak upadek w bezdenną przepaść. Nieraz już słyszał o historiach pokroju "przynieście mi głowę posłańca".
- Zatem pilna przesyłka. Nie podróżuję w żadne konkretne miejsce. Ale mogę trafić pod wskazany adres. Jestem człowiekiem uczciwie pracującym, więc pomogę, jednak za opłatą. Toć miłymi słowami nie napełniono jeszcze brzucha. Chyba możemy siebie wzajemnie wesprzeć - uśmiech od ucha do ucha nie schodził mu z twarzy. Biorąc pod uwagę widoczny stan tkanki tłuszczowej Laiusa, chyba nikt się nie dziwił ani jego słowom, ani widocznemu entuzjazmowi. W najbliższym mieście planował zafundować sobie królewską ucztę, by później znowu biedować do "następnej wypłaty". Czyżby tym razem udało się tego uniknąć? "Klient" zdawał się być wyluzowany, lecz zależało mu, aby dostarczyć wiadomość niezwłocznie (inaczej nie oddawałby jej w ręce pierwszego lepszego przybłędy). Ludzie w pośpiechu zwykli mieć ciężkie sakiewki.
- Dla kogo ten list? Dodatkowe zalecenia? Wskazówki? - walnął prosto z mostu, przechodząc na bardziej profesjonalny ton. Cenę uzależniał głównie od adresata. Jeśli ten człowiek zechce, żeby dostarczył przesyłkę do nieboraka idącego jutro na ścięcie, to urośnie ona w górę ze względu na korumpowanie straży, przebierankę za kapłana udzielającego rozgrzeszenia oraz... pośpiech. Jeśli tylko do rekina półświatka, należy się tylko dodatek za niebezpieczne warunki pracy. Mógł też być człowiek na łożu śmierci - tutaj zlitowałby się do poziomu dobrej wyżerki, bo był ostatecznie człowiekiem, a nawet miał bijące serce. Jeśli miało się skończyć na naprawdę zwyczajnym liście, to przecież mógłby on poczekać, prawda? To chyba nie były legendarne sonety młodocianych romantyków do bladolicych panien. Nie poczuł jeszcze obezwładniającego odoru kwiecistego perfum.
W międzyczasie szukał dodatkowych detali widocznych tylko z bliska. Czy człek ten nie ukrywał śmiertelnej rany? Czy aby na pewno chodziło o drobnostkę? Nie wziął jeszcze do ręki koperty. Oznaczałoby to, że zaakceptował umowę, bez jej uzgodnienia. To jak strzelanie sobie samobója, nie tylko finansowego, ale również w kwestii reputacji. W pewnym momencie już musiało od niego wionąć chłodem profesjonalisty - o ile jest to możliwe z pustym żołądkiem oraz pomarańczowymi kalesonami!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t1963-hugs-for-laius


avatar
Mistrz Gry


Tytuł : Najsumienniejszy Mistrz Gry, Forumowy Stróż Rozgrywki
Liczba postów : 178
Dołączył/a : 24/03/2016

PisanieTemat: Re: Trakt ku Ivalyn   03.08.16 0:33

Niespodziewanie spotkany podróżnik zaśmiał się również, raczej z grzeczności, niż uznając, że wypowiedziana przez Laiusa mądrość była w jakikolwiek sposób zabawna, co z resztą słychać było w tonie jego, zdecydowanie wymuszonego śmiechu. Może w ten sposób chciał się wydawać jeszcze bardziej sympatyczny i wkupić w łaski młodego chłopaka, może ukryć pod otoczką wesołości swój gorszy niż się zdawało stan, kto go tam wie?
- Pilna jak pilna, raczej zawaliłem sprawę i korzystam z okazji. Niewielu ludzi podróżuje tym szlakiem o tej porze roku, a skoro już szczęśliwym trafem natknąłem się na kogoś, to korzystam. No i oczywiście mam zamiar wspomóc szczęście pieniądzem - odparł facet opierając się dłonią o ziemię i podnosząc się do bardziej wyprostowanej pozycji w siadzie. Przy okazji ruszył owiniętą nogą, dosyć bezwładną, ale nie wywołało to na jego twarzy jakiegoś nadzwyczajnego grymasu bólu. Opuścił drętwiejącą już zapewne rękę trzymającą przesyłkę i rozłożył ją rozpłaszczając na kolanie.
- To jest zlecenie oraz ostrzeżenie. Jakbyś szedł w kierunku Kornblume mógłbyś to zostawić nawet od razu w budynku Blue Pegasus, ale możesz nie wyrobić się już przed nocą. W Ivalyn najlepiej będzie, jak doręczysz to do oddziału strażniczego, oni powinni być w stanie rozesłać kopie dalej, gdzie trzeba i odpowiednio zareagować, jednak droga tam zająć Ci może jeszcze jutrzejszy dzień. Bo widzisz, w tej okolicy zaczęły się jakiś czas temu dziać dziwne rzeczy. Nie jestem stąd, ale mieszkańcy wioski na dnie tej doliny użyczyli mi schronienia przed niebezpieczeństwem. Prawie dwa tygodnie czekałem z nimi na powrót chociaż jednego z gołębi pocztowych niosących bliźniaczą do tej wiadomość, na próżno. W końcu mieszkańcy zdecydowali się wysłać człowieka, a że już nadmiernie korzystałem z ich gościny sam się zgłosiłem. No i udało mi się wywiąć - ostatnie zdanie zostało wypowiedziane z ogromną dawką ironii, żalu i samokrytyki. Człowiek ten opuścił głowę w geście skruchy i bezradności, lecz po chwili otrząsnął się i sięgnął po worek, który rozwiązał, a z jego czeluści wyciągnął zwyczajny, męski portfel. Prócz niego w oczy Laiusa, jeśli ten zapuścił żurawia, rzuciły się jakieś ubrania oraz połyskująca menażka znajdujące się wewnątrz. Nic nadzwyczajnego.
- Jestem w stanie zaoferować trzysta klejnotów za usługi kurierskie, a gratis dorzucić kilka informacji. Po pierwsze, podróżowanie nocą oraz późnym wieczorem jest niesamowicie niebezpieczne. Nie tylko dlatego, że łatwo zboczyć ze szlaku. Po drugie, w kierunku Ivalyn, jakieś pięć, sześć godzin marszu stąd znajduje się drewniany, porządny szałas, a raczej chatka dla pieszych podróżnych, którzy zwyczajnie nie mają szans przebyć całej trasy pomiędzy miastami w jeden dzień - Po tych słowach mężczyzna wyciągnął trzy stuklejnotowe banknoty, położył je na niedbale wyprostowanej przesyłce i po raz kolejny wyciągnął dłoń w kierunku Laiusa, tym razem z całym plikiem.
- To jak, poratujesz młody człowieku?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
Neutralni Magowie


Liczba postów : 20
Dołączył/a : 15/07/2016

PisanieTemat: Re: Trakt ku Ivalyn   03.08.16 1:11

Ta "praca" była fartem. Czymś dorywczym. Nie było żadnego sensu w targowaniu się i skubaniu tego pechowego kuriera. Starczy na obiad w jakiejś spelunie, a może nawet na jakieś "miłe panie". Chociaż tutaj nie mógł sobie obiecywać zbyt wiele. Raczej musiałby liczyć na niewinną córkę któregoś karczmarza. Jednak nazwa "Blue Pegasus" zmusiła go do dłuższego namysłu. Zorientuje się, że za całością kryje się coś większego. Ten człowiek dawał same trzysta klejnotów za dostarczenie tego świstka do rezydentów Kornblume. To oznaczało, że sprawa mogła opiewać na przynajmniej przyzwoite pięć tysięcy. Chociaż absolutnie nie musiało być tak, jak panicz Artorius sobie wyobrażał.
- Hmmm? Rozumiem, że zlecenie dla magów. Brzmi jak gruba sprawa. Wiadomo coś więcej na ten temat? - zagadał niezobowiązująco, zerkając na pozycję słońca. Jeśli będzie równie pechowy co główny bohater w grafomańskich powieściach grozy, to wspomniany "domek" okaże się śmiertelną pułapką. Nie zdziwiłby się. Wcale. W końcu dzieją się "dziwne rzeczy".
Właściwie, to z chęcią przejąłby to zlecenie "cichaczem", jeśli właśnie o to się rozchodziło. Lak nie wyglądał specjalnie, a drobne uszkodzenia mogą się zdarzyć. To nie była przesyłka wagi państwowej. Jeśli nie była konieczna pomoc speca od tajemnych runów, ani maga konkretnego typu - to taka okazja może się mu prędko nie trafić.
- Poratuję. Brzmi jak ważna sprawa - stwierdził, zgarniając zarówno papier, jak i zapłatę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t1963-hugs-for-laius


avatar
Mistrz Gry


Tytuł : Najsumienniejszy Mistrz Gry, Forumowy Stróż Rozgrywki
Liczba postów : 178
Dołączył/a : 24/03/2016

PisanieTemat: Re: Trakt ku Ivalyn   03.08.16 23:53

- No bo jest poważna młody człowieku. Trzoda ginie, ludzie giną i to nie przez góry, a jakąś tfu zarazę, która je nawiedziła - rzekł mężczyzna wciskając portfel na powrót do plecaczka i spluwając w trakcie wypowiedzi gdzieś na bok, w kosodrzewinę.
- Ja wiem tylko to, co sam widziałem i to, co mi opowiadano. Najpierw owce zamykane na noc w zagrodach zaczęły w nocy padać dotkliwie pogryzione przez jakieś plugastwo. Naście co noc. Te, które przeżyły były śmiertelnie przerażone i nie dawały się nawet dotknąć właścicielom. Jeden z nich zaczaił się po kilku nocach na marę, cień przysłonił księżyc, usłyszano krzyk, ale ci, co wybiegli mu na pomoc znaleźli już tylko jego pogryzione i dogorywające ciało. Nie był pierwszą ofiarą. Mieszkańcy uznali, że to paranormalne i postanowili zatrudnić magów, którzy dać sobie powinni radę z takim nocnym szkodnikiem - zawiązał worek i przytroczył do niego nieszczęsnego, lewego buta za pomocą sznurówek, po czym zarzucił sobie ten pakunek na ramię, chwycił gałąź pobliskiego krzaka i wstał. Dosyć niezdarnie, ale podniósł się z ziemi decydując się stać jedynie na prawej nodze, a lewą trzymając ugiętą w kolanie i uniesioną. Troche jak bocian. Tylko bociany mają cienkie, czerwone nóżki, a nie opuchnięte i owinięte w szmatę.
- Spróbuję się przed zmrokiem dojść do odpowiedniego szlaku i zsunąć się na powrót do doliny, do wioski, nawet w tym stanie powinienem podołać. Mimo wszystko dziękuję młodzieńcze za wyręczenie mnie. Jak tylko to trafi do rąk odpowiednich ludzi będzie można na nowo uznać ten szlak za bezpieczny - dodał jeszcze na koniec z uśmiechem i spróbował zrobić krok. Kuśtyknął, uśmiech natychmiast mu zrzedł, a spomiędzy zaciśniętych zębów wydobył się przeciągły i tak bardzo głośny, że aż mogłoby się wydawać, że teatralny syk. Zatrzymał się na prawej nodze tylko na chwilkę, wystarczającą by nabrać powietrza do kolejnego i znów posunął sie o zaledwie trzydzieści centymetrów. Oj, to będzie dla niego długa droga.
W międzyczasie podmuchy wiatru wzmagały się, a pojedyncze strzępki, oderwane od przepływającej przez wzniesienie chmury zaczęły co kilka minut przysłaniać na drobną chwilę słońce i powodując niosący ulgę od skwaru cień. Zapowiadały też jednak, wręcz krzyczały, że gorące i słoneczne lato nie utrzyma się już długo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
Neutralni Magowie


Liczba postów : 20
Dołączył/a : 15/07/2016

PisanieTemat: Re: Trakt ku Ivalyn   04.08.16 0:24

Kiedy tylko "poratowany" odszedł, Laius bez śladu zażenowania zerknie na otrzymaną kopertę, po czym bezceremonialnie zerwie lak i zanurzy wzrok w zleceniu. Obliże zeschnięte usta, wykrzywi mordkę w chytrym uśmieszku...
Cztery tysiące. Prawie kurka wodna zgadł. Było blisko. Co teraz? Z lekkim wahaniem ruszył w stronę doliny, po śladach zleceniodawcy. Nikt z Blue Pegasus nie będzie miał pretensji, jeśli nawet nie przeczytają tego papieru.

Kilka minut później szedł za pechowym kurierem. Człek musiał go zauważyć prędzej, czy później - kiedy już lazł z nim ramię w ramię.
- Zrobię to w trzy noce. Za trzy tysiące. Trzysta to moja zaliczka. Jeśli zginę, to odzyskasz pieniądze z mojego zimnego trupa. Moja sakiewka nie powinna przeciekać posoką - zaryczał śmiechem, wcisnąwszy w dłonie zdziwionego zapewne mężczyzny otworzone zlecenie. Pod którym nabazgrano dystyngowaną kaligrafią: "Laius Artorius, mag niezależny, podejmuje się tego zadania".
Gwoli ścisłości, nasz srebrzystogłowy bohater stwierdził, że zastosuje taktykę pokręconej psychologii. Rozwiąże szybciej problem, zażąda mniejszej zapłaty, a w najgorszym wypadku - zarekwirowane przez niego pieniądze zostaną odzyskane. Nikt nie gwarantował, że ktokolwiek z Blue Pegasus podejmie się zlecenia nawet w ciągu miesiąca.
Jeśli nie doczeka się żadnej reakcji, ruszy szybkim krokiem w stronę wioski, by dotrzeć jeszcze przed zmrokiem. Tym bardziej to zrobi, jeśli mężczyzna podejmie próbę zwyzywania i opieprzenia go. Ostatecznie, nikt z ranną nogą nie powinien podjąć pościgu...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t1963-hugs-for-laius


avatar
Mistrz Gry


Tytuł : Najsumienniejszy Mistrz Gry, Forumowy Stróż Rozgrywki
Liczba postów : 178
Dołączył/a : 24/03/2016

PisanieTemat: Re: Trakt ku Ivalyn   04.08.16 2:33

Laius dogonił mężczyznę, gdy ten odpoczywał oparty o jakiś większy głaz. Facet najpierw zrobił wielkie oczy widząc młodzieńca, który mimo zapłaty nie wywiązywał się ze zlecenia, a potem jeszcze większe, gdy zadeklarował on, iż wykona jeszcze więcej i sam pozbędzie się tej tajemniczej szkarady. Główną reakcją rannego i kuśtykającego gościa było przeciągłe "yyyyyy", gdy patrzył to na kartkę to na Laiusa, otrząsnął się jednak dosyć szybko, nawet zaskakująco szybko, wcisnął kartkę do kieszeni i zawołał za schodzącym znacznie szybciej od niego chłopakiem
- Powodzenia? - tonem jakby pytającym i wciąż jakoś nie do końca pewnym. Chyba ciężko było mu określić jednoznacznie w jakiej sytuacji się znalazł, ale przynajmniej był na tyle miły, że nie próbował ani gonić, ani opieprzać.

Ochłodziło się, grzmiało i zaczynało siąpić z chmur, które przykryły już cały nieboskłon, kiedy mag wychynął z sosnowo - bukowego lasu na szeroką przecinkę prowadzącą już bezpośrednio do kilku marnych, drewnianych chałup na krzyż, z których większość stanowiła chyba obory i jakieś składziki. Tak, wioska. Mieszkalnych chałupinek nie dało się naliczyć więcej jak trzech. Słońce jeszcze nie zaszło za przełęcz, ale z powodu burzy zrobiło się dosyć ciemno i widać było, że jedynie w centralnej, największej chacie o kamiennej podmurówce zapalono światła. Prócz szumu nasilającego się deszczu do uszu chłopaka dobiegało jeszcze zwyczajne beczenie owiec. Ot, sielanka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
Neutralni Magowie


Liczba postów : 20
Dołączył/a : 15/07/2016

PisanieTemat: Re: Trakt ku Ivalyn   04.08.16 3:15

Wędrowiec przyśpieszy krok i poprawi kapelusz, kiedy tylko zda sobie sprawę, iż pogoda robi się niewesoła. Co prawda będzie próbował gwizdać pod nosem, ale humor popsują mu rozmyślania, czy aby przypadkiem nie przegiął z tym jednym tysiącem w drugą stronę. Jednak w jego sytuacji ostrożności nigdy zbyt wiele. Mógł tylko wierzyć, że wieśniacy zapewnią mu wyżerkę oraz znajdzie się gdzieś słodka, młoda mleczarka. Nadzieja umiera ostatnia. Przeciągnął jakoś swoje nogi aż do drzwi chaty, w której zdawało się palić światło. Prawdę powiedziawszy musiał już być bardzo zmęczony. A zaraz czeka go ponowne odstawianie szopki. Oczywiście jego celem numer jeden było zbadanie ciał zabitych zwierząt oraz martwego jegomościa, ale pominąwszy fakt, iż jedno mogło być zjedzone, a drugie pochowane, ciężko mu było się wysilić na optymizm. Dodatkowo, brzuszek burczał. Jeeeeeszcze troszkę...

- Dzień dobry! - zapukał prawym łapskiem, w drugim trzymając swojego kija. Niektórzy dalej byli przywiązani do stereotypowego wizerunku czarodzieja z kosturem, szczególnie na takim zadupiu - Jestem magiem! Przyszedłem w sprawie zlecenia! - podniósł głos, próbując przekrzyczeć narastające grzmoty.
Ostatni momencik poświęcił na poprawienie grzywki wystającej spod kapelusza, podciągnięcie portek oraz wysilenie się na życzliwy uśmiech naiwnego młodziana. Grunt to pozytywne relacje z klientem! Nie był na poziomie, na którym jako gbur mógłby sypnąć klejnotami za owsiankę. Nie! To jego, jako słodkiego chłopca, powinno się wolontaryjnie obsypywać owsianką... i klejnotami!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t1963-hugs-for-laius


avatar
Mistrz Gry


Tytuł : Najsumienniejszy Mistrz Gry, Forumowy Stróż Rozgrywki
Liczba postów : 178
Dołączył/a : 24/03/2016

PisanieTemat: Re: Trakt ku Ivalyn   05.08.16 0:35

Nim zapukał z chaty dobiegały jakieś dźwięki natychmiast jednak ucichły. Po chwili Laius mógł przez drzwi usłyszeć kroki, potem jakieś szuranie tuż za drzwiami, jedno, drugie, zgrzyt zawiasów, chociaż drzwi ani drgnęły, następnie szczęk zamka i oto, w końcu mu otworzono... a nie, jednak jedynie uchylono "wrota", które wciąż były zamknięte na łańcuch. Przez szparę łypnęło na maga oko otoczone siatką drobniutkich zmarszczek, które zmierzyło go dokładnie od stóp do głów.
- Człowiek? - padło niepewne pytanie z wnętrza chałupki, na które oko, wraz z należącą do niego głową odpowiedziało skinięciem - To na co czekasz!? Wpuszczaj go i nie kuś licha otwartymi drzwiami! - już pewniej odezwała się kobieta o mocnym, niskim, wręcz tubalnym głosie.
Zatrzaśnięto drzwi, a następnie otworzono je już na oścież. Oczom Laiusa ukazała się główna izba, a w niej niewielka grupka ludzi, dokładnie to piątka. Przy drzwiach stał starszy mężczyzna, za nim potężna matrona z grubsza w jego wieku, przy stole siedziały natomiast trzy kobiety, dwie zdecydowanie dojrzałe, jedna chuda jak szczapa o zapadniętych policzkach, druga lekko otyła, ale można by to podciągnąć pod zdrowe krągłości, a pomiędzy nimi odrobinę przerażona i jakby zahukana młódka.
- To wręcz nieprawdopodobne, prawdziwy cud. Peter wyruszył zaledwie dziś, z samego rana, a już pojawiła się pomoc. Zaiste, Blue Pegasus posiada w swych szeregach niesamowitych magów! - zawołała z przerośniętym jak jej ciało entuzjazmem matrona składając ręce w jakimś modlitewno dziękczynnym geście. W tej samej chwili, jeśli Laius raczył wleźć do chałupki, starszy człowiek zatrzasnął za nim drzwi ze zgrzytem wprost z horrorów, no może nie aż tak strasznym, ale przydałoby się zawiasy naoliwić, bo ciężko chodziły, a następnie starannie je zamknął na zamek, zaryglował i na koniec zastawił szafką.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
Neutralni Magowie


Liczba postów : 20
Dołączył/a : 15/07/2016

PisanieTemat: Re: Trakt ku Ivalyn   05.08.16 1:20

Wszedł do ciepłego wnętrza. Zacznijmy od tego, że był trochę rozczarowany. Właśnie mu zasunięto nazwą Blue Pegasus. Nic to. Tymczasowo nikt nie prosił go o pokazanie znaku, ale nie bez powodu obniżał zapłatę. Chodziło mu o reputację, którą musiał sam wypracować. A że ludzie byli łasi na pieniądze, zawsze znajdą się chętni do zaryzykowania fuszerki ze strony niezależnego maga.
Niemniej, musiał się odrobinę zaaklimatyzować, zanim przejdzie do meritum. Oprze zatem "kostur" o ścianę, zdejmie kapelusz ukazując swą czarującą czuprynę i rozejrzy się po domownikach. Nie pominie rzecz jasna najmłodszej panienki, o którą miał zamiar zadbać, kiedy już zostanie bohaterem w tej wesołej wsi. O ile rzecz jasna nie była dzieckiem w pełnym tego słowa znaczeniu - bo poniżej dwunastu lat w tym Królestwie już chyba takie rzeczy zahaczały o perwersję.

- Nie znam żadnego maga z Blue Pegasus, który wypatrywałby na trakcie ludzi w potrzebie - zaczął, by zaintrygować rozmówców całym swoim przypadkiem. Właśnie wywyższył swoją dobroć i skuteczność nad gildyjnych magów. Unikając bezpośrednich zniewag pod adresem bandy, z którą jednak nie miał ochoty specjalnie zadzierać.
- Spotkałem Petera podczas mojej podróży. Stwierdziłem, że się zajmę tym przypadkiem, skoro czas goni i nie ma czasu na zwłokę. Nazywam się Laius Artorius. Podczas moich podróży wytropiłem Szalonookiego Neddy'iego i Trevora Clown'a. Pokonałem diabła z Innsmouth i Trzeposzczęka z jaskini Koal - reklamował swoje usługi. Dla niezrzeszonych była to konieczność, skoro nie stała za nimi reputacja jakiejkolwiek organizacji. A że sława kryształowego panicza jeszcze nie wyprzedzała jego osoby, musiał poświęcać tej części trochę czasu. W ramach wyjaśnienia, nie kłamał w sprawie swych osiągnięć, ale brnął w ogólniki. Wszak nie twierdził, że każdy jego przeciwnik był zabójczą bestią lub bezdusznym zbrodniarzem.
- Szanowni gospodarze, Peter opowiedział mi już nieco o sprawie, ale chciałbym usłyszeć bardziej szczegółową relację - ciągnął swoją ofensywę, nie pozwalając jeszcze dojść do słowa wieśniakom. Aby od razu przejść do sprawy i nie zajmować się szczegółami z jego przeszłości. Chciał sprawiać wrażenie profesjonalisty, który wie, co robi. A że dopiero co tutaj wlazł, a opowieść będzie zapewne długa, spodziewał się zaproszenia do stołu, napitku oraz strawy. Każdy mieszkający na takim odludziu wie, że dotarcie tutaj wymaga ogromnego wysiłku.
- Najważniejsze są dla mnie ofiary. Rodzaj ran, które otrzymały. Pozostawione przez bestie ślady. Zmiany w okolicy. Nie wiem, czy za chwilę nie będę zmuszony do konfrontacji z tym potworem. Wolę być gotowy - porywający monolog młodzieńca został niespodziewanie przerwany przez gwałtowne burczenie brzucha.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t1963-hugs-for-laius


avatar
Mistrz Gry


Tytuł : Najsumienniejszy Mistrz Gry, Forumowy Stróż Rozgrywki
Liczba postów : 178
Dołączył/a : 24/03/2016

PisanieTemat: Re: Trakt ku Ivalyn   08.08.16 14:52

Do tej pory i wciąż cichy dziadziunio przemaszerował powolnym krokiem przez izbę, której deski podłogowe niesamowicie skrzypiały mu pod nogami. Chałupa wyglądała na leciwą, z zewnątrz ciężko to było ocenić, jednak w środku doskonale widać było, iż belki stropowe zostały w kilku miejscach już nie raz wymienione na nowe, a wielokrotnie bielone ściany i tak nie były już całkiem bialusie.
- Proszę usiąść - zaproponował mężczyzna odsuwając jedno ze stojących przy stole krzeseł i wykorzystując chwilę zapowietrzenia się kobiety, którą zatkało, gdy tylko spostrzegła popełnioną gafę. Cała reszta rodzinki siedziała, lub stała raczej w bezruchu wpatrując się z zaciekawieniem w przybysza. Dopiero gdy zaburczało mu w brzuchu tak, że aż zatrzęsły się okoliczne szczyty i tylko cudem nie zeszła z nich żadna lawina nastało drobne poruszenie, jakby panika, no bo w końcu gość był głodny, to prawie tak samo zaskakujące jakby dostał właśnie ataku serca. Tak czy siak, należało mu udzielić natychmiastowej i kompleksowej pomocy. Pierwsza zerwała się pulchna kobieta, którą młoda dziewczyna o długich, związanych w warkocze blond włosach powstrzymała położeniem dłoni na ramieniu, po czym sama wstała i znikła w sąsiedniej izbie, z której po chwili zaczęły dobiegać odgłosy krzątania się.
- Zaczęło się od księżyca, który w pełni, przed tygodniem stał się całkowicie czerwony, rano mężczyźni ruszając w góry, na polowanie znaleźli kilkanaście martwych, dzikich kozic, które wyglądały, jakby pogryzło je coś małego, acz niesamowicie żarłocznego. W okolicy znaleźliśmy ślady rozpaczliwej walki, stratowaną zieleń, ale ani kropli świeżej, czy zaschniętej krwi. Potem, zaczęły ginąc nam w ten sam sposób owce, licho wślizgiwało się nawet do zamkniętej obory. W końcu mój jedyny syn, Karl zaczaił się, by zobaczyć ki czort zeżyra mu jego trzodę, ale spotkał go dokładnie ten sam los, co zwierzęta. Wkłuwa się toto w skórę, nie wyrywa mięsa, ale nie zostawia ani kropli krwi. Mówię panu, diabelskie to, kiedy się zbliża nocne światła gasną przerażone jego nieziemskim pochodzeniem - w trakcie wypowiedzi wiejska baba coraz bardziej nakręcała się wyglądając na niesamowicie pewną, iż to o czym opowiada, to w każdej postaci siła nieczysta, pozostałe dwie kobiety przytakiwały jej, ta chuda aż nadgorliwie, puszysta dosyć nie pewnie. Facet natomiast przysunął sobie do stołu taboret, usiadł na nim i ze zobojętniałą miną czekał, aż jego zapewne małżonka skończy monolog.
W tym samym czasie z kuchni, prócz brzdęku garów i porcelany dobiegała przyciszona rozmowa, aż ostatecznie, wraz z ostatnim zdaniem matrony do izby wróciła blondyna niosąc strawę, a za nią przydreptał na oko ośmioletni, bosy  chłopczyk w piżamie. Ona postawiła przed Laiusem talerz gorącego bigosu z porządną, mięsną wkładką i koszyk pieczywa, a dzieciak doniósł miseczkę ze smalcem, kubek zsiadłego mleka i sztućce, po czym obydwoje usiedli na ławie pod ścianą, nie wtrącając się ani słowem do rozmowy starszych, a właściwie starszej, z magiem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
Neutralni Magowie


Liczba postów : 20
Dołączył/a : 15/07/2016

PisanieTemat: Re: Trakt ku Ivalyn   09.08.16 0:52

Gwoli ścisłości, burczenia brzucha nie miał w planach - gdyż na tyle wyrachowaną bestią jeszcze nie był. Usiadł za to nieco bardziej rozluźniony, bo ostatecznie udało mu się przejąć zlecenie przeznaczone pierwotnie dla gildii. Chociaż dopiero teraz miał się dowiedzieć o pewnych niemiłych detalach. Oczywiście nim się wsłuchał na dobre w mrożącą krew w żyłach opowieść, posłał odchodzącej dziewczynie przymilny, uspokajający uśmieszek - zapewniając ją, że od teraz wszystko było pod jego kontrolą. Nawet krótkoterminowy "kapitał" nie powstawał na życzenie.
Kiedy słuchał coraz to kolejnych słów o minionych wydarzeniach, próbował już wyobrazić sobie, na co się porywał. Ale chyba nie chodziło o przerośniętego komara. A wampiry podobno nie istnieją. Bardziej poważnie? Nie miał najmniejszego pojęcia, co to mogło być, dopóki nie zbada wszystkich ciał oraz miejsc kaźni. To właśnie tam może znaleźć futro, włosy, czy inne wydzieliny należące do drapieżnika.
Ofiary powinny być wyschnięte na wiór, jeśli słowa wieśniaków były prawdziwe. Właściwie, to nie wierzył, aby ktoś z Blue Pegasus porwał się na taką robotę za cztery tysiące. Samym swoim przybyciem musiał dać ogromne pokłady nadziei mieszkańcom tej wioski.
Zastanowił go jeden z detali. Że aż światła gasną z przerażenia? Prędzej podejrzewałby o takie sztuczki maga albo dość rozumną istotę, niż zwyczajnego potwora. O ile nie były to już wymysły tej baby.
- Dziękuję - wyrzucił w stronę młódki oraz chłopca, którzy raczyli mu przynieść jadło. Pozwolił sobie na przełknięcie pierwszego, rozgrzewającego kęsa, zanim kontynuował - Czy po pierwszych zniknięciach trzody, pozostałe owce zaczęły się zachowywać inaczej? Były wyciszone, czy raczej rozdrażnione? - ze zwierzętami gadać nie potrafił, lecz ten detal miał znaczenie. W wypadku pierwszej opcji, drapieżnik musiał zapewne stosować sztuczki umysłowe, ewentualnie toksyny do usypiania swoich ofiar - coś było na rzeczy. W drugim wypadku... miałby do czynienia z czymś mieszczącym się jeszcze w ramach szeroko pojmowanej w tym świecie "normalności".
Jadł bez pośpiechu, pomimo dużego apetytu, aby jak największą część uwagi poświęcić tej części. Ówcześnie upewniwszy się, że gospodarze się trochę uspokoili, a ogólne napięcie lekko opadło, zajął się najbardziej palącą kwestią:
- Jeśli to możliwe, czy mogę zobaczyć zabite zwierzęta i... państwa... syna? - wycisnął z siebie pytanie na tyle profesjonalnym tonem, na ile potrafił - Jeśli jeszcze nie został pochowany... to ważne, aby go pomścić i zamknąć tą sprawę - wyjaśniał dalej. Zbyt dobrze wiedział, że dzieciak mógł już leżeć w ziemi od paru dni. Ale jeśli dalej był "na wierzchu", nie miał prawa przeoczyć tej okazji. Niezależnie od tego, jak bardzo Karl był tym ludziom drogi, był już tylko zimnym, acz użytecznym truposzem. Do którego nie miał zamiaru dołączyć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t1963-hugs-for-laius


avatar
Mistrz Gry


Tytuł : Najsumienniejszy Mistrz Gry, Forumowy Stróż Rozgrywki
Liczba postów : 178
Dołączył/a : 24/03/2016

PisanieTemat: Re: Trakt ku Ivalyn   11.08.16 2:07

Wieśniarkeczka po podaniu strawy i tuż przed wybyciem na ubocze odpowiedziała krzywym, jakby wymuszonym uśmiechem, no ale przynajmniej była dosyć uprzejma, a bigos smaczny. Na podziękowanie tylko lekko skinęła głową, w końcu to nie w intencji Laiusa było dziękować, a jej kiedy (jeśli) się to wszystko już skończy.
- Oj przerażone, niesamowicie przerażone panocku. Nie dawały do siebie podejść człekowi i nawet po całym dniu na hali strachały się wrócić do zagrody - odpowiedziała tym razem chuda kobieta nadmiernie gestykulując rękoma, gadając głośno i zaciągając co poniektóre wyrazy. Na wzmiankę o Karlu ścichła jednak i zakryła dłońmi twarz, a ta grubsza zaczęła ją głaskać po plecach i szeptać jakieś pocieszające słówka.
- Pogrzebany. Moglibyśmy wyjąć go z grobu, ale przed nocą nie zdążymy, a i duszy to spokoju nie zapewni. Owieczki, z którymi nie wiemy, co robić, bo jeść resztek ze stołu stworzenia piekielnego nie mamy zamiaru, składujemy w starej, małej oborze, która stała się celem pierwszego ataku - odparła matrona szybko starając się zboczyć z tematu syna i jego śmierci - warto tutaj wspomnieć, iż syn wcale dzieciakiem być nie musiał, skoro matka wyglądała na zdecydowane 60+
- Jak zjesz panie, to pójdziemy zobaczyć - stwierdził krótko staruszek podnosząc się ze stęknięciem i poszedł przygotować małą, ręczną latarnię naftową, która powinna pomóc odnaleźć drogę w deszczu. Ten natomiast zaczął zacinać uderzając raz po raz z furią w szyby oraz zamknięte okiennice. Po chwili dziadzio wrócił również ze sporym parasolem.
- Pójdziemy tylko we dwójkę, kobiety i dzieci niech zostaną w chałupie, gdzie bezpieczniej. Co pan na to, panie magu? - zapytał odsuwając szafkę od drzwi i będąc już całkiem gotowym do drogi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
Neutralni Magowie


Liczba postów : 20
Dołączył/a : 15/07/2016

PisanieTemat: Re: Trakt ku Ivalyn   11.08.16 17:11

Kiwał głową na paplaninę, którą go uraczono. Jego mózg pracował na coraz to szybszych obrotach wraz z kolejnymi łyżkami sycącego bigosu. Tak. Zatem po prostu straszna bestia bez fiku-miku mentalnego. To się da zrobić.
- Rozumiem. Nie zamierzam zakłócać spokoju pochowanego - kiwnął głową twierdząco. Minimalne normy moralne też jakieś miał, a z serduszka też coś zostało. Poza tym byłoby źle skończyć z reputacją nekrofila - wszak każdą pogłoskę da się rozdmuchać do niewyobrażalnych rozmiarów. A poza tym, z trupami jakoś nie był na "ty".
- Niech i tak będzie - powiedział, kończąc posiłek. W końcu wstał i ruszył za dziadziem - Bezpieczniej będzie się zaryglować od środka - dodał, wydawałoby się, banał. Ale sytuacja zdawała się być na tyle niebezpieczna, aby to dodatkowo powtórzyć. Nawet, jeśli to byli ludzie, którzy przeszli przez niejedną taką sytuację. Głupio byłoby, gdyby jego zleceniodawcy nie dożyli wykonania zadania. A jakby został pośród samych trupów, mógłby się pożegnać z jakimkolwiek poważaniem wśród magów.
Często podróżował na piechotę, więc niemiłe warunki atmosferyczne były dla niego zwykle normą. Tym razem skupiał się na otoczeniu. Gdy tylko opuścił progi chatki: nasłuchiwał, wypatrywał oraz zachowywał czujność, napięty niczym kot gotowy do skoku. Tym bardziej, że to nie było jego terytorium. Próbował objąć wzrokiem, albo przynajmniej wyobraźnią, całą wioskę, aby uzmysłowić sobie, gdzie być może będzie się zmagał z potworem. Plany są niby bezużyteczne, ale planowanie jest nieodzowne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t1963-hugs-for-laius


avatar
Mistrz Gry


Tytuł : Najsumienniejszy Mistrz Gry, Forumowy Stróż Rozgrywki
Liczba postów : 178
Dołączył/a : 24/03/2016

PisanieTemat: Re: Trakt ku Ivalyn   12.08.16 21:20

Dziadzio zapalił latarenkę, a dojrzałe kobiety zajęły się sprzątaniem zastawy po gościu, a już po chwili dwójka mężczyzn znalazła się na dworze.
- Zaryglujemy się i nie wpuścimy niczego prócz was, choćby się nie wiem jak dobijało - rzuciła na odchodnym babuleńka, po czym zatrzasnęła drzwi. Było szaro i ciemno, ale jeszcze nie choć oko wykol. Dało się zobaczyć, szczególnie z pomocą światła z latarenki, ścieżkę prowadzącą pomiędzy dwoma, mniejszymi, całkiem drewnianymi chałupinami do placyku okolonego przez budynki gospodarcze. Staruszek szedł tuż obok Laiusa trzymając nad nim oraz sobą rozwartą parasolkę i poza szumem deszczu wokół oraz uderzeniem kropel w nieprzemakalny materiał było przeraźliwie cicho. Nic, żadnych odgłosów żywej natury. Dopiero, kiedy obydwaj przeszli koło największej z obór, z wnętrza dało się usłyszeć stłumione beczenie i pochrząkiwanie zwierząt hodowlanych, chociaż też jakby nieśmiałe.
- Nie zamykaliśmy wszystkich w jednym miejscu, bo to jak wystawienie na tacy dla potwora, ale tu jest ich najwięcej - wyjaśnił staruszek wskazując skinięciem głowy na budynek, jednak nie do niego zaprowadził maga, a do małej rozpadającej się obórki, praktycznie składziku na samym końcu placu, pomiędzy kurnikiem, a rzeczywistym składzikiem na jakieś narzędzia. Jeszcze przed otwarciem drzwi do nozdrzy Laiusa dobiegł nieprzyjemny zapach, kojarzący się trochę z kompostownikiem, a po otwarciu i poświeceniu do środka jego oczom ukazała się sterta owczych trucheł. Miały krótką, niedawno przystrzyżoną wełnę, więc całkiem dobrze było widać odbijające się na skórze kości. Wszystkie wyglądały, jak niedorobione mumie. Nie były wysuszone na wiór, ich skóra nie była popękana, jednak na poszarpanych ranach, znajdujących się na całym ciele każdej ciężko było uświadczyć chociaż kropelkę zaschniętej krwi, a oczy miały zapadnięte.
- Karl... wyglądał podobnie - zauważył wieśniak, po czym dodał - Każda z nich ma kilkanaście, do kilkudziesięciu drobnych ugryzień wyglądających jakby napadło je stado węży, albo jakichś drobnych gryzoni. Bardziej tego drugiego, gdyż ślady składają się z wielu, drobnych zębów, a nie tylko pary kłów. Naprawdę nie mam pojęcia, co to może być - po tych słowach wręczył magowi latarnię jednocześnie sugerując, że samo może zbadać, co mu się żywnie podoba.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
Neutralni Magowie


Liczba postów : 20
Dołączył/a : 15/07/2016

PisanieTemat: Re: Trakt ku Ivalyn   12.08.16 23:35

Przełknął ślinę. Na pierwszy rzut oka wyglądało to jak przypadek beznadziejny. Ale zamulać nie zamierzał, wszak był spostrzegawczym młodzieńcem, który nieraz już zacierał za sobą ślady - zatem dostrzeżenie ich powinno być dla niego fraszką. Ale najpierw...
- Mogę prosić o więcej światła? - zapytał się niewzruszenie, wskazawszy na lampę trzymaną przez starca. Był przygotowany na koszmarny widok. Bigos mu co prawda w żołądku przez moment zabulgotał, ale i tak wolał widzieć więcej. Mawia się, że najciemniej pod latarnią.
Zbliży się do zwłok, po czym kucnie, wytężając wzrok. Krwi może nie było. Ale będzie się rozglądał za śliną, jadem oraz innymi wydzielinami, które nie mogły należeć do owcy. Będzie szukał śladów futra dziwnej barwy, łusek, piór, błony, czy szponów. Nawet jeśli oznaczało to jawne gmeranie we wnętrznościach baraniny. Oczywiście, wyciągnie ze swojej torby złachane skórzane rękawice, co by swojego zacnego stroju nie pobrudzić! Takiego zestawu prędko na przecenie się nie kupi! Do fragmentów kości będzie używał w miarę możliwości szczypiec. Coś będzie próbował obwąchiwać, jednak zdrowy rozsądek podpowiadał, że po pierwsze zwróciłby zacny posiłek. A po drugie, odór rozkładającego się mięsa zdążył już przytłoczyć potencjalnie interesujące go nuty zapachowe. Więc w przypadku narządu węchu podaruje sobie bardziej znaczące wysiłki. Co zaś się tyczy cieczy, sprawdzi wpierw chusteczką, czy nie ma do czynienia z substancją żrącą. Żartów tutaj nie było, pełne skupienie.
Będzie też poszukiwał mniej oczywistych ran od doskonale widocznych szarpanych. Ślady ukłucia, pomniejsze ukąszenia, opuchnięte miejsca - też mogły mieć znaczenie. Zamierzał się do tego dogrzebać. Wspomniałem o jajach i larwach? Ich też poszuka. A nuż była to krzyżówka wilka i muchy tse-tse? Jeśli tak, to było zabić zanim złożyło jaja!
Oddał się makabrycznemu zajęciu, licząc, że starzec znał swoją stodołę dość dobrze, by się zorientować, że coś mogło się tutaj wkraść. On tutaj tylko pracował. I nie gmerał w synku. Zero powodów do skarg. Czasami niby zerkał, żeby upewnić się, że dalej jest w pobliżu. Bo gdyby nagle zniknął, to Laius by się bardzo, ale to bardzo zaniepokoił...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t1963-hugs-for-laius


avatar
Mistrz Gry


Tytuł : Najsumienniejszy Mistrz Gry, Forumowy Stróż Rozgrywki
Liczba postów : 178
Dołączył/a : 24/03/2016

PisanieTemat: Re: Trakt ku Ivalyn   14.08.16 2:06

Skoro mag wzgardził podarowaną latarnią, to dziadzio ją sobie zatrzymał i nawet łaskawie podkręcił trochę ogień oraz poświecił tam, gdzie mu wskazano. Z nieudolnie ukrywanym zaciekawieniem śledził Laiusa oraz każdy jego ruch przypatrując się z góry, co też ten chłopak wyprawia.
Futro owiec było miejscami ubrudzone błotem i potargane, chociaż to wcale nie musiała być robota potwora, a zwyczajne następstwa wypasania zwierzaków, lub ostatecznego przeciągania trucheł do tego budynku. Prócz ugryzień z bliska spostrzec można było gdzieniegdzie wyrwaną sierść, a pod nią drobne ukłucia i zadrapania, jakby coś tę owcę skrobało czymś nie większym niż mały, ludzki pazurek. Z resztą same poszarpane ugryzienia nie miały średnicy większej niż siedem centymetrów. Ciał obcych w leżących na wierzchu stosu owieczkach na próżno było szukać, jednak wypływało z nich trochę wydzielin niebędących krwią, głównie z pysków i odbytów. Po krótkim badaniu łatwo można było stwierdzić, że żrące to nie było, a przynajmniej nie bardzo. Żółć i soki żołądkowe owszem, miały dosyć kwasowe ph, ale chusteczkę zaledwie ubrudziły, no a mocz i kał zwierząt dało się chyba rozpoznać po zapachu i bardziej organoleptycznych badań nie musiał Laius przeprowadzać.
W trakcie oglądania zwłok staruszek był dosyć spokojny, jednak z biegiem czasu stawało się coraz ciemniej, a on zaczynał wykazywać oznaki zdenerwowania. W oczy głównie zaczęło rzucać sie drganie światła spowodowane strachowo-parkinsonowym drżeniem dłoni dziadka, a poza tym zaczął się on co jakiś czas nerwowo rozglądać szybciej oddychać i trzymać maga wręcz paranoicznie blisko.
- Panie, nie wiem skąd to wyskoczyć może, a ciemno jest i leje, toć nawet przysłonięty księżyc nas nie ostrzeże. Wrócilibyśmy do chałupy, albo przynajmniej na otwarte pole - zasugerował sensownie, ale dosyć niepewnie bardziej się pytając Laiusa o jego zdanie niż cokolwiek stwierdzając. Już nawet pomijając zachowanie, w samym jego głosie czuć było niesamowitą ilość szacunku i poważania względem młodego chłopaka w wyblakłych łachach, ale zabobonny strach jakoś to przeważał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
Neutralni Magowie


Liczba postów : 20
Dołączył/a : 15/07/2016

PisanieTemat: Re: Trakt ku Ivalyn   14.08.16 23:00

Drapieżnik zdawał się być dziwny. Można pocieszać się, że sprawca nie miał ogromnych, złowrogich szponów. To mogli być tylko kultyści złowrogiej ośmiornicy! Swoją drogą, od dawna nie obżerał się owocami morza. A, no tak. Dopiero miał otrzymać wypłatę. Jak zasłuży.
- Niech i tak będzie. Więcej tu nie znajdę. Gdzie znajdywano martwe zwierzęta? - zapytał się, podnosząc się z przykuca. Wystawił ręce za próg pomieszczenia, upewniwszy się, że zaraz mu łapek coś nie udziabie, po czym obmył dokładnie rękawice w imię raczkującej jeszcze higieny. Obyło się bez nadmiernego użycia skomplikowanego sprzętu oraz bonusowego porzygu.
- Śpicie teraz wszyscy w jednej chacie? Czy tylko dzisiaj wszyscy się tak zebrali...? - dalej się dopytywał, rozglądając się uważnie po okolicy. Miał zamiar się zaczaić na piętrze którejś stodoły i czuwać w ten sposób przez całą noc. Dosypiać w dzień. Jeśli to coś nie jest pająkiem ani nie ma skrzydeł, to chyba jest to najlepsze stanowisko do pełnienia warty. Przy odrobinie szczęścia nawet nie zostanie zauważony! Lepszego pomysłu nie miał. W ostateczności, drzewo też powinno spełnić podstawowe kryteria...
Póki co, o ile żadne licho nie wyskoczy, postanowił niezwłocznie wrócić z dziadkiem do chaty. To nie był czas, w którym się beztrosko tańcuje w deszczu z miłością życia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t1963-hugs-for-laius


avatar
Mistrz Gry


Tytuł : Najsumienniejszy Mistrz Gry, Forumowy Stróż Rozgrywki
Liczba postów : 178
Dołączył/a : 24/03/2016

PisanieTemat: Re: Trakt ku Ivalyn   15.08.16 2:00

Staruszek omiótł światłem i szwankującym wzrokiem całe pomieszczenie, po czym wyszedł na deszcz w ślad za dłońmi Laiusa, jednak w przeciwieństwie do niech pozostał suchy, gdyż rozłożył sobie parasolkę.
- Nasze owce w zagrodach i oborach, a dzikie zwierzęta w okolicy, głównie na zboczach na północ od wioski - odparł krótko i rzeczowo. Ogólnie ten mężczyzna jakoś niewiele mówił, no ale jeśli ktoś potrzebuje ogromu przekolorowanych informacji, to zawsze można jeszcze zaczepić jego żonę, czyż nie?
- Owszem. Od kiedy to coś zaatakowało Karla i się przekonaliśmy, że i ludźmi nie gardzi nie chcieliśmy zostawić Doreen samej w domu, a i Serena z dzieciakami się ostatecznie dołączyła. Tak jakoś bezpieczniej się człek czuje w kupie - dodał uśmiechając się lekko, co w połączeniu z dziwacznym oświetleniem mogło wyglądać dosyć upiornie, po czym wraz z Laiusem ruszył ku chałupie.
Nie mam pojęcia kim miałaby ta miłość życia do tańcowania w deszczu, bo na pewno nie dziadzio, ale rzeczywiście, to nie był najlepszy czas, szczególnie że wychodząc na prostą prowadzącą do domostwa można było zauważyć, iż ktoś dobija się do drzwi. Przez deszcz i mrok ciężko było rozpoznać sylwetkę, aczkolwiek przypominała ludzką. Być może prócz walenia w drzwi postać coś jeszcze wołała, jednak szum i dudnienie kropel o okoliczne dachy skutecznie zagłuszało każde jej słowo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
Neutralni Magowie


Liczba postów : 20
Dołączył/a : 15/07/2016

PisanieTemat: Re: Trakt ku Ivalyn   15.08.16 2:38

Kiwał głową, trawiąc informacje. Tak. Ze zwierzątkami będzie dobrze. Tylko jeśli to bydle potrafiło wleźć do budynku, to przecież mieszkańcy wioski też nie byli zbyt bezpieczni... Ale jakoś jeszcze nic ich nie zjadło. Nic to. Trzeba po prostu wszystko przemyśleć. A dziadzia znacznie bardziej polubił od ględzącej babuni. Nawet jak jego prezencja zaczynała się robić niepokojąca. Ale jeszcze nie wyrosły mu ani duże zęby, ani duże uszy, ani żadne cuda rodem z Czerwonego Kapturka.
Bardziej go zastanowił osobnik dobijający się do drzwi. Jeden? Dlaczego? Ucieka przed czymś? Może to tylko Peter? Czy może sprawca wszystkich tych kłopotów, który przylazł w gościnę po swoje ofiary? Żodyn nie wie. Zaś Laius miał takie dziwne wyobrażenia tylko dlatego, że naczytał się za dużo powieści grozy za młodu! Tak. To nie było podejrzane. W ogóle...
- Spokojnie, dobry człowieku - zwrócił się spod parasolki do człeka w potrzebie. W końcu staruszka obiecała, że wpuści tylko "szanownego maga" i dziadzia. Nic dziwnego, że miała opory przed otworzeniem drzwi obcemu jegomościowi. Zerknął odruchowo, czy przypadkiem coś nie podążało za osobnikiem szukającym schronienia. Tak na wszelki wypadek, aby mieć czas na osłanianie tyłków dwóch bezbronnych ludzi - jak przypuszczał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t1963-hugs-for-laius


avatar
Mistrz Gry


Tytuł : Najsumienniejszy Mistrz Gry, Forumowy Stróż Rozgrywki
Liczba postów : 178
Dołączył/a : 24/03/2016

PisanieTemat: Re: Trakt ku Ivalyn   19.08.16 1:25

Coś ta burza nie chciała szybko przejść i w trakcie powrotu mężczyzn do chałupy się tylko wzmagała ciskając piorunami w szczyty gór i zacinając deszczem. Wiało i to całkiem mocno, jednak jeszcze nie na tyle, by całkiem pokiereszować chroniący maga i dziadziunia parasol. Dobijająca się do drzwi postać właśnie wzięła rozbieg i uderzyła z barka w drzwi, bez żadnego efektu. Cofnęła się przygotowując do kolejnego ciosu, któremu to zapobiegły uspokajające słowa Laiusa.
- Ty... jesteś tym magiem, co go spotkałem na trakcie - stwierdziła fakt po dłuższej chwili przyglądania się w ciemności twarzom podparasolowych ludzi, a po chwili potrząsnęła głową i rzuciła - Nie ważne. Coś się dzieje w środku, jak tylko zapukałem nikt nie chciał mi otworzyć, a po chwili usłyszałem krzyk - Rzeczywiście, mimo przymkniętych okiennic oraz zasłon ograniczających widok wnętrza budynku można było zauważyć padające na zewnątrz, szamoczące się cienie, a dźwięki tupania i uderzeń przebijały się nawet przez szum deszczu.
Peter, bo ze słów wynikało, że to może być on, cofnął się po raz kolejny i jeszcze raz przywalił w drzwi z bara, z rozbiegu. Tym razem zaskrzypiały, jednak wciąż stały dumnie i niewzruszenie.
- Na co się  gapicie? Pomóżcie!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content





PisanieTemat: Re: Trakt ku Ivalyn   

Powrót do góry Go down
 
Trakt ku Ivalyn
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Fairy Tail New Generation :: Królestwo Fiore :: Kornblume-
RadioAoi.plHalo PBFPBF ToplistaI love PBFPBF Toplista~**~.: ANIME TOP100 :.Najlepsze strony o Anime i Mandze w necie