IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Opuszczona chatka na skraju lasu

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Gość





PisanieTemat: Opuszczona chatka na skraju lasu    19.11.14 17:38

First topic message reminder :

Chatka jak chatka jednoizbowa opuszczona od co najmniej 10 lat z wolna rozpadająca się do czasu aż Barul się tam wprowadził i zaczął nad nią pracować. Cóż praca sama w sobie była ciężka, a naprawy często były improwizowane, lecz z całą pewnością została doprowadzona do stanu jako takiej używalności.

W środku zawsze pali się w kominku, w jednej niedużej izdebce znajduje się szafa, łóżko, stół z trzema krzesłami i dywan z niedźwiedziej skóry. W sumie dużo tego nie ma, lecz przynajmniej czynszu płacić nie trzeba. Jak to powiadają "Ciasno, ale własno"
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość


avatar
Mistrz Gry


Tytuł : Najsumienniejszy Mistrz Gry, Forumowy Stróż Rozgrywki
Liczba postów : 178
Dołączył/a : 24/03/2016

PisanieTemat: Re: Opuszczona chatka na skraju lasu    04.06.16 20:45

- Dziesięć - zabrzmiało z zewnętrz na zaledwie sekundę przerywając ciszę, przebiło się przez otaczającą rycerza z Otchłani ciemną mgłę oraz dotarło do jego uszu. Zniecierpliwione, krótkie i praktycznie warknięte słowo jednoznacznie wskazywało na fakt, że minuta rzeczywiście może stanowić granicę wytrzymałości czekającego przed chałupką mężczyzny.
Biorąc rozbieg i rzucając sie całym ciężarem oraz całą swoją, wzmocnioną siłą na ścianę Gwyriasowi nawet udało się nie trafić na żadne wzmocnione belki, ani nie skończyć, jak spóźniony pasażer na peron dziewięć i trzy czwarte, a trafił w zwykłą ścianę ze zbitych na krzyż, drewnianych desek, które pod naporem miecza ustąpiły otwierając drogę na zewnątrz. Niestety ściana pękła jedynie na wysokości trzymanego miecza, a więc na dwór wpierw wypadła górna część ciała rycerza, który przez chwilę leciał głową w dół, na złamanie karku. Właśnie w tym momencie skierowane zostało na niego oślepiające, nawet pomimo otaczającego rycerza dymu, światło latarki wraz z lufą broni, a tuż po chwili padł rozdzierający nieruchome, nocne powietrze strzał. Huk był tak głośny, że z pobliskich drzew, na wschód od polany natychmiast zerwało się kilka przerażonych ptaków.
Pomimo tych niedogodności zdolności akrobatyczne Gwyriasa nie pozwoliły o sobie zapomnieć, a ostatecznie rycerzyk obrócił się i wylądował w kucki na prowadzącej do chałupki ścieżce wbijając się w nią stopami na głębokość jakichś pięciu centymetrów, prawie bez szwanku, bo biedniejszy o lewy naramiennik. Tak, z hukiem wiązało sie jeszcze wystrzelenie czegoś i bynajmniej nie był to ślepak. Podczas swobodnego upadku nasz bohater poczuł przeszywający ból w okolicach lewej łopatki połączony z kolejnym, tym razem bliższym, acz mniejszym hukiem i błyskiem, a wybuch ten naruszył pasy trzymające znajdującą się tam część zbroi, odrzucił naramiennik w pobliski klomb i poparzył znajdujące się pod nim ciało, które o dziwo znajdowało się tam jako dodatek do legendarnej ciemności.
- Mam rozumieć, że wejście smoka nie było zaproszeniem do rozmowy - rzekł mężczyzna stojący zaledwie trzy metry od Gwyriasa, w prawej ręce trzymał dwulufową strzelbę, a podpierał ją lewą, w której dodatkowo tkwiła latarka wycelowana dokładnie w to samo miejsce, co broń - głowę rycerzyka. - Kim jesteś i gdzie mój informator? - Facet jakoś niespecjalnie zamierzał wyłączyć długie, a więc światło zdecydowanie utrudniało zobaczenie jakichkolwiek detali jego postaci poza ogólnym zarysem, który przedstawiał się w porównaniu do opancerzonego raczej przeciętnie. Jakby tego było mało w lewym uchu wyplutego przez Otchałań bębenek w szoku zmienił się w instrument dęty i zaczął piszczeć, a lewe ramię oraz fragment łopatki dotkliwie piekły.

MM: 3000 - 400 = 2600 (chyba tak mam liczyć koszty za wrzącą ciemność)
- częściowe oślepienie
- częściowe, lewostronne ogłuszenie
- poparzenia drugiego stopnia na części lewego ramienia bliżej łopatki niż obojczyka, czyli bardziej na plecach
Dodatkowo poproszę jeszcze o wstawienie karty postaci i magii do profilu, będzie mi łatwiej uczyć się na pamięć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
Dragon's Howl


Liczba postów : 20
Dołączył/a : 31/12/2015

PisanieTemat: Re: Opuszczona chatka na skraju lasu    05.06.16 2:10

Lekkie szybkie kroki rozrzuciły kurz osadzony grubymi warstwami na poddaszu zmieniając leniwe podróże drobinek w chaotyczny taniec. Zmiana nastąpiła tak nagle i niespodziewanie jak w wolnym i ciężkim do tej pory rycerzu owianym mrokiem. Podłoga zadudniła uginając się pod ciężarem zbroi sprawiając wrażenie jakby w każdym momencie mogła nie wytrzymać i pęknąć posyłając biegnącą istotę na parter. Mimo wszelkich zapewnień strzelającego drewna tak nie stało się. Budynek okazał się być znacznie wytrzymalszy niż wyglądał. Rycerz Otchłani naparł na ścianę płazem broni wspomagając się swoją siłą i wagą, deski nie wytrzymały choć nie poddały się w całości przez co zbroja miała znaczę problemy z przejściem w całości. Hałas, eksplozja roztrzaskanego drewna i ciemna spora plamę ciężko było przeoczyć. Sztuczne blade światło padło na zbroje, która próbowała jakby bronić się przed nim swoim niezbyt silnym już mrokiem. Padł strzał, którego echo rozniosło się po lesie płosząc wszystko co żyło w okolicy. Postać w zbroi opadła stosunkowo lekko jak na swoje gabaryty, a chwile po niej część odstrzelonej zbroi spadło na trawę obok.
Oświetlona sylwetka teraz w chwilowym bezruchu pozwoliła się wyczytać. Klęcząca na jedno kolano niemalże czarna znoszona zbroja o wyraźnych znakach dawniej stoczonych bitew gdzie nie gdzie przysłonięta ciemno granatowym poszarpanymi resztami materiału dzierżyła w prawej dłoni - wbity teraz nieco w ziemię - potężny miecz. Równie nadgryziony zębem czasu co sama zbroja. Z lewego naramiennika, a właściwie teraz jego braku unosił się niewyraźny biały dymek. Strzał trafił i musiał uderzyć właśnie tu. Brak części zbroi odsłonił mały skrawek ciała. Blada, niemalże biała skóra poprzerywana czarnymi żyłami niczym niebo rozdarte przez rozłożysty piorun. Mimo światła z postaci rycerza jakby unosiła się ciemność. Delikatna mgiełka czerni próbująca przezwyciężyć jasność bezskutecznie. Padły słowa, których najpewniej istota w zbroi nie zrozumiała. Nie mogła mieć pojęcia co oznacza zwrot "wejście smoka" choć jak najbardziej określenie to było słuszne. Zbroja wydała z siebie niemrawy warkot przypominający trochę bulgotanie najpewniej odczuwając nieprzyjemnie skutki postrzelenia. Rycerz nie poruszył się opierając się o wbity przed sobą miecz zasłaniający w pewnym stopniu ciało - choć nie na tyle by być bezpiecznym. Pancerz sprawdził się, lecz strzał prosto w głowę z takiej odległości już byłby śmiertelny. Znów nastąpiło wrzenie ciemności. Zainfekowany otchłanią rycerz skupił w sobie po raz kolejny moc próbując skorzystać z bezwartościowego gadulstwa rasy ludzkiej. W ciemności panującej pod hełmem coś zabrzmiało, jakby dźwięk próbował wydostać się zza nieprzepuszczalnej bariery. - Sirin Manos, Greth Kerl - Wydarły się z trudem ciężkie i nieprzyjemne dla uszu słowa nie będące odpowiedzią na żadne zadane pytanie. Istota w zbroi wypowiedziała imiona niczym formułę, były bowiem potrzebne dwie dusze otchłani. Konkretne duszę. Dwa cele, trzy śmierci. Dwie ofiary, jedna zapłata. Sirin i Gereth dla Otchłani, zapłata dla Gwyriasa. Ciemność postępowała, tworząc powolnie gęstszą czarną mgiełkę przysłaniającą poświęconego przed stuleciami rycerza.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t1508-gwyrias-z-otchlani


avatar
Mistrz Gry


Tytuł : Najsumienniejszy Mistrz Gry, Forumowy Stróż Rozgrywki
Liczba postów : 178
Dołączył/a : 24/03/2016

PisanieTemat: Re: Opuszczona chatka na skraju lasu    07.06.16 18:37

Oczy uzbrojonego powoli przyzwyczajały się do bycia bombardowanymi fotonami, chociaż nie zmienia to faktu, że poza światełkiem, na szczęście nie w tunelu, niewiele widział. Ucho też już sobie jakoś radziło i wypowiedziane przez siebie słowa słyszał już w miarę symetrycznie. Owszem, bolało, ale w porównaniu do trafionego kulą ramienia był to pikuś. Pan pikuś. Jednak nic nierobienie czasem przynosi wiele korzyści, chociaż niektórzy zdecydowanie za często je praktykują.
Facet czekał nieruchomo na odpowiedź. Nie po to zadał pytanie, by natychmiast zastrzelić swojego rozmówcę, na naciskanie spustu jeszcze przecież przyjdzie czas. Przestąpił tylko z nogi na nogę, gdy Gwyrias zdawał się zwlekać, a dopiero kiedy padły zupełnie wyrwane z kontekstu, lecz znane słowa coś się zmieniło. Dłonie strzelca lekko zadrżały, ale wystarczająco, by zauważyć ruch snopa światła. Przy okazji mężczyzna wydał z siebie kilka nieartykułowanych dźwięków typu "Yyyy" zaskoczony widocznie znajomością zasłyszanych imion.
- Sirin? Tak, ona. O niej mieliśmy rozmawiać - odpowiedział dosyć nerwowo, po czym odchrząknął i już spokojniej, acz wciąż deczko agresywnie dodał - To ty? Z tobą miałem się spotkać, czy próbujesz mnie zrobić w wała!? - Mimo oskarżycielskiego tonu i ogólnej podejrzliwości opuścił odrobinę broń wraz z latarką, którą skierował tym razem w klatkę piersiową rycerza, na znak, który było widać nawet mimo prowizorycznego zasłaniania się mieczem. Na widok wizerunku smoka zabłysnęły mu oczy, raczej zdziwieniem niż nienawiścią, zresztą nie zaatakował go widząc charakterystyczną grawerkę, a raczej właśnie wola walki mu troszeńkę zeszła. Dziwne, Dragon's Howl wywołuje zazwyczaj zupełnie odmienną reakcję.

MM: 2600 - 400 = 2200 (protestuj jeśli nie tak mam liczyć xD)
- uczucie zatkania lewego ucha
- poparzenia drugiego stopnia na części lewego ramienia bliżej łopatki niż obojczyka, czyli bardziej na plecach
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
Dragon's Howl


Liczba postów : 20
Dołączył/a : 31/12/2015

PisanieTemat: Re: Opuszczona chatka na skraju lasu    08.06.16 16:25

Promień sztucznego światłą który rozdzierał mroki nocy i przebijał się przez pogłębiającą się czerń otulającą zbroje, zadrżał. Cichy, spokojny wiatr poderwał stare wytarte resztki materiałów istoty w zbroi. Dawny rycerz światłości wiedział, że nie istnieje światło, choćby najsilniejsze, które w końcu nie zadrży, nie przygaśnie przestając się opierać ciemności. Nie istniało światło będące zdolnym powstrzymać otchłań. Ponieważ ta zawsze zwycięży. Pochłonie każdy blask, każdą iskrę, a wtedy nadejdzie tylko ciemność. A pośród ciemności już tylko nicość.
Padły kolejne słowa na które w wnętrza zbroi wydobył się nieprzyjemny stłumiony dźwięk, jakby ostatni oddech konającego wierzchowca. Strumień światła opadł na tułów zbroi, która broniła się coraz bardziej dziwnym nietypowym mrokiem. Wiatr osłabł, a skrawek poszarpanego materiału przestał unosić się na wysokości piersi i odsłonił znak, który na pierwszy rzut oka wyglądał jak głębokie rysy po którejś z potyczek istoty. Cięcia nie były przypadkowe, układały się w symbol wyraźnie i bezbłędnie sugerujący przynależność do nielegalnej gildii. Otwarta paszcza smoka budząca wiele negatywnych myśli pasowała do dziwnej i nieprzyjemnej postaci w zbroi. Sztuczne światło miało coraz większe problemy aby w pełni rozedrzeć mroki kłębiące się na rycerzu. Wrzenie ciemności postępowało, a skupiona mroczna energia paliła od środa zwiększając możliwości ciała.
Rycerz powolnie podniósł się pozostawiając bezwładnie postrzeloną rękę, zanim jednak zdołał wyprostować się w pełni prezentując swoją potężną posturę, większą niżeli u zwykłego nawet wysokiego mężczyzny, światło zdołało zalać ostatni raz odkrytą skórę istoty prezentując jej niepokojący wygląd. Skóra pozostała trupioblada, lecz zwiększyła się liczba czarnych żył teraz przypominających bardziej zawiłe korzenie starych rozłożystych drzew.
Opancerzona rękawica dalej zaciskała się na rękojeści broni, która bardzo powolnie wyciągana była z ziemi, aby móc z powrotem wylądować na całym jeszcze naramienniku. - Otchłań pragnie przyjąć do siebie duszę Sirin Manos, a ciało obrócić w proch. - Zabrzmiał stłumiony nieprzyjemny głos, który brzmiał echem w głowie nawet chwile po tym, jak przestał być wydawany. Rycerz oczekiwał na odpowiedź a gdy ta nadeszła spośród mroków hełmu czuć było zimne przeszywające spojrzenie.
Wolna, zwisająca bezwładnie ręka uniosła się zaciskając powolnie w pieść pozostawiając tylko palec wskazujący czemu towarzyszył dźwięk ocierających się o siebie starych elementów opancerzenia. Hełm obrócił się delikatnie, a uczucie zimnego spojrzenia znikło. Istota najwyraźniej szukała czegoś. Nie trwało to długo, ponieważ palec powiódł od kierunku w którym znajdował się mężczyzna aż do kierunku w którym opadł odstrzelony element zbroi pozwalając a raczej wymuszając, aby strumień światłą zalał miejsce wskazujące. Spojrzenie powróciło, chłodniejsze i nieprzyjemne. Do rozmowy nie potrzebne były ręce. Szybkim ruchem, znacznie szybszym zawdzięczanym skupionej energii wewnątrz ciała zbroja wprawiła miecz w ruch celując ostrzem w środek bicepsa mężczyzny. Zamierzał jedynie odciąć rękę przez co nie wkładał aż tyle mocy, aby zrobić więcej krzywdy rozmówcy. Druga opancerzona rękawica miała za zadanie uderzyć w kolbę strzelby aby ją wytrącić. Rycerz ciemności musiał mieć już dość niepotrzebnych słów, albo mieć za złe odstrzelenie kawałka pancerza. Choć to co kryło się w mrokach pod hełmem zbliżone było bardziej do podejrzeń niżeli złości. Mężczyzna nie wypowiedział się na temat Kerla, a to mogło znaczyć wiele. Na przykład to, że sam jest owym Grethem Kerlem. Nawet jeśli nie, to bez reki szybciej i szczegółowiej opowie o tym o czym chce wiedzieć członek nielegalnej gildii.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t1508-gwyrias-z-otchlani


avatar
Mistrz Gry


Tytuł : Najsumienniejszy Mistrz Gry, Forumowy Stróż Rozgrywki
Liczba postów : 178
Dołączył/a : 24/03/2016

PisanieTemat: Re: Opuszczona chatka na skraju lasu    09.06.16 23:57

Kiedy Gwyrias począł podnosić się z ziemi strzelec zrobił pół kroku w tył, złapał broń pewniej, opierając kolbę w zgięciu ramienia i wycelował tym razem w klatkę piersiową, bo celowanie takiemu, stojącemu dryblasowi w głowę wiązałoby się z bezsensownym unoszeniem lufy w niebo. Wciąż chyba nie do końca ufał skaczącemu ze strychów przez ścianę nieznajomemu.
- Tak, tak, dobrze by było, gdyby ta dziwka zginęła, ale najpierw wolałbym sie dowiedzieć czemu już. Co takiego odwaliła, że się za nią bierzemy? - zapytał dosyć entuzjastycznie, jak na informację o chęci odebrania komuś życia. Wciąż trzymał mentalną gardę, ale jak tu się skupiać, kiedy jest się aż tak podnieconym możliwością skopania dupska jakiejś Sirin.
Oczekując odpowiedzi, niekoniecznie werbalnej powiódł wzrokiem za wyciągniętym palcem uzbrojonego nie bardzo rozumiejąc czego ten chce od swojego, leżącego gdzieś tam naramiennika, nie odwrócił jednak wylotu lufy, ani latarki od Gwyriasa, co najwyżej cel trochę zszedł z samej klatki piersiowej na żebra. Nie zmieniło to faktu, że był niesamowicie zaskoczony nagłym, nadzwyczaj szybkim jak na wielkość i masę przeciwnika atakiem. Cofnął się jeszcze bardziej próbując jakoś uniknąć ostrza nieuchronnie zmierzającego ku jego prawicy. Niestety, dla niego, jego prędkość nie mogła się równać z tą reprezentowaną przez Gwyriasa, a ostrze zatopiło się w skórze, mięśniu i po części kości, którą z pewnością naruszyło, jednak nie zdołało przerąbać się na wylot. Golonkę by się takim tasakiem z pewnością dało uciachać, ale nie, gdy się ruszała i uciekała, a przynajmniej biegającą już nie tak łatwo. Strzelec nie pozostał rycerzowi dłużny i czując tnącą mu łapę stal odruchowo nacisnął spust broni uderzonej od góry pancerną rękawicą. To nie mogło być celne, nie, gdy mu sie przeszkadzało i jeszcze robiło krzywdę. Kula poleciała Gwyriasowi w nogi wybuchając w okolicy lewego nagolennika i wgniatając go w nogę. Nic poważnego, raczej nie złamanie, ale jednak uczucie porównywalne było do założenia zdecydowanie za małego buta i ta część zbroi zwyczajnie cisnęła, szczególnie przy ruchu i podczas obciążania kończyny. Poza wgnieceniem wraz z kaboom zrobiło się tam całkiem gorąco, z tego bąbli nie będzie, ale nieprzyjemnie zapiekło rumieniąc białą skórę pod pancerzem.
Przeciwnik zatoczył się brocząc krwią, latarka wypadła mu z dłoni i potoczyła się gdzieś w trawę oświetlając jeden z klombów, broń trzymał jeszcze przez chwilę w lewej, po czym i ona upadła na ścieżkę prowadzącą do chatki, tuż pod nogi brodatego blondyna. Prawa ręka natomiast zwisała bezwładnie sprawiając wrażenie, że zaraz sobie odpadnie, krew lała się po niej strumieniem ciurkając raczej niż kapiąc na ziemię.
- Co ty kurwa odpierdalasz!? - wysyczał, gdy już udało mu się ogarnąć umysłem, że ten małomówny koleś, jednak nie kwapił sie do połączenia sił przeciwko nieobecnej tu chyba Sirin. Sięgnął szybkim ruchem za pazuchę, wyciągnął stamtąd strzykawkę z jakimś dziwnym, luminescencyjnym płynem, po czym wbił ją sobie w lewe udo, wstrzyknął całą zawartość, a opakowanie rzucił w pobliski trawnik.

2200 - 400 = 1800 ogólnie na forum to gracze piszą sobie pod postami stratę MM, ale mnie w sumie łatwiej jest widzieć wszystko w jednym miejscu, więc sama liczę.
- poparzenia drugiego stopnia na części lewego ramienia bliżej łopatki niż obojczyka, czyli bardziej na plecach
- ucisk w lewej nodze, w połowie piszczela, bolesny i uciążliwy, szczególnie podczas ruchu, lekkie pieczenie tejże części ciała
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
Dragon's Howl


Liczba postów : 20
Dołączył/a : 31/12/2015

PisanieTemat: Re: Opuszczona chatka na skraju lasu    10.06.16 1:37

Człowiek kierujący broń w stronę wysokiej, mało przyjaznej dla oka istocie w pełnej ciemnej i wysłużonej zbroi miał w pełni racje. Nie powiódł bezmyślnie światłem, aby zalać to co wskazywała opancerzona rękawica z ostrymi na wzór szponów zakończeniami. Utrzymywał broń, choć i to okazało się za małym środkiem ostrożności. Nie zważając na motywy, ani pozycje mężczyzny o jasnym ubarwieniu włosia miał on odczynienia z nielegalną gildią. Ta zaś nie prezentowała się najlepiej i nie oznaczała nigdy nic dobrego, nie ważne czy dla zakonników czy dla prostych morderców.
Wyszczerbiony stary miecz pędzony niebywałą siłą ciął powietrze chwilę ostrzegając przed nadejściem ciosu ciężkim świstem. Broń rozcinała z impetem kolejne tkanki, aż zatrzymała się wbijając w kość czemu towarzyszył zgrzyt. Stało się to bardzo szybko, przez co fala bólu zalała dopiero po dłuższej chwili. Adrenalina i wprawa w walce pozwoliła mężczyźnie na próbę samoobrony posyłając kolejny pocisk w stronę wysokiego bytu odzianego w zbroję. Tym razem strzał nie był ani celny ani udany ponieważ pocisk stracił swoją siłę przez nagłą zmianę pozycji strzelby. Trafiony został nagolennik i wgiął się wyraźnie obijając przy tym nogę właściciela. Krew szybko zalała pobliską trawę czyniąc ją teraz niemalże czarną wśród panującego mroku. Istota w zbroi wyrwała miecz z kości odczuwając opór ze strony najtwardszego materiału w ludzkim ciele. Ciało mężczyzny podtrzymywane już tylko dzięki własnej sile zachwiało się niemalże bezwładnie prezentując szybki upływ sił. Członek nielegalnej gildii otulony ciemnościami nocy i dziwnym nienaturalnym mrokiem jakby pochodzącym od niego samego był teraz bardzo ciężki do zauważenia. Zbroja obniżyła się nieco przykucając jakby szykowała się do skoku i umożliwiając doścignięcie rękawicy do wytartych skórzanych rzemieni podtrzymujących nagolennik na swoim miejscu. Skórzane pasy umiejscowione na łydce zerwane jednym mocnym pociągnięciem odłączyły wgięty nagolennik i posłały go na ziemię ukazując stertę ciemnych szmat otulających nogę.  
Padły kolejne słowa, a mężczyzna nie musiał czekać ani chwili, aby usłyszeć ponownie nieprzyjemny wydobywany jakby zza ściany głos istoty w zbroi. - Ciemność pożąda poznać Twe imię Człowieku. - Zimne spojrzenie wwiercało się w słabnącego, zdezorientowanego rozmówce, a pozycja dalej pozostawała gotowa do szybkiego ataku. Lecz nic poza tym, rycerz otchłani nie atakował najwyraźniej nie chcąc wyrządzać więcej krzywdy mocno poranionemu mężczyźnie. To zmieniło się w momencie, gdy dłoń obficie krwawiącego człowieka wyciągnęła naczynie z igłą. Cienka ostra rurka wbiła się z łatwością w udo wpuszczając do organizmu podejrzany świecący w ciemności płyn. Zbroja wysprężynowała z ugiętych nóg tnąc na odlew nad miejscem ukłucia. Cięcie miało być niezbyt głębokie. Na pewno nie tak jak w bezwładną teraz rękę mężczyzny. Miecz celował nad miejscem ukłucia chcąc rozerwać kolejną tkankę i wywołać kolejny krwotok. Tym razem krwotok miał nie dopuścić, aby wstrzyknięta substancja przetoczyła się przez organizm, a na pewno nie w całej swojej okazałości. Korzystając z zamachu jaki został wykonany podczas cięcia, zbroja obróciła się zataczając koło niczym stary drewniany bączek dla dzieci i celując płazem broni w łokieć sprawnej ręki tak, aby obtłuc go mocno, albo i nawet połamać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t1508-gwyrias-z-otchlani


avatar
Mistrz Gry


Tytuł : Najsumienniejszy Mistrz Gry, Forumowy Stróż Rozgrywki
Liczba postów : 178
Dołączył/a : 24/03/2016

PisanieTemat: Re: Opuszczona chatka na skraju lasu    11.06.16 19:32

Mężczyzna jeszcze niedawno wyglądający na całkiem twardego chwiał się ledwo stojąc na nogach, bynajmniej nie z powodu bólu, jeszcze mu zapewne trochę zejdzie nim uświadomi sobie, jakie zadano mu obrażenia, a raczej od nadmiaru uderzającej do głowy adrenaliny. Był odurzony własnym hormonem, a także coraz bardziej wzbierającą wściekłością.
- Wiedziałem kurwa, wiedziałem! Jesteś z nią! Magowie zawszeni... powinienem deptać was od razu, jak zobaczę, a nie się wstrzymywać, bo jakiś pierdolony znak - wysyczał wciąż ledwo utrzymując równowagę i wcale nie odpowiadając na życzenie Ciemności. W czasie odpinania nagolennika specyfik już zaczął się wchłaniać, jednak to były dopiero pierwsze sekundy od podania i nie można było oczekiwać jakichś nadzwyczajnych efektów.
Gwyrias rzucił się na biedaka z mieczem i całkiem gładko naciął mu udo tym razem nie zatrzymując sie na żadnej kości i na szczęście dla blondyna nie naruszając tętnicy udowej. Wraz z cieknącą z nowej rany krwią z żył cofał się specyfik. Facet przycisnął dłoń do rany próbując zatamować krwotok, a jednocześnie cofając się przerażony przytłaczającą szybkością i siłą oponenta. Bardzo prawdopodobne, że widząc jak miecz po zatoczeniu kręgu po raz kolejny zbliża się do jego osoby przed oczami przebiegało mu całe życie i myślał, że oto nadszedł jego koniec nie wypowiedział jednak nic zaskakującego, żadnych ostatnich słów, a zwyczajnie się przewrócił padając w tył, przez co cios mający zmiażdżyć mu prawą rękę został wymierzony powietrzu.
W tej chwili obrazek w ciemności wyglądał następująco, na ziemi siedział facet broczący krwią z dwóch głębokich ran, prawą rękę miał bezwładną, u jego nóg leżała strzelba, a nad nią stał opancerzony Gwyrias aktualnie bez dwóch fragmentów zbroi. Mam jakieś dziwne poczucie grania w grę erotyczną typu "rozbierz kogośtam", chociaż nie wydaje mi się, by akurat rycerz otchłani był odpowiednim przedmiotem takich zabaw. Niby strzelec rozsiadł się na miękkiej, podkolorowanej na czerwono trawce, nie zdecydował się jednak na niej rozłożyć i zrelaksować, a podparł się lewą, jeszcze zdrową ręką, uniósł na niej i z prawej nogi wymierzył podcinającego kopa w odsłonięty, lewy goleń rycerzyka. O dziwo, pomimo znacznie mniejszych gabarytów niż Gwyrias miał całkiem sporo krzepy, a kopniak nie tylko zabolał, lecz również pozbawił kupę mięcha i stali równowagi. Nie całkowicie i nieuchronnie, aż tyle z siebie blondyn wykrzesać nie potrafił, aczkolwiek rycerz zachwiał się i musiał zrobić kilka nieskoordynowanych kroków w tył, by na powrót odzyskać niewzruszoną, posągową postawę.

1800 - 400 = 1200
- poparzenia drugiego stopnia na części lewego ramienia bliżej łopatki niż obojczyka, czyli bardziej na plecach
- obtłuczony lewy goleń, podwójnie i całkiem mocno, będzie ładny, rozległy siniak na białej skórze, lekkie pieczenie tejże części ciała
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
Dragon's Howl


Liczba postów : 20
Dołączył/a : 31/12/2015

PisanieTemat: Re: Opuszczona chatka na skraju lasu    13.06.16 3:35

Słaby płomyk zachwiał się mizernie na cienkim czarnym opalonym knocie. Biały wosk pełen brudu i nieskazitelności spływał kroplami coraz bardziej przypominając w swojej postaci mały talerzyk niżeli walec. Krople wypływały z brzegów pokonując trudną do przebycia drogę po innych zasuniętych już braciach. Świeczka była jedynym źródłem światła w czeluściach ciemności, ledwo przebijając się i nieustannie walcząc. Drobny język ognia słaniał się targany jakby niewidzialnym i nieodczuwalnym wiatrem, wokoło bowiem nie znajdowało się nic poza nieprzemierzoną ciemnością. Czarny cienki obiekt przesunął się szybko wręcz niezauważalnie sprawiając, że płomyk zakołysał się jeszcze bardziej, opadł i przygasił nie mając już wystarczająco sił, aby topić otulający go wosk. Z ciemności wyłoniła się ledwo oświetlana opancerzona ręka. Rozpostarta niczym orle szpony zakradała się powoli zalewając coraz intensywniejszym ciepłym światłem wnętrze. Dłoń zatrzymała się, palce złączyły w swoisty mur starając osłonić płomień przed nieodczuwalnym wiatrem.
Czarne resztki niegdyś imponującego końskiego włosia przytwierdzonego do tyłu hełmu rycerza zatańczyły nieregularnie ukazując wszelkie braki i niedoskonałości obecnego stanu. Wyleniałe zdobienie o nierównej długości zarysowało ruchy poruszającej się zbroi, miecz ponownie zatoczył koło zatapiając swój czubek i niewielką część wyszczerbionego starego ostrza we wnętrze nogi mężczyzny. Cięcie z zamiaru bardzo oszczędne chlapnęło krwią zebraną na ostrzu strugą po trafie rysując nową czarną linę znacznie wykraczającą za sporą już plamę krwi. Ciemny rycerz nie poprzestał na tym ponieważ jego ciało zatoczyło kolejny krąg posyłając płaz miecza w zdrową rękę mocno pociętego już mężczyzny. Miecz nie natrafił na opór, zatrzymał się w miejscu w którym powinien trafić w swój cel i przez chwilę trwał w tym miejscu. Utrata sporej ilości krwi zabrała ze sobą siły i kolor skóry człowieka, zmieniając go teraz w bladą bezsilną istotę broczącą we własnej krwi. Miecz rycerza wisiał nad ciałem, a zimne nieprzyjemne spojrzenie spadło z mroków hełmu na poważną ranę reki i utratę krwi, której nie starał się zatamować mężczyzna. Niedocenienie wydawać by się mogło powolnie konającego człowieka kosztowało rycerza kolejną dawką bólu. Podeszwa o żelaznym podbiciu - sugerując się zadanymi obrażeniami - z łatwością obdarła stare materiały owinięte na łydce postaci w zbroi. Podeszwa przedarła się przez środek piszczela zrywając nie tylko materiał, ale i oddzielając warstwy białej skóry przerywanej czarnymi żyłami. Zwisający ciemny łachman odsłaniał kawałek przeoranej nogi, która szybko przybrała zupełnie inny kolor. Z ran oderwanej skóry wypłynęły leniwie strugi czarnej niczym smoła krwi, a przerwane wystające żyły eksplodowały plamami krwi niczym plama tuszu na czystym pergaminie. Rycerz przyciągnął miecz bliżej siebie opuszczając go znacznie i zatoczył kilka kroków w tył respektując siłę z jaka uderzył gasnący płomień pośród ciemności. Zbroja zabrzmiała dźwiękiem przypominającym sapnięcie pomieszane z bulgotem jakieś tajemniczej mazi zakrytej żeliwną pokrywą, lecz nie poruszyła się będąc ponownie posągiem. Spojrzenie znów wlepiło się w człowieka pozwalając aby upłynęła chwila. W powietrzu unosił się metaliczny zapach krwi, która oprócz niekontrolowanych oddechów była jedynym dźwiękiem zagłuszającym ciszę. Stróżki krwi wydobywały się z rozpłatanej ręki, a z każdą kroplą ubywało czasu spędzonego wśród żywych przeznaczonego człowiekowi. Rycerz wpatrywał się chwilę, aż z hełmu nie wydobył się dźwięk zapowiadający nadejście nieprzyjemnego dla uszu głosu - Ciemność pragnie Twojego imienia człowieku, nie czyń tego pragnienia pożądaniem duszy. - miecz uniósł się zbliżając swoją rękojeść do klatki i pozwalając, aby druga dłoń wolno oplotła swoje opancerzone palce na szerokim chwycie. Ostrze opadło postawione gotowe do szarży, a melodię wylewającej się krwi przerwała znów zapowiedź słów padających od strony rycerza - Nie porzucaj światła, ponieważ w ciemności odnajdziesz jedynie cierpienie i wieczną pustkę. - Wolno wypowiedziane ciężkie słowa zagrzmiały tłumione niezidentyfikowaną barierą, które gdyby nie postawa gotowa do ataku mógłby być nawet interpretowane jako prośba.
Kropla stopionego wosku spłynęła po ściance zatrzymując się na wnętrzu opancerzonej rękawicy. Słaby płomyk chwiał się nie czerpiąc wiele z pomocy osłony. Ponieważ to co nim targało to nie niewidzialny wiatr, a pochłaniająca, żarłoczna, bezkresna ciemność.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t1508-gwyrias-z-otchlani


avatar
Mistrz Gry


Tytuł : Najsumienniejszy Mistrz Gry, Forumowy Stróż Rozgrywki
Liczba postów : 178
Dołączył/a : 24/03/2016

PisanieTemat: Re: Opuszczona chatka na skraju lasu    16.06.16 2:49

Kiedy Gwyrias cofnął się z powodu kopniaka jego przeciwnik spróbował nachylić się po broń, ale jedynie co mu wyszło to pochylenie się w przód i stęknięcie w bólu. Oderwał lewą dłoń od uda, lecz miast sięgnąć po giwerę złapał się za ramię wcale nie umniejszając sobie cierpienia. Rana była na tyle głęboka i rozległa, że krew ciurkała wokół, lub pomiędzy palcami nijak przejmując się tym, że na jej drodze stanęła jakaś przeszkoda. Posoka wyglądająca w ciemnościach na czarną oraz ta, która czarna byłaby nawet za dnia zdobiły ścieżkę prowadzącą do samotnej chałupki fikuśnymi plamami, pamiątkami po odbytej tu przed chwilą potyczce, które znikną wraz z pierwszym deszczem, a wspomnienie przeżyje tylko w umyśle tego, który ostatecznie zwycięży.
Całej sytuacji przyglądały się jedynie gwiazdy i zapewne leśne zwierzątka, które buszowały i przemykały od czasu do czasu we wschodniej części lasu szeleszcząc w krzakach i koronach drzew. Jakaś zabłąkana sarenka, czy inne nie wiadomo co wbiegło nawet na otwarty teren przez moment znajdując się na granicy światła i cienia, by po chwili zniknąć za budynkiem i zapewne powrócić do lasu. Teraz, kiedy nie strzelano fauna zachowywała się jakby była nieustraszona i nie miała się wcale czego obawiać ze strony mężczyzn. No może to nawet i prawda, bo obydwoje byli zajęci sobą.
- Hahahaha, jesteś jakimś kompletnym psycholem - zaśmiał się histerycznie facet widząc, jak jego oponent gotuje się do szarży i nie będąc w stanie nawet spróbować chwycić broni. - Jaka ciemność, jakie światło, o czym ty w ogóle pierdolisz? - klnąc i złorzecząc na skrajny dualizm świata i wypowiedzi Gwyriasa sięgnął dłonią do wewnętrznej kieszeni skórzanej kurtki, skąd po dłuższym grzebaniu wyciągnął cienką arafatkę, strzepał ją rozprostowując i zaczął starać się owinąć wokół ledwo trzymającej się ręki, jednak lewą i zębami nie szło to szczególnie sprawnie. Może był to nadmiar ignorancji względem opancerzonego, ale tak, czy siak wyglądało na to, że tutaj sczeźnie.
- Greth, najemnik Dragon's Howl. Moja śmierć z ręki innego członka gildii zostanie uznana za zdradę - rzucił w końcu, kiedy udało mu się obwiązać jakoś bezwładną kończynę, chociaż ten opatrunek raczej nie wiele dawał, a zawiązany był zbyt lekko, by chociaż udawać opaskę uciskową. Ton blondyna wydawał się beznamiętny, jakby już wszystko było mu obojętne, lub z powodu utraty krwi nie dawał rady wykrzesać z siebie nawet odrobiny więcej siły, jednak treść... czyżby wydawało mu się, że da radę marnymi słowami zastraszyć czającego się na jego duszę wysłannika Otchłani?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
Dragon's Howl


Liczba postów : 20
Dołączył/a : 31/12/2015

PisanieTemat: Re: Opuszczona chatka na skraju lasu    16.06.16 4:23

Sąd rozpoczęty już w momencie kiedy rycerz ciemności przebił się przez ścianę drewnianego budynku zmierzał ku końcowi. Z niewiadomych przyczyn Zbroja musiała czuć już od pierwszego spotkania, że natrafiła na duszę poświęconą otchłani. Greth Kerl marionetka w rękach nielegalnej gildii, osoba chcąca śmierci innej istoty. Istnienie, które wyrządziło wiele zła stało się ręką w czynieniu niegodziwości, rozprzestrzeniania ciemności i chorej chciwości otchłani. Ręka, którą miecz Rycerza Dragon Howl niemalże odciął. Nie wszystko jednak w człowieku było skażone, strzelił nie chcąc śmierci podczas nagłego i agresywnego pojawienia się Zbroi. Nie próbował dokończyć dzieła nawet nie wiedząc kim jest Rycerz ciemności i czego od niego chce. Strzelił drugi raz w samoobronie. Uderzył w samoobronie.
Opancerzona dłoń ugięła się jeszcze bardziej starając się schować dogasający język ognia. Zanieczyszczony wosk niedoskonałościami wylewał się powoli małymi coraz mniejszymi kroplami. Rękawica mimo tych zanieczyszczeń brudzących jej rękawice nie oderwała się od płomyka. Ponieważ istota próbująca uratować światło, widziała w brudnej niedoskonałej świeczce jedynie to co zobaczyć było warto. Słaby, niemrawy tańczący płomyk.
Gwiazdy i coraz zuchwalsze zwierzęta obserwowały koniec walki dla mężczyzny. Leżący i bezradny wypowiadał słowa, oraz wykonywał czynności które wydawały się nie mieć i tak już wiele znaczenia. Musiał przecież sam już doskonale wiedzieć, że jego koniec nadchodzi nieuchronnie i bezwarunkowo. Nieruchoma Zbroja, która o różniła się teraz tylko tym od posągu iż niektóre jej części powiewały swobodnie i słabo na nocnym chłodnym wietrze, długo pozostawała w swojej pozycji. Dla niego bowiem walka nie zakończyła się, a nawet jeszcze dobrze nie zaczęła. Coś niepokoiło wschodnią część lasu, a nawet coś postanowiło przemknąć za drewnianą chatkę. A najpewniej czujny nos Wysłannika Otchłani wyczuł kolejną duszę, której łaknęła nieprzemierzona ciemność ponieważ uścisk na rękojeści rozluźnił się i zacisnął, a sam Rycerz jakby pośpieszony dokonał swojego osądu.
Ciepłe światło zanikało coraz bardziej. Płomyk przybrał postać czegoś na wzór małej jajowatej piłeczki nie będąc już w stanie nawet kołysać się na czarnym krótkim knocie. Z ciemności wyłoniła się druga opancerzona dłoń. Znów rozłożona niczym orle szpony gotowe do ataku, zbliżała się powoli do świeczki od odsłoniętej strony zasłaniając coraz bardziej światło przez co ciemność zdawała się połykać coraz to większe części przestrzeni. Pozostawiają po sobie jedynie nieprzemierzoną nicość.
Miecz ciął powietrze przed mężczyzną z impetem lecz nie miał na celu zrobić mu krzywdy. Wyglądało to bardziej jak walka Istoty w zbroi samej ze sobą. Postrzelona dłoń odstąpiła od rękojeści i zanurkowała do tego co pokrywało tors mężczyzny. Sam rycerz postąpił w stronę człowieka uginając nogę w kolanie tak, aby zrównać się praktycznie z jego pozycją. Ostre zakończenia opancerzenia na palcach zatopiły się w częściach ubioru przebijając niektóre jego warstwy, może nawet nieumyślnie rozcinając płytko skórę klatki piersiowej. Ciało wykrawającego się blondyna zostało szarpnięte z potężną siłą Rycerza oraz wzmocnieniem zawdzięczanym skupionej ciemności w członkach istoty. Zbroja potargała człowieka w stronę drzew z dala od wschodniej części lasu, zatrzymała się przy drzewach i niezbyt delikatnie rzuciła ciałem tak, aby leżało. Opancerzona noga przesunęła na wpół uciętą rękę, tak aby ta znalazła się jak najdalej reszty ciała. Miecz uniósł się szybko ku górze i opadł.
Rozpostarta dłoń zbliżająca się do płomienia i mimo wszelkich znaków nie ugasiła światła. Nie zatopiła wszelkiego bytu w ciemności. Zamiast tego otuliła ostrożnie świeczkę łącząc się z drugą rękawicą tworząc swoisty tunel odgradzający umierający płomyk od ciemności.
Miecz runął z impetem w miejsce poprzedniego cięcia - rękę - tym razem z zamiarem całkowitego pozbawienia części ciała mężczyzny. Ostrze uderzyło z precyzją łamiąc i rozdzierając resztkę tego co trzymało rękę z resztą ciała. Rękawica znów złapała za odzienie mężczyzny i przywarła do go drzewa pozostawiając w pozycji siedzącej. Miecz wbity w ziemię przestał zajmować ręce rycerza które sprawnie podążyły w stronę szyi zrywając spory kawałek ciemnego materiału. Cięzka zbroja przyklękła na kolano przy kikucie ręki zaczynając bardzo mocno i z wyraźną wprawą tworzyć opaskę uciskową i owijać materiałem krwawiącej resztę ręki na wzór bandażu. - Otchłań pragnie duszy Gretha. Stałeś się ręką ciemności, przynosząc śmierć i zło. Teraz jednak skażenie zostało oddzielone. Istnienie przestało być Greth Kerlem. Istnienie już nigdy nie będzie poszukiwać ciemności. Ponieważ ona przynosi jedynie śmierć i nicość. Poszukuj światła i nigdy go nie opuszczaj. - Przemówił znacznie cięższym głosem, tak jakby wypowiadał je z większym trudem niż dotychczas, przerywając co słowo i wydając z siebie coś na wzór sapnięcia. Być może w tej chwili mężczyzna przez obecny stan odbierał rzeczywistość niczym pół sen, lecz Rycerz dokonał już osądu starając się wyrwać ze szponów Otchłani istnienie. Kiedy opatrunek ze sporej części czegoś co kiedyś mogło być płaszczem został wykonany Rycerz podniósł się łapiąc w lewą dłoń odciętą rękawice i wyrwał miecz z ziemi osadzając go na naramienniku tak jak miał w zwyczaju. Nie spojrzał już na płomień gasnący w mężczyźnie. Ponieważ to czy płomień przetrwa czy zgaśnie zależało teraz tylko od nowego istnienia jakie chciała stworzyć Zbroja. Ruszył, znów wolno i ciężko w stronę drewnianej chatki. Sirin Manos nie mogła przecież oczekiwać wiecznie, a Gwyrias zwany Gwyriasem z Otchłani najwyraźniej przeczuwał, że to właśnie jej przykazana dusza znajduję się gdzieś w pobliżu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t1508-gwyrias-z-otchlani


avatar
Mistrz Gry


Tytuł : Najsumienniejszy Mistrz Gry, Forumowy Stróż Rozgrywki
Liczba postów : 178
Dołączył/a : 24/03/2016

PisanieTemat: Re: Opuszczona chatka na skraju lasu    20.06.16 5:24

Księżyc schował się już całkiem za horyzont, nie wypuszczając w tę noc już żadnych promieni oświetlających pogrążający się całkowicie w ciemności świat. Jakby tego było mało zerwał się wiatr przynoszący ze sobą postrzępione, połykające gwiazdy chmury. Otoczenie zdawało się usilnie próbować upodobnić do samej Otchłani, aczkolwiek pomiędzy czarnymi jak smoła obłokami, co chwilę błyskało migotliwe światełko jakiegoś odległego słońca. Zagubionego w lesie podróżnika z pewnością przeszłyby w tej głuszy dreszcze, a jakby jeszcze jakimś cudem wylazł na tę polanę i ujrzał, co tu się wyrabia zszedłby na zawał.
Mężczyzna zacisnął zęby i przymknął oczy czekając aż zmierzający w jego kierunku miecz pozbawi go głowy, a już na pewno życia, zamiast stali dotarł do niego jedynie świst przecinanego powietrza i podmuch wiatru, jednak oczy otworzył dopiero, gdy szarpnięto go nagle ku górze. Złapał lewą ręką za nadgarstek rycerza i nawet przez moment próbował stawiać opór, całkiem skuteczny, jak na tak rannego człowieka, a więc jeszcze trochę siły w nim drzemało. Mimo wszystko nie był w stanie przeciwstawić się pochodzącemu od ciemności wzmocnieniu i ostatecznie został zawleczony ku zachodniemu krańcowi znacząc ścieżkę plamami posoki, a tam ciśnięty na ziemię. Stęknął, skulił się, oparł lewą dłonią o grunt mając zapewne zamiar się sie podnieść, syknął, gdy Gwyrias kopnął go w ranną kończynę i uniósł na niego zdziwione i po trochu nienawistne spojrzenie, w którym już po chwili każdą inna emocję zdominował szok i strach. Nie czuł bólu, ba, wciąż mu się wydawało, że tę rękę posiada, aczkolwiek doskonale widział oddzielający ją od ciała kawał żelastwa. Palce u odciętej kończyny skurczyły i rozkurczyły się spazmatycznie i dopiero wtedy blondyn wydał cichy, krótki jęk. Nie stać go było na nic więcej, gdy częstotliwość oddechu zmieniła mu się na konwulsyjną, nieregularną i niesamowicie szybką. W takim tempie facet szybciej straci przytomność z powodu hiperwentylacji, niż bólu, czy utraty krwi.
Uniesiony i oparty o drzewo wlepił swoje oczy o zwężonych źrenicach w oprawcę mającego się za zbawiciela. Spoza wstrząsu wyzierał z nich najczystszy rodzaj nienawiści, długo jednak ten wzrok nie przeszywał Gwyriasa, gdyż zaczął mętnieć, źrenice poczęły się stopniowo rozszerzać, a Greth począł patrzeć gdzieś w przestrzeń, daleko za rycerzem z Otchłani. Być może słyszał, co do niego powiedziano nie przyjął tego jednak raczej do wiadomości. Pozostała ręka opadła mu bezwładnie na trawę. Kiedy opatrunek został założony mężczyzna na moment odzyskał kapkę świadomości, wyciągnął przed siebie lewe ramię i zacisnął dłoń jakby próbował chwycić straconą kończynę, która była zdecydowanie poza jego zasięgiem, a jeszcze się oddalała. Jego usta złożyły się w jakieś słowo, z gardła wydobyło się jednak jedynie westchnięcie. Skrzywił się zapewne po raz pierwszy czując promieniujący z kikuta ogrom bólu, opuścił lewicę i wbił paznokcie w ziemię, a głowę odchylił w tył opierając o korę drzewa. Wciąż był przytomny, ciekawe jednak jak długo.
Chatka z zewnątrz wydawała się być cicha i pusta. Mrok w środku był jeszcze większy niż ten w otoczeniu, a szczególnie tutaj, gdzie wciąż leżała latarka Gretha. Nie działo sie zupełnie nic, poprzedni oponent leżał pod drzewami w bezruchu, las szumiał z kolejnym podmuchem wiatru, jednak gdy Gwyrias zbliżył sie do chałupki i wszedł w krąg światła w dziurze zrobionej przez samego rycerza coś się poruszyło i błysnęło, wciąż jednak nie było słychać żadnego niepokojącego dźwięku.

Masz 1800MM (użyłeś 1200 na załadowanie czaru na poddaszu), przez godzinę jesteś naładowany, na razie minęło 20 minut siedzenia naładowanym na poddaszu, pięć minut walk z Grethem, jakieś 2 opatrywania go. Masz jeszcze 33 minuty.
- poparzenia drugiego stopnia na części lewego ramienia bliżej łopatki niż obojczyka, czyli bardziej na plecach
- obtłuczony lewy goleń, podwójnie i całkiem mocno, będzie ładny, rozległy siniak na białej skórze, lekkie pieczenie tejże części ciała
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content





PisanieTemat: Re: Opuszczona chatka na skraju lasu    

Powrót do góry Go down
 
Opuszczona chatka na skraju lasu
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2
 Similar topics
-
» Na Skraju Lasu
» Serce zakazanego lasu
» Polana w środku lasu
» Opuszczona Kapliczka
» Centrum Zakazanego Lasu

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Fairy Tail New Generation :: Królestwo Fiore :: Magnolia-
RadioAoi.plHalo PBFPBF ToplistaI love PBFPBF Toplista~**~.: ANIME TOP100 :.Najlepsze strony o Anime i Mandze w necie