IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Rezydencja na wzgórzu

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość


avatar
Ranga Specjalna


Liczba postów : 614
Dołączył/a : 04/11/2014

PisanieTemat: Rezydencja na wzgórzu   16.02.15 16:16

Na szczycie jednego z otaczających miasto wzgórz zbudowana jest wspaniała rezydencja w tym samym orientalnym stylu co reszta miejscowości. Posiadłość otoczona jest wysokim murem, za którym zaraz znajduje się wspaniały ogród. Pełno w nim rabatek kwiatowych o różnobarwnym kolorze, rzadko posiany drzew i krzewów ozdobnych oraz małych sadzawek. Wszystko jest rozplanowane w sposób wyjątkowo estetyczny i wyważony, a zarazem tak iż nie jest problemem patrolowanie i porządkowanie pomimo sporej powierzchni.
W centralnym punkcie placu jest właśnie rezydencja. Zbudowana jest na planie kwadratu jednak w samym jej środku znajduje się kolejny mniejszy ogród. Rośnie w nim tylko jedna roślina. Potężna, wiekowa wierzba w cieniu, której odbywają się zazwyczaj wydawane w tym domu uczty.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com
Gość





PisanieTemat: Re: Rezydencja na wzgórzu   19.02.15 14:54

Znalezione w jednej z szaf pokoju ubrania, na nieszczęście Szermierza, były białe jak śnieg. Nie chcąc być zbytnio rozpoznawalnym, przebrał się w nie, swoje rzeczy chowając w najmniej spodziewanym miejscu owego pokoju. Ze sobą wziął tylko nożyk, który jak zwykle schowany był w bucie. Tak też przygotowany wyszedł, by zobaczyć swoje cele.
"Wypadałoby się ich pozbyć przed dotarciem do Magnolii..." - westchnął nieco rozkojarzony, przetwarzając otrzymane informacje - "Cholera by ich wzięła. Jak ważny może być jeden zwykły człowiek? Czysty idiotyzm. Nadstawiać karku za śmiecia." - prychnął, kierując się ku posiadłości, gdzie odbywać się miało pożegnalne przyjęcie dla Lorda.
Samo dotarcie tutaj zajęło Sterbenowi trochu czasu, podobnie jak zawitanie pod drzwiami oraz obserwowanie otoczenia. Pierwsze zlecenie na którym był, to właśnie to, które wykonuje. Towarzyszyło temu dziwne uczucie i równocześnie determinacja, by wykonać je jak najlepiej. Kąciki jego ust drgnęły ku górze, widząc sporych rozmiarów drzewo. Powinien mieć zaproszenie? Nieważne. Najwyżej coś wymyśli lub wróci i odpocznie. Przyłączył się do towarzystwa dwóch kobiet, które chyba nie miały nic przeciw temu.
Powrót do góry Go down


avatar
Mistrz Gry


Liczba postów : 1283
Dołączył/a : 10/11/2014

PisanieTemat: Re: Rezydencja na wzgórzu   20.02.15 18:41

Pomysł z przebraniem się w inne ciuchy był bardzo dobry, bo w drodze na wzgórze chłopak widział całą masę listów gończych z dokładnym opisem jego ubioru. Na szczęście jego twarz i nazwisko nie były znane zatem sytuacja nie była jeszcze tak tragiczna.
Niestety wejście na teren rezydencji było trudniejsze aniżeli się chłopakowi wydawało. Przyjęcie rozpoczęło się już jakiś czas temu. Muzykę dobywającą się z posiadłości, śpiewy i śmiechy było słychać już kilkanaście metrów przed murem odgradzającym ją od reszty świata. Właśnie dlatego, że impreza już była w dość zaawansowanym stanie dwóch strażników w kolorowych tunikach z halabardami chociaż wyglądali na poważnie znudzonych ożywiło się widząc wspinającego się ścieżką młodzieńca. Wypieli dumnie piersi, stanęli na baczność, skrzyżowali halabardy broniąc dostępu do bramy i hardo spojrzeli na maga.
- Możemy zobaczyć pańskie zaproszenie? - rozległ się bas jednego z nich.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość





PisanieTemat: Re: Rezydencja na wzgórzu   22.02.15 11:46

Widząc wiele świstków ze swoją zamaskowaną podobizną, uśmiechnął się pod nosem. Czyli był już dość znany między ludźmi? Sądził jednak, iż opis jest nieco wyolbrzymiony. Zwyczajnie zabił pomocnicę Rady i jej pachołków, o których i tak nie wspomniano. No tak, Rada była ważniejsza. Cóż za egoistyczni ludzie. Postanowieniem chłopaka stało się częste przebieranie się, podczas zwyczajnego wychodzenia do miasta, bądź gdziekolwiek indziej, gdzie walczyć nie trzeba. Zapowiadają się kolejne wydatki.
"Psia krew." - skwitował, widząc ożywionych mężczyzn zagradzających przejście - "Czyli jednak jest potrzebny jakiś durny świstek? Żenujące." - zatrzymał się kawałek przed nimi, marszcząc swoje brwi.
- Och? Sądziłem, że to otwarte przyjęcie pożegnalne dla Lorda Allandela. - mruknął, wpychając ręce do kieszeni - W takim wypadku trzeba będzie się chyba pożegnać. - uśmiechnął się na swój, dziwny sposób.
Powrót do góry Go down


avatar
Mistrz Gry


Liczba postów : 1283
Dołączył/a : 10/11/2014

PisanieTemat: Re: Rezydencja na wzgórzu   23.02.15 22:13

Obaj strażnicy nie wydawali się zachwyceni postawą młodzieńca. Jego arogancja i ignorancja nie była czymś z czym często mieli kontakt. Zazwyczaj na ich widok ludzie pochodzący z innych niż wyższe strefy drżeli na sam ich widok.
- Oh, oczywiście. Lord uwielbia świętować w towarzystwie wszelkiego rodzaju hołoty i biedoty. Zapraszamy jaśnie pana na salony. - odpowiedział jeden ze strażników z pogardą i kpiną w głosie wykonując przed magiem cudaczny ukłon. Zaraz jednak się wyprostował i popychając maga drzewcem broni powiedział już bez wesołości, a z groźbą. - A teraz się stąd wynoś i nie pojawiaj więcej, bo przestaniemy być mili i uprzejmi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość





PisanieTemat: Re: Rezydencja na wzgórzu   18.06.15 19:16

- Fiu, fiu... mają rozmach... - Cali oceniała rezydencję, w której będzie dane jej pracować już z daleka. Oh tak, rzeczywiście mieli rozmach, skoro większym problemem będzie znalezienie zleceniodawcy w tym ogrodzie, niż tego ogrodu w tym mieście... Mimo wszystko, młoda czarownica była zadowolona, że nie przyjdzie jej pracować w jakiejś obskurnej dzielnicy podrzędnego miasta, przeciskać się kanałami, szarpać z menelami, ani nic z tych brudnych rzeczy, które powinni robić magowie z mniej pięknych gildii. Nie po to dołączała do feministycznej Mermaid Hell, żeby doczekać się takiego równouprawnienia. "Nie o takie Fiore walczyłam!" Ściskała w ręku papier z treścią zadania. Brzmiało nietypowo. Widocznie pracodawca spodziewał się, że prośba dotycząca jego ogrodu może zostać zlekceważona, dlatego od razu zastrzegł, że nie będzie to takie proste, jak mogłoby się wydawać. Hmmm... że niby nikt poza magami nie umie podlewać kwiatków? No cóż... na taką skalę nawet takie proste zajęcie może okazać się ponad siły zwykłego człowieka, ale Cali miała nadzieję, że jej klient nie będzie jedną z rozhisteryzowanych dam, uważających za koniec świata złamany paznokieć. Tak naprawdę, w całej tej treści zastanawiało ją sformułowanie "zmierzyć się z ogrodem". Przywodziło jej to na myśl jakieś zmutowane, krwiożercze rosiczki z rozglabździazdwionymi paszczękami, chwytające w biegu biednych ogrodników, którzy odważyli się je przesadzić. To nieco poprawiło jej humor i umiliło drogę. Nie była jakąś psychopatką lubującą się w ludzkim cierpieniu, ale sam absurd tych wyobrażeń sprawił, że na jej ustach pojawił się uśmiech.
Już niedługo spodziewała się natrafić na bramę prowadzącą do tego wielkiego ogrodu lub, jeśli będzie to otwarta przestrzeń, zamierzała skierować się prosto do posiadłości. Miała na celu dotrzeć najpierw do zleceniodawcy, aby zaczerpnąć nieco szczegółów dotyczących zadania i rozwiać idiotyczne scenariusze, raz po raz kształtujące się w jej łepetynce.
Powrót do góry Go down
Gość





PisanieTemat: Re: Rezydencja na wzgórzu   21.06.15 1:11

Wybiegła do niej prosto ubrana kobieta w stroju sprzątaczki. Nie trzeba chyba pisać kim była, prawda? Kobieta na usługach owej rodziny zajmowała się całym gospodarstwem. Można by przypuszczać, że pani tego dworu ma lepsze rzeczy do roboty. Kobieta cała zaspana i czerwona na twarzy zaczęła mówić w stronę kobiety.
- Panienka do nas, prawda? Chwała losowi, że w końcu ktoś się tego podjął.
Kobieta już uspokojona, zaczęła okazywać przerażenie. Łamiący się głos, niespokojny wzrok i nerwicowe tendencję. Kobiecie brakowało zdecydowanie spokoju. Spokoju, którego jeszcze pewnie długo nie zazna, bowiem ciężkie jest życie pokojówki. Ale mniejsza o tym. Skupmy się na zleceniu, przecież wszakże o to chodzi. Kobieta kiedy w końcu zebrała się w sobie kontynuowała.
- Ten ogród... On chyba żyje. Przynajmniej tak mi się wydaje. Ciężko jest mi to wyjaśnić. Jeszcze nigdy z czymś takim się nie spotkałam. Niech panienka pomoże, proszę...
Kobieta machała przed nią rękoma w gestach błagalnych i wskazywała na ogród.
Do ogrodu prowadziła piękna, żelazna brama, wysoka na dwa metry i szeroka na trzy. Wokół całej infrastruktury botanicznej rozciągał się gęsty żywopłot, który ciężko byłoby czymkolwiek sforsować. Problem stanowił dla Celi zapewne fakt, że nie wiedziała czego ma się spodziewać w środku, bowiem tego nie była w stanie ujrzeć.
Powrót do góry Go down
Gość





PisanieTemat: Re: Rezydencja na wzgórzu   21.06.15 10:58

Nie musiała nawet długo szukać zleceniodawcy, gdyż to on znalazł ją. Chociaż... nie do końca. Kobieta, która przywitała ją dość wylewnie była jedynie częścią służby i wyglądało na to, że również pośrednikiem między wykonawcą, a pracodawcą. Dla Cali nie miało to większego znaczenia. Ta sytuacja mogła mieć nawet swoje zalety zważywszy na to, że siedzący w złotych klatkach właściciele tego typu majątków raczej nie badają anomalii zachodzących w ich ogrodzie, a to z kolei jest obowiązek służby. Innymi słowy, Eldfell spodziewała się, że kobieta nakreśli jej sytuację trochę klarowniej, niż rzeczywiście miało to miejsce. Roztrzęsiona i chyba przestraszona nie wiedziała, jak ubrać w słowa swoje lęki. Być może rzeczywiście w tym ogrodzie czai się jakaś magia?
Migotka nie miała serca wyjawić jej, że nikt nie podejmował się tego zadania ze względu na to, że prawdopodobnie każdemu wydawało się ono zbyt łatwe i po prostu nudne. Okazało się jednak, że ów rabatka naprawdę może budzić strach. Póki co jednak, młodej czarownicy trudno było w to uwierzyć i sama nieco bagatelizowała potencjalne zagrożenie. Cali wyszczerzyła swoje zęby w najbardziej pocieszającym uśmiechu, jaki mogła z siebie wykrzesać. Nie wiedziała jednak do końca, czy był to uśmiech na pocieszenie, czy na wyśmianie tej przestraszonej kobiety. No bo... jak można bać się kwiatków? Wyciągnęła swoją rękę i pacnęła delikatnie pokojówkę kilka razy po głowie.
- Wszystko będzie dobrze. Już... zaraz zobaczymy, co ten ogród taki żwawy, tak? Shihihi... - Po wypowiedzeniu tych słów dziewczyna wyprostowała się i zerknęła na bramę, którą wskazywała jej zapłakana pani. Hmmm... wyglądało na to, że więcej informacji się z niej nie wyciśnie. No cóż, nie pozostało zatem nic innego jak samodzielne, empiryczne zdobywanie wiedzy. Eldfell nie zważając już dłużej na płacze, szlochy i błagania o pomoc, skierowała się w kierunku bramy i bez respektu weszła do ogrodu. Postanowiła przejść się między drzewami i tamtejszymi roślinkami z nadzieją, że zaobserwuje coś, co mogłoby być przedmiotem zlecenia.
Powrót do góry Go down
Gość





PisanieTemat: Re: Rezydencja na wzgórzu   23.06.15 12:34

Migotka wchodząc do ogrodu przekonała się, że na dobrą sprawę brak tam jakichkolwiek innych roślin poza żywopłotem. A więc labirynt... Zastanawiające moglobyć to, że od kiedy dziewczyna weszła do labiryntu czuła lekką energię magiczną, ledwo pulsującą gdzies w oddali. Kiedy zawiał delikatnie wiatr dziewczyna mogła poczuć czyjaś obecność w labiryncie. Juz na samym początku dziewczyna musiała stanąć nad wyborem. Rozgałęzienie dróg prowadziło albo w lewo albo w prawo. Droga po prawej stronie wydawała sie bardziej Kreta, bowiem juz za chwile skręcała w lewo. Spowita była światłem z latarni stojącej nieopodal. Droga po lewej stronie wydawała sie prosta, bez dziwnych zakrętów zato spowita mrokiem i mgłą. Mgła? Skąd ta mgła? A no właśnie. Po wejściu do labiryntu wszystko zaczęło wydawać sie dziwniejsze. Żywopłot znacznie urósł, wszystko pociemniało, pojawiła sie mgła. I teraz jedynym wyjściem stąd dla panienki Eldfell było przejście labiryntu, bowiem brama za jej plecami zniknęła.
Powrót do góry Go down
Gość





PisanieTemat: Re: Rezydencja na wzgórzu   23.06.15 14:15

- Huh? - Spoglądnęła w lewo, a potem prawo.
- Huuuh? Bogacze są doprawdy ekscentryczni... - Cali ugładziła ręką włosy na głowie, gdy myślała nad tym, co spotkało ją po wejściu do ogrodu. Spodziewała się czegoś zgoła odmiennego, nie zaś zielonej ściany wyrastającej przed nią, i ograniczającej widok bardzo skutecznie.
- I to ma być ogród? To raczej jakiś labirynt, a nie milutki zagajnik... Ehhh... - Nie było nad czym się zastanawiać, a i powrót nie wchodził w grę. Czarownica postanowiła podjąć się zadania, a można było wyczuć, że obawy służby co do obcej siły czającej się gdzieś w zaroślach były uzasadnione. Poczuła zimny dreszcz gdzieś w okolicach krzyża, który wspiął się po jej plecach, aby zginąć na karku. Wyczuwała tutaj magię. Niezbyt silną czy dominującą, lecz była co do tego pewna.
- Fiu, fiu... interesujące. - Jeszcze raz rzuciła spojrzenie w obie drogi, które miała do wyboru. W jednej nie było niczego widać, zaraz zakręcała. W drugiej natomiast nie było widać niczego, ponieważ mgła spowijała ją już po kilku metrach. Migotka stanęła jednak między symbolicznym wyborem, czy udać się w stronę jasnej, czy ciemnej strony. Nie zastanawiała się nad tym, gdzie może być bezpieczniej, lecz gdzie szybciej dotrze do rozwiązania. Bez wahania wybrała zatem lewą odnogę. Postawiła pierwszy krok i poczuła na swoich nagich plecach kropelki zimnego potu. Nie była zbyt doświadczona i wciąż bała się jak normalny człowiek, a atmosfera czająca się gdzieś w tej mgle wcale nie działała kojąco. Strach przed zapuszczoną roślinnością nie powinien jednak zatrzymać żadnego szanującego się czarodzieja, ani czarownicy, dlatego Migotka z podniesioną głową skręciła w lewo i kontynuowała marsz. Przyszło jej do głowy, że powinna w jakiś sposób znaczyć swoją drogę jeśli labirynt okazałby się bardziej skomplikowany, jednak szybko uświadomiła sobie, że nie ma za bardzo jak tego dokonać. Szła zatem na żywioł i prawdę mówiąc... czuła się dobrze z tym, że nie będzie martwić się o takie błahostki.
Powrót do góry Go down
Gość





PisanieTemat: Re: Rezydencja na wzgórzu   25.06.15 0:21

Mimo tego, ze był środek dnia w środku było bardzo ciemno. Droga, która wybrała dziewczyna była bardzo ciemna, a mgła jeszcze bardziej utrudniała widoczność. Żywopłot urósł jeszcze bardziej, a możliwość zawrócenia odciął sam ogród, stawiając ścianę tuż za Eldelf. Idąc cały czas tą samą ścieżką dziewczyna trafiła na polać gdzie znalazła następujący liścik: "W niedoborze i nadmiarze śmierć przynosić może, lecz nie spotkasz nikogo kto tych dwóch pierwiastków nie miałby w sobie". Zagadka najprawdopodobniej dotyczyła kolejnego kierunku jej wędrówki. Przed sobą miała trzy drogi. Jedną, która była pełna popękanej ziemi, suchej i będacej wpewidentnym zaprzeczeniem żyzności. Kolejną gdzie zmienia była wilgotna i mokra od padającego na nią deszczu, co mogłobyć zastanawiające skoro, ogród stwarza swoje własne ekosystemy. I trzecią, na której odnalazła usypaną drogę z węgla. Którędy podąża dziewczyna?
Powrót do góry Go down
Gość





PisanieTemat: Re: Rezydencja na wzgórzu   25.06.15 10:07

Huh... wyglądało na to, że zaznaczanie drogi i tak nie pomogłoby jej w powrocie. Idąc w głąb ogrodu i co jakiś czas spoglądając się za siebie z niezadowoleniem stwierdziła, że roślinność odcina jej drogę ucieczki. Mimo wszystko nie martwiła się tym. Tak czy siak nie zamierzała uciekać i cofać się, jednak zastanawiała się, w jaki sposób znajdzie wyjście już po wykonaniu misji. Bo to, że zakończy ją sukcesem nie ulegało wątpliwości.
Cali nie podobało się również to, jaka atmosfera panuje dookoła niej. Wybierając mroczniejszą ścieżkę wiedziała, na co się pisze, jednak po kilku minutach marszu ciemność i mgła zaczęły przyprawiać ją o dreszcze, gdy tylko usłyszała szelest liści lub poczuła na skórze silniejszy powiew wiatru. Długie, pojedyncze włosy przyklejały jej się do pleców, a ona sama starała się mieć oczy dookoła głowy i energicznie rozglądała się na boki, szukając zagrożenia. Wpadała chyba w lekką paranoję. W końcu jednak zatrzymała się, ponieważ jej wzrok przyciągnęła niewielka kartka. Wzięła ją do ręki i uważnie przeczytała. Stała przed rozwidleniem dróg i domyślała się, że to ma jej pomóc w wyborze tej właściwej. Tylko... czy aby na pewno? Przede wszystkim Eldfell była ogromnie ciekawa, kto napisał tą wiadomość. Nie spotkała jeszcze w ogrodzie żadnej żywej duszy (poza żyjącymi chyba roślinami), ani nie słyszała kroków. Do tej pory myślała, że będzie mierzyć się z jakimś samoistnym, magicznym zwyrodnieniem, które kieruje się instynktem i jest tak niebezpieczne, jak dzikie. Wskazówka jednak kazała jej sądzić, że albo ma tajemniczego sojusznika, albo jej przeciwnikiem w tej nierównej dotychczas walce jest ktoś, kto potrafi nie tylko myśleć, ale również pisać i manipulować. Którą ścieżkę powinna wybrać? Wiedziała, że wskazówka mówi o tej, która pokryta jest wodą, jednak czy powinna tańczyć tak, jak jej zagrają?
- Hej, pokaż się! Kto to napisał?! - Chciała przynajmniej podjąć próbę. Nie spodziewała się jednak wiele.
- To powoli robi się niebezpieczne... - Powiedziała do siebie, nie bez pewnego zawahania w głosie. Postanowiła jednak, że póki co podąży wskazaną drogą. Mogła co prawda zinfiltrować również pozostałe ścieżki, jednak bała się, że straci czas, gdy okażą się one ślepymi uliczkami. Zgniotła kartkę w rękach i wyrzuciła za siebie. Wybrała deszczową, wodnistą drogę.
Powrót do góry Go down
Gość





PisanieTemat: Re: Rezydencja na wzgórzu   26.06.15 20:48

Wydawałoby się, że wybór był prosty. No i taki był poza tym, że co chwila Cali musiała się zmagać z pojedynczymi chmurami deszczu występującymi raz na około metr, ewentualnie pół. Opadające na źdźbła trawy krople deszczu nieznacznie zagłuszały dziwny, niewyraźny szept. Tajemniczy, nieznajomy jej głos co chwila coś mówił półgłosem, jednakże niemożliwym było zrozumienie, o co mu chodzi. I tak było przez całą alejkę, póki nie doszło do kolejnego rozwidlenia. Wtedy też głos kompletnie się uciszył, a przed jej oczyma pojawiło się kolejne rozwidlenie. Nie różniło się ono niczym szczególnym od poprzedniego poza tym, że inna była kolejność ścieżek, gdyż patrząc od lewej od razu widzimy tę, na której wciąż ewidentnie padał deszcz, zaś ziemia była nim przesiąknięta, potem była ścieżka z węgla, a dopiero na końcu wysuszona, jałowa ziemia. Jednak tak, jak padło pytanie, tak nigdy nie padła na nie odpowiedź, jedynie ponownie dało się zasłyszeć dziwne szepty.
Powrót do góry Go down
Gość





PisanieTemat: Re: Rezydencja na wzgórzu   26.06.15 22:07

Już po kilku krokach była zziębnięta i przemoczona od siąpiącego na nią deszczu, dlatego nastrój z bojowego zmienił jej się na wszystkomijedno. Otuliła ciało ramionami tuż pod biustem, aby chociaż trochę zahamować dreszcze. Czuła się bezbronna, gdy do tego wszystkiego doszły jeszcze jakieś głosy. Nie była pewna, czy to wyobraźnia płata jej figle, czy może rzeczywiście ktoś szepcze jej do ucha zbyt cicho, aby go usłyszeć, lecz wystarczająco głośno, aby nie móc zignorować głosu. Czy wszystko, co do tej pory przeżywała to skutek magii jednej osoby? Labirynt, pogoda, teraz te zabawy w jej głowie. To musi być naprawdę potężna magia. Dlaczego wybrała akurat tą uliczkę? Może ta wskazówka była kłamstwem, a winowajca tylko bawi się z nią, bo akurat chciał ją zobaczyć zmoczoną do suchej nitki? To idiotyczne. W Cali narastała irytacja, która sięgnęła zenitu, gdy czarownica doszła do kolejnego rozwidlenia.
- Coooo? Mam tego dość! Apsik! - Nie dość, że czuła się, jakby stała drugi raz w tym samym miejscu, to do tego wszystkiego chyba zdążyła się przeziębić.
- Co za uciążliwa misja... - Cóż innego mogłaby powiedzieć? Schemat powtórzył się, jednak próżno było szukać kolejnej wskazówki. Pozostało zatem kierować się tym, co przeczytała wcześniej. Mimo, że ta perspektywa wyjątkowo jej nie odpowiadała, to najbardziej racjonalnym rozwiązaniem wydawało jej się konsekwentne podążanie obraną ścieżką. Ponownie wybrała wodę, deszcz i chlupotanie w butach.
Powrót do góry Go down
Gość





PisanieTemat: Re: Rezydencja na wzgórzu   28.06.15 7:14

Na całe szczęście dla Cali mimo irytacji kierowała się cały czas ścieżką wody, co najpewniej uratowało ją przed śmiercią. Kiedy wyszła już z uliczki pełnej wody i deszczu droga do niej zarosła przez żywopłot a ona znalazła się na wielkim placu, pośrodku którego znajdowała się studnia. Nie byłoby w niej nic nadzwyczajnego gdyby nie fakt, że woda w niej bardzo dziwnie wyglądała. Wydawała się prawie przezroczysta. Cali mogła zobaczyć jej do, a tam pomieszczenie. Panienka Eldfel mogła się zastanawiać: jak to możliwe? Z dołu emanowali ciepłem i przyjemnym światłem pochodzącym z kominka. Pełno tam było futer i kocy by móc się ogrzać. Wszystko to wyglądało jak idealnie przygotowane dla Cali. Być może zbyt idealnie...
Kolejne rozwidlenie dróg przyniosło wybór pomiędzy norą w ziemi, a suchą i przyjemną do wędrówki ścieżką pełną opadłych i pożółkłych liści. Znajdowała się tam rownież karteczka przywieszona do latarni.
"Już teraz widzę, że przyszło mi się zmierzyć z kimś, kto nieustannie dąży do celu. Dobrze, zatem jeszcze masz kawałek do przejścia. Mogę Cię pomęczyć. Wybierz tę gdzie pozornie schronienia nie ma, lecz na jesieni, najlepsza ze wszystkich to kołdra."
Powrót do góry Go down
Gość





PisanieTemat: Re: Rezydencja na wzgórzu   28.06.15 10:48

- No nareszcie... - Powiedziała Cali, gdy wyszła ze ścieżki, w której padał deszcz. Była przemoczona do suchej nitki, jednak zadowolona, że niebo nad nią trochę się rozpogodziło. Zdawała sobie jednak sprawę, że to nie naturze powinna dziękować, lecz temu, kto zafundował jej tą całą wędrówkę. Mimo wszystko, gdzieś w głębi, była nawet trochę wdzięczna, że ten ktoś stworzył jej bardziej godziwe warunki do pracy. Nie znaczyło to jednak, że Eldfell zamierza w jakiś sposób odpuścić. Cały czas była zmotywowana, jednak poprawił jej się humor.
Nie mając zbyt dużego wyboru, kontynuowała śledztwo. Tym razem, przed nią znajdowała się studnia. Zerknęła tam, aby zbadać poszlakę.
- Hmmm... Hejoooo... - Zobaczyła w wodzie kuszący obraz. Kominek, futerka, kocyki... było to jak spełnienie marzeń dla kogoś, kto dopiero zakończył marsz przez deszczowe, labiryntowe uliczki. Zanim jednak wskoczyłaby tam na pałę jak małe dziecko, zastanowiła się przez moment. Przede wszystkim, po co ktoś chciałby jej ofiarowywać taki relaks? Bądź co bądź, w tej misji twórca labiryntu i ona są póki co przeciwnikami. Nie ma tu więc miejsca na miłe gesty. Poza tym... studnia. Mało to razy słyszało się o tym, jak ktoś wpadał do studni, a potem nie mógł z niej wyjść, hm? Wiadomości aż huczą od nieszczęśliwych wypadków tego typu. Poza tym... nie ma żadnej gwarancji, że wskakując do środka wpadnie się do tego uroczego pomieszczenia, a nie zostanie w wodzie. Dziewczyna doszła do wniosku, że ten obraz to jedynie iluzja, która ma wciągnąć ją w pułapkę. Do tego wszystkiego doszła jeszcze kolejna wskazówka zapisana na karteczce.
- "Masz jeszcze kawałek do przejścia... bla bla bla" - Cali czytała na głos zawarte w niej instrukcje i postanowiła, że nie da się skusić propozycją puchowej kołdry. Swoją drogą to ciekawe, czy autor stara się rymować te liściki i mu to nie wychodzi, czy może specjalnie używa takiej dziwnej składni... Do tego wszystkiego, czarownicy trudno było sobie wyobrazić w ustach maga słowa "kołdra". To chyba jedno z najbardziej niemagicznych słów na tym świecie, dlatego po jego przeczytaniu Cali zaśmiała się do siebie. Podjęła już decyzję, zatem zgniotła kartkę i wrzuciła ją do zwodniczej, jej zdaniem, studni. Wybrała kontynuowanie podróży norą wykopaną w ziemi. Ta droga była ciemna i przyprawiała ją o gęsią skórkę, lecz wydawało jej się, że to o na tą drogę kieruje ją podpowiedź. Była ciekawa, co kryje się na jej końcu.
Powrót do góry Go down


avatar
Mistrz Gry


Liczba postów : 1643
Dołączył/a : 10/11/2014

PisanieTemat: Re: Rezydencja na wzgórzu   10.07.15 12:28

Wybacz mi moje opóźnienie w odpisie!



Z dołu żadnej odpowiedzi nie usłyszała, a szkoda. Może byłaby jakaś wskazówka? Może. Jednak nic nie nadeszło poza cichutkimi szeptami, które już wcześniej ją spotkały.
Zanim cokolwiek się stało, zanim Panienka Cali weszła do norki mogła zauważyć, że zanim papierek wpadł do studni, spłonął. Po prostu zmienił się w kulkę ognia i nawet popiół nie zdołał zaśmiecić dna tejże. A norka chyba nie była dobrym pomysłem, o czym zaraz miała się przekonać. Poza tym, że była idealnie ciasna, aby Eldfell miała problemy w zejściu na jej dno, to jeszcze wylądowała dość twardo na podłożu, cała brudna. Znalazła się na samym środku rozwidlenia dróg, gdzie jedna oczywiście prowadziła w lewo, a druga w prawo. Jednakże, dla ich odróżnienia, albo raczej w następnej kwestii wyboru, jedna z nich, albo raczej jej dno pokryte było gałęziami, a pod nimi była delikatnie wypływająca na górę woda. Zupełnie tak, jakby ktoś zrobił nieudolnie drewnianą tratwę. Z drugiej zaś strony był po prostu piaskowy tunel, dość wąski. Można uznać, że był szerszy niż tamten, którym weszła do tego miejsca.
A ona, cała brudna wylądowała na kupce piachu, który po części zamortyzował upadek z wysokości około dwóch i pół metra. Tuż przed nią, na ziemi leżała kolejna karteczka.
"Odpowiedź, niestety błędną się okazała. Przykro mi jest wielce, że do dołu musiałem wpędzić Cię prędce. Twe poczynania tak lekkomyślne zgubne być mogą, choć szansę Ci jeszcze jedną dam. Mają własną wizję tego, jak powinna wyglądać okolica. Uważane za szkodniki, acz same w sobie nimi nie są. Nam się nie podoba, choć one robią to dalej."
I teraz przyszedł moment wyboru... którą ścieżkę wybrać?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość





PisanieTemat: Re: Rezydencja na wzgórzu   10.07.15 14:44

Migotka zaklęła pod nosem, gdy wylądowała na swojej kości ogonowej. Poczuła pod sobą piach, jednak mimo wszystko wysokość była na tyle zabójcza, że syknęła z bólu po twardym lądowaniu.
- Niech Cię szlag! - Wydarła się na cały głos w kierunku bliżej nieokreślonym, ale na tyle głośno, aby usłyszał to jegomość, który wypisuje do niej te wszystkie liściki. To miała być prosta robota w ogrodzie, a młoda czarownica znalazła się pod ziemią, brudna, już lekko zmęczona i nieco bardziej sfrustrowana. Przeszła już spory kawałek i do tej pory jest tylko wodzona za nos przez kogoś, kto chce się z nią pobawić. W ogóle nie czuła, że zbliża się do rozwiązania zagadki. Może czekało ją już ostatnie rozwidlenie, a może do mety pozostała jeszcze setka?
Zanim podniosła się z ziemi zauważyła kolejną karteczkę.
- A jakżeby inaczej... - Przeniosła się z tyłka na kolana i podpełzła do liściku. Wstała czytając go. Rozejrzała się dookoła.
Znowu musiała wybrać. Z jednej strony wąski tunel, podobny do tego, który minęła przed chwilą. Z drugiej natomiast gałęzie i, niebezpieczna w jej mniemaniu, woda. Jeśli ten ktoś daje jej drugą szansę i podstawia pod nos tunel, który kilka chwil wcześniej okazał się błędną decyzją, może teraz daje wyraźny znak, że nie należy iść tą drogą? Z drugiej strony natomiast znajdowała się ścieżka, która połączona z podpowiedzią dawała jej pomysł, że szkodnikami, o których mowa w liściku są bobry. Powinna zatem iść znów za pierwszą myślą? Podeszła do dróżki wypełnionej wodą. Zbadała stabilność gałęzi i zrobiła pierwszy krok. Jeśli nie stało się nic niespodziewanego i nie wpadła do wody, wówczas wybiera tą dróżkę. Jeśli natomiast ta okazałaby się nie do przebycia, wówczas... cóż... pozostał jedynie ten podejrzany tunel.
Powrót do góry Go down


avatar
Mistrz Gry


Liczba postów : 1643
Dołączył/a : 10/11/2014

PisanieTemat: Re: Rezydencja na wzgórzu   11.07.15 11:26

Nie było większych problemów z nadepnięciem na gałęzie czy ich stabilnością na wodzie. Ścieżka została wykonana z tą właśnie bobrzą doskonałością, gdzie prowizoryczna tratwa uginała się ledwo na góra trzy, cztery centymetry. Trochę jej się zmoczyły buty, jednak nie sięgało to zamoczenie wyżej niż podeszwy, więc nie musiała się martwić o to, czy będzie musiała chodzić w mokrym obuwiu czy też nie. Było też o tyle ułatwienie, że znajdowały się na tej trasie wysepki oddzielone od siebie o około pół metra, dzięki czemu podróż nie była aż taka ciężka. Szkoda tylko, że te wysepki znalazły się dopiero od środkowego odcinka trasy bobrzej, czyli dopiero po stu metrach. A z tego łatwo było wyznaczyć fakt, że trasa miała dwieście metrów. A na jej końcu znajdowały się drewniane schody, już widać było w nich trochę magii, gdyż gałęzie były ustawione w równych odstępach i zeszlifowane z góry i bez problemu dało się nimi wyjść z zapyziałej jaskini. Prosto do górnej części żywopłotowego labiryntu. Tam znajdowały się dwie ścieżki. I studnia. Najwyraźniej wróciła do miejsca początkowego, w którym zawaliła robotę. Z tym, że ta ścieżka, która wcześniej była tą dziwną norą była teraz pokryta puchem śnieżnym, który jakimś cudem utrzymywał się w tej formie.
"Wybacz mi ten upadek, milady. Niestety, złe odpowiedzi się kończą karą adekwatną do wybranej ścieżki. Wracając do Twojej zagadki. Zasada jest taka sama - wybierz tę, gdzie pozornie schronienia nie ma, lecz na jesieni, najlepsza ze wszystkich to kołdra."
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość





PisanieTemat: Re: Rezydencja na wzgórzu   11.07.15 12:19

Jest brudna. Zbrukana nieczystościami bobrzej ścieżki, a wcześniej piaskowej jamy. Buaaaaah. Wzdrygnęła się na samą myśl o tym, jak wyglądają teraz jej plecy i pośladki. O ile trasa usłana gałązkami okazała się prosta i niezbyt wymagająca, o tyle u jej celu czekało na nią wielkie rozczarowanie. Otworzyła szeroko oczy, gdy zorientowała się, że już kiedyś widziała miejsce, w którym aktualnie się znajdowała. Przeczytała kolejny liścik. Właściwie to mało widziała, bo po pierwszych słowach krew napłynęła jej do oczu i zagotowała się w głowie z wściekłości. Gdy tylko dorwie tego typka, który śmie robić z niej idiotkę, to nie pozostawi na nim niezbitego kawałka mięsa. Ponownie zgniotła kartkę i rzuciła sobie pod nogi. Tupnęła na nią, aby pokazać, jak głęboko może sobie wsadzić tą zabawę nią twórca tej idiotycznej gonitwy. Ale to nie wystarczyło. Zaczęła skakać po kartce lub po miejscu, gdzie się znajdowała. Nie była ranna, lecz jej honor ucierpiał ogromnie. Ten ktoś zrobił z niej brudny wrak i musi za to zapłacić. Pewnie bawi go, gdy widzi ją w takim stanie. I dobrze, niech sobie patrzy. Role odwrócą się, gdy spotkają się oko w oko.
- Poczekaj Ty, już ja Cię dorwę! - Pogroziła pięścią w powietrze i ruszyła ścieżką, tym razem usłaną suchymi liśćmi. Wciąż bała się studni, która miała być ostatecznością.
Powrót do góry Go down


avatar
Mistrz Gry


Liczba postów : 1643
Dołączył/a : 10/11/2014

PisanieTemat: Re: Rezydencja na wzgórzu   12.07.15 15:43

Zezłoszczona Migotka kontra MG: 0:1. MG może przypisać sobie sukces do konta bankowego, z którego potem podobno powinien dostawać wypłaty, ale pracodawca to skąpiec i nie daje nic. No ale cóż, nie każda praca popłaca. Wracając do całej tej sytuacji, w której Migotka postanowiła wybrać drogę z liści i iść swym własnym tempem. Droga była długa, chociaż prosta. No, występowało parę takich zakrętów czy utrudnień w chodzeniu prostą drogą (gdzie na nietrzeźwo prędzej zaliczyłbyś każdy element płotu niż dotarł na miejsce), ale nie mogło to przeszkodzić wkurzonej Cali w dotarciu na koniec labiryntu. Ostatni odcinek był ciężki do przejścia, gdyż ze szczytów żywopłotów wyrastały gałęzie formujące łuk, a z nich spływały ku dołowi liście ozdobne. I oczywiście utrudniające trochę widzenie. Też dziwny cud się stał - przed wejściem do tego swoistego tunelu poczuła delikatny chłodek i była... czysta?
- Gratuluję i przepraszam drogą panią za niedogodności - usłyszała na końcu swej drogi dziewczyna, a za bramą z gałęzi zdołała ujrzeć piękny plac zieleni wyglądający jakby wyjąć go z baśniowego lasu. Wszędzie bujna, złota trawa, drzewa, a także migoczące gdzieś pyłki. A pośrodku? Pośrodku była jakaś dziwna roślina o nienaturalnie zgrubiałej łodydze w paru miejscach. No i do tego ta łodyga była dziwnym sposobem pokryta jakimś dziwnym drewnem. Dziwnym, zielonym odpowiednikiem kory brzozy. Liść, który tę roślinę zdobił z boku miał naprawdę dziwny kształt. Przypominał on połączenie liścia dębu, klonu i buku. A sam kwiatostan? Przypominał rozłożenie, ilość i kształt kwiatów połączenie konwalii, bzu i krokusów. Dało się zauważyć też te liście charakterystyczne dla właśnie tych białych kwiatów tuż przy zakończeniu łodygi, długie i podłużne. Wyglądało to tak, jakby ktoś bawił się trochę za bardzo w GMO i połączył te wszystkie rośliny w jedno. No i dziwnym elementem było to, że spomiędzy liści opadało coś dziwnego, czarnego... włosy? Ludzkie włosy? Nie, to raczej nie to, to musiała być jakaś roślina egzotyczna, jej element, ale czemu to tu było?
- Podejdź, proszę, panienko. Tutaj, do mnie - powiedział... a może powiedziała? Nie... był to męski głos pochodzący z rośliny. Bo kwiatem nie można tego nazwać. - Wybacz mi wielce wszystko to, co Cię spotkało. Chciałem jednak sprawdzić, czy będziesz w stanie mi pomóc... Chociaż nie wiem, co po głowie chodzi Ci po tych nieprzyjemnościach - powiedziało to coś ze smutkiem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość





PisanieTemat: Re: Rezydencja na wzgórzu   12.07.15 17:54

Uh... wyglądało na to, że w końcu jej się powiodło. Tym razem wybrała chyba właściwą ścieżkę, bo długo nic się nie działo. Nic przykrego, ma się rozumieć. Spacer jesienną alejką mogłaby uznać nawet za komfortowy, gdyby w głowie mała Migotka z małymi czerwonymi skrzydełkami i małymi różkami nie szeptała jej do ucha, że jedynym zadośćuczynieniem za ostatnie upokorzenia będzie mord na winowajcy. A co z tym małym aniołkiem, który zawsze w filmach namawia bohatera do czynienia dobra? Bał się wyjść. Mimo wszystko, humor nieco jej się poprawił, jak to zwykle bywa, gdy po porażce odnosi się sukces, nawet drobny.
W końcu, za kolejnym zakrętem zobaczyła coś innego, niż ścianę zieleni. Przystanęła na chwilę, bo zaparło jej dech w piersiach. Mimowolnie uśmiechnęła się na widok rajskiego zakątka, który wyrósł tuż przed jej oczami. Dziwne uczucie, być wściekłą i jednocześnie zachwyconą pięknem tego, co ma się właśnie przed oczami. Trochę trudności nastręczyło jej zbliżenie się do tego zagajnika, lecz teraz prawie nie czuła kolejnych utrudnień, lecz pokonywała je z oczami wbitymi w to, co przed nią. W końcu stanęła na baśniowej polance i zaczęła wypatrywać tego jednorożca, co to się zawsze w bajkach na takim runie leśnym pasie. Jednorożca jednak nie było, a zamiast niego można było zobaczyć cudowny... ummm... dziwny kwiat. Mówił coś do niej, lecz ona słuchała i jednocześnie próbowała doprowadzić do porządku swoje włosy, w które na pewno powpadały liście, gałązki i różnego rodzaju roślinne odpadki. Dotknęła ręką głowy i zauważyła, że nic takiego w ogóle nie ma miejsca na jej łepetynce. Co więcej, ramiona, kolana, brzuszek, wszystko było czyste. MAGIA! Teraz rzeczywiście mogła skupić się na gadającej roślinie. A więc to ona była sprawcą tych wszystkich upokorzeń? Aparycja na pewno nie wskazywała na to, aby ta... istota mogła być zła. Niemniej jednak Migotka doznała kilku niezbyt przyjemnych doświadczeń ze strony tego, który teraz prosił o pomoc.
- Przepraszasz mnie? Wiesz co? Wiesz co?! Powiem Ci, "co mi chodzi po głowie po tych nieprzyjemnościach". - Mówiąc ostatnie słowa, mimowolnie przybrała, parodiujący wcześniejszy głos, ton. - Mam ochotę Cię wykarczować, chwaście! Jeśli chciałeś wiedzieć, czy mogę Ci pomóc, to wystarczyło zapytać, a nie ganiać mnie po ciemnych norach i krzaczorach jak jakąś idiotkę. Nie no! To już jest naprawdę szczyt! - Skrzyżowała ręce pod biustem i ostentacyjnie odwróciła twarz, czekając na dalsze przeprosiny i błaganie o wybaczenie. Stała tak przez chwilę i myślała o tym, co powiedziała. Spojrzała na roślinkę. Była piękna, lecz zwisające, czarne włosy czy pnącza nadawały jej smutny wyraz... twarzy... kwiatu. Zrobiło jej się wstyd, że nakrzyczała na nią, choć na co dzień bardzo lubiła rośliny. Odwróciła się i nieśmiało podeszła do chwasta.
- Pachniesz Ty w ogóle? - *sniff* *sniff*, powąchała ją kilka razy.
- No dobra... Powiedzmy, że na razie jesteśmy kwita... Czego potrzebujesz? Wiesz... tak czy siak, muszę doprowadzić ten ogródek do porządku. Żadnych labiryntów ani studni z kołdrą w środku. To moje zadanie, więc możemy zawrzeć umowę. Ja pomogę Tobie, a Ty przestaniesz niepokoić działkowiczów, hmmm?
Powrót do góry Go down


avatar
Mistrz Gry


Liczba postów : 1643
Dołączył/a : 10/11/2014

PisanieTemat: Re: Rezydencja na wzgórzu   13.07.15 14:54

Nie wiadomo, co brał autor poprzedniego postu, kiedy opisywał ten dziw natury zwany rośliną. Ale co tu rozumieć? Nie wnika się w psychikę grafika, szczególnie jeśli grafik płakał jak projektował. Nie potrzeba mu żadnych prochów ani nic, przecież grafika to najlepszy narkotyk, jaki może być.
Wracając do całej tej sytuacji, kwiat obrócił się w stronę Cali tak, jakby chciał się na nią spojrzeć. Pachniał dość słodko. Nie był to zapach typowy dla jakichkolwiek kwiatów z tego połączenia, był to nowy, zupełnie inny. Ale bardzo przyjemny i intrygujący. Gdyby się tak nawdychać pewnie by się dostało rzeczywistych halucynacji z jednorożcami czy czymś takim, ale to by było zbyt zgubne dla naszej czerwonowłosej panienki żeby w czasie tak ważnej misji niemalże wagi państwowej (jeśli za państwo można uznać Hosenkę) widzieć jednorożce!
- Oh... naprawdę przepraszam. Nie chciałem, abyś mnie znienawidziła - powiedział cicho kwiat. - Wybacz. Jak mówiłem... chciałem sprawdzić, czy będziesz w stanie mi pomóc. Po to były te wszystkie zagadki, po to to wszystko ułożyłem w ten sposób. Kontroluję cały ten ogród tylko dlatego, że ktoś mnie zaklął w... to coś. Kiedyś byłem taki, jak Ty. Młody, przystojny, magnes na kobiety. Teraz siedzę tutaj jako kwiat. I moja prośba jest naprawdę niewielka... pomożesz mi powrócić do dawnej postaci? - zapytał. - I nie będę ich już niepokoić. Obiecuję. Robiłem to tylko dlatego... aby ściągnąć tu maga, który byłby w stanie mnie odczarować... Ten ogród tak naprawdę wydaje się być wielki, nie jest on zbyt duży. Tylko dlatego tak jest, bo ja go kontrolowałem. Zobacz, nie ma tu nawet ścieżki, którą dotarłaś na polanę - powiedział i... rzeczywiście tak było, jedynie drzewa. Zupełnie tak, jakby ograniczało się to do paru metrów kwadratowych i niczym w jakiejś grze komputerowej wszystko się generowało od nowa w zależności od poczynań gracza.
- Jednak najgorsze jest to, że nie mam pojęcia, w jaki sposób to odczarować. Wiem tylko... że moja śmierć też może w tym pomóc, ale błagam... nie pozbawiaj mnie życia...

//zmieniłam mu kolor na jeden z tych, co wybrał Hareł... to dalej ta sama osoba... kwiat... e... coś.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość





PisanieTemat: Re: Rezydencja na wzgórzu   13.07.15 16:27

*Sniff* *sniff* Zapach dotarł do jej noska i przyjemnie tam namieszał. Zamknęła oczy i przez chwilę delektowała się tym miłym doznaniem, jednak z tego stanu wyrwał ją głos kwiatka.
- No przecież Cię nie nienawidzę... daj spokój... - Rzekła, współczując marnej istocie. Do czego to doszło, żeby to ona czuła się winna w konfrontacji z kimś, kto wcześniej śmiał wytarzać ją w leśnym runie? Ten kwiatek, mimo, że taki piękny, był doprawdy żałosny w litościwym znaczeniu tego słowa. Cali zarumieniła się, gdy wspomniał, że był kiedyś piękny i młody - tak jak ona. Przeczesała włosy i skromnie wbiła wzrok w ziemię.
- Przestań, głuptasie... shihihi... - Jak małe dziecko. Kokieteria nie była jej najmocniejszą stronę, jednak teraz trochę się również wygłupiała. Słuchała go jednak uważnie i zaczęła współczuć pomimo tego, że nie znała powodu rzucenia na młodzieńca tego dziwnego czaru. Był jednak na tyle uroczy, że roztopił jej serce swoją słodkością, dlatego czarownica rozchmurzyła się, starając się przekazać mu trochę dobrej energii. Nie mogła patrzeć, jak się zamartwia.
- Oczywiście, że Ci pomogę. Niczym się nie martw! - Wysłuchała do końca.
- No coś Ty?! Za kogo Ty mnie masz? Chciałam Cię zabić, to fakt, ale to było dwie minuty temu! Teraz nie ma o tym mowy. Chociaż... odczarowanie z nieznanego czaru może być problemem... - Zastanowiła się przez chwilę, skąd mogłaby zaczerpnąć informacji. Stała przed nią ofiara całego zajścia, a dookoła nie było nikogo. Wybór był więc dosyć prosty.
- Okej... Opowiedz mi zatem, kto Cię tak zaczarował i w ogóle jak do tego doszło? I tak przy okazji... Nazywam się Cali Eldfell. A Ty? Jak masz na imię? - Uśmiechnęła się szeroko i rozsiadła wygodnie na ziemi, czekając na odpowiedź i historię jego niedoli.
Powrót do góry Go down


avatar
Mistrz Gry


Liczba postów : 1643
Dołączył/a : 10/11/2014

PisanieTemat: Re: Rezydencja na wzgórzu   14.07.15 11:45

Zerwał się delikatny wiatr, który równie delikatnie zebrał złociste pyłki zaczynające właśnie swój cudowny taniec. Cudowny był jednak dla tych, którzy nie byli alergikami. Oni w tym momencie z chęcią by stąd uciekli. Nagle rozległo się kichnięcie, kwiat się poruszył.
- Znowu ten wiatr... znowu te pyłki... a alergia mi została z poprzedniej... achooo! postaci... ehh... - mruknął cicho, a z któregoś kwiatka spłynął jakiś przezroczysty sok, jakby jemu ciekło z nosa i nie mógł tego wytrzeć. Czyli że.. co? Że miał alergię? Kwiat, który ma alergię, dobre sobie! - Jestem... Elias. Miło mi... Cali Eldfell. I... spotkałem tutaj niegdyś starego mędrca... znaczy nie tutaj, po prostu gdzieś w Hosence... Gdzieś... tak, niedaleko lasu! Zgubiłem drogę... a ten powiedział, że "powinienem zapłacić za swe grzechy" czy coś takiego... ziemia mnie wciągnęła i wylądowałem tutaj... ale... ale ja nic takiego nie zrobiłem! - zawołał, przestraszony chyba tym wszystkim. - No... ja nic nie zrobiłem... jedynie przeszedłem obojętnie kiedy jakiś żebrak prosił mnie o kawałek chleba... ja sam nie miałem... i poszedłem dalej... - wyszeptał cicho.
Zaraz wiatr się zerwał znowu, przenosząc pyłki z miejsca A do miejsca B, przelatując tuż koło kwiatostanu Eliasa, a także tuż przed nosem Migotki. Oczywiście u tego pierwszego podrażniło to i zaczął kichać. Raz, drugi, trzeci, dziesiąty, dwudziesty! Baa, on nawet brzmiał jak zwykły, kichający człowiek!
- Powiedział... że jeśli miałbym wrócić do swej dawnej postaci... trzeba podobno jakiegoś kamienia... czy coś... nie, czekaj... jakiś ptak mógłby mnie odczarować. Taki z kolorowy ptaszek... z długim dziobem.. czy coś takiego... bardzo szybko macha skrzydełkami... podobno tu jest taki... ale nie mam pojęcia... - powiedział z pewnym przestrachem. Chyba sam nie wiedział, jak to się nazywa chociaż pamiętał, jak to mniej-więcej wygląda.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content





PisanieTemat: Re: Rezydencja na wzgórzu   

Powrót do góry Go down
 
Rezydencja na wzgórzu
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next
 Similar topics
-
» Wzgórze startowe przy Gibraltar Road
» Wilcze Wzgórze rodu O'Connor, Irlandia
» Wzgórza rezerwatu
» Czarcie wzgórza

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Fairy Tail New Generation :: Tereny zewnętrzne :: Hosenka-
RadioAoi.plHalo PBFPBF ToplistaI love PBFPBF Toplista~**~.: ANIME TOP100 :.Najlepsze strony o Anime i Mandze w necie