IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Rezydencja na wzgórzu

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość


avatar
Ranga Specjalna


Liczba postów : 614
Dołączył/a : 04/11/2014

PisanieTemat: Rezydencja na wzgórzu   16.02.15 16:16

First topic message reminder :

Na szczycie jednego z otaczających miasto wzgórz zbudowana jest wspaniała rezydencja w tym samym orientalnym stylu co reszta miejscowości. Posiadłość otoczona jest wysokim murem, za którym zaraz znajduje się wspaniały ogród. Pełno w nim rabatek kwiatowych o różnobarwnym kolorze, rzadko posiany drzew i krzewów ozdobnych oraz małych sadzawek. Wszystko jest rozplanowane w sposób wyjątkowo estetyczny i wyważony, a zarazem tak iż nie jest problemem patrolowanie i porządkowanie pomimo sporej powierzchni.
W centralnym punkcie placu jest właśnie rezydencja. Zbudowana jest na planie kwadratu jednak w samym jej środku znajduje się kolejny mniejszy ogród. Rośnie w nim tylko jedna roślina. Potężna, wiekowa wierzba w cieniu, której odbywają się zazwyczaj wydawane w tym domu uczty.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com

AutorWiadomość
Gość





PisanieTemat: Re: Rezydencja na wzgórzu   14.07.15 16:44

Hmmm... kwiatek wydawał się być z nią szczery. Migotka nie miała pojęcia, ile jest prawdy w skróconej historii, którą jej opowiedział, lecz nie miała żadnego innego punktu zaczepienia, ani możliwości weryfikacji prawdy. Doszła zatem do wniosku, że nie pozostaje jej nic innego, jak zaufanie Eliasowi i podjęcie się próby pomocy. Westchnęła głośno. Wyglądało na to, że jej zadanie dopiero się zaczęło.
- Zapłacić za grzechy... Ty naprawdę nie zrobiłeś nic złego? Wiesz, ludzie nie wygadują, ani nie robią takich... - Tutaj zmierzyła go wzrokiem. - ...rzeczy bez powodu. Jeśli się dowiem, że mnie oszukałeś, to wiesz, co cię spotka? - Wyjęła zza paska nóż kuchenny. - Poszatkuję Cię i dodam do zupy. - Opanowała się jednak szybko i schowała broń.
- Mały ptaszek... z długim dziobem i szybko macha skrzydełkami? Wydaje mi się, że mówisz o kolibrze. Myślisz, że gdybym takiego złapała i tu przyniosła, to by Cię odczarował? Dziwne zaklęcie, doprawdy... - Przeciągnęła się i splotła dłonie z tyłu głowy. Wyglądało na to, że już ma zamiar wyruszyć na poszukiwania, lecz nie za bardzo wiedziała, jak i gdzie powinna zacząć.
- Powiedz mi, są tutaj jakieś kwiaty, oprócz Ciebie? Z tego co wiem, te ptaszki żywią się ich nektarem. Może gdybym poszukała gdzieś w ich pobliżu, mogłabym jakiegoś schwytać... hm? - Czekała na odpowiedź i aktualny opis ogrodu po tym, jak kwiatek przestał bawić się w labirynty. Gdy Elias wskaże jej jakąś ścieżkę, wówczas dziewczyna podąża posłusznie według wytycznych. W innym wypadku, będzie zmuszona chyba szukać na ślepo...
Powrót do góry Go down


avatar
Mistrz Gry


Liczba postów : 1643
Dołączył/a : 10/11/2014

PisanieTemat: Re: Rezydencja na wzgórzu   15.07.15 14:13

Wiater powoli się uspokajał, przestał wodzić nozdrzami biednego Eliasa i przestał targać włosy Cali. Choć delikatny był, to i tak we znaki się dawał. Chociaż liście i kwiaty delikatnie się wciąż poruszały, i tak zaraz powoli wytraciły na prędkości i znowu ustały w miejscu, zwisając w dół.
- Tak, chyba chodzi... chyba chodzi o kolibra. I nie wiem, o co temu starcowi chodziło. Może zrobiłem coś złego, ale o tym teraz nie pamiętam? Bo nie sądzę, aby nie danie monety żebrakowi zrobiło mu krzywdę... wiem, był biedny, ale widziałem chwilę później, jak ktoś mu dawał cały banknot... a... a może to była próba? Hej, ja się boję, że ten żebrak to była jakaś próba starca! I dlatego zmienił mnie w kwiat mówiąc, że jestem grzesznikiem! - powiedział nagle, trochę panikując. Zapewne teraz by się złapał jak normalny człowiek za głowę, ale kto powiedział, że w tym momencie jest normalnym człowiekiem? Za chwilę jednak próbował się uspokoić. I mu się udało po kilku słyszalnych wdechach i wydechach.
- Tam... tam jest duży zbiór kwiatów - powiedział i obrócił się w stronę północy aby wskazać kierunek. - Ale... ale może podziałać! Nie musisz iść daleko, bo pas lasu nie jest zbyt długi, raptem trzy drzewa w rzędzie zasłaniające widok na polanę kwiatów. Tylko żaden nigdy tu nie przyleciał.. no tak, trzeba sobie zasłużyć na odczarowanie... - powiedział dość smętnie Elias, spuszczając swój kwiatostan ku dołowi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość





PisanieTemat: Re: Rezydencja na wzgórzu   15.07.15 16:21

- Ojej... ten facet to zwykła beksa... - Pomyślała Cali, gdy Elias po raz kolejny wpadł w coś pomiędzy histerią i użalaniem się nad sobą. Nie mogła jednak skarcić go wprost, bo zapewne rozkleiłby się jeszcze bardziej. Postanowiła zatem jak najszybciej ulotnić się z jego otoczenia. O ile na początku była w stanie zrozumieć jego poruszenie i smutek, o tyle teraz czas najwyższy, aby choć trochę się uspokoił.
- Hej, płatki do góry! Wszystko będzie dobrze. - Nachyliła się w jego kierunku i serdecznie uśmiechnęła. Mimo, że zaczął ją lekko irytować, to szczerze chciała mu pomóc. Zastanawiała się, czy sama jej magia wystarczy do tego, aby złapać ptaszka, czy będzie musiała zastosować jakiś wabik lub fortel, aby wypełnić zadanie.
- Grzesznikiem? Co to w ogóle za słownictwo? Hahaha! - Rozbawiło ją słowo, które wyłapała spomiędzy wersów jego narzekań. Nie przysłuchiwała mu się już z taką uwagą jak wcześniej, ponieważ myślami była już dalej.
- Żeby być grzesznikiem, musiałbyś chyba kogoś skrzywdzić, ne? Poza tym, kara jest nieadekwatna do występku. Moim zdaniem nie zrobiłeś nic złego, ale ja nie o tym... - Przysłuchiwała się natomiast, jak opowiadał jej o rzeczywistym ukształtowaniu ogrodu. Wyglądało na to, że droga nie jest daleka, zatem Cali spięła mocniej włosy i poprawiła biustonosz. Nie chciała, aby zsunął się w którymś momencie pogoni za kolibrem.
- Yosh! Zaraz wracam! - Pobiegła w kierunku wskazanym przez Eliasa. Miała nadzieję, że mówi prawdę i po chwili wypadnie na polanę pełną kwiatów, nad którą miała nadzieję zobaczyć jakiegoś koliberka, nawet malutkiego.
Powrót do góry Go down


avatar
Mistrz Gry


Liczba postów : 1643
Dołączył/a : 10/11/2014

PisanieTemat: Re: Rezydencja na wzgórzu   15.07.15 20:23

Może i beksa, ale kto by się nie załamał jeśli straciło się wszystko bo ktoś tak zapragnął? Można by sądzić, że wiódł szczęśliwe życie, że miał rodzinę czy bogactwo, dlatego tak teraz cierpi będąc rośliną. Ale ona musiała iść dalej, gdyż on już nic nie odpowiedział. Zabrakło mu mowy czy może nie chciał wydłużać swego oczekiwania na pomoc?
Więc ruszyła, on jej nie zatrzymał. Nie zatrzymała się też ona wśród drzew. A że rozstawione były co około pół metra, przejście między nimi nie było zbyt problematyczne. Światło, które padało na polanę tam schowaną już jednak było. Była tak rozświetlona, że trzeba było chwili żeby oczy się do tego właśnie blasku przyzwyczaiły. A tam? Piękne, wysokie grządki kwiatów. Można by rzec, że były to już wzgórza jedynie nimi porośnięte. A w środku ścieżka. Ścieżka w pewnym momencie zmieniająca się w delikatnie zakręcony w lewą stronę most. Wokół zaś wszelkie odcienie czerwieni, różu, czasem przechodzące w żółć aż do bieli. I taka piękna mozaika właśnie cieszy oczy naszej pięknej panienki.
A gdzie koliber nasz kolorowy? Cóż, tego nie było wiadomo. Słychać było trzepot skrzydełek prędki, choć naszego małego milusińskiego nigdzie widać nie było.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość





PisanieTemat: Re: Rezydencja na wzgórzu   15.07.15 23:08

Nie zastanawiała się długo nad tym, co powinna zrobić. Cali nie miała przy sobie żadnych narzędzi, przyborów ani materiałów, z których mogłaby sklecić wymyślną pułapkę na kolibry. Jej magiczny arsenał był bardzo okrojony, więc chcąc nie chcąc musiała uciec się do prostych środków. Może to lepiej? Mówią, że proste rozwiązania są najlepsze. Wbiegła najpierw między drzewa, lecz te jej nie interesowały. Chciała jak najszybciej przebyć tą przeszkodę, aby znaleźć się na polanie porośniętej kwiatami, o której wspominał Elias. Musiała zrobić jedynie kilka kroków, aby dotrzeć do celu. Wciągnęła nosem powietrze, gdy pojawił się przed nią wijący się, kolorowy dywan. Wspaniałe miejsce. Cieszyła oczy kolorami i kształtami, zadowolona, że nareszcie po tych wszystkich trudach i upokorzeniach, los prowadzi ją w coraz piękniejsze miejsca.
- Ahhh... - Westchnęła cicho, jakby bojąc się, że ktoś może ją zobaczyć, gdy tak rozpływa się w zachwycie. Zrobiła kilka kroków w alejce i lekko musnęła dłonią najbliższe kwiaty. Były wspaniałe. Aż chciałoby się odwrócić i paść na nie plecami, zanurzając się w miękkim, delikatnym materacu, lecz z drugiej strony chyba nie wybaczyłaby sobie, gdyby tak bezmyślnie zniszczyła te cuda natury.
Przypomniała sobie jednak o misji i wypuściła powietrze z głośnym sykiem niezadowolenia z powrotu do prozy życia.
- No... gdzie jesteś...? Cip, cip... taś, taś... - Nie wiedziała, jak powinna nawoływać. W ogóle nie wiedziała, czy kolibry nie są przypadkiem nieme? Nigdy nie słyszała śpiewu żadnego z tych ptaków. Nagle usłyszała cichy łopot skrzydeł. Wyglądało na to, że jej cel jest bliżej, niż przypuszczała, skoro mogła usłyszeć trzepot maluteńkich skrzydełek. Uważnie rozejrzała się po pobliskich kwiatostanach, będąc w bezruchu. Musiał gdzieś tu być... gdzieś bardzo blisko. Uważnie obserwowała polankę, starając się wychwycić każdy ruch i pod żadnym pozorem nie spłoszyć zwierzęcia. Musiała być teraz bardzo ostrożna i starała się w ogóle nie ruszać, dopóki go nie zobaczy.
Powrót do góry Go down


avatar
Mistrz Gry


Liczba postów : 1643
Dołączył/a : 10/11/2014

PisanieTemat: Re: Rezydencja na wzgórzu   16.07.15 14:18

Dywan kwiatów piękny był, trzeba przyznać. Jednak to, że koliber, kolorowy niczym tęcza, mieniący się jej barwami ptaszek przeleci jej tuż koło nosa. Dosłownie. Aż poczuła ten delikatny wiaterek powstały w wyniku trzepotu skrzydeł na swej twarzy, na nosie, a także i na policzkach. Bardzo przyjemne uczucie. A do tego woń kwiatów - aaah!
Jednak koliber zwiał gdzieś na lewą stronę, znowu utonął wśród kwiatów. Widać go było dosłownie przez chwilę tuż przy moście, ale zaraz przefrunął na prawo, za górkę. Ruszał się dość prędko, nie dało się przewidzieć jego następnego ruchu. Równie dobrze mógł ją ośmieszyć jeszcze bardziej tym, że Cali nie będzie w stanie go doścignąć, ale któż to wie?

//Wybacz za słabego posta, wena off
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość





PisanieTemat: Re: Rezydencja na wzgórzu   16.07.15 16:25

Obserwowała jedną z kolorowych rabatek, gdy nagle... FRUUU! Coś śmignęło jej koło noska, zostawiając przyjemną woń kwiatów, jednak jednocześnie nieco łaskocząc. Czuła, że zaraz kichnie, lecz ostatkiem siły fizycznej i siły woli stłumiła ten odruch. Brawo dla niej. Szybko obejrzała się za sprawcą całego zamieszania, jednak niknął on już gdzieś między kolorowymi kielichami.
- Hihihihi... Poczekaj, złapię Cię! - Roześmiała się na głos. Poczuła się bardzo radośnie. Pogoń za pięknym celem w równie pięknej scenerii. Nie mogła wyobrazić sobie przyjemniejszego przebiegu misji, niż test umiejętności w takich okolicznościach przyrody. Otrząsnęła się jednak z zachwytu choć na chwilę, aby móc wypełnić zadanie. Zaczęła wypatrywać zwierzaka i w końcu zawiesiła na nim oko, gdy przelatywał niedaleko mostu.
- Yosh!~ Do bojuuuu!~~~ - Wyczarowała sobie maksymalne przyspieszenie i ruszyła przed siebie. Dzięki jej specyficznej magii łatwiej było jej śledzić szybko poruszające się cele, dlatego miała nadzieję, że nie będzie miała dużych problemów ze złapaniem gada. To znaczy... ptaka. Chciała chwycić go w obie ręce, jednak starając się nie skrzywdzić w żaden sposób.

MM: 3000 - 450 = 2550

// W momencie rozpoczynania zadania miałam 3000 MM i słabszą wersję zaklęcia, którego opis można znaleźć w wiadomościach na koncie Admina, gdy pisałam prośbę o jego ulepszenie. Pasywka zostaje taka sama ofc.
Powrót do góry Go down


avatar
Mistrz Gry


Liczba postów : 1643
Dołączył/a : 10/11/2014

PisanieTemat: Re: Rezydencja na wzgórzu   18.07.15 0:04

Cali włączyła swoją super szybkość i niczym Sonic popędziła w stronę swojej "zwierzyny". Ciężko było jednak ją złapać. W momencie, jak już go łapała, miał uciec, jednak mu się nie udało, więc delikatnie wpadł w sidła będącymi delikatnymi palcami dziewczyny i tam się trochę uspokoił. Nie dało się stwierdzić, co tam się działo, czy zrobiła mu krzywdę i ogłuszyła, czy może po prostu przestał machać skrzydełkami w ogóle. Może po prostu stwierdził, że i tak nie ucieknie?
- Co Ty mi robisz? Heej? Czemu tu jest tak ciemno? Ja chcę moje pyłki... - usłyszała ze swoich dłoni cichutki, dziecięcy głosik. Należał on do kolibra czy może to jej się tylko wydawało? Wszystko w tym miejscu jest dziwne, więc czy zaskoczeniem byłoby to, gdyby się okazało, że koliber gada? Autorze, proszę przestać brać grafikę.
- Czemu mnie złapałaś? Ja chcę być wolny, a Ty mi tę wolność zabierasz... - powiedział cicho ptaszek po niedługiej chwili.

//ponownie przepraszam za krótkiego posta
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość





PisanieTemat: Re: Rezydencja na wzgórzu   18.07.15 13:46

Było słychać takie ziuuuuuuu~~~, a potem ziuuuuu~~~ i na końcu jeszcze jedno ziuuuu~~~. To czarownica Cali w akcji! Bez wahania ruszyła w pogoń za barwnym, niewielkim ptaszkiem, które stanowił dla niej pewne wyzwanie. Nie było jednak wycieńczona, gdy w końcu udało jej się go schwytać. Splatając palce dłoni w swoistą klatkę mogła obserwować swoją zdobycz i dać jej wystarczająco dużo miejsca, aby nie wpadła w panikę. Zdawała sobie sprawę, że dla małego zwierzaka będzie to stresujące przeżycie, jednak póki co nie miała wyjścia. Starał się być jak najbardziej delikatna, aby nie skrzywdzić kruchego stworzonka. Już miała udać się w niedaleką drogę powrotną, gdy usłyszała piskliwy głosik, dochodzący z jej prowizorycznej klatki.
- Yayyy! - Wystraszyła się do tego stopnia, że była bliska wypuszczenia go z powrotem na wolność, po czym zapewne uciekłby jej bezpowrotnie. Powstrzymała się jednak i przysunęła dłonie do twarzy, aby lepiej obejrzeć swoją ofiarę.
- Whoa... - Wykrztusiła z siebie tylko tyle, gdy koliber odezwał się po raz drugi. Było to może niezbyt grzeczne, jednak na razie dobre wychowanie musiało ulec fascynacji. Uśmiechnęła się do niego szeroko, mrużąc przy tym nieco oczy.
- Hihihihi... przepraszam, że Cię złapałam. Gdybym wiedziała, że potrafisz mówić, najpierw poprosiłabym Cię o pomoc. Bo widzisz... potrzebuję Twojej pomocy. Nazywam się Cali Eldfell i jest czarownicą z gildii Mermaid Heel. Nie zrobię Ci krzywdy. - Zabrała dłoń ograniczającą klatkę od góry. Teraz ptaszek w każdej chwili mógł odlecieć. Chciała pokazać mu, że nie ma złych zamiarów. Przypomniała sobie, po co w ogóle złapała zwierzątko i zbieg okoliczności wydał jej się nieco dziwny.
- Niedaleko stąd znajdujące się mówiący kwiat, Elias. To zaczarowany w roślinę chłopiec. Powiedział mi, że z Twoją pomocą mógłby wrócić do swojej dawnej postaci. Aleee... Ty też mówisz... Jak to możliwe? Co takiego ma w sobie ten ogród? - Ostatnie pytanie skierowała chyba bardziej do siebie. Zastanawiała się, czy koliber nie jest kolejną ofiarą tajemniczego maga, który przemienił również Eliasa. A jeśli nie, to co powodowało tą niezwykłą florę i faunę w tym ogrodzie?
- Powiedz mi... czy wszystko w tym ogrodzie... jest takie... magiczne? Pomożesz mi? - Czekała na odpowiedź, choć cały czas spacerowała już w kierunku miejsca, gdzie przebywał Elias. W przypadku, gdy ptaszek się zgodzi, wówczas zabiera go do mówiącej rośliny. Jeśli zaś się nie zgodzi... cóż... wtedy może przynajmniej dowie się czegoś więcej i znajdzie kogoś bardziej skorego do pomocy.
Powrót do góry Go down


avatar
Mistrz Gry


Liczba postów : 1643
Dołączył/a : 10/11/2014

PisanieTemat: Re: Rezydencja na wzgórzu   18.07.15 16:20

Koliber od razu skorzystał z możliwości opuszczenia dłoni Cali, momentalnie odleciał, prędko machając swoimi drobnymi skrzydełkami. Wyleciał, poleciał trochę dalej, jakby miał właśnie jej uciekać, jednak zaraz zawrócił, patrząc się na swojego "oprawcę", którą była czerwonowłosa. Spojrzał się znowu, zaczął kręcić wkoło jej główki, aby nagle przysiąść jej na ramieniu.
- Nie dziwię Ci się Twojemu zmieszaniu... to chyba nienormalne, że ptak mówim prawda? - powiedział dość cicho, a że siedział na ramieniu, to panienka Eldfell nie miała większych problemów z usłyszeniem tego, co mówi ptaszek. - Naprawdę? Ah, pamiętam, kiedyś mnie wołał ten kwiat, ale byłem za daleko aby cokolwiek zrobić. A to, że mówię to sprawa tego, że energia, która zaklęła to miejsce razem z tym chłopcem zmieniła ten ogród w magiczny i tajemniczy - wyjaśnił ptaszek. - I tak, wszystko. Ale nie powinnaś się martwić, bo póki Elias nic nie chce zmieniać, póty wszystko będzie tak, jak wcześniej - powiedział.

Droga, tak jak przewidział ptaszek nie była trudna. Z resztą była taka sama, jak ta, którą dotarła na polankę w poszukiwaniu kolibra. Elias już czekał, od razu uniósł swą łodygę aby móc się na nią "spojrzeć". Spojrzeć na nią i na kolibra, który siedział na jej ramieniu.
- Znalazłaś? Znalazłaś? Proszę... poproś go by mi pomógł... - poprosił kwiat, choć wydawałoby się, że koliber go... nie usłyszał. Więc jakim sposobem wcześniej miał okazję "go zasłyszeć", skoro teraz nawet nie zareagował?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość





PisanieTemat: Re: Rezydencja na wzgórzu   18.07.15 18:18

Widać było, że ptak na chwilę zawahał się, będąc w powietrzu, jednak ostatecznie postanowił pomóc Cali. Dziewczyna nie do końca wiedziała, ani nawet nie miała pomysłu, jak ta pomoc miałaby wyglądać. Postanowiła zatem przeprowadzić zwykłą konfrontację i zobaczyć, co z tego wyniknie. Nie do końca wiedziała, co miał na myśli koliber mówiąc ostatnie słowa o chęci zmian Eliasa i powrotu ogrodu do pierwotnego stanu, jednak nie drążyła tego tematu do momentu, w którym nie trafili na polankę, gdzie rósł zaczarowany chłopiec. Teraz miało okazać się najważniejsze, i w sumie chyba również najciekawsze. To znaczy, czy koliber rzeczywiście potrafi przełamać potężne zaklęcie? Czerwonowłosa wysłuchała prośby Eliasa i była trochę zdziwiona.
- Ja mam go poprosić? To Tobie powinno zależeć na tym, żeby Cię odczarował. Mówił wcześniej, że kiedyś już słyszał Twój głos, więc na pewno Cię zrozumie. - Nachyliła się w jego kierunku, jakby chciała przekazać mu jakąś tajemnicę, jednak trójka bohaterów była zbyt blisko siebie, aby mogli ukryć przed sobą jakiekolwiek słowa.
- Ten koliber mówi, tak jak Ty, czy ja. - Spojrzała się na swoje ramię aby przekonać się, czy ptaszek ciągle na nim siedzi.
- Pomożesz mu? Wiesz, jak go odczarować? - Zwróciła się do skrzydlatego towarzysza, a następnie do Eliasa.
- A może Ty wiesz, co powinien zrobić? Panowie, burza mózgów! - Zakomenderowała. Musieli wspólnie coś wymyślić, bo w przeciwnym wypadku nigdy nie uda jej się zakończyć zlecenia. Nie chciała zabijać roślinki, dlatego robiła co mogła, aby nie musiało do tego dojść.
Powrót do góry Go down


avatar
Mistrz Gry


Liczba postów : 1643
Dołączył/a : 10/11/2014

PisanieTemat: Re: Rezydencja na wzgórzu   20.07.15 13:38

Kwiat, albo raczej Elias od razu skorzystał z propozycji Cali dotyczącej proszenia kolibra samemu. Skierował swoje ciało w jego stronę, nieznacznie pochylił jakby błagał na kolanach
- Hej, hej, ptaszku, hej, koliberku... proszę, odczarujesz mnie? Bardzo proszę... Nie wiesz, ile to dla mnie znaczy... - mówił, jednak koliber przez cały ten czas nawet nie zareagował, jedynie patrzył się na panienkę czerwonowłosą, przechylając główkę. Nie słyszał go jednak? Dziwne. Jedynie Cali go mogła usłyszeć, choć dziwnym było to właśnie zdarzenie.
- Wiem, jak go odczarować, ale nie słyszę go w ogóle. Ten chłopak coś mówił? Niestety nie... ale dobrze, pora się wziąć za to, co trzeba. Pozwól, że już zacznę - powiedział ptaszek, po czym odleciał z jej ramienia, prosto do kwiatów będących częścią Eliasa. A ten zaczął się śmiać dość głośno.
- To gilgocze, gilgocze, aaahaha! - zawołał i zaczął się śmiać. Oczywiście kwiat... ale chyba kwiaty nie miały łaskotek, no nie? Najwyraźniej Elias miał wciąż coś z człowieka więc i łaskotki pozostały.
Koliber jednak zaginął w jego kwiatach i trzeba było długo czekać na wyniki. Jedynie ciszę przerywał głośny śmiech kwiatka. Pytanie, ile to potrwa i czy uda się tym cokolwiek zrobić.

//Wybacz, strasznie kiepsko u mnie z wena ostatnio ;-;
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość





PisanieTemat: Re: Rezydencja na wzgórzu   20.07.15 16:46

Cali słyszała, jak Elias prosi kolibra o pomoc i podobało jej się to. Nie dlatego, że lubowała się w poniżaniu innych, lecz widziała, że to nie jej najbardziej zależy na tym, aby chłopak wrócił do pierwotnej postaci. Ptaszek okazałby się gburem, gdyby nie zgodził się pomóc. Uhh... no tak, i tak go nie słyszał. Zagadka kontaktów między tymi dwoma wciąż nie została rozwiązana i prawdę mówiąc było to trochę dziwne, lecz Eldfell nie przejmowała się tym zanadto. Tym bardziej, że póki co wszystko szło zgodnie z planem. Wyglądało na to, że zwierzak umie odczarować roślinę i mało tego, nawet ochoczo zabrał się do pracy! Migotka nie przeszkadzała tym dwóm w ich... rytuale, lecz dźwięki wydawane przez Eliasa sprawiały, że powoli oblewała się rumieńcem. Miała sprośne skojarzenia i nic nie mogła na to poradzić :). Wydawało się, że może pozwolić sobie na chwilę rozluźnienia, bo za chwilę miał nastąpić koniec problemów tego ogrodu i jej zadania. Jednak czy sposób, który stosuje koliber zadziała? Czerwonowłosa nie wiedziała dosłownie nic o tym, co właśnie czyni ptaszek, jednak nie pozostało jej nic innego, jak mu zaufać. Tym bardziej, że Elias wydawał się szczęśliwy ze sposobu podjętej kuracji. Huh... zawsze lepsze to, niż zastrzyki.
- Hej... wszystko w porządku, dajesz sobie radę? - Krzyknęła w kierunku, gdzie zniknął koliber, gdy przez dłuższą chwilę nie pojawiał się na powierzchni. Miała nadzieję, że nie nastąpią żadne komplikacje...
Powrót do góry Go down


avatar
Mistrz Gry


Liczba postów : 1643
Dołączył/a : 10/11/2014

PisanieTemat: Re: Rezydencja na wzgórzu   21.07.15 16:11

Chyba lepiej nie wnikać, za co odpowiadały te kwiaty. Naprawdę. Ale chyba łatwo było się domyślić, skoro zaczął się śmiać bez opanowania. Za jakąś dłuższą chwilę to ustało całkiem, a koliber wyleciał, rozkoszując się pyłkiem.
Ale zaraz, kiedy już nie wydawało się, aby cokolwiek poskutkowało z tego długiego "rytuału", rozpętała się dziwna wichura. Wichura pełna pyłków, która nawet osoby, które nie są uczulone na nic doprowadzała do płaczu i salw kichania. Sam koliber zmienił się w pyłek, a jego świecące drobinki dołączyły do wichury okrążającej Eliasa. Wszystko tak ładnie błyskało niczym kamienie szlachetne o barwie białej czy złotej, aczkolwiek było ich w pewnym momencie tak wiele, że nie dało już się zobaczyć, co się dzieje w środku. Pyłki zbierały się z całego tego otoczenia, które powoli zmieniało się w zwykły ogród pełen rabatek, co to o nie dbał poczciwy wiekowo zapewne pan ogrodnik.
Aż wszystko się uspokoiło, wiatr opadł, a chęć kichania momentalnie zniknęła. Siedział przed Cali chłopak może trzynastoletni, a przynajmniej na tyle wyglądał. Miał długie i bardzo zaniedbane włosy koloru czarnego, a do tego jasne, bowiem całkiem białe oczy, choć źrenice już były normalnego koloru. Dało się również zobaczyć ubranie całe w pyłku, który tutaj wirował i opadł na ziemię, choć jak się otrzepał to okazało sie, że to było po prostu jakieś proste, dziecięce ubranko w kolorze białym dla bluzki i ciemnym, zielonkawo-szarym dla spodni w kroju trzy-czwarte. Kaszlał, kichał, zrzucając z siebie pył, aby zaraz pobiec na jakąś rabatkę, chcąc uciec od tej dziwnej, złocistej powłoki. Zupełnie tak, jakby ktoś go posypał całkiem cynamonem albo czymś takim. No i przez to nie mógł otworzyć oczu, przez co nie mógł zobaczyć, co jest przed nim, obok czy nad nim. Potknął się o jakiś murek i wpadł w kwiaty, co wywołało jeszcze większą salwę kichania.
- Pomocy! Pomocy!! - krzyknął dość donośnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość





PisanieTemat: Re: Rezydencja na wzgórzu   21.07.15 17:22

Stała i tylko już przyglądała się, jak magia dzieje się sama. To, co zdarzyło się chwilę później, było jedną z najpiękniejszych chwil w jej życiu. Możecie powiedzieć, że "huh, to mało jeszcze widziałaś", ale ona naprawdę mało widziała. To zjawisko było zaś czymś nadzwyczajnym. Gdy tylko koliber wyleciał spomiędzy płatków kwiatu, całe otoczenie zaczął otaczać złoty i srebrzysty pył. Wirował jej przed oczami i muskał jej prawie nagie ciało. Cali zaczęła śmiać się, zanurzając dłonie w rzece delikatnych drobinek. Widziała jednak, że to nie ona jest celem tej wspaniałej burzy, lecz Elias. W kilka chwil otoczyło go przepiękny wir, który wyciągał chyba również niezwykłość ogrodu. Widać było, że niezwykły do tej pory zakątek staje się coraz bardziej normalny. Z jednej strony wydawało się to smutne, jednak z drugiej dziewczyna wiedziała, że w ten sposób czar więżący chłopca przestaje działać. Z zadowoleniem przyglądała się, jak z opadającego pyłu wyłania się młody chłopiec. Wyglądał dziwnie i pięknie zarazem, lecz to, co dodawało mu uroku jeszcze bardziej, to jego słodka nieporadność. Eldfell widziała, jak chłopiec próbuje strzepnąć z siebie alergen, jednak więcej odpadało z niego podczas kolejnych salw kichnięć, niż przez pracę jego rąk. Również czarownica pokryta była drobinkami, lecz nie tak doszczętnie, jak główny sprawca zamieszania. Dziewczyna czuła się wspaniale. Piękny ogród był teraz na jej ramionach i włosach, na niej całej. Nie mogła jednak rozkoszować się tą chwilą, bo Elias zaczął nawet wzywać pomocy! Roześmiała się głośno i podbiegła do niego, pomagając mu wstać i usunąć pył z jego ubrania, twarzy i oczu.
- Wszystko w porządku? Wygląda na to, że zaklęcie zostało przełamane. - Żałowała, że to już koniec. Ostatnie chwile jej przygody były doprawdy niezwykłe i na pewno długo będzie je wspominać.
- Chodź, powinniśmy już wracać. - Złapała go za rękę, aby już więcej się nie przewracał i oboje ruszyli do wyjścia z ogrodu, aby powiadomić o wykonaniu zadania.
Powrót do góry Go down


avatar
Mistrz Gry


Liczba postów : 1643
Dołączył/a : 10/11/2014

PisanieTemat: Re: Rezydencja na wzgórzu   21.07.15 20:16

Wyglądał naprawę uroczo w całym tym pyłku i z tą całą nieporadnością, ale z drugiej strony było go szkoda. Rodzice na pewno go szukali i się martwią. Ale kiedy ta już się nim zajęła, pomogła wstać i pozbyła się tego złocistego alergenu, on się na nią spojrzał. Był... cóż, malutki. Miał może metr dwadzieścia wzrostu. A widząc jej twarzyczkę tak ładną, aż wyciągnął ręce, złapał ją za policzki stojąc na palcach. Albo raczej próbował złapać, bo musiał wejść na murek oddzielający rabatkę i blokujący możliwość rozsypania się czy utraty kształtu tej niewielkiej ozdoby. Niewielkiej, choć licznej, bo w ogrodzie było takich z piętnaście. Ale dzięki temu mógł chwycić ją za policzki.
- Jakie delikatne... - szepnął, zafascynowany. Jakby na czas tamtej przemiany był inny, bardziej dorosły. A teraz był po prostu dzieckiem, którym prawdopodobnie był trochę wcześniej. - Aaa...e... - zaczął, zaraz zabierając rączki i zeskakując tak, aby nie nadepnąć na kwiatki. - N...no tak! Eeee... dobrze, dobrze, chodźmy!
Nie musiała chyba jednak iść zbyt daleko, gdyż pani ubrana w strój typowej sprzątaczki, wcześniej instruująca dziewczynę co do jej misji szybko wyszła na dość duże drzwi do ogrodu.
- A co tu się zadziało? - zapytała, zaskoczona. - O matulu.. ogród.. ogród jest taki, jak dawniej! - zawołała, jakby nie dowierzała, po czym spojrzała się na naszą bohaterkę. Szybką bohaterkę z resztą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość





PisanieTemat: Re: Rezydencja na wzgórzu   21.07.15 20:45

Wyglądało na to, że nic nie jest już w stanie odebrać jej zwycięstwa. Miała już pewien staż w gildii i zapewne wykonała w przeszłości jakieś zadania, lecz to było pierwsze zlecenie, odkąd pojawiła się na forum. Uśmiechnęła się szeroko, gdy dziecko zaczęła badać jej skórę. Cieszyła się jego szczęściem i tym, że wszystko dobrze się skończyło. Miała jednak w pamięci koliberka rozpadającego się na pył. Była to chyba jedyna szpileczka, która wbijała się w jej wrażliwe serce. Tłumaczyła sobie jednak, że on również był jedynie wytworem zaklęcia. Póki co, pomogło jej to nie smucić się, lecz skupić na radości. Przy bramie ogrodu, którą teraz znaleźli już bez problemu, spotkali kobietę, która wtajemniczyła Cali w zadanie.
- Witam ponownie. Wygląda na to, że wszystko jest już w porządku. Zaklęcie zostało przełamane, a tutaj mamy skutek uboczny. - Uśmiechnęła się szeroko na żartobliwe określenie chłopca.
- Chciałabym prosić... czy mogłaby pani dopilnować, aby znalazł swoich rodziców? Przez rzucony na niego czar ogród stał się taki... magiczny. On nie był niczemu winien. To ofiara jakiegoś innego maga. - Spróbowała oddać dziecko kobiecie pewna, że ona lepiej sobie z nim poradzi.
- Moje zadanie jest już chyba skończone. - Uśmiechnęła się po raz kolejny. Po tym, co zobaczyła w ogrodzie uśmiech nie schodził jej z twarzy.
Powrót do góry Go down


avatar
Mistrz Gry


Liczba postów : 1643
Dołączył/a : 10/11/2014

PisanieTemat: Re: Rezydencja na wzgórzu   21.07.15 22:53

Kobieta na chwilę, kiedy usłyszała słowa Cali zniknęła za drzwiami, jednak ich nie zamykała. Poleciała po co, ale nie wiedziała sama dziewczyna, co ją zmusiło do nagłego zniknięcia. Została chwilowo sam na sam z chłopcem, który chyba się oburzył trochę na ten "skutek uboczny". Wyglądało to jednaj co najmniej zabawnie,
- Nie jestem żadnym skutkiem ubocznym! - zawołał dość donośnie, patrząc się na swoją wybawicielkę, po czym sam siebie skarcił, wyglądał jak zbity pies. No dobra, miał taką przepraszającą minkę, jakby naprawdę żałował tego, co zrobił.Wydął nieznacznie dolną wargę, pociągnął noskiem, ogólnie wyglądał, jakby miał sie rozpłakać na przeprosiny, bo tak głupiutko mu było.
Nie trwało to długo, bo zaraz pani zajmująca się tą misją przyniosła banknoty klejnotów w woreczku, więc nie było wiadomo, ile to własnie tego tam było. Jednak ona podeszła i zaraz pogłaskała chłopczyka ku jego uspokojeniu.
- Proszę... prosiłam, aby dać Ci więcej, jednak moi pracodawcy nie są skorzy do wysokich wynagrodzeń. Proszę, 9.000 klejnotów. Jeszcze raz bardzo dziękuję za zajęcie się tym, a rodziców chłopca postaram się odnaleźć - powiedziała, kłaniając się, po czym zabrała chłopaka ze sobą, ten się uśmiechnął. Oboje pomachali dziewczynie, która już była wolna i skończyła swe pierwsze zlecenie.

Cytat :
Fabuła zakończona! Nie było podane, ile klejnotów było za misję, tj. Haru się nie sprecyzował, więc:
- 9.000 klejnotów.
- 400MM
Posty wysokiej jakości nawet, jeśli te moje były średniawe. Jesteś wolna fabularnie, ruszaj w świat!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość





PisanieTemat: Re: Rezydencja na wzgórzu   22.07.15 14:28

Nie zależało jej zbytnio na klejnotach. Mieszkała w siedzibie gildii, gdzie czynsz nie był zbyt wysoki, dlatego nie oburzyła się na niskie, zdaniem kobiety, wynagrodzenie. Dla niej i tak była to całkiem pokaźna sumka, zatem drapnęła ją bez wahania, ładnie dziękując. Była zadowolona, że Elias znalazł się w dobrych rękach i wyglądało na to, że Migotka może zaufać ludziom, u których go zostawia. Nieco zmęczona, lecz bogatsza o doświadczenie i kilka klejnotów ruszyła w drogę powrotną do siedziby gildii. Nie miała zbyt wielu okazji do popisania się swoją magią, lecz czy naprawdę powinna szukać pretekstu, aby jej używać? Lepiej byłoby, gdyby świat był na tyle spokojny, aby magowie w ogóle nie mieli zajęcia. Cali była przekonana, że dzisiejszym czynem dołożyła małą cegiełkę na drodze realizacji tej wizji. Odmachała na pożegnanie i pobiegła swoją drogą.

z.t.
Powrót do góry Go down
Gość





PisanieTemat: Re: Rezydencja na wzgórzu   18.10.15 17:08

Na szczęście droga do Hosenki była dość szybka. Nie zniósłbym ani chwili dłużej z pociągiem pełnym dzieci i miziających się par. Może i jestem obiektem westchnień nie jednej panny, ale nienawidzę widoku dwójki ludzi okazujących sobie sporo czułości w miejscu publicznym. Droga na piechotę do samej rezydencji trwała nieco dłużej, z równie wkurzającym fragmentem. Puki nie dostałem się do podnóża wzniesienia, między nogami przelatywały mi bachory, a mijający mnie ludzie kiwali głowami i witali się ze wszystkimi, łącznie ze mną. Phi... W końcu dostałem się przed rezydencję. Zapukałem do wielkich drzwi. Jest tam kto? - zapytałem w myślach z szyderczym uśmiechem.
Powrót do góry Go down


avatar
Mistrz Gry


Tytuł : Pamiętna Sesja
Liczba postów : 478
Dołączył/a : 04/10/2015

PisanieTemat: Re: Rezydencja na wzgórzu   18.10.15 21:39


Tak wiec Shiru stanął ostatecznie przed drzwiami bardzo bogatej rezydencji. Gdy zapukał, jeżeli można to tak nazwać, mosiężne wrota roztwarły się i przystanął w nich lokaj.
- Czym mogę panu służyć? - spytał mierząc maga od stóp do głów wzrokiem przenikliwym niczym nóż do masła. Wyglądał na dobrze opłacanego, a co za tym idzie, także jego pracodawca musiał mieć syto w sakwach. Dobre miejsce do rabunku dla porządnego złodzieja z wyższej półki... - Myślę, że nie skłamię twierdząc, że pan z ogłoszenia. Proszę do środka, pierwsze drzwi na lewo. A i jeszcze mały szczegół... lepiej tu nie kraść - dodał szczerząc mleczne zęby i podnosząc jedną brew w szyderczym uśmiechu.
Wystrój wnętrza był dość interesujący. Po środku holu widać było fontannę wypełnioną winem (lub krwią), zamiast dywanów były skóry wilcze i niedźwiedzie, na ścianach wisiały puste ramy... Mimo, że Shiru nie znał się na szlacheckich wystrojach z tych okolic, to wydawało mu się to podejrzane, nie mniej niż sama chęć pozbycia się uciążliwych sąsiadów. Lokaj zatrzasnął za nim drzwi i wskazał ręką kierunek, z jego twarzy zniknął uśmiech i zagościł kamienny spokój.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość





PisanieTemat: Re: Rezydencja na wzgórzu   19.10.15 20:55

Skoro mają tu takich lokaji i taki wystrój to nie dziwota, że praca opłacalna. Jedyne co mnie zdziwiło, to te ramki pozbawione jakiego kolwiek obrazu, choćby najmniejszego. Winną fontannę ja rozumiem, sam bym sobie taką sprawił. Zlustrowałem lokaja, tak jak on mnie, tak i ja jego. Będziesz Sebastian. Uśmiechnąłem się pod nosem. No dobra, ten mi macha ręką, a ja gdzie mam iść?
- Prowadz - powiedziałem krótko z widocznym uśmieszkiem. Już chciałem dodać Sebastianie, ale ugryzłem się w język. Mógłby się obrazić, z szlachtą nigdy nie wiadomo.
Powrót do góry Go down


avatar
Mistrz Gry


Tytuł : Pamiętna Sesja
Liczba postów : 478
Dołączył/a : 04/10/2015

PisanieTemat: Re: Rezydencja na wzgórzu   19.10.15 21:07

- Nie, nie mam na imię Sebastian, nie zgadłeś. Jednak dla ciebie to nie powinno mieć znaczenia, gdyż nie ja będę twym celem. Tędy proszę - powiedział lokaj z szyderczym wyrazem twarzy i skierował się w wcześniej wskazanym kierunku.
Sala w której się znaleźli był sporą biblioteką z biurkiem przy którym zasiadał pan domu. Wyglądał tak. Jedną ręką trzymał rozwinięty pergamin z czerwonym, niechlujnym pismem, a drugą pisał na innym kawałku skóry, także czerwonym atramentem. Nie przykładał się do tego zbyt mocno, a w chwili gdy panowie weszli do... biura? Gabinetu! Gdy panowie weszli do gabinetu, rzucił pióro którym pisał gdzieś na ziemię i puścił czytany egzemplarz.
- W progach mych witam i do współpracy zapraszam. Jako, że jestem człowiekiem biznesu, nie będę w bawełnę owijał, ale do tematu przejdę od stopy. Na kilometr za mą posesją dworek posiadają dwaj bracia. Ostatnimi czasy nie leży mi dobrze na gardle ich obecność w tych stronach i przeszkadzają mi... bym spać mógł spokojnie. Zająć się nimi trzeba, ukrócając co nie co ich grzeszne ciała. Informacji udzielić może ci lokaj mój wierny. A teraz odejdź już i pracować daj człowiekowi - rzekł kozak i powrócił do pracy. Gdy siadał odchylił swój kontusz ukazując dwie pokaźne szable upięte u pasa. Były charakterystyczne... dobry łup.
Lokaj jednym gestem "wyciągnął" Shiru z pomieszczenia, najpewniej z pomocą magii. Uśmiechnął się i skinął zamykając drzwi.
- Pytania?

Cytat :
Temat wolny. Misja została porzucona i konta gracza też.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content





PisanieTemat: Re: Rezydencja na wzgórzu   

Powrót do góry Go down
 
Rezydencja na wzgórzu
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2
 Similar topics
-
» Wzgórze startowe przy Gibraltar Road
» Wilcze Wzgórze rodu O'Connor, Irlandia
» Wzgórza rezerwatu
» Czarcie wzgórza

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Fairy Tail New Generation :: Tereny zewnętrzne :: Hosenka-
RadioAoi.plHalo PBFPBF ToplistaI love PBFPBF Toplista~**~.: ANIME TOP100 :.Najlepsze strony o Anime i Mandze w necie