IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Park

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4
AutorWiadomość


avatar
Ranga Specjalna


Liczba postów : 614
Dołączył/a : 04/11/2014

PisanieTemat: Park   07.11.14 7:32

First topic message reminder :

Park w Magnolii jest naprawdę zadbany. Na początku wita Cię otwarta brama, a po wejściu do parku od razu usłyszysz radosne ćwierkanie ptaków. Jeśli wcześniej nie zauważyłeś, stoisz właśnie na kamiennym chodniku, który przecina cały park, aby nie było konieczne deptanie tego ślicznego trawnika. Im dalej będziesz wędrował w głąb, tym więcej stojących przy chodniku ławek napotkasz na swojej drodze. Przynajmniej na jednej zobaczysz zakochaną parę, ściskającą się za ręce i napawającą się swoją obecnością. W całym parku wiele jest drzew, które dają przyjemny cień. W centrum umiejscowiona jest mała fontanna ze znajdującą się na samym środku długowłosą kobietą z marmuru odzianą w szatę, unosi ona do góry dzban, z którego tryska woda. Wokół fontanny znajduje się kamienne koło, na którego krawędziach postawione są te same drewniane ławki. W całym parku panuje wyjątkowo błoga cisza.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com

AutorWiadomość


avatar
Lamia Scale


Liczba postów : 99
Dołączył/a : 19/03/2016
Wiek : 23
Skąd : Rzeszów

PisanieTemat: Re: Park   10.04.16 21:41

Inaczej wygląda relacja jeśli uczy cię rodzic, a inaczej jak robi to obca osoba. Rodzic to zawsze rodzic. Stara się, żeby jego dziecko się uczyło, ale jest też bardziej łagodny. Czasami odpuści, byle tylko nie skrzywdzić dziecka. Z mistrzem, który nie jest twoją rodziną sprawa wygląda zupełnie inaczej. On nie patrzy się na to, że jesteś zmęczony czy też wszystko cię boli. Miałeś zadanie i musiałeś się z niego wywiązać. Inaczej nie było kolacji, albo siedziałeś na dworze dopóki nie pojąłeś o co chodzi. Może takie metody były brutalne, ale to ty przychodziłeś do mistrza, a nie on do ciebie. Po za tym jeśli jest się słabym i takie coś łamie przyszłego maga, to nie należy mu wróżyć świetlanej przyszłości. Całe szczęście Connor był zbyt uparty, żeby odpuścić, dlatego więc teraz klęczał przy Eirlys jako członek jednej z legalnych gildii, zamiast pracować na mroźnej północy. I tak nie miał tam już niczego co by go tak trzymało. Pomoc jakiej udzielił dziewczynie była taka jaką potrzebowała. Przynajmniej tak wywnioskował po jej uśmiechu i przymkniętych oczach. Odrobina chłodu w tak upalny dla magów lodu dzień, było niczym największa przyjemność.
- Cieszę się. – powiedział White. Taka mała rzecz, a ile radości może sprawić. Jednak kolejne słowa ciemnowłosego wywarły jeszcze większy wpływ na jego nową znajomą. Magiczne słowo. Lody. Tylko tyle wystarczyło, żeby niebieskowłosa podniosła się do pozycji pionowej. Chwilę później na jego czole wylądowała chłodna kostka, którą Connor z przyjemnością rozprowadził, a na koniec roztarł na karku.
- Dzięki. To było odświerzające. – rzekł do dziewczyny i również wstał. Uśmiechnął się do niej ładnie(w stylu Jellala do Erzy ;) ) i otrzepał spodnie. – Teraz już jest lepiej, choć lepiej nie stać tak w słońcu jeśli nie trzeba. No to idziemy?

Ooc:
Nie wiem czy zmieniamy temat czy piszemy dalej tu?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t1739-connor-white


avatar
Blue Pegasus


Liczba postów : 271
Dołączył/a : 24/06/2015
Skąd : Mroźne krainy północy

PisanieTemat: Re: Park   13.04.16 7:13

//Możemy zostać jak wolisz, jak nie to można przenieść się do Restauracji "Mango". I przepraszam, nie dałam wczoraj rady napisać, bo byłam po 23 w domu//

Rodzic zawsze zachowuje ostrożność w czasie nauki swojego potomka tak - niekiedy - niebezpiecznych rzeczy jak magia. Zawsze pilnuje, czy nic mu się nie stanie, żeby nie zrobił sobie krzywdy czy nie zaziębi od chłodu. Nawet, jeśli unikał nauki takich potężnych zaklęć czy pomijał niektóre części treningu, Eirlys była niemal na tym samym poziomie (chociaż pod względem punktów mocy magicznej już nie), co Connor kiedy chodzi o jej wiedzę zaawansowaną. Najpewniej wiedzą tyle samo o swoich ograniczeniach i o tym, co mogą zrobić.
- Narobiłeś mi taką ochotę, że nie wytrzymam w miejscu! Chodź już! Chooodź! - zawołała i zaczęła ciągać go za rękę w jedynie jej znanym kierunku, niekoniecznie zgodnym z tym, w którym iść powinni. Nie znała topografii miasta chociaż tutaj czasem bywała z Aurumem, ale czy Connor jest tym, który powinien ją znać i wiedzieć, gdzie co się znajduje? Raczej nie.
- Właśnie, mam pytanie - stwierdziła i na moment przestała ciągnąć. Spojrzała na swojego towarzysza od lodowej magii. - Czy wasz mistrz jest tak groźny na jakiego wygląda? Bo widziałam go i chyba trochę się go boję. Ma tyle blizn... - rozpoczęła temat do rozmowy, ale zupełnie niepewnie i być może trochę bez namysłu. Rzeczywiście, kiedy go pierwszy raz ujrzała na oczy aż musiała się za kimś schować żeby uniknąć jego ewentualnego gniewu, bo wyglądał na naprawdę przerażającego człowieka! A ona była dzieckiem, które nic nie zrobiło! To nawet jej mistrzyni potrafiła być czasem straszna, ale nie straszyła swoim wyglądem! Na pewno nie codziennie!
Dość szybko jednak odpuściła i pozwoliła się prowadzić przez chłopaka.

z/t + Connor
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t986-eirlys-solomon


avatar
Raven Tail


Tytuł : Druga Osobowość, Jedna z Dziesięciu
Liczba postów : 201
Dołączył/a : 27/12/2015

PisanieTemat: Re: Park   24.04.16 10:10

Gdybym tylko znała myśli Sharvari i gdybym tylko potrafiła na nie odpowiedzieć, pewnie odpowiedziałabym po dłuższym zastanowieniu, że nawet za 100 lat się nie zmienię. Oczywiście, moje zachowanie może ulec lekkiej zmianie, ale to tylko na wskutek różnych doświadczeń. Ale schemat zawsze będzie ten sam. Gdybym była psychologiem i mogła mówić, to powiedziałabym, że po prostu nie rozumiem otaczającego mnie świata, a na różne zdarzenia reaguję po prostu tak jak reagowałam na poprzednie, podobne. Wyuczone odruchy. Na dźwięk "Fortepian" czy "Pianino" moje palce zaczną poruszać się tak jakbym rzeczywiście grała na instrumencie, a to, że instrument ten jest wyimaginowany bądź nie to sprawa drugorzędna. Podobnie zawsze na entuzjazm innych Głosów reaguję oklaskami. Publiczność po skończonym występie bije brawo, entuzjastycznie skandując na bis. Także po zagraniu partii na pianinie czy fortepianie zawsze sama biję sobie brawo, bo tak robił mój tatuś. Na miły dla ucha dźwięk reaguję zbyt dużą ufnością i naiwnością. To zaproszenie do przytulania. Nawet jeśli Głos, który miło się do mnie zwraca trzyma w ręce nóż i chce mi uciąć głowę. Ale to wiedzą tylko ci, którzy czytali ostatni numer "Czarodzieja". Natomiast podniesiony i negatywny ton oznacza, że należy się wycofać. Mimo, że dla mnie zawsze panuje wieczna noc, bez względu na światło słoneczne czy rozmieszczone lampy, ciało daje mi wyraźne sygnały, że w nocy trzeba iść spać, więc zawsze śpię o określonej, wieczornej godzinie. Odruchy. Pewnie zostawiona sama sobie nic nie zmienię w swoim zachowaniu oprócz nabycia nowych odruchów. I przez 100 lat będę zachowywać się jak 5 latka, mimo, że me ciało będzie się drastycznie zmieniać. Z drugiej strony, poddana odpowiedniemu szkoleniu czy raczej może tresurze, już po tygodniu mogłabym dojrzeć do powiedzmy 10 czy 12 lat. A może i nawet do 15 czy 20. Ale takich informacji o sobie mogłabym udzielić tylko wtedy kiedy byłabym psychologiem, a że nim nie jestem to zwyczajnie nie jestem w stanie ocenić i zinterpretować własnego zachowania. Sharvari jest jednak mądra, chyba, więc mogłaby się tego domyślić. Dla mnie otaczający mnie świat to Niebo wypełnione Aniołami - istotami o wiele mądrzejszymi i piękniejszymi ode mnie. W sumie nie wiem dlaczego znalazłam się w takim miejscu. Tym razem jednak daję się prowadzić jednemu z tych Aniołów - Głosów przez miasto i jestem niezwykle zadowolona. Czyżby ten Głos się ze mną już oswoił? Czy mogłabym go przytulić? Uśmiecham się delikatnie, idąc drogą i zmierzając nieświadomie w stronę parku. A co do lodów. To nie wiem w ogóle co to jest, bo zwyczajnie nie rozumiem słów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t1474-sarah-samy-mylady#16500


avatar
Neutralni Magowie


Liczba postów : 57
Dołączył/a : 09/01/2016

PisanieTemat: Re: Park   28.04.16 1:43

Z jakiegoś powodu wyglądałam na okropnie zadowoloną. To znaczy, bardzo często sprawiałam takie wrażenie (a przynajmniej w przerwach od "mam na wszystko wyrąbane"). Teraz jednak towarzyszyła mi mina dziecka, które dostało najlepszy prezent pod słońcem od Świętego Mikołaja. A wszystko przez to, że mogłam iść sobie przez miasto w towarzystwie mojego nowego pupila... yy, to znaczy, mojej wyjątkowej znajomej! Prowadziłam ją, nucąc pod nosem wesołą melodię, chociaż nie miałam bladego pojęcia gdzie idę, nie wspominając już o wymarzonej przeze mnie budce z lodami. W takim tempie nie znajdziemy jej do jutra.
Pozwoliłam zabłądzić myślom w kierunku nietypowych zachowań Frędzla. Poważnie zaczęłam się zastanawiać, czy by tego dzieciaka nie zgarnąć. Tak posłusznie za mną szła. Mogłam z nią uczynić wszystko, co chciałam. Gdybym dysponowała większymi pokładami empatii, zrobiłoby mi się jej żal.
Łał. Udało mi się dotrzeć do parku! Czyli raczej niekoniecznie tam, gdzie chciałam się znaleźć. Ech. W takich miejscach też sprzedają lody, prawda? Jak nie to się obrażę. Zacznę wyrywać drzewa z korzeniami i przestanę dopiero wtedy, kiedy zostaną spełnione moje warunki. Szłam, bez śladu zainteresowania obrzucając okolicę serią spojrzeń. O, zakochana para, Jacek i Barbara... o, gołębie. O, psychopata z siekierą powiększający swoją kolekcję dziecięcych głów... No błagam! Czy ja proszę o tak wiele? Wystarczy jedna mizerna budka!
W końcu moje nieme narzekania zniknęły, a zamiast nich przed moimi oczyma pojawił się ósmy cud świata. To było tylko małe stoisko, zapewne jedno z tych "wędrownych", ale na jego widok niemal pofrunęłam jak na skrzydłach. Niestety młoda trochę mnie spowalniała, więc mogłam jedynie podejść i z błyskiem w oku ogarnąć wzrokiem smaki.
- Jaki chcesz? - zapytałam bez namysłu Frędzla, do reszty pochłonięta wizją raju. Dopiero po chwili oprzytomniałam i wzruszyłam ramionami. - A no tak. Zapomniałam. W takim razie musisz mi zaufać.
Zamówiłam dwie porcje, dla siebie i dla niej. Jaki smak? No naturalnie, że wiśniowy, na szczęście sprzedawca dysponował takowym. W mej głowie narodził się szatański plan, że gdyby Frędzlowi nie posmakowało, zawsze mogę zjeść za nią. Z drugiej strony na pewno uznałabym to za najcięższy grzech na świecie. No bo jak to, wzgardzić wiśniami. Otrzymawszy swoje zamówienie, wcisnęłam przysmak w łapkę dzieciaka, zastanawiając się, czy w ogóle wie co trzyma.
- To się je - wytłumaczyłam pokrótce, zupełnie bezcelowo. Zajęłam się swoją porcją, obserwując uważnie młodą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t1530-sharvari-irya


avatar
Raven Tail


Tytuł : Druga Osobowość, Jedna z Dziesięciu
Liczba postów : 201
Dołączył/a : 27/12/2015

PisanieTemat: Re: Park   28.04.16 17:46

Gdy tak sobie szłam wesoła, że Anielski Głos mnie gdzieś ciągnie, mogę Go tak nazywać, prawda? W końcu to prawie mój Anioł, który się mną pewnie idealnie zaopiekuje. Prawda, prawda? Zaopiekuje się mną? W tym całym zamieszaniu zapomniałam zabrać ze cmentarza swojego kijka do wymacywania drogi (od gracza: kolejna rzecz zgubiona przez Sarę :(). No i dochodzimy w końcu do parku. Anielski Głos coś tam mówi, najpierw do mnie, jednak ja nie rozumiem. Czy on jeszcze tego nie zauważył. Kiwam przecząco głową, dając mu to do zrozumienia. Jednak później mówi do kogoś innego. A następnie znowu do mnie. Nagle w mojej ręce pojawia się mięciutkie, chropowate i kruche coś. Zastanawiam się co to jest i co powinnam z tym zrobić. Drapię się po głowie. Jednak po pewnym czasie zaczynam się rumienić.
"To to?"
Przelatuje mi przez myśl. Jeszcze bardziej się czerwienię. Zaczynam ręką przesuwać najpierw w górę wafelka, a potem w dół i znowu w górę i znowu w dół i tak przez 30 sekund. Nic nie wystrzeliło i nie zostałam niczym oblana. To dobry znak. Trzymając to coś ciągle na tej samej wysokości, przełykam ślinę i wystawiam język, a następnie zaczynam lizać główkę loda, robiąc loda lodowi (patrzę na Ciebie, Eirlys). Drugą ręką przytrzymuję wafelek od dołu i liżąc główkę niezwykle erotycznie jak na byłą dziwkę przystało tą pierwszą ręką dalej posuwam w górę i w dół. W sumie zastanawia mnie fakt dlaczego to takie dziwnie bezwładne jest i nie może się samodzielnie utrzymać się w powietrzu? Może ten Głos jest na coś chory i dlatego muszę mu pomagać? Wyjątkowo dziwna choroba. Z drugiej strony zastanawia mnie nadzwyczaj dobry smak tego członka. Inne smakowały inaczej (od gracza: dokładnie nie wiem jak, bo jeszcze nie próbowałem). Ten jak wisienki jakieś. Ale jest cholernie zimny. Postanawiam go rozgrzać do czerwoności. Otwieram buzię i wkładam całą gałkę loda na raz do buzi i zaczynam dociskać go do podniebienia. Nagle jednak atakuje mnie nagłe kłucie dziąseł. Odsłonięte szyjki zębowe i zimne jedzenie tworzą okropnie nieprzyjemne połączenie. Zatem wypluwam całą zawartość na ziemię, jednocześnie zgniatając rękami wafelek. I w tym momencie zaczynam płakać. Zgniotłam komuś przyrodzenie. To wielka zbrodnia i nie mogę sobie tego darować.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t1474-sarah-samy-mylady#16500


avatar
Mistrz Gry


Tytuł : Najsumienniejszy Mistrz Gry, Forumowy Stróż Rozgrywki
Liczba postów : 178
Dołączył/a : 24/03/2016

PisanieTemat: Re: Park   02.05.16 21:31

Niektórzy ze spacerujących po parku ludzi zwrócili uwagę na osobliwe zachowanie dziewczynki z lodem przeciągle się gapiąc na to "widowisko" i komentując je podszeptem, po chwili jednak coś zupełnie innego zwróciło ich uwagę. Na jednej z głównych alejek odbywała się chyba jakaś szamotanina, ludzie krzyczeli i kłębili się w szybko rozstępującej się masie, a cały ten zgiełk dosyć prędko zbliżał się do jedzących, lub płaczących nad losem loda dziewczyn. 
W pewnym momencie z tłumu wypadł mężczyzna (po lewej) o dosyć szpetnym i niezadbanym wyglądzie, w wyciągniętych, ciemnych i znoszonych ciuchach oraz o twarzy po części osłoniętej brudnym szalikiem. Tachał na plecach dosyć sporą, a już na pewno ciężką torbę, a skoro już o plecach mówimy, to siedziała mu na nich także jakaś piątka strażników całkowicie ignorujących psychopatę z siekierą i przepychających się w ślad za uciekającym pomiędzy babciami z wnuczkami i matkami prowadzącymi wózki. Cóż, mieli jak widać inne priorytety. Czarnowłosy facet zatrzymał się zaledwie kilka metrów od dziewczyn, po czym rozejrzał w pośpiechu po ziemi.
- Jest - mruknął pod nosem podchodząc szybko do Shari. - Rusz się!- rzucił spychając ją z miejsca, w którym stała o około dwa metry i starł nogą kurz z chodnika, na którym w tym miejscu widniały jakieś napisy. Na gruntowne sprzątanie nie miał czasu, bo tuż po chwili wokół niego, a przy okazji również Sary i Shari ustawili się strażnicy tworząc półksiężyc, tak by wraz stojącą za jego plecami budką z lodami odgrodzić uciekającego, po czym wycelowali w niego laski z iskrzącymi się na ich szczytach lakrymami. Strzeliliby i byłoby po wszystkim, gdyby nie fakt, że mężczyzna zasłonił się... Sarą.
Dziewczynka została dosyć brutalnie złapana za bark, a następnie przyciągnięta i przyciśnięta plecami do torsu mężczyzny. Facet objął ją szorstkim ramieniem na wysokości szyi podnosząc, odrobinę podduszając, a przy okazji nie pachnąc najlepiej - mieszanka potu i kilkudniowego brudu, cofnął się aż do samej budki starając się objąć wzrokiem zarówno Straż, jak i wszystkich pozostałych na miejscu cywili i gapiów, w tym stojącą całkiem niedaleko Shari po czym zaczął mruczeć pod nosem coś w niezrozumiałym języku "Caeca mihi facies, atris obscura tenebris..."
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
Neutralni Magowie


Liczba postów : 57
Dołączył/a : 09/01/2016

PisanieTemat: Re: Park   05.05.16 22:28

Z wrażenia aż mało nie upuściłam swojej niedokończonej porcji i zaczęłam się śmiać, w ogóle nie wstydząc się towarzystwa nienormalnego dzieciaka. Naprawdę nie wiem, kim jest, co przeszła i o co jej właściwie chodzi, ale to tak cholernie zabawne, że tło w ogóle mnie nie interesuje. Mogłabym napisać całą książkę na temat Frędzla.
Uśmiechnęłam się tylko, gdy wypluła (zbrodnia!) wszystko na ziemię, choć innej osobie na pewno bym wtłukła. Zachichotałam i wyciągnęłam rękę w jej stronę, najpewniej zamierzając poklepać ją po łebku i uspokoić, ale... no właśnie. Coś zaczęło się dziać. Odwróciłam głowę w tamtą stronę. Bezdomny uciekający przed strażnikami. Afera jakaś, pewnie coś ukradł. Akurat tak się składa, że nie lubię mieszać się w sprawy 'miejskie', które mogą skończyć się w więzieniu, ale ten obdartus śmiał mnie pchnąć. Nie zareagowałam na to ani słowem, nawet nie zrobiłam pogardliwej miny, po prostu patrzyłam, co robi, nie ruszając się ze swojego miejsca. Krąg strażników obdarzyłam tylko krótkim spojrzeniem. Nie celowali we mnie, nie wydali żadnego rozkazu, więc stwierdziłam, że nie muszę usuwać się z drogi.
HEJ, TY. Mówi się "przepraszam", a nie łapie za szyję najbliższego dzieciaka!
Tym razem totalnie zignorowałam straż, w razie czego na mnie wrzasną, czy coś, ja się nie posłucham i wszyscy zginiemy... kogo to obchodzi? Rzuciłam niedojedzonym rożkiem z pozostawioną połową wiśniowej gałki, celując w głowę mężczyzny. Lód ci w oko, o. Właściwie nie do końca wiedziałam dlaczego to zrobiłam. W drugiej chwili trzymałam już w tej samej ręce sztylet i zaczęłam się do niego zbliżać, o ile mi na to pozwolił.
- Puść ją i zamknij ryj albo oderżnę ci ramię. - Krótko, zgrabnie i na temat. To takie fajne być bezpośrednim, nawet jeśli rzuca się groźbami bez pokrycia. Bo co jak co, ale ręki takim nożykiem bym nie ucięła - ba, nawet z siekierą miałabym problem.
Szczerze mówiąc, liczyłam na to, że złapią obdartusa i wrzucą do jakiegoś dołu, żeby tam zgnił. Zmarnowałam na niego niedojedzone lody wiśniowe.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t1530-sharvari-irya


avatar
Raven Tail


Tytuł : Druga Osobowość, Jedna z Dziesięciu
Liczba postów : 201
Dołączył/a : 27/12/2015

PisanieTemat: Re: Park   06.05.16 19:25

Ponownie usłyszałam śmiech. To było cudowne uczucie. Anielski Głos się śmiał. Czyżbym więc dobrze zrobiła? Bardzo mnie to cieszyło. Usłyszeć śmiech przyjaciela, kompana, druha, kochanka, Pana i Władcy to było coś cudownego. Mogłam wtedy mieć pewność, że robię dobrze i że zadowalam osobę, której na mnie zależy i w sumie odwrotnie też, bowiem w obecnej sytuacji Anielski Głos jest moim najcenniejszym przyjacielem, towarzyszem, kochankiem czy Panem i dlatego muszę robić wszystko by się śmiał i był zadowolony. Postanawiam więc nie płakać. Zmiażdżone przyrodzenie jest oczywiście bardzo smutne, jednak nie wypada, by ten, którego miłuję widział moje łzy i przez to psuł mu się humor. Przecież patrzenie jak ktoś płacze musi być mega dołujące, prawda? Zatem przestaję i zmuszam się do delikatnego uśmiechu. Jednak nie trwa on długo. Mój bark po krótkiej chwili bowiem eksploduje bólem i zostaję pociągnięta w tył przez nieznaną siłę. Czyżby to właściciel przyrodzenia, które zmiażdżyłam? To pewnie on, bo któż by inny? Zostaję przyciśnięta do czegoś niesamowicie śmierdzącego, że aż mi dech zabrało. Zrobiłam się zielona, ale najgorsze miało dopiero nadejść. Jakaś siła mnie uniosła, przyciskając do tego czegoś śmierdzącego i praktycznie dosłownie miażdżąc mi krtań. Nie mogłam złapać oddechu.
- Krryszt ... Krryszt ... Krryszt ... - wykonuję taki dziwny odgłos, próbując złapać oddech. Jednak to nie takie proste, jak ktoś ci miażdży jeden z najpotrzebniejszych przyrządów w organizmie. Nagle słyszę jak Anielski Głos odzywa się gniewnie. Moje przerażenie się potęguje. Znowu zrobiłam coś nie tak? Z mych ślepych oczu lecą łzy i po chwili do problemów z oddychaniem dochodzi problem z tą słoną wodą i cieknącym nosem (często podczas płaczu cieknie z nosa). Wstrzymuję więc oddech i ograniczam się tylko do jednego ruchu, uśmiecham się z wielkim trudem i unoszę rękę w kierunku Anielskiego Głosu, by przez 1 sekundę machać jej tak jakby na pożegnanie. Ręka ta opada po chwili. Druga robi to samo. Nogi także zwisają bezwładnie nad ziemią. Nie wykonuję żadnych ruchów, bowiem nie chcę tracić energii. Nie zostało mi już bowiem jej dużo. Właściwie to nic. Jeśli dłużej będę przebywać w takim stanie to pewnie się uduszę i umrę. Nie mogę znieść myśli o własnej śmierci.
"Proszę ... proszę ... proszę ... błagam ... niech ktoś mnie uratuje ..."
Wiem, że nikt mnie nie słyszy, ale prosić zawsze można. Tak ludzie robią, chociażby w modlitwie, więc i w tej sytuacji pewnie nie zaszkodzi. Nie chcę jeszcze umierać. Muszę pomóc Mistrzyni. Muszę pomóc Anielskiemu Głosowi. Muszę pomóc innym ludziom. Nie mogę umrzeć! Normalnie bym się próbowała wyrywać, ale to by tylko pogorszyło sprawę. Jestem przerażona, ale nie głupia. To moje ciało jest głupie i nie rozumie powagi sytuacji w jakiej się znalazło. Kto by przypuszczał, że potrzeby fizjologiczne są aż tak ważne? Po chwili bowiem po mojej nodze zaczyna spływać jasnożółty płyn co sprawia lekki dyskomfort. Majtki są totalnie przemoczone, co także sprawia dyskomfort. Posikałam się ze strachu. Mój brzuch jednak zaczyna boleć (często tak jest jak się ktoś denerwuje), więc za chwilę, jeśli uda mi się przeżyć, pewnie się ze strachu posram.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t1474-sarah-samy-mylady#16500


avatar
Mistrz Gry


Tytuł : Najsumienniejszy Mistrz Gry, Forumowy Stróż Rozgrywki
Liczba postów : 178
Dołączył/a : 24/03/2016

PisanieTemat: Re: Park   07.05.16 2:27

Piątka strażników przestępowała z nogi na nogę nie bardzo wiedząc chyba co zrobić w tej patowej sytuacji. Szkolono ich do wlepiania mandatów za złe parkowanie magicznych pojazdów, a nie do odbijania zakładników. Byli bezużyteczni, rzucali sobie tam pomiędzy sobą jakieś rozkazy dotyczące ustawienia, tuptali po bruku zamieniając się miejscami na obwodzie półkola i brzęczeli naładowanymi, gotowymi do strzału laskami. Obawiali się jednak podjęcia jakichś radykalnych kroków, bo na linii strzału znajdowała się dwójka cywili.
Wiśniowy lód trafił mężczyznę prosto w skroń, no zobacz jaka celność, trzeba było rzucić kamieniem,  a być może w jednej chwili byłoby po wszystkim. Rożek po uczynieniu z oprawcy chwilowego jednorożca odkleił się i spadł mu na trzymającą Sarę dłoń, pośrednio również jej szyję zapewniając dziewczynce całkiem sporą dawkę przeszywającego chłodu. Facet, któremu wiśniowa stróżka spływała właśnie wzdłuż brwi ani myślał przestać recytować wierszyk, uśmiechnął sie tylko półgębkiem i zwrócił frontem bardziej w kierunku agresywnej Shari całkiem zasłaniając się biedną, żywą Sarotarczą.
- Nox est ipsa dies, nec sol mihi cernitur ullus...
Niepokojące dźwięki wydobywające się z dziewczynki i w sumie nie tylko dźwięki odrobinę zbiły jednak obdartusa z tropu, to że będzie śmierdział jeszcze bardziej uryną chyba tak bardzo go nie ruszyło, jak fakt, że dusił swoją przepustkę na wolność. Poluzował na chwile uścisk podrzucając Sarę i łapiąc ją prawą ręką bardziej na wysokości obojczyków niż szyi. W tej chwili znajdował się pod parasolem budki z lodami, opierając się tyłkiem i dolną częścią pleców o szybę lodówki, przed sobą, dokładnie na linii pomiędzy swoją osobą, a strażnikami i Sharavari trzymał sparaliżowaną ze strachu oraz mokrą, a bynajmniej nie seksowną Sarę. Blondyna stała jakieś dwa metry od napastnika, w promieniu czterech od niego kręcili się magowie, co powinni byli dbać o porządek, a jeszcze kawałek dalej kłębili się gapie, masa gapiów głośno komentujących wydarzenia. Zupełnie jakby odbywał się tu jakiś mecz, a nie ludzki dramat.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
Neutralni Magowie


Liczba postów : 57
Dołączył/a : 09/01/2016

PisanieTemat: Re: Park   10.05.16 1:52

Ledwo zwróciłam uwagę na to, co robi młoda. Byłam może tylko zawiedziona, że nie próbowała walczyć i sama się ratować (ja? wymagająca?). Olałam więc tymczasowo fakt, że popuściła ze strachu. Później na pewno będę się z tego śmiać. Uśmiechnęłam się zaś szeroko na widok spływającej po twarzy obdartusa lodowej masy, przecząc agresywnemu podejściu. Nie zniechęcił mnie nawet jego własny, ukradkowy uśmieszek. Dziwne. Sądziłam, że się wkurzy albo przynajmniej przestanie mamrotać.
- No dajże spokój - jęknęłam z udawaną udręką, chociaż przyznaję, ta sytuacja zaczynała mnie bawić pomimo złożonej ofiary w postaci lodów wiśniowych. - Bo będę musiała zawołać Auriel...
Sztylet ponownie znalazł się przy moim pasie, nie pomógł mi odnieść zamierzonego efektu. Wstyd i hańba, sztylecie. Od dzisiaj będziesz dłubać nie w ludzkich flakach, a w maślanych odmętach.
Nie ociągałam się ze zwołaniem "posiłków". Banda dookoła na nic mi się zda, jak któremuś coś się stanie to nie moja sprawa. Aurielka też ma to gdzieś, ręczę za nią. No a w takim razie... do dzieła, paskudo. Zmieniłam postać na anielską, należącą właśnie do Auriel. Moje włosy z blond zrobiły się białe niczym kość i wydłużyły się nieznacznie, tworząc krótką kitkę z tyłu. Odziana jak jakaś cholerna wojowniczka z drugiej ręki, na pewno nie robiłabym takiego wrażenia, gdyby nie para białych skrzydeł wyrastających z pleców. Heej, może nawet mogliby mi oddawać cześć!
I tak jakoś wyszło, że zaraz po przemianie zdecydowałam się szybko pokonać odległość dzielącą mnie od Frędzla i gościa. Zamierzałam złapać go za rękę, którą przytrzymywał młodą, najchętniej zacząć mu ją miażdżyć i przy wykorzystaniu siły duszy mojej anielskiej przyjaciółeczki wyswobodzić zakładniczkę. Jeśli to ostatnie mi się udało, to dodatkowo odsunęłam ją czy też zepchnęłam ze strefy zasięgu nieznajomego. A jeśli nie... cóż. Nie ukrywam, że najbardziej zależało mi na złapaniu szaleńca.
Nie lubię za dużo myśleć.


//przemiana całkowita w Auriel
3600 - 300 = 3300 MM
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t1530-sharvari-irya


avatar
Raven Tail


Tytuł : Druga Osobowość, Jedna z Dziesięciu
Liczba postów : 201
Dołączył/a : 27/12/2015

PisanieTemat: Re: Park   11.05.16 0:04

Ucisk nagle zelżał i poczułam ulgę. Oczywiście, jeśli to co nastąpiło potem można nazwać ulgą. Zostałam podrzucona i ponownie złapana. Jednak ten drugi chwyt pozwalał mi swobodnie oddychać, wiec zaczęłam łapczywie łapać kolejne hausty powietrza, dotleniając swój mózg, jeśli go w ogóle mam. No, ale oczywiście, znowu coś złego mi się musi przytrafić. Paraliżujące zimno dotyka mojego karku, ale po chwili jednak przyzwyczajam się do niego. Nie jest więc źle. Anielski Głos przemawia. Niezwykle pięknie i kojąco. Gdybym tylko mogła Go zobaczyć, to spostrzegłabym, że jest najprawdziwszym aniołem! Ma nawet skrzydła! Ale niestety nie mogę tego zobaczyć. Postanawiam jednak zawalczyć o swoje życie. Czego mam się bać, skoro Anielski Głos jest przy mnie? Skoro On mnie obroni? Nie! Nie mam się czego bać. Sięgam ręką do kieszeni i wyciągam jedyny Kamień, który mi pozostał. Bryłkę Matowego Węgla, niesamowicie czarnego. Gietal. On wspomoże mnie w walce. Trzymam ten kamień niepewnie, jakbym ciągle wahała się co powinnam zrobić i czy mi się uda. Gietal nie zawsze bowiem przychodzi, kiedy próbuję go wezwać. To pewnie przez kontrakt, który z nim zawarłam. Nie mogę sobie jednak teraz przypomnieć co było ustalone w warunkach tego kontraktu, więc nie wiem czy uda mi się tego dokonać. Jednak próbuję.
"Przeklęty, który Cię wezwał! Przybądź i zadaj ból! Gietal!"
Skupiam moc magiczną na kamieniu. Jeśli udało mi się go przyzwać (o czym zdecyduje MG), to przez sekundę spowija mnie czarny dym, a po jego opadnięciu jakiś metr ode mnie stoi on - Mroczny Wojownik Gietal, w pełnej zbroi z mieczem i tarczą. 2 i pół metra wzrostu pozwala mu patrzyć na ludzi z góry i to także czyni.

MM: 5050 - 400 (Postać) = 4650
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t1474-sarah-samy-mylady#16500


avatar
Mistrz Gry


Tytuł : Najsumienniejszy Mistrz Gry, Forumowy Stróż Rozgrywki
Liczba postów : 178
Dołączył/a : 24/03/2016

PisanieTemat: Re: Park   12.05.16 20:20

Wyglądało na to, że głównym priorytetem faceta było mamrotanie, bo cokolwiek by się nie działo nie przestawał gadać w niezrozumiałym, jakby wyimaginowanym języku. Teraz, gdy doszedł do kolejnego wersu wypowiedzi powietrze wokół niego jakby zgęstniało od zbierających się w pobliżu cząstek ethernano, a znaki pod stopami mężczyzny wydawały się błyszczeć, czy też świecić. W dziennym świetle dosyć ciężko było to zauważyć, bruk jednak po prostu zaczął być luminescencyjny. 
- Malo tegi terra... - zabrzmiało w odpowiedzi na groźbę w stylu "powiem mamie Auriel", a facet śledząc wzrokiem ruch i schowanie sztyletu tylko uniósł brwi w zdziwieniu wciąż recytując dziwaczny wierszyk. Przestał być względnie spokojny dopiero, gdy Sharavari zmieniła postać, oczy rozwarły mu się szeroko i gwałtownie szarpnął się do tyłu ciągnąc za sobą Sarę i wpadając plecami na budkę z lodami. Po zrobieniu kroku świecić zaczęły kostki chodnikowe w innym miejscu, jakby śledząc stopy mówiącego, który w tej chwili przyspieszył wypowiadanie inkantacji. Szybciej jednak niż kropka na końcu ostatniego zdania dopadła go przemieniona Shari łapiąc za przedramię i odrywając je od małej, ślepej i obsikanej dziewczynki, która również, ni stąd ni zowąd znalazła wolę do walki. Zepchnięcie Sary z "zasięgu nieznajomego" zakończyło się odepchnięciem jej w Gietala, na którym to się mała zatrzymała, jakieś półtora metra od szamocących się starszych. Teraz już nie tylko Sarah, ale również Shari i wielka zbroja stały na drodze strażnikom, ci jednak widząc, że sytuacja zaczyna się klarować pochylili ładujące się, iskrzące i bzyczące od nadmiaru energii laski gotowi do strzału, jak tylko się kobitki usuną. 
- Ssssic me quoque nemo... - wysyczał krzywiąc się z bólu i łapiąc blondynkę za nadgarstek oraz próbując oderwać od swojej kończyny. Ściskając mu prawe przedramię anielica nie czuła nic prócz materiału koszuli, a facet najwidoczniej czuł wszystko czym agresorka miała zamiar go poczęstować. W tej chwili blask rozlał się wzdłuż widniejących na ziemi znaków na obszar o promieniu dwóch metrów obejmując stojącą w jego centrum czwórkę, przez moment strażników, którzy natychmiast cofnęli się poza krąg, no i fragment budki z lodami. Błyszczący bruk prócz światła emanował także ciepłem i nawet stojąc na nim w butach miało się wrażenie spaceru po rozgrzanej plaży.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
Neutralni Magowie


Liczba postów : 57
Dołączył/a : 09/01/2016

PisanieTemat: Re: Park   18.05.16 19:20

Byłam skupiona głównie na mężczyźnie, ale i tak nie umknęły mi poczynania Sary. Zachichotałam w duchu być może zadowolona, że młoda walczy. To znaczy, nie wiedziałam, czy rzeczywiście walczy, w każdym razie coś robiła. Kątem oka zarejestrowałam czarną... zbroję? Nie byłam do końca pewna, czy właśnie Frędzel ją przyzwał. Bardzo prawdopodobne. Ostatecznie już widziałam tę białą sowę. Niemniej młoda nie stała mi na drodze, więc mogłam się trochę pobawić... albo i nie.
Wszystko podejrzanie się świeciło, musiałam przymrużyć nieco oczu. Przyznaję, chociaż byłam ciekawa i całkiem w dobrym humorze, gdzieś zrodziła się irytacja.
- Gwyinblhg! - dosłownie krzyknęłam na obdartusa, przez moment sprawiając wrażenie bardzo, bardzo poważnej. Jakby to, co przed chwilą z siebie wydobyłam, miało jakiś sens. Westchnęłam z niezadowoloną miną. - Tak się właśnie czuję, kiedy ciebie słucham. Zacznij normalnie gadać!
Czy mi się wydaje, czy zrobiło się trochę ciepło w nogi? (nie, nie popuściłam) Skierowałam spojrzenie w dół, na bruk. Nie dość że błyszczy, to jeszcze grzeje. Genialny wynalazek.
- Co się właściwie dzieje? Dlaczego to tak świeci? Co zmalowałeś, że cię gonią? I po co ci ta torba? - zaatakowałam go pytaniami, wciąż się łudząc, że przestanie bełkotać. Machnęłam groźnie skrzydłami, raz, niczym napuszony łabędź i potrząsnęłam nim, nie siląc się na delikatność. Jeśli wspomniana torba była gdzieś w moim zasięgu, jedną ręką po nią sięgnęłam. Wielkie to i nieporęczne, ale może uda mi się coś wymacać albo gość z przerażenia ją upuści.
- Ej ty, yyy... w zbroi! Zrób coś! - rzuciłam za siebie, postanawiając za wszelką cenę zmusić obdartusa do gadania w mowie wspólnej. Ten gość trzymający Sarę może okazać się lepszym dyplomatą ode mnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t1530-sharvari-irya


avatar
Raven Tail


Tytuł : Druga Osobowość, Jedna z Dziesięciu
Liczba postów : 201
Dołączył/a : 27/12/2015

PisanieTemat: Re: Park   18.05.16 23:32

Zgodnie z zapisem w KM MG może sterować Gietalem czyli moim Duchem-Feniksem. Jako, że Sara nie ma praktycznie żadnej kontroli nad swoim przywołańcem, proszę z góry założyć, że to co Gietal będzie robić w moich ruchach to była tylko jego autonomiczna, niezależna od woli Sary decyzja.
---

Nagle i niespodziewanie wpadłam na Gietala. Ten tylko mnie zatrzymał, bym sobie nie zrobiła zbytniej krzywdy i położył mi rękę na głowie. Nagle nogi zaczęły mnie parzyć, więc instynktownie zaczęłam podskakiwać z jednej nogi na drugą, by przez tą krótką chwilę ta jedna noga nie miała kontaktu z niesamowicie gorącym podłożem. To bardzo, ale to bardzo bolało, więc w mych oczach na powrót zagościły łzy. Tak, byłam okropną beksą. Cóż jednak mogłam począć? Gietal natomiast zdawał się w ogóle tym nie przejmować. Podobnie jak nie przejmował się tym co do niego mówiła Sharvari. Kim ona była, by mu rozkazywać? Niemniej jednak moja obecna sytuacja nie była mu jednak zbyt na rękę. Tańcząca przy nim dziewczyna, która dodatkowo płakała i wyglądała tak jakby chciało jej się sikać psuła jego wizerunek i to co zamierzał zrobić. W jego głowie bowiem już narodził się pewien plan. Chwyta mnie więc za kołnierz i podciąga do góry. Nagle nogi przestają boleć. Po chwili zostaję posadzona "na barana", tak, że moje mokre od moczu majtki dotykają teraz karku mego Ducha, jak się zdaje, Opiekuna. Jemu to jakoś niespecjalnie przeszkadza. W tamtym miejscu ma bowiem zbroję. Mi trochę. Kto normalny dobrze by się czuł w posikanych majtkach? Na pewno nie ja. Siedzę tak na plecach Gietala i uśmiecham się. Jedną rękę kładę na jego hełmie, trzymając się, żeby nie spaść, a drugą macham do zebranych tłumów. Oczywiście nie wiem, że tam są zebrane tłumy. Nie widzę ich. Jednak macham po prostu przed siebie. Ot tak, żeby machać. Nagle rozlega się tubalny głos Gietala:
- Jesteś tego pewna, Moja Pani? - słowa te ewidentnie były skierowane do mnie. Gietal mówiąc to, odwraca bowiem głowę w moją stronę, a następnie ponownie przenosi wzrok na zgromadzone tłumy. Jego głos jest niezwykle miły i kochany i czuję się przy nim niezwykle bezpiecznie.
"On mnie kocha i ja go też!" - myślę sobie. Gietal natomiast kontynuuje:
- Przepraszam! - słowa te tym razem są mocniejsze i bardziej donośne, bowiem skierowane do tłumów, otaczających budkę, obdartusa, Shari i mnie, a także oczywiście strażników, którzy notabene także są adresatami tego przekazu. Gietal dobywa miecza i zasłania się tarczą. Słyszę szczęk stali. W innych okolicznościach już dawno bym uciekała, ale to stal mojego przyjaciela i nic mi nie grozi. Zasłania się także tarczą i użycza mojej mocy magicznej, by zwiększyć swoje umiejętności defensywne (AoDS). Kontynuuje - Nie mogę się opierać woli Mojej Pani! Rozkazała mi ...
Tutaj się waha, jakby nie chciał powiedzieć o co chodzi. Po chwili jednak kończy co zaczął:
- "Zabij tych pieprzonych tchórzy! Zabij ich wszystkich!"
Postanawia w tym krótkich cytacie przedstawić całą "moją" wolę, by następnie doskoczyć do pierwszego lepszego strażnika z brzegu (Gietal ma 2,5 metra wzrostu, więc szybko skróci odległość) i zrobić płynny poziomy wymach mieczem, celując w szyję tegoż strażnika z zamiarem całkowitej dekapitacji. Niemniej jednak jeśli ofiara nie umrze na miejscu to i tak będzie zadowolony. Niech cierpi! Dlaczego Gietal tak się zachował? Niewielu o tym wiedziało. Praktycznie nikt. Nawet ja. Gietal tak na prawdę szczerze i głęboko mnie nienawidził. Za każdym razem jak go przyzywałam bił mnie. Gdy tylko mógł - poniżał mnie. Robił wszystko bym cierpiała. Teraz jednak stwierdził, że może mi zaszkodzić w inny sposób. Kochał urządzać masakry. Zatem postanowił właśnie zmasakrować wszystkich tutaj obecnych (od gracza: Shari i obdartus będą na końcu, chyba, że się rozmyślę, hehe) i zwalić winę na mnie. To przecież ja mu rozkazywałam. Nikt nie wiedział, że to nie była prawda. To ja będę mieć przez to przesrane!

MM: 4650 - 465 (AoDS) = 4185

Dla Iv i Shari:
 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t1474-sarah-samy-mylady#16500


avatar
Mistrz Gry


Tytuł : Najsumienniejszy Mistrz Gry, Forumowy Stróż Rozgrywki
Liczba postów : 178
Dołączył/a : 24/03/2016

PisanieTemat: Re: Park   20.05.16 3:35

Mężczyzna jeszcze kilka razy desperacko szarpnął Sharinym nadgarstkiem, aż to nim nie zaczęła trząść anielica, wtedy dłoń mu się zsunęła, a sam facet bardziej się skulił i przygarbił sycząc z bólu przez zęby. Pokrzywka to nie była ale ślad dłoni białowłosej blondyny zostanie mu na długo. Jakby tego jeszcze było sadystce mało zaczęła szarpać torbą. Spore to, ale nie gigantyczne, no i na tyle poręczne by dało się uciekać przed strażnikami przez pół Magnolii, mimo wszystko skupiony na cierpieniu facet poluzował uchwyt, a torba zsunęła mu się z ramienia. Wewnątrz było coś dosyć ciężkiego, podłużnego i jakby wijącego się. Pytania Shari zostały jednak bez odpowiedzi, kto wie, może to był jakiś obcokrajowiec, przynajmniej Gietal zastosował się do prośby, chociaż chyba nie o takie "coś" chodziło.
Posadzenie na ramionach przyniosło Sarze ulgę od zwyczajnego ciepła, nawet nie zbliżającego się do gorąca z hutniczego pieca, ale kto wie, może dziewczynka jest przewrażliwiona i skoro nie widzi, to czuje tysiąc razy lepiej. Poczuła ruch zbroi, a także usłyszała przeciągłe "ooooo" gapiów, których widok tak wspaniałego summona z pewnością zadziwił. Jeszcze bardziej zadziwiło ich jego zachowanie. Gietal doskoczył do najbliższego strażnika, który widząc zniżającego się i ewidentnie agresywnego olbrzyma odruchowo strzelił elektrycznym promieniem podobnym do pioruna przed siebie trafiając w zbroję. Samemu Gietalowi nie stało się zupełnie nic, w końcu żelastwo zadziałało trochę jak klatka Faradaya, Sara oraz strażnik nie mieli natomiast tego szczęścia. Ją całkiem mocno popieściło nawet pomimo spłynięcia części ładunku do ziemi. Coś w stylu usadzenia tyłka na krowim pastuchu. Strażnik natomiast stracił dla rycerza głowę, będzie mógł sobie olbrzym wymienić tę nabitą na jeden z kolców. Ciepła posoka bryznęła na jego towarzyszy, najbliższych gapiów, bruk i zasikaną Sarę, a nagle celem pozostałej czwórki stał się opancerzony zabójca "na rozkazy" małej psycholki.
- Vi-de-bit... Kurwa! Nie tylko trafiłem na przewrażliwioną mamuśkę z dzieckiem, a jeszcze baby okazały się być upośledzonymi magami - wrzasnął potencjalny złodziej mając w połowie rację, kończąc inkantację i przechodząc na ludzki. Był szczerze przerażony właśnie padającym na świecący bruk, pod nogi Gietala truchłem jednego ze strażników, a krąg dziwnie migotał. Może to był wynik dokończenia zaklęcia, a może szoku i niezdolności do zapanowania nad mocą magiczną, ważne, że po tej krótkiej chwili każdy znajdujący się w kręgu: Gietal, Sarah, Shari, facet i głowa strażnika poczuli nagłe uniesienie żołądka, prócz tego ostatniego oczywiście, jakby właśnie znajdowali się w spadającej windzie, a zaraz potem błysnęło i zapadła ciemność. 

ZT wszystkim i tutaj dziubki
Możecie napisać po poście w każdej z lokacji, lub wszystko przenieść do Womżowej Rzeki, ważne, że teraz jesteście tam.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content





PisanieTemat: Re: Park   

Powrót do góry Go down
 
Park
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4
 Similar topics
-
» Pomnik Piotrusia Pana
» Miejski park
» Park Promnitz
» Planten un Blomen
» Bryant Park

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Fairy Tail New Generation :: Królestwo Fiore :: Magnolia-
RadioAoi.plHalo PBFPBF ToplistaI love PBFPBF Toplista~**~.: ANIME TOP100 :.Najlepsze strony o Anime i Mandze w necie