IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Ulice

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next
AutorWiadomość


avatar
Ranga Specjalna


Liczba postów : 614
Dołączył/a : 04/11/2014

PisanieTemat: Ulice   07.11.14 7:38

First topic message reminder :

Kostka brukowa, absolutnie w żadnym miejscu nieskażona przez mech czy też wyrastającą znienacka trawę jest główną częścią szerokiej ulicy wiodącej między sklepami. Można nimi dojść wszędzie: do Fairy Tail, do kościoła, na cmentarz... Wszędzie, gdzie dusza zapragnie! Jest nań wystarczająco dużo miejsca, aby zmieścił się cały gildyjny pochód stojący w około dziesięciu rzędach. Wzdłuż niej pod warunkiem, że nie jest to miejsce przy rzece ciągną się różnorakie sklepy: to jakiś z ubraniami, spożywczak, obuwniczy, cukierniczy... Wszystko, czego trzeba w mieście. Przy rzece nieco się zwęża, a żeby dostać się na drugą stronę należy odnaleźć dosyć długi most będący zazwyczaj główną częścią ścieżki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com

AutorWiadomość


avatar
Inkwizytor


Liczba postów : 747
Dołączył/a : 21/08/2015
Skąd : Elo Heaven

PisanieTemat: Re: Ulice   12.03.16 22:44

Kapitan tylko spojrzał na Kolta jak na każdego przeciętnego przechodnia, który stwierdził że będzie pouczał stróża prawa. Sami dobrze wiemy jak to jest próbować opieprzać straż miejską, chociaż ten był o wiele bardziej perfidny bo tym razem zszedł z miny 0 fucks given, na 1 fuck given.
- Tak myślisz? Szkoda, że wy magowie nie podzielacie tego zacnego stwierdzenia. Gdyby wszyscy szli na taki gwizdek to byłbym bezrobotny i nie stalibyśmy tutaj. Takie tam pierdoły, że z wielką mocą wiąże się wielka odpowiedzialność ale nie jestem filozofem, a stróżem prawa – tymczasem spojrzał po swoich chłopcach, którzy najwyraźniej przywykli do sprzątania po swoim kapitanie. Nie wyglądali jakby ich dręczył czy coś, bo normalnie rozmawiali jak to ludzie zwykle robią. Z drugiej jednak strony widać było, że są uważni i obserwują kątem oka co się dzieje.
- Do prostych ludzi trzeba prostymi środkami. Myślałem, że na polu tego uczą – to była jakaś aluzja chyba do kowbojskiego wyglądu Kolta. Inteligentna, niepodchodzący pod obelgę docinek. Dziwne, że jeszcze nie kazał kowbojowi krowy wydoić.
- Raczej nie, po prostu dane funkcjonariusza który wypisuje mandat. Zwykle takie coś się znajduje na tym świstku, byś mógł się odwoływać jako obywatel. Trzeba znać swoje prawa w końcu – powiedział kapitan, który chyba nie zna kodeksu karnego co zresztą wyszło kiedy jeden z jego ludzi parsknął śmiechem na moment. W sumie poza rangą osoby, jakimś dziwnym numerkiem to na nazwisko miał Aldeer, a imię Black. No, ale skoro Kolt przyjął mandat to tamten nie miał się co kłócić. Właśnie wyciulał pewną osobę na kasie i to całkiem nieźle, ale najgorsze miało dopiero nadejść. Kapitan już chciał Kolta prowadzić kiedy pojawiła się ta biała sowa, która zwiastowała katastrofę. Kapitan się odruchowo odsunął i zasłonił twarz, kiedy tamta zaczęła mu latać przed nią. Zaraz potem ją uderzył z pieści i sowa upadła na ziemię. Oczywiście Sarah zdążyła zrobić coś czego chyba oboje będą żałowali. Dobrała się do jego spodni, a że miały zamek błyskawiczny to i dorwała się do tego czegoś co chciała. Zanim jednak mogła przystąpić do dalszej części mogła poczuć, że tym razem ktoś ją złapał za włosy. Kolt za to widział, że Kapitan straży złapał Sarah za głowę i odciągał od siebie. Był czerwony i nie wiedzieć czy ze wściekłości czy z powodu naruszenia jego strefy osobistej.
- Jesteś za młoda o jakieś 10 lat bejbe sorry – powiedział odciągając od siebie Sarah jedną ręką a drugą, w której trzymał miecz (ten metalowy) próbował się doprowadzić do porządku. Wbił ostrze obok siebie i ręką zapiął zamek – Więc to taaaak? Deprawacja młodocianych oraz okazanie braku szacunku funkcjonariuszowi? To będzie dodatkowe 3000, a że wyglądasz na jej opiekuna to poniesiesz też koszty – powiedział rozeźlony Kapitan. Ten chyba na serio nie miał ochoty na taki rodzaj rozrywki, zwłaszcza z rąk ust Sarah.
Oczywiście żołnierze wybuchnęli śmiechem jak to zobaczyli, ale zaraz zachowali kamienną twarz (hehe typ twarzy dla powierników) jak tylko Kapitan omiótł ich wzrokiem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
Sabertooth


Tytuł : Ulubiona para (nieoficjalna)
Liczba postów : 177
Dołączył/a : 10/08/2015
Skąd : Ranczo na wschód od Doliny Matza.

PisanieTemat: Re: Ulice   13.03.16 4:04

Czy Sarah nie mogła poprzestać na tym biednym czarze leczącym, który nie wzbudzał żadnych, ale to żadnych podejrzeń? Nie, byłoby za prosto. W końcu dwanaście kafli dla takiego bogacza jak Kolt to za słaba kara za nic, a jak powszechnie wiadomo kara musi zaboleć. Najlepiej byłoby po prostu ściągnąć z niego wszystko, łącznie z ubraniami, wtedy przynajmniej Tryst byłby zadowolony.
Na nagłe pojawienie się sowy kowboj zareagował dosyć spokojnie, w końcu to tylko Peleth, znowu, nic nadzwyczajnego. Mógł się wprawdzie zastanowić, poświęcić chwilkę na retrospekcję i analizę własnego zachowania gdy pierwszy raz spotkał telepatycznego ptaszona i być może zapobiec sierpowemu wymierzonemu prosto w zwierzaczka Sary, jednak albo w ogóle nie pomyślał, albo nie zdążył. W końcu kapitan był mega szybki, a zostawała po nim tylko poświata i poszatkowane rączki. Niech się puchacz cieszy, że ma tylko skrzydełka, no i że wciąż je ma. Widząc scenę znęcania się nad zwierzętami w wykonaniu stróża prawa Kolt był w takim szoku, że nawet nie zauważył kiedy Sarah odkleiła się od jego nogi i ruszyła w kierunku swojego życiowego celu. Dopiero gdy ta wzięła sie do roboty spostrzegł, że kapitan znalazł się w bardzo, ale to bardzo podobnej sytuacji do tej, która spotkała go samego jeszcze niecałą godzinę temu. Z autopsji wiedział, że reakcja może być raczej gwałtowna i podświadomie szykował się nawet na widok Sary bez głowy, na szczęście w stosunku do nieważne jak spaczonych dzieci kapitan jeszcze potrafił się hamować. Jednocześnie z wybuchem śmiechu pozostałych strażników Kolt zasłonił dłonią usta i parsknął. Komu jak komu, ale jemu akurat nie powinno być do śmiechu, mimo to nie dał rady się opanować. Sama świadomość, że stojącemu naprzeciw gościowi udało się w ułamku sekundy pomachać mieczem i pozbawić kogoś kończyn, ale nie zdążył sobie poradzić z niewidomym dzieckiem dobierającym się do przyrodzenia była tak groteskowa, że nie potrafił powstrzymać chichotu i właśnie dławił się próbując go stłumić. Na wieść o dodatkowych tysiącach grzywny przeszło mu jednak szybciej niż reszcie pod spojrzeniem zwierzchnika.
- Niby z której strony wyglądam na jej opiekuna? Jesteśmy z całkiem różnych gildii, z dwóch krańców Fiore i znamy się zaledwie od kilku godzin. Pięćset metrów w tamtą stronę stoi budynek pełen członków jej "rodziny", od nich wyciągnijcie te trzy kafle za deprawowanie nieletnich. To Raven Tail, bardziej niż prawdopodobne, że właśnie stamtąd wyniosła takie zachowania - odparł dodatkowo wskazując palcem zamek, od tak sobie, na wszelki wypadek, jakby kapitan orientował sie tak samo dobrze w topografii miasta, jak w prawie. Korciło go by jeszcze wspomnieć, że nie dalej jak kwadrans temu odpowiedzialność za dziewczynkę została przekazana jednemu z żołnierzy, ale wolał się już nie kłócić, szczególnie że strasznik miejski liczył sobie za minutę rozmowy jak za połączenie międzykontynentalne, albo jakiś ekskluzywny seks-telefon, czy inny horoskop renomowanego wróżbity.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t1099-kolt-w-trakcie#10344


avatar
Raven Tail


Tytuł : Druga Osobowość, Jedna z Dziesięciu
Liczba postów : 201
Dołączył/a : 27/12/2015

PisanieTemat: Re: Ulice   13.03.16 10:51

Nagle, zupełnie niespodziewanie zostałam pociągnięta za włosy i odciągnięta na bok. O ile tego pierwszego, czyli brutalnego bólu głowy i wyrywanych włosów mogłam się spodziewać, to to drugie zupełnie mnie zaskoczyło. Podobnie zaskoczyła mnie reakcja Tajemniczego Głosu, gdy wyciągnął mnie niedawno spod stołu. Wrogi Głos coś do mnie powiedział. Pewnie było to coś w stylu "Poczekaj tutaj i się nie wyrywaj!". Czyli mam poczekać, bo ten głos ma inne sprawy na głowie. No, jest to logiczne. Ależ jakie inne sprawy może mieć na głowie taka krwiożercza bestia?
"Tajemniczy Głosie!" - z mojego wyobrażonego gardła wydobywa się krzyk rozpaczy. W rzeczywistości jednak milczę, bowiem wymawianie słów zawsze sprawiało mi problemu. Zdaję sobie jednak sprawę z tego, że to mój towarzysz jest obecnie narażony na gniew Wroga. Co robić? Peleth? No właśnie? Dlaczego Peleth nie doniósł wiadomości? A jeśli doniósł to dlaczego Tajemniczy Głos ciągle tutaj jest i rozmawia ze swoim oprawcą? W zupełnie tego nie rozumiem. A co jeśli Peleth został pokonany? Przed chwilą słyszałam jakiś dziwny pisk i uderzenie o ziemię, jednak nie skojarzyłam tego z cierpieniem mojego przyjaciela, pomocnika i posłańca.
"Peleth?"
Pytam cicho samą siebie. Łzy same cisną mi się do oczu, jednak z trudem je powstrzymuję. Muszę być silna, bo inaczej nie ocalę Tajemniczego Głosu. Nie wiem czy powinnam się martwić o Peletha. Czy feniks może umrzeć? Jeśli przeżyję to zapytam o to Mistrzynię. Ona powinna znać odpowiedź. W sumie żałuję, że Jej tutaj nie ma. Ona by wiedziała co zrobić. Przelewam więc Pelethowi swoją Moc Magiczną, próbując go jakoś reanimować i prosić, by przekazał jednak przesyłkę Tajemniczemu Głosowi i poprosił go, by uciekał. Tak więc, jeśli Peleth (To założenie, Peleth wcale nie musi wstać!) wstanie to wystartuje i wzleci wysoko w niebo. Zacznie krążyć nad Koltem, pomału się zniżając. Zachowa pełnię czujności. Nie da się drugi raz trafić. Przekaże wiadomość i odbierze wiadomość zwrotną. Wiadomość jest natomiast taka sama jak poprzednio. Nic się nie zmieniła. Peleth ciągle miał ją w pamięci, więc moje ją odtworzyć Koltowi:
"Ekhem ... przepraszam, ale nie mogę Cię dalej leczyć. Posłuchaj, odwrócę uwagę naszego Wroga, a Ty uciekaj! Ratuj życie!"
Wiadomość zawiera w sobie mieszaninę strachu, smutki i rozpaczy. Postanawiam bardziej zachęcić Wroga, by ten skupił całą swą uwagę na mojej osobie. Rozpinam zamek błyskawiczny mojej czerwonej kurki (albo czegoś w tym rodzaju - mój obecny strój), a następnie zsuwam ją z ramion. Jako, że mam grube i pewnie nieatrakcyjne biodra, to odzienie to zatrzymuje się właśnie na nich i zwisa, dotykając ziemi. Ja natomiast stoję obok, przed, z tyłu, sama nie wiem gdzie obok naszego krwiożerczego Wroga. W samym staniku. Zimno mi się robi, ale determinacja nakazuje mi ściągnąć jeszcze i sam stanik. Tak więc stoję sobie pół naga i próbuję jakoś odwrócić uwagę Kapitana. Dodatkowo otwieram buzię, jakbym chciała połknąć coś bardzo dużego. Wiadomo co chcę połknąć i pewnie każdy kto widzi od razu się domyśli. Klękam, by być "na wysokości zadania", chociaż co prawda jestem chyba niska. Nie wiem. Jak coś to po prostu ktoś mnie pociągnie do góry i wtedy będę "na wysokości zadania". Ręce krzyżuję na plecach i dumnie wypinam dwie, małe nagie piersi. Przełykam jednak ślinę, z ciągle otwartymi ustami, czemu towarzyszy dźwięk:
- Gul ...
Zaczynam się lekko trząść. Pomału dochodzą do mnie bowiem inne dźwięki, świadczące o tym, że nie jesteśmy tylko we trójkę. Wychodzi na to, że Wróg ma towarzyszy, a ja będę musiała odwrócić uwagę każdego z nich, by nic nie zrobił Tajemniczemu Głosowi. Może to się dla mnie skończyć tragicznie. Trzech dałaby radę, ale 40 czy 50? Może być ciężko. Zapewne umrę tutaj, ale czego nie robi się dla przyjaciół? Zaczynam bardzo nieregularnie oddychać, co jest pewnie wynikiem znowu wyczerpania zbyt dużej ilości mocy magicznej. Jadę praktycznie na oparach.

MM: 1800 - 400 (Reanimacja Peletha) - 300 (MMB) = 1100
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t1474-sarah-samy-mylady#16500


avatar
Inkwizytor


Liczba postów : 747
Dołączył/a : 21/08/2015
Skąd : Elo Heaven

PisanieTemat: Re: Ulice   15.03.16 20:17

Może to była właśnie kwestia tego, że dziewczynka nie stanowiła zagrożenia, a Kapitan na moment opuścił swoją gardę? A może wręcz przeciwnie, nie wyczuwał od niej morderczych intencji dlatego jego czujność osłabła? Tego się nie dowiedzą w następnym odcinku nasi śmiałkowie. Na szczęście wizja utraty pieniędzy otrzeźwiła Kolta bardzo szybko.
- Ma to sens nawet. W końcu przerżnęli igrzyska że aż miło – powiedział i splunął obok – postawiłem na te fujary całe 3000 klejnotów, że chociaż wejdą na podium ale zwalili po całej linii – powiedział jakby ignorując sobie, że obok niego stoi dziewczynka nalężąca do Raven Tail. Podwładny, który się miał zająć Sarah natomiast miał jakąś taką dziwnie zadowoloną minę. Czyżby czytał gazety od czasu do czasu? Może celowo spuścił dziewczynkę ze smyczy. Peletha natomiast Sarah mogła bardzo łatwo postawić na łapki, tamten w końcu go tylko zdzielił pięścią jak zwykłe ptaszysko, ale od razu Kapitan postąpił krok w tył, żeby mieć miejsce na reakcję kiedy to coś latało. Tym razem sztuczka z dobieraniem się do spodni raczej nie zadziała, ale Sarah go faktycznie zaskoczyła. Kapitan przez moment patrzył się na nią jak na kawał kretynki i zastanawiał się jak powinien zareagować. Czy wlepić mandat za publiczne obnażanie się, a może to jakiś taniec ludowy i dziewczynka próbuje się komunikować? Kapitan postanowił zadziałać chyba prewencyjnie. Z kieszeni wyciągnął niewielki pierścień, z którego natomiast wypadł jakiś płaszcz podróżny. Najwyraźniej to jeden z tych pierścieni podmiany, może odrobinę lekko zmodyfikowany. W każdym razie zarzucił tą płachtę zielonego materiału na Sarah. Z grubsza strażnicy patrzyli na to widowisko z mieszanką ciekawości, obrzydzenia jak i może zaskoczenia.
- Nie wiem czy chcę was widzieć przez dłuższy czas na przesłuchaniu dlatego opisz mi co tutaj zaszło ze szczegółami, a potem zweryfikuje to z jego zeznaniami – wskazał ruchem głowy na kierunek gdzie zabrali Jisho.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
Sabertooth


Tytuł : Ulubiona para (nieoficjalna)
Liczba postów : 177
Dołączył/a : 10/08/2015
Skąd : Ranczo na wschód od Doliny Matza.

PisanieTemat: Re: Ulice   16.03.16 1:27

Na szczęście sowa była twarda, najtwardszy osobnik z obecnych. Podniosła się po prostym godnym kapitana straży magicznej, otrzepała, zahukała, albo i nie, po czym wzniosła się i przysiadła na głowie Kolta przekazując wiadomość po części tłumaczącą kontrowersyjne zachowanie Sary. Zwarcie w mózgu, które nastąpiło po skojarzeniu stwierdzenia "odwrócę uwagę" z jego praktycznym odpowiednikiem spowodowało niekontrolowany ruch dłonią w kierunku twarzy, głośne plaśnięcie i kilka nieartykułowanych przekleństw wypowiedzianych pod nosem. Spojrzał spomiędzy palców na kapitana marudzącego na swój pech, albo raczej nieumiejętne inwestycje i westchnął. Jakoś przerżnięte 3000 klejnotów niewiele go obchodziło, no może dopóki stratny nie próbował sobie odbić z nawiązką jego kosztem.
- Cóż, neutralni na pierwszym miejscu to zaskoczenie, ale kolejność gildii była do przewidzenia. Kruki nigdy nie należały do faworytów, a teraz jeszcze przyjmują w swoje szeregi kaleki - odpowiedział wzruszając ramionami i całkowicie ignorując sobie fakt, że obok stoi niepełnosprawna dziewczynka z Raven Tail. Z resztą jego zdaniem powinna ona trafić do jakiegoś ośrodka opieki społecznej, a nie gildii magów, ale co on tam wie? Nie licząc niesamowitego pociągu do męskich przyrodzeń nie uzewnętrznia jakoś zbytnio swoich fantazji seksualnych, więc może i jest wystarczająco normalna na gild... NIE!
Twarz Kolta przybrała chyba najbardziej zniesmaczony wyraz od lat, grymas tak bardzo krzywy, że co poniektóre mięśnie mimiczne mu się naciągnęły, a już z pewnością będzie miał po tym zakwasy. Gapił się na ekscesy Sary dopóki ta nie sięgnęła do zapięcia stanika po czym zamiast jej w tym przeszkodzić po prostu odwrócił wzroki i ograniczył sobie pole widzenia dłonią. Cóż za uczynny i szarmancki mężczyzna, brawo Kolt, odpowiedzialność od Ciebie bije! Będąc świadomym aktualnego roznegliżowania Sary nie mógł się nawet zebrać by spojrzeć w tamtą stronę, a co dopiero podejść i ukrócić striptiz gimnazjalistki, ale przypomniał sobie o ciężarze siedzącym na czubku jego głowy i czekającym na wiadomość zwrotną. Uniósł dłoń i pogłaskał dzielnego Peletha, największego herosa z obecnych tu stworzeń. Należy mu się szacunek, w końcu to on musi wysłuchiwać każdej zboczonej myśli Sary, biedaczek. "Ci ludzie nie są wrogami i nie zrobią żadnemu z nas krzywdy jeśli będziemy zachowywać się spokojnie i opanowanie. Nie musisz się uciekać do takich metod, szczególnie, że ten Głos wziął to za atak. Ubieraj się natychmiast i odsuń od niego, a ani tobie, ani mnie nic się nie stanie." Początek tej myśli był zdecydowanie pocieszający i uspokajający, natomiast końcówka podchodziła już pod stanowczy rozkaz. Tak, kowboj bardzo chciał by Sarah zaprzestała przyklejania się do każdego męskiego głosu na swojej drodze, a jej zachowanie powoli zaczynało go irytować. Możliwe nawet, że nutka tego uczucia mogła znaleźć się w wiadomości, ale czy to ważne?
- Ta sowa przeleci teraz na głowę dziewczynki. Nie bij jej, nie jest niebezpieczna, to tylko przekaźnik myśli - wytłumaczył zwracając się do kapitana i spostrzegając, że Sarah jest już jako tako odziana w brezent czy inną narzutę na skuter. - Mam nadzieję, że się po tym ogarnie - dodał już zdecydowanie ciszej, do siebie, ale wciąż słyszalnie. Był zakłopotany, wstydził się za dziewczynkę, nawet jeśli ona nie widziała najmniejszego problemu w swoim zachowaniu.
- Zweryfikujesz? A co jak nie będą się pokrywać? - zaczął zaczepnie, jakby to miało podnieść mu trochę pewność siebie, po czym spostrzegł, że to w sumie niewiele dało, a podnieść mogło co najwyżej ciśnienie kapitanowi straży, zdjął kapelusz, przeczesał dłonią włosy, odchrząknął i kontynuował, jakby poprzednie pytania w ogóle nie miały miejsca. - Spotkałem dziewczynę na mieście, wydawała się zagubiona, więc postanowiłem zaprowadzić ją do gildii, po drodze podlazł do nas ten kiep i emanując złowieszczą aurą... zapytał się o drogę. Heh, brzmi strasznie głupio. No nic, po pokazaniu kierunku nie podziękował, ani nie ruszył w swoją stronę, lecz wciąż stał nad nami i straszył dziecko, a mnie się jakoś nie chciało użerać z debilem, to spróbowałem go odsunąć z drogi i zwyczajnie minąć. Nie dane mi było jednak go nawet dotknąć, a co dopiero odepchnąć, bo ten złapał mnie za nadgarstek, wymierzył jednego prostego w ramię, a po próbie wyrwania drugiego, tylko tym razem chyba wzmocnionego magią. Dokładnie to coś czym połamał nogę twojemu medykowi. Mnie się jak widać stało niewiele, ale dziewczynka straciła przytomność, poza tym gość nie zamierzał się opanować, to mu przestrzeliłem kolano jak zwykłemu koniokradowi i... przestał - skończył swoje wzorowe streszczenie nie dodając żadnych wniosków, tak naprawdę nie było nawet wstępu. Za samo rozwinięcie to i połowy punktów na maturze by nie wyciągnął, ale na ranczu nie pisało się egzaminów tylko tłoczyło pociski, a to nasz kowboj umiał lepiej niż zadowalająco. Jako, że w jego rodzinnym domu nie uczono także wykwintnej etykiety Kolt ponownie wdział kapelusz, włożył ręce w kieszenie i przenosząc ciężar ciała z pięt na palce oraz z powrotem czekał na reakcję stróża prawa i upragnione puszczenie wolno. Już wystarczająco dużo czasu zmarnował w tym śmierdzącym mieście pełnym pscycholi i ludzi bardziej niepełnosprawnych umysłowo niż Sarah.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t1099-kolt-w-trakcie#10344


avatar
Raven Tail


Tytuł : Druga Osobowość, Jedna z Dziesięciu
Liczba postów : 201
Dołączył/a : 27/12/2015

PisanieTemat: Re: Ulice   16.03.16 22:41

Sowa rzeczywiście się otrzepała i zahukała. Jak to sowa. Potem dostarczyła wiadomość i odebrała zwrotną od Kolta. Trochę to trwało, bowiem Kolt jeszcze wygłosił swoją opinię dotyczącą Igrzysk. Oczywiście nie zrozumiałam ani słowa. Ten dar niestety nie był mi dany, jednak spostrzegłam, że na mojej skórze pojawił się jakiś materiał. Ktoś dał mi ubranie? Zrobiło mi się ciepło na serduszku. Znów ktoś się o mnie troszczył. Jednak to błogie uczucie miało bardzo szybko zostać rozwiane. Peleth właśnie dostarcza mi wiadomość od Kolta, siadając na mojej głowie. Totalnie ignorując rękę Kapitana, która ciągle (chyba, że już puścił) trzyma mnie za włosy. Jak coś to zdążyłam się już przyzwyczaić i nie jest to jakieś bardzo bolesne. A przynajmniej nie tak bolesne jak wiadomość, którą właśnie odsłuchuję w mojej głowie. Najpierw zaczyna się całkiem przyjemnie. Pocieszenie. Uspokojenie. Jednak później zdaję sobie sprawę z prawdziwego znaczenia słów. Nie chodzi nawet o to, że ktoś wydał mi właśnie rozkaz. Albo, że kazał się ubrać. Notabene, nie zamierzam się ubierać. Ktoś już bowiem mnie ubrał i tyle chyba wystarczy. Już nic mi nie widać, chyba. Powinno być dobrze. Łzy napływają mi do oczu i nie potrafię już ich w ogóle powstrzymać. Hektolitry wody właśnie ciekną mi po policzkach. Upadam na ziemię, na kolana i siadam w pozycji "W" (nie mogłem znaleźć lepszego obrazka, przepraszam). Właśnie dowiaduję się, że osoby, które się tutaj znajdują nie są wrogami. A ja jednego z nich zaatakowałam. Skoro zaatakowałam to znaczy, że próbowałam lub zrobiłam mu krzywdę. Skrzywdziłam go. Skrzywdziłam przyjaciela lub niewinnego, dobrego, nieznanego mi człowieka. Skrzywdziłam też prawdopodobnie Tajemniczy Głos. On mnie nakarmił, a później ja go skrzywdziłam i w sumie krzywdzę Go cały czas. Ma problemy przez moje zachowanie i coś mu grozi, bo ja jestem z nim. Jestem takim złym człowiekiem! Niegodziwą i wredną istotą! Co najważniejsze! Właśnie rozwiązałam zagadkę Mistrzyni. Długo zastanawiałam się dlaczego tak rzadko Ją widuję i teraz wszystko stało się jasne. Skrzywdziłam Ją! A ona uciekła, by się przede mną ochronić! Przykładam ręce do ust, zasłaniając je praktycznie całkowicie. Próbuję powstrzymać coraz mocniejsze łkanie.
- Chlip, chlip, chlip, chlip ...
Peleth jest coraz bardziej zaniepokojony, więc unoszę rękę i z czułością głaskam go po łebku. Jednocześnie przekazuję mu pełną smutku i dzikiej determinacji z domieszką panicznego lęku wiadomość:
"Przepraszam, że Cię skrzywdziłam ... Przepraszam, że skrzywdziłam Tajemniczy Głos! Przekażesz mu? Przepraszam, że skrzywdziłam najdroższą memu sercu osobę - moją Mistrzynię! Przepraszam, przepraszam, przepraszam ... nie chcę ... nie ... nie chcę ... chcę ... nie ... chcę ..."
Mój płacz wkrada się także do moich myśli i nie pozwala mi dokończyć swojej myślowej wiadomości. Oczywiście tym razem adresatem nie jest Kolt, ale Kapitan Straży. W sumie Peleth ma za zadanie go trochę zająć, przekazując moje myśli wraz z iluzorycznym głosem, który Kapitan usłyszy w swojej głowie. Ma to też znaczenie w pewnym sensie taktyczne. Odwrócenie uwagi. Peleth siada więc na głowie Kapitana i zaczyna odtwarzać tą wiadomość łącznie z lukami, które się w niej znajdują. Peleth doskonale natomiast zdaje sobie sprawę ze znaczenia tych słów i uczuć, które mną targają. Kiwa jakby przecząco głową i także roni parę łez. Jakby chciał powiedzieć "To już koniec". Chętnie by powiedział coś innego, ale moja wola jest dla niego rozkazem i nie może się jej sprzeciwić. Niemniej jednak dodaje swoje trzy grosze do całej wypowiedzi, co także jest słyszane w myślach przez Kapitana:
"Jak "to" już się stanie, odszukaj Arisu "Ariyamnę" Hirano i przekaż jej Biały Topaz, który znajdziesz na ziemi, a także Bryłkę Czarnego Węgla i powiedz, że Sarah ją kocha."
W tych okolicznościach, Peleth oczywiście chciałby wrócić do Arisu. Gietal jednak niekoniecznie, ale to nie wybór tego ducha. Tutaj wola Peletha będzie ważniejsza. Sowi Feniks nie pozwoli, by tak niebezpieczna istota jak Gietal trafiła w niepowołane ręce. Dla dobra całego świata. Ariyamna już odpowiednio się nim zaopiekuje. Peleth zdaje się, że zyskuje coraz większą autonomię. Ja natomiast wykorzystuję fakt, że Kapitan jest rozproszony słuchaniem tego co przekazuje mu mój sowi posłaniec i szybko przypominam sobie gdzie został wbity chwilę temu ten ostry metalowy przedmiot. Dzięki świetnemu słychowi i pamięci jestem w stanie to zrobić. Wiem, że chwilę temu Kapitan wbił coś w ziemię. Co prawda nie wiem, że był to miecz i nie wiem, że to było wtedy, kiedy zapinał rozporek, ale to był miecz i to było właśnie wtedy. Wyciągam więc ten miecz z ziemi i chwytam go w odpowiedniej pozycji, ciągle płacząc. Jeśli trzeba to chwytam nie za rękojeść, ale za ostrze, dodatkowo się raniąc. W zależności od tego jak długi jest to miecz. Przed oczami staje mi moje dotychczasowe życie. Byłam taka beztroska. Śmiałam się. Tryskałam radością i wesołością. A do tego krzywdziłam innych ludzi. Prawdopodobnie byłam taka zadowolona, bo udało mi się kogoś skrzywdzić. To jest jeszcze bardziej niegodziwe i utwierdza mnie w przekonaniu, że to co chcę zrobić jest słuszne i właściwe. Tak po prostu będzie lepiej. Słyszę jak Tajemniczy Głos coś mówi. To pewnie o mnie. Jaka byłam niedobra. Że pożądliwie pragnęłam, żeby włożył swój palec do mojej małej dziurki między nogami. To było takie samolubne! Pewnie jestem już brzydka, stara i nieatrakcyjna i tylko się narzucałam, sprawiając ból i torturę. Krzywdziłam go. Gdybym jeszcze dostała to czego chcę. Gdyby ktoś zaspokoił moje potrzeby. To może bym jeszcze się zastanowiła czy warto zrobić to co chcę zrobić. Kto wie? Może osoba, która jest zła do szpiku kości zawsze taka będzie? Może tak na prawdę nie chce odpokutować swoich grzechów, a po prostu poddać walkę, bo dobro zawsze zwycięża? Ciężko mi to teraz ocenić, bo przestaję pomału myśleć racjonalnie i logicznie. Niemniej jednak, jest mi smutno z tego powodu, że od lat nikt mnie "tam" nie dotykał. Nikt mnie nie głaskał. Przez ostatnie lata doświadczyłam bardzo niewiele czułości. Czy to dlatego krzywdziłam ludzi? Peleth kończy swoją wypowiedź następującymi słowami, wyjaśniając to co pragnę zrobić:
"Ona nie chce żyć ..."
Po tych słowach czeka na wiadomość zwrotną. Co prawda ma świadomość tego, że to niespecjalnie ma sens, jednak moc mojego zaklęcia go do tego obliguje. Ja w tym czasie kieruję czubek miecza w stronę mojego brzucha i lekko go oddalam, tak jakby biorąc "rozpęd" czy inny "rozmach", a następnie pcham go z całej siły, wbijając sobie w brzuch. Moje usta wykrzywiają się w bólu. Łzy zaczynają cieknąć dwa razy mocniej - jedne są wynikiem mojego smutku czy raczej depresji, drugie natomiast - skutkiem bólu. Zaczynam się trząść. Jednakże, o ile starczy mi sił (niski poziom Mocy Magicznej) i wytrzymałości, wpycham tą broń jeszcze głębiej we własne trzewia. Aż do oporu. Upadam, zamykając oczy. Śmierć jest ucieczką od smutku i wybawieniem dla ludzi, których skrzywdziłam. Ból natomiast karą za grzechy, którą w pełni akceptuję.

MM: 1100 - 300 (MMB) = 800
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t1474-sarah-samy-mylady#16500


avatar
Inkwizytor


Liczba postów : 747
Dołączył/a : 21/08/2015
Skąd : Elo Heaven

PisanieTemat: Re: Ulice   17.03.16 2:03

Z facepalmów, po rozmowy o sporcie, a zaraz potem widoki nagich dziewczyn. Gdyby to ostatnie było kilka lat później to może nawet by było jak pseudorozmowa kolegów. Zresztą kto powiedział, że Kapten nie może być czyimś kolegą? No Kolta zżyna po koleżeńsku na mandatach, czyli odpowiednio wysoko.
- A co to? Hogwart? – rzucił z charakterystycznym „pff” na początku zdania Kapitan. Czyżby ktoś się dobrał do czwartej ściany Lucifera? A jeśli tak to czemu ją zabrał? Ale mniejsza, przejdźmy do zeznań świadka w postaci blond kochasia Trystiana. Oczywiście Kapten nie propagował wizerunku homo i its not ok to be gay, ale nagle na twarzy pojawił mu się dobrze znana twarz. Podobna do emotki, którą nagminnie jeden user nadużywał i najbliżej temu było do takiego typowego uśmiechu mówiącego otwarcie „spróbuj, a skończysz bez rączek” – Po prostu Cię odwiedzę. Czasami mi się nudzi to lubię kogoś potropić – wzruszył ramionami. Czyżby był on również stalkerem od czasu do czasu? Kolt nie może być spokojny w swojej sypialni, bo przecież w każdej chwili mógłby mu ktoś wbić i spałować jak jakieś bojówki ZOMO czy inne cholerstwo milicji. Potem zgarnąć nagiego Kolta z jego kochankiem/kochanką/o ile sobie znajdzie do wozu. Worek na głowę i za ojczyznę. Ale póki co wszystko układało się we względnie logiczną całość – Hmm czyli od tak się rzucił? No dobra, w takim razie zrobimy mu badania psychologiczne i najpewniej zakujemy w magiczny kaftanik bezpieczeństwa. Zaszczepimy przeciwko wściekliźnie na wszelki wypadek – cholera wie. Może Jisho będzie chciał gryźć jak mu się ręce zwiąże? Kapten nie trzymał Sarah, po prostu wtedy ją odepchnął kiedy się dobierała do jego krocza ale to nie było jakieś silne, po prostu takie co by odsunąć od siebie kogoś, a że po prostu narzucił na nią materiał jakim był płaszcz to zwyczajnie przez chwile ją ignorował, nawet nie zauważył kiedy zaczęła płakać. Chwilę potem na głowę Kapitana wleciała sowa – Jak mi narobisz na głowę to zrobię z Ciebie Hot Wingsy – powiedział do Peletha. Najwyraźniej już coś takiego przerabiał z gołębiami. Nienawidził szczerze i całym sercem tych ptaków, nic tylko szczury ze skrzydłami ale całkiem przyjemnie się na nie polowało.
Można powiedzieć, że wysłuchał do końca tej wiadomości, a także części Pelletha na którą po prostu odpowiedział „Co mnie obchodzi jakaś Arisu… czekaj, ona chyba jest poszukiwana. Łeee nie chce mi się za nią ganiać po świecie, a kamulców nie będę dostarczać bo nie jestem listonoszem. Sama niech Sarah ruszy swoje dupsko i się tym zajmie.”. Jak widać z załączonej konwersacji Kaptenowi raczej powiewało to co stanie się z feniksami. Nie był listonoszem i to nie w jego obowiązku było doręczać paczki. Miał od tego podwładnych, tudzież przydupasów. Oczywiście kiedy tylko Pelleth dodał ostatnią część Kapitan odruchowo zerknął w stronę swojego miecza, którego już łapała Sarah.
- O cholera – powiedział i szybkim ruchem złapał za dół rękojeści miecza, wyrywając go z rąk dziewczynie. W tym momencie aura wokół kapitana zgasła, ale niestety nie zdążył z pewną rzeczą. Słychać było cyknięcie w mieczu, a potem dźwięk cięcia ciała. Kapitanowi wypadł miecz z ręki, a ten syknął z bólu. Rozcięcie nie było przyjemne, ani troszkę zwłaszcza że wnętrze prawej dłoni miał doszczętnie posiekane, a mechanizm znajdujący się w rękojeści miecza właśnie ukrywał niewielkie ostrza. Kapitan drugą ręką ponownie chwycił miecz – Zabierz ją do jakiejś poradni psychologicznej czy czegoś innego. Dzisiaj was puszczam jedynie z reprymendą, a Ty blondasku uważnie czytaj co Ci się wręcza. Nie zapytałem nawet o Twoje dane osobowe by móc ściągnąć pieniądze – powiedział, przypiął miecz do boku i zaczął iść w stronę z której przyszedł. Znacząc swoją drogę krwią, która ciekła mu obficie z ręki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
Sabertooth


Tytuł : Ulubiona para (nieoficjalna)
Liczba postów : 177
Dołączył/a : 10/08/2015
Skąd : Ranczo na wschód od Doliny Matza.

PisanieTemat: Re: Ulice   19.03.16 9:51

Kolejny stalker i fan Kolta się znalazł. Co ten kowboj ostatnio taki popularny? Jeszcze mu się spodoba i potem na siłę będzie się starał utrzymywać fejm biorąc udział w grupowym seksie z raperami, albo ogłaszając wszem i wobec, że jest gejem i zaskakując ludzi swoją orientacją. Wait! No nie ważne, sława po prostu jest niebezpieczna. Wszyscy sławni ludzie, którzy umarli umarli, a więc wniosek od razu nasuwa się sam. Co gorsza jeśli "Tygodnik Czarodzieja" podłapie jakiś inny, chwytliwy temat, jak na przykład "Ciężka sytuacja owiec w latającym sierocińcu" być może blondyn popadnie w depresję i będzie szukał ukojenia w ramionach Trystiana.
Ale wracając do wydarzeń z ulicy, Kolta jakoś niespecjalnie interesowało co stanie się z Jisho jeśli będzie żył oraz nie zostanie do końca życia kaleką bardziej niż był do tej pory, a numer pokoju bez klamek, czy kolorek kaftanika był mu całkowicie obojętny, za to głowa, na której siadła sowa już nie. Tak, naszego kowboja ukłuło coś w serduszku, kiedy został tak bezceremonialnie pominięty, kiedy nawet Sarah wzgardziła nim jeśli chodzi o komunikację. Czy to dlatego, że ostatnia przekazana myśl była taka ostra? Dziewczynka zaczęła płakać i szlochać, a on chętnie by do niej podszedł i pocieszył jednak nie tylko odrobinę obawiał się, że reakcja zwrotna może nie być dziecinna, ale też został przed chwilą całkowicie olany. Poza tym nie miał nawet pojęcia co za nowa abstrakcja kłębi się w tej główce, przynajmniej nie do chwili, w której Sarah sięgnęła po miecz.
- Zostaw! - Jak do psa, ale akurat w jej przypadku mogło zadziałać, w końcu tak samo jak zwierzaki nie rozumiała słów, ale ich znaczenia mogła się "nauczyć" jak komend opartych głównie na tonie głosu. Na krzyknięciu jednak nie poprzestał, bo skąd miał wiedzieć, czy Sarę ktokolwiek wytresował, albo wpoił jej cokolwiek innego poza zboczeniami? Tak czy siak, o złapaniu miecza kapitana nawet nie pomyślał, zapewne podeszłoby to pod jakiś paragraf o podniesieniu ręki na funkcjonariusza i kradzieży jego broni, z resztą świecący i błyskający właściciel i tak był odrobinę szybszy, a więc Kolt poprzestał na chwyceniu wyciągniętej dłoni dziewczynki i odwiedzeniu jej od niebezpiecznego przedmiotu. No i to był jak widać lepszy wybór, bo nawet jeśli ta zaczęłaby teraz gryźć i drapać pazurami Kolt wciąż miałby całą i wcale nie poszatkowaną jak do sałatki rękę.
- Nie wolno - skarcił Sarę pozostając przy koncepcji używania prostych, zrozumiałych dla czworonogów wyrażeń. Szkoda mu było trochę kapitana, szczególnie że to prawica, ale pewnie go szybciorem pozszywają, po to w końcu ma w oddziale medyka. Z resztą jak się co chwilę upitala komuś rączki, to nic dziwnego, że miecz się w końcu uzależni i będzie próbował sam, prawda? Nawet obracając się przeciwko właścicielowi.
- Tja - odparł zdawkowo pod nosem i puścił dłoń Sary, mając nadzieję, że pomimo stresu nie był wobec niej zbyt brutalny, ani nie ścisnął za mocno. Nie bardzo wiedział czy zdanie o poradni psychologicznej było skierowane do niego, czy może jednak do wcześniej wyznaczonego strażnika mającego się zająć problemem, ale zamiast się dopytać po prostu poczekał na ruch tego drugiego. Nie będzie już zawracał gitary emo Blackowi, co się tnie, szczególnie że nawet jego imię skłania do samookaleczenia. Co do danych płatnika... owszem, nie przekazał ich, ale do tej pory był po prostu przekonany, że pod koniec tej miłej rozmowy zostanie poproszony o zapłacenie całej kwoty grzywny, albo przedstawienie się, a skoro to nie nastąpiło, cóż... kapitan po prostu okazał się mniej pazerny niż się wydawało, albo po prostu trochę mu się pozmieniały priorytety i skończyła ochota do dyskusji. Nie dziwię się, też bym nie była zbyt rozmowna po wsadzeniu ręki w szatkownicę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t1099-kolt-w-trakcie#10344


avatar
Raven Tail


Tytuł : Druga Osobowość, Jedna z Dziesięciu
Liczba postów : 201
Dołączył/a : 27/12/2015

PisanieTemat: Re: Ulice   20.03.16 0:21

Moja ręka została pochwycona. Towarzyszyły temu jakieś dziwne głosy. Tak jakby krzyczące i karcące mnie. Jakby mówiły, że nie wolno mi tego robić? Dlaczego nie wolno mi tego robić? To przecież moje życie? Dlaczego oni chcą dyktować mi jakiekolwiek warunki? No ale ja już nie mam sił, żeby walczyć ani się opierać. Zwłaszcza, że te Głosy są dużo potężniejsze niż ja. Ciągle jest mi smutno, ale moja próba pozbawienia siebie życia jakoś się nie udała. Peleth zamachał skrzydełkami z radości i zaczął wesoło krążyć nad Koltem i Kapitanem, jakby dziękując za uratowanie mi życia. Oczywiście tego nie widzę, jednak mogę usłyszeć. Czyżby jednak ta decyzja była zła? A może powinnam poczekać na Mistrzynię i jej się poradzić? Nie. To niemożliwe. Ona przecież mnie unika od jakiegoś czasu, bo ją skrzywdziłam. Te myśli jednak muszą szybko odejść na dalszy plan, bowiem nagle słyszę jakiś dźwięk. Cyknięcie, cięcie i syk bólu. Znowu kogoś skrzywdziłam? No nie! Zasłaniam oczy dłońmi i zaczynam jeszcze mocniej płakać.
"Dlaczego? Dlaczego? Dlaczego? Dlaczego?!" - pytam sama siebie, wiedząc tak na prawdę, że odpowiedź nie nadejdzie. Kto mógłby jej udzielić? Ja sama przecież odpowiedzieć sobie nie mogę, bo jeśli bym mogła nie musiałabym pytać. Nagle przypominam sobie o pewnej rzeczy! Nawet jeśli znowu kogoś skrzywdziłam, bo mogę przynajmniej spróbować to naprawić. Wiem, że moja magia nie jest tak potężna jak magia Mistrzyni, ale muszę spróbować. Co mi szkodzi? Umrę od tego czy jak? Przed chwilą chciałam właśnie umrzeć, ale mi się nie udało. Jeśli próba pomocy doprowadzi mnie do śmierci to i tak wyjdzie na moje. Smutno mi, ale udaje mi się jakoś opanować.
"Niech wiatr niesie twe białe skrzydła. Ukojenie bólu! Nadziejo słów! Peleth!"
Wypowiadam ponownie inkantację. Nie wiem czy muszę to robić, zmieniając formę Peletha czy nie. Czy będzie mi dane zapytać o to Mistrzynię? I czy nie myślałam przypadkiem o tym jeszcze chwilę temu? Mam coś jakby dejavu. No nic. Peleth przyjmuje formę świetlistej aury tym razem wokół Kapitana. To on bowiem cierpi. Następnie zaczynam proces leczenia, próbując zrobić coś z jego potwornymi ranami. Nie kończy się to jednak dla mnie dobrze. Zaczynam bardzo mocno dyszeć i me oczy się zamykają. Świadomość ucieka w niebyt, a ja tracę przytomność. Straciłam za dużo mocy magicznej. Dokładnie to całą.

MM: 800 - 300 (Wzmocnienie) - 500 (HH) = 0
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t1474-sarah-samy-mylady#16500


avatar
Inkwizytor


Liczba postów : 747
Dołączył/a : 21/08/2015
Skąd : Elo Heaven

PisanieTemat: Re: Ulice   23.03.16 21:39

Kapitan na moment się zatrzymał kiedy spostrzegł tą świetlistą aurę. Odruchowo położył zdrową rękę na swoim mieczu, jednak chwilę później poczuł ukojenie w zranionej ręce, a krew przestała kapać na ziemię. Spojrzał na swoją rękę, która była zdrowa po kilku chwilach. Faktycznie zostaną mu jakieś ślady, ale chyba nie będzie z tego powodu płakał. Obejrzał się w stronę Kolta i Sarah, która właśnie padła z wycieńczenia. W końcu brak mocy magicznej może również doprowadzać co słabsze osobniki fizycznie do takiego stanu.
- Ta, dzięki – powiedział pocierając dłoń o swój napierśnik po czym posłał im lekki uśmiech kącikiem ust. Tak szybko jak pojawiła się Rada Magiczna tak szybko również zniknęła. Nie było w pobliżu żołnierzy, a Black zniknął właśnie w chmurze złotego pyłu, który rozwiał się na wietrze wraz z jego sylwetką. Wychodziło na to, że Koltowi się tym razem upiekło. No, a niebawem pewnie i dziewczyna się obudzi.
/To dla was 100 MM za fabułę. Jesteście wolni.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
Raven Tail


Tytuł : Druga Osobowość, Jedna z Dziesięciu
Liczba postów : 201
Dołączył/a : 27/12/2015

PisanieTemat: Re: Ulice   24.03.16 15:52

Po chwili jednak się ocknęłam. Nie widziałam wokół siebie nikogo, ale to po prostu dlatego, że jestem ślepa. Może jakbym nie była to bym kogoś zauważyła? No nic. Próbuję się przysłuchać. Kapitana straży oczywiście nie słyszę, bo już sobie poszedł, podobnie jak jego ludzie. Oczywiście nie wiem, że to był kapitan i że to byli jego ludzie. Dla mnie to po prostu głosy, które znowu stanęły na mojej drodze. Wstaję i będąc już na nogach idę w kierunku gildii. Jeśli Tajemniczy Głos jest cały czas ze mną to daję mu się normalnie odprowadzić, oczywiście jeśli chce mnie odprowadzić ... bo po tym co mu zrobiłam, ciągle mi smutno, nie powinien chcieć. Skrzywdziłam go i to strasznie. Gdy docieramy razem (jeśli jesteśmy razem) do Gildii, to na pożegnanie tylko tulę go mocno i wchodzę do budynku tyłem, ciągle machając w jego stronę rączką. Chciałabym mu w ten sposób podziękować za to, że by przy mnie i się o mnie troszczył, a jednocześnie przeprosić za to, że go krzywdziłam. Jeśli wracam sama to oczywiście tego nie robię, ale staram się pożegnać Tajemniczy Głos (jeśli gdzieś jest po moim przebudzeniu) w dokładnie ten sam sposób, a potem udać się do gildii, błądząc po drodze, ale w końcu trafiając. Gdy już jestem w budynku Gildii, zastanawiam się gdzie są moje przedmioty. Biały Topaz, Bryłka Węgla, Miecz ... sakiewka z pieniędzmi ... ciekawe co się z tym stało?

z/t

No właśnie ... co się stało z moimi itemkami? Peleth zmienił się w Kamień zaraz po tym jak moja postać straciła przytomność. Gietal ciągle był w postaci Bryłki Węgla, którą Kolt przekazał łącznie z innymi itemami (sakiewka, miecz, ... Wydanie Czarodzieja) jednemu z ludzi Kapitana ... i w sumie MG nie napisał co się z nimi stało :(. Czy mogę założyć, że zostały dostarczone do Gildii?

EDIT:

Rozmawiałem z Noriem na GG i wyszło na to, że ktoś mi te przedmioty wcisnął do rąk, a ja po prostu tego nie zauważyłem (ach to wczuwanie się w postać xD). Tak więc, wróciły razem ze mną do Gildii :3.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t1474-sarah-samy-mylady#16500


avatar
Sabertooth


Tytuł : Ulubiona para (nieoficjalna)
Liczba postów : 177
Dołączył/a : 10/08/2015
Skąd : Ranczo na wschód od Doliny Matza.

PisanieTemat: Re: Ulice   25.03.16 0:38

Ile razy na jednej fabule można mdleć? Mogłabym się złożyć, że dwa nawet nie zbliżyło się do limitu Sary, a najchętniej przespałaby ona każdą chwilkę nieodpowiadającą jej standardom przyjemności, ale ręki nie dam sobie uciąć. Jako że Kolt nie miał nic ciekawszego do roboty niż patrzenie się za odchodzącym i krwawiącym kapitanem dojrzał, bo to chyba widać, sublimację sowy w obłoczek, a po miłym, serdecznym oraz wyczerpującym podziękowaniu resublimację w kamyczek. Nawet ślepa Sarah wie co dzieje się z jej chowańcami, więc czemu uważny obserwator nie miałby zauważyć zależności pomiędzy zniknięciem jednego obiektu, a pojawieniem się kolejnego? To nie magia, żeby powstawało coś z niczego. Nie, w ogóle.
Tym razem padający niestety nie zasygnalizował, że źle się czuje, a więc reakcja na omdlenie mogła być odrobinę wolniejsza, mimo to Koltowi raczej udało się zapobiec niebezpiecznemu upadkowi zmieniając go na zwykłe położenie dziewczynki na chodniku. Serio, Sarah powinna nosić jakąś gumową bransoletkę z informacją, że często odchodzi od zmysłów i jest to jak najbardziej normalne, a dla znalazców bezwładnego ciała informację z adresem gildii i dopiskiem 'tu NIE zwracać'.
Kiedy tylko Black pozazdrościł Pelethowi zmiany w dymek i puścił się ze złotym pyłem wlepiać mandaty za złe parkowanie po drugiej stronie Magnolii kowboj podlazł do miejsca zniknięcia kapitana oraz sowy, kucnął i spomiędzy pęknięć w bruku wygrzebał nie pasujący do otoczenia żwirek. Pod nosem nie przeklinał ninjów (czy jak to tam się odmienia) co pojawiły się znikąd oraz znikły nigdzie wcale nie z całym dobytkiem dziewczynki, bo go oddały. Prawda, opłacało się im to bardziej niż 12k Koltowego mandatu, ale jednak uczciwość zwyciężyła, w końcu to stróże prawa. No cóż przynajmniej Sarah nigdzie nie uciekła, a nawet ocknęła się szybciej niż poprzednio ściskając w dłoniach cały swój dobytek.
- Chodźmy - powiedział wcale nie spokojnie, wciąż będąc pod niezłym wrażeniem tego co się tutaj odwaliło, poza tym zeszła mu właśnie adrenalina, przez co dotarła do niego cała abstrakcja sytuacji. Złapał dziewczynkę za ramię i pomógł jej wstać, po czym wcisnął w dłoń biały kamyczek. Oby tego wszystkiego sama nie pogubiła po drodze. No nic, może po wielokrotnej stracie ważnych precjozów się czegoś nauczyła i skitrała je dobrze po kieszeniach.
Zaprowadził Sarę pod samą bramę gildii trzymając ją za rękę, do żadnego psychiatryka nie miał zamiaru jej oddawać, no może do żadnego poza Raven Tail, ale tutaj przecież należała. Nie ma to jak w domu i tym podobne, progu jednak przekraczać nie chciał, nie tylko dlatego, że po Fiore kołatały się jakieś dziwne ploty o znikających wokół gildii ludziach, czy jakichś dziwnych krzykach z podziemi. Dał się utulić, poczochrał dłonią jej włoski i puścił w świat, a raczej ku gildyjnym wrotom. Nie odmachiwał, bo nie widział w zwrotnym geście najmniejszego sensu, Sarah zapewne też, a gdy dziewczynka zniknęła za drzwiami po prostu się odwrócił i ruszył w swoją stronę.

z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t1099-kolt-w-trakcie#10344


avatar
Neutralni Magowie


Liczba postów : 20
Dołączył/a : 24/03/2016
Skąd : Lębork

PisanieTemat: Re: Ulice   14.04.16 18:54

Magnolia przywitała ją pedantycznie czystymi uliczkami, spokojem w powietrzu, ciepłem słońca i cichym szmerem rzeki płynącej nad brukowanym mostkiem. Aura miasta lekka jak motyl, sprawiała wrażenie ciepłej i przyjaznej, już odkąd Miqo'te przekroczyła jej bramy, nieśpiesznie idąc w stronę centrum. Zapachy mówiły jej wiele - miasto było czyste, wysprzątane i niechybnie zbliżała się w stronę straganów. Odetchnęła i lekko zmarszczyła nos, wąchając powietrze. Świeżo upieczony chleb i woń owoców przywodziły na myśl swojskie scenki rodzajowe, ale przeplatały je inne nuty, rozgrzany metal czy goryczka ziół. Lubiła za pomocą węchu zapoznawać się z otoczeniem i wbrew pozorom dawało jej to dodatkowe informacje o miejscu w jakim przebywała.
Schludne sklepy wciśnięte w alejki prezentowały swoje dobra na wypełnionych po brzegi wystawach, straganiarze nawoływali do oglądania towarów, gapie pełni "achów" i "ochów" nie odrywali oczu od sprzedawców... Dzieci ganiały się po uliczkach, dorośli wracali z zakupami, pary trzymały się za ręce, szepcząc sobie czułe słówka, jakby przechodnie naokoło nie istnieli. Dziewczyna mijała wszystkich, uśmiechając się lekko. Lubiła uważać się za swego rodzaju obserwatora i czytać te drobne gesty ludzkie i wymowną mowę ciała. Nie odmówiła też sobie przyjemności nacieszenia oczu sprzedawanym towarom. Zapachy kręciły w nosie, zielone oczy oglądały z uwagą barwne stragany. Na pytanie co ją interesuje, zawsze uśmiechała się ze speszeniem, mówiąc, że wyłącznie ogląda. Przywiązywała małą wagę do dóbr materialnych, w sensie, że klejnoty są tylko środkiem do jakiegoś celu, nie wartością samą w sobie... Acz bardzo się w tym świecie przydają. A i oglądać te wszystkie wymyślne rzeczy lubiła... Nie dlatego, że chciała by takie mieć, ani też nie cytowała pewnego filozofa, cieszącego się, że "bez tylu rzeczy jest w stanie się objeść". Tak się zapatrzyła na mosiężną wagę do odmierzania ziół, że nie zauważyła, gdy nagle świat przysłoniła jej góra drewnianych skrzynek. Odskoczyła z cichym jękiem, trzymając się za czoło. Będzie guz... W swoim roztargnieniu nie zauważyła, że wpadła na skrzynki pełne jabłek i chyłkiem wycofała się z tłumu.
Trzymając się za czoło odeszła kawałek, aż znalazła się na moście. Miqo'te dotknęła ostrożnie zaczerwienionej skóry, z ulgą odkrywając, że jednak nie przetarła jej do krwi. Opuszkami zbadała czy przypadkiem nie wbiła sobie nigdzie drzazgi i westchnęła jeszcze raz nad swoją niezdarnością. Zaraz, gdzie ją wywiało... Rozejrzała się, upewniając, że dalej jest mniej-więcej w głównej części miasta i oparła się o barierkę mostu. Zerknęła na wolno płynącą wodą. Jakoś... Nie przepadała za zimnym, życiodajnym płynem, a wizja wpadnięcia w chłodną toń przyozdobiła jej kark w równie zimne dreszcze.
Musiała skupić myśli, bo rozproszyło ją targowisko i jej własna ciekawość. Chciała znaleźć szpital, zaciągnąć się tam pracy albo u kogoś, jak nie zechcą tam jej pomocy i być może potem... Skierować do Harogen, dowiedzieć się czy stamtąd nie wypłynęli w morze jej rodzice. Nie powiedzieli jej nawet w jaki sposób wyjeżdżają z Fiore, także droga eliminacji musiała spróbować się dowiedzieć co i jak. Może dowie się czegoś o tajemniczym przyjacielu Ghevrovów..? Ale jak pytać o kogoś, o kim się niczego nie wie?
Westchnęła, wpatrując się w swoje odbicie w wodzie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t1750-miqo-te-ghevrov


avatar
Mistrz Gry


Liczba postów : 706
Dołączył/a : 14/06/2015

PisanieTemat: Re: Ulice   16.04.16 18:54

[Tak więc poprowadzę ci jakąś fabułę, oczywiście jestem jednym z tych dziwnych MG i uroczyście przysięgam że knuje coś niedobrego. Możesz napisać też w pierwszym poście czy masz jakieś życzenia wobec misji]


Tak więc ogólnie ulice były troszkę puste, nie jak zawszę tłumy i chaos. Kilka osób na krzyż, większość to młodzież. W poszukiwaniu szpitala mogłaś napotkać małe utrudnienia, bowiem nie było widać żadnego w pobliżu. Może na innej ulicy, ale tutaj niestety nic. Kilka sklepów, mały posterunek rycerzy runicznych. Najprawdopodobniej będzie trzeba kogoś spytać, albo iść po omacku. Pogoda jak na razie była w miarę przyzwoita, jakieś dwadzieścia stopni w słoneczku i lekki wiaterek. Po za tym nie ma tutaj nic ciekawego, zwykły dzień. Ulica prowadzi w dwie strony, na północ i południe.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://img3.wikia.nocookie.net/__cb20120528123313/villains/image


avatar
Neutralni Magowie


Liczba postów : 20
Dołączył/a : 24/03/2016
Skąd : Lębork

PisanieTemat: Re: Ulice   17.04.16 21:30

Odbicie w wodzie prezentowało śniadą twarz dziewczyny upatrzoną ciemniejszymi znaczkami, delikatnie zmęczone spojrzenie zielonych oczu i postrzępioną, jasną grzywkę. Miqo'te dmuchnęła w białawe kosmyki i poprawiła je ręką, dotykając oklapłego ucha. Mimo tego, że od paru lat miała jakby watę w tym uchu, to zdążyła się przyzwyczaić, acz oczywiście miała zwyczaj obracania się do innych prawym profilem. Wsparła policzek na dłoni, wpatrując w leniwie płynącą wodę. Odbicie zrobiło to samo, patrząc na nią spokojnie, falując od łagodnego prądu. Rzeki miały to do siebie, że były zmienne i stałe zarazem. Jednego dnia spokojne, drugiego wzburzone, o ciemnej albo przejrzystej wodzie, wolno, przez lata zmieniają swoje koryto a mimo tych zmian dalej pozostają sobą.
Słońce grzało przyjemnie, dziewczyna przymknęła oczy rozkoszując się ciepłem promieni. Odezwała się w niej kocia natura, domagając się drzemki w przyjemnym i dobrze nasłonecznionym miejscu... Ale nie na próżno wyrabiała w sobie przez tyle lata pracowitość by pod wpływem zachcianki się całkowicie rozleniwić. Stanęła prosto, przeciągnęła się i westchnęła, otwierając oczy. Miała swój priorytet. Ludzi pytać chwilowo nie zamierzała o nic, zdawało się jej może, ale uliczki jakby się wyludniły. Droga prowadziła w dwie strony... No tak, ale jak znaleźć budynek przypominający szpital w tej plątaninie uliczek, sklepów, zaułków, ludzi i... Zapachów.
Woń szpitala przywodziła na myśl dom. Wykrochmalona pościel pacjentów, zapach ziół, leków, często woń krwi, ropy, a czasem na nieszczęście zgnilizny i przebijająca się ponad wszystko drażniąca woń antyseptyków. Tak, jeśli trochę pokrąży, powinna trafić na trop. Miqo'te wolno wciągnęła powietrze w płuca i ruszyła południową ścieżką. Nos jej jeszcze nigdy nie zawiódł, ale jeśli w tym tłoku zgubi trop, zapytać nie zaszkodzi.

[Życzeń większych nie mam niż znalezienie etatowej roboty, czy w szpitalu czy gdzieś indziej, byleby związanej z zawodem - resztą jest już Twoja dobra (czy też knująca coś niedobrego) wola.]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t1750-miqo-te-ghevrov


avatar
Mistrz Gry


Liczba postów : 706
Dołączył/a : 14/06/2015

PisanieTemat: Re: Ulice   25.04.16 21:19

[Sorry za długość oczekiwania]

No więc droga okazała się w miarę krótka, co prawda wystarczyło przejść się kawałek i już za rogiem znajdywał się ogromny budynek szpitalny. Łatwo dało się go rozpoznać, widniał taki wielki napis. ,,SZPITAL'' Co prawda przed nim było dość pustawo, nie było widać nikogo. Może w środku ktoś będzie, raczej na pewno. Z resztą ludzie latali w tą i z powrotem, nikomu jednak nie śpieszyło się do środka. Dziwne nawet moherów nie było, a przecież to odpowiedni dzień. Gdy wejdziesz do środka, będziesz mogła zauważyć na środku holu recepcję. Przy której to siedziała jedna ładna pielęgniarka i sprawdzając notki popijała sobie kawkę, ludzi w środku też nie zabrakło. A to niektórzy połamani, złamane rączki. Niektórzy przeziębieni, coraz to gorsze przypadki i oczywiście małe kolejki do pokoi.

[Jak cu proszę mnie opierdzielać na pw, bo czasami po prostu zapominam ilu osobom prowadzę i mogę nie zauważyć postów :C gomen.]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://img3.wikia.nocookie.net/__cb20120528123313/villains/image


avatar
Neutralni Magowie


Liczba postów : 20
Dołączył/a : 24/03/2016
Skąd : Lębork

PisanieTemat: Re: Ulice   03.05.16 22:25

Ha, udało się. Krótki spacer poprawia krążenie i dotlenienie organizmu, Miqo'te na nic nie narzekała. Nos doprowadził ją w odpowiednie miejsce szybko, wzbudzając pewną satysfakcje z samej siebie. Zerknęła na wielki szyld i wciągnęła powietrze, po czym kichnęła ukradkiem. Tak, znała te wonie aż za dobrze, właśnie dlatego nosiła w kieszeni klamerkę na nos. Zmysł powonienia miała tak wrażliwy, że ostre, mocne wonie leków albo krwi czy nierzadko ludzkich wydzielin były tak intensywne i okropne, że powodowały nudności. Pacjenci z reguły chichotali i dziwili się temu, a sama dziewczyna wolała mieć spięty nos niż mdłości utrudniające prace. Oczywiście, wychowała się w lecznicy. Przywykła do wielu woni, same z siebie nie obrzydzały ją, jedynie za silne ich natężenie drażniło żołądek.
Dziewczyna zerknęła jeszcze raz na szyld i potarła nos. Nie wyglądało na to, by ten szpital był jakoś wyjątkowo oblegany. Albo ludzie w Magnolii byli wyjątkowo zdrowi, albo mało tutaj było magów, którzy nieopacznie wysadzali najbliższe budynki i ranili cywili. To dobrze... Nie była tego typu lekarzem, który narzeka, że nikt nie jest chory i nie może zarobić. Wprost przeciwnie. Mogłaby sobie nawet znaleźć inne zajęcie, byle byłoby jak najwięcej zdrowych osób na świecie. Szukała pracy, a nie zdobędzie jej czekając przed budynkiem na darmo. Ostrożnie otworzyła drzwi i weszła do środka, zamykając za sobą wejście i pilnując, by nie przytrzasnąć sobie przypadkiem ogona. Wnętrze nie różniło się od typowego szpitala. Jasne, przejrzyste pomieszczenie holu wyłożone białymi płytkami. Zapach sterylności i leków w powietrzu. Ławki pod ścianami pełne potencjalnych pacjentów, obandażowanych, krwawiących, bladych albo czerwonych, kichająco-smarkających obywateli miasta czekających na swoją kolej w odpowiednim gabinecie. Nic nowego. Było spokojnie, nikt się nie przepychał, ciche rozmowy rozbrzmiewały wśród czekających. Miqo'te nie zamierzała podsłuchiwać, choć mimowolnie zastrzygła uchem. I tak nie usłyszy, nie tym przygłuchym uchem... Stanęła obok drzwi, badając sytuacje. Naprzeciw niej, na wprost od drzwi siedziała w recepcji młoda dziewczyna. Aspirująca lekarka zbliżyła się do biura, przyglądając się jak pielęgniarka, schludna, śliczna panna popija czarną kawę z filiżanki, elegancko odginając mały palec. Przed nią leżały teczki i notatki na których była skupiona, przez to nie zauważyła jasnowłosej osóbki.
Miqo'te chwilę biła się z myślami nim odchrząknęła cicho.
- Dzień dobry. Przepraszam za kłopot, ale chciałabym poprosić o wizytę u dyrektora bądź ordynatora. - uśmiechnęła się serdecznie, nieco speszona dziewczyna. - Może nie wyglądam, ale jestem lekarzem. Szukam miejsca pracy i jeśli to nie będzie nadużyciem niczyjego czasu, chciałabym dowiedzieć się czy taka opcja jest możliwa, a następnie się z kimś rozmówić.
Może i to była przesadna uprzejmość, ale Miqo'te była bardziej niż świadoma tego, że mało kto zatrudnia przybłędę wprost z ulicy. Zwłaszcza w tak szanowanym i trudnym zawodzie jakim są lekarze - nie chciała wypaść jak jakiś obdartus, wiedziała co to grzeczność. W ostateczności każą jej szukać szczęścia gdzie indziej. Swoją drogą... Czy szpital ma nocleg dla lekarzy? Raczej nie. Nie może im przecież powiedzieć, że spałaby na gałęzi na drzewie... Oh, może to był jednak zły pomysł. Uśmiech stawał się coraz bardziej speszony i lekki rumieniec zakłopotania rozkwitł na śniadych policzkach. Miqo'te poruszyła niespokojnie ogonem, czekając na odpowiedź.

[Przyjęłam ;) I też przepraszam za poślizg, kilka rzeczy mi wyskoczyło]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t1750-miqo-te-ghevrov


avatar
Mistrz Gry


Liczba postów : 706
Dołączył/a : 14/06/2015

PisanieTemat: Re: Ulice   04.05.16 20:21

No więc kobieta za ladą, siedziała sobie spokojnie i oczekiwała kogokolwiek. Jak na razie przy recepcji były pustki, co prawda mniejsze kolejki już były u lekarzy. Kiedy podeszłaś do recepcjonistki, ona uśmiechnęła się lekko i ukłoniła.
- Rozumiem, proszę się udać do pokoju ordynatora. Na lewo i na samym końcu, będzie tabliczka.
No więc ustalona droga, można ruszać. Gdy tylko dotrzesz do pokoju ordynatora, zza drzwi usłyszysz czyjś głos. Mężczyzny.
- Nie mamy tylu lekarzy, nie wiem czy podołamy z tym zadaniem. No lecz skoro są w drodze, to na pewno ich przyjmiemy. Postaramy się pomóc jak najbardziej się da, proszę się o to nie martwić zbytnio.
Widocznie z kimś rozmawiał, no jak na razie tyle było wiadomo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://img3.wikia.nocookie.net/__cb20120528123313/villains/image


avatar
Neutralni Magowie


Liczba postów : 20
Dołączył/a : 24/03/2016
Skąd : Lębork

PisanieTemat: Re: Ulice   07.05.16 11:42

To było... Podejrzane.
Nie, żeby Miqo'te była w życiu tak strasznie podejrzliwa, by na każdym kroku węszyć spiski i niesamowite teorie, ale to było trochę... Uprzejmość recepcjonistki mile ją zaskoczyła i tylko to. Bo czego więcej chcieć? Wykonała swoją pracę, kierując ją do odpowiedniego miejsca, na końcu lewego korytarza. Dziewczyna odkłoniła się, przyglądając jak pielęgniarka wraca do schludnych kartek zapisanych równym (nie)lekarskim pismem. Skąd to stwierdzenie, że lekarze mają tragiczne pismo, podobne do bazgrania obgryzionym kikutem na nieheblowanej desce? Jej pismo było proste i schludne, w końcu pierwszą rzeczą jaką ją rodzice uczyli była systematyczność, nawet w tak pozornie nieznacznej czynności jak pisanie. Ale dość o tym... W nos połaskotał Miqo'te zapach gorzkiej kawy, podziękowała za informację i zrobiła krok w tył wycofując się spod recepcji.
Szpital jak szpital. Chorzy czekający na swoją kolej, kichając, smarcząc albo krwawiąc. Odruchowo dziewczyna uśmiechnęła się i pomachała małemu chłopcu ze spuchniętym policzkiem. Pociągnął nosem, odmachał, wyraźnie zakłopotany. Spaczenie zawodowe dało o sobie znać... Nieregularne plamy na spuchniętym policzku mógł znaczyć, że to wcale nie bolący ząb, a malca coś ugryzło paskudnie. Siedzący obok chłopak miał zabandażowaną rękę, od ramienia po dłoń, tu trudno było zgadnąć co mu jest. Po pierwsze, nie mogła przecież zgadywać. Żaden szanujący się lekarz nie stawia diagnozy bez dogłębnego zbadania przypadków. Gdyby naprawdę chciała dowiedzieć się co kryje pod bandażami musiałaby podejść i poprosić by je odwiązał... A biorąc pod uwagę to, że nie jest pełnoprawnym lekarzem tego szpitala, mogłaby się spotkać ze zdumieniem i niechęcią pacjenta. No nic... Spaczenie zawodowe pełną gębą, prawda Miqo'te idąc w stronę pokoju ordynatora spojrzała po sobie. Poprawiła bluzę, przeczesała palcami włosy i futro na uszach, wygładziła ogon. Nie dbała nigdy przesadnie o urodę, ale prezencję jakąś musiała mieć... Oby tylko ordynator nie miał uczulenia na kocią sierść. Wtedy z pracą może się pożegnać od razu.
Przystanęła pod drzwiami, unosząc dłoń by zapukać, gdy dźwięki zwrócił jej uwagę, a uszy nieświadomie zastrzygły, chcąc wyłapać więcej. Miqo'te zmrużyła powieki, słuchając uważnie. Nie w smak było jej podsłuchiwać pod czyimś gabinetem, ale co zrobić, gdy już stoi w odpowiednim miejscu... Z tego co wywnioskować mogła, w szpitalu brak lekarzy. Świetnie się składa, może dostanie pracę. Do tego zostaną przyjęci jak najlepiej, plus coś jest na rzeczy, bo mężczyzna mówił o trudnym zadaniu... Wspaniale, nie dość, że może znajdzie się dla niej nocleg, to będzie miała szansę komuś naprawdę pomóc! Ale zaraz... Moment... To był chyba za piękny zbieg okoliczności... Tak jakby los wiedząc, czego dziewczyna w danej chwili potrzebuje, podtykał jej to na talerzu. Nie była pesymistką ani optymistką, ale było trochę podejrzane... Chyba, że się jej zwyczajnie poszczęściło...
Zapukała i poczekała na znak by wejść do gabinetu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t1750-miqo-te-ghevrov


avatar
Mistrz Gry


Liczba postów : 706
Dołączył/a : 14/06/2015

PisanieTemat: Re: Ulice   08.05.16 10:53

No więc gdy zapukałaś do gabinetu, usłyszałaś osobnika zza drzwi. Który zaprosił cię do środka, drzwi oczywiście były otwarte, więc mogłaś spokojnie wejść do środka. Gdy już się tam znalazłaś, dostrzegłaś starszego mężczyznę. Lekki zarost, średniej długości brązowe włosy. Ubrany jak typowy lekarz, po za tym nie wyglądał normalnie.
- Witam, w czym mogę ci pomóc?
Spytał, tym samym odstawiając na bok lacrimę. Przez którą widocznie rozmawiał z kimś, tylko o co chodziło w rozmowie? Tego jak na razie nikt nie wie, po za nim. Siedząc wygodnie, lekarz obrócił się na krześle i otworzył okno. Następną czynność jakąś wykonał, to był wzięcie papierosa i zapalenie sobie.
- Proszę wybaczyć, Otaka Toshi główny dyrektor szpitala.
No więc po przedstawieniu się, czekał na słowa. Słowa dziewczyny, które mają wytłumaczyć jej przybycie tutaj.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://img3.wikia.nocookie.net/__cb20120528123313/villains/image


avatar
Neutralni Magowie


Liczba postów : 20
Dołączył/a : 24/03/2016
Skąd : Lębork

PisanieTemat: Re: Ulice   09.05.16 17:03

Słysząc przyzwolenie Miqo'te cicho otworzyła drzwi. Skrzypiały delikatnie, wślizgnęła się tędy bezszelestnie na palcach do środka i zamknęła je za sobą, uważając by nie przyciąć sobie ogona. Prezentowała się raczej dziwnie i nie na miejscu w prostym gabinecie ordynatora... Ot, nastolatka, dziewczyna o karmelowej skórze upatrzonej dziwnymi znakami, morskich oczach z niepokojąco jasnymi źrenicami i szarawymi kudłami na głowie. Nie wspominając oczywiście o kocich, rzucających się w oczy przymiotach. Może nie wyglądała jak mag, ale też na pewno nikt by jej nie nazwał zwykłym człowiekiem... Profesji też niewielu zgadnie, chyba, że ktoś wyczuje nutę ziół i leków, które przegryzły jej ubranie. Niepozorne stworzenie opakowane w ludzko-kocią skórę, machnęło subtelnie ogonem, wpatrując się w mężczyznę przed sobą. Dziewczyna nie spodziewała się, że w gabinecie będzie jedna osoba, no, może nie do końca. Nos po chwili upewnił ją, że jednak w pomieszczeniu byli tylko we dwójkę. Z kim rozmawiał lekarz - nie jej pytać, jego sprawa, wścibska nie będzie.
- Dzień dobry...
Skłoniła głowę, przyglądając się jak nonszalancko ordynator zapala papierosa. Sprawiał wrażenie wyluzowanego, nieco zaniedbanego mężczyzny, który bardziej przejmuje się pracą niż odbiciem w lustrze. Punkt dla niego. Chyba, że niedogolony zarost i włosy przypominające wiązkę siana, w której wybuchła bomba, to efekt niechlujstwa, nie zapracowania...
- Przepraszam najmocniej za najście. - zaczęła jak zwykle, możliwie, zbyt uprzejmie. - Jeśli mam być szczera, to ja powinnam zapytać czy mogę jakoś pomóc, Panie Otaka. Nazywam się Miqo'te Ghevrov, jestem magiem, pochodzę z okolic Shirotsume i właśnie stamtąd przybyłam. Moim rodzicie prowadzili tam lecznicę, która z powodu ich nieobecności oraz pojawienia się kilku szpitali w okolicy, jest w chwili obecnej nieczynna. Krótko mówiąc, szukam pracy. - uśmiechnęła się lekko, choć kąciki warg uniosły się w górę z niepewnością. - Obawiam się jednakże, że spędziwszy całe życie w klinice rodzinnej, nie mam jednak doświadczenia udokumentowanego na papierze. Jestem lekarzem, jednak jedynie czynami mogę to udowodnić, bowiem nie mam nic innego co by to potwierdziło. Wiem, jak trudno jest przyjąć na miejsce kogoś pojawiającego się znikąd, dlatego chciałam prosić choć o staż próbny. Mogę zacząć choćby i od zaraz.
Cała prezencja była zwięzła i zawierała wszystko to, co trzeba było powiedzieć, łącznie z celem, niezbędnymi danymi oraz statusem. Miqo'te nie zamierzała ukrywać, że choć od rana do wieczora w domu połykała encyklopedie medyczne, to nigdy nie chodziła do żadnej szkoły, mogącej dać jej za to dyplom. A jak się w podróży okazało, to często był problem, zwłaszcza gdy pacjent domagał się poświadczenia, że jest lekarzem, biorąc ją za pierwszego lepszego szarlatana-amatora. Powoływała się na rodziców, ale nawet jeśli ktoś jakimś cudem słyszał o lecznicy Ghevrovów, skąd pewność, że jest akurat stamtąd?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t1750-miqo-te-ghevrov


avatar
Mistrz Gry


Liczba postów : 706
Dołączył/a : 14/06/2015

PisanieTemat: Re: Ulice   10.05.16 19:28

Otaka wpierw postanowił wysłuchać tego co masz do powiedzenia, tak wypada i tak zrobi. Słuchając uważnie każdego twojego słowa, palił sobie powoli papierosa. Spoglądał i przy okazji zastanawiał się, lekko uśmiechnięty. Gdy w końcu doczekał się końca, jeszcze przez chwilę myślał. Aż w końcu, ugasił papierosa i wstał od biurka.
- Panno Migo'te, spadła mi pani z nieba że tak powiem. Przed chwilą rozmawiałem z kapitanem straży runicznej, podobno dostali mocno po głowie od jakiejś mrocznej gildii. Tak się składa że najbliższy szpital jest tutaj, co prawda mam za mało lekarzy żeby temu podołać. Będzie koło dziesięciu rannych, trzech ciężko rannych i kilkunastu poobijanych. No tymi ostatnimi najmniej się przejmujemy, ważniejsze są dwie pierwsze grupy.
Tak więc dyrektor udał się w kierunku drzwi, po czym pokazał gestem ręki żebyś za nim podążała. No więc po jakimś czasie opuściliście pokój i udaliście się na lewo, nieopodal był jeden gabinet. Otaka podszedł do drzwi i je otworzył, po czym wszedł do środka. Był to zwyczajny gabinet lekarski, tylko z dobrym wyposażeniem. Zaczynając od maści i innych płynów, aż po bandaże i igły oraz nici. Środki przeciw bólowe i to co potrzebne.
- Jeżeli dziś się pani wykaże, dostanie pani umowę o pracę. Zazwyczaj każdy patrzy na różne papiery i jakieś dyplomy, lecz liczą się umiejętności. Dlatego.... Dlatego tutaj dziś pani pracuję, niedługo przybędzie grupa rycerzy runicznych. Większość rannych wyślę do pani i tych ciężko rannych, innym lekarzom zlecę mniejsze grupki. Te najmniej poszkodowane, dasz radę?
Spytał, po czym sięgnął do kieszeni po klucze. Było ich cztery, każdy od czegoś na pewno. Ofiarował ci je.
- Jeden od gabinetu, drugi od szafki z płynami i tabletkami. Trzeci do schowka z tyłu, tam jest więcej lekarstw i w sumie wszystkiego. Czwarty do biurka, tam ma pani notesy i pieczątki.
No i teraz Otaka stał, czekał na twoją odpowiedź.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://img3.wikia.nocookie.net/__cb20120528123313/villains/image


avatar
Neutralni Magowie


Liczba postów : 20
Dołączył/a : 24/03/2016
Skąd : Lębork

PisanieTemat: Re: Ulice   14.05.16 17:33

Zaraz, zaraz... Co..? Ranni? Atak mrocznej Gildii magów? Algorytm działania takich przypomniał jej o napaści na dom rodzinny panny Ghevrov, ale po paru słowach przecież nie mogła od razu przechodzić do konkluzji. Z resztą, nie było czasu na zbędne gdybanie, uszy na głowie jej zadrżały, a ogon opadł spokojnie, przestając kręcić delikatne znaki. Trzeba było być myśleć poważnie, chodzi o zdrowie, jak nie życie ludzkie. Kiedy to się stało, jak i gdzie? Dlaczego nie mówił od razu..? Nieważne, nieważne, musiała skupić się na tym co naprawdę wymagało uwagi. Miqo'te zacięła się ledwie na krótki moment, w głowie mając głównie jedno pytanie - czemu, skoro jest tyle pacjetnów w potrzebie, dyrektor szpitala pali sobie papierosa tracąc czas na pogawędkę... Mniejsza o to, że był i wcześniej zajęty rozmową... Tak się nie robi, powinien upewnić się, że lekarze się nimi zajmują... W takim razie szpital powinien być w ruchu, powinno być tutaj pełno osób w fartuchach, ranni na ostrym dyżurze... Acz przecież, Otaka wspomniał, że brak im pracowników. Dziewczyna poczuła niemiłe, ponaglające ukłucie w środku przypominając sobie spokój w recepcji. Zrozumiała jego słowa, że spadła im z nieba - jeśli naprawdę nikt nie miał jak zająć się pacjentami, to Ci w bólu czekali na pomoc, która nie wiadomo czy w ogóle nadejdzie... A tak przecież nie może być... Bez słowa pośpiesznie wyszła za mężczyzną z jego gabinetu.
Obrzuciła szybkim spojrzeniem nowe pomieszczenie. Mały gabinet lekarski jakich wiele, wszystko co potrzebne przygotowane na szafkach, już na pierwszy rzut oka potrafiła powiedzieć do czego służą poszczególne leki. Łóżko zaścielone białym materiałem, porządne biurko, zapach medykamentów w powietrzu... Jak w domu. Miqo'te rozwiązała rzemień u pasa odkładając na krzesło swoją torbę podróżną. Wyjęła z niej mleczny kawałek szkła i klamerkę na nos, bo oczywiście nigdy nie wiadomo na co się natknie. Przygotowywała się po swojemu, sprawdzając czy są w pomieszczeniu rękawiczki, mydło odkażające i kran. Zdjęła bluzę, zostając w czarnym golfie, acz zaraz spostrzegła fartuch lekarski wiszący za parawanem. Upewniła się, że włosy ma spięte i nie będą jej przeszkadzać, wsunęła ramiona w rękawy białego ubrania.
- To już nie kwestia wykazania się, Panie Otaka. - odparła spokojnie, poprawiając kitel. - A ludzkiego zdrowia i życia... Dam radę. Kogokolwiek mi podeślecie, w jakimkolwiek stopniu, pozszywam i doprowadzę do ładu. - wzięła od dyrektora klucze i włożyła do wewnętrznej kieszeni fartucha, gdzie tkwiła już klamerka i magiczne szkiełko. Patrzyła poważnie, wzrok miała opanowany, zupełnie nie jak ta dziewczyna, która przed chwilą nazbyt grzecznie pytała o pracę. - Zgadzam się.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t1750-miqo-te-ghevrov


avatar
Mistrz Gry


Liczba postów : 706
Dołączył/a : 14/06/2015

PisanieTemat: Re: Ulice   15.05.16 11:39

No więc Otaka ucieszył się z tego powodu, następnie skierował się do drzwi. - Dobrze, niedługo powinni tu być ranni. Proszę się przygotować.
Dodał na koniec, po czym opuścił pomieszczenie. Tym samym zostawiając cię samą, czyli masz troszkę czasu żeby obeznać się z pomieszczeniem.

-
Minęło jakieś trzydzieści minut, po czym do gabinetu wnieśli jednego rycerza runicznego. Był nieźle poraniony, nieprzytomny i do tego nieźle ubrudzony krwią.
- Potrzebna natychmiastowa pomoc, jego stan pogarsza się co chwila.
Powiedział jeden osobnik, po czym położyli go na łóżku. Jego rany zaczynały się od klatki piersiowej, gdzie cała była pociachana. Pełno ran ciętych, tak samo ręce i nogi. Wykrwawiał się, to było pewne. Po za zszywaniem, będzie potrzeba czegoś więcej żeby to wszystko zatamować i go uratować.
- Zza drzwiami mamy jeszcze jednego, tylko że nie ma prawej ręki.
Dodał, po czym dwójka osób opuściła pomieszczenie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://img3.wikia.nocookie.net/__cb20120528123313/villains/image


avatar
Neutralni Magowie


Liczba postów : 20
Dołączył/a : 24/03/2016
Skąd : Lębork

PisanieTemat: Re: Ulice   21.06.16 20:15

Została sama.
Jej, być może nie tymczasowy, gabinet nie powalał bogactwem wyposażenia, ale miał wszystko czego potrzeba. Zapinając guziki białego kitla, dziewczyna rozejrzała się jeszcze po wnętrzu pomieszczenia. Otaka ulotnił się szybko, z góry założywszy, że wie do czego służą wszystkie te rzeczy... I słusznie. Acz gdyby była pozorantką, miałaby sporo kłopotów. Niemniej, nie liczyło się teraz rozmyślanie, ale to, co zaraz nastąpi. Pacjenci, zszywanie ran, leczenie, baranie się we krwi. Dla kogoś mało apetyczna czy zachęcająca robota, ale ktoś w końcu ją wykonywać musiał, a jeśli nie Miqo'te, to kto? Zaglądając do szafek powyjmowała wszystko co mogło się przydać i ułożyła na biurku. Bandaże, maści, igły, jedwabne nici, środki odkażające i bakteriobójcze, przeciwbólowe i usypiające... Trochę ziół oraz roztwór alkoholowy do czyszczenia ran. Pęseta, skalpel, małe nożyczki. Nigdy nie wiadomo ile i co będzie potrzebne. Zerknęła na zasłane białą płachtą łóżko i włączyła nad nim lampę, sprawdzając jak sprawuje się oświetlenie. Do twardego posłania przysunęła szafeczkę na kółkach, na której poustawiała najpotrzebniejsze przedmioty. Nie zamierzała odetchnąć nim zjawi się pierwszy poszkodowany. Sprawdzała swój asortyment i naciągnęła rękawiczki na dłonie, czekając aż dadzą jej znać...
... Nie trwało to długo. Pierwszy zaalarmował ją zapach krwi i potu, potem odgłos pośpiesznych kroków. Patrzyła jak wnoszą jej rannego do gabinetu i układają na łóżku. Materiał pod nim, tak jak i szata rycerza przesiąkła czerwienią. Miqo'te zmarszczyła brwi, niemalże zniesmaczona. Kto, na bogów, zadaje takie rany? Człowiek człowiekowi, mag magowi..? Nie jej zadaniem było dorwać winnego, ale gdyby tylko wiedział ile czasu zajmie jej naprawa kogoś, kogo "zepsuł" w kilka chwil. Uniosła wysoko uszy słuchając ilu rannych będzie miała do opieki. Dwójkę? Dobrze. Widząc jak pozostali rycerze wychodzą z gabinetu zatrzymała jednego i włożyła mu w dłonie bandaż oraz opaskę uciskowo.
- Zawiążcie to temu na korytarzu, mocno, tak z dziesięć centymetrów nad raną. I niech ktoś z was pilnuje by tam nie zemdlał. - rzuciła krótko, po czym zamknęła drzwi, podchodząc szybko do łóżka.
Morska barwa zielonkawo-niebieskich oczu wyostrzyła się, jasne źrenice zwęziły, gdy Miqo'te pochyliła nad rannym mężczyzną. Dłonie nagle zaczęły poruszać się z wielką ostrożnością i spokojem, szybko, metodycznie. Złapała skalpel i zaczęła ciąć to co zostało z jego ubrań, pozbywając się materiału który przeszkadzał dostać się jej do ran. Zbadała rozległość ran - klatka piersiowa upatrzona serią cięć, to samo ramiona, ręce i nogi. Szczęśliwie jama brzuszna nie została uszkodzona. Patrząc po głębokości ran, ktoś bardzo silny i nie szanujący życia był uzbrojony w coś bardzo ostrego. No dobrze... Po pierwsze, musiała zatamować krwawienie. Opaskę uciskową nałożyła na oba ramiona i lewą nogę, tam gdzie były najgorsze rany, by najpierw zająć się piersią mężczyzny. Silny krwotok ma jedną zaletę, wypłukuje większość bakterii oraz drobnoustrojów które znalazły się przy ranach. Ktoś zrobił sobie sieczkę z mięśnia piersiowego większego i mniejszego, aż do głębszej części mięśni podżebrowych... Miqo'te aż syknęła. Miała nadzieje, że złapią drania, ale jej przekleństwa tutaj nie pomogą. Tylko medycyna, to jej pole do manewru.
Podciągnęła rękawy, zostawiając na nich rozmazane, czerwone smugi i w jej dłoni pojawiła się jasnozielona igła. Wpatrzyła się w pierś nieprzytomnego, unoszoną płytkim oddechem i wkłuła igłę w miejsce, gdzie krzyżowały się mięśnie żebrowe. Spowodowało to lekki skurcz, który znieczulił pacjenta, ucisnął naczynia krwionośne, zmniejszając minimalnie upływ krwi. Dłonie Miqo'te wręcz z upiorną precyzją wkłuwały kolejne igły w ciało, nogi, ramiona. Nie potrzebowała podawać mu nawet środka przeciwbólowego, ku swojemu własnemu szczęściu jego świadomość krążyła gdzieś po niebycie. Dziewczyna zamoczyła jałową gazę w wodzie utlenionej i obmyła zakrwawione rany, dla większej pewności, że nie będą się później jątrzyć ani ropieć. Jeszcze raz przetarła je solą fizjologiczną. Brzegi cięć były gładkie, gdyby dobrze się wpatrzeć, można by ujrzeć wszystkie warstwy naskórka i skóry właściwej. O to jej chodziło, teraz musiała działać szybko. Wzięła pesetę i zieloną igłę w palce, przełożyła przez nią mocną, cienką niby włos, jedwabną nić. Wyglądało to trochę strasznie, pacjent z kilkunastoma, świecącymi ostrymi igłami wbitymi w swój poraniony organizm... Nie miał okazji się skarżyć, z resztą działało to tylko na jego korzyść. Miqo'te zaczęła szyć. Mało kto wie, nie mając znajomości w środowisku lekarskim, jak szyje się rany. To nie jest tak jak zaszycie dziury w skarpecie, o nie... Stosuje się szew podwójny, najpierw w głębokiej warstwie skóry, robi węzeł, by przypadkiem nic się nie poluzowało i nad tym szwem robi drugi, dla ustabilizowania nici. Pomagając sobie pęsetą, którą delikatnie wyciągała z ciała ciemną nić, Miqo'te zszyła pierwsze cięcie. Tym samym sposobem drugie i kolejne, aż pierś mężczyzny upatrzona była mnóstwem szwów. Zostawiając igły by dalej stymulowały pacjenta, dziewczyna nie miała czasu odetchnąć, bo zajęła się jego prawą ręką. Zdjęła opaskę uciskową, wbiła dwie kolejne igły i zaczęła szyć tak samo szybko i metodycznie jak poprzednio. Prawa ręka, lewa ręka, później przeniosła się na nogi. Zużyła dwie szpulki nici, a to jeszcze nie był koniec.
Miqo'te nałożyła na świeżą gazę jodyny i obmyła skórę naokoło zszytych przez siebie ran. Do dwóch strzykawek wlała roztwór środka znieczulającego i przeciwbólowego. Ktoś by powiedział, że po co po zabiegu, ale wiedziała dobrze, że teraz nieprzytomny pacjent nic nie czuje, ale lepiej, by nie obudził się w bólu. Punktowo i dożylnie podała mu odpowiedni środek. Stracił dużo krwi, nie ma potrzeby by jeszcze osłabiony znosił pieczenie ran. Zerknęła jeszcze na mężczyznę, pozwalając sobie na dwa oddechy i zrzuciła rękawiczki, rzucając je do zlewu.
Otworzyła raptownie drzwi, w zakrwawionym kitlu i błyszczącymi skupieniem oczami, szukając wzrokiem mężczyzny bez ręki, który miał być jej drugim pacjentem.

OOC
Użycie Uzdrowienia - 400 MM
Stan MM 2600/3000
I'm back~
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t1750-miqo-te-ghevrov
Sponsored content





PisanieTemat: Re: Ulice   

Powrót do góry Go down
 
Ulice
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 5Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next
 Similar topics
-
» Ulice NYC
» Ulice
» Ulice
» Bronx - Ulice
» Ulice

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Fairy Tail New Generation :: Królestwo Fiore :: Magnolia-
RadioAoi.plHalo PBFPBF ToplistaI love PBFPBF Toplista~**~.: ANIME TOP100 :.Najlepsze strony o Anime i Mandze w necie