IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Zniszczona arena

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość


avatar
Ranga Specjalna


Liczba postów : 614
Dołączył/a : 04/11/2014

PisanieTemat: Zniszczona arena   07.11.14 8:05

First topic message reminder :

Na chwilę obecną jest to jedyna część miasta, której nie odbudowano. Dotąd stojące tam posągi obecnie są zniszczone na kawałki, leżąc na samym dole, tuż pod wzgórzem. Trybuny są również nieco nadkruszone, jednakże porównując arenę z widmem zrujnowanej stolicy... Jest cała. Znaczy się... w teorii jest cała, ale w praktyce niekoniecznie, aczkolwiek naprawa jej, bez dodawania do niej posągów raczej nie powinna trwać długo. Mimo wszystko, Hisui E. Fiore skupiła się na mieście. Gdy się przejdzie korytarzami pod trybunami, bądź też pod całą tą strukturą widać było, że już w roku X793 trwały przygotowania do kolejnych Igrzysk Magicznych, które nigdy się nie odbyły, a ze względu na bieg wydarzeń raczej to szybko nie nastąpi. Dotarcie tam jest ciężkie ze względu na to, że jakiekolwiek drogi są zniszczone. Jedyne, co w tym przypadku pomoże to jakaś magia lotu lub umożliwiająca to w jakiejś innej formie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com

AutorWiadomość
Gość





PisanieTemat: Re: Zniszczona arena   06.04.15 11:35

Księżna swoje powiedziała, zaś jeśli chodzi o atak, no cóż... skoro ze "zwykłym Torą" nie dawała sobie rady, to jak miała pokonać Torę-Którego-Nie-Widać? W tej sytuacji nie była w stanie wymierzyć ataku. Jeśli chodzi o aktorskie scenki, swoje już powiedziała, należało więc czekać...

...w gotowości na unik, jeśliby przeciwnik pojawił się atakując od boku lub góry. Będzie to jakiś odskok przed maczugą, pad na ziemie przed kamieniem itp. Księżna nie do końca pamięta o ranie, którą posiada, pomimo iż czuje, że nie może używać jednej z rąk. Ochronę od dołu pozostawia zaklęciu. Jeśliby bezczynność dziwnie się przedłużała, na wszelki wypadek dezaktywuje kryształową ścianę i od razu ponawia jej aktywacje.

Księżniczka z widowni będzie z ogólnej perspektywy, widząc całe pole bitwy, szukała Tory i w razie niebezpieczeństwa natychmiast odbije swoje wrażenia zmysłowe oraz myśli do oryginału. Klon, który mógł zaatakować Torę, lecz tego nie zrobił, pobiegnie szybko do głównej GP i będzie ją chronić swoim ciałem, wyskakując na linię ciosu wg. poleceń/informacji otrzymywanych drogą myśli. Wchodzi też w tryb autodestrukcji, tak więc jeśli Tora by jakimś sposobem ominął fałszywą księżną bez niszczenia jej, być może nieco się zdekoncentruje/oślepi od eksplozji odłamków szkła. Jeśli dopisze mu szczęście, zada jeszcze cięcie ostrzem.

------------
2300 - 300MM (klon) = 2000MM - ??? = ??? ^^
Klon na arenie umrze autodestrukcją lub samobójczym przyjęciem ciosu wręcz.
Klon na widowni przeżyje
Kryształowa ściana co dłuższą chwilę dezaktywowana i przywoływana ponownie.
Wizualizacja stroju (pegi / wiek odbiorcy 16+)


Ostatnio zmieniony przez Glacial Princess dnia 09.04.15 9:37, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down


avatar
Blue Pegasus


Tytuł : Portret Blue Pegasus
Liczba postów : 364
Dołączył/a : 10/03/2015
Wiek : 21

PisanieTemat: Re: Zniszczona arena   09.04.15 0:05

Będąc już na miejscu Tora był świadom nowego obiektu na arenie. Szklana ściana to nie wyzwanie dla kogoś kto włada ziemią, w końcu nie od dziś wiadomo, że kamień plus szyba równa się brak szyby i ochrzan od jej właściciela. W dodatku rozbawiło maga przedstawienie jakie zrobiła dziewczyna - postanowił wiec je kontynuować w swoim następnym ruchu ale upewniając się, że tym razem zakończy walkę swoim zwycięstwem.

Będąc pod ziemią, Tora znajdował się dokładnie pod księżniczką. Dosłownie - gdyby mógł widzieć przez ściany, a przeciwniczka nosiłaby spódniczkę mógłby ze stuprocentową dokładnością opisać jej dzisiejszą bieliznę dolną. Na szczęście Tora jest wystarczająco okrzesany by nie rozwijać tak zboczonych umiejętności, więc to porównanie stanowi jedynie formę wizualizacji sytuacji. Stojąc tam i wsłuchując się w drgania Matki Ziemi mag wyczekiwał pewnego momentu - nastąpił on kiedy ściana ze szkła pękła. Wtedy to Mag wykorzystał tajną umiejętność swej magii - Yoton.
Razem z dźwiękiem pękającego kruszcu klona i dziewczynę oddzielił spory pierścień lawy rozchodzący się na kilka metrów. Do przeskoczenia raczej niemożliwy - pierścień zachował nienaruszoną wysepkę ziemi tylko w miejscu gdzie miałaby stać ranna dziewczyna. Biorąc pod uwagę jak delikatne są te klony, nawet samobójczy sprint przez o jezioro płynnej skały niewiele pomoże. Ale to nie koniec atrakcji! Otóż dokładnie z tej wysepki, niesiony rosnącą pod jego stopami kolumną skał na powierzchnię wybija się niczym pocisk William! W jednym momencie nie większa od sofy wsypka miała stać się swoistą wierzą z magiem ziemi na szczycie. Jeśli na drodze stanęła mu kolejna ściana ze szkła rozbije ją swoją bronią. Chłopak ma zamiar chwycić dziewczynę w wolną rękę (czy to za szyję czy za ubranie) i kiedy osiągną już wysokość kilku metrów przytrzymać ją nad gorącą kąpielą. W tym też momencie stara się nawiązać kontakt wzrokowy i mruga okiem porozumiewawczo (dodatkowo jeśli złapał za szyję luzuje uścisk by nie podduszać dziewczyny ale dalej móc ją podtrzymywać).

Jeśli akcja się powiedzie, będzie to oznaczało koniec gry dla księżniczki. Trzymana przez silniejszego maga nie ma zbyt wielkiego pola do popisu. Jeśli zaatakuje bronią, bardziej doświadczony mag wybije jej szable z ręki swoim młotem. Szarpanina też nie pomoże, w końcu Tora ma większą krzepę. Jeszcze jeden klon? A co jak z bólu po uderzeniu mag ją upuści wprost do basenu wrzącej skały? Szach-mat. Jeśli więc wszystko pójdzie po jego myśli, mag najpierw wyda z siebie patetyczny, obłąkańczy śmiech a potem wygłosi przemowę - tak dla "podgrzania" atmosfery.
-Zlekceważyłaś mnie, czarodziejko Lamia Scale! -krzyczy udając demoniczny głos rodem z jakiejś parodii. Bardzo pomocna umiejętność aktorstwa. -Twój atak odebrał mi życie i wtrącił w czeluście płomieni, gdzie odrodziłem się i jako demon zapragnąłem zemsty! Wróciłem z podziemi i teraz mam Cię w garści! Lecz za życia byłem człowiekiem sprawiedliwym i szlachetnego serca więc daję ci szansę ocalenia życia - pocałunek królowej zdejmie ze mnie klątwę, zatem twój los leży w rękach twojej pani!
Jego sceniczne umiejętności i dobór roli bardzo pomogły mu w przedstawieniu. Oto teraz mamy kobietę w rękach mściwego demona, który pragnie zarówno zemsty jak i powrotu do życia a kluczem do wszystkiego jest królowa. Ten swoisty sprawdzian do czego zdolna jest władczyni dla swoich poddanych był improwizowaną grą ku uciesze tłumu. A co może cieszyć tłum bardziej niż piękny "happy end" po epickiej walce magów, których spór rozsądził ich ukochana pani? Will powinien wziąć za to ekstra kasę, bo praktycznie za darmo podbija monarsze słupki poparcia. No, ale przynajmniej jaka zabawa, co?

MM: 2100-600-300=1200
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość





PisanieTemat: Re: Zniszczona arena   09.04.15 23:22

Zdążyła? Czy zdążyła, żeby zobaczyć walkę, o której tak mówiono w całym mieście? Co prawda nie spodziewała się, że zobaczy ją od samego początku, ale miała nadzieję, że uda jej się obejrzeć chociaż kawałeczek. Przyjechać na jeden dzień i trafić na takie widowisko! Jeśli zobaczy cokolwiek uzna się za ogromną szczęściarę. Przecisnęła się przez tłum w miejsce, gdzie cokolwiek będzie w stanie zobaczyć i spojrzała na arenę. Nie zawiodła się, to co widziała z pewnością nie należało do elementów infrastruktury. Magowie robili porządne show, skały, szklane odłamki... Jedyne, co bardzo ją raziło to to, że obydwoje nie mieli górnych elementów ubrań. Oczywiście, musi im być gorąco, szczególnie wewnątrz pierścienia lawy, ale czy jest sens tak się obnażać przed tłumami ludzi? Później można gorzko tego pożałować, wcale nie potrzeba nawet tłumu. Dobrze tylko, że Sophie miała pewność, że dziewczyna ma szansę sama o siebie zadbać, choć sytuacja nie wyglądała dla niej teraz najlepiej. Co prawda Sophie kibicowała właśnie jej, mimo że dopiero przyszła. Z sobie tylko znanych powodów mając wybór pomiędzy kibicowaniem nieznajomej kobiecie albo mężczyźnie zawsze wybierała kobietę. Nie ważne jak przystojny byłby mężczyzna. A ten na arenie nawet jej kogoś przypominał... co sprawiło, że entuzjazm do kibicowania Księżniczce był jeszcze większy.
Powrót do góry Go down


avatar
Mistrz Gry


Liczba postów : 1643
Dołączył/a : 10/11/2014

PisanieTemat: Re: Zniszczona arena   11.04.15 18:27

Szybka akcja. Tora bez problemu ocenił kąt, pod jakim powinien się przebić aby wyskoczyć tuż koło ściany. Wyminął ją zgrabnie z racji takiej, że ją widział, a po drugie jej powierzchnia nie była ogromna. Pierwszy ruch, którego nie mogła spodziewać się sklonowana Glacial było wytworzeniem rzeki z lawy. Już biegła, już miała ruszyć w stronę, uskoczyć nad tym niemiłosiernie gorącym zbiornikiem kiedy to nagle ziemia zaczęła się wznosić... ale tylko zaczęła. Napotykając ścianę, modyfikacja ziemi natychmiast się rozkruszyła i całkowicie rozpadła. Zauważyła również, dzięki swojemu klonowi atak nadchodzący od tyłu, jednak było blisko trafienia i... nagle energia skupiająca się na ścianie skręciła całkowicie i uderzyła w Tygrysa z całej siły, przeniosła go parę metrów i dalej z rozpędu poleciał na ścianę. Przez to całkiem poranione zostały jego plecy, acz zaklęcie pozostało.
Klon jednak nie zdołał przeskoczyć z racji tego, że nawet z rozpędu - jak wspomniał Tora - nie mogła przekroczyć rzeki lawy i po prostu w locie się rozpadła na kawałki od tego ciepła.

Niespodziewany zwrot akcji! Czyżby Natalia Waterfall znała sposób na przeciwnika?! Miejmy nadzieję, że ta walka będzie równie emocjonująca, jak się spodziewaliśmy!



Glacial: 2300 - 300x1 - 300 = 1200
Cytat :
Zaczyna: Glacial Princess
Obrażenia Tory: Poranione plecy (stopień duży) i brzuch (stopień mniejszy), utrudnienia w poruszaniu się.
Sophie dołączyła do fabuły za moim pozwoleniem, ale jedynie jako widz. Żadne nagrody oczywiście jej nie przypadają.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość





PisanieTemat: Re: Zniszczona arena   11.04.15 19:32

Księżna uniosła triumfalnie dłoń w górę (trochę wyżej, niż na awatarze) i skąpała się w odgłosach wiwatu swych fanów.
- Oto, co potrafi mag Lamia Scale!

Co jak co, dopisywało jej szczęście. W walce w której powinna zostać zgnieciona, wyglądała na taką, która sama rozdaje karty, zamiast być pomiatana. Za tak interesujące akcje zdecydowanie wywalczą dużą nagrodę. Jeśli zaś chodzi o samo starcie, impet obrażeń od kryształowej ściany, jakie otrzymał Tora, zdecydowanie podniósł księżniczkę na duchu. Poczuła, że może to wygrać. Uwierzyła w siebie i zaczęła myśleć o tym pojedynku w sposób bardziej poważny.

Dała przeciwnikowi czas na pozbieranie się po ciosach. Po pierwsze, dlatego, że sam Tora był wcześniej łaskaw nie skorzystać z dogodnej możliwości ataku, gdy sama leżała połamana. Po drugie, ponieważ ta walka nie powinna się skończyć zbyt szybko, więc każda gra na zwłokę, która nie psuje atmosfery wśród publiczności, była mile widziana.

Sama zaś cofnęła się na drugi kraniec areny. Jeśli wróg zaatakuje wręcz, to niech to będzie atak, który zarówno prawdziwa, jak i siedząca na publiczności księżna, będzie miała czas zauważyć. Oczywiście, ciało główne sprawnie odbiera myśli ostrzegawcze i spostrzeżenia odczuwane przez klona.

Główna księżna zaczyna też wykorzystywać w walce swój supersłuch, zwłaszcza do szukania znaków ostrzegawczych w niespodziewanych atakach, głównie od dołu lub od tyłu (unika/ucieka/blokuje np gdy zlokalizuje trzaski ziemi w swojej okolicy, dźwięk zbliżającego się pocisku, itp).

Teraz porozmawiajmy o możliwościach zostania zaatakowaną:
- W przypadku ataku wręcz, walczy najlepiej jak umie. Cięcia i zamachy, najlepiej tam, gdzie Tora już ma rany, to nawet jak mała siła Księżniczki nie pozwoli na zadanie obrażeń, to przynajmniej kontakt oręża z raną zada trochę bólu. Wszelkie zejścia z linii ciosu i oddalenie się na dalsze odległości (zabawa w kotka i myszkę) mile widziane. GP czeka na okazję aż Torę coś zaboli, wtedy wykorzysta dogodny moment ataku na swoją przewagę. Ataki stara się blokować lub unikać. Nie ma tu żadnego wsparcia czarami.
- W przypadku pocisku niemagicznego, jak wcześniej przeprowadzony rzut skałą, odpala kryształową ścianę i chowa się za nią.
- Jeśli zaś chodzi o magię, tutaj główną rolę spełnia Księżniczka z widowni, która ma piękne pole do obserwowania gruntu i zauważania, czy przypadkiem gdzieś nie wyrasta kolec, nie wybucha lawa, itp. W przypadku ataku za pomocą zaklęcia, przed którym nie uda jej się uciec (oczywiście próbuje uciekać lub unikać), używa chwilę przed otrzymaniem obrażeń jedynego pasywnego zaklęcia, jakie posiada.

Ważność akcji, im niżej, tym ważniejsza. Czyli jeśli Tora atakuje wręcz i  jednocześnie używa zaklęcia, przed którym GP nie ma szans uciec, a które widzi jego klon lub słyszy jej główne ciało, to używamy zaklęcia pasywnego.

-------------
1200 bez strat many
Ewentualnie, koszty za ścianę.
Powrót do góry Go down


avatar
Blue Pegasus


Tytuł : Portret Blue Pegasus
Liczba postów : 364
Dołączył/a : 10/03/2015
Wiek : 21

PisanieTemat: Re: Zniszczona arena   12.04.15 13:09

Tora chętnie skorzystał z chwili na odpoczynek i pozbieranie się po tym dość niespodziewanym zwrocie akcji. Wstał otrzepując się z ziemi i złapał się dłonią za kark. Rozmasował go po czym wykonał charakterystyczny ruch karkiem po czym rozniosło się strzelenie kości szyi.
Aj, aj, aj, aj... To bolało księżniczko. -powiedział i zaczął powoli iść w jej kierunku. Musiał się rozeznać jakie miał problemy w poruszaniu się. Machnął parę razy rękami i wykonał kilka młynków bronią. Ogólnie wyglądało jakby dopiero co rozgrzewał się przed walką. Jeśli ból był jedynie dokuczliwy to raczej był w stanie go ignorować siłą charakteru (w pracy ze skałami ból był chlebem powszednim więc rzut na kamienną ścianę raczej nie był dla maga nowością. Jeżeli pewne ruchy powodowały jakiś szczególny ból, Tora na pewno ich nie wykona w ataku.
-Najpierw te twoje klony, teraz ta ścianka ze szkła... niech zgadnę, użyłaś magii by przekierować energię z mojego zaklęcia we mnie za pomocą tego szkła? Sprytne... -w tym momencie mnóstwo niewielkich skał wokół Tory uniosło się i pokryło jego ciało w całości niczym najlepszy pancerz. Skały opatuliły go zostawiając niewielkie przerwy w naturalnych zgięciach ciała. Co ciekawe zasłoniły też twarz z oczami, a sam Tora znów wykorzystał swą umiejętność widzenia-bez-patrzenia.
-Skoro bierzesz to na poważnie, brakiem kultury byłoby nie odwdzięczyć się tym samym.
Kiedy skończył w tym samym momencie dosłownie pchnął swoją magią kamienną zbroję (ze sobą w środku oczywiście) prosto na dziewczynę. Magia była szybsza niż bieganie (zwłaszcza z dodatkowym pancerzem) więc powinien dostać sie do dziewczyny w mgnieniu oka, jeśli wyrośnie przed nim kolejna ściana po prostu za pomocą magii obejdzie jej twór zwykłą zmianą kierunku.

Jeśli uda mu się bez przeszkód dostać w okolice jej pozycji (najlepiej w zasięgu własnej magii) przystępuje do ataku. Ponownie użyje zaklęcia i wykorzystując skały w ścianie areny i uderzając nimi o siebie stworzy chmurę kurzu, która oślepi obydwie panie - tę na widowni i tę na arenie. Bardzo ważnym jest, by wykorzystać akurat te ze ściany - te z areny byłyby widoczne dla klona, co skreśliłoby szansę na zaskoczenie dziewczyny. Robi to cały czas będąc w ataku. Stara się trzymać bliski dystans kierując swą zbroją dopóki kurz nie oślepi obydwu pań.

Kiedy to nastąpi, wyskakuje ze zbroi i posyła ją na czarodziejkę, która przez kurz z pewnością nie będzie świadoma tego, że w środku nie ma maga. Zbroja postara się zaatakować frontalnie i dosłownie zamknąć w sobie czarodziejkę,tak jak wcześniej był w niej zamknięty Tora. Z jej siłą raczej niemożliwe będzie poruszanie się mając na sobie jakieś 50 kilo dodatkowej wagi, która dodatkowo ogranicza swobodę ruchu. Nawet Tora ze swoją krzepą wolał używać do tego magii, co dopiero dziewczyna o dość kruchej budowie (bez urazy). Już nawet nie wspominając o fakcie, że kamienie zaczną miażdżyć biedną księżniczkę jeśli się nie podda. Kiedy zbroja szarżuje na dziewczynę Tora ma dwa wyjścia - jeśli zbroja trafi i uwięzi dziewczynę to będzie koniec walki. Klon jej nie pomoże bo arena jest objęta barierą nie przepuszczającą magii. Jeśli stworzy nowego na oślep, Tora znajdzie go w kurzu i zniszczy bo jako jedyny widzi w tej sytuacji.

Jeśli zbroja chybi Tora wykorzysta kurz i za pomocą jednej ze skał przewróci dziewczynę atakując od tyłu w kolana by padła plackiem na ziemie. Potem zamknie ją w kamiennej trumnie (pozostawiając głowę wolną) i podbiegnie do dziewczyny. Jego młot zawiśnie kilka centymetrów nad jej twarzą i z oczywistą groźbą w głosie powie:
-Poddaj się.

MM: 1200-300-*300=900 lub 600
Akcje: kontrola zbroi; uderzenie skał; zamknięcie w zbroi
*Akcje tylko jeśli zbroja nie trafiła: podcięcie; zamknięcie w trumnie
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
Mistrz Gry


Liczba postów : 1643
Dołączył/a : 10/11/2014

PisanieTemat: Re: Zniszczona arena   14.04.15 21:21

Sprawdzenie... jest okej. Aż tak źle nie było, pierwsze kroki były powolne, sprawiały mu całkiem sporo bólu. Sporo jednak nie oznaczało, że nie może się ruszyć. To jednak było zbędne, bo niczym power rangers przyodział swoją kamienną zbroję i zaczął poruszać się w stronę przeciwnika. Tarcza ze szkła utworzona przez Glacial została wyminięta, a zaraz po tym nastąpiło wyłączenie światła. Pojawiły się ogromne kłęby dymu pozwalające Torze na atak rodem z Assassin's Creed, bowiem nie mogła się spodziewać przeciwniczka tego, skąd może natrzeć.
Zbroja jednak natarła na Natalię, omijając ścianę i opatuliła swoim ciepłem, bardzo szczelnie i przytulnie. No i niebezpiecznie, bo straciła całkowicie kontakt ze światem zewnętrznym, a klon... no, cóż - nie mógł nic zrobić. Bariera antymagiczna sprawiła, że nie mogła się zamienić z klonem, przerywała jakąkolwiek próbę zamiany.
Dym opadł. Cały tłum czekał na ruch od Glacial, jednak wszystko, co później robiła - klony... klony nie miały prawa istnienia, Tora je bez problemu niszczył.

Panie i panowie... oto nasz zwycięzca! William... Tora... TIGERSON!! Gratulujemy serdecznie naszemu tryumfatorowi, jednak nie zapomnijcie o oklaskach dla jego zaciekłej przeciwniczki, Natalii Waterfall!

Zawołał Kurt niczym prawdziwy sędzia pojedynku bokserskiego. To wywołało falę oklasków dla obu walczących, a wszelka magia działająca na arenie przestała działać. Także... zniknęła księżniczka z trybun, zniknęła kamienna powłoka wokół oryginału. Na arenę wbiegli medycy i zabrali ich z areny po krótkich pokazach magicznych na cześć obu walczących. Mieli zamiar z tego zrobić coś na pokrój festiwalu? Prawdopodobnie.

Cytat :
Zwycięzca: Tora


Napiszcie po jednym poście /pożegnanie na arenie lub coś w tym stylu/, a potem zejdźcie do skrzydła medycznego. Po waszych dwóch kolejkach wejdę jako MG znowu, dam wam chwilę na rozmowę. Lekarze się wami zajmą.
Nagrodę dam przy okazji zakończenia misji, żebyście nie odbierali dwa razy nagrody za jedną misję.
No i wybaczcie, że tak długo mi zajęło pisanie tego postu.
Piszcie dalej w tym temacie, nie robić mi z/t. Nie wiem, czemu ten wpis się nie pojawił, chociaż to pisałam... nie ważne.


Ostatnio zmieniony przez [MG] Ariyamna dnia 16.04.15 19:04, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość





PisanieTemat: Re: Zniszczona arena   19.04.15 22:35

- Nie zdążyłam... nie zdążyłam uciec. Mogłam przenieść się na widownie, ale nie zdążyłam...

Księżniczka roztelepana psychicznie, ze łzami w oczach, starała się zaakceptować porażkę. Trudnym do zniesienia nie był sam fakt klęski, lecz zrozumienie, że w prawdziwym boju - w walce na poważnie - bez zasad i reguł, byłaby, właśnie w tej chwili, martwa.

Glacial Princess nie żyje już od kilkunastu sekund - tak wyglądała gorzka prawda.

- Panie Tigerson, dziękuje za wszystko. Spotkanie z Panem dało mi wiele powodów do przemyśleń, także Pański kunszt wojenny jest godzien pochwały. - skłoniła się i zgryzła wargi z bólu. Złamana ręka dała o sobie znać.

Wnet pojawiły się dwa nowe klony, które pobiegły poinformować straż oraz oddział medyków o zakończeniu walki. Kopie chciały wspomóc oddział cywili, tak, aby dzięki jej interwencji zadziałały szybciej i sprawniej. Załatwienie szybkiej pomocy - zwłaszcza dla Tory - było działaniem nie cierpiącym zwłoki. Nawet, jeśli dzięki swym działaniom przyśpieszy otrzymanie pomocy o minutę, poczuje, że warto było się fatygować.

Ta, która była na widowni, zapytała księżną o wrażenia i wymieniła się z nią uwagami, oczywiście, wyrażając się o czymkolwiek, jedynie w pozytywnym świetle. Po zakończeniu rozmowy, pożegnała się i uległa samozniszczeniu.

***

Znaleźli się wraz z Torą w skrzydle medycznym, gdzie opatrzono ich rany. Było to o tyle zabawne (jeśli w leczeniu poturbowanych ludzi może być cokolwiek poprawiającego nastrój), że znajdowali się dokładnie w tej samej sali. Nie miały znaczenia różnice w płci, mimo, iż mogli zostać zranieni tak, że trzeba by było ich rozbierać. Nie liczyło się też to, że przed chwilą walczyli jako wrogowie i tutaj, poza areną, jedno z nich mogłoby być na tyle wściekłe, że chciałoby nielegalnie wyrównać rachunki. Na szczęście, ani jedno, ani drugie się nie wydarzyło.
- Jakie masz dalsze plany, niepozorny Tygrysie z Pegazów? - zapytała z ciekawości, czekając na przybycie zleceniodawcy.
Powrót do góry Go down


avatar
Blue Pegasus


Tytuł : Portret Blue Pegasus
Liczba postów : 364
Dołączył/a : 10/03/2015
Wiek : 21

PisanieTemat: Re: Zniszczona arena   22.04.15 22:53

Kiedy już Kurt ogłosił jego zwycięstwo, Tora odetchnął z ulgą. Po pierwsze, był już na skraju swojej mocy magicznej a dłuższa walka samą bronią nie byłaby ani emocjonująca ani na rękę. Poza tym wielki facet z młotem ganiający bogu ducha winną dziewczynę to marna reklama. Po drugie, mimo tego, że rany nie były ani poważne ani nie utrudniały mu ruchów, Will nie przepadał za bólem więc gdyby ten ruch nie wyszedł zapewne poddałby się. Nie ma co sobie wypruwać flaków dla kilku tysięcy klejnotów.
Zbroja uwolniła dziewczynę opadając z niej niczym wczorajsze ubranie. Kiedy ta zachwalała jego umiejętności i dziękowała za walkę, Tora podszedł do niej blisko, a jego broń wróciła do postaci bransoletki z paciorków. On przyłożył pięść do otwartej dłoni na wysokości swojej kletki piersiowej i także się skłonił.
-Pojedynek z Tobą była zarówno lekcją, przyjemnością jak i zaszczytem. Zaskoczyłaś mnie i zmusiłaś do walki jakby od tego zależało moje życie. Na tej arenie nie było dzisiaj przegranego.
Po tych słowach wyprostował się i by pokazać sportową solidarność... Wziął dziewczynę na ręce i zaniósł do skrzydła szpitalnego. Tam zajęli się nimi medycy ale w jego przypadku zbędna była wysoka wiedza. Kilka bandaży i opatrunków wystarczy by postawić go na nogi. Kiedy go załatali usiadł na łóżku i na opatrunek założył swoje kimono. Było przewiewne, wygodne i świetnie nadawało się do ubioru kiedy pod nim znajdowały się bandaże i waciki.
Zapytany o dalsze plany mag uśmiechnął się do dziewczyny i odpowiedział.
-Oświecone dziecko w mojej świątyni mawiało, że "ocean jest potężny tylko dlatego, że czerpie z wielu źródeł rzek". Zamierzam więc w najbliższym czasie odejść z Blue Pegasus i poszukać miejsca w innej gildii. Chcę poznać nowych ludzi, doskonalić się i pomagać innym. Tak jak kiedyś ktoś pomógł mi, dzięki czemu dziś mieliśmy okazję się zmierzyć, księżniczko.
Tora dotrzymał towarzystwa Glacial do czasu przybycia Kurta z zapłatą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
Mistrz Gry


Liczba postów : 1643
Dołączył/a : 10/11/2014

PisanieTemat: Re: Zniszczona arena   23.04.15 9:57

Hisui spojrzała się po skończonej walce na Księżniczkę, delikatnie się uśmiechając na zadane jej pytanie. Chwilę się zastanawiała, drapiąc po policzku, jakby trochę dziwnie jej się tak rozmawiało, zdając sobie sprawę z tego, że to jest tylko klon.
- Muszę przyznać, że ta walka była bardzo ekscytująca. W pewnym momencie nawet myślałam, że pan William przegra walkę, ale muszę panią też pochwalić. Gościom bardzo podobało się to, jak walczycie - powiedziała z miłym uśmiechem zanim ta zniknęła.

Zaraz po tym, jak trafili pod opiekę medyków, w ruch weszła w magia tak, aby nie przeszkadzać dwóm magom zarówno w rozmowie, jak i w odpoczynku. Delikatna mgiełka leczyła wszystkie rany im zadane, a także koiły ich ewentualnie zszargane nerwy. Nie dało się ujrzeć tego, jak wyglądali oboje, bo nosili specjalne maski zakrywające ich usta i nosy, a także głowę - jedynie oczy było widać. Po chwili oboje skończyli, a zarówno Tora jak i Princess czuli ulgę, a także już nie potrafili odczuć nawet drobiny bólu.
Ktoś zapukał. Do sali weszła Królowa wraz z Kurtem, gdzie ten drugi coś wyraźnie trzymał w rękach, jakieś pliki banknotów. Jeden, ten większy trafił na łóżko tuż obok Tory, a drugi położył koło nogi Glacial.
- Dobra robota, magowie. Obiecana nagroda za walkę wynosi 20.000 klejnotów, ale podzieliłem ją samemu w zależności za wkład w walkę, ale musiałem przyznać, że daliście piękny pokaz - powiedział i się uśmiechnął delikatnie. Hisui zaraz podeszła do nich i po kolei dostali gratulacje od niej poprzez uściśnięcie dłoni.
- Możecie iść, jesteście wolni. Życzę powodzenia w dalszym życiu, a także rychłego ponownego spotkania - dodał i wyszli razem z Królową.

Cytat :
Nagrody:
Kolejność wymieniania: klejnoty, za walkę i za fabułę
Tora: 12.000 klejnotów, 350 MM i 400 MM
Glacial Princess: 8.000 klejnotów, 300 MM i 400MM
Możecie zrobić z/t, a ponownie pójść na tę misję ponownie dopiero kiedy ktoś inny ją wykona.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość





PisanieTemat: Re: Zniszczona arena   23.04.15 12:40

- Panie Tygrysie, tylko niech pan nie dołącza do Szablozębnych bo głupio będzie przedstawiać się jako "Tygrys z Tygrysów" - oceniła wedle swojej logiki - Tobie zaś, jak widzę, nie brakuje ani siły, ani ogłady i kultury, co nie jest często spotykane u wojowników. Lamia Scale zapewne otworzy przed tobą swe wrota, przynajmniej ja im powiem, że Cię maja wziąć, ot, co! Bo warto! - następnie przeszła do szybkiego opisu. - Obecnie jesteśmy rozproszeni po świecie, wykonując ważne misje. Ja sama jestem w drodze do Shirotsume, gdzie muszę pomóc Mężnemu Rabitowi znaleźć trop na potwora zwanego Chimerą. Moje klony to doskonałe narzędzie szpiegowskie, on zaś ma na swoim końcie już nie jedną mitologiczną bestie, więc jak widzisz, skład w gildii tworzymy zgrany, każdy sobie pomaga i uzupełnia się w swych mocach, a to wszystko po to aby wykonywać naprawdę niemożliwe zadania. Może i świat o nas jeszcze nie słyszy ale mówię ci, to tylko dlatego, że obecnie wszyscy są w drodze, rozproszeni, wykonując trudne misje. Nie siedzimy w gildii spoczywając na laurach jak ci z Wróżek. Więc mówię ci, jak wszyscy wrócą z misji, to i świat na nas będzie inaczej patrzeć a i o miejsce by się dostać, będzie trudniej. Więc prościej będzie dołączyć, puki jeszcze wyglądamy na słabych nomadów-samotników.

- No i w Lamia Scale jestem ja! - cóż, to chyba miał być argument równie wielkiej wagi, jak cała poprzednia przemowa, jednak każda istota normalnie myśląca potraktowałaby go z przymrużeniem oka, mimo tej całej dostojności i powagi księżnej.

---------
z/t
Na misji jest limit max 2 osób to się nie da wcisnąć jak coś (smutna minka)
Powrót do góry Go down
Gość





PisanieTemat: Re: Zniszczona arena   23.04.15 16:41

Sophie, jako ogromna fanka tego typu wydarzeń, była już na dziesiątkach podobnych. Co prawda ciężko byłoby stwierdzić, że to był najlepszy pojedynek jaki widziała, ale nie mogła narzekać - było widowiskowo i prawie całkiem na serio. Tak jak być powinno. Dziewczyna bardzo chciała pogratulować walczącym niesamowitej walki, przyglądała się więc dokładnie w które miejsce się udali. Kiedy tylko widzowie zaczęli się rozpraszać, ona przemknęła niezauważona pomiędzy nimi chcąc dotrzeć tam, gdzie ukryły się dzisiejsze gwiazdy. Trochę zajęło jej znalezienie odpowiedniej sali, jako że nie chciała, żeby ktokolwiek ją zobaczył (mogłaby zostać wyproszona, potraktowana jak intruz), a poza tym dokładnej trasy wśród korytarzy nikt jej nie pokazał. Po swoich poszukiwaniach obawiała się nawet, że już nikogo nie zastanie i straci bezpowrotnie jedyną okazję pogratulowania Lady Natalii Waterfall jej niesamowitych umiejętności. No, i oczywiście zwycięstwa niejakiemu Williamowi Tigerson.
Właściwym miejscem wydała jej się sala, z której wyszła sama Królowa z jakimś mężczyzną. Na pewno oni też przyszli pogratulować. Sophie nie śmiałaby jednak pokazać się im. Była w końcu w miejscu, w którym najprawdopodobniej być co najmniej nie powinna. Schowała się więc za ścianą i poczekała aż kroki ucichły. Dopiero później po cichu zajrzała do sali. Czy ktoś tam jeszcze był...?
Powrót do góry Go down


avatar
Blue Pegasus


Tytuł : Portret Blue Pegasus
Liczba postów : 364
Dołączył/a : 10/03/2015
Wiek : 21

PisanieTemat: Re: Zniszczona arena   28.04.15 18:18

//Dzięki za troskę ale jestem umówiony z Sophie, jak widać :D \\

Na pożegnalne słowa dziewczyny Tora odpowiedział jedynie zdawkowym śmiechem i pomachał jej dłonią gdy wychodziła. Biorąc pod uwagę, że miał już tam nową znajomą i w dodatku jest to gildia największego maga ziemi w historii - Jury Neekisa - Lamia Scale wydawała się być doskonałym miejscem na kolejny etap podróży jego życia. Mężczyzna przejrzał wygraną kwotę i z przyjemnością obciążył nią swój portfel. Następnie zabierając resztę drobiazgów opuścił salę szpitalną...
...
... I w momencie, w którym stał o krok od drzwi do sali zajrzała najpiękniejsza kobieta jaką w życiu widział. Stanął jak wryty tonąc w spojrzeniu jej błękitnego oka, które jaśniało niczym rzadki klejnot. Opadające na ramiona włosy układały się w przepiękne fale, a piękna linia ust dodawała jej zarówno urody jak i zmysłowości. Pierwszy raz w życiu ten twardo stąpający po ziemi mag nie czół gruntu pod stopami. To zaowocowało tym, że stracił równowagę i padł na plecy jak długi, odzyskując przytomność dokładnie tuż przed tym jak jego głowa uderzyła o posadzkę.
Will złapał się za potylicę i skulił niczym uderzony pies kręcąc się na podłodze od tego niespodziewanego ciosu rzeczywistości.
-Aj, aj, aj, aj, aj! - wystękał kiedy już ból osłabł i dał radę usiąść. Nie czuł krwi, do dobrze, przynajmniej nie będzie robił lekarzom więcej problemu. Dla dziewczyny sytuacja musiała wyglądać komicznie - wielki zwycięzca magicznego pojedynku pada na deski po zobaczeniu kobiety. Czyżby pojedynek był ustawiony?!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość





PisanieTemat: Re: Zniszczona arena   28.04.15 20:57

Sophie miała do czynienia z mężczyznami nie mogącymi ustać na nogach wiele razy, może nawet za wiele. Jednak przyczyną ich braku równowagi był bardziej alkohol niż jej uroda, a dziewczyna była niemalże pewna, że w tym przypadku jest inaczej. W końcu chłopak przed chwilą skończył ciężką walkę. W końcu mógł się uderzyć gdzieś w głowę, co spowodowało nagłą i niespodziewaną utratę równowagi. Może się nabawił jakiegoś krwiaka, albo czegoś podobnego, z tym nigdy nie ma żartów.
-Wszystko w porządku? - zapytała bez przesadnej troski teraz już odważniej zaglądając do pomieszczenia tak, że Tora mógł zobaczyć już trochę więcej niż oczy, usta czy oko. Ale spokojnie, jego zachwyt mógł zostać ograniczony przez zwyczajny t-shirt i spódnicę sięgającą kostek. Przecież mógłby zginąć widząc coś więcej. - Może zawołam medyków? Powinni sprawdzić co z tobą. Wiesz gdzie ich szukać? - dodała jeszcze, zanim złapała się na tym, że brzmi jakby zależało jej za bardzo. - Ja przyszłam tylko pogratulować walki. Spektakularne umiejętności. - tutaj niestety nie mogła powstrzymać delikatnej nutki zachwytu w głosie. Nie nad Torą, a nad całą walką. Nie mogła nic poradzić, że tego typu wydarzenia tak bardzo ją ekscytowały.
Powrót do góry Go down


avatar
Blue Pegasus


Tytuł : Portret Blue Pegasus
Liczba postów : 364
Dołączył/a : 10/03/2015
Wiek : 21

PisanieTemat: Re: Zniszczona arena   28.04.15 23:48

Tora pozbierał się w sobie słysząc zatroskane słowa dziewczyny. Nie dość, że był ładna to jeszcze miła i uprzejma. A w dodatku ma piękny głos! Czy wszechświat ma zamiar wystawić go na próbę?! A może zakpi z niego bardziej i zaraz dostrzeże też pierścionek na jej palcu? To byłby cios poniżej pasa, wszechświecie! Nawet nie próbuj!
-Nic mi nie jest, nie trzeba zamęczać tych dobrych ludzi, którzy i tak poskładali mnie i tamtą księżniczkę do kupy. W dodatku za darmo! -Tora starał się wyglądać na wyluzowanego więc wstał znowu zerkając na dziewczynę. Niemal czuł jak niewielkie komórki krwionośne osiągają granice wytrzymałości w jego nosie. Dobrze, że Sophie była skromnie ubrana bo jakikolwiek dekolt połączony z rozmiarem jej miseczki tworzyłby zabójczą mieszankę. Nawet długa spódnica nie zakryła do końca jej kształtnych bioder i długich nóg. Mimo tego zachwycającego widoku, Will poczuł pewien przypływ smutku - dziewczyna o takim wyglądzie z pewnością jest poza ligą tak skromnego faceta jak on.
Kiedy pochwaliła ich walkę, Tygrys złapał się za tył głowy trochę onieśmielony. Nie przywykł do pochwał, zwłaszcza od kogoś na czyjej opinii mu wybitnie zależy, więc nawet odrobinę się zarumienił.
-Cieszę się, że Ci się podobało. Ze swojej strony mogę powiedzieć tyle, że dawno nie mierzyłem się z tak dobrym przeciwnikiem jak nasza księżniczka. Dałem z siebie wszystko, jedynie szczęście mi dopisało.
I tutaj pojawia się problem tematu, który wygasł. Najtrudniejsze zadanie w życiu mężczyzny, pokazać, ze jest się interesującym, dowcipnym i szarmanckim w jednej wypowiedzi, by przytrzymać przy sobie kobietę swoich marzeń. W tym właśnie momencie życia Tora zapomniał języka za zębami... I palnął pierwszą opcję jaka mu przyszła do głowy, rumieniąc się jak uczniak na potańcówce. Prawie trzydziestoletni facet, o szerokich jak ława barach, postawny jak szafa i przystojny jakby mu Michał Anioł twarz dłutem haratał (ok, przesadzam z zachwalaniem swojej postaci ale pasuje do kontekstu!). Cóż, widać teraz znaleźliśmy inną przenośnie - jego pietę achillesową, którą jest Sophie.
- A-ano... M-może szpital to nie jest dobre miejsce na rozmowy? Co powiesz na spacer? Oczywiście jeśli nie chcesz to zrozumiem, ale spotkaliśmy się, dostałem w głowę, zaczęliśmy rozmawiać, tak jakoś się nam zeszło... Ehh, za dużo gadam, jestem beznadziejny w tych sprawach... -dodał zrezygnowany i spuścił głowę wraz z ramionami. Tak to jest jak gadasz z ładną dziewczyną, wszystkie teksty jakie w życiu słyszałeś idą się... wszyscy wiemy co idą robić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość





PisanieTemat: Re: Zniszczona arena   29.04.15 0:25

Dobrze wiedziała, że to nie on, że ten człowiek niczym jej nie zawinił. Tamtego poznałaby w jednej sekundzie, jego twarz wryła się dziewczynie w pamięć jak śruba przewiercając ją na wylot. Od tamtej pory każdy, który na nią patrzył wyglądał podobnie. Nie mogła jednak nic poradzić na to, że Tora przypominał jej tamtego mężczyznę, szczególnie z jego szerokimi ramionami, idealną posturą i wyjątkowo przystojną twarzą. Piękny, owszem, ale czy nie piękno przyciągnęło ją ostatnim razem?
Sophie już dawno zaczęło niepokoić to, że wszędzie widziała podobieństwo. Wiele razy próbowała ze sobą wygrać i się przełamać, ale to wciąż wraca. Chyba nawet dobry psychiatra nie umiałby nic z tym zrobić, za długo to trwa. Traumy z dzieciństwa trzymają się człowieka najmocniej. Tora na szczęście skutecznie łagodził wizerunek marynarza. Nie widziała na twarzy tamtego oznak onieśmielenia, czy chociażby cienia rumieńca. Sama chciała, jak powiedział jej ojciec...
-Człowiek, z którym wszystko jest w porządku nie przewraca się na płaskiej powierzchni. - odpowiedziała, wciąż uważając, że Tora nadal potrzebuje pomocy. Nie śmiała jednak kłócić się z nim, i tak zrobi co tylko będzie chciał. - Poskładanie nie było wpisane w umowę? - uśmiechnęła się nawet. Znała doskonale mechanizm działania takich pojedynków, zbyt wiele z nich widziała i ze zbyt dużą ilością uczestników rozmawiała później. Była najprawdopodobniej największą fanką pojedynków w całym Fiore.
-Ktoś musi pilnować, żebyś się znowu nie przewrócił, skoro nie chcesz więcej profesjonalnej pomocy. - odpowiedziała na pytanie o spacer. Tora nie musi się obawiać, Sophie jest we wszystkich tego rodzaju sprawach jeszcze gorsza od niego, a może nawet po prostu ma wbudowany mechanizm ograniczający oznaki zainteresowania. Chyba będzie musiał wysilać się do granic wytrzymałości, żeby coś z niej wydobyć. No, ale podobno się da.
Powrót do góry Go down


avatar
Blue Pegasus


Tytuł : Portret Blue Pegasus
Liczba postów : 364
Dołączył/a : 10/03/2015
Wiek : 21

PisanieTemat: Re: Zniszczona arena   29.04.15 19:47

Szczęściem Tory było bycie wolnym od podobnych problemów. Co ciekawe, wcale nie dlatego, że był bogaty i wolny od stresów ale właśnie dlatego, że żył skromnie i w odosobnieniu. Okazuje się, że bycie sierotą i dorastanie w świątyni pod okiem braci i przybranej matki w formie tygrysicy może być zbawienne dla twojej psychiki. Właściwie jedyną traumą jego życia było morderstwo wielkiego kota, za które kłusownicy zapłacili życiem. Być może to właśnie różniło go od dziewczyny - on uwolnił się od swojego bólu w taki sposób jaki uznał za stosowny. Sophie nie miała ku temu okazji, ale chyba nie wyglądała na kogoś, kto mógłby odebrać życie innemu człowiekowi.
-Czy to, że leczenie było wpisane w umowę wyklucza wdzięczność za jego udzielenie? Wdzięcznym należy być za każde dobro jakie ktoś nam udzielił, niezależnie czy mu kazano czy został do niego zmuszony. -Tora podzielił się perłami nauk świątynnych.
Kiedy dziewczyna w dość ukryty sposób zgodziła na spacer z nim, Will miał wrażenie, że stał się magiem powietrza i unosił się kilka metrów nad ziemią. Nazwijcie to miłością od pierwszego wejrzenia ale dokładnie tak się czuł.
-N-Naprawdę? -zapytał nie dowierzając swoim uszom. -To cudownie! To znaczy... nie potrzebuję opieki, naprawdę nic mi się nie stało, czuję się świetnie, nawet lepiej kiedy się zgodziłaś, znaczy... Może się przedstawię, jestem William Tigerson... Ale ty to wiesz bo widziałaś walkę, wiec niepotrzebnie to mówiłem i ciągle gadam... Pogrążam się, prawda? -No koniec uderzył się w czoło klasycznym facepalm'em i jeszcze większym rumieńcem niż poprzednio. Nic nie poradzi na to, że tak na niego działa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość





PisanieTemat: Re: Zniszczona arena   30.04.15 0:16

Ciekawe. Ten chłopak brzmiał jak dobry człowiek. Pewnie powinna podejść z dystansem do swojej chorej obsesji i chociaż raz rozmawiać bez uprzedzeń.
Sophie musiała mieć ten problem, bo nie dana była jej nawet możliwość, żeby rozwiązać go po swojemu. Nie było jej wolno. To przecież od zawsze była jej wina, to wmawiał jej ojciec, nie mogła więc nikogo ukarać. I stąd właśnie - spódnica po kostki, zakryta koszulka i awersja do alkoholu. Od tego człowieka nie czuła nic negatywnego. Mogła wyjść z nim na spacer bez wielkich obaw. Jak tak się dłużej zastanowić... to wyglądał raczej uroczo niż - w jakikolwiek możliwy dla niej sposób - groźnie. Język mu się plątał, i choć nikt nie wyjaśniał Sophie nigdy jak wyglądają maślane oczy, to była stuprocentowo pewna, że to, co prezentował obecnie pan Tigerson obrazowało to określenie idealnie.
-Sophie Gale. - uśmiechnęła się, nie mogąc się dłużej powstrzymywać, gdy widziała tą zawstydzoną twarz. - Niech pan William weźmie trzy głębokie wdechy i stanie prosto. Trzeba się trochę uspokoić, wtedy wszystko będzie w porządku. I z mówieniem, i z równowagą. - tak udało jej się zażartować. Śmieszny człowiek, na prawdę.
Powrót do góry Go down


avatar
Blue Pegasus


Tytuł : Portret Blue Pegasus
Liczba postów : 364
Dołączył/a : 10/03/2015
Wiek : 21

PisanieTemat: Re: Zniszczona arena   01.05.15 14:29

Tora może się wydawać się dobrym człowiekiem dla każdego postronnego - sam jednak nie uważa się za takiego. Jakby nie patrzeć ma na koncie potrójne zabójstwo oprawców swej matki. Nie chwali się tym na prawo i lewo ale do końca życia będzie w sobie nosił winę za odebranie życia. Nawet jeśli ci ludzie zasługiwali na śmierć, święty dar życia jest nienaruszalny przez człowieka! Tak uczono go w świątyni - skoro człowiek stoi ponad wszelkim innym stworzeniem powinien wyzbyć się swych zwierzęcych instynktów i dążyć do jedynej prawdziwej mądrości. Zwierzęta zabijają by żyć - człowiek zaczął zabijać by osiągnąć przyziemne korzyści. A tutaj nie ma równowagi.
Słysząc słowa dziewczyny, Tora postąpił wedle jej instrukcji. Wziął trzy głębokie oddechy i stanął prosto, prawie jak na baczność. Rzeczywiście, od razu zrobiło mu się spokojniej, chociaż dalej czuł się onieśmielony urodą nowej przyjaciółki.
-Dziękuję za dobrą radę, panno Gale. -Tora uśmiechnął się miło i wskazał dłonią drzwi. -Skoro już się poznaliśmy, a ja zacząłem składać w miarę możliwości sensowne zdania, to chyba najwyższy czas na nasz spacer, prawda?
Po tych słowach wyprowadził dziewczynę z Areny, ale z braku wiedzy na temat miasta właściwie tylko krążyli po okolicznych terenach.
-Więęęęc... lubisz walki magiczne, panno Gale? -zapytał chcąc podtrzymać rozmowę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość





PisanieTemat: Re: Zniszczona arena   01.05.15 21:27

Słuchaj kobiety, a nie wyjdziesz na tym źle. Jak i w tym przypadku: rada pomogła i pan William był już niemalże całkowicie zdatny do użytku, a przynajmniej do logicznej rozmowy. Albo względnie logicznej.
-Uwielbiam pojedynki, jestem wielką fanką! - odpowiedziała, z dość niewłaściwym dla siebie entuzjazmem. Chyba tylko o tym potrafiła mówić w taki sposób, aż oczy jej się zaświeciły, a szła niemalże w podskokach. - Każda magia jest fascynująca, mogę tylko patrzeć i zastanawiać się, co nowego pokaże kolejny mag, albo jak użyje swojej wyobraźni, żeby stworzyć coś niesamowitego. Jak na przykład pan. - wyrzucała z siebie słowa dość szybko, nie zmieniając tonu, więc spokojnie, ostatnia część zdania nie była w żaden sposób podkreślona, żeby nie ekscytować za bardzo pana Williama. Nie brzmiało to jak wielki komplement.
-Kiedy patrzę na takie walki mi samej często przychodzą do głowy pomysły, jak wykorzystać swoje umiejętności. - skończyła wypowiedź i wzięła oddech. Nie da się powiedzieć tak dużo bez wzięcia oddechu.
-A pan, często bierze w nich udział?
Powrót do góry Go down


avatar
Blue Pegasus


Tytuł : Portret Blue Pegasus
Liczba postów : 364
Dołączył/a : 10/03/2015
Wiek : 21

PisanieTemat: Re: Zniszczona arena   03.05.15 14:19

Tora nie bez satysfakcji słuchał jak dziewczyna z uznaniem wypowiadała się o jego niedawnej walce. Może nie był typem pyszałka ale jak ktoś od czas do czasu go pochwali robi mu się bardzo miło na sercu. W dodatku nie co dzień piękna kobieta interesuje się swego rodzaju sportem, zwłaszcza takim dość barbarzyńskim. No cóż, widać nie każda dama tego świata interesuje się tylko kolorem swoich paznokci
Zapytany o częsty udział w walkach musiał niestety rozczarować Sophie.
-To był mój pierwszy raz. Walki magiczne to nie do końca moja domena. Moc powinna być użyta tylko by pomagać potrzebującym, przeciwko komuś innemu można jej użyć tylko w obronie własnej. To dar, którym trzeba się dzielić - nie może służyć do ranienia innych.
Sekundę potem doszło do niego co powiedziała dziewczyna.
-Swoje umiejętności? Chcę mi panienka powiedzieć, że też jest magiem? -zapytał dość zaciekawionym głosem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość





PisanieTemat: Re: Zniszczona arena   03.05.15 16:24

-Myślę, że prezentowanie swojej mocy w pojedynku, na który zgadzają się obie osoby i który sprawia przyjemność oglądającym nie jest niczym złym. - dziewczyna z każdą chwilą była coraz bardziej zaciekawiona tym, co mówił jej towarzysz. Starała się rozgryźć jego poglądy. -W takim razie, dlaczego pan William zdecydował się na ten jeden pojedynek?
Dziewczynę bawiło nieco to, w jaki sposób się do siebie zwracają. Ona odezwała się do niego per "Pan William" po raz pierwszy tylko dla zabawy, ale pomyślała, że to w sumie nawet zabawne i postanowiła kontynuować ten proceder, ale nazywanie jej samej panienką było jeszcze śmieszniejsze. Jak wieki temu, dama i gentleman na spacerze. Jeszcze powinni iść pod rękę.
Co do pytania o magię... Och tak, przecież Tora nie widział jeszcze Bonifacego! Jak to się stało, że kot tyle czasu trzymał się z daleka mimo tego, że jego pani miała różne wątpliwości? Może pora go zaprezentować?
-A owszem, na to wygląda. - uśmiechnęła się, a kot już za chwilkę wskoczył jej na plecy. W tym przypadku długie spódnice też były bardzo przydatne, Bonifacy nigdy nie podrapał jej nóg. A i nauczył się nawet uważać na ubrania. - Oto mój kotek, często pomaga mi w trudnych sytuacjach.
Powrót do góry Go down


avatar
Blue Pegasus


Tytuł : Portret Blue Pegasus
Liczba postów : 364
Dołączył/a : 10/03/2015
Wiek : 21

PisanieTemat: Re: Zniszczona arena   14.05.15 12:49

W sumie dziewczyna zadała dobre pytanie. Poglądy Williama nie pozwalały mu nie tylko na walkę na arenie ale jakiekolwiek negatywne działanie względem drugiej osoby. Między innymi dlatego wolał porozmawiać z koleżanką przez pojedynkiem by uniknąć szczególnych ran.
-Chyba to, że jak każdy potrzebuję pieniędzy do życia. Poza tym to dobra okazja do w miarę bezpiecznego treningu. Im moja moc staje się większa tym większej ilości osób będę mógł pomóc.
Wbrew temu co mogła myśleć Sophie, Tora nie jest skomplikowanym facetem. Naprawdę to prostoduszny gość, nieskomplikowany człowiek o miękkim sercu. Zrozumiała jest jednak nieufność dziewczyny do płci brzydszej, w tym wypadku na szczęście jest nieuzasadniona.
Pojawienie się kotka nieco zaskoczyła Willa. Wychowany przez tygrysicę nieco inaczej reaguje na nowe zwierzątka a i zapach ma nieco zbliżony. Zmierzył się z Bonifacym wzrokiem jak to kot z kotem na wspólnym terytorium. Mamy tu typowy konflikt między gospodarzem a intruzem. Oby się obyło bez pazurków bo na razie tylko warczenia brakuje między tymi kotkami...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość





PisanieTemat: Re: Zniszczona arena   14.05.15 16:54

Należy tylko zapytać, kto w tej sytuacji jest gospodarzem, a kto intruzem. Warto przypomnieć, że to Bonifacy jest strażnikiem Sophie od paru dobrych lat, z Torą wyszła tylko na spacer.
Sophie z niemałym zdziwieniem przyglądała się reakcji nowego znajomego na kota. To było bardzo... ciekawe. Nie wiedziała nawet jak to nazwać. A i Bonifacy był mocno niespokojny, jakoś tak inaczej niż zwykle. A Sophie nie miała pojęcia o co chodzi.
-Komu tak zawzięcie pomagasz? - zapytała, chcąc kontynuować rozmowę, żeby na prawdę nie doszło do użycia pazurków. Kotek zazwyczaj jej słuchał, ale bywały sytuacje, kiedy działał bez jej polecenia. Ale to w końcu kot, te zwierzęta mają swoje humorki i często chodzą własnymi drogami. - Zajmujesz się... działalnością dobroczynną? - palnęła pierwsze, co przyszło jej do głowy.
Powrót do góry Go down


avatar
Blue Pegasus


Tytuł : Portret Blue Pegasus
Liczba postów : 364
Dołączył/a : 10/03/2015
Wiek : 21

PisanieTemat: Re: Zniszczona arena   14.05.15 17:17

Wyrwany z pojedynku na spojrzenia Tora otrząsnął się i wrócił do zmysłów. Jako gospodarza oczywiście miał na myśli Bonifacego, w życiu nie śmiałby zawłaszczyć sobie Sophie po kilku chwilach znajomości. Pojawienie się nowego kotka połączone z tym, że dziewczyna bardzo mu się podobała wywołało chęć walki o zdobyty teren. W tym przypadku raczej skończy się na kwestii użytkowania wspólnej przestrzeni.
Pytanie Sophie wcale go nie zdziwiło. Znowu uśmiechnął się miło.
-Jak to komu? Każdemu kto tej pomocy potrzebuje. Czyż nie od tego są magowie?Pomagamy ludziom i rozwiązujemy ich problemy niezależnie od tego czy to smok w ogródku czy noszenie toreb z zakupami.
Dla Willa posiadanie magii zawsze będzie oznaczać obowiązek niesienia pomocy tym, którzy jej nie mają. Nie interesuje go siła ani kto jest najlepszy. Nie dba też o nagrodę za pomoc. Nie oznacza to jednak, że się jej zrzeka - potrzebuje trochę gotówki jak każdy, różnica polega na tym, że nie jest ona jego priorytetem.
Mag szybko też zobaczył zaniepokojenie Sophie, które wywołało niespokojne zachowanie pupila. Czuł się zobligowany by wyjaśnić sytuację.
-Przepraszam za Bonifacego, to nie jego wina. Tak to jest jak się spotykają dwa zupełnie nieznane sobie koty... Musimy czasem sobie wyjaśnić podział kompetencji, co nie mały? -ostatnie zdanie skierował wprost do futrzaka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content





PisanieTemat: Re: Zniszczona arena   

Powrót do góry Go down
 
Zniszczona arena
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
 Similar topics
-
» Arena III
» Arena nr 2 {Klub Pojedynków}
» Arena #01
» Arena #16

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Fairy Tail New Generation :: Królestwo Fiore :: Crocus-
RadioAoi.plHalo PBFPBF ToplistaI love PBFPBF Toplista~**~.: ANIME TOP100 :.Najlepsze strony o Anime i Mandze w necie