IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Zniszczona arena

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość


avatar
Ranga Specjalna


Liczba postów : 614
Dołączył/a : 04/11/2014

PisanieTemat: Zniszczona arena   07.11.14 8:05

First topic message reminder :

Na chwilę obecną jest to jedyna część miasta, której nie odbudowano. Dotąd stojące tam posągi obecnie są zniszczone na kawałki, leżąc na samym dole, tuż pod wzgórzem. Trybuny są również nieco nadkruszone, jednakże porównując arenę z widmem zrujnowanej stolicy... Jest cała. Znaczy się... w teorii jest cała, ale w praktyce niekoniecznie, aczkolwiek naprawa jej, bez dodawania do niej posągów raczej nie powinna trwać długo. Mimo wszystko, Hisui E. Fiore skupiła się na mieście. Gdy się przejdzie korytarzami pod trybunami, bądź też pod całą tą strukturą widać było, że już w roku X793 trwały przygotowania do kolejnych Igrzysk Magicznych, które nigdy się nie odbyły, a ze względu na bieg wydarzeń raczej to szybko nie nastąpi. Dotarcie tam jest ciężkie ze względu na to, że jakiekolwiek drogi są zniszczone. Jedyne, co w tym przypadku pomoże to jakaś magia lotu lub umożliwiająca to w jakiejś innej formie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com

AutorWiadomość
Gość





PisanieTemat: Re: Zniszczona arena   17.05.15 21:19

Dziewczynie podobało się myślenie nowego znajomego. Pomagać - to priorytet maga. Sama również starała się być pomocna, jednak dla niej wynagrodzenie zawsze grało sporą rolę.
-No, a więc jesteś pewnie bardzo utalentowanym dobroczyńcą. - dziewczyna uśmiechnęła się miło składając dłonie za plecami. - Z twoimi umiejętnościami ludzie muszą nosić cię na rękach.
Bonifacy wiercił się niespokojnie na ramionach dziewczyny przekręcając się to w jedną, to w drugą stronę i plącząc jej przy okazji włosy. Oszczędzania włosów nie nauczył się do tej pory, ale nie jest to proste - przecież są bardzo długie. Na zwrot w swoją stronę prychnął tylko wrogo, patrząc na Torę wzrokiem kociego zabójcy.
-Chciałbyś, draniu. - rzekła dziewczyna do kota (swojego) zrzucając go niezbyt delikatnie ze swoich pleców. Koty jednak zawsze spadają zawsze na cztery łapy, a dziewczyna nie była wysoka do nieba, więc nic mu się nie stało, a rzucił tylko podobne spojrzenie w stronę swojej pani i pobiegł przed siebie znikając dwójce z oczu.
-Dwa koty? To jakieś rozdwojenie osobowości, czy wychowałeś się z kociętami? - rzuciła żarcikiem.
Powrót do góry Go down


avatar
Blue Pegasus


Tytuł : Portret Blue Pegasus
Liczba postów : 364
Dołączył/a : 10/03/2015
Wiek : 21

PisanieTemat: Re: Zniszczona arena   01.06.15 13:46

Dla Sophie to był żarcik, dla Tory zwyczajne życie. Ale wiadomo, nie wszyscy mieli takie życie jak on, co nie znaczy, że mieli lepiej. Może i był sierotą ale Bogu dzięki, trafił pod skrzydła ludzi, którzy obdarzyli go miłością i wychowali na tego kim jest dzisiaj, za co był im wdzięczny. Można z całą pewnością powiedzieć, że jak na porzucone dziecko wyszedł na ludzi.
Wychowanie przez kociaki, o którym mówiła Sophie nie było dla niego niczym dziwnym. Chociaż może wróć, nie doświadczył innego wychowania więc nie znajdował w tym nic niezwykłego. Dopiero w pewnym wieku uświadomił sobie jak "odmiennym" było jego życie rodzinne. Większość dzieci cieszyło się dwójką rodziców i domem w miejskim zgiełku. On z kolei pobierał nauki w cieniu świątyni siłując się z tygrysim rodzeństwem. Życie to naprawdę ciekawe pudełko czekoladek...
-Kociaki? Nie, no co ty... -tutaj zwrócił twarz ku Sophie. -Przez tygrysicę.
Tutaj spodziewał się typowej reakcji większości ludzi w stylu "Żartujesz, prawda?" albo "Ta jasne, a ja przez krokodyla...". Przywykł do czegoś takiego, w końcu trudno uwierzyć, że wielki drapieżnik przyjął na swe łono ludzkie dziecko. No ale skoro żyjemy w świecie, gdzie nawet smok może zrobić coś takiego to czemu nie tygrys? I takie rzeczy, jak widać, się zdarzają...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość





PisanieTemat: Re: Zniszczona arena   13.06.15 13:37

No cóż, Sophie nie była sierotą, miała dwójkę rodziców, z których jedno było kochające bardziej, a drugie trochę mniej. Co do swojego wychowania mogła mieć różne wątpliwości, są miejsca dobre do tego, by dzieci w nich dorastały, i miejsca złe, albo bardzo złe. Sophie nie wie, czy karczma w Hargeon należy do grupy ostatniej, czy przedostatniej. Pewnie sama zdecydowanie wolałaby mieć za rodzeństwo tygryski, a życie przeżyć w świątyni. Z pewnością byłaby wtedy zupełnie inną kobietą.
Przez chwilę miała ochotę zapytać go, czy mówi serio, ale postanowiła zamiast tego przyjrzeć się jego twarzy. Jej wyraz mówił wszystko o tym, że nie żartował.
-Tygrysicę... to niesamowite. - powiedziała tylko, wyraźnie zainteresowana. Z każdą chwilą ten człowiek robił się dla niej coraz bardziej ciekawy. - Opowiedz mi więcej, jak to w ogóle się stało?
Powrót do góry Go down


avatar
Blue Pegasus


Tytuł : Portret Blue Pegasus
Liczba postów : 364
Dołączył/a : 10/03/2015
Wiek : 21

PisanieTemat: Re: Zniszczona arena   28.06.15 22:52

Szczerze mówiąc, Tora był zaskoczony tym niezwykłym zainteresowaniem ze strony dziewczyny. Jasne, lubiła koty ale żeby od razu uwierzyć w coś takiego? Sophie albo była łatwowierna, albo Tora naprawdę przekonujący w swym oświadczeniu. No cóż, może to być kolejna tajemnica wszechświata, której nigdy nie odkryjemy, jak na przykład, Stonehenge, dlaczego Madonna wciąż nie zakończyła kariery, jaki byłby rozmiar Pixela w pikselach i dlaczego zawsze dają za mało sosu...
Will nie pozwolił damie długo czekać, w końcu był dżentelmenem (albo przynajmniej starał się być). Mimo dalszego szoku spowodowanego tak szybką akceptacją, młody mag kontynuował swoją historię.
-Cóż, w naszej świątyni zadomowiła się tygrysica w zaawansowanej ciąży. Bracia nie mogli nic zrobić, zwierze jest święte więc zabicie nie wchodziło w grę a odejść też nie chciało. Powiło młode niedługo przed moim przybyciem. Jako raczkujący brzdąc musiałem wzbudzić w matce jakieś instynkty przez co przyjęła mnie pod swoje skrzydła... lub może raczej łapy. Byłem jedyną osobą, którą akceptowała więc bracia nadali mi imię "Tora" czyli "Tygrys". Dopiero w miarę mojego rozwoju przyzwyczaiła się do towarzystwa ludzi i razem z rodzeństwem żyliśmy sobie w ścisłej harmonii. Dlatego nasza świątynia została nazwana "Tygrysim Gniazdem" lub po prostu świątynią tygrysa.
Tora nawet nie specjalnie, ale unikał tematu tego, co stało się z jego przyszywaną matką. Oraz tego co zrobił potem. Miał nadzieję, że dziewczyna domyśli się, że jest sierotą porzuconą w świątyni i łaskawie ominie bolesny temat jakim jest jego biologiczna rodzina. On sam nie lubi o tym opowiadać. W myśl mądrości brata Sokki "przeszłość rzuca długie cienie na teraźniejszy szlak wiodący ku przyszłości" wolał nie wspominać i nie przeżywać kolejny raz bólu porzucenia. Kochał swych braci, jasne ale ciężko mu było się pogodzić z tym, że nie poznał ani swojej matki ani ojca. I szczerze mówiąc, wolałby ich nie poznawać. Zarówno dla swojego jak i ich dobra.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość





PisanieTemat: Re: Zniszczona arena   29.06.15 20:25

Może i to dziwne, że dziewczyna tak szybko uwierzyła w niesamowitą historię Tory, ale po prostu miała przeczucie. Kobieca intuicja, jak i dokładna obserwacja zachowania chłopaka nie przyniosły żadnych powodów, by nie uwierzyć w jego słowa. Każdy element budził zaufanie, a to, jak chłopak zachował się wobec Bonifacego przeważyło szalę. Sophie znała się na kotach, a ta akcja wyglądała aż za bardzo "kotowato". Gdyby mu to wytłumaczyła, pewnie nie uważałby już tego za tak tajemnicze. Chyba, że nie byłby w stanie zrozumieć, co oznacza kobieca intuicja (a to dość prawdopodobne).
Nie zamierzała pytać o dalsze szczegóły z jego życia. I tak poznała już istotny element jego historii, nie chciała wyciągać zbyt wiele. Oczywiście, o biologiczną rodzinę też nie dopytywała, bo w jaki sposób raczkujące dziecko może trafić do świątyni jako wychowanek? Opcji jest na prawdę niewiele, a najbardziej prawdopodobna tylko jedna.
-Widzisz, ciebie wychowywał tygrys, a mnie hiena. - zażartowała dziewczyna. Oczywiście, nie mówiła dosłownie. Różnie już wyrażała się na temat swojego ojca. - Chyba byłabym szczęśliwa otoczona tygrysami. A tobie podobało się takie życie? Marzyłeś o domu z dwójką rodziców i psem? - zapytała. Miała nadzieję, że nie przekroczy tym pytaniem granicy komfortu rozmówcy.
Powrót do góry Go down


avatar
Blue Pegasus


Tytuł : Portret Blue Pegasus
Liczba postów : 364
Dołączył/a : 10/03/2015
Wiek : 21

PisanieTemat: Re: Zniszczona arena   04.07.15 21:39

Tora ucieszył się, że nie musiał dalej ciągnąć swojej życiowej historii. Pierwsze spotkanie to nienajlepszy moment by powiedzieć swojej sympatii, że odsiedziało się parę lat za potrójne morderstwo na kłusownikach, którzy zabili jego tygrysią matkę. Nie wiedząc czemu ale Will miał wrażenie, że to nie jest coś, co człowiek chciałby od razu wiedzieć - trudno po czymś takim zdobyć zaufanie innych.
Na szczęście kolejne pytanie Sophie było proste.
-Szczerze? Nie marzyłem. Moi bracia świątynni dali mi więcej miłości niż niejedna rodzina. W dodatku miałem kompleksowe wykształcenie, więc nie narzekałem. Oczywiście, jak coś nabroiłem to dostałem naganę i wytłumaczenie, dlaczego nie powinienem. Jak zrobiłem coś dobrego to mnie chwalono. Miałem czas na naukę i zabawę.
My tu gadu-gadu, a czas leci. Miła rozmowa Tory i Sophie trwała w najlepsze, tak, że młodzieniec nawet nie zorientował się jak długo już przetrzymuje kobietę. Zakochany, wiadomo. Jednak znaczne ściemnienie się nieba i obniżenie temperatury w końcu dotarło do tej głowy w chmurach. Przypomniał też sobie, co sie z tym wiąże.
-Cholera! Zapomniałem na śmierć! -zawołał łapiąc się za głowę. Nagle zbladł. -Umówiłem się z jednym handlarzem, że odeskortuję go w zamian za podwiezienie! Przepraszam, że tak nagle, ale muszę uciekać! W najbliższym czasie zamierzam dołączyć do Lamia Scale, więc jakbyś chciała mnie znaleźć będę w tych rejonach!
Ostatnie słowa niemal wykrzyczał w biegu na umówione miejsce. Dlaczego on wszędzie się musi spóźniać?

/zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
Mermaid Heel


Tytuł : Portret Mermaid Heel
Liczba postów : 380
Dołączył/a : 13/03/2015
Skąd : "Morroc"

PisanieTemat: Re: Zniszczona arena   13.12.15 1:21

Tak, czy inaczej, Revy prędko się zjawiła na arenie. Rozejrzała się uważnie, stojąc w korytarzu prowadzącym na główną jej część. Obejrzała się za siebie, patrząc na Norie. Co prawda, to prawda: wolałaby walczyć wszyscy na wszyscy, jednak sam fakt towarzystwa kobiety w drużynie jej sprzyjał. A nie, że na DME jest z pięcioma facetami! Nosz k*rwa mać, ja pi*rdolę, Revy i faceci, to się nie łączy! Kto pisał ten scenariusz?! Jednak jeszcze nie jesteśmy na Daimatou Enbu. Jesteśmy na Arenie, która przez tyle lat nie była używana.
- Tylko nie wchodź mi w drogę - westchnęła cicho w stronę swojej sojuszniczki i partnerki, z którą będą stały ramię w ramię przez kilka najbliższych chwil, jeśli nie minut czy godzin. Przecież ta walka może trwać od paru krótkich sekund, aż nawet zrobić się tak długa niczym walka Naruto z Painem, ewentualnie Sakury i Chiyo z Sasorim, a ta właśnie miała godzinę. Sprawdzałam ze stoperem.
- Revy. I nie, nie mam zamiaru dać wam forów tylko dlatego, że jesteście facetami - rzekła lekceważąco, po czym uniosła kącik ust. Do tej pory opierała się o ścianę w wejściu, a teraz się po prostu od niej delikatnie, ramieniem odepchnęła, stojąc prosto z założonymi na piersiach rękoma. I tak, w jej zamiarach było być teraz wredną istotą, zawistną o aurze niechęci do wszystkiego, co jest mężczyzną i żyje. Spod jej kaptura wyzierały czerwone tęczówki, które jedynie to podkreślały.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t569-revy-delayne


avatar
Lamia Scale


Tytuł : Portret Lamia Scale
Liczba postów : 308
Dołączył/a : 15/08/2015

PisanieTemat: Re: Zniszczona arena   13.12.15 15:46

Patrzę na dwie dziewczyny. Głównie na tą, która się właśnie przedstawiła. Cóż, średnio mnie interesuje jej imię. Ważny jest tylko trening i forsa, którą będę mógł sobie wydać na jakieś zakłady u bukmachera czy inne duperele. Stoję więc jakieś 30 metrów od Revy. Siadam sobie na ziemi, rozmyślając nad przebiegiem całego starcia. Nie chce mi się stać, bo od tego bolą nogi i traci się energię potrzebną chociażby do biegania. Chociaż siedzenie też nie jest za bardzo relaksujące, bo dupa trochę boli, ale to można przeboleć. Poboli, poboli i przestanie. Zwłaszcza, jeśli już zjawi się sędzia i da sygnał do rozpoczęcia walki. Tak nawiasem mówiąc, mógłby ktoś tutaj już przyjść, bo zaczynam się nudzić. Chciałbym wrócić do Siedziby Gildii na kolację, zwłaszcza, że jutro mam spotkać się z Mistrzem w jakiejś pilnej sprawie. Znaczy nie osobiście, a w większym gronie. Mistrz ma jutro przemawiać na forum publicznym, zatem trzeba przyjść i posłuchać. Nie można tego opuścić, a jeśli sędzia szybko się nie zjawi to zapewne się spóźnię, jeśli w ogóle się stawię. No ... nie mogę się nie stawić; to nie jest możliwe. Co najwyżej opuszczę tą arenę, oddając walkę walkowerem. Ciekawe czy mi wtedy zapłacą za sam udział. Pewnie nie zapłacą. Stracę tylko czas, bo jakiś głupi sędzia się oczywiście musiał spóźnić. Niemniej jednak, jeszcze się nie spóźnił, więc może się nie spóźni i do walki jednak dojdzie? Kto wie. Ja przynajmniej mam taką nadzieję. Chociaż ... samo dojście tutaj było ciężkie. Musiałem się wlec na piechotę po poniszczonych drogach i parę razy bym się wywrócił i tak by się skończyła moja przygoda z tą areną. Przynajmniej przeszedłem już trening kondycyjny w tym czasie. Teraz tylko odpocząć i na nowo zebrać siły i można iść w bój. Jednak sędzia ciągle się nie pojawia. No nic! Dam mu jeszcze parę minut czy może nawet godzin. Chyba się wyrobię. Nie wiem. Może. Rozglądam się po przeciwnikach, lustrując ich wzrokiem. Dziewczyna w płaszczu (Revy) chyba nie pała zbytnią sympatią do swojej koleżanki z drużyny. Wątpię, by były z jednej Gildii, chociaż i tak mnie to nie interesuje. Jeśli zacznie atakować swoją towarzyszkę, to mi to będzie tylko na rękę. Ja mógłbym spróbować zawrzeć niepisany sojusz z chłopakiem, skupiając swoje ataki na dziewczynach i póki co omijając chłopaka. Jednak nie mam pewności, że mnie nie zaatakuje. No nic. Będę musiał ściągnąć wszystkich na raz. Raczej nie starczy mi na to sił (MM), ale trudno. Trzeba będzie to zrobić. Raz kozie śmierć!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t1104-iwaru-yosa


avatar
Sabertooth


Tytuł : Portret Sabertooth
Liczba postów : 561
Dołączył/a : 03/11/2015
Wiek : 25
Skąd : Biała Podlaska

PisanieTemat: Re: Zniszczona arena   13.12.15 16:34

Zin stał milcząc i słuchając co mają do powiedzenia jego przeciwnicy. Nie miał zamiaru tutaj być miły, uprzejmy i kulturalny. Przyszedł tutaj się sprawdzić, podszkolić swoje umiejętności w walce. Sam na trzech przeciwników może być dobrym testem. Dwie dziewczyny i jeden chłopak. Revy ta w płaszczu, opryskliwa jak mało która. Stali jak snopy siana na szczerym polu. Czekali na arbitra, który będzie miał oko nad przebiegiem walki. Chyba nikt nikogo tu nie pozabija. Mogli by zacząć bez niego, a jak rozniosą tą ruderę to raczej nikt nie będzie za nią tęsknił. Tak czy siak jest w opłakanym stanie. Opierał się tak dłuższa chwilę, patrząc to tu to tam. To na chłopaka to na dziewczynę. Czas dłużył się jak diabli, a oni czekali jak na zbawienie. Czy ten sędzia nie mógł być tak punktualny jak zawodnicy? Ciekawe czym zaskoczy go reszta uczestników. Miło by było jak by wrócił na kolacje do kwatery gildii...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t1254-zin-nazaka


avatar
Mistrz Gry


Liczba postów : 85
Dołączył/a : 17/06/2015

PisanieTemat: Re: Zniszczona arena   13.12.15 17:50

Świat bywa przewrotny i zaskakujący. Zdarza się, że czasem kilka osób ma dokładnie taki sam plan zupełnie nie zależnie od siebie. Tak się też złożyło tym razem. Czwórka magów każdy reprezentujący inne barwy gildyjne zechcieli zabrac się za to samo zlecenie. Zgodnie z zaleceniem znajdującym sie na kartce mieli szukac mężczyzne imieniem Kurt na zniczonej arenie w Crocus.
Samo dotarcie do miasta jak i na arene nie stanowiło problemu dla naszych magów ze względu na to, że z racji na zbliżające się Wielkie Igrzyska Magiczne w całym mieście, aż huczało od plotek. Jedną z informacji, które się zasłyszało była wiadomośc o pokazie walk na starej arenie, która została zniszczona podczas pamiętnych wydarzeń z X791 roku. Mimo tego przejście na nią zostało już odgruzowane zapewne przez organizatorów wydarzenia. Mimo tego i tak dało się zauważyc ogrom zniszczeń jakie wtedy zostały spowodowane.
Zanim magowie zdążyli się stawic na miejscu zbiórki wyznaczonym w treści zlecenia już z pewnej odległości mogli zobaczyc, że ktoś już na nich czeka. Mężczyzna jednak kompletnie ich ignorował z początku nawet wtedy, gdy wszyscy się już zjawili. Odezwał się dopiero w momencie, gdy składy były w miarę ustalone.
- Witam was! Nazywam się Kurt i to zapewne wy jeśteście tymi osobami, które się do nas zgłosiły. Pozwólcie zatem, że przybliże wam nieco podstawowe zasady. Pierwsza zasada: Nie chcemy żadnej śmierci na naszej arenie. Zmaltretowanie przeciwnika do utraty przytomności tak. Śmierc nie! Zasada druga: Walka kończy się dopiero w momencie wykluczenia wszystkich pozostałych przeciwników czy to przez eliminacje czy poddanie walki. Trzecia i ostatnia zasada: Zwycięzca może byc tylko JEDEN! Także nawet jeśli zawiążecie jakieś sojusze to i tak tylko jedna osoba będzie mogła się nazwac zwycięzcą! tak skróciwszy podstawowe zasady obowiązujące na tutejszej arenie wskazał wam ręką tunel, który się przy was znajdował wyraźnie zapraszając do środka.
- A tak prawie bym zapomniał. Podajcie mi na tej liście podstawowe informacje o was, żeby spiker mógł was zaprezentowac publicznosci i możecie się udac na arene. to mówiąc podał najbliższej osobie kartkę z długopisem i czekał na jej zwrot.
----------------
Kurt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
Fairy Tail


Liczba postów : 344
Dołączył/a : 30/03/2015

PisanieTemat: Re: Zniszczona arena   13.12.15 18:15

Wyglądało na to, że wylądowała w jednej drużynie z Revy. Nie żeby ją zbytnio znała, a tym bardziej by wiedziała o jej uprzedzenia do płci brzydkiej. Chciała się tylko rozerwać a przy okazji trochę zarobić kryształów na arenie. Zbroja i czynsz same się nie opłacą, a chleba za darmo nie dadzą na ulicy. Chyba, że jest się żebrakiem a ona do takowych nie należała. Zwykle rzucała im bochenki jeśli ktoś wyglądał na kogoś porządnego i godnego, by mu pomóc.
- Nie wchodzić w drogę? – przekręciła głowę w bok pytająco. Przecież wielokrotnie walczyła razem z kimś, tyle że tym kimś był jej giermek który już był obeznany w tym jak paladyn walczy. Na plecach Norie miała swoje dwa ulubione miecze, z którymi się praktycznie nie rozstawał. Nosiła na sobie płaszcz, a pod płaszczem zbroję, wyjątkowo dziś miała włosy spięte w warkocz.
- Norie – powiedziała uśmiechając się życzliwie – Tym bardziej ja nie dam forów, ani nie musicie nam ich dawać bo jesteśmy dziewczynami – powiedziała śmiejąc się delikatnie i podchodząc nieco bliżej tymczasowej partnerki, tak by stać na równi z nią. Mimo, że Revy mogła nie pałać do Norie sympatią, to paladyn się tym zbytnio nie przejmowała. Nie miała jej tego w żadnym wypadku za złe, dlatego nie wykazywała w tym kierunku żadnych oznak agresji. Po prostu zdjęła sobie oba miecze i trzymałą je w rękach, stojąc luźno i czekając. Może sędzia się tutaj kiedyś pofatyguje? Przed sobą miała dwóch osobników płci męskiej. Nie planowała dawać im forów ze względu na płeć czy chociażby to, że Iwaru wyglądał na takiego porządnego i spokojnego. W końcu jednak sędzia się pofatygował. Wyglądał jak jakiś weteran, który dostał strzałę w kolano i nie mógł być już podróżnikiem, a teraz pracuje na arenie. Wysłuchała zasad… czyli wyglądało na to, że jest to battle royal i zwycięzca jest tylko jeden.
Norie Azure Bringer Amanohokosaka, jestem paladynem z Fairy Tail – wpisała na kartkę, przedstawiając tym samym swoje dane. Po czym spojrzała na Revy i zachęcająco się do niej uśmiechnęła – walka dwa na dwa wygląda na najsensowniejszą opcję i przy tym ciekawą. Możemy powalczyć chłopaki na dziewczyny i potem zwycięski team rozstrzygnie to między sobą kto dostanie nagrodę. Co o tym sądzicie? – zapytała, w sumie nie wyglądało na to żeby Revy paliła się do walki ramię w ramię z facetem, a tym bardziej nie wyglądała na taką która będzie chciała zawiązywać sojusze. A byłaby to szkoda, w końcu Norie by się z nią zaprzyjaźniła najchętniej. Zresztą… nawet jeśli będzie to każdy na każdego to jej to nie przeszkadzało. Po podpisaniu udała się w stronę tunelu, który pewnie prowadził na miejsce zmagań.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t645-azure-maiden-skonczone?nid=2#53


avatar
Sabertooth


Tytuł : Portret Sabertooth
Liczba postów : 561
Dołączył/a : 03/11/2015
Wiek : 25
Skąd : Biała Podlaska

PisanieTemat: Re: Zniszczona arena   13.12.15 18:23

Zin wysłuchał co ma do powiedzenia ich aktualny pracodawca, ale nie miał zamiaru się ujawniać. Jest tutaj dla treningu i nie chce by ktoś go rozpoznał jako uczestnika igrzysk, więc w planie miał zwykłe ściemnianie. Podszedł po dziewczynie w zbroi i podał już napisane dane na kartce z jego notesu. Lee White, Neutralny. Może przejdzie. Chce to jak najszybciej zacząć, by jak najszybciej skończyć. Nie czekając na ruch innych po oddaniu kartki ruszył w kierunku tunelu. Zostało czekać na pozostałą dwójkę by w końcu zagrać w otarte karty. Może dać z siebie wszystko, arena i tak jest zniszczona.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t1254-zin-nazaka


avatar
Mermaid Heel


Tytuł : Portret Mermaid Heel
Liczba postów : 380
Dołączył/a : 13/03/2015
Skąd : "Morroc"

PisanieTemat: Re: Zniszczona arena   13.12.15 19:24

- Tja, może być. Możemy skończyć już gadać? Skończmy to szybko, bo trochę nam śpieszno. Zapewne wiesz, o co chodzi - skierowała się do Amanohokosaki, wzdychając całkiem ciężko. Dobra, a teraz pytanie za sto punktów: CZY DAŁO SIĘ WYMYŚLIĆ BARDZIEJ DŁUGIE I- chwila moment, dało się. Konstantynopolitańczykowianeczka. Zwracam honor, w porównaniu z tym właśnie podanym, Amanohokosaka to zupełnie normalne nazwisko. Wierzcie mi na słowo.
Podpisała się w notatniku podanym im przez Kurta jako "Revy". Po prostu. Nawet zmyślonym nazwiskiem Delayne się nie podpisała, bowiem nie chciała. Wystarczy, że pewnie je ktoś wypali na przyszłych igrzyskach. Nikt jednak na szczęście nie znał jej prawdziwego miana. Nikt. Nawet mistrzyni tego nie wyjawiła uważając, że to jest jej prywatna sprawa, prywatne śledztwo. Z resztą to nawet wtedy stwierdzała, że nie może zostać z nimi skojarzona, skoro wybyli z Fiore tyle lat temu.
Samo to, że będzie musiała walczyć ze swoim towarzyszem, jeśli obie wyjdą z tego "bez szwanku", to znaczy zwycięsko. Z taką puszką... by miała problemy, nawet teraz, jak odchodziła od niej starała się wynaleźć jakieś słabe punkty. Tak samo, jak i u innych, chociaż obserwator z niej był do dupy. Była zwolenniczką porządniej nawalanki. Nie nawalanki na noże, na pistolety. Nawalanki, w której stosuje się jedynie swoje umiejętności magiczne i fizyczne. A nie jakieś tam kanapeczki przedłużenia ręki pokroju włóczni czy innych, niepotrzebnych i obciążających sprzętów. Oczywiście, posiadała swoje Pięści Bestii, jednak jest to zupełnie inna kategoria przedmiotów użytkowych.
Więc ruszyła dalej przed siebie, kawałek za Norie. Nie zwracała uwagi już na innych, milczała. Włożyła ręce do kieszeni i tak szła ze spuszczoną głową, w milczeniu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t569-revy-delayne


avatar
Lamia Scale


Tytuł : Portret Lamia Scale
Liczba postów : 308
Dołączył/a : 15/08/2015

PisanieTemat: Re: Zniszczona arena   13.12.15 21:48

Wstaję i odbieram od Zina długopis. Wpisuję na kartce swe imię - "Iwaru". Nic więcej nie trzeba. Chociaż znając takie przedstawienia twórcy i widownia spodziewaliby się bardziej czegoś w stylu "Niesamowity, waleczny, przystojny, pogromca Nekromanty Mortimera! Na koncie 100 walk! 99 wygranych, 98 zakończonych przez nokaut! Brawa dla Iwaru Yosa-sama!". Jednakowoż, moja wrodzona skromność nie pozwala na takie zmyślanie. Czysty idiotyzm. Nie jestem tutaj dla rozgłosu tylko dla kasy. Tylko dla walki. Nic innego się nie liczy. Większość, jeśli nie wszyscy tutaj zgromadzeni pewnie myślą podobnie. Dziwne osoby. Bardzo podobne do siebie. Bardzo podobne do mnie. Perfekcjoniści, pragmatycy. Chłodni wojownicy pełni pasji. Pełni kalkulacyjnego, zdroworozsądkowego osądu. Zapewne zaprawieni w bojach posiadacze potężnych zaklęć. Przedstawienie takie jak się za niedługo rozegra zasługuje na więcej forsy niż nam oferują. Tacy ludzie nie walczą dla jakichś drobnych. Sama zbroja Pani Rycerz musiała kosztować majątek. Nie rozumiem dlaczego ryzykuje jej zniszczenie na takim podrzędnego gatunku przedstawieniu. Jednak warto walczyć! Warto walczyć z silniejszymi, by podnieść swe umiejętności. Im to się przyda. Mi to się przyda. Wszyscy będą zadowoleni. Łącznie z organizatorem i widownią. Nie zamierzam jednak tego przedłużać. Wręczam karteczkę z napisem "Iwaru" Kurtowi i udaję się we wskazane miejsce. Pani Rycerz proponuje walkę mężczyźni przeciwko kobietom. Szczerze powiedziawszy mi to z jednej strony pasuje, a z drugiej niezbyt. Niezbyt, bo wtedy zwycięstwo przyjdzie zbyt łatwo, a porażka będzie zbyt gorzka. Pasuje, bo właśnie łatwiej będzie wygrać, chociaż to też nie jest powiedziane. Nic nie odpowiadam, pozwalając drugiemu chłopakowi podjąć decyzję za siebie. Ewentualnie tak przypadkowo go uderzę jakimś zaklęciem i po pokonaniu dziewczyn już będzie mi łatwiej. Gdy przychodzi moja kolej i spiker zapowiada moją skromną osobę, wchodzę na Arenę i pierwsze co robię zaskakuje wszystkich obecnych. Jako, że wszedłem ostatni, jestem w stanie ocenić jakie pozycje zajęli moi rywale. Jak są daleko ode mnie. W którą stronę są zwróceni - czy kobiety patrzą na drugiego chłopaka, obierając go za cel. Czy może patrzą na mnie, obierając mnie za cel? Czy może na nas obu, traktując nas jak dwóch równorzędnych rywali. A może jest tak, że jedna patrzy na jednego, a druga na drugiego? Może zamierzają się podzielić i jedna ruszy na mnie, a druga na mojego towarzysza, który tak na prawdę jeszcze nie jest moim towarzyszem? A może zwrócą się w swoją stronę, lustrując negatywnym i morderczym spojrzeniem swoje osoby i nici z sojuszu dwóch dziewczyn? Patrzę co robi chłopak. Patrzy na dziewczyny, szykując się na atak? Czy może na mnie? Jeśli na mnie, to czy przejawia oznaki wrogości czy przyjaźni? Patrzę na to jakim sprzętem dysponują wszyscy wojownicy. Staram się poznać jak najwięcej detali. Nic takiego, oprócz zbroi i dwóch mieczy, raczej nie mają. Nie powinienem się martwić. Ta, która przedstawiła się jako Revy jest bardzo dziwna i nie zdziwię się jeśli zaatakuje towarzyszkę, mając jeszcze dwójkę przeciwników na karku. Tak. Pewnie jej odbije, chociaż ... może jednak nie. Zobaczymy. Ocena sytuacji nie trwa długo. Mój analityczny umysł potrafi sobie z tym poradzić w parę sekund. Tego oczywiście widownia nie widzi, a to co widzi wielce ich zaskakuje. Najzwyczajniej na świecie siadam sobie na ziemi po turecku i czekam na coś ... nawet nie wiem na co. Może na gwizdek sędziego? Może na jakiś pocisk, który przeszyje mi gardło, a ja i tak będę ciągle żywy, cały i zdrowy? Jak chcą to mogą próbować. Nawet nie wiem czy chce mi się tego unikać. Chociaż i tak pewnie nawet nie trafią. Nie wyglądają na takich, którzy by potrafili trafić. Na co jeszcze czekam? Na jakiś gwizdek czy coś, co da mi znak do rozpoczęcia walki. No i oczywiście na odpowiedź drugiego chłopaka - czy chce się ze mną sprzymierzyć czy nie? Jeśli nic nie powie, to uznam go za wroga i nici z sojuszu. Mniejsza ilu. Pokonam ich wszystkich!

---
Wybaczcie, że tak późno odpisuję.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t1104-iwaru-yosa


avatar
Mistrz Gry


Liczba postów : 85
Dołączył/a : 17/06/2015

PisanieTemat: Re: Zniszczona arena   14.12.15 1:27

Kurt zaraz po odebraniu listy z waszych rąk jedyne co zrobił to opuścił ręce i głośno westchnął - Ehh, czyli znowu przeciętniaki. Będę musiał to trochę zmienic... Nie czekał też na odpowiedź z waszej strony i momentalnie odszedł od was zmierzając nie wiadomo gdzie, a wam pozostała jedynie wędrówka przez tunel.
W przejściu było dośc, ale dało się rozróżnic cienie i niektóre przedmioty. Dzięki temu mogliście zauważyc, że oprócz drogi na wprost są tu też liczne zakręty boczne ścieżki czy też schody prowadzące w górę bądź jeszcze niżej. Przez tunel szliście dokładnie w takiej kolejności w jakiej się wpisaliście na listę, a jak już dotarliście do stalowej bramy, która raczej wyglądała na sprawną, bo nie była niczym przysypana, a w jej okolicach dało się zobaczyc jakies stare ślady krwi, a także liczne ciemniejsze plamy na piasku. Zapewne od krwi... Nie był to zdecydowanie zachęcający widok, ale jak już się zadeklarowaliście to już nie było odwrotu. Tym bardziej, że dokładnie w tej chwili za waszymi plecami zamknęła się ściana. Tak dokładnie. Ściana. Teraz jedyną drogą było wejście na arene.
Po chwili usłyszliście wyraźny głos na arenie mówiący. - Witam serdecznie państwa w naszym koloseum. Miejscu gdzie zwykli magowie mogą stac się legendami, a legendy mogą okryc się nie zwyklą hańbą. Na tym ringu nikogo nie interesuje skąd pochodzi, a więc możemy zarówno zobaczyc znanych przestępców jak i wysoko urodzonych, znudzonych szlachciów... Spiker przerwał na chwilę, by najwyraźniej wziąc oddech i po chwili kontynuował - A o to dzisiejsza atrakcja. Walka czwórki magów każdy pochodzący z innego regionu Fiore! Pierwszy z nich to pięknośc zakuta w zbroję. Osoba, która mogłaby byc konkurentką dla samej Erzy ze starego Fairy Tail, a nawet wywodząca się z tej samej gildii NORIEEEEE "AZURE BRINGER" AMA-NO-HOKO-SAKA. Zaraz za nią idzie tajemniczy błękitnooki młodzieniec, który kiedyś pokonał jednego z demonów Czarnego Maga, Zerefa. Przed państwem LEEEEEEEEEE WHITE. Następną osobą w kolejności jest kolejna przedstwicielka płci pięknej. Znana ze swojego charakterku, a także urody, która była już źródlem problemów nie jednego mężyczny REEEEVY. Ostatnią już osobą uczestniczącą w tej walce jest młody, złotooki chłopak, ale proszę się nie dac nabrac na wiek. Pogłoski mówią, że potrafi samym spojrzeniem spalic całą wioską, a imię jego IWARU. To już wszystikie osoby. Życzę państwu udanego spektaklu i niech gra się rozpocznie W końcu komentator zamilkł, a zaprezentowane osoby znalazły się już na arenie. Chwilę później również rozległ się dźwięk gongu dający sygnał do rozpoczęcia walki.
Stoicie dokładnie naprzeciw siebie w odległości piętniastu metrów od następnej osoby. Tym samym tworzycie sobą kwadrat, a wy się znajdujecie w jego rogach. Odległośc jest wystarczająca, byście wszyscy się nawzajem widzieli. Norie stoi naprzeciw Revy, a Zin naprzeciw Iwaru. Cała arena zaś jest to koło o średnicy pięćdziesięciu metrów, a pod stopami macie wysypany piasek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
Fairy Tail


Liczba postów : 344
Dołączył/a : 30/03/2015

PisanieTemat: Re: Zniszczona arena   14.12.15 2:23

No i tymi słowami Revy się udupiła, bo przecież nie mogła wiedzieć jak bardzo Norie lubi walki i wszelakie sparingi. Przecież nie mogła wiedzieć, że teraz paladyn się do niej przypierdzieli jak rzep do psiego ogona, ani tym bardziej że będzie ją męczyła o sparingi. Ale to oczywiście potem jak skończą swoją wizytę na arenie. Swoją drogą przeciwnicy nie byli opancerzeni, a raczej nic na to nie wskazywało więc Norie założyła że mogą być na tyle szybcy, by tego nie potrzebować. Pomińmy to, że obok Revy kroczyła puszka która może mieć nawet do tych dwóch ton obciążenia ze względu na swoje ciężarki magiczne, jednak… kto to liczył? W każdym razie była ciężka, jednak już dawno się do tego przyzwyczaiła, że te rogi jak również obręcze jej ciążą a potrafi z nimi całkiem sprawnie i szybko machać tymi wielkimi mieczami. Widziała to jako świetną okazję do przetestowania siebie, bo prawdę mówiąc… nigdy wcześniej nie brała udziału w czymś takim. Plus… Musi zaufać Revy że ta nie wbije jej noża w plecy jeśli mają współpracować. Cóż paladyn nie była głupia, jednak miała w sobie tą nutkę łatwowierności czasami wykorzystywaną przez innych. Zwłaszcza przez Sakurę, która jej kradła czekoladę.
Grupa szła przez tunel, a podczas tego spaceru Norie nasunęła na twarz maskę Kamy. Postanowiła sprawdzić ten przedmiot. Maska leżała o dziwo naprawdę dobrze, chociaż z zewnątrz mogła być naprawdę straszna. Zwłaszcza, kiedy takie chucherko 160 cm nosi miecze swojej wielkości na plecach. Norie spojrzała na ślady krwi i lekko się zaciągnęła powietrzem, które spowijało arenę. Szła dalej, kiedy speaker ich przedstawiał. Wywołując jej imię Norie pomachała w górę ręką ku publiczności i szła dalej do przodu. Widocznie gość lubił koloryzować, bo sama w sobie paladyn nie była pewna czy mogłaby się mierzyć z Erzą, a nawet czy mogłaby być nazwana konkurentką. Za to towarzystwo też ciekawie opisał. Pogromca demona Zerefa, płomiennonastrojową Revy jak również mogącego spalić wioskę Iwaru. Szła ku centrum, gdzie ustawili się piętnaście metrów od siebie. Przed sobą Norie miała Revy, a po prawej bądź lewej zależnie od ustawienia miała Iwaru oraz White’a. Paladyn obróciła w rękach oba miecze, a następnie zmierzyła wzrokiem obu facetów. Zacznijmy od Iwaru, który nie wyglądał by miał przy sobie jakąkolwiek broń. Zatem Norie założyła, że walczy albo wręcz albo przy pomocy magii. Zresztą tak samo myślała o Revy oraz White’cie. Przekręciła ostrze, które trzymała w prawej ręce, tak by mieć je płazem w dół. Typowe ułożenie jednego miecza w formie tarczy by móc się bronić. Jeśli chłopcy będą walczyć wręcz to powinna dać radę nadążyć z blokiem. Wyprostowała rękę czyniąc z Ashery jakby swoje skrzydło, a w lewej ręce trzymała Templara, który swoim kształtem bardziej przypominał szpikulec niż miecz, jednak była to równie groźna broń. Ugięła lekko nogi i pochyliła się uważnie obserwując mężczyzn i kątem oka zerkając na Revy. Tak asekuracyjnie, by móc ją w razie czego wesprzeć. Zaraz potem Templar zaczął emanować niebieską energią oraz chłodem, a sama paladyn na dźwięk gongu napięła się niczym struna, swoimi niebieskimi oczkami świdrowała Iwaru, przy okazji korzystając nieświadomie z morderczego wyglądu jaki zapewniała jej ta maska. Ot, taki trik który pewnie nie zadziała na doświadczonego bojownika, bo przecież kto tam boi się maski od której czuć było żądzę krwi i mordu?
Zacznijmy zatem od wariantów jakie Norie przewidywała. Jeśli w jej stronę poleciał jakikolwiek pocisk to nie próbowała tego blokować, a uniknąć. W ostateczności zawsze mogła spróbować przeciąć pocisk za pomocą wzmocnienia miecza Reforgem i dostatecznie mocnym cięciem. Ale to tylko w ostateczności, kiedy nie mogła tego ani zblokować ani uniknąć. Jeśli już miała przecinać to cięła bardzo oszczędnie, jak najmniej odsłaniając się a drugi miecz wykorzystując do obrony przed uderzeniem z pięści czy też kopnięciem albo dźgnięciem bronią jeśli okaże się że coś mają. Jeśli już kopnięcie czy cios miałoby nadejść to parowała Asherą jednocześnie używając specjalnej mocy miecza i podpalając go, tak by w momencie kontaktu ktoś się poparzył w kończynę. Wtedy wykorzystałaby moment zdezorientowania i cięła horyzontalnie od lewej do prawej, wykonując odskok w tył by zwiększyć dystans. Jeśli natomiast chłopcy postanowili skoczyć na nią jednocześnie to wyczekała moment i wykorzystała Phantom Sword w momencie, kiedy oboje wejdą w zasięg. A jeśli postanowią się rozdzielić? Również rozdzieli to cięcie poprzez wykonywanie każdego segmentu oddzielnym mieczem, by zaraz doskoczyć do najbliższego z chłopaków, wykonać młynek krótki nad głową i ciąć z góry do dołu od prawej do lewej po skosie przy pomocy ognistego ostrza. Zaraz jednak po takim manewrze by odskoczyła w bok, bo miała przecież odsłonięte plecy, dlatego chciałaby ustawić się tak by móc widzieć wszystkich. Włącznie z Revy. W wypadku jeśli chłopcy postanowili rzucić się na biedną glonowłosą, Norie chciała do niej doskoczyć, by stanąć w miarę blisko niej i za pomocą rozpalonej Ashery zablokować atak napastnika, a potem wyprowadzić Templarem pchnięcie połączone z pociągnięciem w bok, tak by zmusić przeciwnika do odskoku dalej w bok, tak by obie dziewczyny miały możliwość zajęcia się jednym napastnikiem kiedy ten jest oddzielony. Jeśli natomiast Revy postanowiła ją zaatakować, kiedy ta próbowała jej bronić to wykonała warianty odpowiednio wcześniej wymienione. Jeśli cios, to unik lub próba bloku za pomocą płonącej Ashery, a zaraz potem odskok z horyzontalnym cięciem, a gdyby tamci postanowili na nią zaszarżować to wykorzystać wcześniej opisaną akcję z Phantom Sword.
Co jeśli chłopcy postanowili nie zaatakować? Norie skróciła wtedy dystans względem Revy, podchodząc do niej bliżej i zerkając kątem na przeciwników. Szła spokojnie, by pokazać że nie ma złych zamiarów – Idę pierwsza jak coś kryj się za mną– powiedziała i w tym momencie by skoczyła w stronę najbliższego z nich. Zanim próbowałaby wykonać pchnięcie to kopnęła piasek by sypnąć im w oczy i utrudnić widoczność a potem wykonać owe pchnięcie, którego impet by zmieniła za pomocą obrotu przechodzącego w horyzontalne cięcie na tors, tak by rozciąć w razie czego ścięgna na klatce piersiowej, a drugim mieczem móc ciąć na podbrzusze. Troszkę na zasadzie takich ostrzy sokowirówki, jednak zaraz po udanym bądź nieudanym ataku wróciłaby do pozycji obronnej i odpierała ataki tak jak przewidziano w opcjach wyżej.

100 MM za Templara > 9750
Ewentualne:
150 MM za Reforge
100 MM za Asherę
1500 MM za Phantom Sword
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t645-azure-maiden-skonczone?nid=2#53


avatar
Sabertooth


Tytuł : Portret Sabertooth
Liczba postów : 561
Dołączył/a : 03/11/2015
Wiek : 25
Skąd : Biała Podlaska

PisanieTemat: Re: Zniszczona arena   14.12.15 10:54

Gdy gość, który prosił o dane personalne zebranych magów, dostał to co chciał rozpłynął się równie szybko jak i pokazał. Zostawiając zebranych w środku jakiegoś pomieszczenia. Mimo, że walka będzie ciężka podchodził do niej na luzie bez większego spięcia. Po paru sekundach, postanowił wyjść z pomieszczenia, by udać się do tunelu prowadzącego na arenę. Nagle donośny głos dochodzący z zewnątrz anonsował całą czwórkę. Został wyczytany jako drugi, zaraz po Amanohokosace, a przed Revy i Iwaru. Zatem na dźwięk swojego fałszywego nazwiska, by zachować pozory wyszedł na piaszczystą, owalną widocznie zniszczoną arenę. Stali teraz w odległości około 15 metrów w swoistym czworokącie, każdy na jednym rogu. Przed nim Revy, która podobno jest źródłem kłopotów nie jednego mężczyzny. Sprawdzimy ile w tym prawdy.

W maksymalnym skupieniu odliczał upływające sekundy. Wzrok utkwiony w martwym punkcie między oczami Revy. Tak jakby chciał ją już samym wzrokiem zabić. Każdy pojedyńczy mięsień w jego ciele był gotowy do akcji. No i jest, w końcu rozległ się potężny, donośny dźwięk gongu oznajmiającego start walki. Za plecami maga, po upływie pierwszych setnych sekundy pojawiła się jasna, oślepiająca biała łuna, z której pokazały się wielkie szkaradne skrzydła. Korzystając z odległości jaka ich dzieli, a jest to tylko około 15 metrów. Wystrzelił jak z armaty pozostawiając za sobą świst powietrza w kierunku Revy by na trzy metry przed nią wznieść się na około dwa metry ponad nią i spikować w dół by spróbować ataku z wyciągniętą piętą wycelowaną w sam środek czoła [Tobu koto],a wszystko to z prędkością około 110km/h, co daje 30,9 m/s. w linii prostej. Cała ta akcja mogła dziać się na przestrzeni około 60 setnych sekundy, w mgnieniu oka niczym błyskawica, bądź teleport. Trzeba było popisać się nie lada refleksem by się od tego ustrzec. Sam cios powinien przynajmniej powalić jego przeciwniczkę na ziemię, nie mówiąc już o utracie równowagi. Biorąc pod uwagę z jaką prędkością był zadany w nieosłoniętą głowę. Bądź jeśli udało jej się jej w jakiś sposób uniknąć ataku, trafi w ziemie. Biorąc pod uwagę drugi możliwy scenariusz po chybionym ataku wybiję się w powietrze na około 15-20 metrów kontynuując lot z połową prędkości początkowej po wytrąceniu spowodowanym w ziemie. Pozwoli mu to uniknąć możliwego ataku Iwaru, lub Norie chcącej obronić swoją sojuszniczkę. Obróci się twarzą w kierunku tego co dzieję się aktualnie na arenie by skontrolować co się dzieję, by w razie nadlatującego pocisku, czy ataku był gotów zrobić unik obracając się w okół własnej osi.

F = m * delta V/ delta t = 912,168 njutonów - siła uderzenia jeśli niczego nie pomyliłem.
-------
Ilość MM: 6650
- 150 skrzydła.
- 250 [Tobu koto]
= 6250
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t1254-zin-nazaka


avatar
Mermaid Heel


Tytuł : Portret Mermaid Heel
Liczba postów : 380
Dołączył/a : 13/03/2015
Skąd : "Morroc"

PisanieTemat: Re: Zniszczona arena   14.12.15 15:37

Problem wielu mężczyzn? Wiecie co? Sędzia niewiele się pomylił. I przyznam mu rację w tym momencie, zarówno jako postać, jak i autorka postu. Nie jeden facet miał po chociażby dotknięciu jej pięść, nogę, kolano w twarzy, ewentualnie nóż przy gardle. I aż się uśmiechnęła pod nosem, unosząc kąciki ust. Zadowalało ją takie przedstawienie, jednak sam fakt, że oni też zostali dość ciekawie przedstawieni sprawiło, że jeszcze bardziej chciała walczyć. Wiedziała chociaż, że to było celowe zmyślanie, acz kto wie? Może coś okaże się prawdą?

I zaczęli. Gong oznajmił początek walki. Przewiduję jedynie dwie możliwości walki, jeśli chodzi o Revy.
Pierwszą możliwością jest oczywiście zrobienie uniku przed atakiem przeciwnika, czyli Zina. Uskok w bok, acz jeśli nie zdąży, niemal natychmiastowo aktywuje trzy stopnie Aspektu Askala, do tego Black Shard, zasłania się przy tym rękoma przez atakiem. Powinna się utrzymać na nogach, cokolwiek by się nie stało, jednakże siła może być przytłaczająca. Dlatego właśnie stara się wygiąć w tył, aby ten napór na nią zelżał i poleciał na ścianę za nią. Ona zapewne wtedy nie bardzo będzie mogła cokolwiek zrobić, więc zostanie jej wyprostować ręce, odbić się od ziemi na nich i zrobić przeskok, lądując na ziemi, na nogach. Na czterech kończynach, dokładnie, gdyż ciężko jest jej się w przypominającej bardziej zwierze postaci.Brakowało jej kilku elementów.
Zaraz po tym przechodzi do odpowiedniej ofensywy. Obserwuje zachowanie Zina i Iwaru, gdzie na tego drugiego szarżuje z zamiarem wykonania potężnego machnięcia łapą. Oczywiście ono jest wycelowane tak, aby ciąć po części głowy i po torsie. Jak to jednak wyglądało w praktyce? Biegnie, uskakuje, aby zaraz się zamachnąć. A czy to wyjdzie, czyli jak to będzie w Praktyce Mistrza Gry? A tego to ja nie wiem.
Drugim szlakiem, którym mogła podążać Revy było natychmiastowe przygotowanie się do równie szybkiego kontrataku. Wyciąga jedną z rąk do tyłu, aby zaraz naładować Pięść Bestii taką ilością MM, aby "wyzerować" prędkość ruchu Zina. To pozwoliłoby na wyprowadzenie ataków przez Norie, które zaraz Revy by doprawiła drugim uderzeniem z użyciem Pięści Bestii za pełną wartość (1000MM) siły. No i zaraz po tym przenosi się na Iwaru, w teorii ignorując już Zina jeśli trafił tam, gdzie miał trafić (na trybuny, na ścianę itd). Tutaj już używa tylko pierwszego stopnia Aspektu Askala (ostrza, pazury, kły), rusza pędem na niego, uskakuje po delikatnym obniżeniu na nogach i nadaniu sobie rotacji. Pozwoli jej to na wyprowadzenie około czterech ataków ostrzami na plecach.

Niezależni od tego, którą opcję wybierze, jej kurtka zostaje pięknie przyozdobiona dziurami od ostrzy. THANKS OBAMA!

I opcja: -5PR
7550 - 400 - 300 = 6850MM

II opcja: 5PR
7550 - ? MM - 1000 - 200 = ?MM
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t569-revy-delayne


avatar
Lamia Scale


Tytuł : Portret Lamia Scale
Liczba postów : 308
Dołączył/a : 15/08/2015

PisanieTemat: Re: Zniszczona arena   14.12.15 17:51

Wybaczcie, że tak późno, ale mi się usnęło. Dosłownie.
---

No to walka rozpoczęła się na dobre, tak więc wstaję, bo na siedząco nie jestem żadnym zagrożeniem. Takie okazywanie braku szacunku jest czymś złym i niemoralnym i co najważniejsze głupim. Może na Panią Rycerz by podziałało, jednak jest jeszcze dwóch innych przeciwników. Może Pani Rycerz by się zawahała przed ciosem. Może. Zin, co do którego ciągle nie miałem pewności, czy jest moim przyjacielem czy wrogiem postanowił z impetem wlecieć w Revy. Już miałem krzyknąć, by jednak się pohamował, bo takie uderzenie z pewnością zabije biedną dziewczynę, a ja nie chcę brać w tym udziału i być współwinny. Tak by w istocie było, bo co prawda nie zrobiłem zupełnie nic by ją zabić, jednak nie zrobiłem też zupełnie nic by ją ocalić. Mało tego, jakbym się nie zgłosił, to prawdopodobnie ta walka by się w ogóle nie odbyła. Jeśli Revy zginie to będzie to tylko i wyłącznie moja wina. Wzruszam ramionami. Mam bowiem własne problemy. Jeśli Revy jednak przeżyła i szarżuje w moją stronę, to jestem z jednej strony szczęśliwy, a z drugiej i z trzeciej strony zaniepokojony. Szczęśliwy, że jednak żyje. A zaniepokojony, bo nie wiem co z chłopakiem ... jak mu było? Nie pamiętam. Całość dzieje się tak szybko, że mój mózg nie nadąża z rejestracją wszystkich zaistniałych faktów. Nie jestem jeszcze przyzwyczajony do walki w takim tempie, jednak to szybko się zmieni i jeszcze wygram ten pojedynek. Jestem też zaniepokojony, bo właśnie w tej chwili w moją stronę zbliża się pierwsze niebezpieczeństwo w postaci wściekłego wilko-pso-człowieko-stwora, który nie wiadomo co mi zrobi. Zapewne będzie chciał mnie poszatkować, jednak tego oczywiście nie będzie w stanie zrobić. Niemniej jednak pewniej bym się czuł jakby tego nawet nie próbował. Ot, tak po prostu. Wtedy nie musiałbym się w ogóle martwić. Moją podstawową strategią miało być unikanie walki za wszelką cenę i oszczędzanie sił, by później dobić zmęczonych walką ze sobą przeciwników. Wygląda na to, że nici z tego planu. Czyżby był aż tak łatwy do przewidzenia? W najgorszym wypadku chłopak sobie będzie latał, wykorzystując tą strategię, a ja będę zmuszony do walki przeciwko dwóm dziewczynom.
"Złodziej, skubany!"
Trochę lepiej będzie jeśli okaże się, że jednak Pani Paladyn zajęła się walką z latającym demonem i mi zostanie walka z szarżującym właśnie w tej chwili na mnie stworem. 1vs1 i 1vs1. Uczciwie. Kolejną możliwością jest to, że latający demon został wyeliminowany - wtedy także będę musiał walczyć na wielu frontach i zapewne zostanę szybko pokonany. Ogranicza mnie co prawda tylko Moc Magiczna, którą posiadam, jednak i tak jest to ograniczenie wyjątkowo duże i zdaję sobie z tego doskonale sprawę. Muszę szybko podjąć decyzję. Szybko szukam wzrokiem latającego chłopaka. Cóż, trochę się o niego martwię i chciałbym się trochę uspokoić - najbardziej niepokojąca jest bowiem niepewność. Jeśli umarł, to ja postaram się przeżyć za wszelką cenę. Jeśli natomiast żyje, to będę walczył z szarżującym potworem. Wychodzi na to, że tak czy siak będę walczył z szarżującym na mnie potworem, jeśli tylko oczywiście zobaczę tego drugiego chłopaka. Następnie oceniam czy przeciwnik biegnie sam czy może razem z Panią Rycerz. Jest to o tyle istotne, że jest to czynnik konieczny do wyboru odpowiednich zaklęć. Jeśli szarżują obie kobiety, to w odpowiednim momencie - czyli jeśli obie znajdą się w promieniu 10 metrów ode mnie, robię proste klaśnięcie w dłonie i wokół mnie w pojawia się fala ognia (Złoty Ognisty Krąg), rozchodząca się we wszystkich kierunkach w kształcie koła. Odpycha ona szarżujące kobiety i podpala je. Ogień nie jest gorący, także kobiety nie czują bólu i dyskomfortu. Ogień nie spala ich ubrań i nie zdaje żadnych obrażeń fizycznych. Po prostu płonie. Prawdopodobnie, Revy, która oberwała tym zaklęciem traci także dodatkowo kontrolę nad Take-Over. Drugi wariant, jest wtedy kiedy szarżuje sama Revy. Jest wtedy pojedynczym celem i łatwo będzie mi się przed nim obronić. W chwili, gdy próbuje mnie uderzyć, wytwarzam kulę ognia w ręce (Złota Kula Ognia) i uderzam nią Revy. Revy zostaje odrzucona na pewną odległość (Wizualizacja planowanego efektu) i podpalona, a ja jestem bezpieczny chwilowo. Nie zamierzam jednak próżnować, gdy tylko Revy leci w powietrzu, ciskam w nią kolejną kulę ognia (Złota Kula Ognia - oczywiście mogę nie trafić, ale to zależy od MG) i znowu lekko podpalona. Ogień ma te same właściwości co w wariancie pierwszym: nie jest gorący, nie powoduje bólu, dyskomfortu i nie niszczy niczego. Po prostu płonie.

Wariant Pierwszy - Złoty Ognisty Krąg x1:
MM: 6750 - 1000 = 5750

Wariant Drugi - Złota Kula Ognia x2:
MM: 6750 - 600 - 600 = 5550
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t1104-iwaru-yosa


avatar
Mistrz Gry


Liczba postów : 85
Dołączył/a : 17/06/2015

PisanieTemat: Re: Zniszczona arena   15.12.15 1:37

Cała czwórka magów stała w rogach swoistego czworokąta i obserwowała poczynania reszty. Nawet chwilę po gongu nikt się jeszcze przez moment nie ruszył tym samym jeszcze bardziej podgrzewając atmosferę na arenie. Pierwszą osobą, która się wyłamała z tego schematu był Zin, który z ogromną prędkością ruszył w stronę Revy uprzednio przywołując sobie skrzydła. Poruszał się tak szybko, że dosłownie w ułamku sekundy już się znalazł przy dziewczynie i zaatakował nogą kobietę trafiając. Jednak mimo przytłaczającej prędkości Revy jakoś zdołała się zasłonic przy pomocy swoich własnych rąk pokrytych dziwną, czarną powłoką. Ku nieszczęciu glonowłosej siła tego ataku przekroczyła jej oczekiwania i została odrzucona do tyłu, ale dzięki wyszkoleniu akrobatycznemu udało jej się "utrzymac" na nogach. Poleciała bowiem do tyłu odbijając się przy tym od ziemi robiąc swoistego koziołka, ale ostatecznie wylądowała na czterech kończynach. Natomiast u Zina ten atak można nazwac samobójczym. Wykorzystywanie, aż tak wielkiej siły jakiej on użył była zdecydowanie złym pomysłem i przy uderzeniu poczuł ogromny ból w łydce co spowodowało utratę u niego równowagi co uniemożliwiło mu podjęcia ewentualnej pogoni za dziewczyną, która to już zaczęła bieg w stronę drugiego chłopaka.
Norie zaś udało się spełnic choc częściowo plan. Po podbiegnięciu i wykonaniu cięcia zmusiła Zina do odskoku w bok, ale udało jej się go również delikatnie zranic pozostawiając ranę na prawej ręce tuż powyżej łokcia. Jak się okazuje to właśnie Norie będzie oponentem błękitno okiego, a nie druga dziewczyna. (odległośc między wami to 2m)
Iwaru zaś stał tak sobie z boku i obserwował swoich konkurentów. Żadne z nich nie było póki co nim zainteresowane, a to w sumie było na jego korzyśc. W końcu jak tamci się nawzajem wyeliminują to on pozostanie najświeższy z wszystkich magów. Taka sytuacja nie trwała jednak zbyt długo i już po chwili wcześniej odepchnięta dziewczyna biegła już w stronę złotookiego.
Sytuacja zaś prezentowała się w następujacy sposób: Norie zagradza drogę Zinowi, więc jeśli chciałby dopaśc Revy najpewniej musiałby ją minąc. Natomiast Revy biegnie na Iwaru.

Norie: 9750MM
Zin: 6250MM i ból w lewej nodze (utrudnione poruszanie)
Revy: -5PR i 6850MM + odczuwasz znaczny ból w miejscu uderzenia o ziemię oraz w rękach
Iwaru: świeżaczek
----------------------------------
Taka prośba na przyszłośc ode mnie. Starajcie się pisac jedną możliwośc swojego ruchu ewentualnie 2 (max 3), które się nie znacznie od siebie różnią. W końcu pbf to nie strategia na PeCeta i nie o to chodzi w tym wszystkim chodzi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
Fairy Tail


Liczba postów : 344
Dołączył/a : 30/03/2015

PisanieTemat: Re: Zniszczona arena   15.12.15 12:12

Pierwszy do walki ruszył pan White, który z ogromną prędkością wbił się w Revy. Zasłoniła się ona własnymi rękoma pokrytymi czarną powłoką, która w pewnym sensie ją najwyraźniej uratowała. Zielona została odrzucona w tył, jednak wykazała się zwinnością i dzięki temu udało jej się utrzymać na nogach. Była teraz w swojej zwierzęcej postaci, a to znaczyło że jest Take Overem. Norie będzie musiała się nieco bardziej postarać, by przewyższyć ją w kwestii fizycznej jeśli dojdą do „finału” tej walki. Chociaż na swój sposób to stworzenie było groteskowe, jednak z drugiej było piękne i majestatyczne oraz silne. Tym większa satysfakcja jeśli paladyn da radę ją pokonać. Latający przeciwnik natomiast wydawał się nieco mniej ruchliwy, jakby coś go bolało dlatego Norie udało się go zranić nim udało mu się uniknąć ataku. Fakt faktem, była to rana lekka a nie odcięcie ręki ale może to być dla niego upierdliwe jeśli nie jest zaprawionym w bojach weteranem. Niektórzy mogliby teraz Norie posądzać o rządzę krwi, przede wszystkim ze względu na wygląd oraz aurę jaką tworzy ta maska. Bliżej jej było teraz do mrocznego rycerza, niż pogodnego paladyna który pomaga ludziom. Nie wiedziała o tym, jednak domyślała się co poza pewnym efektem jeszcze daje ta maska. Przejdźmy do Iwaru. Partner nie kwapił się, by Zinowi w jakikolwiek sposób pomóc, być może egoistycznie sądził że podobija zmęczoną trójkę. Ciekawe jedna czy przewidział to, że tamci mogą wyjść bez większego szwanku, a potem zabrać się za niego samego? Wróćmy jednak do Norie vs Zin. Byli 2 metry od siebie, a to było jak najbardziej na korzyść paladyna, której same miecze miały przecież 160 cm długości, a do tego dochodziły jeszcze ręce więc spokojnie sięgnęłaby na dwa metry. Ułożyła sobie w głowie już plan, który chciała wykonać wymagał on jednak postawienia na swoją "partnerkę" i zaufania jej. Skoro Revy ruszała na drugiego przeciwnika, to Norie powinna zająć się Zinem i pozbyć się go jak najszybciej się da, a potem wesprzeć swoją sojuszniczkę. Dlatego paladyn musiała szybko przystąpić do działania. Szybkim ruchem postąpiła dwa kroki w tył, a potem z obrotu wykonała wykonała Phantom Sword za pomocą obu mieczy, długa X-owa smuga pomknęła z ponaddźwiękową prędkością w kierunku Zina, a zaraz za nią pobiegła Norie. Samo Phantom Sword opierało się na wysokiej kompresji energii w ostrzu, a potem za pomocą ogromnej prędkości cięcia wypuszczenia go przed siebie za pomocą dwóch mieczy. Ćwiczyła to na Lodowej Przełęczy, miała idealną kontrolę nad swoimi ostrzami i umiała ciąć z zawrotną prędkością, czasem trudno dostrzegalną dla ludzkiego oka. Rzecz jasna, jeśli Zin miałby odskoczyć to wcześniej zdetonuje ona cięcie, by chociaż odrobinę zranić przeciwnika cięciami które polecą w szerokim stożku, zapewne orając przy okazji spory kawałek areny. Na wypadek, gdyby tamten w nią coś posłał lub przeleciał nad jej techniką i zaatakował, ona wykorzystała Reforge by wzmocnić ostrze i przeciąć lecącą rzecz lub niego samego. Rzecz jasna ufała, że Revy rozwiąże problem z Iwaru i go czymś zajmie do tego czasu. Jeśli tamtemu z odległości tych dwóch metrów uda się uniknąć tego cięcia to paladyn mu szczerze pogratuluje refleksów. Coś szybszego niż dźwięk, w dodatku wyglądające dosyć niepozornie jak również z takiej odległości powinno się okazać naprawdę zabójcze. Cała ta walka nakręcała białowłosą, adrenalina, chęć walki. Można powiedzieć że się napaliła na nią, jednak nie dało się dostrzec uśmiechu na ustach, a czemuż to? Bo przecież miała maskę na twarzy. Była teraz skoncentrowana w pełni na swoim przeciwniku i starała się nie rozpraszać innymi rzeczami, tak by jak najlepiej wykonać swoją akcję. Przed całą kombinacją aktywowała Asherę, która zapłonęła czyli teraz miała miecz na ostrzu pokryty lodem, a drugi ogniem.
/PS 1500
Ashera - 100
Ewentualne Reforge 150 MM
8150 lub 8000
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t645-azure-maiden-skonczone?nid=2#53


avatar
Sabertooth


Tytuł : Portret Sabertooth
Liczba postów : 561
Dołączył/a : 03/11/2015
Wiek : 25
Skąd : Biała Podlaska

PisanieTemat: Re: Zniszczona arena   15.12.15 13:15

Czarnowłosy mag o imieniu Lee, które sobie nadał przed rozpoczęciem walki, w celu ukrycia swojej tożsamości, przeprowadzając atak wyprostowaną lewą nogą w swoją przeciwniczkę, który miał na celu jej ogłuszenie, przyniósł inny niespodziewany efekt. Najwyraźniej naciągnął sobie coś w mięśniu brzuchatym łydki głowy przyśrodkowej, bądź mięśniu brzuchatym łydki głowy bocznej. Nie mógł określić jasno, gdyż adrenalina uwolniona do jego organizmu, buzowała w jego ciele co uśmierzało odczucie bólu. Nie sprawiało to bowiem, nie wiadomo jakich problemów z racji na wytrzymałość na taki i podobne bóle. Oberwał też delikatnym cięciem, które rozcięło jego skórę na prawej ręce, tuż powyżej łokcia. Z wiadomych przyczyn skoro zaatakował lewą nogą, na prawej musiał wylądować. Do walki wmieszała się Puszka, co pokrzyżowało mu plany i chwilę po lądowaniu spróbował odbić się znów z wielką prędkością tym razem pionowo w górę na około 35-40 metrów nad arenę. Przy odbiciu się od rąk Revy, wymuszonym kontakcie z ziemią, stopę prawa ustawił na przeciw dziewczyny, od której się odbił. Lewa zaś równolegle do prawej co by mogła wyhamować go, co by dawało kąt równy 90 stopniom. Do tego przy lądowaniu użył obu dłoni pomagającej złapać szybszą równowagę, oraz rozłożył skrzydła, które całą swoją powierzchnią tworzyły opór, co również powinno przynieść lepszy efekt. Całe te zamortyzowanie lądowania pozwoliło przenieść ciężar ciała na prawą nogę, która w ułamku sekund, wybiła go od ziemi przyjmując najbardziej opływową pozycję jak się da. Trzymając ręce blisko tułowia, z uniesioną głową oraz złożonymi skrzydłami tak by, mknął niczym pocisk teraz w górę.  Niesiony skrzydłami z wielką prędkością ponad arenę. Wszystko to miało na celu próbę zrobienia uniku przed nadchodzącym kontratakiem przeciwników. Wiedział, że tamtym atakiem ryzykuję bardzo dużo, toteż musiał zostać zapobiegawczy zaraz po nim, przewidując jego następstwa i skutki. [Tobu koto]. Gdy uda mu się wybić w powietrze, wyhamuję na bezpiecznym pułapie by zorientować się w przebiegu walk na arenie. Z wysokości przyjmując pasywny udział w niej, będzie miał chwilę by przeanalizować co się stało gdy on był zajęty swoją próbą uniku. Jeśli nie udało mu się wykonać zaplanowanego uniku, będzie zmuszony przyjąć pozycje defensywną. Zakładając, że próbując odzyskać równowagę, przyjmie identyczny sposób rozstawienia stóp czyt. prawa wykroczna ustawiona jej frontalną częścią ku przeciwnikowi, lewa za nią. Prostopadle ustawiona do prawej, powodująca szybsze wyhamowanie z racji na większą powierzchnie tarcia. Obie ręce na ziemi do jak najszybszego odzyskania równowagi. Spróbuję przyklęknąć na nogę lewą, która jest cofnięta. Co pozwoli mu złapać równowagę po wyhamowaniu, tak by uwolnić ręce, które teraz skrzyżuje przedramionami na wysokości pochylonej głowy, próbując stworzyć swoiste X. Spróbuję również okryć się skrzydłami, tak by nachodziły na siebie dając kolejne warstwy próby ochrony przed możliwym nadchodzącym kontratakiem. Jeśli i ta opcja spali na panewce, to chwilę po styczności z podłożem, złapie garstkę piasku rzucając chaotycznie, aby szybciej, nią w okolice twarzy przeciwnika, a następnie spróbuje przetoczyć po piaszczystej arenie, przez swój prawy bok, wcześniej składając skrzydła by go otoczyły. Próba tego uniku ma na celu zejść z trajektorii nadchodzącego kontrataku, bądź lecącego magicznego pocisku/ataku. Nie zwiększa znacząco odległości dzielącej magów, a po prostu schodzi z drogi nadchodzącemu atakowi by nie wystawić się na możliwe duże obrażenia, co mogło by się skończyć dla niego źle, jeśli nie gorzej. Gdy unik wypali jest szansa, że atak poskutkuje jak friendlyfire i trafi kogoś kto możliwe, że jest za Lee w tym momencie. To byłoby bardzo niefortunne rozwiązanie dla Puszki.


----
Opcja 1:
6250-150=6100

Opcja 2:
6250

Opcja 3:
6250
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t1254-zin-nazaka


avatar
Mermaid Heel


Tytuł : Portret Mermaid Heel
Liczba postów : 380
Dołączył/a : 13/03/2015
Skąd : "Morroc"

PisanieTemat: Re: Zniszczona arena   15.12.15 23:33

No doba, czyli jest trochę obita. Bywa i tak. Ale ważne jest to, że po prostu przetrwała ten atak, może stać na nogach. I atakować.
Więc rusza na Iwaru. W swojej niemal całkiem przemienionej formie szarżuje prosto na ciemnowłosego maga ognia. Zaraz przed tym, jak do niego dobiega, wybiera sobie miejsce tuż za jego aktualnym miejscem pobytu. Pojawia się pod nią (tam, gdzie przebiegała) smużka białej energii, która mogłaby zwiastować jakąś pułapkę, jednakże jest to po prostu pierwotne pole Przeskoku. Zaraz po aktywacji tego zaklęcia, odbija w lewą stronę, po okręgu na niego biegnie, zbliżając się. Za chwilę wyskakuje, aby przelecieć centralnie koło niego (+/- 30 centymetrów od Iwaru), nadając sobie ruchu obrotowego poprzez wybicie się ze stopy nadającej jej ów ruch. To pozwoli jej na zrobienie korkociągu z ostrzami na plecach. Ustawia ramiona tak, aby nie zadać mu obrażeń śmiertelnych, jednak takie, które w znacznym stopniu utrudnią mu walkę. Są to dokładniej okolice torsu, może lekko najdzie na podstawę szyi, a także... przepraszam, ale narządów rozrodczych. Przepraszam, ale ona tu ma ogromną niechęć do takich rzeczy przez to, co jej zrobili! Oczywiście, jeśli będzie wtedy do niej stał tyłem, wtedy atakuje plecy na wysokości łopatek, a także również niestety genitaliów.
W razie jakichkolwiek komplikacji, przerywa atak i odskakuje na bok. Przez komplikacje ma się rozumieć możliwość zostania trafioną zaklęciem. Stara się również nie wyjść poza obszar Przeskoku. Odskok wykonuje w następujący sposób: napina szybko mięśnie w biegu aby wykonać w wybraną stronę wyskok. Po prostu. Jeżeli jest możliwość, aby w czasie zmiany miejsca w czasie uniku skrócić odległość od Iwaru - wykorzystuje to, wyprowadzając wyżej wspomniany atak.

Dla lepszego zobrazowania ruchu Revy. Przeskok w następnym poście
6850 - 200 - 300 = 6350
-5PR - Zmniejszona kontrola nad ruchami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t569-revy-delayne


avatar
Lamia Scale


Tytuł : Portret Lamia Scale
Liczba postów : 308
Dołączył/a : 15/08/2015

PisanieTemat: Re: Zniszczona arena   16.12.15 0:10

Pierwszą rzeczą co robię to szybkie spojrzenie na Panią Rycerz. Obecnie jest najbardziej niebezpiecznym przeciwnikiem. Szybko robię parę kroków w bok, tak by Revy nie zasłaniała mi linii strzału. Oczywiście celuję w Norie, która jest tak skupiona na walce z Lee (Zinem), że pewnie nie zauważy mojego ataku. Wypuszczam z rąk kulę ognia, która mknie w stronę Norie i w ostateczności ją trafia (Złota Kula Ognia). Norie zajmuje się złotym ogniem, który jednakowoż nie powoduje poparzeń, ani zniszczeń. Jest neutralny w dotyku i gdyby Norie go nie widziała - powiedzmy, że przypomina płonące na ognisku polano - to nie wiedziałaby, że właśnie została podpalona.
"Tyle póki co wystarczy" - myślę sobie, realizując plan, który wymyśliłem parę sekund temu. Rzeczywiście, jeśli uda mi się trafić, to tyle wystarczy. Póki co. Nie będę marnował za dużo Mocy Magicznej na przeciwnika, który aktualnie ze mną nie walczy. To trochę smutne, że muszę walczyć z jakąś dziką kotką czy innym szakalem, nie potrafię tego nazwać. Dużo bardziej chciałbym walczyć z Panią Rycerz i pozwolić, by Kotka wykończyła Diabła i by Diabeł wykończył się w walce z Kotką. Tak byłoby najprościej. Wtedy byłbym zwycięzcą, a tak to stracę mnóstwo sił w walce z tą dziewczyną ... a Pani Rycerz mnie bez problemu później rozłoży. Jednakowoż środek zaradczy jaki zastosowałem da mi chwilową przewagę, którą może uda mi się zniwelować moje osłabienie. Teraz wracając do Revy, która właśnie zamierza mnie zaatakować, to szczerze mówiąc nie wiem co powinienem z tym zrobić. Stoję tylko wpatrując się w to co dziewczyna zamierza zrobić. W sumie nie zamierzam nic robić. Stoję i pozwalam dziewczynie całkowicie przeprowadzić jej atak. Pozwalam pociąć sobie gardło, tors i genitalia łącznie z siusiakiem, bo niby czemu nie. Po prostu jestem taki gorący chłopak (Złota Ognista Postać), że aż napalony i wychodzi na to, że Revy po wykonaniu ataku też jest napalona na złoto. Po wszystkim mówię do Revy:
- Jesteś zadowolona? Patrz co zrobiłaś ... mam nadzieję, że Steampy* się o tym nie dowie, bo mnie zabije ...
Pokazuję palcem w dół, w kierunku własnego krocza, które zostało przed chwilą tak brutalnie potraktowane. A tak standardowej wielkości namiot. Wzruszam ramionami, bo nie wiem co robić dalej z tym faktem. Trochę niekomfortowo się czuję i chyba musiałbym iść do ubikacji z jakąś gazetką dla dorosłych i zrobić parę wystrzałów, a w chwili obecnej nie mam na to zupełnie czasu, bo mi się jakiejś walki na arenie zachciało.

MM: 6750 - 600 - x

*Steampy to jest NPC stworzony przez Neonego. Należy do Lamia Scale, jest magiem klasy A, ma 13k MM i jest zakochana w Iwaru i mogłaby mu zrobić kuku jakby się dowiedziała, więc nie mówcie jej, dobrze?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t1104-iwaru-yosa


avatar
Mistrz Gry


Liczba postów : 85
Dołączył/a : 17/06/2015

PisanieTemat: Re: Zniszczona arena   18.12.15 0:19

Walka trwała w najlepsze. Pomimo faktu, że na arenie pojawiła się już pierwsza krew to żaden z walczących się nie zląkł. Aktualnie mogliśmy obserwowac osobne potyczki Norie z Zinem oraz Revy z Iwaru. Norie jak podbiegła do skrzydlatego postanowiła nie tracic czasu i od razu użyła swojego destruktywnego zaklęcia. Osobnik w którego celowała zapewne zostałby momentalnie wykluczony z walki, ale tylko i wyłącznie dzięki swojej decyzji czy też szczęściu zdążył się jeszcze wybic z ziemii przed upadkiem i zaklęciem jedynie drasnęło go w nogę w której chwilę wcześniej doznał bólu. Zaś teren zaraz za nim wyglądał jak pole uprawne po corocznej orce, ale o dziwo publice nic się nie stało. Jak dym już opadł po tym ataku można było zauważyc jeszcze bardziej zniszczoną "barierkę" ringu, a na niej klęczała przed jakąś laską tajemnicza, zakapturzona osoba. Najwyraźniej to właśnie ona uchroniła cywili przed nieuchronną śmiercią. W tym czasie jednak Zin już zdołał się dostac się na wysokośc 20m nad areną dopóki jakaś magia go nie powstrzymała przed wzniesieniem się wyżej. Z magicznych lakrim zaś dobiegł głos - O nie, nie, panie magu. Nie ma uciekania z naszej areny podczas walki.
Co jednak działo się w czasie walki pozostałej dwójki? Revy zwyczajnie podbiegła od boku do chłopaka, a on nie wiedziec czemu w ogóle nie reagował na to. W ten sposób pojawiła się tam gdzie się pojawiła i wykonując skok w kierunku złotookiego wprowadziła się również w ruch obrotowy dzięki czemu mogła zmaksymalizowac obszar zadanych obrażeń. Jednak to co było dziwne to w momencie, gdy miała przebic skórę maga to nie poczuła nic. Tak, dokładnie. Nic! Zupełnie jakby wykonywała to podczas treningów i przebijała jedynie powietrze. Tuż po wylądowaniu dziewczyna jednak spostrzegła pewną rzecz odbiegającą od normalności. Płoneła. Jej ubrania w dziwny sposób zostały podpalone i nawet nie zauważyła kiedy to się stało. Iwaru zaś wykorzystując chwilę przerwy rzucił kulą w stronę Norie, która zupełnie nie spodziewając się tego ataku została nawet przepchnięta o jeden metr.
Podsumowując:
Norie wypatruje w powietrzu unoszącego się Zina, który wcześniej zraniła swoim zaklęciem, które spowodowało trzy rany cięte na jego nodze. Jednak nie były one na tyle poważne, by go wykluczyc, ale na pewno dokuczliwe (pomimo umki). Paladyn została również trafiona pociskiem i zajęła się ogniem.
Iwaru zaś jest nadal nietknięty, a Revy po nieudanym ataku również płonie złotym ogniem.

Norie: 8150MM
Zin: 6100
Revy: 6350 + -5PR(zmniejszona kontrola ruchów)
Iwaru: 6000

Norie i Revy widzicie, że płoniecie, ale nic z tego powodu nie odczuwacie. Żadnego ciepła ani nic, a także ogień nie wyrządza wam żadnych szkód.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content





PisanieTemat: Re: Zniszczona arena   

Powrót do góry Go down
 
Zniszczona arena
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
 Similar topics
-
» Arena III
» Arena nr 2 {Klub Pojedynków}
» Arena #01
» Arena #16

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Fairy Tail New Generation :: Królestwo Fiore :: Crocus-
RadioAoi.plHalo PBFPBF ToplistaI love PBFPBF Toplista~**~.: ANIME TOP100 :.Najlepsze strony o Anime i Mandze w necie