IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Stary Cmentarz

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5, 6  Next
AutorWiadomość


avatar
Ranga Specjalna


Liczba postów : 614
Dołączył/a : 04/11/2014

PisanieTemat: Stary Cmentarz   07.11.14 16:55

Znajduje się niedaleko ruin jakiejś wioski, wyniszczonej przez zarazę. Leży on tuż przy drodze. Niezbyt przyjemny widok. Szczególnie w nocy. Stare płyty nagrobkowe ustawione w rzędach, większość już wyniszczona, zasypana przez piach. Niektóre całkowicie się rozpadły. Na środku tego cmentarzu stoi gigantyczne drzewo. Idealnie ozdabia tę scenerię. Nie ma tu czego szukać, nikt tutaj nie przychodzi, w końcu do najbliższej ludzkiej mieściny daleko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com
Gość





PisanieTemat: Re: Stary Cmentarz   28.03.15 16:58

Deszczowy przybył jak zawsze, przed czasem, co w przypadku tej misji, nie było zbyt inteligentne. Bo cóż tu można zrobić przed misją? Poczytać napisy na nagrobkach? W każdym razie, teren cmentarza i samo wejście krypty zostało dokładnie przebadane. Inkwizytor przebadał, czy w okolicy wejścia nie ma żadnych pułapek. Jeśli wrota do krypty były zamknięte, spróbował je otworzyć lub wyważyć. Sprawdził samodzielnie początek trasy wgłąb podziemi, aby wiedzieć, na co się przygotować podczas dalszej wyprawy. I zdecydowanie, nie był w nastroju, choć można było tego nie dostrzec, gdyż twarz chował pod przyłbicą hełmu przypominającego głowę potwora.

Jeśliby spojrzeć na niego pod innym kontem, to właściwie, był takim potworem. Jak każda istota znajdująca się u szczytu łańcucha pokarmowego, rozszarpywał i pożerał słabszych. Jednak kogo może spotkać wewnątrz starego grobowca? Bandytów? Przemytników? Paserów? Zabójców? Raczej nikogo, kto służy mrocznym organizacjom wprowadzającym niesprawiedliwy ucisk w życie zwykłych ludzi.

Tak więc, w ramach czegoś, co uznał za odstresowanie, wybrał się na wycieczkę po podziemiach. Tak to sobie tłumaczył. Zresztą, nie powinien bez przerwy mordować bandytów, gdyż wtedy zwróciłby na siebie zbyt dużą uwagę, co z kolei zawężyłoby jego pole manewru. Tu było potrzebne działanie spokojne i taktowne, niczym podawanie trucizny przez zdrajcę królewskiego - powoli, niepostrzeżenie i systematycznie.

Gdy sam zleceniodawca się zjawi, wypyta go o to, czego sam się spodziewa po wizycie w katakumbach - wszak drogiej pomocy od profesjonalistów z Szablozębnych nie zamawia się w celach czysto towarzyskich. Także pozostaje jedna ważna kwestia do ustalenia - gdzie dokładnie znajduje się ta skrzynia z przedmiotem i jak długo trzeba będzie plądrować podziemia świątyni, aby ów skrzynię odnaleźć. Wolał już wcześniej przemyśleć wydatek sił fizycznych i magicznych, a także zasobów żywnościowych - jeśli podróż ma się okazać kilkugodzinna. Bo któż inny miałby się zająć tą istotną, mającą wpływ na losy misji, analizą? Przecież nie te niedoświadczone dzieciaki.
Powrót do góry Go down
Gość





PisanieTemat: Re: Stary Cmentarz   28.03.15 18:00

Na samym początku był zły. Potem złość topniała jak lód owocowy w jego ustach, którego czerwona stróżka spływała mu po brodzie.
Można powiedzieć, że nawet się cieszył tym zleceniem. Zdawało się przyjemne i lekkie taki sam jak to co cieszyło jego oko pięknymi żywymi barwami.
Poczciwa kobieta co sprzedawała lód na patyku kolorowy. Ponoć specjalna receptura, mawia się, że z tęczy pozyskiwano kolory i na tym myśli Sierafina się skupiły, jak tajniki poznać, że z tęczy kolory i smak jest pozyskiwany, i że to dlatego było tak drogo u niej.
- Że też mi się udało idealnie przed zamknięciem - powiedział z delikatnym uśmiechem oblizując palce, na które topiący się lód kapał.
Oczywiście każdy mieszkaniec i bywalec tutejszych terenów wiedział, że kupować u Boby jest zwykłym wyrzuceniem klejnotów, ale, że kobiecina miała dar przekonywania, miłą, pomarszczoną twarz i turystów czy tez magów, przyjeżdżających na zlecenia to i zarabiała dobrze. I wiedział każdy, że lody jej z tęczy nie są pozyskiwane, ale że dzieci sie nabierają i niewinni lub idioci w drugich ustach to i chłopak się nabrał żywą barwą i piękną opowieścią.
I szedł tak konsumując i ciesząc się w myślach, z takiego szczęścia, aż nie znalazł się na ziemi cmentarnej i nie poczuł ziemi pod stopami, pod którą najprawdopodobniej i pod nią znajdowały się zwłoki.
Oglądając co jakiś czas stare nagrobki i rozszyfrowując napisy na nich, przystanął widząc żołnierza...? Bo tak wygląd mężczyzna w kapeluszu tyłem i choć kapelusz był dosyć jemu znany tak postawa i sylwetka nie do końca. Pancerz mimo wszystko deformował ciało znajdujące się pod nim i mag nie mógł być pewien czy już widział tą osobą czy też nie. I choć parasol ten też już widział nie podszedł czy też nie zawołał. Patrzył, konsumując owocową słodycz, mieniącą się w słońcu, jakby i nie tylko z tęczy był zrobiony ale i z kamieni szlachetnych, które odbijając promienie słońca od siebie ukazywały, że są, a może to tylko lód, który w oczach jego przypominał kryształ?
Powrót do góry Go down
Gość





PisanieTemat: Re: Stary Cmentarz   28.03.15 20:14

Czyli ostatni na podane miejsce stawił się pan Poeta, niezadowolony ze swojego spóźnienia, spowodowanego zbyt późnym wyjściem. Ale to nie tak, że on jest leniwy - po prostu o wyjściu przypomina sobie w połowie czytania rozdziału, a on przecież z reguły nie pozostawia spraw niedokończonych. Dodatkowo wyjątkowo wciągające lektury nie cieszą i nie wciągają już tak bardzo po dłuższej przerwie.
Przerwie, w dodatku, na czas nieokreślony i możliwie frustrujący oraz niewygodny. Bo, używając prostej logiki, coś w tych podziemiach czaić się musiało, że zleceniodawca sam tego nie załatwił i gotów zapłacić za pomoc. Bo głupi, a skoro głupi to silny, a skoro silny to sam by to załatwił.
Skoro silny to nie musi sie bać. Oczywiście bywać też mogło, że osiłek po prostu trupów czających się w katakumbach boi się jak śmierci. Albo przesądny i ktoś mu nagadał, ze straszy. Proste?
Proste.
Aczkolwiek pewien był, że z ewentualnym zagrożeniem będzie w stanie sobie poradzić.
Uniósł wzrok znad chodnikowych płyt. Powinienem był sobie kupić zbroję, rękawicę chociażby, pomyślał marszcząc brwi, zbroja, to jest myśl! Szkoda tylko, że późna.
I omal nie podskoczył widząc swoich towarzyszy. Reakcja w większej mierze tyczyła się tylko Tancerza, dokładniej pisząc - jego zbroi. Przez nią pierwiej myśleć począł, że to zleceniodawca tak się wystroił. Pewny stereotypowego wizerunku głupawego osiłka myśl odrzucił, ledwo się pojawiła.
Kapelusz utwierdził go w przekonaniu. Ba, już odgadł personę, kryjącą się pod pancerzem.
Podszedł do Siera, lekko acz widocznie kulejąc na lewą nogę. Ból pojawił się rankiem, nie dawał się zbytnio we znaki i pewnikiem nie był wymówką by zlecenie odstawić. Rozchodzę, pomyślał wtedy, przecież to nic strasznego.
A że na nie krótką przechadzkę się zapowiadało, tedy miał nadzieje rozchodzić to właśnie już podczas wykonywania zadania.
W końcu, potrzeba funduszy na rękawice!
-Bry. - Mruknął. Wskazał kciukiem na mężczyznę w zbroi - Ta puszka to Tancerz?
Powrót do góry Go down
Gość





PisanieTemat: Re: Stary Cmentarz   28.03.15 22:42

Dla większości normalnych osób poczynania chodzącej puszki byłyby co najmniej dziwne, jednak zacznijmy od samego początku. Dzisiejsza pogoda nie była wcale zbyt optymistyczna. Całe niebo zasłonięte jest przez wielkie szare chmury, delikatna mżawka spadała na groby. Nie było zimno, ani ciepło, czasem zawiał silniejszy wiatr, przez co mogło się zrobić nieprzyjemnie. Cały humor, który panował wokół cmentarza był pesymistyczny, bo taki nijaki.
Był to ranek może bliżej było do dziewiątej, może do dziesiątej. Nikt nie wchodził w większe szczegóły. Cmentarz sam był opuszczonym miejscem. Widać było, że nikt nie pielęgnował go od dłuższego czasu i nie zwracał na niego uwagi. Wiele płyt grobowych było zarwanych, czasem dało się zobaczyć trumny w trakcie rozkładu, napisy na płytach były zamazane pod wpływem czasu. Na jednym z nagrobków, którym przyglądał się Tancerz był widoczny napis.

Deus creavit hominem, nescit quid sit amor, quod Deus est aemulator.

Deszczowy nie rozumiał, co konkretnie zostało napisane. Napis był dziwnie widoczny, tak jakby ktoś, albo coś dbało o jego piękno. Teren wokół cmentarza nie wyglądał zachęcająco. Krajobraz tego miejsca stanowiły przewalone, lub przesuszone drzewa.
W końcu skierował się, żeby obadać podziemia. Najpierw zszedł dwadzieścia stopni kamiennymi schodami. Zobaczył ciemny korytarz. Czarno, mokro, do tego nieciekawy zapach przypominający siarkę wydobywał się z końca korytarza. Mężczyzna szedł kilka metrów po czym miał bardzo nieprzyjemne spotkanie z  drewnianymi drzwiami. Ściany tunelu były wsparte drewnianymi belami tak przynajmniej wydawało się chłopakowi.
 Wkrótce wrócił na powierzchnie by poczekać na towarzyszy i zleceniodawcę. Po krótkiej chwili przyszedł Sierafin, który także zwrócił uwagę na istniejący zapis na jednym z kilku nagrobków. Jako jedyny nie był tak zamazany, żeby nie dało się go odczytać. Zaraz po tym znalazł się zleceniodawca. Był to mężczyzna koło pięćdziesiątki, gruby, miał czarną, bujną brodę. Ubrany był jak typowy wieśniak z kapelutkiem, koszula, szeleczki, kalosze, tylko kosy mu brakło. Po ułamku sekundy znalazł się  tutaj Mithir.
- A dobry, dobry panowie - przywitał się z miłym uśmiechem - Chyba wiecie po coć was tutajże wezwałem, prawdaż? Prawdaż, prawdaż.  Jeżeli pytania jakieś macie to zadawajcie. Panowie wiecie coć? Poczciwym człowiekiem jestem, bardzo poczciwym. Drzwi tamć zamontowałem, bo kręciła się tam młodzież. Nie przeszkadzali wcześniej mi, aż nie zniszczyli tamtego nagrobka, jery, jery. Młodzież ta, ale czy maciejże jakieś pytania do mnie? To mówcie, mówcie, wysłucham.
Uśmiechnął się jeszcze do trójki mężczyzn, pokazując swój brak trzonowych zębów.
- Hym, hym. Mówiąc szczerze pojęcia nie mam. Polecenia gdzieś mam w kieszeni jak dojść tam. Żonka moja miła mówiła, że zajmie nam to godzinkę, lub dwie. Coś jeszcze? Pytajcie, pytajcie! Nie zejde z wami tam, bo zawadzać tylko będę, więc mówcie, pytajcie póki możeta!
Powrót do góry Go down
Gość





PisanieTemat: Re: Stary Cmentarz   29.03.15 11:33

- Zdecydowanie idealne miejsce na zjedzenie loda - wrzucił Deszczowy - Od dziś będę podziwiać twoje wyczucie czasu... Tymczasem, będą potrzebne twoje umiejętności obserwacji. Widzisz coś ciekawego w tym napisie? - wskazał na wygrawerowane litery. Przydałby się w drużynie ktoś bardziej wykształcony, kto by ten napis zrozumiał. Może tam pisze "nie zrywaj kłódki bo odpieczętujesz demona który zje świat?" Niczym Serafin loda, na cmentarzu.

- A to nie kto inny, jak Yarkers - zdążyła jeszcze burknąć ignoracyjnie - Powinni cię nie przyjąć do gildii za samo nazwisko. - następnie, nie słuchając wypowiedzi, skupiła się za zleceniodawcy.

- Jest i nasz mężny poszukiwacz skarbów. Witam cię oficjalnie jako przedstawiciel Gildii Szablozębnych, najsilniejszej organizacji magicznej na kontynencie. Dobrze zrobiłeś zdając się na profesjonalistów. - kończąc oficjalne powitanie, przeszedł do promowania swojej marki - Mnie zaś nazywają mnie Deszczowy Tancerz. Kiedy już uzyskasz swój cenny przedmiot, będziesz mógł odwiedzić wszystkich wpływowych znajomych i powiedzieć "patrzcie, zdobyłem to dzięki Deszczowemu Tancerzowi z Sabertooth!". Tak właśnie. - I kolejna zmiana tematu - Właściwie to jakiego przedmiotu szukamy? Raczej nie będę mieć ochoty targać całą tę skrzynię przez godzinę drogi. - Właściwie na tym skończyły się potencjalne pytania, bo o cóż mógł nasz pogromca jeszcze zapytać? Przecież nie dowie się od wieśniaczka, na jakie potencjalne niebezpieczeństwa ma się przygotować.

Odszedł więc od towarzystwa, szturchając lekko Serafina. Tak, przy obecnej sile i fakcie, że szturchany akurat coś je, musiał się specjalnie postarać, aby tego nie zrobić zbyt mocno - Będziesz potrzebny prze obejrzeniu wrót. Nie chcę ich wywarzać, zanim na nie nie spojrzysz. - Żadnego proszę, jednak także, żadnego rozkazu. Serafin nieco awansował w umyśle Deszczowego od czasu starcia z bandytami w rodzinnej miejscowości Tancerza - Przyda się też, jeśli to ty zapamiętasz drogę z tej... kartki? - już zapomniał, o czym mówił zleceniodawca - Zauważysz więcej szczegółów i potencjalnych zmian w terenie. Jeszcze kilka takich misji i może wyszkolimy cię na przyszłego przywódcę.

Kartka! Elektryczny impuls aktywował się w umyśle berserkera, aktywując wszystkie obwody związane z poszukiwaniem kańciarzy, oszustów i wyzyskiwaczy. Chwycił po nową zabawkę, Cep Bojowy i wskazał groźnie na zleceniodawcę, tak, jakby wyciągał oręż do pojedynku. Cep tutaj świetnie nadawał się do ataku, gdyż z pozycji, z której go trzymano, wystarczył jeden mocny zamach i już zwisająca głownia rozpędzała się, aby uderzyć w "wroga" żelastwem.
-Rodzi się też pytanie, skąd twoja żona zna drogę. Jak to możliwe, że narysowała ci na kartce drogę, albo, od kogo zdobyła tę mapę. Coś mi tu nie pasuje... - zmarszczył czoło, co akurat było mało istotne, gdyż teraz, odkąd nosił hełm, jego gestykulacja ciałem i twarzom była niemal niewidoczna.
Powrót do góry Go down
Gość





PisanieTemat: Re: Stary Cmentarz   29.03.15 14:49

Spojrzał na niebo, kiedy poczuł na skórze delikatny deszcz i choć grafitowe chmury nieprzychylnie spoglądały na tych, co przekroczyli próg ziemi świętej, tak deszcz stawał się chłopcowi niezwykle miękki i ciepły.
Nałożył kaptur na głowę, który bezwiednie wisiał i mokło w nim futerko kremowe i choć czuł tą wilgoć z tyłu głowy czuł też ciepło materiału chroniące go przed deszczem.
- Sam nie wiem... - powiedział do mężczyzny, przedtem jeszcze głowę chylić w bok jakby w szyi mu coś przeskoczyło. No bo jak odgadnąć kogoś, kto tak się zmienił? Kapelusz znany i parasol też, ale ile kapeluszy i parasoli jest na świecie takich samych? Kto by pomyślał, że w metalowej puszce jest nie kto inny, jak Tancerz! Ale czy mu wygodnie tak? Z tego co pamiętał mężczyzna się ruszał dosyć żwawo niczym pchła i czy teraz da radę ruszać się tak samo? ruszać się w ogóle?
Sierafin zawsze patrzył na zbroje krytycznym okiem jak dawni wojownicy, co szybkość cenili bardziej niż błyszczące w świetle dnia opakowania. I on także cenił sobie wygodę. Choć nie ruszał sie zbyt często, w końcu kto lubi sie przemęczać? Ale i temperatura rośnie wewnątrz niej i pod wpływem deszczu się niszczy... Pokręcił głową na samą myśl. Tyle kłopotów.
Można było usłyszeć ciche pękanie, niczym czubek góry lodowej pękał, taranując pobliskie istoty wodne, które musiały uciekać od kawałów lodu, tak i mrówki, które zbyt się oddaliły od mrowiska musiały uważać, aby nie zginąć od odłamków.
Zmarszczył brwi nie wiedząc o co mu chodzi.
- Nie - burknął - to, że moim ojczysty językiem jest inny, niż ten, który mówię teraz... Nie jest on stary i ja starych nie znam - skwitował jakby zły, że łowca głów śmie wytykać jego wady i niedoskonałości, nawet nieświadomie.
Przewrócił oczyma słysząc formułkę czarodzieja i najzwyczajniej w świecie spoglądał na cmentarz. Nie był gadatliwy zbyt, a świadomość niewiedzy, którą teraz poczuł jeszcze bardziej zamknęła mu usta.
Zapytałby się "Czy to co znajdą mają przynieść, czy konkretny przedmiot" bo jak mu pamieć nie kłamała, zleceniodawcy zależało na czymś, a słysząc to pytanie w ustach Kapelusznika jeszcze bardziej spochmurniał jak niebo nad nimi, do końca nie wiedząc czemu.
Kątem oka spojrzał na mężczyznę, stojącego obok niego, ale długo patrzeć czarnym okiem nie mógł, gdyż poczuł jak coś go szturcha i nogą sie zaprzeć musiał i dłonią ścisnąć mocniej, aby nie spadł i on i lód jego. Sierafin nie był zbyt silny, ba! Był słabiutki jak na swój wiek i płeć! Chude dłonie, wystające łopatki i obojczyki... Nemi był zdecydowanie silniejszy od niego, kiedy to fizyczną siłę by sie mierzyło.
I wtedy czarodziej poczuł się spoliczkowany słowami, które w jego uszach brzmiały protekcjonalnie.
- Nie jestem psem! - i poszedł przed siebie, nie patrząc na resztę.
Powrót do góry Go down
Gość





PisanieTemat: Re: Stary Cmentarz   29.03.15 16:20

A i Mithir zauważył nagrobek z dziwnie widocznym napisem. Frazę kojarzył, ale nijak nie miał jak przetłumaczyć. Jego znajomość innych, i starszych, i obecnie używanych, sprowadzała się do ledwo kilku słów i pojęć. ,,Deus" tylko rozpoznał jako ,,Bóg". Nic poza tym.
Zdać się więc musiał na swych kompanów, którzy - sądząc po dialogu - również zdania znajdującego się na nagrobku przetłumaczyć nie potrafili.
Słów Tancerza wysłuchał spokojnie, dłonie wpychając głębiej w kieszenie bluzy. Przeszkadzać w przemowie się nie godzi, toteż siedział cicho, oczekując własnej chwili.
W międzyczasie przyjrzał się krypcie i samemu zleceniodawcy.
I coraz bardziej nabierał pewności, że to nie on pisał zlecenie. I coraz bardziej dziwiło go, że pozostali tego nie zauważyli. Jakże to tak, mówić normalnie a pisać jak przygłup? Toż to kupy nijak się nie chce trzymać i trzymać się nie będzie. Do ognia Mithirowych podejrzeń oliwy w postaci własnych pytań dolał Tancerz.
I choć za tekst o nazwisku miał nielichą ochotę dać mu w ryj, tak, że ta fioletowa puszka mu się wegnie, to musiał mu przyznać słuszność w podejrzeniach.
Na warunki pogodowe nie zwracał uwagi. Deszcz lubił, ba, kochał i podczas normalnego spaceru zapewne usiadłby na parkowej ławce, założył kapelusz z białą lamówką i wdychał świeże, deszczowe powietrze. Ale teraz jakoś opady atmosferyczne miał w głębokim poważaniu. Zresztą, i tak za chwile mają zejść do podziemia.
Szczelniej otulił się bluzą.
-Fioletowa puszko obrażające cudze nazwisko, swego jednocześnie się wstydząc- zaczął, stając obok Tancerza -Bądź takiż miły i odłóż chwilowo swój cep.  Bo tu się rozmawia. Przypieprzyć, tępy chuju, móc będziesz za chwile. O ile nasz zleceniodawca okaże się równie tępy. - Odgarnął mokre kosmyki włosów. opadające na twarz. Zaczesał palcami do tyłu. - Bo pewien jestem, że nasz zleceniodawca naszym zleceniodawcą nie jest. Chyba, że uda mu się jakkolwiek wytłumaczyć jakim cudem tak dobrze mówi, a przy tym tak okropnie pisze.  - Założył ręce na piersi - Tedy słucham wyjaśnień.
Powrót do góry Go down
Gość





PisanieTemat: Re: Stary Cmentarz   29.03.15 22:37

- Wiem, właśnie kogo sprowadzić tutaj chciałem i dumny zać jestem skoro tyluż was, twarzy znakomitych przybyło - chłop zaśmiał się przez krótką chwilę, wydawało się nawet jakby się krztusił, albo dusił - Och, a gdzież to moje maniery jestem Alfred Jonnathan  Edmund IV, mąż Katarzyny, Weroniki, Wiktorii, Elżbiety, Małgorzaty, Nadzieji I. Wać  panie tu chodzi o cenny kielich rodziny mojej żony. On bardzo ważny jest, powiadam bardzo ważny. Ostatnio, ludzi wiele się tu kręciło i żona chciałaby mieć go u siebie w zaciszu domowym, tylko liczy się on. Wy możeta brać ze skarba, co chceta nie wnikam w wasze poczucie moralne.
Wstrzymał się na chwilę, popatrzył po twarzach usługodawców. Jego usta wykrzywiły się w naprawdę dziwnym grymasie. Facet wydawał się być czymś wyraźnie niezadowolony. To zapach? Może zobaczył coś nieprzyzwoitego? Nie dało się wyczuć, co konkretnie go denerwowało. Po chwili zleceniodawca przypatrzył się dłużej Mithirowi.
- Och, panież mój mówić to mówię od takiego szkraba, a pisać to dopiero się uczę. Żona ma piękna i kochana mnie nauczyła. Nie podoba się to jej rodzicom, że prostym człowiekiem jestem to chciała mojej osoby czegoś nauczyć prostu, tyle.

Na jakiś czas Tancerz i Sierafin odeszli od zleceniodawcy. On spojrzał na nich nieprzychylnym wzrokiem. Nasz aniołek zauważył kilka ciekawych zjawisk. Wokół cmentarza pojawiła się delikatna mgła, która zasłaniała horyzont. Na samym cmentarzu wokół kilku nagrobków były ułożone płytki, podobne do chodniczka. Na każdym z takich płytek było coś naskrobane. Z daleka jednak nie dało się tego zobaczyć. Cały cmentarz wydawał się być dosyć przemyślany - dziesięć rzędów i po dziesięć grobów w każdym z rzędów. Na domiar wszystkiego było to wszystko ułożone symetrycznie. Prawdziwa uświęcona ziemia. Wejście do katakumb wydawało się burzyć całą tę idealną układankę.

- Rodzina mej ukochanej żonki ma tam dostęp od wieków. Jeżeli dobrze pamiętam dawno, dawno temu założyli te katakumby. Ma żonka jest naprawdę porządną kobietą z prawdziwej szlacheckiej rodziny. Nie co to ja, ten niedorajda. No cóż, mam nadzieje że panowie rozumieta? Jestem bardzo miły, ale jeżeli chodzi o kontakty z żonką na temat rodowodu jej rodziny jest ciężko, naprawde ciężko. A jeszcze kiedy dostanie humorków to już w ogóle, wielkie mi mecyje robi tylko kobita - powiedział zleceniodawca. Wydawało się jakby mówił prawdę. Bo dlaczego miałby kłamać? Przecież, nie okradnie i nie pobije żadnego maga, jest na to za słaby.
Powrót do góry Go down
Gość





PisanieTemat: Re: Stary Cmentarz   30.03.15 17:49

-Oh, moralność - zaczął pan praworządny zły[/color] - jeśli mam już twoje przyzwolenie, to najchętniej przeniósłbym całą katedrę z zawartością, a zostawił tu sam kielich.[/color]

Tak, akcja rabunkowa magazynu się nie udała, ale nic nie stoi na przeszkodzie, by ponownie spróbować z świątynnym grobowcem, no nie? - Chyba muszę sobie kupić muła... - powiedział sam do siebie, myśląc o tym wszystkim.

Dalej już nie mówił, a mówić mógłby sporo: o tym, jak to nienawidzi ucisku na słabych prostych ludziach, o tym, że jeśli trzeba, może w bonusie zabić któregoś z jego wrogów, o tym, że jej nauczyciel wydawał się wredny i srogi, jednak oni to zawsze robią, bo im zależy... Jednak milczał. Może i dobrze? W każdym razie jego zwierzęca natura prysła i powróciła niezbyt wykształcona - ale jednak ludzka natura.

- No dobra, podsumowując, przydałoby się porozmawiać z twoją żonką, ale jakoś nie specjalnie mam ochotę dowiadywać się szczegółów na temat jej rodowodu - zaprzeczył sam sobie, jednak mówił prawdę. Wolał nie wdeptywać w wielką kupę i później zdobyć informacje, z powodu których polowałby na niego jakiś ród wampirów, wilkołaków, albo innych likantropów - znajdziemy kielich czymkolwiek on jest i do czegokolwiek ma żonie posłużyć, a to wszystko dla twej radości - i odrobiny złota, oczywiście - a skoro tak, to weźmiemy tę twoją mapę z nadzieją, że będzie czytelniejsza od ogłoszenia misji i nie będziemy cię trzymać dłużej. No chyba, że reszta ma coś tu do załatwienia? Wiecie, gdzie mnie szukać.

I tak oto deszczowy wziął od zleceniodawcy rękopis z trasą i poszedł swoją drogą, częściowo ignorując resztę. Nie ma co, jego współczynnik współpracy z otoczeniem wynosi minus pięćset. Zresztą Serafin zarówno teraz, jak i wcześniej, też nie pałał się do pomocy otoczeniu swoimi talentami, więc może to tylko kultura panująca w gildii? Im silniejsi, tym bardziej pewni siebie, a zbyt wielu pewnych siebie na zbyt małej przestrzeni, stają się bezczelni? Może chodziło o coś w tym rodzaju.

Deszczowy miał swoją robotę do wykonania i nie zamierzał podkreślać swojej indywidualności jak jakaś rozpieszczona panienka. Nie chce pomóc? Zawsze można przyjąć taktykę Dotum i w trakcie walki, samemu z fochem siąść na ziemi. Jak Kuba bogu, tak bóg Kubie, skoro ważniejsze jest "zachowanie twarzy" od wzajemnego pomagania sobie na misji.

I tak, odchodząc do reszty, doszedł do wrót.
- Nie chcesz czytać, to nie. Oglądać, to nie. Tak głupi ludzie jak ja wiedzą, że na tym wejściu było jakieś ważne ostrzeżenie, którego zaraz nie będzie widać. Ale jak tam chcecie... ZMIANA!

Deszczu nie miał jeszcze okazji na przetestowanie poruszania się w zbroi, dlatego sprawdził, czy uda mu się sprawnie wykonać półobrót mimo obciążenia. Wykorzystując impet, uderzył nagromadzoną energią w drzwi i z impetem uderzył w nie inkantacją zmiany. Dwa razy. Po wyważeniu z impetem wrót, nie wszedł jeszcze do środka, jednak rozglądnął się z miejsca w którym stał za tym, jak wygląda wnętrze. Nie chciał tracić czasu podczas czekania na party, zresztą... Nie po to się szło z grupą z gildii, by ci odstawiali pasożytów.

---------------
Rozpiska zmiany:
1wszy cios - tryb roztrzaskania na obszarze 500cm2,
2gi cios - tryb młota na obszarze 500cm2,
Razem 300 + 1000 + 300 + 1000 = 2600
5100 - 2600 + 500 = 3000 MM na koniec postu
RD bierze mapę / szkic / rysopis drogi, jeśli go otrzyma od zleceniodawcy
Powrót do góry Go down
Gość





PisanieTemat: Re: Stary Cmentarz   30.03.15 20:13

Znajdując się już w podziemiach, a raczej przed wrotami dzięki, którymi zamknięte jest wejście do katakumb, jak brama zamykająca ten świat od drugiego, stał Sierafin dotykając opuszkami palców drewna.
Nie był świadkiem ani stąd nie słyszał przebiegu dalszej rozmowy ze zleceniodawcą, ale gdyby był i miał siłę stać tam dłużej zapewne wybuchnąłby jeszcze głośniej i wylewniej. Tak jak w oczach Tancerza czy Mithira staruszek uznany był za niewiarygodnego i, jakby to on był przyczyną zła na świecie tak dla chłopaka był on tak samo nieszkodliwy jak babcia, która sprzedała mu loda, który tkwił teraz w jego ustach.
Nie był miłośnikiem ludzi, ale wpojone miał dobre maniery zza młodu i pamiętał i wiedział, że starców sie nie obraża, a w szczególności tak poczciwych i prostych jak ich zleceniodawca.
Słysząc łoskot zbroi, która nieco kroki maga pogłaśniała, spojrzał na niego kątem oka.
Nie mówiąc nic zaczął drzwi badać, szukając na nich jakiekolwiek inskrypcji wyrytej czy choćby namalowanych znaków, których i tak odczytać nie byłby w stanie. Ale na życzenie zrobił to i jeśli nawet gdyby znalazł powiedział by mu o tym, gdyby wrota nie roztrzaskały się mu przed nosem! To znaczy w wyobraźni stały sie drzazgami i ze zdziwieniem niekrytym i brwiami podniesionymi stałby w szoku widząc je całe i zdrowe.
Podskoczył nawet przestraszony gwałtowności mężczyzny i już krzyknął na niego, tylko kto by zrozumiał tak zimny i brzydki w porównaniu do tego, którym sie posługiwali wszyscy we Fiore.
Nie powiedział Nemi o tym co zauważył, nie miało to na razie żadnego związku z tym po co tu przyszli i nie było po prostu na to czasu! Bił się w głowę ze szczęścia jakie go spotkało i partnerów, z którymi tu jest. Oczywiście do chłopaka, który zbesztany został przez maga nic nie miał. Nie miał jak mieć cokolwiek skoro obaj byli w miarę świeży w Sabertooth i go najzwyczajniej w świecie nie znał! Ale Tancerz działał mu na nerwy. Sam tylko nie wiedział czemu. Może to ta zbroja go tak drażniła?
Powrót do góry Go down
Gość





PisanieTemat: Re: Stary Cmentarz   31.03.15 22:01

Nie doczekawszy się satysfakcjonującej odpowiedzi ani z ust Raina, ani z ust zleceniodawcy, Mithir milczał. Kasztanowymi oczami świdrował mężczyznę. Wytłumaczenie niby dostał, ale jak dla niego nadawało się tylko do wsadzeniu psu w dupę.
Coraz większe odnosił wrażenie, że pakują się w bagno. I ockną się dopiero tkwiąc po uszy w gównie. Nie uspokoiła go nawet myśl, że idą sami, bez przerośniętego wieśniaka, pewny, że grymas wywołany był jego niewygodnymi pytaniami.
Cokolwiek paplał teraz Rain, został automatycznie mówca grupy i nieoficjalnym liderem.
Kiwał więc tylko głową, momentami niespecjalnie uważnie słuchając.
Mógł się w każdej chwili wycofać. Zbyt nęcąca była jednak oferta niemałej ilości klejnotów w zamian za tak prostą robótkę, toteż rezygnować byłoby żal.
Obrzucił zleceniodawcę ostatnim nieprzyjemnym spojrzeniem, odwrócił się na pięcie i poszedł za Tancerzem. Nie zdziwiła go próba (udana zresztą) rozbicia drzwi w drobny mak.
Zdziwiło go natomiast, że taki zaradny i doświadczony mag nie próbował najpierw drzwi najnormalniej w świecie otworzyć. Albo poprosić zleceniodawcę o klucz.
Wchodzenie po cichu chyba było zbyt nudne i typowe...
Przydałaby się pochodnia, pomyślał, spoglądając przez ramie Raina w mrok. Właśnie, pochodnia...Zaklął po cichu. Nie mieli zbytnio jak takowej zrobić, suchego drewna brak. A chyba żaden z nich nie operował magią ognia... Niechętnie wrócił do wieśniaka.
-Przydałaby się pochodnia - zauważył, przeczesując mokre włosy palcami - Albo latarnia.
Zaklął ponownie, tym razem w myślach. Powinni pomyśleć o tym przed misją, latarnia przecież nie może specjalnie dużo kosztować.
To cmentarz, przemknęło mu przez głowę, tu powinien znaleźć się znicz, przynajmniej jeden. Omiótł szybko wzrokiem nagrobki.
No cóż, w najgorszym wypadku ,,pożyczy" się od kogoś kilka desek z trumny.Może tej z tym dziwnym napisem na nagrobku?
Jak sie nie ma co się lubi - to się lubi co się ma!
Powrót do góry Go down
Gość





PisanieTemat: Re: Stary Cmentarz   02.04.15 19:22

- A niech se pan przynosi co chceta, tylko kieliszek chce widzieć razem z panem - powiedział niczym stary dziadek, który zbiera się do opowiadania jak to było za jego czasów. Zleceniodawca uśmiechnął się pod nosem. Wydawał się być zadowolony, może snuł jakieś niecne plany? Ale kto go tam wie to tylko stary dziadek.
- Żonka ma, nie chce rozmawiać z byle magiem, jak chceta to ją przyprowadzę ją jak już kielich przyniesiecie. A bierzta, bierzta! Przyda się wać panom. To ja pójdę wam jedzenie przynieść jak już wrócita, a wy idźta, idźta! - podał Tancerzowi mape, razem z ewentualnymi poleceniami. Wieśniak ponaglił ich ręką, a sam udał się po żone.
Widać było, że kobieta pisała instrukcje swoją sprawną ręką. Każde zaokrąglenie na kartce  powinno być tam gdzie , było. Idealna kółka przy "o" i "a". Papier na którym były zapisane instrukcje, był nieskazitelnie biały. Trochę inaczej wyglądało to w przypadku mapy, było to totalne przeciwieństwo instrukcji. Kartka mapy była dziwnie wymiętolona, znajdowało się na niej pełno dziwnych plam zarówno czerwonych, jak i białych. (mapa, razem z instrukcjami będzie na dole)
Kultura panująca w szablozębnych, nie była kulturą tych kotów, które oni reprezentują. Zero współpracy, a nawet współpraca minusowa. Kotki wyczuły, jednak kto jest liderem w ich trio. Deszczowy poszedł pierwszy za nim Mithir. W tym czasie Serafinek badał drzwi, a czego się dowiedział?  Po pierwsze są to stare, drewniane i zerdzewiałe drzwi. Korozja zdążyła już oblepić wszystkie metalowe części. Niemal każde dotkniecie drzwi powodowało  nieznośny dźwięk skrzypnięcia, który powoli wpadał i drażnił narządy słuchu. Prostopadle do klamki na połowie wysokości drzwi był zamocowany gruby metalowy pasek, na którym widać było starożytne pismo. Serafinkowi bardziej przypominały szlaczki w zeszycie dzieci, niż coś co jest pismem. Drzwi zbudowane były z poziomo ułożonych belek.
Tancerz bez problemu wykonał obrót i rozwalił w ciągu dwóch uderzeń drewniane drzwi. Wszystkie kawałki i kawałeczki wleciały do następnej części tunelu, pierwsze kilka metrów było zagracone częściami wrót.
Marzenia Mithira o pochodni musiały przerosnąć jego oczekiwania. Zacznijmy, jednak od początku. Po rozwaleniu drzwi ukazał się tunel od niego gdzieniegdzie odprowadzane były pokoje. Po pierwszym mrugnięciu oka tunel został oświetlony przez lacrimy świetlne, przypominające pochodnie. Ściany wysadzone były czaszkami, kośćmi ludzi. Dosyć przyjemne miejsce dla nekrofila. Podłogą był zwyczajny piasek, raz na jakiś czas znalazła się jakaś kałuża. Wracając do czaszek na każdej z nich znajdował znak zodiaku.

M A P K A
Białe - ściany
Czerwone - miejsca gdzie jest coś niebezpiecznego
liliowy - wy
różowe - kielich, a nawet dwa

INSTRUKCJA
1. Po pierwsze, nie być pewna, co do pobyt kielich na mapie być dwa miejsca, gdzie kielich być może.
2. Gąsieniczka być niebezpieczna, niekoniecznie to gąsienica.
3. Uwazać by nie zbudzić szkielety.
4. Życzyć powodzenia wam.
~ Anna Maria Magiś
Powrót do góry Go down
Gość





PisanieTemat: Re: Stary Cmentarz   03.04.15 10:53

Czaszki wyglądały na zapraszająco uśmiechnięte.
- Właśnie dlatego wolę polować na bandytów. Wiadomo, że jak zabijesz, to problem znika. A tu co? Jeszcze się okaże, że jak znajdziemy kielich, to wspomożemy jakiś ród psychopatów. Nie lubię misji, w których nie wiem, czy służę w słusznej sprawie.

Deszczowy z opóźnionym zapłonem wpadł także na pomysł, aby przeczytać instrukcje.
- No dobra, punkt trzeci już schrzaniliśmy. W związku z tym proponuję od razu rozwalić wszystkie ściany i zmierzyć się z tym niebezpieczeństwem, bo wedle tych bazgrołów, to i tak spotkamy je idąc normalną drogą.

Nemi najwyraźniej zapomniała, że niebezpieczeństwem nie są tylko potwory czyhające za ścianami, mogą to też być pułapki, albo duża ilość żywiołu, która nagle rozprzestrzeniona po całych katakumbach, uniemożliwi drogę.

Kobieta skryta pod przebraniem pomyślała jednak o czymś ważnym. Jej magia nie mogła osiągnąć maksymalnej mocy, kiedy walczyła w tak wąskich pomieszczeniach. Nie chcemy przecież, by z powodu braku wszystkich ścian, na drużynę zawalił się dach, prawda? I myśląc o tym, darowała sobie sugestię, że najlepiej byłoby rodem z poprzedniej misji, zamknąć tu Mithir'a, po czym w ramach chrztu bojowego wystrzelić w niego laser. Jak już wszystko będzie zniszczone, a wrogowie zabici eksplozją, to jeśli poeta był na tyle twardy by przeżyć, można go oficjalnie uznać za członka Szablozębnych. No i szukanie kielichów wymagałoby mniej zachodu.

Deszczowy zmienił temat na bardziej racjonalny, jednak wciąż nie hamował się z zgorzkniałości.
- Ciekawe, czy jak podniesiemy ten kielich, to wszystkie te potworki się aktywują i pójdą nas zaatakować. Stąd może rzeczywiście, lepiej je wyeliminować po drodze. Sam nie wiem... Najlepsza droga to cały czas na prosto, potem na lewo, rozwalam ścianę, rozwalamy wroga, bierzemy dwa kielichy i tyle. W założeniu, że kielich jest tam a nie gdzieś indziej i że wrogowie są właśnie tam, gdzie na mapie, a nie gdzieś indziej...

Usiadł na ziemi, aby wysłuchać pozostałych, wykorzystując chwilę wytchnienia do zregenerowania mocy.
- Co o tym myślicie? I też ty, Yarkers. Jesteś tak nowy że nie zdążyłem się zapoznać z Twoimi aktami, więc możesz mi opowiedzieć pokrótce, czego się można spodziewać po twoich zaklęciach.

----------------
3000 + 500 = 3500MM
Powrót do góry Go down
Gość





PisanieTemat: Re: Stary Cmentarz   03.04.15 15:20

Kiedy tylko drzwi się otworzyły pod naporem butów Tancerza i Sierafin przestał na niego bluzgać w swym rodzimym języku ze zmarszczonym czołem i na palcach, bo niższy od Tancerza jest o dwie głowy nawet? Aż dłońmi jej ręki musiał złapać i oprzeć się, aby zobaczyć mapę i nie przewrócić się.
- To są plamy od keczupu? - spytał i cały ciężar ciała jego spoczął na niej, kiedy on próbował jeszcze zdrapać czerwone plamki. Widząc jednak, że chyba nic z tego i plamy w jego mniemaniu plamami nie były, a nogi coraz bardziej mu drżały, przestał się opierać na magu i kątem oka spojrzał na wejście do katakumb i już miał znów spojrzeć na plan, kiedy ten się łaskawie jakby dla niego zniżył, ale nie odwrócił sie do niego tylko do wejścia jakby urzeczony tym co właśnie widzi. Może nie był miłośnikiem ludzkiego kośćca, ale był estetą, a światła lakrym odbijające sie od oczodołów czy i w nich siedzące idealnie w jego gusta trafiało. Toteż odcinając sie zupełnie od swych towarzyszy, przekroczył wejście katakumb, nie wiedząc co na mapie znaczyły plamy po ketchupie ani dwie kropeczki, wskazujące o położeniu kielicha. Nie przeczytał mapki. Nie myślał o niej, kiedy słyszał gnieciony piasek pod stopami czy plusk wody.
Przyglądał się każdej części krypty z otwartymi ustami, a lód który wcześniej miał w ustach leżał teraz topniejąc na piasku.
Chciał widzieć wszystko, pochłonąć to miejsce tak aby było tylko jego.
Nawet znalazł  swój znak zodiaku na jednej z czaszy - Koziorożec. Nie wiedział jednak tego od razu, nie wiedział czemu akurat one, czemu akurat tu ale znalezienie swojego symbolu, które mają tysiące niezwykle go uszczęśliwiło. Tak, że aż dotknął swój znak palcami, tak delikatnie i jednocześnie zachłannie jak kochanek swą kochankę przed złożeniem pocałunku.
- Wspaniałe - szepnął spoglądając na ogrom pracy włożonej. Na monumentalność wręcz, która go małego w dosłownym tego znaczeniu i nie przygniatała go lecz nie paląc i topiąc go tylko cieszyła.
Wyglądał niczym kot, dziecko w sklepie ze słodyczami.


Ostatnio zmieniony przez Sierafin dnia 03.04.15 19:10, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Gość





PisanieTemat: Re: Stary Cmentarz   03.04.15 18:56

Po wejściu do środka zadrżał. Korytarz rodem z kiepskich powieści grozy utwierdził go w przekonaniu, że zleceniodawca nie powiedział im o wszystkim. I najzwyklej w świecie robi ich w konia.
Wszystko za odpowiednią kwotę.
-Pokażcie no!-Mruknął, wyrywając z dłoni Tancerza mapkę zaraz po tym, jak pozostali dwaj zdążyli się jej przyjrzeć.
I aż westchnął. To uczucie było jak bumerang - ledwo go odrzucał, kończył o tym myśleć, a po chwili wracał. Trafiając nieprzygotowanego właściciela prosto w czoło. Dodatkowo doszło przeświadczenie, że, tak jak powiedział Rain, pakują się w coś gorszego. Albo po prostu trafili na skończonych idiotów.
Największa nieufność wzbudzały w Mithim te dłuuuugie korytarze przy kielichach. Właśnie, kielichach. Pociągnie się za to podwójnie, chyba, że łupy będą wystarczająco zadowalające. Ciekawość, czy znajdę tutaj słowo..., pomyślał, oddając fioletowej puszce kartkę. Na instrukcję nie raczył rzucić okiem.
Ciekawość, również, odniosła się do lacrym świetlnych.
-Ładny bajer... - mruknął, oglądając lacrymo-chodnie ze wszystkich stron.
Mimo wszystko nie olał całkowicie Raina, znak, że usłyszał słowa Tancerza, dał dopiero gdy padło jego imię.
-Krzyczę.-Krótko, zwięźle i na temat.-A moje krzyki przynoszą różne efekty. Jest ich jednak dosyć mało. - Po chwili milczenia dodał -Wolę walczyć wręcz. Magię, póki co, stosuje jako dodatek. Zresztą, tylko jedno słowo z mojego repertuaru nada się na szkielety.
Musi jak najszybciej rozwinąć magię. Bo czuje, że ma potencjał. Tylko musi potrenować. I zdobyć odrobinę więcej słów.
-Miło by było, gdybym ja również znał wasze umiejętności. I wątpię, by faktycznie wszystko to ożyło i się na nas rzuciło. Sugeruje, byśmy spróbowali się prześlizgnąć cichaczem. Mogę iść pierwszy, jako zwiad. Zawsze możemy też, jak powiedział Rain, zrobić rozpierduchę i zburzyć kilka ścian. Wtedy wolę trzymać się na końcu. Wszystko wedle gustu.
Dotknął dłonią czaszki ze znakiem lwa, zbadał palcami sam znak. Ładna robótka. Katakumby nie wyglądają na przesadnie stare. I ciekawość, pomyślał znów, czyje to kości, bo wątpię, by krewniaków.
Powrót do góry Go down
Gość





PisanieTemat: Re: Stary Cmentarz   04.04.15 11:25

Raindancer postanowił odpocząć przed dalszą drogą i przeanalizować dokładniej mapę. Czasami wydawała się zbyt prosta, a zwłaszcza te długie korytarze wprost do kielicha. Większość rzeczy wydała się naszemu trio podejrzana, jednak co oni mogli sobie mówić. W końcu za swoją ciężką robotę dostaną trochę klejnotów. Taka jest rola maga - ma robić zlecenia.
Wśród naszych bohaterów toczyła się dyskusja na temat  tego, co oni myślą na temat misji, kielicha, a także swoich magii. Tancerz, jako jedyny nie zaczął bawić się z czaszkami. Widocznie, tylko on nie miał dziwnych fetyszy dotyczących czaszek.
Mithir znalazł Lwa po prawej stronie korytarza, Koziorożec był po lewej stronie. Gdyby bardziej się przyjrzeć czaszki nie wyglądały na ludzkie, przypominały zwierzęce. Wydłużone kły wraz z tym uśmieszkiem szkieletowym, przez krótki czas uśmiechały się do szablozębnych. Znak zodiaku wyglądał jak namalowany, lub osadzony przez jakąś sól. W każdym razie ta dwójka wpadła w dziwne zafascynowanie. Tak, jakby coś kazało im patrzeć właśnie w to miejsce. Albo to może ich serca zostały poruszone? Właściwie nie zdawali sobie z tego sprawy, ale każdy z nich błyszczał ciepłym, pomarańczowym światłem. Ta dwójka nie zdawała sobie z tego sprawy, dopiero oprzytomnieli jak poczuli, że spadają. Co się jednak konkretniej stało? Dla Tancerza towarzysze zabłysnęli jasnym światłem, które zdołało go oślepić, po czym znikli.
Mithir razem z Serafinek spadli do nowej komnaty. Było to pomieszczenie kwadratowe 4x4m. Tym razem ściany wysadzone były najzwyklejszymi kamieniami, które spotkamy na powierzchni, podłoże też było kamieniste. Przejście do następnej krypty było zablokowane przez  czarne grube pręty. Pomieszczenie było oświetlone przez białą poświatę, która uformowana była w sierp księżyca. Mith i Serek nie zdawali sobie sprawy, co się stało. Pamiętali wszystko do czaszek, ale co dalej się działo? Ta dwójka była w tym momencie trochę ogłupiona. Po dłuższej chwili zobaczyli cztery kroczące postacie. Niestety, lub stety nie byli to przyjaciele, a kroczące w ich stronę truchła.
Powrót do góry Go down
Gość





PisanieTemat: Re: Stary Cmentarz   04.04.15 11:53

- Nie brudzić szkieletów... - wspomniał Deszczowy sam do siebie - Co za amatorka.

I tak oto prócz znalezienia kielicha, musiał teraz uratować członków drużyny, a potem zapewne ochronić świat przez zagładą. Dlatego właśnie nie lubił pracować z nowymi - ega nabrzmiałe "co to nie ja", a jak przyjdzie co do czego, to nie umieją przynieść głupiego kielicha z sąsiedniej części budynku.

Spoglądając na mapę zauważył pomieszczenie, które otoczone było ze wszystkich stron ścianami a mimo to oznaczone jako niebezpieczne, zamiast jako puste. Zapewne tam ich przeniosło, albo w tym miejscu znajduje się kielich. Trzeba będzie je odwiedzić, ale nie teraz...

...bo jakim byłby nauczycielem, gdyby po popełnieniu błędu, nie dał tym nowym czasu na wyciągnięcie wniosków lub wypicie piwa, jakiego sobie nawarzyli? Wtedy pewnie nic by się nie nauczyli i ciągle ciążyli na innych.

Generalnie, nie lubił pasożytów, więc aby się nie denerwować, ruszył zaplanowaną drogą. Jednak po chwili się cofnął. Nie będzie po raz kolejny odwalać robotę za jakiś samowolnych dzieciaków i później nie dość, że dzielić się z nimi złotem, to jeszcze świecić oczami przed Mistrzynią Gildii. Zbyt rozpieszczeni są i przyzwyczajeni do niańczenia w swojej głupocie. Oj nie, w Szablozębnych nie można sobie na to pozwolić.

Może ta lekcja ich czegoś nauczy, tego, że powinni myśleć, bo Tancerz, który odwali całą robotę, nie zawsze będzie w pobliżu. Tak... może, jeśli przeżyją, to wyjdą stąd mądrzejsi i silniejsi.

Samotnie zaś, po pierwsze, przejrzał pomieszczenie, które było najbliżej, oczywiście obserwując je jedynie z korytarza, bez wchodzenia. Chciałby wypatrzyć to, czym może być owe niebezpieczeństwo, aby móc się na nie przygotować. Następnie idzie prosto licząc przejścia po swojej prawej i lewej, aby nabrać pewności, że wszystko się zgadza zgodnie z mapą, gdy dojdzie do końca drogi, ogląda superdługi korytarz, prowadzący do miejsca, w którym poprzednio miał rozwalić ścianę. Jej jednak nie niszczy, gdyż będąc samemu, brakłoby mu mocy dalszą na walkę. Wraca się więc i idzie normalną drogą do niebezpieczeństwa znajdującego się w lewym górnym rogu mapy.

-------------

4000 MM


Ostatnio zmieniony przez Raindancer dnia 05.04.15 10:45, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Gość





PisanieTemat: Re: Stary Cmentarz   04.04.15 12:17

Tak jak kotem był niegdyś, tak i teraz nim był.
Tylko zamiast stanu nieopisanej błogości, był nieco zagubiony jak i nie przestraszony. Gdyby miał kocie uszka, tak jak wcześniej sterczałyby mu radośnie, tak teraz oklapnięte by były jak iskierki, które niedawno tak błyszczały w jego oczach, teraz zatopiły się w ich czerni.
Rozglądał się na wszystkie strony, nie rozumiejąc co sie stało ani gdzie jest, nawet nie podniósł się i nie otrzepał z kurzu, które porastało jego ubranie, a jak wiadomo Sierafin był osobą, która lubiła o siebie dbać, a w szczególności nie brudzić. Tak teraz tylko siedział oszołomiony i chwytał powietrze obiema dłońmi, jak dziecko szukające dłoni matki, lub jej spódnicy.
Bo jak inaczej zachować się skoro w oddali coś majaczy? A posturze widać, że to nie jest ich fioletowa puszka z kapeluszem. Zmrużył oczy, wpatrując się w cel i tak jak już się uspokajał i zaczął myśleć trzeźwo tak chodzące truchła kompletnie wytrąciły go z równowagi.
Może nie był zbyt religijny, ale legendy i wierzenia w jego rodzimym mieście zawsze przestrzegały przed istotami, które przypominały człowieka a nim nie było.
Nawet zaczął myśleć, że to kara za wcześniej i przypominać słowa dziadka, który zawsze znał straszne opowieści i tak jak wcześniej one bawiły tak teraz nie było czarodziejowi do śmiechu.
Próbował wstać, choć nogi dygotały i o kamienną ścianę musiał się oprzeć. Ręce nie były lepsza, gdyż jedna, która wskazywała na truchła kroczące do niego i chłopaka, którego imienia nie znał a z głowy wyleciało mu jego nazwisko czy też imię, które mówił Raindancer, także dygotało.
Powrót do góry Go down
Gość





PisanieTemat: Re: Stary Cmentarz   05.04.15 14:43

Winić mógł sam siebie, nie tknął instrukcji. Rychło naszło, że trzeba było.
Przy upadku boleśnie obił plecy o kamieniste podłoże. Przez chwilę nie był w stanie się podnieść.
Zresztą, nie chciał.
Leżał tak chwile, nie wiedząc, czy spadł do jakiejś komnaty pod głównym korytarzem, czy został w magiczny sposób teleportowany do innego pokoju.
Ale krwiożercze ,,argh!", ,,grrrr" i ,,grrreau" uświadomiły go w sytuacji. Perspektywa przeleżenia choćby pięciu minut na niewygodnym podłożu nie była już tak przyjemna.
Rozważania na temat ich obecnej sytuacji musiały więc poczekać. Ale, jak to powiadają, co się odwlecze - to nie uciecze.  Z pewnością znajdzie się chwile na rozmyślanie.
Ale ta właśnie chwila na moment obecny wydawała się nie bardzo bliska, żeby nie rzec - w kij odległa.
Wstał, oparcie znajdując w wyłożonej kamieniami ścianie, stęknął przy tym raz czy dwa. Z ulgą stwierdził, że jest w stanie stać bez żadnej pomocy.
Choć ból w plecach dalej doskwierał.
Westchnąłby albo stęknął po raz kolejny widząc liczbę przeciwników. Ale ani nie westchnął, ani nie stęknął. Zwykłe trupy nie bywają zagrożeniem, nawet dla tak słabego maga jak Mithir.
Trochę później zauważył tą dziewczynę w czarnych włosach. Pokuśtykał szybko, podtrzymał ją. Albo jego.
Nie był pewien. Oby jej, bo nie brzydka.
-Żyjesz? Dasz radę walczyć? - Domyślał się odpowiedzi. Przecież widzi. Słabo, bardzo słabo. Tedy nie czekając na odpowiedź dodał - Biorę dwóch po lewej.
Bo mimo wszystko miał nadzieje, że ona/on/ono weźmie się w garść.
Ból w plecach zagłuszył ten w nodze. Podchodząc do trupa zajmującego pozycję najbardziej po lewej, zatoczył półkole. Szedł szybkim, pewnym krokiem. Gdy będzie blisko zakołysze się, wyprowadzi cios lewą nogą z półobrotu celując w brzuch.
Ścieżka pierwsza:
Jeśli biedny zombiaczyna poleci na swojego kolegę, wtedy momentalnie doskakuje, wykrzykuje (i jednocześnie używa) ,,Gte" licząc, że przeciwnik nie zachowa równowagi i upadnie. Jeśli plan wypali, dobija, glanem (nie muszę chyba wspominać, że glany są wzmacniane blachą na palcach) kopiąc/ miażdżąc głowy powalonych truposzy.
Ścieżka druga:
Jeśli trup tylko się lekko zatoczy, używa ,,Gte" by go sprowadzić do poziomu gruntu, drugiego trupa kopiąc w zgięcie kolana by zmusić go do klęknięcia i zamaszystym uderzeniem w potylicę zakończyć.
Jeśli żadna z opcji nie zadziała, Mith natychmiastowo odskakuje w tył.
Ścieżka pierwsza i druga: rozwinięcie
Jeśli Sier w porę się nie otrząsnął, rusza na ratunek, trzeciego delikwenta zwyczajnie uderzając w brzuch, rzucając na ziemię i skacząc po jego czaszce. Jak dziecko skacze po dmuchanym zamku. Tylko zamiast dziecka mamy faceta w ciężkich butach, a zamiast dmuchanego zamku mamy głowę truposza.
Na czwartym używa pchnięcia barkiem, w zamierzeniu mając, by ten zatoczył się i oparł plecami o ścianę. Następnie prawym sierpowym kończy.
Tu również, jeśli to wszystko nie odnosi efektu zwyczajnie odskakuje, gotów to kontrataku. Albo poprawienia.
-----------
3000-150=2850 MM
Powrót do góry Go down
Gość





PisanieTemat: Re: Stary Cmentarz   05.04.15 21:23

Sierafin i Mithir: Dwójka facetów towarzyszy z jednej gildii znalazła się w potrzasku. Truchła miały liczebną przewagę, a jeden z magów okazał się siusiu majtkiem i zwyczajnie nie wiedział, co zrobić. Panikował, chociaż może słowa "panika" w tym przypadku to mało powiedziane. Sierek, dzięki pomocy Mithira ustał na nogach. Wszystko nie poszło po planie Mithira, zatoczył półkole. Chciał wyprowadzić cios i wyprowadził go. Ba, idealnie uderzył w brzuch, jednak plan rozrzutu nie poszedł po jego myśli. Truposz zamiast być bliżej jego koleżków, zbliżył się jedynie do Sierka. Siłą kopniaka truchło uderzyło w ścianę, przewróciło się - chwilowo zostało wyautowane jednak powoli zaczynało się podnosić.
Metr od Sierka znajdowały się już dwa zombiaki. Rękoma machały do przodu i zraniły chłopaka w policzek.

Raindancer: Zatwardziały weteran szablozębnych został sam na polu bitwy. Możliwe, że nawet się z tego bardzo ucieszył. W końcu młodzi muszą sobie teraz sami radzić.  Postanowił być zamiast kolegą z ukochanej gildii, nauczycielem, który pokazuje jak mają postąpić. No, na pewno Tancerz będzie mógł im pozazdrościć ilości wrażeń na misji. Pierwsze pomieszczenie po lewej okazało się czyimś grobowcem. Był to niewielki pokój, może miał 3x4 metry. Na podwyższeniu była położona wielka trumna i kilka nazwisk. Możliwe, że to był grobowiec jednej z rodzin. Wszystko zgadzało się z mapą. Kiedy wszedł do pomieszczenia ze strony lewej mapy, prawie by się przewrócił do łodzi. Było to  pomieszczenie wypełnione dziwną, czarną cieczą. Na łódce swobodnie były położone dwa wiosła. Nic, tylko spokojnie przepłynąć.  


Stan postaci:
Sierafin:  dwu centymetrowa rysa na lewym policzku, szczypie;
Mithir: 2850 MM
Raindancer: Nothing.

MAPKA pokoju dla Mithira i Sierka\
Białe - ściany
Różowe- Sierek
Zielone - truchła
Żółtre - Mithir
Powrót do góry Go down
Gość





PisanieTemat: Re: Stary Cmentarz   06.04.15 17:47

Każda wykształcona osoba wiedziała, że niezbyt rozsądnym jest pływanie w zbroi. Nemi posiadała spore braki w edukacji akademickiej.

Oczywiście mogła obejść to całe "bagno" i od drugiej strony dostać się do kielicha, rozwalając ścianę. Mogła też zmienić cel i wejść do drugiego korytarza, aby po skruszeniu kamiennej zapory, dostać się do innego z kielichów. Dlaczego więc pochwyciła wiosło i zanurzyła je w dziwnej cieczy, badając głębokość?

- Nie wiem, co za idiota budował te katakumby - burknął Deszczowy - Nawet, jeśli tam jest kielich, to i tak może zatonąć podczas wynoszenia. Więc albo go tam nie ma, albo... Widocznie ktoś się bardzo się starał, aby jego zdobycie było niemożliwe.

Oczywiście, mógł ściągnąć zbroję, jednak te zakradające się dzieciaki mogły wtedy gwizdnąć jego rzeczy. Zaraz zaraz, skąd dzieci mogłyby znaleźć się na takim odludziu, na cmentarzu przy wiosce wymarłej od zarazy? Gdzie zaraz po wejściu, można zniknąć, dotykając z ciekawości czaszek?

- Może lepiej nie pytać - westchnął, ładując się do łodzi i biorąc za wiosłowanie - przecież mag ciśnienia nie może umrzeć z powodu otaczającej go wody. I tak oto popłynął trzymając się lewej ściany, jeszcze 2-3 razy sprawdzając głębokość w trakcie podróży a gdy korytarz zaczął się kończyć, doglądał jak wygląda owe niebezpieczeństwo z mapy. Trzyma się cały czas trasy wzdłuż lewej ściany i nie oddala się od niej.

------------------
4500 MM


Ostatnio zmieniony przez Raindancer dnia 11.04.15 13:49, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Gość





PisanieTemat: Re: Stary Cmentarz   06.04.15 22:12

Zgarbiony kręgosłup już czuł pod sobą drzwi, które drzwiami były dopiero jak Sierafin dłoń na nich położył i poczuł różnice ich w stosunku do lodowatych ścian. Nawet odwrócił się, bo jak wiadomo większość osób czując strach ucieka niźli atakuje od razu i tu do zwierząt się wielce nie różnili, a nawet jeśli czy to nie było jeszcze smutniejsze, że człowiek pełny świadomości, która  nosem mu już wychodzi ucieka, nie myśląc wcale przed czym?
- T-to na pewno dlatego... Tak tak to wszystko przez to, że oni...Oni! Nawet jeśli... - i trząsł się i dygotał i już językiem innym operował, plącząc się w strachu i spokoju, który zmącony został tak szybko.
Nie chciał krzyknąć. Tak mu się wymsknęło, kiedy coś dotknęło jego twarzy, zatapiając się w niej. Acz wraz z krzykiem, tym zagłuszeniem niepokoju z pleców maga wyrosły łapy, które jakby niosły cała siłę w sobie, której chłopiec w swoich własnych dłoniach nie ma i obie ruszyły w stronę nieżywych, mając za zadanie zgnieść ich cały o ścianę klatki, który pokój ten tak dostrzegał mag.
Lewa delikatnie w lewo skręcając aby zwłoki blisko mężczyzny także zabrać.
Mówi się, że wraz z odpływem krwi, odpływają także złe duchy zaburzające umysły i serce nosicieli i w pewnym sensie mają racje ci co opowiadają, a przynajmniej można było odnieść takie wrażenie patrząc na Sierafina. Jakby czas się zatrzymał a strach niczym fala już nie bił o skały. Przynajmniej z pierwszą kroplą życiodajnej krwi.
Czy to za jej sprawą czy adrenaliny, jedną łapą zwrócił do przeciwnika swego i Yarkersa po swojej lewej, a drugą za sobą coby uwolnić się stąd. I jak przy odpływie stał prawie nie podtrzymując się kamienną ścianą, tak kiedy przypływ nadszedł może już nie w spazmach mamrotał pod nosem, ale nogi się pod nim ugięły i jakby oczy zalśniły od strachu lub odczuwania jego.
- M-m-myślisz, że zmarli mogą powstać? - spytał nie wiedząc dokładnie czemu. Czy aby się upewnić o swojej omyłce, czy upewnić o karze, którą mu wpajano w dzieciństwie.

_
5.050 - 500 = 4.550 + przeprosiny bo nie wiem czy mogłam dopisać o rozcięciu czy nie i wgl za wszystko ;___;


Ostatnio zmieniony przez Sierafin dnia 06.04.15 23:06, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Gość





PisanieTemat: Re: Stary Cmentarz   06.04.15 22:51

Oniemiał. Zbaraniał. No ładnie.
Dziewczynka jeszcze chwile temu była niezdolna do walki a teraz wymachiwała wielkimi, magicznymi łapskami. Bo to chyba dziewczynka, przynajmniej tak stwierdził po jej głosie.
Szybko się otrząsnął.
Ścieżka pierwsza:
Tknięty przeczuciem, kopie w zgięcie kolana drugiego zombiaka, uderza ze skrętu prawym sierpowym i używa ,,Ro" i ,,Gtero" gwałtownie odskakując w tył.
Ścieżka pierwsza: Kontynuacja:
Jeśli zaklęcia odnoszą skutek, ale nie wykańczają przeciwnika, kopie oponenta w brzuch i powtarza ,,Ro" i ,,Gtero"
Kontynuacja kontynuacji
Jeśli tym sposobem wykańcza przeciwnika, podbiega do dwóch w gniecionych w ścianę i powtarza, rzucając tyle razy ,,Ro" i ,,Gtero" na przemian, ile będzie trzeba po czym odskakuje.
Ścieżka pierwsza:rozwidlenie drugie
Jeśli zaklęcie nie odnosi skutku, próbuje rozbić czaszkę zombiaka skacząc po niej, i tym samym sposobem uszkodzić mu kolana. Rozgląda się jeszcze szybko za jakimkolwiek przedmiotem zdatnym do walki.
--------
Ścieżka pierwsza:
2850-150-350=2350 MM
Kontynuacja:
2350MM - 150-350 = 1850 MM
Kontynuacja kontynuacji:
1850MM-x150-x350
Rozwidlenie drugie:
2350 MM
Powrót do góry Go down
Gość





PisanieTemat: Re: Stary Cmentarz   07.04.15 16:12

Mithir, Sierafin: Siusiumajtek w końcu wziął się w garść! Chłopak obudził w sobie wole ognia, albo lepiej wole przetrwania. Jednym sprawnym machnięciem łapy odgonił przeciwników od siebie, a drugą zwrócił Yarkersowi jego przeciwnika. Wszystko poszło po myśli szablozębnych. Kiedy zombiaki były razem w kupie, bo w kupie siła to Mithir użył ro, gtero. Enzymy truposzów pod wpływem temperatury zaczęły się rozkładać, a dym spowijał teraz całe pomieszczenie. Częściowo doszedł także do Sierafinka, podrażniając jego skórę. Mithir, żeby uniknąć spotkania się z dymem odskoczył mocno do tyłu. Niestety, spotkał się z ścianą i upadł na tyłek. Truposze pokonane, teraz faceci mają szansę odpocząć, wymyślić plan działania. W tym czasie pręty odsłoniły następne pomieszczenie.

Raindancer: Nemi zbadała wiosłem głębokość jeziorka w środku katakumb. Nie mogła znaleźć dna. Nie tylko głębokość cieszy okazała się dziwna. Po włożeniu w niej wiosła w pewnym momencie stała się nienaturalnie galaretowata. Drewno po wyciągnięciu z cieczy okryte było czarną warstwą. W końcu, tancerz załadował się do łodzi, która delikatnie pokołysała się. Nemi zauważyła także dziwne bąbelki wydobywające się z czarnej wody. Łódka lekko wtopiła się w stronę dna. Tancerz płynął powoli wzdłuż lewej ściany.
Drugi i trzeci raz sprawdzania głębokości okazał się porażką, jak pierwszy. Dopiero za czwartym razem Raindancer poczuła dno, ba nawet zobaczyła pełno kosztowności pod łódką. Z końcem korytarza zaczynała pokazywać się cała wyspa kosztowności od zegarków, naszyjników po stare księgi. Wszystko było poobklejane czarnym czymś. Zdarzały się od czasu do czasu kościotrupy. Nemi musiała już, tylko dobić do brzegu i udać się do kolejnego pokoju. Póki co wszystko zgadzało się z mapą. Żeby wyjść z czarnego jeziorka trzeba przejść przez drewniane drzwi.


Stan postaci:
Sierafin: 4.550 MM, dwu centymetrowa rysa na lewym policzku, szczypie, całe ciało podrażnione przez dym, lekko piecze, ale po krótkim odpoczynku powinno być w porządku;
Mithir: 2.350 MM, całe plecy są obolałe, po misji będą siniaki;
Raindancer: Nothing.
Powrót do góry Go down
Sponsored content





PisanieTemat: Re: Stary Cmentarz   

Powrót do góry Go down
 
Stary Cmentarz
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 6Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5, 6  Next
 Similar topics
-
» Stary Cmentarz
» Stary dąb
» Cmentarz Zwierząt
» Cmentarz, Durham
» Opuszczony domek na drzewie

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Fairy Tail New Generation :: Tereny zewnętrzne :: Równina Fiore-
RadioAoi.plHalo PBFPBF ToplistaI love PBFPBF Toplista~**~.: ANIME TOP100 :.Najlepsze strony o Anime i Mandze w necie