IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Pokój Mistrza

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość


avatar
Ranga Specjalna


Liczba postów : 614
Dołączył/a : 04/11/2014

PisanieTemat: Pokój Mistrza   08.11.14 23:09

Kiedy nowy mistrz Kruków walczył ze starym o władzę w gildii, całkiem spora część budynku została zniszczona. Prościej mówiąc, cały budynek leżał w gruzach. Po przejęciu stołka, nowy mistrz zarządził odbudowanie budynku, tylko że w trochę innym klimacie. Zamiast maskować się, stoi tu teraz normalny zamek, z czterema wieżami strażniczymi, grubymi murami, wielkimi drzwiami wejściowymi. Ogólnie, nowy mistrz zmienił sporo rzeczy w tej gildii.
Cały ten pokój składa się z dwóch mniejszych komnat. Pierwsza, w niej się znajdujemy po wejściu, pełni funkcję urzędową. Jest tutaj biurko za którym siedzi mistrz, a na tym biurku zazwyczaj panuje porządek. Po lewej znajdują się szafy z dokumentami. Z tyłu zaś, po prawej są drzwi prowadzące do drugiej komnaty, prywatnej komnaty szefa. W niej jest łóżko dwuosobowe, szafka na ubrania i mały stolik. Wszystko to oświetlone pochodniami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com


avatar
Raven Tail


Tytuł : Najlepsza Grafika, Portret Raven Tail, Dusza Forum, Szlachetne Niedocenione
Liczba postów : 1214
Dołączył/a : 04/11/2014

PisanieTemat: Re: Pokój Mistrza   06.03.16 0:27

Powrót do gildii zajął jej parę bitych godzin, jednak mogła je spędzić na rozmowie z Renee w celu zacieśnienia więzi z nią. Już ten uśmiech dał jej nadzieję na powrót do tych relacji, które miała z nią jej kuzynka, Leia. Teraz miała okazję to poprawić i zniszczyć tę niechęć wobec niej.
Niemal do samych wrót gildyjnych rozmawiały między sobą, na sam koniec pożegnały się dość pewnym uściśnięciem ręki, a Renee wróciła do swojego świata. Pierwsze, co zrobiła to poszła w stronę swojej izby, witając każdego uniesieniem ręki połączonym z uśmiechem. Spieszyło jej się, im szybciej bowiem pójdzie się zdrzemnąć - bo w końcu dochodził wieczór - tym szybciej wstanie, spakuje się i zmierzy do mistrza. Czekała ja dość poważna rozmowa na temat jej przyszłości.
Tak więc wstała z samego rana, a po wyciągnięciu się zaczęła chować najważniejsze rzeczy. Wystawiła też kilka(naście) przedmiotów na biurko, głównie były to drobne fanty, które zakupiła w sklepiku otwartym na czas Igrzysk, te większe schowała do szafki tak, żeby nikt nie zauważył (patrzę na Ciebie, Sarah). Zaraz po tym zaczęła spisywać pewien list na kartce z dziennika. Dokładniej to dwa listy na dwóch kartkach, jeden z nich był podpisany jako "Sarah" na wierzchniej stronie (wewnątrz były niemal całkowicie wypełnione tekstem), drugi "Nyro". Zaraz po tym zgięła je w pół i poszła. Trzymała je w dłoni, nie mając zamiaru puścić.
Czuła pewność siebie, która płynęła w jej żyłach. Nie dosłownie, jednak była w stu procentach pewna tego, co ma zamiar zrobić. Nie była księgą, którą można odczytać nawet bez patrzenia, jednak niektóre jej zachowania wyraźnie pokazują zamiary czy myśli. Z każdym podobno tak jest, czyż nie? Skupmy się jednak na najbliższych kilku chwilach. Zmierzyła prosto do góry po schodach, zapukała do drzwi i oczekiwała na wpuszczenie. Mistrz zapewne się jej spodziewał, ale niekoniecznie tak wcześnie. Podsumowując, obudziła się około godziny siódmej, zaś przygotowania do opuszczenia gildii zakończyła około dziewiątej (jak to kobieta - musi mieć wszystko pod ręką). Ubrana w swoją bluzę z szalikiem stałą pod drzwiami i oczekiwała na jakąkolwiek informację o tym, że można wejść.

Treść Listu - przedstawiam ją teraz, gdyż będzie późniejszym elementem fabuły:
 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t225-ariyamna-hirano


avatar
Mistrz Gry


Liczba postów : 706
Dołączył/a : 14/06/2015

PisanieTemat: Re: Pokój Mistrza   06.03.16 13:23

Mistrz siedział sobie spokojnie, popijając herbatkę i spoglądając przez okno. Lekki uśmieszek nie znikał nawet na chwilę, widocznie miał dziś dobry humor i tak pozostanie do końca dnia. Usłyszawszy pukanie do drzwi, radośnie odpowiedział.
- Zapraszam do środka Arisu.
Rzekł, oczywiście jak to on. Wszystko wie i wszystkiego się spodziewał, dlatego też niszczymy dalej umysły. Tak czy siak, drzwi otworzyły się same. Teraz bez problemu Ari mogła zawitać do środka i jedyne co zauważyć, to mistrza siedzącego przy oknie i pijącego swoją ulubioną herbatkę.
- Witaj, dawno się nie widzieliśmy. Co nowego słychać w świecie młodzieży? Spytał z przymkniętymi oczkami i tym swoim uśmieszkiem na twarzy, to spojrzenie. To mordercze spojrzenie, widocznie już wybrał kolejną ofiarę na eksperymenty.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://img3.wikia.nocookie.net/__cb20120528123313/villains/image


avatar
Raven Tail


Tytuł : Najlepsza Grafika, Portret Raven Tail, Dusza Forum, Szlachetne Niedocenione
Liczba postów : 1214
Dołączył/a : 04/11/2014

PisanieTemat: Re: Pokój Mistrza   06.03.16 14:27

Były dwa elementy spotkania z Mistrzem, których powinna się spodziewać, a jednak tak się nie stało i po prostu się zdziwiła bardzo. Zrobiła wielkie oczy, kiedy wypowiedział jej imię nawet nie wiedząc, że to ona tam stoi, zdziwiła się też w momencie, kiedy bez żadnej ingerencji otworzone zostały drzwi. Za moment jednak prędko się otrząsnęła, aby tego nie pokazywać po sobie. Żeby nie pokazywać zdziwienia ani strachu przed mistrzem, który poza szacunkiem wywołuje również strach i przerażenie. Teraz... ten czas należy do niej. Nie wycofa się, nie podda się. Nie teraz!
- To, co zwykle. Treningi, uczenie się na własnych błędach, wypełnianie misji i tym podobne. Zapytałabym się, co słychać w fachu Mistrza Gildii, jednak założę się, że od ostatniej rozmowy niewiele się zmieniło: nowe obiekty do eksperymentów, eksperymenty, podsumowywanie eksperymentów... - stwierdziła z nutką rozbawienia i humorku. Każdy o tym wiedział, że nie warto stawać przeciwko mistrzowi, bo potem może nas czekać wizyta w laboratorium bóg-wie-gdzie. Podeszła nieco bliżej biurka, wcześniej zamykając za sobą drzwi wiedząc, że chyba nie warto dawać innym posłuchać rozmów. Prywatność jest dość ważną dla niej sprawą, chyba miała to po ojcu, który sam tego nie lubił.
- Mam do Mistrza dwie sprawy, ale zacznę najpierw od jednej - powiedziała, stojąc tuż przed biurkiem. Nie siadała, bowiem wiedziała, że to zajmie może... dziesięć minut? A dziesięć minut stania w porównaniu do całego dnia biegu czy chodzenia to pikuś, już się zahartowała. - Chodzi o moją przynależność do gildii - wyjaśniła pokrótce, niezwykle lakonicznie. Nawyk miała prosty - najpierw w skrócie powiedzieć, o co chodzi, przedstawić temat dyskusji, aby zaraz przejść do konkretnego zbadania problemu. - Kiedy dołączałam do gildii, spytał się mnie pan, czemu przybyłam akurat do Raven Tail. Wtedy nie odpowiedziałam, chociaż odpowiedź sama się nasunęła: poszukiwałam schronienia przed Radą Magiczną, bo list gończy przekreślił moje marzenia i plany na przyszłość. Gdyby nie on, byłabym teraz w Lamia Scale razem z bratem- - przerwała, niemal natychmiast odwracając głowę w bok, twarz jej się nieznacznie skrzywiła w smutku.
No tak, co z jej bratem? Co się z nim stało? Tsumi go nie widział, ale miał się spytać Mistrza. Może równie dobrze przebywać wciąż gdzieś w Erze. Może popyta się w Radzie o jego aktualne miejsce pobytu? Przez moment się nad tym zastanawiała, aby ponownie nabrać pewności siebie i spojrzeć mistrzowi prosto w oczy.
- A tak to jestem w Raven Tail z jedną misją - oczyścić się z zarzutów i wyczekiwać na moment. I on nadszedł teraz - skwitowała dość poważnie, jednak pomimo tej właśnie powagi, na jej twarzy pojawił się delikatny uśmiech. - Pragnę opuścić w dniu dzisiejszym mury gildii i ruszyć do Ery, aby podjąć się pracy w szeregach Runicznych Rycerzy, wspinać się wyżej i wyżej, aby w końcu zasiadać wśród dziesiątki rządzącej światem magicznym - dobrnęła w końcu do sedna sprawy, prawdopodobnie nie dając mistrzowi możliwości dojścia do głosu ani razu do tej pory. Znaczy, prawdopodobnie, zawsze mógł się wciąć w jej słowo. Teraz... jedynie zostało jej oczekiwać na reakcję mistrza. Co powie? Czy jej zabroni? Tego drugiego się bała jak ognia. Przecież w zależności od jego odpowiedzi, będzie musiała wykombinować plan B.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t225-ariyamna-hirano


avatar
Mistrz Gry


Liczba postów : 706
Dołączył/a : 14/06/2015

PisanieTemat: Re: Pokój Mistrza   06.03.16 15:51

Mistrz siedział sobie spokojnie i tylko przytakiwał głową, popijając w tym samym czasie wszystko herbatką. Żadne słowo nie zaskoczyło i nie zaskoczy jego osoby, bardziej może zezłości. No ale tak czy siak, nie zależało mu dziś na niczym i miał dobry humor oraz zapas herbaty. Ari dalej mówiła, a sam Mistrz tylko pił herbatę. Po chwili skończył, odstawił filiżankę i spojrzał na dziewczynę. Gdy ta zaczęła mówić o nadchodzącym czasie, który nadszedł. Dołączenie do rady, lamy scaly i inne pierdoły. Oczywiście wszystko dobrze dotarło do mężczyzny, aż jednak coś w nim pękło. No tak, Ari chce odjeść przecież to logiczne. Zostawić gildię i pójść do rady, no dobra. Grawitacja w pokoju oczywiście się zmniejszyła, mogłaś poczuć jak cię zaczyna trochę wbijać w podłogę. Sama filiżanka która była na stole, zaczęła pękać. Okno zaczęło się kruszyć, całe pomieszczenie zaczęło się powoli niszczyć. Co prawda uniemożliwienie poruszania się, było częścią tego działania. Sam Mistrz wstał i skierował swoje kroki do dziewczyny, wraz z jego jak to milusim uśmieszkiem i oczkami szaleńca.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://img3.wikia.nocookie.net/__cb20120528123313/villains/image


avatar
Raven Tail


Tytuł : Najlepsza Grafika, Portret Raven Tail, Dusza Forum, Szlachetne Niedocenione
Liczba postów : 1214
Dołączył/a : 04/11/2014

PisanieTemat: Re: Pokój Mistrza   06.03.16 20:34

Jej umysł nie należał do maszyn pozwalający na setki skomplikowanych obliczeń na raz. Nie mogła więc obliczyć reakcji mistrza na to, co powiedziała. Można było go uznać za jakąś dziwną wariację Yandere sprawiającą, że jego myślenie odnosi się jedynie do "albo jesteś w mojej gildii, albo nie jesteś w żadnej". To właśnie teraz pokazał. "Albo ja jestem Twoim mistrzem, albo nikt inny". Kiedy poczuła, że tak naprawdę nie może się ruszyć, zacisnęła zęby, a do tego jeszcze i pięści. Nie powiedziała póki co nic, usiłując się utrzymać na prostych nogach.
Spoglądała się w jego oczy z istną zawziętością. Chciała mu wyraźnie pokazać, że nie ma zamiaru odpuścić - nigdy w życiu. Nie teraz, kiedy już zaszła na tyle daleko. Nie, nie miała zamiaru wszczynać teraz walki z mistrzem, bo wiedziała i zdawała sobie sprawę z tego, że zaraz po prostu byłaby martwa. Potrafiła się zachować i nie narażać się na problemy.
- Nie widzę powodu... do zdenerwowania, Mistrzu... - wysyczała cicho, patrząc na mistrza ze spuszczoną po części głową. - Nie chciałbyś kogoś... tam, wyżej... w Radzie? Aby mógł kryć Twoje plecy...? - Dyplomatką nie była, jednak znała doskonale upodobania mistrza i to, w jaki sposób może mu pomóc, będąc gdzie indziej.
- Nie chcę walczyć...! - podniosła nieznacznie głos, była ostrzejsza niż do tej pory. - Nie przyszłam tu po to, abyś mógł sprawdzać na mnie swoją magię! Nie przyszłam tu po to, abyś ze mnie robił eksperyment! Przyszłam po to, aby porozmawiać, do cholery jasnej! - dodała po chwili, nie miała zamiaru poddać jego mocy. Nawet, jeśli to zapewne wywoła podkręcenie gałki użycia mocy. Stawiała na to, że podkręci to, ale... chciała przeć naprzód. Nie była dobrą dyplomatką, nie była dobrą przywódczynią, ale nie odpuści prób załagodzenia sporu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t225-ariyamna-hirano


avatar
Mistrz Gry


Liczba postów : 706
Dołączył/a : 14/06/2015

PisanieTemat: Re: Pokój Mistrza   06.03.16 21:10

No więc wracając jak że do tej zacnej rozmowy, w której mistrz przedstawił już swoją pozycję. No co prawda jeszcze nie odpowiedział, ani nic nie zrobił. Mężczyzna zbliżał się i zbliżał do Arisu, aż w końcu po wszystkich jej słowach zatrzymał się przed nią. Kierując swoją prawą rękę ku jej główce, po chwili owa ręka wylądowała na główce Ari. Tak zostałaś pogłaskana, znaj łaskę pana.
- Ależ ja ci nie bronię wybrać własnej ścieżki, od początku wiedziałem że ten dzień nadejdzie.
No więc po odpowiedzi, odwrócił się i wrócił do swojego biurka. No tutaj było jeszcze pełno papierkowej roboty, jeżeli chodzi o odejście.
- Znasz zasady, zapominasz o wszystkim co było w gildii. Inaczej mówiąc ciebie tu nie było, jeżeli to wszystko. Możesz odejść, choć możesz wpaść czasami na herbatkę.
Oczywiście wiadomo że Ari będzie musiała też czasami coś zrobić dla byłego mistrza, ale to kwestia tego czego będzie chciał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://img3.wikia.nocookie.net/__cb20120528123313/villains/image


avatar
Raven Tail


Tytuł : Najlepsza Grafika, Portret Raven Tail, Dusza Forum, Szlachetne Niedocenione
Liczba postów : 1214
Dołączył/a : 04/11/2014

PisanieTemat: Re: Pokój Mistrza   06.03.16 23:12

Nie dało się opisać jej irytacji, kiedy ktoś znowu pogłaskał ją po głowie. Ah, jak ona tego nienawidziła! Jakie to upokarzające! Czuła się wtedy jak małe dziecko, którym już nie była od wielu, wielu lat. W sumie to jeszcze większe uniżenie czuje kiedy robi to ktoś, kto ją zna dłużej niż pół roku niż jak robi to przykładowo Mistrz Gildii. Taki Zelroth czy taki Harukuo wręcz się na nią uwzięli z tym głaskaniem! A oni doskonale wiedzieli, że tak się w stosunku do niej nie robi!
- Proszę mi tak więcej nie robić - mruknęła ciężko z niezadowoleniem wynikającym z tego gestu. Nie lubiła tego i koniec, nigdy więcej tego nie zniesie! Jest dorosłą, samodzielną i odpowiedzialną kobietą ze stadem kotów wymagających kastracji, która nie czuje się dobrze, kiedy ktoś jej wiek zaniża przez głaskanie po głowie! Czyli feministka. Znaczy się... e... Czekaj, to da się być większą feministką niż Revy?
Na całe szczęście grawitacja wróciła do dawnego stanu, a ona już nie musiała się siłować. Znaczy się... chyba wróciła, bo nigdzie nie zostało to określone. Cóż za zły Mistrz Gry, zapomina o tak ważnych rzeczach! Odetchnęła z ulgą, jednak miała pewne ultimatum postawione przed sobą. Mimo wszystko, odetchnęła z ulgą, że - chyba albo zareagował na jej słowa, albo miał to w swoim zamiarze - nic się nie stało.
- Nie zapomnę tego, co tu było, Mistrzu, ale też niczego, nikomu nie wyjawię. Mam, po co tu przychodzić, bo podjęłam się ciężkiego zadania opieki nad Sarah. Więc mam nadzieję, że poza przyzwoleniem na przychodzeniem na herbatę będę miała prawo spotykać się z paroma osobami. Zachowam znak, bo chciałam w jakiś sposób reprezentować gildię. Parę osób z Rady również uprawiało ten zwyczaj - powiedziała, delikatnie się uśmiechając. Była już spokojniejsza i było jej lżej na sercu, że Mistrz nie będzie miał nic przeciwko jej "wyfrunięciu z gniazda rodziców". - I w tej kwestii... Chciałabym mistrza poprosić o przekazanie tych dwóch listów dla Nyro i Sarah - poprosiła, kładąc oba listy na jednym stosiku na blacie. Na obu były imiona odbiorców, zaś na jednym z nich znajdowała się również notatka. - To.. chyba będzie już wszystko z mojej strony - zakomunikowała. Raczej Mistrz nie będzie już jej trzymał w nieskończoność kiedy ta się jedynie chciała zapytać o te dwie rzeczy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t225-ariyamna-hirano


avatar
Mistrz Gry


Liczba postów : 706
Dołączył/a : 14/06/2015

PisanieTemat: Re: Pokój Mistrza   07.03.16 19:38

Uradowany swoim podejściem do straszenia ludzi, Mistrz przytaknął i po prostu robił dalej swoje herbatkowanie. - Zawszę będziesz tu mile widziana, co prawda listy przekażę. No jeżeli to wszystko Arisu, to możesz zmykać. Mam jeszcze sporo spraw.
Tak więc skoro sprawa załatwiona, to można się brać za robotę własną. Czyli papierkową. Wracając do drzwi, które się otworzyły. Ari więc mogła sobie teraz spokojnie odejść, zostawiając Mistrza samemu sobie i jego herbacie.

Możesz doć z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://img3.wikia.nocookie.net/__cb20120528123313/villains/image


avatar
Raven Tail


Tytuł : Najlepsza Grafika, Portret Raven Tail, Dusza Forum, Szlachetne Niedocenione
Liczba postów : 1214
Dołączył/a : 04/11/2014

PisanieTemat: Re: Pokój Mistrza   08.03.16 8:54

Na całe szczęście Mistrz,  mimo pierwszych problemów, przyjął to dość pozytywnie. Nie bała się już tak bardzo jak w momencie użycia przez niego magii. Trzeba było przyznać, że jak już sobie obierze cel, będzie do niego dążyła do samego końca i nic jej nie zatrzyma - o tym mogli chyba się przekonać wszyscy. Chyba że się podłamie tak, jak na balu. To wtedy już jest problem. Nie jesteśmy jednak teraz na balu zorganizowanym z okazji zakończenia Wielkich Igrzysk Magicznych tylko u Mistrza. Ucieszyła się niezmiernie z ostatecznej jego zgody na możliwość częstych powrotów do gildii chociażby żeby spotkać się z małą powierniczką i astronomem (logiem?).
- Dziękuję, Mistrzu. Nie omieszkam skorzystać z tej możliwości! - zawiadomiła ze szczęściem w głosie i niemal od razu po tym puściła mu delikatny uśmiech, opuszczając pomieszczenie. Po tym udała się do swojej izby w gildii, zebrała swoje rzeczy i opuściła gildię z kilkoma torbami.

Z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t225-ariyamna-hirano


avatar
Mistrz Gry


Tytuł : Najsumienniejszy Mistrz Gry, Forumowy Stróż Rozgrywki
Liczba postów : 178
Dołączył/a : 24/03/2016

PisanieTemat: Re: Pokój Mistrza   26.03.16 0:40

Sarah machając do Kolta przekroczyła drzwi i nie zdążyła nawet opuścić ręki, gdyż natychmiast po trzaśnięciu wrót została za nią złapana. Szorstka, mocna dłoń chwyciła za jej nadgarstek, a kontaktowi fizycznemu towarzyszył głos o dokładnie takich samych cechach ociekający dodatkowo zirytowaniem.
- No nareszcie! Już myślałem, że tu uschnę od czekania na ciebie bachorze. Jakbym nie miał nic ciekawszego do roboty - poza tym jeszcze trochę mamrotania i zarzutów, których Sarah na pewno nie zrozumie, ale wypowiedzianych zdecydowanie niemiłym tonem oraz emanujących pogardą. Dłoń, która właśnie ciągnęła dziewczynkę po schodach, na wyższe piętro z pewnością należała do mężczyzny, a jej właściciel w przeciwieństwie do Sabi, czy Kolta nie bawił się w delikatność. Dodatkowo nosił całkiem grubą, rękawicę bez palców, co dało się wyczuć, która z pewnością w jakimś stopniu ograniczała czucie prowadzącego i być może właśnie dlatego, zupełnie niechcący ściskał nadgarstek dziewczynki tak, że po jeszcze kilkudziesięciu sekundach zostałyby sine pręgi. Na szczęście Sary wcześniej znalazła się przed drzwiami, do których niemiły osobnik zapukał, potem można było usłyszeć stłumiony głos zza nich, szczęk zamka, skrzyp zawiasów, a na sam koniec dziewczynka została wepchnięta do tajemniczego pomieszczenia, a drzwi za nią zatrzasnęły się wcale nie cicho.
Już od wejścia Sara czuła nagły przypływ mocy, a także mogło się wydawać, że powietrze jest przesycone magią, a tutaj, nawet bez magicznego sensora aż ciężko było oddychać, zaletą był jednak nagły i całkiem szybki powrót siły magicznej. Nie ma to jak domowa atmosfera.
- Sarah, Sarah, dobrze Cię widzieć, a mówię to tylko po to, byś z ciekawości moich słów w końcu przywołała tego... Peletha - chwila przerwy potrzebna była mistrzowi Raven Tail na przypomnienie sobie imienia ducha, zapisanego na jednej z szeleszczących w jego palcach karteczek. W głosie tego człowieka dało się usłyszeć jedynie zimny spokój, a nawet ta krótka pauza wydawała się być zamierzona i nie wiązała się z żadnym zawahaniem. Tak, ten głos, ten ton i ten sposób mówienia z pewnością był jej znany, w końcu na oczy nigdy nie widziała zwierzchnika własnej mistrzyni, ale zdarzyło jej się go słyszeć, chociażby podczas stemplowania. Na razie Shinji tylko spokojnie siedział czekając na reakcję kruczego pisklątka, a w powietrzu unosił się silny zapach drogiej, arabskiej kawy o źródle znajdującym się gdzieś w głębi prywatnych kwater.

Masz całe MM.
Ważna (wymuszona) wiadomość:
 


Ostatnio zmieniony przez [MG] Ivrina dnia 01.04.16 22:09, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
Raven Tail


Tytuł : Druga Osobowość, Jedna z Dziesięciu
Liczba postów : 201
Dołączył/a : 27/12/2015

PisanieTemat: Re: Pokój Mistrza   26.03.16 10:08

Zachowanie Sary może odbiegać trochę od tego opisanego w charakterze. Powód: ostatnie wydarzenia, załamanie psychiczne i próba samobójcza.
---

Pożegnanie z Tajemniczym Głosem było naprawdę bardzo miłe. Zastanawiam się dlaczego mnie wtedy nie odtrącił. Ba! Dziwne jest nawet to, że po wszystkim i tak odprowadził mnie do mojego domu. Przecież tak bardzo Go skrzywdziłam, że nie powinien tego robić. Prawda? Prawda? Czyżby mi przebaczył? Na to wygląda. W sumie to trochę podniosło mnie to na duchu, jednak ciągle mam w pamięci to, że zasługuję na karę za swoje zbrodnie. Chciałabym o tym zapomnieć, bo myślenie o karze, która człowieka czeka gdzieś w przyszłości nie jest dobre dla jego zdrowia psychicznego i dobrego samopoczucia. Chciałabym się móc bowiem znowu uśmiechnąć. Jednak nie mogę zapomnieć, bo zaraz jakiś dziwny Wrogi Głos mocno chwyta mnie za nadgarstek, przypominając o tym, że jestem złą kreaturą i że czeka mnie zasłużona kara. Głos zadaje mi ból i ciągle przypomina o okropieństwach, których się dopuściłam. Ciągnie mnie gdzieś, a ja nie mam zamiaru się wyrywać. Co prawda mogłabym spanikować i jednak spróbować się wyrwać, jednak nauczona doświadczeniem wiem, że to by nie odniosło skutku i tylko pogorszyłabym swoją tragiczną sytuację. A może powinnam ją pogorszyć? Może kara, którą zadaje mi ten Głos tak na prawdę jest nieadekwatnie niska do tego czego się dopuściłam? No nic, może to nie jest sprawiedliwe, ale nie jestem masochistką. Przynajmniej na ogół, bo jednak próba samobójcza miała coś z masochizmu w sobie. Pozwalam się więc prowadzić potulnie jak owieczka (Wybacz, Iv :3) na rzeź. Chociaż czy można nazwać mnie owieczką? Takiego potwora jak ja? Już nawet nie płaczę, bo to nie ma sensu. W pewnym momencie słyszę otwieranie drzwi, a następnie jestem wpychana do jakiegoś pomieszczenia. Drzwi się zamykają.
"To moja cela?" - zastanawiam się. Czuję napływ sił, ale też okropnie duszące powietrze. Czyżby ktoś rozprowadził w powietrzu jakąś truciznę i zamknął mnie w tym pomieszczeniu, żebym wdychając ją do płuc, rozprowadziła po całym ciele i umarła w męczarniach? To by miało nawet sens. Nagle słyszę inny Głos przebijający się z głębi pokoju. Jest tak jakby znajomy. To znaczy, miałam z nim już do czynienia. Czy on się nie otruje? Pewnie nie. Pewnie ma maskę i zapas świeżego, normalnego powietrza i nie straszne mu zatrucie. Ma mnie pilnować, bym nie uciekła. Jedyne sensowne wytłumaczenie. Ale czego on może ode mnie chcieć?
"Przepraszam ... nie rozumiem ..." - kręcę przecząco głową, bo nie wiem co powinnam zrobić. Chcę dać do zrozumienia, że naprawdę nie rozumiem. Wiem, że Głos ten nie usłyszy moich myśli. Nie bez pomocy Peletha. Chociaż tak na prawdę Głos prosi mnie o jego przyzwanie, ja nie mam o tym pojęcia. Nie potrafię skojarzyć dźwięku "Peleth" z myślą "Peleth". A nawet jeśli bym potrafiła to i tak nie skojarzyłabym tego wyrazu "Peleth" z imieniem mojego Sowiego Ducha. Nie potrafię nawet skojarzyć dźwięku "Sarah" czy myśli "Sarah" z własnym imieniem. Dla mnie to słowo jak każde inne, które nie ma jeszcze znaczenia. Mimo posiadania Peletha i jego niesamowitych zdolności nie jestem w stanie pojąć pewnych słów. Przynajmniej tak mi się wydaje. Może się mylę i przeinaczam fakty? No nic. Teraz pora na karę. Odwracam się więc plecami do Mistrza Gildii i staję w kącie. Wstyd nie pozwala mi, by osoba, która reprezentuje dobro patrzyła na moje potworne i złe oblicze.

MM: 4750

Ważna (niewymuszona) wiadomość:
 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t1474-sarah-samy-mylady#16500


avatar
Mistrz Gry


Tytuł : Najsumienniejszy Mistrz Gry, Forumowy Stróż Rozgrywki
Liczba postów : 178
Dołączył/a : 24/03/2016

PisanieTemat: Re: Pokój Mistrza   27.03.16 1:53

No i nie przywołała ptaszona. Nie tylko ślepe oraz niedorozwinięte umysłowo to dziecko, a jeszcze głupie. Shinji nie był jednak zdenerwowany. Z jakiegoś paranormalnego powodu po prostu wiedział, że to będzie jakiś czas trwało. Że też Arisu nie mogła zostawić dla tej swojej "uczennicy" lakrymy z nagraną wiadomością! Wprawdzie i tak słowa nie mówiłyby dziewczynce nic, jednak głos mistrzyni zapewne by ją jakoś zmotywował do współpracy, a tak... No nic, z powodu krnąbrnego dzieciaka Mistrz nie miał najmniejszego zamiaru rezygnować ze swoich obowiązków i spotkań, może się w końcu przemoże, a na razie niech siedzi w tym emo kącie, przynajmniej nie przeszkadza.
Z drugiego pokoju dobiegł silniejszy zapach kawy, zaraz za nim odrobinę słabszy nikotyny, a na koniec Sarah mogła usłyszeć miarowe, drobne i całkiem szybkie kroczki, dosyć donośne i z pewnością wykonywane przez kobietę na obcasach. W gabinecie robiło się powoli całkiem ciasno, ale trzy osoby to jeszcze nie dramat, szczególnie, że Sarah próbowała nie istnieć. Babeczka (masz obrazek, chociaż i tak się nie przyda) postawiła ze szczękiem porcelany filiżankę na blat stołu, podeszła do okna i otworzyła je. Tutaj też zawiasy dawno nie były oliwione, skrzydła zaskrzypiały, lecz rozwarły się wpuszczając do gabinetu masę świeżego, ciepłego powietrza. Shinji popatrzył się na kobietę jak na idiotkę, co go próbuje ugotować, a ta odpowiedziała krótkim:
- Twoja kawa śmierdzi.
- Twoje fajki bardziej - odparł beznamiętnym głosem mistrz, zerknął na ślęczącą w kącie Sarę, po czym odłożył niepotrzebny list gdzieś na bok i pochylił się nad plikiem papierów. - Jeszcze tego nie podpisałem, nie popędzaj mnie - rzucił uprzedzając uwagę ze strony towarzyszki, a ta nudząc się i widocznie czekając na dokumenty pykała dymne kółeczka przez okno, aż wypaliła fajkę, cisnęła petem w przechodzących dziedzińcem magów i nie mając nic innego do roboty skupiła się na jej zdaniem dziwacznym petencie.
- Co ona zrobiła, że tam stoi i jeśli to coś poważnego czemu nie klęczy na grochu? - zapytała się pół żartem oczekując jakiejkolwiek reakcji ze strony dziewczynki, a jeśli jej nie otrzymała podeszła do Sary, złapała ją za ramiona i przekręciła o 180 stopni, a potem kucnęła stając twarzą w twarz z kruczątkiem i raczej nieumyślnie rozsiewając woń charakterystyczną dla każdego palacza. Wsunęła jej dłoń we włosy i tarmosząc je dodała z wymalowanym na twarzy uśmiechem, a także wyczuwalną w głosie radością:
- No kochanie, jeśli Shinji nie spóźnia ci się z dotacjami na dalsze eksperymenty, to nie masz się co fochać. No już, wyszczerz na twarzy raz! Smutne dzieci nie dostają naklejek "dzielnego pacjenta".

000099 f5c5ce


Ostatnio zmieniony przez [MG] Ivrina dnia 01.04.16 22:09, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
Raven Tail


Tytuł : Druga Osobowość, Jedna z Dziesięciu
Liczba postów : 201
Dołączył/a : 27/12/2015

PisanieTemat: Re: Pokój Mistrza   28.03.16 1:32

W pewnym momencie zupełnie przestałam się orientować co się dzieje. Nagle pojawił się drugi głos i do mych nozdrzy doszły jakieś dziwne zapachy. Później atmosfera trochę się rozluźniła i mogłam na nowo zaczerpnąć świeżego, chociaż ciepłego i średnio orzeźwiającego powietrza. Głosy zaczęły ze sobą rozmawiać, chociaż ja nic nie rozumiałam. Później ewidentnie ten nowy zwrócił się w moją stronę i ustawił mnie w nowej pozycji. Później poczułam jakieś dziwne i przyjemne głaskanie mojej głowy czy coś w tym rodzaju, a do tego burzenie mojej starannie przygotowanej fryzury. Na samym końcu, co mnie najbardziej zdziwiło, Głos zaczął do mnie mówić wyjątkowo miło i ciepło. I radośnie. Czyżbym sprawiała mu radość? Wyjątkowo dziwne. Dlaczego ktoś taki jak ja miałby sprawiać radość? Czyż nie byłam złym i niegodziwym potworem, który sprowadza na ludzi nieszczęścia i ich krzywdzi? Byłam. Nic już nie rozumiem z tego co się wokół mnie dzieje. Może pora, by ktoś mi to wyjaśnił? Może powinnam przyzwać mojego Sowiego Ducha? Z jego pomocą mogłabym się dowiedzieć wielu ciekawych i interesujących rzeczy. Tak ostatni raz przed śmiercią, a dodatkowo ... pożegnać tą niezwykłą istotę i mojego serdecznego Przyjaciela. Tak więc biorę głęboki wdech i wyciągam Biały Topaz. Wznoszę go wysoko nad głowę i powtarzam w myślach wyuczoną inkantację.
"Niech wiatr niesie twe białe skrzydła. Ukojenie bólu! Nadziejo słów! Peleth!"
Kamień znika w parodziesięcio-milisekundowym odcinku czasu w postaci oślepiającego światła, a następnie na mojej głowie i właściwie nad ręką Pani Doktor (znaczy stoi na mojej głowie, a dłoń Pani Doktor ma między nogami) pojawia się On - Peleth, mój przyjaciel.
Od razu przekazuję mu pierwszą wiadomość.
"Zostaw ... proszę ... nie bądź dla mnie miły ... Jestem potworem ... skazanym na śmierć ... Nie powinieneś być dla mnie miły ...
Peleth odbiera wiadomość i siada na głowie Pani Doktor. Odtwarza ją i czeka na wiadomość zwrotną. Mój "telepatyczny" głos jest pełen wstydu, żalu, strachu, ale też promieniuje mocą i determinacją. Jest to głos kogoś kto chce odpokutować swe grzechy i nie zniesie obecności kogoś kto go próbuje pocieszyć i odwieść od tego czynu.

MM: 4750 - 400 - 300 = 4050
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t1474-sarah-samy-mylady#16500


avatar
Mistrz Gry


Tytuł : Najsumienniejszy Mistrz Gry, Forumowy Stróż Rozgrywki
Liczba postów : 178
Dołączył/a : 24/03/2016

PisanieTemat: Re: Pokój Mistrza   29.03.16 19:58

Na widok ptaka nad własną ręką pani Doktor gwałtownie odskoczyła, jakby ze strachu, że sowa zaraz narobi jej na dłoń, albo po prostu zdziwiona nagłym pojawieniem się zwierzęcia. Z jej gardła wyrwał się cichy, stłumiony okrzyk zaskoczenia, na który Shinji podniósł wzrok znad dokumentów i dostrzegając Peletha uśmiechnął się półgębkiem. Przynajmniej roszczeniowa badaczka do czegoś się przydała. Kobieta natomiast widząc podlatujące ptaszysko, co się z pewnością niby nietoperz we włosy wkręca, jak to każda zwyczajna przedstawicielka płci pięknej zacisnęła powieki i zamarła ze strachu czekając na wyrok skazujący jej fryzurę na wieczne potępienie. Kiedy sowie udało się lądowanie kobitka wcale nie klaskała, a jeszcze bardziej się spięła modląc się w duchu, by ptaszysko jak najprędzej sobie poszło i zostawiło ją w spokoju, jednak miast mantry odpędzającej koszmarne zwierzęta w jej umyśle rozbrzmiała wiadomość. Otworzyła oczy jeszcze bardziej zszokowana niż do tej pory zastanawiając się, czy przypadkiem ostatnio się nie przepracowuje i czy nie powinna poprosić Shinjego raczej o urlop niż o dotację, z tych myśli wyrwały ją jednak słowa mistrza.
- Uspokój się, to forma komunikacji. Co usłyszałaś? - zapytał beznamiętnie Shinji przerzucając kolejną kartkę, na której złożył zamaszysty, ozdobny podpis, a gdy usłyszał przytoczone myśli Sary, pokiwał głową z udawanym zrozumieniem i dodał:
- Jeszcze jestem zajęty, pogadaj z nią trochę, może się uspokoi. Żeby odpowiedzieć musisz pomyśleć kwestię do sowy, wiem że głupio to brzmi, ale działa. Oczywiście chcę wiedzieć o czym rozmawiacie - Nie miał najmniejszego zamiaru stykać się bezpośrednio z depresyjnymi myślami Sary. Co to za zabawa dobijać kogoś, kto już jest w głębokim dołku? Znacznie lepiej wysłać do rozmowy z psycholką kogokolwiek innego i cieszyć się przedstawieniem. Na wszelki wypadek wytłumaczył kobiecie też zasady używania Peletha, bo tępaki takie jak ona, czy Kolt zawsze miały z tym problem, a sam, cóż, był mistrzem gildii i miał uszy, a jego uszy również miały uszy i którymś z tych uszu kiedyś z pewnością udało się zdobyć instrukcję. Z resztą dla zwierzchnika potężnej organizacji zrzeszającej magów hańbą byłby brak przynajmniej pobieżnej znajomości umiejętności podwładnych.
"Skazanym na śmierć, tak? A co dobrego przyjdzie komukolwiek z twojej śmierci? Przecież martwa będziesz całkowicie bezużyteczna." Tak brzmiała wiadomość zwrotna, spokojna, bo pani doktor chyba uznała, że magiczny ptak z jakichś dziwnych powodów nie narobi jej na głowę, a jednocześnie pełna zaciekawienia. Rozmówczyni zawsze była żądna wiedzy, a teraz chciała po prostu poznać motywy tej dziewczynki, w końcu raczej nikt nie nazywa siebie potworem nie mając wystarczających powodów. Kiedy Peleth przelatywał z powrotem na głowę Sary powtórzyła swoją myśl na głos, słowo w słowo. Jeśli kłamanie nie przyniesie benefitów, to życzenie mistrza jest zawsze rozkazem, czyż nie?


Ostatnio zmieniony przez [MG] Ivrina dnia 01.04.16 22:09, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
Raven Tail


Tytuł : Druga Osobowość, Jedna z Dziesięciu
Liczba postów : 201
Dołączył/a : 27/12/2015

PisanieTemat: Re: Pokój Mistrza   30.03.16 0:40

Peleth siada na mojej głowie i przekazuje mi wiadomość. Staję jak wryta i nie wiem co o tym myśleć. To jest tak niedorzeczna wiadomość, że zupełnie nie mieści mi się w głowie. Zaciskam pięści i postanawiam się zwierzyć temu Głosowi. Wiem, że to niegrzeczne i że powinnam. Ale co mi szkodzi? Ten Głos sam się o to prosi. I właśnie uaktywniła mi się moja natura potwora, chcącego zranić każdą osobę w pobliżu.
"Przepraszam ... chciałabym Ci się zwierzyć ... wybacz mi proszę ... wiem, że nie chcesz tego słuchać ... kto by chciał?"
Wiadomość zaczyna się słowami niezwykle nieśmiałymi i tak jakby błagającym rozmówcę o wybaczenie za samą próbę zaczęcia rozmowy.
"Nie jestem żadną masochistką. Nie lubię się krzywdzić ani przecinać. Nie lubię zadawać sobie bólu ... Kocham słodycze ... i inne dobre amu amu ... kocham głos innych Głosów ... kocham jak mnie rozbierają i dotykają mojego nagiego ciała ... Jak wkładają swoje grube paluchy do małej dziurki między moimi nogami ... wkładają i wyciągają, a ja tylko jęczę w rytm tej cudownej muzyki ..."
Ta część natomiast została wypowiedziana z pewną dozą pewności siebie i determinacji. Tak jakbym chciała przekonać zarówno Głos jak i samą siebie, że jednak nie chcę jeszcze umierać i trochę dłużej pożyć.
"Ale nie mogę ... nie mogę już dłużej żyć ..."
Nagle w mojej wiadomości pojawia się dość spora doza smutku i zrezygnowania.
"Kiedyś bardzo dużo Głosów mnie rozbierało i wkładało swój gruby palec do mojej dziurki między nogami i wyciągało i znowu wkładało. Bolało, ale było niezwykle przyjemne ... jęczałam ... nawet 30 czy 40 razy dziennie ... może nawet 50 ..."
W sumie tam na prawdę podałam losowe liczby. Nie potrafię dokładnie określić ile razy dziennie to się działo. Uznałam jednak, że muszę trochę ubarwić i być może wyolbrzymić nawet swoją wypowiedź.
"Ale te Przyjemne Głosy odeszły i już nie chciałby mnie dotykać i wkładać swojego grubego palca w moją małą dziurkę ... no wiesz ... zbrzydłam, zestarzałam się, pomarszczyłam ... i już nie chciały mnie dotykać. Przestały. Odeszły. Uciekły. Ja natomiast spotkałam Mistrzynię ... nauczyła mnie Magii ..."
Te słowa znowu przepełnione są smutkiem, ale też pewną nostalgią na wspomnienie o Mistrzyni. Bardzo za nią tęsknię. To cudowny Głos. Najlepszy na świecie!
"Ale ja nie tylko stałam się BRZYDKA i STARA ..."
Podkreślam znaczenie tych dwóch słów.
"Ja stałam się POTWOREM!"
To jedno słowo zostało przeze niemalże wykrzyczane w czymś przypominającym mieszaninę żalu, smutku i gniewu. Ale był to raczej gniew na samą siebie, że dopuściłam do tego stanu. Jednak po chwili postanawiam kontynuować swoją opowieść, bowiem w środku nie wypada przestać. Opanowuję się więc i kontynuuję.
"Wybacz ... nie chciałam się zdenerwować ... Chodzi o to, że zostałam potworem. Kimś, kto krzywdzi wszystkich wokół. Nawet Ciebie teraz krzywdzę, bo musisz tego wszystkiego wysłuchiwać. Skrzywdziłam dzisiaj dwa niewinne Głosy. Jeden nawet pomógł mi zdobyć żywność, bo mi w brzuchu burczało, a ja w "podzięce" perfidnie go skrzywdziłam. Potem spotkałam inne Głosy i znowu skrzywdziłam niewinny Głos. Mało tego. Skrzywdziłam moją Kochaną i Umiłowaną Mistrzynię. Osobę, na której mi najbardziej na świecie zależy. Głosy hodują kotki, by te dawały głosom mleko czy jakoś tam ... ja też zostałam wyhodowana przez Mistrzynię, by jej służyć i poświęcić Jej wszystko co mam ... nawet życie ... a co zrobiłam? Skrzywdziłam ją! Zadałam jej ból! Spowodowałam, że uciekła z naszego wspólnego mieszkanka ... bo się mnie po prostu boi, bo jestem POTWOREM! Uświadomiłam to sobie jak Tajemniczy Głos powiedział, że krzywdzę ludzi ..."
Znowu akcentuję słowo "POTWOREM", wykrzykując je niemalże.
"Nie mam oczu ... nie rozumiem co się wokół mnie dzieje ... i mówi czy gra ... nie wiem ... jestem słaba ... totalnie bezużyteczna ... i jak ja miałabym pomóc spełnić marzenia Mistrzyni? Nawet jak jestem żywa to jestem całkowicie bezużyteczna ... co więc zmieni moja śmierć? To po prostu będzie najzwyklejsza kara, którą przyjmę z podniesioną głową i nie będę się wymigiwać ... niech moja śmierć uwolni świat od takiego POTWORA jak ja ... umrę i nie będę krzywdzić już innych ludzi ... Tak będzie lepiej, nie?"
Stoję tak, nagrywając jedną najdłuższych wiadomości w życiu. Gdyby Peleth nie był wspomagany zaklęciem to serdecznie bym mu współczuła tego, że musi zapamiętać tak długą wiadomość. Jednak oczywiście dzięki zaklęciu wszystko jest idealnie nagrywane w jego pamięci i bezproblemowo zostanie odtworzone, gdy już Sowa przeleci na głowę celu. Następne słowa jednak są wypowiedziane błagalnym tonem.
"Przepraszam ... czy mógłbyś mi pomóc? Próbowałam się dzisiaj sama zabić ... ukraść Głosowi jego ostry przedmiot i wbić go sobie w brzuch ... wiem, że kradzież jest złem, ale to miało być ostatnie zło jakie popełnię w życiu ... Głos jednak się chyba przeraził i nie pozwolił mi ukraść swojej własności ... A ja dalej żyję ... same nieszczęścia ..."
Następne słowa jednak nabierają niezwykłego fanatyzmu i dzikiej żądzy. Ich wydźwięk jest praktycznie idealny jak fantazji seksualnych, które jeszcze nie tak dawno przedstawiłam w swojej wiadomości Tajemniczemu Głosowi. Niemniej jednak nie dotyczą rzeczy przyjemnych. W sumie nawet są bardzo, ale to bardzo nieprzyjemne.
Mógłbyś mi odciąć głowę mieczem ... albo toporem ... albo zastrzelić ... albo obedrzeć ze skóry! Mógłbyś ...
W tym miejscu pojawiają się wszystkie możliwe wersji własnej śmierci jakie tylko mogę wymyślić. A wyobraźnię mam dość bujną. Począwszy od zwykłej dekapitacji, poprzez zastrzelenie, obdzieranie ze skóry, wydłubywanie oczu, wbijanie gwoździ w paznokcie i różnego rodzaju, kończąc na różnych sekwencjach i wymyślnych wariantach wykonania danej kary. A każdy sposób ze sto razy bardziej okrutny od drugiego. W pewnym momencie sposoby zaczynały się zapętlać i przeplatać, aż w końcu zostały pozbawione wszelkiego logicznego sensu. Odcięcie głowy, obwiązanie jej sznurem, powieszenie i następnie utopienie. Czy taka kara śmierci ma w ogóle sens? Czy jest po prostu zwyczajnym znęcaniem się nad zwłokami?
"Mógłbyś ..."
Zaczynam opisywać kolejny sposób morderczych tortur, które mogłyby mi być wymierzone za moje parszywe i straszliwe zbrodnie jednak nagle tracę kontrolę nad własnym zaklęciem. Chwytam się za brzuch i upadając na kolana puszczam pawia, zwracając przez mordę cały obiad z ekskluzywnej restauracji. Teraz przypomina jakąś pomarańczowo-zieloną dziwną papkę, rozbryzganą na jakichś 40 centymetrach kwadratowych podłogi w Pokoju Mistrza. Lekko też śmierdzi, ale pewnie szybko zmiesza się z zapachem nikotyny i kawy. Paw ten nie był jednak zamierzony, ale ileż można myśleć o własnej śmierci w męczarniach, łamanych kościach i tym podobnych rzeczach? A ja myślałam bardzo, ale to bardzo długo. W chwili, gdy rzygam, Peleth odlatuje i siada na głowie Pani Doktor i odtwarza jej tą wiadomość od samego początku do samego końca. Jeśli Pani Doktor jest mądra to powinna się domyślić tego, że "Głosy" to ludzie, "mieszkanko" to mój pokój, "amu amu" to jedzenie "Mistrzyni" to Arisu ... i takich innych "zamienników" używanych przeze mnie. Ja natomiast jestem cała zlana potem i niezwykle się boję. Pot jest prawdopodobnie spowodowany tym, że nagle bardzo, ale to bardzo źle się poczułam. Nagle zdaję sobie sprawę, że chociaż bardzo chcę to i tak pewnie 90% opisanych przeze mnie śmierci nie byłabym w stanie normalnie znieść i umarłabym z samego bólu już na początkach tortur lub ewentualnie straciła przytomność. I z tego pewnie wynika mój strach. Ale nie tylko z tego. Nagle zdałam sobie sprawę, że nabrudziłam. Spowodowałem kolejne nieszczęście. Brudną podłogę. Jak się nabrudziło to trzeba posprzątać. Ale ja nie mam nic innego niż mój zielony płaszczyk, który dostałam od Kapitana Straży (chociaż nie wiem, że to był Kapitan Straży). Mój stanik i wszystko co ściągnęłam, próbując poderwać ten Głos pewnie gdzieś znikły po drodze, a ja zostałam naga od pasa w górę, a swoją nagość skrywałam pod tym zielonym płaszczem. Ściągam więc ten płaszczyk, w chwili, gdy Peleth odtwarza wiadomość Pani Doktor. Pokazuję Mistrzowi Gildii i tej kobiecie swoje nagie piersi. Oczywiście nieświadomie i tak będąc nagą rozkoszuję się przyjemnym ciepłym powietrzem, która muska moją skórę. Ale nie zapominam o swoim zadaniu i niejako życiowym celu. Mam teraz zamiar posprzątać swoje wymioty, które "zdobią" podłogę Mistrza. Próbuję to wytrzeć moim płaszczykiem, który zdjęłam. Przecież właśnie po to to zrobiłam. Niemniej jednak ... nie udaje mi się i przypadkowo jeszcze bardziej rozmazuję to po podłodze. A potem znowu zgarniam wszystko na jedną "kupkę" i znowu rozmazuję. W efekcie czego plama ta w ogóle się nie zmniejsza. Ja jednak w ogóle się tym nie przejmuję i robię swoje, próbując posprzątać po sobie. Oczywiście po przekazaniu wiadomości Peleth czeka na wiadomość zwrotną.

MM: 4050 - 300 = 3750
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t1474-sarah-samy-mylady#16500


avatar
Mistrz Gry


Tytuł : Najsumienniejszy Mistrz Gry, Forumowy Stróż Rozgrywki
Liczba postów : 178
Dołączył/a : 24/03/2016

PisanieTemat: Re: Pokój Mistrza   31.03.16 5:35

Nie wiedzieć czemu pani Doktor niecierpliwie czekała na odpowiedź, no może dlatego, że zadała pytanie, ale kto wie? Niestety Sarah oraz sowa jakby się ociągały, a więc ta gapiła się na zapewne odrobinę zmieniającą się mimikę dziewczynki pod wpływem emocji powiązanych z nagrywaną wiadomością, splotła ręce na klatce piersiowej i poczęła z nudów przytupywać obcasem, co po dłuższej chwili zaowocowało jedynie pulsującą żyłką na czole próbującego się skupić na dokumentach mistrza RT. Kiedy Sarah w końcu uznała, że niedawno zjedzony obiadek był tak smaczny, iż z chęcią powtórzy te doznania i jeszcze podzieli się nimi z okolicznymi ludźmi kobieta odskoczyła, bo nagle życiowym priorytetem stał się jej buty, na fryzurę i tak już nie zwracała uwagi, szczególnie, że sowa poczęła ją niszczyć powtórnie.
Tym razem babeczka zdecydowała się przekazywać wypowiedź na bieżąco, miarowym i beznamiętnym głosem, zawahała się jednak, otworzyła szeroko oczy i wypuściła ze świstem powietrze, gdy doszła do rozbierających dziewczynkę głosów, a potem było już tylko gorzej. Zatrzymała się nie bardzo wiedząc, czy powinna kontynuować, popatrzyła bezradnie na Shinjego, a ten podniósł na nią swój chłodny wzrok i machnął ponaglająco ręką z trzymanym w niej piórem znacząc przekazane mu dokumenty pasmem kleksów. Jak widać nie tylko Sarah potrafi nabrudzić.
- No dalej - rzucił zirytowany chlewem, w który nagle zamienił się jego gabinet, a kobieta posłuchała i wciąż udawała głośnik, jednocześnie nie wykazując najmniejszego zainteresowania tym co mówi. O dziwo nie wydawała się obrzydzona, a szok jakby minął, po prostu historia Sary w żadnym stopniu jej nie poruszała. Przekazała fetysze dziewczynki, jej przekonanie o byciu brzydką, historię spotkania Kolta i strażników, powołanie jako uczennicy, a także nazwanie siebie potworem odzierając wszystko z emocji. Tak, Peleth był zdecydowanie lepszym myślonoszem, ale przecież do obowiązków naukowca nie zalicza się werbalizowanie czyichś przemyśleń. Akurat w tej dziedzinie nie musiała być ekspertem.
- "Przepraszam, czy mógłbyś mi pomóc"!? "Próbowałam się dzisiaj sama zabić, ukraść Głosowi jego ostry przedmiot i wbić go sobie w brzuch (...) Głos jednak się chyba przeraził i nie pozwolił mi ukraść swojej własności, a ja dalej żyję. Same" Hahaha! "...nieszczęścia" - słowa kobiety zaczynały emanować wesołością i jakby rozbawieniem. Kiedy zaczęła się śmiać zasłoniła dłonią usta tłumiąc niekontrolowany wybuch, ale zaraz potem kontynuowała chichocząc zamiast akcentowania przecinków. (Słuchaj sobie tego czytając dalej, to po prostu werbalizacja)
- "Mógłbyś mi odciąć głowę mieczem, albo toporem, albo zastrzelić, albo obedrzeć ze skóry!" No nie mogę, po prostu nie mogę! Skąd ty ją wytrzasnąłeś? - wtrąciła pomiędzy coraz to gorsze wizje wspomaganego samobójstwa łapiąc się za brzuch ze śmiechu i ocierając kułakiem spływającą po policzku łzę wyciśniętą przez nadmierną wesołość - Kupiłabym ja od ciebie, gdybyś mi więcej płacił. Sprzedałbyś mi prawda? - zapytała wciąż dyktując co bardziej smakowite i wyszukane propozycje, a jednocześnie płacząc.
- Nie - padło w odpowiedzi odrobinę studząc zapał kobitki, ta jednak dostała kolejnego ataku śmiechu i wciąż ściskając się za brzuch zatoczyła pod ścianę próbując wydukać plan wieszania oraz topienia odciętej głowy. Tym razem z jej ust nie wychodziło już nic poza nawiedzonym rechotem i niezrozumiałym bełkotem, być może nawet po hiszpańsku, po czym zaczęła się zwyczajnie dusić i to był ten moment, w którym Shinji po raz kolejny uniósł wzrok i jeden z niewielu w jego życiu, gdy rzeczywiście przybrał zaskoczony wyraz twarzy. Na szczęście żadna z dziewczyn tego nie widziała, bo jedna osunęła się po ścianie na podłogę, gdzie wciąż się chichrała i wierzgała nogami, oczywiście wciąż z sową na głowie, wyglądając zdecydowanie groteskowo, druga natomiast, bo... wiadomo.
- Jace! Natychmiast ogarnij siebie i Sarę! Nie chcę widzieć takich dantejskich scen w moim gabinecie - zawołał podnosząc głos i uderzając zaciśniętą pięścią w stół, a przy okazji przewracając wstrząsem kałamarz i jeszcze obficiej barwiąc dokumenty atramentem - W moim pokoju powinnaś znaleźć jakąkolwiek bluzkę, za dużą ale być może nawet damską - dodał, o dziwo słowa te przywróciły lekarce normalny oddech, a także jej powagę. Kobieta podniosła się i powędrowała do drugiego pomieszczenia zabierając ze sobą sowę, a po chwili wyszła z jakąś nie do końca białą, flanelową koszulą zapinaną pod szyją na guziczki, złapała Sarę pod pachami, podniosła z ziemi, z wymalowanym na twarzy obrzydzeniem wyrwała jej z rąk szmatę, którą później chyba trzeba będzie zwrócić kapitanowi straży, a następnie zaciągnęła dziewczynkę na drugą stronę gabinetu, gdzie na siłę wdziała jej zastępcze ubranko. Ciekawe jak szybko to zostanie zmaltretowane. Po tym wszystkim oddała jej również Peletha, któremu w międzyczasie zdążyła nagrać wiadomość.
"Tak, mogłabym... ale nie chcę. A ty, gdybyś mogła odpokutować swoje grzechy, jakiekolwiek by one nie były, nie śmiercią, lecz stając się przydatną dla innych, bez względu na własne dodatkowe cierpienie, zgodziłabyś się? Mam dosyć specyficzne poczucie humoru, ale zgodziłabyś się mnie dalej rozśmieszać?" Swoją myśl, zapewne specjalnie, zwerbalizowała dopiero po przekazaniu, nawet łatwo można było się domyślić dlaczego, w końcu chłodny wzrok i karcący ton mistrza nie oznaczał niczego dobrego, ale przynajmniej na razie tylko dla Jace.
- Co ty znowu kombinujesz? - zapytał wstając zza biurka i zbliżając się do tych nieszczęsnych, niezrównoważonych psychicznie niewiast.


Ostatnio zmieniony przez [MG] Ivrina dnia 01.04.16 22:08, w całości zmieniany 2 razy (Reason for editing : Zmiana koloru)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
Raven Tail


Tytuł : Druga Osobowość, Jedna z Dziesięciu
Liczba postów : 201
Dołączył/a : 27/12/2015

PisanieTemat: Re: Pokój Mistrza   31.03.16 15:25

Głosy rozchodzące się w powietrzu i wokół mojej głowy i wpadające w moje uszy zupełnie mnie nie obchodziły. Nie rozumiałam, więc po cóż miałabym się w nie wsłuchiwać? Coś spadło z biurka. Też nieważne. Nie przejęłam się nawet tym, że coś wzięło mnie pod pachy i podniosło, a także wyrwało moją szmatkę i skutecznie uniemożliwiło naprawienie szkód, które wyrządziłam. Po co miałabym się tym przejmować? Chociaż trochę smutny był fakt, że chwyciło pod pachami, a nie zanurkowało dalej i nie dotknęło piersi. To byłoby bardzo miłe, ale jakoś niespecjalnie mi się wydaje, bym zasługiwała na miłe rzeczy. Taki potwór jak ja? Ktoś znowu ubrał mi jakieś ubranie. Wyjątkowo dziwne. Dlaczego wszyscy mnie ubierają? Dlaczego ludzie dają mi swoje ubrania? Nie mogłam tego zrozumieć. Ale później stało się coś niesamowitego. Otóż, dostaję sobie odpowiedź zwrotną. Peleth siada na mojej głowie i ją odgrywa. Z początku jestem wyjątkowo sceptycznie do niej nastawiona. Jednak po chwili jednak zaczynam się mimowolnie uśmiechać i machać potwierdzająco głową, do tego klaszcząc w dłonie ze szczęścia. Kocham życie i oto dostaję szansę na przeżycie i jednocześnie odpokutowanie grzechów i win, a może nawet pomoc innym ludziom, w tym także Mistrzyni. Oczywiście nie rozumiem jak rozśmieszenie kogoś może komuś pomóc, ale jestem wyjątkowo głupią istotą i nie muszę tego wiedzieć, prawda? Totalnie też ignoruję fragment mówiący o własnym cierpieniu. Połączenie słów "własne" i "cierpienie" jest w moim odczuciu pewnym oksymoronem. Czymś sprzecznym i niezrozumiałym. Cierpieć mogą inne Głosy, ale nie ja. Czemu tak myślę? Może po prostu uważam się gorszą od nich i taką, której nie wypada używać tak górnolotnych słów jak "cierpienie" odnośnie własnej osoby. A może po prostu nie skarżę się na swój los i nie manifestując cierpienia po prostu nie cierpię? Cierpienie wyraża się przez pustkę i niedolę i niemożność realizacji marzeń. Ja nie mam marzeń, bo nie zasługuję, by je mieć. Czyżbym nie potrafiła cierpieć? Z zamyślenia wyrywa mnie Peleth, który machając skrzydłami, siedzi na mojej głowie i przypomina, że chyba powinnam nagrać kolejną wiadomość i przekazać ją Głosowi. Nagrywam więc następujące myśli::
"Tak! Tak! Zgadzam się! Chociaż nie znam takich dobrych kawałów jak ten drugi głos ... postaram się Ciebie rozśmieszyć!"
Słowa te zawierają bardzo wyraźny akcent optymizmu i wesołości. A cała ta zupa doprawiona jest bardzo dużą ilością nadziei na lepsze jutro. Wiadomość oczywiście przeznaczona jest dla Pani Doktor, jednak coś powoduje, że coś idzie nie tak i przerywa nagrywanie wiadomości. Tym czymś jest karcący ton drugiego Głosu. Zmroził mi krew w żyłach. Zatem kolejna część wiadomości została skierowana do niego.
"Proszę ... nie rób nam krzywdy. Właśnie dostałam szansę, by odkupić swoje grzechy bez konieczności umierania ... Nie chcę umierać ... Nie chcę ... Nie zabijaj ani mnie ... ani mojego Wybawiciela ... proszę ... proszę ... proszę ..."
Ta część wypowiedziana jest płaczliwym głosem i w istocie zaczynam płakać:
- Chlip ... Chlip ... Chlip ... Chlip ... Chlip ...
Instynktownie przytulam się do tego Głosu, który chce mnie uratować i dać szansę na nowe życie. Obejmuję go tak mocno jak tylko potrafię i nie chcę puścić. Tulę mocno i jeśli byłaby większa i silniejsza to pewnie bym połamała. Przy tym głaszczę wszystko co się nawinie. Plecy. Włosy. Piersi. Jedynie nie sięgam poniżej pasa, bo to strefa zakazana. Chcę tym sposobem okazać wdzięczność za okazaną mi dobroć i szansę. No ale coś idzie nie tak. Moje zaklęcie nie potrafi przenosić wiadomości do dwóch różnych osób jednocześnie, więc Peleth automatycznie wybiera ostatniego adresata czyli zbliżającego się do nas Mistrza Gildii. Podlatuje i siada na jego głowie i odtwarza dwie wiadomości. Zarówno tą ostatnią skierowaną do niego jak i tą pierwszą skierowaną do Pani Doktor. Następnie standardowo czeka na wiadomość zwrotną.

MM: 3750 - 300 = 3450

:3:
 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t1474-sarah-samy-mylady#16500


avatar
Mistrz Gry


Tytuł : Najsumienniejszy Mistrz Gry, Forumowy Stróż Rozgrywki
Liczba postów : 178
Dołączył/a : 24/03/2016

PisanieTemat: Re: Pokój Mistrza   01.04.16 22:05

Kobieta stała koło na szczęście już ubranej Sary, złapała się pod boki i na po części agresywne pytanie mistrza odpowiedziała szerokim uśmiechem. Shinjemu chyba niespecjalnie się to spodobało, zmarszczył brwi, a oddalając się od biurka wziął z niego jeszcze liścik od Ari i podszedł blisko do Pani Doktor, bardzo blisko.
- Zadałem pytanie Jace - ponaglił ją patrząc się z góry w roześmiane oczy kobiety, a gdyby to wszystko działo się w jakimś durnym świecie anime pomiędzy nimi skrzyłaby się taka metaforyczna iskierka spowodowana zderzeniem ciskanych z oczu piorunów. Po chwili jednak pani naukowiec odpuściła przegrywając tę grę w niemruganie.
- Jak to "co kombinuję"? Szukam pacjentów na własną rękę, bo ostatnio nikt od Ciebie nie przychodzi. Zobacz tylko jaka jest szczęśliwa, że może pomóc i pomyśl tylko jaka będzie szczęśliwa, gdy to my jej pomożemy - odparła wesoło, prawie całkowicie szczerze i bez ironii, koniec wypowiedzi natomiast emanował odrobinką grozy przebijającą się przez radość. Ciężko było jednak oddzielić od siebie te dwa, pozornie odmienne tony wypowiedzi, szczególnie że jak już zdążyliśmy zauważyć Pani Doktor ma dosyć dziwaczne podejście do śmierci, bólu i cierpienia. Mistrz zdążył się na tę odpowiedź tylko lekko i drwiąco uśmiechnąć, po czym sowa wybrała go na nowiusieńki podnóżek i przekazała dziwaczną, jakby dwu rozdziałową wiadomość. Kobieta patrzyła na mistrza wyczekująco, będąc pewną, że ten analogicznie też podyktuje myśli Sary na głos, jednak się przeliczyła i to grubo.
Shinji zignorował całą pierwszą część wiadomości, druga jednak odrobinę go dotknęła, poczuł żal do malutkiej członkini gildii, która spodziewała się po nim rzeczy tak karygodnej jak zabicie podwładnego i właśnie tym przepełniona była wiadomość zwrotna, odrobiną smutku i wyrzutów. "Nie mam najmniejszego zamiaru robić krzywdy, ani tobie, ani Jace, jestem waszym zwierzchnikiem i moim obowiązkiem jest  dbanie o wasze bezpieczeństwo. Chciałbym byś czuła przede mną respekt, ale nie musisz się bać. To na co się tak niefrasobliwie zgodziłaś jest niesamowicie niebezpieczne, a na razie nie mogę pozwolić nawet na drobne ryzyko straty jedynego Powiernika Feniksa w naszych szeregach. Tak, dobrze usłyszałaś, jedynego. Arisu Hirano, twoja mistrzyni zdecydowała się właśnie wybrać inną ścieżkę, zboczyła z drogi, którą gna Raven Tail, by pobiec jeszcze szybciej, ku niesamowitym celom nieosiągalnym nawet dla mnie, a tobie zostawiła to:" W tym momencie Shinji przeczytał na głos, w myślach (to tak się da?) treść listu, przekazując go dokładnie i słowo w słowo Pelethowi.
Masz przypominajkę:
 
Całe to nagrywanie wiadomości trochę trwało i odbywało się w milczeniu, a przytulana Pani Doktor znudziła się już nawet zabawą włoskami wtulonej w nią Sary, nadęła policzki i spiorunowała Shinjiego wzrokiem.
- Ja też chcę wiedzieć o czym mówicie - wybąkała głosem pełnym dziwnie dziecięcej irytacji, jakoś w połowie "czytania" listu. - Na pewno mnie obgadujesz - dodała jeszcze z wyrzutem i widząc, że mistrza to nawet nie wzruszyło, ba, nawet nie zająknął się podczas przekazywania sowie treści korespondencji, zrezygnowała z dalszych prób wyciągnięcia przynajmniej namiastki konwersacji.
"Jesteś ważna, ważna dla swojej mistrzyni, bo czynisz z tej gildii dom dla niej, miejsce, do którego może wrócić jeśli jej misja się nie powiedzie. Jesteś dla niej podporą, dzięki której może wspinać się coraz wyżej  i stawać się coraz potężniejszym magiem. Jeśli zginiesz ta podpora runie, a tego nie chcę ani ja, ani zapewne ty, prawda?" Tak, dokładnie taką wiadomość otrzymała Sarah, a czy była ona szczera? Kto wie? Przynajmniej tak brzmiała, jednak mistrz miał całkiem sporo czasu by zastanowić się nad tą przemową. Sprawiał wrażenie osoby zrównoważonej i godnej zaufania, oczywiście o ile nie widzi się jego lekkiego, szelmowskiego uśmiechu nie schodzącego z twarzy nawet podczas poruszania tak poważnych tematów.

Tamto było za ciemne: 0033cc f5c5ce
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
Raven Tail


Tytuł : Druga Osobowość, Jedna z Dziesięciu
Liczba postów : 201
Dołączył/a : 27/12/2015

PisanieTemat: Re: Pokój Mistrza   02.04.16 22:00

Głosy dalej ze sobą rozmawiały, a ja zupełnie nie czułam tego, że to ja byłam przedmiotem tej rozmowy. Dlaczegóż miałabym nim być? Lekko się tylko przeraziłam, gdy w tonie głosu jednego Głosu wyczułam lekką grozę. Ale to pewnie dlatego, że i on jest trochę przerażony, bo drugi Głos lubi widocznie straszyć i całkiem dobrze mu to wychodzi. Byłem delikatnie czochrana i to było niezwykle miłe. Czymże sobie na to zasłużyłam? Później Peleth siadł na mojej głowie i zaczął odtwarzać mi wiadomość. Nie wiem o co chodzi, bo wiadomość jest niezwykle dziwna i lekko niezrozumiała. Pierwsza wątpliwość pojawiła się już na samym początku. Dlaczego to ten Głos mi odpowiada? Ano pewnie dlatego, że do niego wysłałam tą wiadomość. Nieważne. Kolejny niezrozumiały przeze mnie fragment dotyczył tego, że Głos nie miał zamiaru robić nam krzywdy. Dlaczego więc tak się zachowywał? Czyżby chciał nas nastraszyć? Instynktownie zrobiłam coś na wzór "wielkich oczu", unosząc powieki i symbolizując zdziwienie. Dlaczego rozśmieszanie pierwszego Głosu miałoby być niebezpieczne? Później pojawiły się niezrozumiane dla mnie zupełnie słowa takie jak "Powiernik Feniksa", "Raven Tail" czy "Arisu Hirano". Wiem, że imię własnej Mistrzyni wypadałoby znać, ale przecież ja nie znam nawet swojego. Zupełnie zignorowałam to. Okazało się bowiem, że moja Mistrzyni gdzieś biegnie. Ocieka przede mną. Automatycznie znalazłam potwierdzenie swojej teorii. Skrzywdziłam ją. Ale nie ... jakby ją skrzywdziła to nie dostałabym od niej żadnego prezentu, a Głos jasno powiedział, że coś dostanę. Koniec końców nic nie dostałam. Więc jednak miałam rację. Później pojawiła się wiadomość od Mistrzyni adresowana do mnie. Nie jestem jednak w stanie rozróżnić jej od normalnych słów wymyślanych przez Głos. Głos mówi, że rzadko bywa w Gildii i, że mnie zostawił? Ale ja go nawet nie znam. Martwi się o mnie? No nie! Znowu kogoś skrzywdziłam i to przez jakiegoś Czarodzieja. Cokolwiek to jest. Moje zdziwienie przeradza się w smutek. Odchodzę więc od dwójki potężnych magów i odwracam się do nich plecami, siadając w kącie. Nogi podciągam do brzucha i obejmuję je rękami. Znowu kogoś skrzywdziłam. Opuszcza, ale co? Kolejne niezrozumiałe słowa ... "Gildia"? "Rada Magiczna"? Ale jest też fragment o Mistrzyni. Jak zwykle ... Mistrzyni jest cudowną istotą. Od razu mi cieplej na serduszku, że kogoś takiego poznałam. Troszczy się o innych i nie chce, by ktoś był krzywdzony za pomocą magii. Potem myśli coś o magii. Naszej magii. Czy on także potrafi przywoływać mojego Sowiego Ducha? Czy jego także Mistrzyni nauczyła czarować? Skąd on zna Leię? "Shiroku" ... tego słowa nie rozumiem."Nyro" - a cóż to? Peleth będzie mnie prowadził. Chyba. A ... jeśli chodzi o to, że jeszcze wiele przede mną. Jakoś nie chce mi się w to wierzyć. Cóż takiego jest przede mną? Ściana czy inna półka. No i na koniec kolejne głupstwo. Że niby jestem ważna? Jeśli byłabym ważna to Mistrzyni wzięłaby mnie ze sobą i razem byśmy teraz biegały. Ale nie. Ja nie jestem ważna. Jestem przedmiotem. Jak umrę albo się zepsuję to zakopie się mnie w ogródku albo ewentualnie wyrzuci na śmietnik. A później przyniesie się do domu "lepszy model". Właśnie ... lepszy model ... czyżbym została wymieniona na lepszy model? To bardzo prawdopodobne. Nie mam tego Mistrzyni za złe. Niemniej jednak, jest mi trochę smutno. Nie dałam rady. Popsułam się i zostałam porzucona. Czy Mistrzyni mi kiedyś wybaczy? Dociskam kolana bardziej do brzucha i po moich policzkach spływają łzy. Nie płaczę jednak "na głos". Chcę pokazać, że jestem silna i, że nie jestem małą beksą. Zamierzam wysłać jeszcze jedną wiadomość i Peleth cały czas siedzący na mojej głowie już się niecierpliwi do lotu i przypomina mi o tym, machając skrzydełkami radośnie. Jednak wiadomość nie będzie radosna.
"Nie rozumiem tego ..."
Następnie nagrywam na ten magiczny dyktafon całą wiadomość (korzystając z Fotograficznej Pamięci ... jeśli nie da się całości to tyle ile się da), którą otrzymałam od Mistrza Gildii. Po prostu powtarzam ją Pelethowi. Na koniec dodaję tylko proste pytanie.
"Czy to znaczy, że Mistrzyni uciekła ode mnie i wymieniła mnie na lepszy model? Jak krzesełko, które kocha i pozwala na sobie siedzieć ... ale jak się zepsuje to wyrzuca się je na śmietnik i przynosi nowe? Jestem takim krzesełkiem ... prawda?"
Wiadomość ta emanuje niesamowitym smutkiem. Nie czuję się bowiem dobrze. Peleth zanosi wiadomość Pani Doktor. Siada na jej głowie i zaczyna odtwarzać całe nagranie. Następnie czeka na wiadomość zwrotną.

MM: 3450 - 300 = 3150
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t1474-sarah-samy-mylady#16500


avatar
Mistrz Gry


Tytuł : Najsumienniejszy Mistrz Gry, Forumowy Stróż Rozgrywki
Liczba postów : 178
Dołączył/a : 24/03/2016

PisanieTemat: Re: Pokój Mistrza   03.04.16 4:54

- Oho, coś ty jej powiedział? - zapytała Jace na reakcję Sary, no ale dziewczynka przecież jeszcze przed chwilą cieszyła się jak głupi do sera, a teraz, nagle dostała napadu depresji, a więc Shinji z pewnością nie powiedział nic miłego, po chwili  jednak miała się przekonać. Sowa wystartowała, mistrz był gotów na odpowiedź zwrotną, a tutaj, ZONG, został najzwyczajniej w świecie olany. Kobieta uśmiechnęła się triumfalnie, i poczęła słuchać wiadomości z widocznym, ale nie dla Sary, zaciekawieniem, po czym, dokładnie tak jak wcześniej zaczęła ją dyktować, tym razem jednak ironizując, każde przytaczane słowo Shinjiego.
- To żeś pojechał - dodała pod koniec przydługiego dyktanda - I co ja mam jej niby odpowiedzieć na to krzesełko?  "Nie kochanie, jesteś stołem"? - rzuciła żartem, który nie śmieszył nawet jej, a co dopiero mistrza, strapiła się odrobinkę, że jej nie wyszło i nie bardzo wiedząc co ze sobą począć po tak beznadziejnym dowcipie podeszła do Sary, uklękła koło niej i zaczęła głaskać po główce.
- Ech, powiedziałem jej to co było trzeba, a że zrozumiała, jak zrozumiała, albo w ogóle, to już nie moja wina. Spróbuj ją odwieść od myśli samobójczych  i udziału w badaniach, a będzie dobrze - odparł Shinji wracając do biurka, opierając się o nie, biorąc do ręki filiżankę z kawą i obserwując dalsze wydarzenia. Kobieta natomiast westchnęła orientując się, że to na nią została zrzucona czarna robota, zastanowiła się trochę, co z sową na głowie nie należało do najłatwiejszych i w końcu odparła: "Nie moja droga, to raczej tak jakby twoja mistrzyni wyjechała w długie delegacje, do pracy, a ty byś była jej ukochanym kotkiem. Na razie jest zajęta i nie ma jak się tobą zająć, ale postanowiła chwilowo oddać cię w zaufane ręce, do domu, który się tobą zaopiekuje na czas jej nieobecności. Ten pan, z którym wcześniej rozmawiałaś, lubi mówić długo, rozwlekle i niezrozumiale, a poza tym niemiłym tonem, ale jest naprawdę fajnym gościem. Oczywiście, nie zastąpi ci mistrzyni, ale jeśli byś miała jakiś problem wal do niego śmiało" Całość dokładnie jak wcześniej wypowiedziała również na głos przy czym Shinji skrzywił się na określenie "fajny gość" i mruknął z dezaprobatą odkładając filiżankę na spodek. Tak, Jace właśnie wkopała go w opiekę nad Sarą w zdecydowanie szerszym zakresie niż to przewidują obowiązki mistrza, ale na szczęście nie tak szerokim, jakby czasem dziewczynka chciała.
- Spróbowałam - dodała z szerokim uśmiechem, wysyłając sowę, wstając i odwracając się w kierunku mistrza, ale kto wie co z tego wyjdzie i co Sarah zrozumie? Ja już nawet nie próbuję zgadywać. Ciekawi mnie tylko, czy pani Doktor miała nadzieję na kolejną dawkę śmiesznych opisów samobójstw, ale jej przepona mogłaby nie wytrzymać kolejnego, tak silnego ataku śmiechu, w tak krótkim czasie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
Raven Tail


Tytuł : Druga Osobowość, Jedna z Dziesięciu
Liczba postów : 201
Dołączył/a : 27/12/2015

PisanieTemat: Re: Pokój Mistrza   03.04.16 10:49

Peleth przyniósł mi wiadomość.
"Ach tak ..." - myślę. Jestem kotkiem, którego ktoś zostawił, bo musiał iść do pracy? Do tego jeszcze mnie głaskają po główce. Chyba rzeczywiście jestem takim kotkiem. No, ale ja nigdy nie chciałam nim być. Szybko więc przekazuję wiadomość Pelethowi i proszę go by przekazał ją Pani Doktor (oczywiście nie wiem, że to Pani Doktor). Wiadomość brzmi następująco.
"Rozumiem ... Mistrzyni poszła pracować. Ale dlaczego mnie zostawiła? Przecież pomogłabym jej! Jestem dobrym przedmiotem i ... kocham swojego właściciela. Dlaczego właściciel mnie zostawił? Czyżbym była zepsuta? Możesz mnie naprawić?"
Słowa te wypowiedziane były z lekkim żalem, ale także z pewną dozą zrozumienia. Rozumiem bowiem dlaczego stało się tak jak się stało. Mistrzyni mnie porzuciła, bo byłam zepsuta i nie nadawałam się do niczego. Tylko bym jej zawadzała.
"Czy mógłbyś zapytać tego drugiego Głosu ... o to co ze mną będzie? Skrzywdziłam bardzo wielu ludzi ... dzisiaj chyba ze dwóch albo i trzech. Zasługuję na karę. Nie chcę umierać, ale jeśli mnie nie ukarzecie ... to będę dalej to robić i niczego się nie nauczę ... Wychłostacie mnie?"
No i masz ci los. Mój zaburzony stan psychiczny obudził we mnie skłonności masochistyczne poparte jakimiś naukowymi teoriami, które dziwnym trafem zagościły w moim mózgu.
"Zanim Was spotkałam ... pewien bardzo zły Głos mnie złapał i zacząć ciągnąć i moja ręka mnie bolała ... myślałam, że to wstęp do mojej kary ..."
Mój głos jest pełen determinacji, ale i strachu, bo jednak nie do końca jestem masochistką. Niemniej jednak postanawiam zmienić trochę temat i podziękować Głosom za tą dobroć, która mnie spotkała z ich strony.
"Dziękuję wam ... jesteście obaj cudowni i kochani, ale moje życie należy do Mistrzyni ... przykro mi. Nie mogę z Wami zostać ... Bylibyście jednak cudownymi rodzicami ... powinniście mieć wspólnego dzidziusia :)"
Lekko się uśmiecham, obracając w stronę Mistrza i Pani Doktor. Peleth ląduje na głowie kobiety i czeka na wiadomość zwrotną.

MM: 3150 - 300 = 2850
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t1474-sarah-samy-mylady#16500


avatar
Mistrz Gry


Tytuł : Najsumienniejszy Mistrz Gry, Forumowy Stróż Rozgrywki
Liczba postów : 178
Dołączył/a : 24/03/2016

PisanieTemat: Re: Pokój Mistrza   05.04.16 2:35

Kawa się skończyła, jej aromat zawisający w powietrzu też już powoli się rozwiewał, lecz smród tytoniu wciąż twardo utrzymywał się w pomieszczeniu. Cóż, są używki i UŻYWKI, ale najbardziej samookalejące uzależnienie ze wszystkich osób w tym pokoju ma chyba Sara. Przebił by ją już tylko ktoś uzależniony od jej towarzystwa, a jednocześnie pełen empatii. Ale wracając do wątku, pani doktor znów przywdziała puszystą czapkę z sowy, pominięty mistrz natomiast począł porządkować podpisane papiery i składać je w stosik tak, by kleksy były jak najmniej widoczne i znajdowały się gdzieś głęboko na spodzie pliku. Jace zaczęła dyktować, niby mogła się odegrać na Shinjim milcząc, jednak mógł to być ostatni głupi pomysł w jej życiu. Lepiej wiedzieć kiedy się wstrzymywać, bo inaczej odpadają łapki, albo główki.
- Czy mógłbyś zapytać tego drugiego Głosu ... o to co ze mną będzie?... Wychłostacie mnie? - Mężczyzna pokręcił przecząco głową i mruknął pod nosem coś z dezaprobatą, jednak tego nie zrozumiała nawet dyktująca, a co dopiero sama Sarah. Być może dotyczyło to kary chłosty, a może po prostu zaciął się kartką chyba nigdy się nie dowiemy, bo to całkowicie nieważne.
- Zanim Was spotkałam pewien bardzo zły Głos mnie złapał i zacząć ciągnąć i moja ręka mnie bolała, myślałam, że to wstęp do mojej kary? - zacytowała zaciągając końcówkę zdania pytająco, była naprawdę ciekawa kto też miał czelność tak się znęcać nad słodką i nie do końca zrównoważoną psychicznie dziewczynką. Coś jej się wydawało, że ten "głos" może w ekspresowym tempie wylądować na jej liście wolontariuszy eksperymentalnych...
- Zenshin. Pogadam z nim później, ale to i tak nic nie da - ... albo i nie wyląduje. Kogo jak kogo, ale ze wszystkich członków Raven Tail należało się bać aktualnego i byłego mistrza oraz Hiza. Cała reszta to jakieś płotki śledzie, szczególnie teraz, po odejściu Arisu nie było już w tym przytułku nikogo wartego uwagi. Jace sumiennie przekazała calusieńką wiadomość, a po wszystkim, po "dzidziusiu" spojrzała na mistrza, zeskanowała go wzrokiem z góry na dół i z powrotem po czym parsknęła śmiechem. Znowu. Już wcale nie tak niekontrolowanie i rubasznie jak wcześniej, jednak wciąż nie okazując Shinjiemu nawet odrobiny szacunku.
- Weź jej może powiedz, że odejście Arisu jest jedyną karą za jej grzechy, a jak odpokutuje będzie mogła ponownie ją zoba... spotkać - rzucił mężczyzna spinając plik czymś w rodzaju zszywacza w jedną całość i rzucając to z trzaskiem na blat stołu. koniec na dziś, już więcej żadnych papierzysk tykać nie będzie. Kobiecie aż się zaświeciły oczy na widok tych wszystkich faktur, czeków i innych zleceń przelewu, już miała się na nie zachłannie rzucić, ale przecież jeszcze pogadać z Sarą trzeba.
"Kochanie, czyż nie cierpisz wystarczająco za swoje grzechy nie mogąc iść za mistrzynią? To chyba wystarczająca kara za nawet ogromne przewinienie. Kiedy mistrzyni zobaczy, że się nauczyłaś i naprawiłaś swoje błędy z pewnością spotka cię ponownie" - odpowiedziała zgodnie z zaleceniami, ale jakoś odrobinkę wymuszenie, mimo że z całych sił starała się zabrzmieć naturalnie i współczująco. Chyba się starzeja, skoro nie daje rady odegrać nawet tak prostej roli. No nic, puściła Peletha, niech sobie leci zawracać inna głowę, a sama poczęła wertować dokumenty wykrzywiając twarz w grymas złości i smutku oraz cmokając z politowaniem, gdy tylko ujrzała kilka ostatnich, niesamowicie poplamionych kartek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


avatar
Raven Tail


Tytuł : Druga Osobowość, Jedna z Dziesięciu
Liczba postów : 201
Dołączył/a : 27/12/2015

PisanieTemat: Re: Pokój Mistrza   05.04.16 17:14

Głosy wokół mnie rozmawiały i śmiały się, ale mnie nic do tego, bowiem nie rozumiałam, a po co przejmować się czymś czego się nie rozumie? Być może po to by ujść z życiem, ale kto wie? Peleth jak zwykle był jednak niezawodny. Ciekawe co siedzi w mózgu tego ptaszka? Tyle dziwnych wiadomości przeniósł. Po prostu podziw. Teraz także dostarcza mi wiadomość. Słucham jej w swojej głowie i kręcę z niedowierzaniem głową. To wszystko co mają mi do powiedzenia? To, że cierpię i to jest moją karą? Nagrywam więc szybko wiadomość zwrotną.
"Niestety ... ja nie jestem taka jak Wy ... nie jestem takim Aniołem ... nie potrafię cierpieć ... nie wolno mi. Tylko anioły mogą cierpieć ... takie jak Wy ... nie ja."
Wiadomość ta jest powiedziana lekko rozbawionym głosem. Traktuję to jak dobry żart. Czyżby ten Głos nie wiedział o tym, że nie mogę cierpieć? Pewnie wie i mnie wkręca, ale ja wiem, że mnie wkręca, więc wkręcam go! Liczę więc, że uda mi się rozśmieszyć ten Głos i usłyszeć jego donośny chichot. Widać, że wiadomość wysłana przez Panią Doktor wlała w me serce nadzieję i rozradowała moją duszę. Tak więc nagrywając te słowa, uśmiecham się szczerze. Jestem zadowolona i czuję coś jakby motylki w brzuchu. Aż chce mi się żyć! Ale ta moja euforia pomału ustępuje miejsca powadze i lekkiemu smutkowi, bowiem przechodzę do trudniejszej części mojej wypowiedzi. Trudniejszej dla mnie. Na wierzch wychodzi bowiem moja kolejna słabość. Niewiedza.
"Niestety ... nie wiem komu uczyniłam krzywdę. Nie wiem dlaczego i w jaki sposób mu ją uczyniłam i dlaczego akurat to co zrobiłam było dla niego krzywdzące ... nie wiem ... nie wiem jak naprawić coś o czym nie wiem ... Jak ma Mistrzyni mi przebaczyć i wrócić, skoro ... skoro ... skoro ..."
Mój ton przypomina lekko ten podczas płaczu, jednak w rzeczywistości nie płaczę. To tylko wyobrażenie. Emocja przesłana do Peletha razem z wiadomością. Kontynuując.
"... nie wiem co mam robić ... Jakby Mistrzyni tutaj była, to by mi powiedziała ... zrób to ... albo tamto i wtedy ci wybaczę, bo Mistrzyni jest mądra, a ja jestem głupia ... Przepraszam za bycie głupią ... nie chciałam ..."
Peleth ciągle siedzi na mojej głowie, bowiem wie, że to jeszcze nie koniec wiadomości i że chciałabym mu coś jeszcze przekazać. Pamiętam ciągle, że sprzątałam tutaj podłogę, bo sama ją ubrudziłam, ale nie skończyłam. Idę więc na tamto miejsce, kierując się moją fotograficzną pamięcią. Kucam i dotykam rączką podłogi. Natrafiam oczywiście na wymiociny.
"Czyli nie udało mi się tego posprzątać ... rozumiem ... będę grzeczną i mądrą ... i teraz na pewno mi się uda. Przecież ubrudziłam Ci mieszkanko ... muszę naprawić ten błąd ... sam tak powiedziałeś."
Peleth startuje z mojej głowy i przenosi tą wiadomość prosto do Pani Doktor, lądując jej na głowie i ponownie niszcząc fryzurę. Gdybym tylko ja o tym wiedziała ... na pewno naprawiłabym jakoś ten błąd ... to znaczy tą fryzurę. Wiadomość jest odtwarzana, a ja w tym czasie tak jakby wpatruję się w podłogę, ciągle kucając i zastanawiam się dlaczego to jeszcze nie jest posprzątane. Przecież tak długo to czyściłam, a tutaj jeszcze to jest.
"Już wiem, kurteczka nie była w stanie wytrzeć tego czegoś. Nie była dobrą szmatką." - to zdanie pojawia się w moim umyśle, ale nie jest przekazane Pelethowi, bowiem Peleth już wtedy siedzi na głowie Pani Doktor i odtwarza wiadomość, którą jej wysłałam. Ja natomiast próbuję coś wymyślić. Coś co na sto procent posprząta podłogę. Cząsteczki brudu pewnie nie przyklejały się do kurteczki i zostawały na podłodze i to pewnie dlatego tak to wygląda jak wygląda. Trzeba znaleźć coś co byłoby w stanie jakoś przytrzymać i zebrać brud z podłogi zanim on ponownie spadnie na podłogę. Przychodzi mi do głowy tylko jedna taka rzecz. Składam dłonie jak do modlitwy, uśmiechając się głupio.
"Itadakimasu!" - powtarzam w myślach wyuczoną frazę. Przenoszę się z kucków na klęczki i pochylam tułów do przodu, zapierając się rękami. Żeby to zrobić muszę włożyć dłonie w kałużę wymiocin co nie jest najprzyjemniejszym uczuciem. Wzdrygam się, lecz nie porzucam swojego pomysłu. Pochylam się jeszcze bardziej, tak, że moja twarz jest jakiś centymetr od podłogi i pierwszej porcji mojego dzisiejszego obiadu. Wyciągam język. Nie takie rzeczy już robiłam językiem, więc mam wprawę. Zlizuję pokaźną ilość obiadu. Gorzko-kwaśno-słodki ... chociaż może tylko gorzki i kwaśny, a w ogóle ciężko jest ten smak określić. Ohydny. Tak więc błyskawicznie połykam pierwszy "kęs". Chcę bowiem mieć to jak najszybciej za sobą. Kolejne lizanko i kolejna porcja obiadku. Tak samo ohydna. Robię się sina czy zielona. Nie wiem jaka. Brzuch mnie boli i robi mi się niedobrze. Gdybym miała coś w żołądku ... to pewnie zaraz by to wyleciało i zasiliło tą kałużę. Dodatkowo ... mój nos jest za blisko ... to cuchnie. Okropnie. Nie chcę tego robić, ale muszę. Głos tak powiedział. Wiem, że później będzie wszystko poślinione, ale ślinę łatwiej zebrać, bo to w sumie woda jest. Ściągnę koszulę i wytrę ślinę koszulą. Naprawię wyrządzoną szkodę o ile mój brzuch, mój język, mój nos i w ogóle moje ciało to wytrzyma ... (zdaję się tutaj na MG). Taki mam plan. A ten plan jest dobry. Dzięki połykaniu nic nie zostaje na podłodze i brudu ubywa i dzięki temu robi się czysto. Jeśli trzeba to oczywiście się przemieszczam na inne miejsce, bo nie do każdego miejsca mogę dotrzeć językiem. Peleth natomiast widząc to dodaje tylko do mojej wiadomości własne słowa.
"Nie wypada mi tego komentować, bo jestem tylko posłańcem, ale jej chyba odbiło już do reszty. Martwię się o nią ..."
Następnie oczywiście jak to zwykle bywa, czeka na wiadomość zwrotną. Tak bowiem działa to zaklęcie i ono go do tego czekania obliguje.

MM: 2850 - 300 = 2550
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t1474-sarah-samy-mylady#16500


avatar
Mistrz Gry


Tytuł : Najsumienniejszy Mistrz Gry, Forumowy Stróż Rozgrywki
Liczba postów : 178
Dołączył/a : 24/03/2016

PisanieTemat: Re: Pokój Mistrza   07.04.16 4:24

- Nie przesadzaj, wszystko co ważne jest w środku - odpowiedział Shinji na jakąś rozczarowaną uwagę kobiety i nie, nie oddałby ważnych dokumentów na krzywo wyrwanej z zeszytu kartce w kratkę, po prostu mu się trochę nakleksiło. Jak się chce być oldschoolowym, a szkoda czasu na naukę pisania gęsim piórem to takie są tego efekty. Czytając dokumenty i jednocześnie słuchając przesyłanych Pelethem myśli pani Doktor stała tyłem do Sary, a twarzą skierowana ku mistrzowi, także tylko ten obserwował dziewczynkę, a raczej śledził jej ruchy i przemieszczanie się po pokoju, z neutralnym wyrazem twarzy, aczkolwiek lekko zaciekawiony. Jako, że Jace była kobietą w jakiś nadprzyrodzony sposób była także wielozadaniowa, a czytanie faktur i dyktowanie wiadomości jednocześnie szło jej niesamowicie dobrze, nawet przez moment się nie zająknęła, chociaż sens słów Sary mógł jej odrobinę umykać.
- "Czyli nie udało mi się tego posprzątać? Rozumiem, będę grzeczną i mądrą i teraz na pewno mi się uda. Przecież ubrudziłam Ci mieszkanko, muszę naprawić ten błąd..." - zacytowała, rozumiejąc co mówi dopiero ze znacznym opóźnieniem, jednak jeszcze nie widząc zamiany Sary w odkurzacz. Wszyscy wiemy, że mała ma pociąg do ciągnięcia, ale jakoś pierwszy raz rzeczywiście zabrała się za prawdziwe obowiązki patronującego jej artykułu gospodarstwa domowego.
- Ugh - wyrwało się mistrzowi na ten obrzydliwy widok, ale nie zrobił nic prócz skrzywienia się poprzedzającego lekki, pełen politowania uśmieszek, a ten dźwięk, mina i słowa, których znaczenie właśnie dotarło do kobiety skłoniły ją do natychmiastowego odwrócenia się, by skontrolować czynności Sary i... bardzo szybko tego pożałowała. Sarze rzeczywiście odbiło do reszty, też się o nią martwię. Papiery wypadły jej na podłogę, a ona sama natychmiast stała się blada, a tuż po chwili zielona, zasłoniła dłonią usta, bo właśnie cofało jej się to co jadła na śniadanie, a jakoś nie czuła psychicznej potrzeby ponownego przywitania się z jajeczniczką. Fizyczną natomiast owszem.
- Hej! Tylko ty mi tu nie dorzucaj! - zawołał mistrz kruków, ale nie musiał się martwić, w przeciwieństwie do Sary, Jace miała jakiś instynkt samozachowawczy, więc wciąż zasłaniając usta dłonią pobiegła ku drzwiom wyjściowym z gabinetu, odepchnęła gwałtownie skrzydło i wypadła na korytarz. Drzwi za nią zamknęły się z cichym trzaskiem, a ona po prostu gdzieś się wyniosła. Z Pelethem na głowie! Ciekawe tylko czy zdążyła dobiec do celu i sobie ulżyć, czy wciąż zatykając dłonią usta parsknęła na wpół przetrawionym jajkiem przez nos. Mmmm, pychotka! Będzie miała o czym z Sarą porozmawiać, jak już obydwu przejdzie.
No ale wracając do biednej, porwanej sowy... do łazienki było odrobinę dalej niż kilka metrów, a więc gdzieś po drodze fryzura pani doktor przestała być niszczona przez ptaka, a zyskała w zamian ozdobę w postaci kamyczka. Ten się nie zsunął nawet podczas wizyty w wychodku, nie wpadł też do muszli klozetowej, ani nie został spłukany, Sarah nie jest na jej szczęście jeszcze aż takim przerywem. W drodze powrotnej, niosąc na ramieniu mop znaleziony gdzieś w kącie gildyjnego kibelka poczuła, że ma wkręconą we włosy jakąś stożkowatą szpilkę. Początkowo myślała, że to pazur sowy, której zniknięcia nawet nie zauważyła, jednak po bliższych oględzinach kamyczek nie wyglądał wcale jak szpon. No nic, wciąż się krzywiąc złapała Sarę za fraki, podniosła z ziemi i wręczyła jej mop, a niech sobie wsadzi zamiast miotły Kuugen.
- Czemu nie zareagowałeś? - rzuciła z wyrzutem ku mistrzowi, po czym wciąż wstrzymując odruchy wymiotne po prostu zaczęła sprzątać brud, którego Sarah nie zdążyła w tym czasie wylizać, albo raczej nakierowywała dziewczynkę tam gdzie było trzeba coś zetrzeć.
- A miałem Ci pomóc? - zapytał tylko mistrz ze śmiechem i nutką ironii. Sadysta jakiś, albo miał dziwne fetysze. Emetofilia? Nie, raczej nie, w końcu nie ma nic takiego zapisanego w KP, nie róbmy ze wszystkich zwierzchników gildii zboczeńców. Już wystarczy, że Ashavan jest na pewno, całe Blue Pegasus też, Akeno rozbiera nowe członkinie, a Alexis rozbiera się w wizjach Zina i jego przeciwników.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content





PisanieTemat: Re: Pokój Mistrza   

Powrót do góry Go down
 
Pokój Mistrza
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next
 Similar topics
-
» Sklepik mistrza gry
» Pokój #113
» Pokój numer #520
» Pokój do ćwiczeń

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Fairy Tail New Generation :: [Odkryte forum] :: Gildie :: Raven Tail-
RadioAoi.plHalo PBFPBF ToplistaI love PBFPBF Toplista~**~.: ANIME TOP100 :.Najlepsze strony o Anime i Mandze w necie