IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Sala Bankietowa

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next
AutorWiadomość


avatar
Ranga Specjalna


Liczba postów : 614
Dołączył/a : 04/11/2014

PisanieTemat: Sala Bankietowa   17.02.16 17:12

First topic message reminder :



Z okazji zakończenia Daimatou Enbu, wszyscy gracze są zaproszeni na bankiet z okazji zakończenia Daimatou Enbu. Obowiązują nas wszystkich wykwintne stroje, dobry humor i uśmiech na ustach, a także zakaz prowadzenia batalii. Sala bankietowa jest taka, jak przed paroma laty, albo i nawet lepsza - wszystko pozłacane, pięknie wyglądające i z niezwykłą starannością przyozdobione.

- Witajcie, drodzy państwo! Kabo- zaczął Mato, stojąc na barierce przy balkonie dla "VIPów". - Zebraliście się tutaj, aby uczcić swoje zmagania na Daimatou Enbu! Jedni wygrali, inni przegrali, jednak nie należy zapominać o tym, aby się bawić! Tak więc... Bawcie się! A, tak, Mistrzowie są w innym pomieszczeniu aby móc świętować samemu i żebyście nie siadali im na głowach.

Ogólny ranking!
1. Neutralni Magowie 35
2. Sabertooth 29
3. Blue Pegasus 28
3. Fairy Tail 28
5. Raven Tail 24
6. Lamia Scale 20
(ranking może się zmienić - właśnie go omawiamy)

Cytat :
Wstęp na salę bankietową mają tylko uczestnicy eventu, którzy brali udział w konkurencjach, jednak nie jest wymagane, aby w nim uczestniczyć. Bankiet w czasie rzeczywistym trwać będzie do 20 marca br. Fabularnie będzie to jeden wieczór.

Nagrody za event rozdamy kiedy tylko zbierzemy wszystkie oceny od MG.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com

AutorWiadomość


avatar
Fairy Tail


Liczba postów : 344
Dołączył/a : 30/03/2015

PisanieTemat: Re: Sala Bankietowa   20.02.16 0:54

Z początku Norie zastanawiała się czy ten cios dla Iwaru nie był śmiertelny. Mistrz ją uczył, że jeśli ma gdzieś uderzać by obezwładnić mężczyznę lub go zabić, to ma za cel obrać członka, newralgiczne miejsce, jednak nie jest to czyn honorowy i powinna go unikać jak ognia, a stosować w ostateczności, gdy nie będzie mogła się już w żaden inny sposób obronić. Ulżyło jej nieco, że mag Lamia Scale jednak żył i sądząc po krzyku miał się całkiem nieźle, chociaż… nie wiedziała jaki to jest ból, w końcu jest kobieta! Zresztą też zagroziła mu, że ma nie molestować Revy bo ona się za niego zabierze. Można to było odebrać dwuznacznie, jednak nornice bronią swojego terytorium i swoich nakama. Butelka z alkoholem się stłukła i to już zapaliło czerwoną lampkę w główce paladyn, gdyż stłuczonego szkła można było użyć jako potencjalnej broni, więc teraz przeszła praktycznie w tryb bojowy i uważnie obserwowała poczynania maga od zielonych. Już czuła ten nadchodzący bój, zwłaszcza kiedy ten się z nią chciał spoufalić, mało tego Nornica podświadomie chciała zasłonić sobą Revy, by tamten w razie ataku nie zaatakował glonowłosej, a nornicę, która nawet jeśli nie używa magii to nadal jest cholernie twarda.
Gdyby Norie była trollem to mogłaby stwierdzić, że nie będzie przekazywał wadliwych genów. Z drugiej strony był to niesamowity ból sądząc po tym co mistrz jej mówił. Porównywał to wtedy z bólem porodowym. Białogłowe decydowały się na jeszcze jeden poród czasami, ale żadne mężczyzna nie chciał jeszcze raz oberwać w to newralgiczne miejsce, czym Devil Bringer udowodnił, że to jednak jest większy ból. Nawet jeśli Revy wierzgała to Nornica ją trzymała, by ta nie ruszyła do walki i nie zrobiła krzywdy Iwaru. Nie chciała, by tamta narobiła sobie kłopotów, a zarazem by nic złego im się nie stało.
- Nie jestem kleptoman…! – chciała dokończyć i czuła kopnięcia w kolana, dlatego zacisnęła mocniej uścisk. Dla Nornicy czas nie zwolnił. Nie miała traumatycznych przeżyć związanych z płcią przeciwną, a raczej spojrzała badawczo na Iwaru, opuściła wzrok niżej. Był… na pewno mniejszy niż Devil Bringera. W końcu sensei i ona niejednokrotnie się kąpali razem z powodu treningów oraz braku miejsca. Traktował ją jak córkę, a ona jego jak przybranego ojca więc do niczego poważnego nie doszło. Była jeszcze wtedy małym szczylem ciekawym świata i dużo wypytywała. Oczywiście Bringer w granicy przyzwoitości odpowiadał na te pytania. Poczuła, że Revy przestała wierzgać i jakby była wgapiona w ten punkt. Na moment białowłosa się zmartwiła, że za mocno ją ścisnęła i się zielonowłosa popsuła.
- Mniejsze niż mistrza… - wymamrotała cicho, po czym się zaczerwieniła, bo jednak wymagało to taktu, by nie obserwować kogoś obnażającego się przed nią – Ubierz się jeśli nie chcesz być nazwanym zboczeńcem – powiedziała głosem prawdziwej tsundere, mimo że była lekko czerwona, ale tego że tamten chciał poklepać Revy po policzku już znieść nie mogła. Po raz kolejny naruszał jej przestrzeń osobistą, mało tego to podchodziło pod molestowania seksualne, jeśli tamten dotykał się wcześniej w okolicach intymnych. Nornica go znowu zmierzyła wzrokiem, nadal trzymając mocno wyrywającą się Revy. Dziewczyna miała trochę krzepy, ale na paladyn to było zdecydowanie za mało. Kopanie może coś by dało, gdyby tamta nie miała dodatkowych boostów do wytrzymałości związanych z magią. Nadal trzymała ją w górze, kiedy tylko ta złapała rękę Iwaru, jednak monitorowała czy przypadkiem jej nie miażdży. Wolała, by konflikt zażegnali na arenie, a nie tutaj jeśli już. Do Nornicy zostały skierowane kolejne słowa, na które się oburzyła.
- Trzymam Cię, żebyś nie zrobiła żadnego głupstwa. Poczekam aż się uspokoisz i wtedy Cię puszczę. Zresztą… musimy obie ochłonąć, bo też bym go… - nie dokończyła, tylko pojawił się Fairy Dragon, czytaj smok z downem. Przyczepił się do pleców Nornicy i uniósł ją wraz z Revy, tak by poleciały praktycznie kilkanaście metrów nad ziemią, po czym zaczął wykonywać beczki w powietrzu oraz różne inne manewry. Kilka minut potem jak Revy ochłonęła, bądź się zrzygała czy miała troszkę zabawy, Norie wylądowała na dachu sali bankietowej, gdzie odstawiła zielonowłosą. Oczywiście podczas całego lotu trzymała ją bardzo mocno, może dociskając nieco swoje piersi do jej pleców w stylu animcowym, ale na pewno dla lepszej kontroli była opleciona nogami wokół nóg Take Overa. Kiedy wylądowały smok zniknął, a Norie liczyła się z tym, że zaraz pewnie dostanie w gębę od Revy albo dojdzie do szarpaniny, jednak… była uśmiechnięta.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t645-azure-maiden-skonczone?nid=2#53


avatar
Blue Pegasus


Liczba postów : 271
Dołączył/a : 24/06/2015
Skąd : Mroźne krainy północy

PisanieTemat: Re: Sala Bankietowa   20.02.16 1:38

Rozmowa z Raionem z pewnością nie należała do ciekawych, jednak czego się spodziewać po tym, że znają się raptem minutę, a ona już sprząta po jego niezdarności? W sumie... dobra byłaby z niej żona w przyszłości przynajmniej. Wie, co powinna zrobić jak komuś się coś stanie przy niej, pewnie jeszcze by chętnie ugotowała dla kogoś obiad gdyby był głodny. W końcu miejsce kobiety ponoć jest w kuchni. No, chyba, że jest się Nornicą. To wtedy niekoniecznie jej miejscem jest kuchnia. Wracając jednak do sytuacji, dziewczynka zachichotała słysząc tekst o rozbieraniu się, ale zaraz zrobiło jej się trochę głupio, przez co jej dłoń powędrowała do policzka, który podrapała.
- Nawet nie próbuj, głupku. Przypomniałeś mi teraz  o tym, że mam od Mistrzyni zakaz rozbierania się i muszę przez- - zawiesiła się, unosząc głowę w górę aby spojrzeć ponad jego blond czuprynkę, zawiesiła się na moment. - Ile ma tak konkretnie trwać ten cały bal? Ja nie wytrzymam w tej sukni! - zawołała, zirytowana tym faktem. Z resztą dość ciekawym było, że nawet nie zauważyła, kiedy on skupił swój wzrok na Iwaru. Może po prostu aż tak ta plama ją wciągnęła, że nie była w stanie oderwać wzroku?
- Aaa, Raion. Ty jesteś z Sabertooth, no nie? Dałeś czadu na Igrzyskach! - pochwaliła go i podała rękę.
Chwilę później jednak nastąpił przełom! Ktoś, dokładniej to pewien pan z Raven Tail podszedł do naszych dzieciorobów oraz Fu i wywalił stół. Z racji, że stali centralnie za nim, Eirlys złapała mocniej rękę, drugą złapała go za ramię i przeskoczyła na bok.
- Uważaj! - krzyknęła przy tym, a kiedy upadli, przeturlali się kawałeczek tak, że on leżał na niej. Nie w żadnej zboczonej pozycji (nie jesteśmy Iwaru), a po prostu na niej leżał z głową obok jej. Poza tym byli cieleśnie niepełnoletni (nie licząc Raionowego, rzeczywistego wieku), więc czemu mieliby? No właśnie. Kiedy otworzyła oczy, bowiem miała zamknięte, zdziwiła się trochę. Czuła na sobie ciężar.
- Co się... hej, wszystko w porządku? Przepraszam, nie powinnam tak nagle... - wyszeptała cicho, troszeczkę zaskoczona i zdenerwowana tą sytuacją. Nie leżeli teraz na sobie z powodu jakiegoś kaprysu, a jej chęci ochrony towarzysza rozmów. Nawet nie próbowała wstać, bo nie miała tyle siły, aby go podnieść!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t986-eirlys-solomon


avatar
Raven Tail


Tytuł : Najlepsza Grafika, Portret Raven Tail, Dusza Forum, Szlachetne Niedocenione
Liczba postów : 1214
Dołączył/a : 04/11/2014

PisanieTemat: Re: Sala Bankietowa   20.02.16 2:02

Na to, że Nyro poszedł jedynie uniosła dłoń w geście pożegnania. Chociaż czy to było takie ostateczne pożegnanie? Nie, na pewno nie. Chłopak wróci, chociażby żeby spotkać się w gildii. Jej podły humor jednak nie pozwalał jej na pozostawanie z Hizashim, który na pewno jej go nie poprawi. Nie dość, że dość brutalnie jej go psuje, to jeszcze mówi o nie dawaniu dupy na imprezie, co zrobiła na igrzyskach. Gdyby nie to, że już ktoś się pobił chyba na górze - a przynajmniej na to stawiała po pojawieniu się smoka (nie uważała tego za nic specjalnego - przepraszam Norko), przywaliłaby mu chociażby z kieliszka. Oszczędziła go wiedząc, że w gildii mogłaby mu to wygarnąć. Poza tym - wyszedł. A przynajmniej poszedł sobie stąd, więc i ona postanowiła się ewakuować z centrum zainteresowania. Wyjęła z paska na udzie kamyk, zaczęła iść w stronę ustronny róg sali, aczkolwiek coś jej w tym przeszkodziło. Coś, czyli hałasy panujące przy stole, "pod którym robi się dzieci". Został on wywrócony przez Hizashiego, odkrywając siedzących tam bajerantów. Jeszcze by nie zareagowała na widok Mao z Ivriną i jedną z dziewczyn z Blue Pegasus gdyby nie to, że jakąś chwilę wcześniej jakieś dziecko krzyknęło o robieniu dzieci.
I wtedy już skruszyła się mocniej. Jeszcze bardziej. Już bardziej się nie dało. Z pustym kieliszkiem poszła w stronę tamtego upatrzonego chwilę wcześniej kąta i usiadła. Nie było tam wielu osób, bo większość wolała być w centrum. Przynajmniej tak to wyglądało.
Jednak do czego to doszło? Kogoś, kogo polubiła, a nawet przez dłuższą chwilę adorowała... woli inną? Nawet jej nie znała, ale gdzieś tam, w środku, była strasznie zazdrosna. Nawet o brata potrafiła być zazdrosna kiedy wychodził gdzieś pobawić się z Bitter! W końcu ona była młodszą siostrą! Miała prawo być zazdrosna o braciszka! Teraz chciałaby być sama. Nie, nie sama - jest ktoś, kto mógłby jej pomóc. I ten ktoś, moment później się pojawił i usiadł na krześle. Niemal natychmiast się oparła o jego ramię.
- Jeszcze ani razu nie widziałem Cię tak załamanej. Aż tak źle? - zapytał, nieco zaskoczony duch. Ona jedynie skinęła głową i sięgnęła jedną ręką po szampana, jednak on jej nie pozwolił. - Wiem, że chciałabyś o tym zapomnieć, ale chyba nie przystoi. Prawda?
- Mhm... nie przystoi... Więc co mam robić? - wyszeptała, zamykając oczy i opuszczając rękę. Była podłamana. Szczególnie, że potem to się powtórzy i ona jeszcze o tym nie wie.
- Posiedzieć ze mną i się wyluzować. Wiesz, to pomaga. Posiedzieć z kimś, kogo się lubi. Chociaż te cztery godziny z Tobą posiedzę. Jutro mam dużo na głowie - szepnął do niej.
- Jak myślisz, Jasper skończył załatwiać ten list gończy? Warto się do niego przejść? Bo chciałam... wiesz. Już załatwiać wejście do Rady. Nie mogę dłużej czekać, skoro nawet w gildii...Ehh. Daj mi ciasta - mruknęła i wyrwała się z pewnego zamyślenia sygnalizowanego przez mówienie. Zaraz również i ciasto do niej przyszło, a ona grzecznie siedziała i je jadła. Coś, co chociaż podreperuje jej humor.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t225-ariyamna-hirano
Gość





PisanieTemat: Re: Sala Bankietowa   20.02.16 12:04

Wszystko co działo się na sali robiło się coraz bardziej popieprzone. Dźwięki dochodzące spoza strefy zero, zwanej inaczej strefy "pod stołowej" były dość... Dziwne? Najwidoczniej i tam nie działo się za ciekawie. A to co miało stać się za chwilę było jeszcze ciekawsze, oj było! Póki co jednak prowadził konwersację z Ivriną i nie zanosiło się to na rozmowę dwójki przyjaciół o tym jak upiec ciasto tak, żeby nie wyszedł zakalec. Każda kolejna wypowiedź dziewczyny sprawiała, że książę coraz mniej miał ochotę zostać tu z nią. Jakim prawem ona, nie wiedząc nic pozwala sobie na to?! Każda kolejna chwila podbudowywała w księciu uczucie niechęci względem grabarki a szczególnie jej poglądów.
- Wybieranie kogoś i nazywanie się jego własnością nie jest warte tego. Ale to już Twój wybór. Bylebyś się nie zawiodła, przynajmniej zbyt prędko.
Według Okamiyuu taka relacja jest na tyle toksyczna i wyniszczająca, że prędzej czy później jedna osoba wykorzysta drugą i się tylko zawiedzie. Nawiązywanie takich więzi i relacji jest głupotą. Bynajmniej w poglądzie księcia.
- Jeżeli nie masz z nimi nic wspólnego to nie musisz się niczego bać. Jeżeli masz, to lepiej uciekaj jak najdalej. Utnę im skrzydła, wszystkim.
Czy te słowa były wystarczająco zrozumiałe, żeby nawet grabarka zgadła, że chodzi o smoki? W sumie istnieje wiele gildii, które w swoim godle czy też symbolu mają stworzenia ze skrzydłami. Wróżki lub kruki chociażby. Ale chyba domyśli się, że chodzi o nielegalną gildię, prawda? A co do panienki z Blue Pegasuse. Cóż... pojawiła się tutaj dość nieoczekiwanie i to bardzo. Ale nikomu nie przeszkadzała. No przynajmniej nie Maosiowi.
- Mao, Sabertooth.
Przedstawił się krótko po czym wysłuchał cały ten monolog o Aurze. Nie miał pojęcia o co chodzi dziewczynie, jednak ze względów grzecznościowych kiwał głową jakby mówiąc "ehe, tak, rozumiem", nie rozumiejąc jednak zbyt sensu tego całego, tej całej... Aury! Serio, z początku nawet myślał, ze Fu-hao szuka jakiejś towarzyszki z gildii.
- Mówisz chyba o Ethernano o ile się nie mylę.
I tak to brzmiało. "Jest wszędzie, nie trzeba jej szukać, jest jednością" etcetera, etcetera. Ethernano, nic innego. To Ethernano jest w powietrzu i otacza wszystkich ludzi, niektórym dając ogromne możliwości i zdolności magiczne. Gdy Hizashi, którego nie znał osobiście Mao przewrócił stół i opuścił salę, książę skomentował to pod nosem, jednak na tyle głośno, że zapewne zarówno jak Ivrina tak i Fu, usłyszały to.
- Nie wiedziałem, że wpuścili na bal jakieś zwierzęta, ciekawe zwyczaje.
A kimże innym mógłby być człowiek, który od tak przewraca stół i wychodzi? Zwykłe zwierze czasem nie robi takich głupich rzeczy. Niby ludzie są na wyższym poziomie intelektualnym niż małpy, jednak mimo to wielu ma z nimi coś wspólnego. Nie żeby siedzenie pod stołem było normalne...
- No, to teraz musisz sobie bez mistrza poradzić przy wszystkich ludziach. Powodzenia.
Powiedział do Ivriny po czym wstał. W końcu stół leżał już kawałek dalej. Jeżeli nie pojawi się tutaj ktoś kto to wszystko ogarnie to zapewne zaraz narobi się tutaj mega wielki syf i balety się skończą. W sumie to dobrze, Okamiyuu ma już dość i to bardzo. Rozejrzał się po sali. Widząc Arisu podniósł rękę w geście przywitania, po chwili jednak ją opuszczając.

Powrót do góry Go down


avatar
Sabertooth


Tytuł : Najciekawsza postać męska na forum
Liczba postów : 210
Dołączył/a : 05/06/2015
Wiek : 19
Skąd : Mazury cud natury

PisanieTemat: Re: Sala Bankietowa   20.02.16 12:54

I całe zmieszanie uleciało niczym wiatr. Na sali bankietowej działo się nad wyraz dużo, toteż panna Eirlys nie zwróciła uwagi na zaczerwienione policzki swojego rozmówcy, na co zresztą blondwłosy odetchnął z ulgą i zdjął z twarzy grymas zakłopotania. Wciąż nie mógł pozbyć się dosyć miłego uczucia staranności panienki o jego poplamiony strój. Nieprzyzwyczajony do jakichkolwiek aktów dobrej woli ze strony ludzi, mimowolnie uśmiechał się za każdym razem, gdy ich spojrzenia się spotykały. Oceniał innych zwykle po tym, jak to oni oceniali jego. Rzadko zwracał uwagę na pozostałe czynniki, a czyiś odrażający wygląd czy negatywna postawa wcale w niczym nie przeszkadzały, póki postrzegały mężczyznę w pozytywny sposób.
Łasił się do komplementów?
A może zwyczajnie mu tego brakowało?
Nie patrząc na powód, ułożył sobie gdzieś w główce plan, że w przypadku tej osóbki zachowa stricte miłą i przyjazną postawę. Już po pierwszych minutach w pewnym sensie zauroczył się w jej niewinności i... przynajmniej takie odniósł wrażenie na początku - naiwności.
Nie wyobrażasz sobie, ile to coś co mam na sobie waży!
W zasadzie to nie wiedział, czy odbierać jej komentarze na temat mistrzyni i rozbierania na poważnie. Mówiła o swojej przełożonej w taki sposób, jakby była dla niej instrukcją do najprostszych czynności. Jakby nie znała podstawowych norm, w tym przypadku - wstydu przed nagością. Niby nie wiadomo skąd, ale każdy wie, że odkrywanie swojego ciała przed nieznajomymi uważane jest co najmniej za niemoralne.
Choć przez głupi, męski mózg przeszła mu myśl, że chciałby to zobaczyć!...
i natychmiastowo puknął się głowę, markując to błyskawicznym zaciągnięciem dłoni za ucho, by poprawić kosmki włosów. Jednocześnie pokazał swój znak gildyjny, wypalony na zewnętrznej części dłoni.
To ja we własnej osobie...
... i bardzo przesadzasz z tym czadem.
Dzięki niebiosom, że tak naprawdę, to nie wiedziała w jaki sposób Raionek zdobył te cenne sześć punktów. Znów się na tę wzmiankę zaczerwienił, wbijając wzrok w podłogę. Wciąż uważał, że starcie z marchewkowym pożeraczem było haniebne i tylko czekał, aż salwa śmiechu przetoczy się po głównej sali Sabertooth. Jedni ujarzmiali bestie, inni wypruwali płuca w Triatlonie czy wyciskali siódme poty, by rozwiązać zagadki Mind Master'a. A on? Przetaczał się po ziemi z szalonym królikiem!
I nagle bum.
Coś się zatrzęsło, gdzieś o uszy obiło mu się ostrzeżenie rozmówczyni, niespodziewanie tajemnicza siła pociągnęła go w bok, świat zawirował niczym na karuzeli. Poturlał się po parkiecie niczym kłoda, obijając ręce i głowę o kanty stołów. Wrzasnął z bólu i zanim otrząsnął się z całej sytuacji, czuł dziwny, miękki, choć bardzo przyjemny ucisk w klatce piersiowej.
Otworzywszy oczy ujrzał parę, błękitnych punkcików wpatrujących się w niego z mieszanką zaskoczenia i zdenerwowania.
Z tej perspektywy wyglądasz jeszcze śliczniej.
Uśmiechnął się życzliwie i jakby w amoku polizał dziewczynę po policzku...
Zaraz... co do cholery zrobił!?
Zerwał się z ziemi jak poparzony, uświadamiając sobie co właśnie wyczynił. Wyciągnął rękę w kierunku, bądź co bądź jego obrończyni przed bolesnym spotkaniem trzeciego stopnia ze stolikiem. Speszony i cały zaczerwieniony odwrócił wzrok w całkiem innym kierunku, czekając tylko, aż poczuje dotyk jej dłoni na swojej.
Uhm... przepraszam - mruknął tak cicho, że adresatka przeprosin musiała wytężyć słuch, by je usłyszeć. Raion miał teraz ochotę zapaść się pod ziemię ze wstydu, ale niestety... żaden z niego Mag Ziemi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t938-raion#8413


avatar
Raven Tail


Liczba postów : 172
Dołączył/a : 28/04/2015

PisanieTemat: Re: Sala Bankietowa   20.02.16 19:38

Zdziwił się oj zdziwił gdy Merry, a raczej Mariko podeszłą i ujęła go za ramię. Gdyby nie miał jako takiej kontroli nad własnym ciałem pewnie teraz czerwieniałby ze wstydu. Ale czemu? Przecież miał już wcześniej do czynienia z kobietami, w każdym możliwym aspekcie tego słowa. Dlaczego więc jej obecność tak na niego działała? Może to te oczy, te wielkie, fiołkowe, mądre oczy skryte pod kasztanowymi włosami. To ich inteligentne spojrzenie, pełne ciekawości i wyrazu. Jedyne co mógł zrobić to udawać, że nie robi to na nim żadnego wrażenia. Ciekawe jak mu to pójdzie

- Heh, nie mógł bym tego lepiej ująć. Po drugiej stronie sali też powinien być balkon, tam nikt nam nie będzie przeszkadzać - Nie czekał na jej zezwolenie. Zresztą po co miałby to robić, sama przecież do niego przylgnęła niejako dając zdając się na niego i zgadzając na wszystko. Poprowadził ją przez całą salę aż na przeciwległy koniec, gdzie tak jak powiedział znajdowało się wejście na drugi balkon. Mimo iż było jeszcze przed dwunastą, to gwieździsta noc zawładnęła na dobre niebem nad Fiore. - Chciałbym Ci podziękować - zaczął, gdy jeszcze podchodzili do barierki - Za to wtedy, na platformie. Że opatrzyłaś mi ranę. - Mówił do niej, lecz głowę miał zadartą wysoko. Odruchowo też dotknął lewą dłonią klatki piersiowej. Rana się już prawie zagoiła, chociaż lekarze na razie zabronili mu nadwyrężać ciała. - Wiesz, nie musiałaś nic robić. I tak po kilku minutach upadłbym sam z wycieńczenia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t786-nyro-letram


avatar
Dragon's Howl


Tytuł : Cudowny Pisarz, Miss Popular, Srebrny Dekolt
Liczba postów : 342
Dołączył/a : 31/05/2015
Skąd : Ishvan

PisanieTemat: Re: Sala Bankietowa   20.02.16 20:23

Ludzie ją zaskakiwali - jak na przykład mężczyzna, który wychodząc rzucił stolikiem i zrobił niepotrzebne zamieszanie. Może chciał zwrócić na siebie uwagę? Nie potrafiła tego zrozumieć, bowiem przy członkach rady, elicie magicznej jak i mistrzach gildii coś takiego wydawało się jej znakiem złego wychowania. Gdy ciemnowłosy się odezwał, skierowała twarz w jego kierunku i kiwnęła głową, zgadzając się na cokolwiek. Nie chciała oglądać syrenich klejnotów.
- On przypadkiem nie był z Twojej gildii? - zaczęła cicho, nawiązując do Hizashiego. Zwykle nie podejmowała rozmowy i zwyczajnie odpowiadała gdy ktoś pytał, jednak dobry szampan robił swoje. Korzystając z okazji, że przy wejściu na balkon, który Nyro wybrał na cel ich podróży stał kelner to zgarnęła z jego tacki dwa kieliszki. Wysokie naczynie pełne było złotawej cieczy z bąbelkami. Odetchnęła głębiej, gdy chłodne powietrze uderzyło w jej twarz.
Poszła jego śladem, stając obok i podnosząc wzrok na granatowe, pełne gwiazd niebo. Przypominały jej płaszcz obszyty drogimi kamieniami. Brakowało tylko srebrnej tarczy księżyca i staż nocy byłaby w kąplecie. Brunetka wyciągnęła w jego stronę dłoń, chcąc wręczyć mu kieliszek.
- To ja powinnam Ci podziękować, bo nie dałeś mi spaść samej. Kto o zdrowych zmysłach zrezygnowałby z pierwszego miejsca? Mam nadzieję, że nie miałeś nieprzyjemności z tego powodu. - zaczęła ze spokojem w głosie, przenosząc spojrzenie na jego twarz. Jego złote ślepia kontrastowały z burzą czarnych włosów i nieco jaśniejszą karnacją. Naprawdę pasował na maga, który korzystał z pomocy gwiazd - przynajmniej wizualnie, bo nie miała jeszcze okazji lepiej go poznać. Dziewczyna drgnęła gdy zabrał kieliszek, odgarniając luźny kosmyk włosów za ucho, a następnie odwracając się i opierając plecami o barierkę, wbijając spojrzenie gdzieś w przestrzeń przed sobą.
- Nie musiałam, owszem. Ale chciałam i powinnam. Wykorzystywanie takiej sytuacji aby wygrać jest cóż, niezbyt chwalebne. Cóż to za satysfakcja, gdy przeciwnik ledwo stoi? No i przede wszystkim - walka nie jest moją specjalnością, nawet za tym nieprzepadam. Są inne metody, skuteczniejsze niż siła. Swoją drogą - jak się czujesz? Jak Twoja rana? Trzeba przyznać, że Tygrys nieźle Cię załatwił. - dodała jeszcze, odwracając głowę w jego stronę i zerkając kątem oka na rozmówcę. Korzystając z okazji skosztowała zimnego szampana.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t918-mariko-shinoda


avatar
Lamia Scale


Tytuł : Portret Lamia Scale
Liczba postów : 308
Dołączył/a : 15/08/2015

PisanieTemat: Re: Sala Bankietowa   20.02.16 21:41

No i Norie i Revy gdzieś poleciały. Ja już zdążyłem ubrać. Nikt nie powinien się mną przejmować. Być może mają w pamięci, ale co mnie to obchodzi? Ja jestem pijany! Jednak pomału zaczynam już trzeźwieć, a moja kochana wódeczka została rozlana przez jakąś wariatkę. No nic. Przyszli kelnerzy czy inne pingwiny we frakach i posprzątali pobojowisko, bo ktoś mógłby sobie zrobić krzywdę, jakby nadepnął na odłamki szkła. Zatem pozostało mi znaleźć coś innego. Jakiś żółty trunek stał na stoliku w kieliszkach. Podnoszę go więc i uważnie oglądam zawartość. Bąbelki. Musujący? Próbuję i zaraz to wypluwam!
- Co to do cholery jest! - wrzeszczę na cały głos - Gazowane siki?!
No nic. Znowu pewnie się wygłupiłem. Głupi alkohol! Czemu on musi mi robić taką wodę z mózgu? Ale no nic. Chcę więcej. Więcej. Więcej! Nawet te siki mogą być. Dlaczegóż by nie? Po jednym czy dwóch kieliszkach przestanie mnie interesować ten smak. Zatem wypijam jednego. Ble. Ohyda. Potem wypijam drugiego. Już lepszy. Trzeci ... czwarty ... 10 ... tak wypiłem 10! Chwieję się na nogach jak jasna cholera! Norie i Revy gdzieś znikły. W sumie nawet tak mi przeszło przez myśl, że powinienem jednak podziękować Revy i ją przeprosić. W sumie dobrze się dziewczyna spisała na arenie, jak tak teraz myślę. Dała radę. Zdobyła 6 punktów! Maksymalną ilość. Przydałby się ktoś taki w Lamia Scale. Jest całkiem ... seksowna. Nie powiem. Chociaż to alkohol pewnie powiększa jej cycki w nienaturalny sposób. Niemniej jednak, ja dałem dupy. Jestem większym nieudacznikiem niż ona.
"No nie!"
Alkohol robi swoje. Zaczynam się kręcić w kółko i padam nieprzytomny na podłogę. Śni mi się bardzo nieprzyjemny koszmar. Jakiś wieśniak z pistoletem wkłada mi lufę do dupy i nagle następuje wystrzał. Ja nie mogę się obudzić. Umieram i znowu sen się powtarza. Istna męczarnia!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t1104-iwaru-yosa


avatar
Blue Pegasus


Liczba postów : 117
Dołączył/a : 04/07/2015

PisanieTemat: Re: Sala Bankietowa   20.02.16 22:23

- Miło poznać -zapewniłam władczego lewka, kiedy przedstawił mi się jako Mao. - Ma pan trochę racji, myśląc o ethernano, bo Aura to czysta magia. Jednak, w przeciwieństwie do nich pochodzi z samego maga, jest jego duchem i nie może zostać wymieniona. No i jest świadoma. Dzięki niej widzę, że jest pan przywódcą, kimś stworzonym do rządzenia. A pani - wskazałam na dziewczynę. - Jest inteligentna, ale równocześnie smutna i przerażona ludźmi. Można po tym wnioskować...
Przerwała mi Apokalipsa.
Jakiś burak nagle przewrócił, rozwalił stół. Jęknęłam cicho, wiedząc co się zbliża. Napływające szybko przerażenie, powracający strach o życie i pewne prymitywne, zwierzęce uczucie zaszczucia sprawiły, że przez chwilę stałam jak skamieniała, gdy sala połączyła się ze wspomnieniami - złocenia rozpęzły się jak węże i zmieniły w zwierzęta Aury, płomienie świec buchnęły w górę, gdy dosypano do nich kadzidła, a ja poczułam pył unoszący się w powietrzu, bo strop pęknął i właśnie walił mi się na głowę. Odruchowo rzuciłam na siebie zaklęcie ochronne,ale nie potrafiłam uchronić innych. Na rzeźbione ściany chlusnęła krew z zmiażdżonych gości, z których każdy nosił mnisie szaty. Nie mogłam na nich patrzeć, czując wszechogarniające poczucie winy. Jednak musiałam, by poszukać Eri. Może dało się ją jeszcze uratować? Nie, nie dało. Leżała niedaleko z rozbitą głową, zupełnie tak jak osiem lat temu Shihong.
-NIEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEE! - wydarłam się na całą salę. Rzuciłam się na szyję emo-króliczka, przytulając ją z całej siły. Mieszało mi się wszystko i nie wiedziałam już, czy to była ta nieznajoma, czy rzeczywiście patrzałam w twarz Xii.
-Przepraszam, przepraszam, przepraszam - wyszlochałam. Łzy ciekłymi ciurkiem. - To moja wina, chlip. Jeśli przykładałbym się mocniej do treningu, to wciąż byście żyli, przepraszam, przepraszam - uścisnęłam ją jeszcze mocniej, a dzięki regularnym treningom walki kijem miałam dość dobrą krzepę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t1032-fu-hao-huizhi


avatar
Raven Tail


Liczba postów : 172
Dołączył/a : 28/04/2015

PisanieTemat: Re: Sala Bankietowa   21.02.16 0:03

Co ten Hizashi. Nigdy nie umiał się zachować, ale żeby aż tak?! Mistrz powinien porządnie z nim porozmawiać po powrocie do gildii. Ale gdzieżby tam, kogo on oszukiwał. Jeśli znał Mistrza chociaż w połowie tak dobrze jak podejrzewał, to ten właśnie wyjmował notatnik i spisywał reakcję innych osób na to wydarzenie. Wyborne wyrazy twarzy do późniejszej analizy. - Niestety tak - westchnął, dalej prowadząc Merry - Zwykle się tak... Nie. On się zawsze tak zachowuje. - Tak. Hiz z Eleanorą podtrzymywali tradycje niepewnej reputacji Raven Tail.

Stał obok niej, cały czas zerkając na nieboskłon. Szukał znajomych sobie gwiazd i konstelacji. Syriusz, Vega, Rigel, Arkturus, Achernar, Betalgeza. Wszystkie świeciły jasno i dawały się rozpoznać po swoim położeniu. Zresztą, dla złotookiego nie robiło to żadnej różnicy. Te niezliczone godziny jakie poświęcił na obserwację nieba w nocy czy też czytanie książek astronomicznych. Ich pozycje mogłyby się pomieszać jak języki w Earthlandzie, i tak by je poznał chociaż i po jasności. W końcu jednak musiał odwrócić wzrok od swoich niemych przyjaciół, strażników jego największych sekretów. Spojrzał na kobietę, gustownie obdarzając ją wdzięcznym uśmiechem, gdy odbierał z jej rąk kieliszek. - Nie mógłbym zrobić inaczej. W końcu to przeze mnie spadłaś. - Wodził wzrokiem za jej dłonią odgarniającą ten nieposłuszny kosmyk. Przejechał źrenicami po całym jej ciele, gdy ta patrzyła się gdzieś w dal. Musiał przyznać iż kimono było idealnie dopasowane, a pozycja jaką przyjęła. Cóż, alkohol robił swoje. Na trzeźwo na pewno nie pozwoliłby na pojawienie się w jego głowie takich myśli jakie teraz się w niej zagnieździły. - Zresztą, chciałem Cię też przeprosić. To był głupi pomysł z tym odepchnięciem. - Tym razem on oparł się o barierkę. Lewy łokieć spoczął na kamieniu przyjmując na siebie cały ciężar ciała maga. Kolejna wypowiedź panienki Shinody nieco go zaskoczyła, czemu dał wyraz w wyraźnie podniesionej jednej z brew. - Nie lubisz walczyć? Naprawdę? Heh. W takim razie winszuję, gdyż nie będąc wojowniczką wygrałaś bitewną konkurencję. - Zadziorny uśmiech jaki pojawił się na twarzy Nyro mógł znaczyć wiele. Zaczepka? Żart? Nieudolna próba flirtu? Kiedyś słyszał jak starszy mag w gildii uczył młodego jak poderwać dziewczyny. Pierwsza zasada brzmiała "nie bądź brzydki". Kolejnych nie spamiętał ale jedna wyryła się mu w rozumie. "Nie zachowuj się jednoznacznie. Bądź tajemniczy! Kobiety to uwielbiają!". Skoro miał być tajemniczy to taki był. Niech się teraz biedna dziewczyna zastanawia o co mu chodziło. - A moja rana ma się dobrze. Obudziłem się już poskładany w ambulatorium. Kazali się tylko nie przemęczać przez następne dwa tygodnie. - Spojrzał na szampana. Gada, gada, a w gardle sucho. Lecz nietaktem byłoby wypicie całego kieliszka na raz. Zakręcił nim kilka kółek, po czym uszczknął tyle co mysz z miski. Nie miał pojęcia jak się pije takie trunki na salonach. Nie chciał wyjść na ignoranta, chociaż wraz z coraz większą dawką buzującego alkoholu w jego żyłach, granica wygłupienia się wzrastała bardziej i bardziej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t786-nyro-letram


avatar
Blue Pegasus


Liczba postów : 271
Dołączył/a : 24/06/2015
Skąd : Mroźne krainy północy

PisanieTemat: Re: Sala Bankietowa   21.02.16 0:53

Nie trzeba być jasnowidzem aby powiedzieć, że będzie ciekawie. Albo ciekawie-strasznie. Nie ważne. Ważne, że się działo, czyż nie? W końcu to bal. Można jednak liczyć na to, że nic więcej się już nie zniszczy - jak tak Eirlys z początku obserwowała, zauważyła tylko jedną osobę z Fairy Tail, a ten gość, który wywalił stół i wywołał chaos już opuścił salę. Wracając już jednak do tej sytuacji, jej stwierdzenie dotyczące ciekawości tego wszystkiego nie było mylne. Raion, kiedy tylko się ogarnął i w jakiś sposób ocknął zrobił coś, czego ona się w ogóle nie spodziewała. Polizał ją po policzku.
Nie wiedziała nawet, co o tym powinna myśleć! Zrobiła się cała czerwona już w momencie, kiedy to odczuła. Co tu robić, co tu robić? Jak się czuć? Dlaczego on to zrobił? Co powiedzieć? Tyle pytań! Na żadne nie znała odpowiedzi, bo była dzieckiem. Jeszcze bardziej się zdziwiła kiedy usłyszała jak Fu-hao się wydarła z niewiadomego dla niej powodu. Co się stało? czy to już? Katastrofa, o której jej opowiadano? Ktoś zaatakował, że zaczęła krzyczeć i przepraszać? Coś o życiu? Treningu? Nie, dla jej malutkiej główki to już było zdecydowanie za dużo.
- C...co Ty zrobiłeś? Co się w ogóle stało? - zapytała, skołowana, łapiąc go niepewnie za dłoń. Z jego pomocą się delikatnie podciągnęła i usiadła z wyprostowanymi nogami, nie wyjmując ich spod Raiona. Spojrzała się na niego, cała czerwona, aby zaraz obejrzeć się w stronę podstolnej, dzieciorobnej ekipy, do której dołączyła zaraz Fu. Aż zdziwiła się, czemu ona tak krzyknęła i teraz przytula się do pani robiącej dzieci. Czemu? Czego się przestraszyła?
Przełknęła ślinę i zabrała nogi, wstając. Jej suknia już się nieco ubrudziła z racji siedzenia na ziemi, jednak za moment się otrzepała i pomogła mu wstać. Lubiła pomagać i osoba, która ją właśnie polizała po policzku nie jest wyjątkiem.
- Nie wiem, co zrobiłeś, ale nie rób tego znowu - poprosiła, mrucząc to tym samym pod nosem tak, że - podobnie jak jego wypowiedzi - prawie nie dało się usłyszeć. Miała teraz jednak dylemat - zostać z nim i wyjaśnić tę sytuację na spokojnie w czasie rozmowy czy może iść i spróbować uspokoić towarzyszkę z gildii? I to, i to.
- Zaczekasz z wyjaśnieniami... dwie minuty. Albo trzy. Koleżanka jest w tarapatach i chciałam jej pomóc - uprzedziła go przed ewentualnymi wyjaśnieniami, po czym poszła w stronę naszego trójkąta. Znaczy się... nie, nie trójkąta. Mao przecież wstał i chyba poszedł, nie mylę się? Nie, raczej nie. Chłopak poszedł chyba. Chyba. Znaczy, chyba wstał, ale jeszcze nigdzie nie poszedł tylko komuś pomachał. Zostawiła więc na moment Raiona i podeszła do swojej koleżanki z Blue Pegasus. Bardzo, ale to bardzo delikatnie - wiedząc, czym mogłoby skończyć się natychmiastowe i niespodziewane tknięcie: jeszcze większym atakiem paniki.
- Fu... Wszystko w porządku? Nic się nie dzieje... Wszyscy są cali, jeśli o to chodzi - powiedziała nieco niepewnie w jej stronę z racji, że nawet nie wiedziała o jej przeszłości. Eir też trochę przeżyła, ale nie dało się porównać tych dwóch rzeczy, ale nie warto już przytaczać trzeciej retrospekcji w ciągu jednego balu. Delikatnie pogłaskała ją po ramieniu, puszczając delikatny uśmiech pełen radości i chęci pomocy. Jak to ona! Zawsze pomocna!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t986-eirlys-solomon


avatar
Mermaid Heel


Tytuł : Portret Mermaid Heel
Liczba postów : 380
Dołączył/a : 13/03/2015
Skąd : "Morroc"

PisanieTemat: Re: Sala Bankietowa   21.02.16 1:25

Zadowolenie Revy sięgało dna i mili mułu. Nie kilometra, tylko mili. Bo tego już się w kilometrach nie da liczyć, już wchodzi to na mile. Już, kolejne docierają. Im dłużej ją trzymała bez możliwości skopania Iwaru czterech liter, bo ją coraz bardziej wkurza, tym więcej mułu było. A zadowolenie spadało na łeb na szyję niczym... cegła z dziesiątego piętra wieżowca na nic nie spodziewające się dziecko czy inną osobę. Ups, nie te tematy. A teraz wróćmy do poprzedniej sytuacji...
Revy była trzymana przez niedźwiedzia, to znaczy Norie, w iście niedźwiedzim uścisku - bo jakżeby to inaczej nazwać jak nie niedźwiedzim uściskiem? Tym bardziej, że jeszcze wezwała typowego downa, to znaczy smoka, aby ją stąd zabrał i w jakiś dziwny sposób uspokoił. Jak to inaczej nazwać mam, co?! Masażem z akupunkturą i rozgrzanymi kamieniami?! Nie, to nie było to! To było trochę jak podduszanie w garze wraz z resztą bigosu. Czekaj, bigos się dusi? No, na pewno, w takim gorącu, pod przykryciem, do tego tyle godzin w gorącu. Oj, to nie było na pewno nic przyjemnego. Nie licząc ciepła, czuła ten ścisk. I ten pisany z istną głupawką post traktujący przez całe (albo raczej około) pięć minut o uściskach niedźwiedzich, albo raczej przyrównywaniu ich do innych rzeczy, niekoniecznie związanych z tematem. A na post swojej towarzyszki w pisaniu odpowiedziałam jedynie w jednym procencie, bo jedyne, co poruszyłam to fakt, że od dwóch - chyba - tur trzyma ją bardzo mocno i nie ma zamiaru puścić, a także to, że uniosły się na smoku. Powinnam iść na odwyk od postów. I tak jest dobrze, i tak jest lepiej, przecież mogłabym pisać gorsze rzeczy.
Wracając jednak do sytuacji znacznie ciekawszej niż latające stoły na dole. Została ona porwana przez panią rycerze i smoka z downem. Deska zdecydowanie się z tego nie cieszyła, a nawet po pierwsze się wkurzyła na to, że właśnie została porwana.
- TY J*BANA KLEPTOMANKO, PUSZCZAJ MNIE! - wydarła się na cały głos, uderzając w jej ręce, jednak szybko jej z ust wypadł lizak. Cholera. Już go zgarnęła ekipa sprzątająca. Do tego jeszcze zobaczyła, ile nad ziemią ją trzymała. - Dobra, nie puszczaj mnie w powietrzu tylko ODSTAW NA ZIEMIĘ! - poprawiła się niemal natychmiast z wrażeniem, że to nic nie da, jednak jej prośby zostały wysłuchane - została postawiona na ziemi. Na dachu, ale zawsze jakaś ziemia. Pierwsze, co miała zamiar zrobić to przywalić jej z pięści. Już się do tego przymierzyła, ale ostatecznie tego nie zrobiła.
Ona tak bardzo przypominała... Kapturka. Tę morderczynię, która ją okiełznała. Znaczy się - ona jeszcze nie poznała tej złej strony Kapturka, jeszcze. Ale pozna. Póki co - ten uśmiech tak bardzo ją przypominał, że zawahała się i ostatecznie zrezygnowała z uderzenia. Szybko jednak się odwróciła i poprawiła ciuch nieźle pognieciony przez tę przejażdżkę. Poszła w stronę barierki, aby móc być zaraz nad naszą zakochaną parką Merry i Nyro, aczkolwiek samej ich nie zauważała.
- Dzięki, że mnie stamtąd zabrałaś - mruknęła pod nosem, kiedy tak podchodziła do granicy. A tą granicą właśnie była marmurowa, biała i czysta barierka. Oparła się o nią rękoma, obniżyła nieznacznie, aby móc sobie na niej ułożyć łokcie, aby zaraz zamknąć oczy. Dobrze, że ją stamtąd zabrała, przecież rozpętałaby się tam prędzej czy później masakra.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t569-revy-delayne


avatar
Fairy Tail


Liczba postów : 344
Dołączył/a : 30/03/2015

PisanieTemat: Re: Sala Bankietowa   21.02.16 2:08

Norie najwyraźniej stopniowo układała sobie w głowie, że przyciągnięcie tu Revy było złym pomysłem. Bardzo złym, bo nie dość że tamta ewidentnie nie czuła się komfortowo w dużych tłumach to jeszcze moment z Iwaru praktycznie mógł przerodzić się w krwawą bójkę. Z drugiej jednak strony drążyła ją (bez skojarzeń zboczeńce) ciekawość. Taka typowo ludzka ciekawość dlaczego Revy jest taka, a nie inna? Nornica zdawała sobie sprawę z tego, że o niektórych rzeczach się nie mówi byle komu, nawet przyjaciółce ciężko jest coś powiedzieć, a co dopiero komuś, z kim się wcześniej walczyło! Dlatego obrała tamto strategiczne miejsce jakim był balkon, gdzie wielu ludzi się nie kręciło, ale wystarczył jeden pijany by zielonowłosej zepsuć nastrój. Nie żeby wcześniej była szczęśliwa, kiedy konserwa w sukni ją zaciągnęła do przebieralni, ale tam na pewno wydawała się pogodniejsza kiedy oboje się kłóciły, a raczej powinna się wydawać bardziej niż teraz.
Może faktycznie w locie białowłosa trzymają ją nieco za mocno, ale w końcu nie chciała spełnić tej prośby by ją puścić. Zresztą… dlaczego była nazywana kleptomanką? Przecież nic nie ukradła, a raczej ukradła samą Revy. Może tu chodzi o kradzież jej godności, a może coś innego? Oczywiście drugie życzenie mogła spełnić i nawet spełniła. Po wylądowaniu to był właśnie moment, którego się spodziewała. Odruchowo przymknęła jedno oko, kiedy Revy szykowała się by ją uderzyć. Po chwili okazało się, że zielonowłosa nie zamierzała tego zrobić. Z ust białowłosej nie schodził ten spokojny i ciepły uśmiech, którego nauczyła się w swojej gildii. Oczywiście tak jak tamta morderczyni tak i Norie miała swoją ciemniejszą stronę. Walczyła z nią nie raz i nie dwa podczas każdej potyczki. Walka dla niej była transem, z którego nijak szło się wyrwać i bardzo ciężko było zachować jasność umysłu, kiedy ciało poruszało się mechanicznie i automatycznie. Smok ponownie zniknął, a Norie podeszła bliżej Revy. Spojrzała w dół i ujrzała Merry oraz Nyro, jednak postanowiła im nie przeszkadzać. Teraz była tutaj z zielonowłosą, z którą chciała nawiązać przyjazny kontakt – Nie ma za co – uśmiechnęła się do niej i podwinęła nieco rękawiczki, by móc oprzeć się łokciami o barierkę i nie ubrudzić elementu garderoby. Chociaż… pewnie podczas lotu i tak sukienka się wygniotła.
- Nie lubisz ludzi prawda? Zwłaszcza facetów. Nie będę wnikała teraz dlaczego, poczekam aż sama zdecydujesz się o tym opowiedzieć – powiedziała, po czym zdjęła w końcu rękawiczki i położyła je na barierce. Dłonią sięgnęła w stronę głowy zielonowłosej i zaczęła ją delikatnie, pieszczotliwie głaskać. Tak jak Sakurę zwykle głaskała kiedy tamta była smutna z różnych powodów. Postanowiła jednak teraz nic nie mówić, jedynie głaskać zielonowłosą – I… przepraszam jeśli za mocno Cię ścisnęłam i zaciągnęłam tutaj- przeprosiła ją szczerze, w końcu to z jej winy Revy czuła dyskomfort, więc białowłosa czuła się delikatnie rzecz ujmując winna.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t645-azure-maiden-skonczone?nid=2#53


avatar
Dragon's Howl


Tytuł : Najciekawsza postać damska na forum, Najlepszy Skład
Liczba postów : 298
Dołączył/a : 25/09/2015

PisanieTemat: Re: Sala Bankietowa   21.02.16 12:09

Szok. Szok i niedowierzanie. Do tego dochodził jeszcze paniczny strach, najczystszy rodzaj fobii i to wszystko uwolnione w jednej chwili, w której stół został przewrócony przez kolejnego, nie szanującego prywatności człowieka. Z sali patrzyła na miejsce zdarzenia połowa znajdujących się wewnątrz gości, druga część wolała oglądać przyrodzenie Iwaru, a Ivrina czuła kujący wzrok tych pierwszych na sobie, nie musiała się nawet rozglądać. Może to tylko paranoja, jednak mimo wszystko nie potrafiła opanować drżenia i jeszcze te słowa Mao. Nie potrafię! Nie, nie potrafię sobie poradzić bez mistrza! - rozbrzmiewało echem w jej umyśle. Objęła się wbijając paznokcie we własne ramiona, a po chwili ktoś jeszcze postanowił do niej dołączyć. Gadająca od rzeczy dziewczyna wydarła się i wybrała bardzo, ale to bardzo złe ramię do wypłakania. Ciepły dotyk i bliskość drugiego człowieka zadziałały na grabarkę zupełnie odwrotnie niż na każdego, normalnego człowieka. W chwili, w której Ivrina poczuła się bezpośrednio zagrożona cały jej strach począł przeradzać się w agresję. Stopniowo. Eirlys jeszcze zdążyła spróbować uspokoić towarzyszkę nim z gardła grabarki wydobył się zdecydowanie nie króliczy warkot, po czym napięła mięśnie aż zatrzeszczał jej gorset, złapała Fu gdzieś w okolicy nadgarstków i gwałtownie rozerwała jej uścisk. Miała zamiar cisnąć dziewczyną gdzieś w nie określonym kierunku, jednak widząc spływające po jej policzkach łzy coś w niej pękło. Żelazny, miażdżący nadgarstki i odciskający sine ślady palców chwyt został poluzowany, a zmarszczone w gniewie czoło Ivriny wygładziło się. Taka panika nie była normalna, nawet grabarka potrafiła się opanować, mimo że po jej plecach wciąż przechodził zimny dreszcz wywołany przebywaniem w zbyt zaludnionym i zbyt gwarnym pomieszczeniu, a tej osóbce działo się coś jeszcze gorszego. Niby wcześniej sama inicjowała kontakt, jednak nie bez powodu znalazła się pod stołem samotności, prawda? Tłumy jej widocznie nie służyły. Co za debil zaciągnął kogoś takiego na bal!? Nie żeby mistrz był debilem, on po prostu miał czasem kontrowersyjne pomysły, albo to właśnie była kara za zajęcie zaledwie drugiego miejsca w konkurencji. Blue Pegasus jednak nie stosuje brutalnych metod wychowawczych.
- Po coś ją tu przyciągnęła? - prychnęła w kierunku towarzyszki histeryczki sztywno wstając i pociągając za sobą szlochającą Fu. Przez nadmiar ponczu we krwi zachwiała się, a równowagę złapała chwytając ramię stojącego nieopodal Mao, natychmiast jednak zabrała rękę jak oparzona i burknęła całkowicie wymuszone, nieszczere - Przepraszam - przy czym ciężko było określić, czy odnosi się ono do wcześniejszej rozmowy, czy jest tylko grzecznościową formułką, którą najzwyczajniej w świecie należy powiedzieć po przypadkowym trąceniu kogoś. Nie wyjaśniła jednak, a jedynie wzięła płaczkę na ręce jak księżniczkę i wyniosła z sali, otwierając drzwi z kopa i pozostawiając je rozwarte. W końcu miała zostać na bankiecie, a w ten sposób się prawie liczyło, chociaż zakaz opuszczania balu powoli coraz mniej ją obchodził. Umieściła Fu pod ścianą, a sama usiadła po drugiej stronie korytarza, w bezpiecznej odległości. Nie miała zamiaru pocieszać jej miłymi słówkami, ani tym bardziej dać się ponownie przytulić, niech mniszka nawet nie próbuje, nie dało się jednak ukryć, że była zmartwiona i postanowiła siedzieć tu z płaczącą fanatyczką religijną aż się ta uspokoi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t1155-kurtyzana-ktora-zostala-grabar


avatar
Sabertooth


Tytuł : Najciekawsza postać męska na forum
Liczba postów : 210
Dołączył/a : 05/06/2015
Wiek : 19
Skąd : Mazury cud natury

PisanieTemat: Re: Sala Bankietowa   21.02.16 12:57

Już nic nie docierało do zamglonego umysłu zaczerwienionego chłopaka. Niby z pełną świadomością pomógł wstać dziewczynce, niby skierował w jej stronę puste spojrzenie i niby przytaknął, gdy ta go opuściła, biegnąc w stronę zwariowanej koleżanki. Ale pomimo tego stał wryty jak słup, totalnie nie ogarniając co dzieje się wokół. Burak z twarzy nie zniknął, a wręcz nasilał się na samo wspomnienie o tym, co przed chwilą wyczynił. Pogrążony we własnej apatii jakby nie słyszał wrzasków dochodzących zza jego pleców. Nie widział wylatujących na smoku panienek, prawie, że przeoczył brawurowe wyjście kierownika całego zamieszania związanego ze stolikiem czy zalanego w trupa przedstawiciela Lamii, który zdawał się także żyć we własnym świecie. Sala pustoszała, a zakręceni kelnerzy z pewnością nawet nie próbowali ogarnąć tego, co się wokół wyprawiało. Zresztą, z Raion'em było podobnie.
Bezwładnie opadł na pobliskie krzesło, łapiąc tym samym jeden z kieliszków pełnych szampana. Spoglądnął obojętnie na grupkę niezrównoważonego towarzystwa podstołowego, opróżniając jednym haustem całą zawartość szklaneczki. Spodziewał się ciekawego, bankietowego widowiska z racji tego, iż do jednego pomieszczenia została wrzucona mieszanka przedstawicieli największych gildii Królestwa...
ale tego nie mógł się spodziewać.
Skąd w ogóle wzięła się tutaj ta mniszka? Nie spostrzegł wcześniej, że przyszła tutaj z tamtą uroczą panienką, ale zwracając uwagę na fakt, iż Eirlys nazwała ją "koleżanką", musiały należeć do tej samej gildii.
Mniejsza o to.
Co do cholery spowodowało jej tak paranoiczne zachowanie? Pierwszy raz zobaczyła męskie przyrodzenie? A może natłok negatywnych emocji spowodowanych przez tamtą szarowłosą, z którą rozmawiał Mao tak zadziałał na mniszkę? Myślał nad tym i jednocześnie nie myślał, wciąż układając sobie w głowie wydarzenia sprzed ostatnich minut.
Gdy już chciał odwrócić wzrok w stronę barku, desperatka chwyciła wrzeszczącą niewiastę i wystrzeliła z nią w objęciach w kierunku wyjścia. Co tak nagle wszyscy zaczęli wychodzić. Trzydziestolatek z pewnością zaskoczyłby się tym faktem, ale czując dziwną obojętność do wszystkiego i wszystkich, obserwował tylko zdarzenia z nijakim wyrazem twarzy. Raz tylko się zaśmiał, gdy... sam już nie wiedział właściwie kiedy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t938-raion#8413


avatar
Blue Pegasus


Liczba postów : 271
Dołączył/a : 24/06/2015
Skąd : Mroźne krainy północy

PisanieTemat: Re: Sala Bankietowa   22.02.16 1:12

Nie ukrywając, Eirlys nie należała do osób zadowolonych z tej sytuacji, tym bardziej z jej rozwinięcia. Ale skąd miała wiedzieć, że Fu zawiśnie na szyi takiej osoby, która jest kompletnym Emo i bardzo niechętnie podchodzi do tego, żeby kogoś dotykać czy też być dotykanym, szczególnie w taki sposób, jak zrobiła to członkini Blue Pegasus. Na zaciśnięcie palców na jej nadgarstkach zareagowała dość spontanicznie i nerwowo, bowiem po otworzeniu szerzej oczu, złapała za emo dłonie. Zrobiła prawie to samo z tym, że użyła do tego mniejszej siły.
- Nie widzisz, że się boi?! Jeszcze tylko to poga-
I na tym się skończyła jej obrona swojej towarzyszki z gildii. Wszystko to dlatego, że została o coś zapytana dokładnie w momencie, kiedy kończyła swoje zdanie. Jedynie została przez dłuższą chwilę z tak otwartą buzią, aby w końcu ją sobie zamknąć dłonią. Nie wiedziała, co począć. Co teraz, co teraz?
- Żadna żadnej nie przyprowadziła na bal, przyszłyśmy, bo chciałyśmy, a nie na siłę - wyjaśniła niepewnie, jednak to nie mijało się z prawdą. Na początku chciała zrezygnować, skoro nie mogła iść w tym, czym chciała (czyli w bieliźnie/nago), jednak Fu ją zachęciła i dzięki niej postanowiła jednak iść. Więc siły w tym nie było (w przeciwieństwie do reszty moich postaci). Zanim jednak zdążyła się wysłowić do końca, Fu została zabrana na rękach niczym jakaś śpiąca królewna uratowana z pożaru domu poza całą salę. Zdziwiło to co nie miara, ale nie zareagowała. Miała jedynie nadzieję, że nic jej się nie stanie! Czy coś... No, wiecie. Czy jej potwór jakiś nie zje. Może ją porwała żeby niczym pająk wokół niej zrobić kokon z pajęczej sieci i potem ją zjeść? Przecież była emo, więc nie zdziwiłaby się, gdyby była z niej jakaś tarantula czy inny pająk. Dobra, na pająkach to ona się nie zna, z pająkologii miała jedynkę z wykrzyknikiem jak chodziła do szkoły. Dobra, żartuję, nie chodziła do szkoły.
- Nie idziesz za nią? Chyba przecież przed chwilą z nią robiłeś dzieci żebym miała się z kim bawić, no nie? Więc czemu nie pójdziesz za swoją dziewczyną? - zapytała, kierując swoją głowę w stronę Mao, który przed odejściem jeszcze został powstrzymany, aby zaraz się uśmiechnąć niezwykle uroczo. - Aaa, już wiem! Pewnie masz inną, a ta była tylko taką odskocznią! Doobrze, idź do swojej dziewczyny, ja Ci już nie przeszkadzam! - dodała chwilę później, aby wrócić z tym radosnym uśmiechem do Raiona, któremu już tak do śmiechu nie było.

Siedział i chyba popijał szampana, bo na to jej to wyglądało. Smutas, ciamajda i nieogar. Kiedy do niego podchodziła, w końcu oczyściła tył swojej sukienki ze wszelkiego kurzu. Zaraz po tym wzięła krzesło i je przysunęła nieco bliżej blondyna, aby zaraz wziąć sobie i nalać jakiegoś napoju - padło na sok pomarańczowy. Czekaj, czy ona na pewno nie myła zębów miętową pastą? Bo wtedy to się skończy źle. I się skończyło, bo się skręciła z niesmaku i niechętnie to przełknęła.
- Bleee... Jakie to niedobre... Ale mogli nam dać inne pasty do zębów, a nie... - mruknęła, aby zaraz potrząsnąć głową i spojrzeć na Raiona. Skwaszoną miną, ale jakąś, przynajmniej zabawnie wyglądała. Nie trwało to długo, oj nie! Uderzyła się z płaskich dłoni w policzki równocześnie, aby zaraz zrobić "pffft" ustami.
- Przepraszam, ale połączenie mięty i pomarańczy zawsze tak na mnie źle działa. I tego... możesz tłumaczyć. Bo niecodziennie ktoś... - zaczęła i momentalnie oblała się rumieńcem, za chwilę również odwróciła głowę, jedynie spoglądając na niego kątem oka - liże po policzku osobę, która uratowała od guza... To była... no, jakaś forma nagrody? - zapytała nieśmiało. Bardzo wręcz nieśmiało, a z tym rumieńcem wyglądała uroczo, do tego jeszcze złożyła dłonie na kolanach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t986-eirlys-solomon


avatar
Mermaid Heel


Tytuł : Portret Mermaid Heel
Liczba postów : 380
Dołączył/a : 13/03/2015
Skąd : "Morroc"

PisanieTemat: Re: Sala Bankietowa   22.02.16 1:56

Jeżeli nie wiesz, co ukradłeś, to wiedz, że na pewno była to strefa prywatna i godność Revy. To zupełnie tak, jakby komuś ukraść dziedzictwo jak ostatni cygan, znaczy świnia. Ale w sumie to większość cyganów to świnie, ale nie każda świnia to cygan. Ale wtedy kim jest Norie? Jakąś dziwną, genetyczną odmianą cygana, bo naruszyła w ciągu paru godzin co najmniej trzy, ewentualnie cztery albo pięć razy zasadę o niedotykaniu jej. A mięso zostało na dole!
Patrzyła się na parę pod nich - nie dało się rzec, że nie wyglądają pięknie. A nie, czekaj - jednak się dało. Powitajcie anty-miłosną Revy, która by każdy paring obrzuciła pomidorami, szczególnie jeśli ona jest jego częścią. Więc Mariko - jeśli chcesz ją z kimś parować, szykuj się na jej gniew, a ona gniewna jest nieobliczalna i przerażająca.
Wracając jednak do sytuacji - obserwowała dwójkę pod nimi i westchnęła ciężko, kiedy usłyszała kwestię Nornicy. Wtedy też odwróciła się i oparła płaską deską, znaczy tyłkiem, o barierkę, założyła ręce i tak stała, patrząc na nią z góry bez odwracania głowy.
- Wierzysz, że kiedykolwiek Ci powiem? Dobre żarty, myśl sobie dalej, marzycielko - burknęła w jej stronę, zamykając jedno oko i unosząc głowę ku niebu, aby móc obejrzeć ten ogrom wielkiej pustki wypełnionej białymi punkcikami. Jej czerwień oczu wyłapywała kolejne, coraz to większe punkciki, aż w końcu natrafiła na księżyc. W wierze, którą wspomina ze swojego kraju pustynnego często mówiono, iż księżyc daje jakąś wielką moc. Że to on wpływa na plony, to on wpływa na płodność i inne takie bzdety. Ona sama w to nie wierzyła, chociaż zastanawiającym był fakt, którego ona sama nie zauważyła - duszę Askala pozyskała właśnie o pełni księżyca, kiedy jeszcze wcześniej nie miała okazji korzystać z magii. Kiedy po raz pierwszy się w niego zmieniła, powiedziała o tym rodzicom i oni aż zaczęli dziękować jakimś tam bogom księżyca za to, że obdarowali ją magią. Czy coś. Kiedyś się tym zachwycała, ale teraz? Teraz dla niej było to coś... nienaturalnego. Po co oddawać komuś swoją cześć? Po co to komu w ogóle? Już lepiej przecież jest adorować jakiegoś mężczyznę, potężnego, mogącego góry przenosić niż coś, co nawet nie istnieje. A dla niej przynajmniej nie istniało. Z drugiej strony dla niej również mogliby zniknąć Zabójcy Bogów, bo po co oni jak nie ma Bogów?
- Nie powiem Ci o swojej przeszłości, bo nie mam zamiaru odkrywać kart przed osobą, której nawet nie znam, a nasze pierwsze spotkanie odbyło się przed walką. Na co Ty liczysz? - mruknęła po chwili znowu, aby odejść od barierki, zrobić parę kroków i gdzieś na środku dachu usiąść w dość luźny sposób. Jedną, lewą nogę miała zgiętą w kolanie i stopa przemykała pod postawioną nogą opartą na pięcie. Z tyłu zaś się podparła rękoma prosto ułożonymi, aby móc sobie bez problemu głową znowu móc spoglądać w gwiazdy. A ułożyła się tak, aby mieć póki co Nornicę przed sobą.
- Jedyne, co mogę powiedzieć to fakt, że cieszę się z opuszczenia rodzinnych ziem i że chociaż miałam tu jedynie coś do załatwienia, nieźle się tu zadomowiłam - stwierdziła bez nawet krzty zadowolenia czy uczuć. Jednak musiała przyznać, że lubi ten kraj bardziej niż Morroc. Tu jest znacznie lepszy klimat, inni ludzie. Nie są tak bezduszni jak tam. Nie zmienia to jednak faktu, że ma zadanie do wypełnienia i musi to zrobić w przeciągu trzech miesięcy. Podjęła jedną decyzję: zaraz, jak tylko wyrwie się z tego balu od siedmiu boleści wyruszy na tereny, gdzie ta gildia była widziana. nie robi tego dla Czerwonego Kapturka, a przynajmniej nie w pełni dla niej. Ważniejsze dla Revy było jej własne życie...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t569-revy-delayne


avatar
Fairy Tail


Liczba postów : 344
Dołączył/a : 30/03/2015

PisanieTemat: Re: Sala Bankietowa   22.02.16 3:22

Nornica mogłaby się jeszcze trochę posprzeczać, w końcu czy to nie jej powiedziano niegdyś „Wierzysz smarku, że dasz sobie radę z moim treningiem? Dobre żarty, won.”, a jednak dała sobie radę i była dziś tym kim jest – upierdliwym paladynem szerzącym dobro oraz sprawiedliwość. Białowłosa postanowiła dalej nie podglądać pary, która była na dole. Nie jej interes co oni tam będą robili, bo... no troszkę prywatności i przyzwoitości. Może mężczyzna będzie giermkiem Merry! Przecież taki tylko by się nadawał na giermka patrząc po tym jak walczył na konkurencji. Natomiast błękitnookiej rzuciło się w ślepka, że Revy najwyraźniej z jakiegoś powodu lubi patrzeć się w niebo, w gwiazdy oraz księżyc najwyraźniej. Gdyby nie lubiła to przecież nie zerkałaby tak dużo w tamtym kierunku! Z drugiej jednak strony, przecież nie lubimy patrzeć pod nogi, a jednak patrzymy idąc drogą i kopiąc np. kamyk. A co jeśli w kamieniu zaklęty jest feniks i dajemy mu przysłowiowego kopa na rozpęd? Ariyamna by wiedziała, kamień zrozumie, kamień czuje, kamień nigdy nie opuści i nie zdradzi.
Paladyn zaśmiała się tylko serdecznie – Może znamy się lepiej niż Ci się wydaje? Podczas walki każdy wojownik wyzwala swoją duszę, ścierając się z innym. Pewnie nie zdajesz sobie z tego sprawy, ale miałam okazję zobaczyć tą piękną, aczkolwiek dziką duszę jaką posiadasz – nie miał to być tekst na podryw, bo deskę to pewnie wyrwie albo surfer albo stolarz, a ani jednym ani drugim Nornica nie była. Tylko paladynem, nie mniej nie więcej. Powoli zaczęły ją irytować te buty na obcasie. Przykucnęła i zdjęła je, bosymi stopami dotykając zimnej powierzchni dachu. Odłożyła je w bezpieczne miejsce, po czym stanęła tak 4-5 metrów od Revy, która rozsiadła się całkiem wygodnie najwyraźniej.
Nornica nie była z tych, którzy wyśmiewają czyjeś pochodzenie. Sama niby miała rodowód rycerski, ale nie chwaliła się tym na lewo i prawo. Podwinęła sukienkę i przysiadła naprzeciwko Revy – Może nie wyglądam, ale też opuściłam rodzinne strony. Kiedy miałam 8 lat zaczęłam treningi. Od tego czasu praktycznie rodziców nie widywałam. Każdego dnia plułam krwią, mięśnie balansowały na granicy wytrzymałości. Chciało mi się płakać i wszystko mnie bolało, a mój nauczyciel robił co tylko mógł by odwieść mnie od pomysłu bycia paladynem. Był bardzo ostry, jednak wiele mnie nauczył i wiele mu zawdzięczam. Może po prostu martwił się wtedy o mnie tak jak tata, ale skończyły mu się opcje bo ukończyłam trening. Teraz mam własny domek, mieszkam w nim z giermkiem jak również należę do gildii, która jest dla mnie jak rodzina – mówiła patrząc w gwiazdy i przypominając sobie twarze każdego z członków gildii. Pamiętała o Sakurze, bandyckiej drużynie Kiyoshiego, mistrzu, Shunie i każdym innym członku, który miał z nią styczność. Kochała wszystkich tą miłością, którą się darzy rodzinę. Byli dla niej ważni i po prostu walczyłaby dla nich do utraty tchu.
- Revy… masz kogoś ważnego dla kogo byś walczyła? Poza sobą znaczy się… - zapytała Norie spoglądając w oczy zielonowłosej. W sumie przysunęła się bliżej by usiąść obok niej i patrzeć z tej samej perspektywy co ona. Oczywiście znała już odpowiedź, że nie ale może i u niej znajdzie się ktoś taki za kogo by walczyła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t645-azure-maiden-skonczone?nid=2#53


avatar
Mermaid Heel


Tytuł : Portret Mermaid Heel
Liczba postów : 380
Dołączył/a : 13/03/2015
Skąd : "Morroc"

PisanieTemat: Re: Sala Bankietowa   22.02.16 4:42

Jedna z dłoni dość szybko wylądowała w kieszeni. Z racji, że poprzedni lizak jej wypadł z ust, powinna skorzystać z takiej możliwości jak ponowne zażycie lekarstw. Czuła się teraz trochę jak w reklamie leków na gardło w formie lizaków czy innych, dziecięcych zachęcaczy do lekarstw. Na pewno nie należały one do atrakcyjnych wśród dorosłych, ale wśród dzieci na pewno musiały robić furorę większą niż acodin na noc wzięty w dzień. W sumie to Revy i tak często brała swoje leki na pasożyta. Czyżby się uzależniła od lizaków? Chyba tak, w sumie to możliwe. Ale co zrobić jeśli poprzednią Twoją dawkę ktoś wywalił Ci z łapy i już poleciała na ziemię, a pięć sekund już dawno minęło? No nawet Revy nie była takim hardkorem żeby brać coś z ziemi i brać to do buzi. Odpakowała więc z papierka i włożyła sobie do ust.
- Od zawsze towarzyszyła mi dzikość zwierzęca, zawsze wolałam kierować się instynktem niż pobudkami człowieka. Życie wiele nas nauczyło. Może to i racja, że walka pokazuje naszą prawdziwą duszę, chociaż w przypadku tamtego j*banego idioty nic to nie pokazało - skwitowała, chociaż nie dało się ukryć, że drugim z panów biorących udział w pojedynku - nie, nie chodzi o Iwaru, którego przed momentem skwitowała dość prostym komentarzem - zainteresowała się. Zin Nazaka, bo okazało się, że uczestniczył w Dai Matou Enbu pod tym właśnie imieniem - użytkownik Take-Over, do tego jeszcze na tyle ciekawego, że aż by znowu skorzystała z możliwości potyczki z nim. Obserwowała jego pojedynek na Podniebnej Batalii, a także jego umiejętności w czasie Pokazu. Nie ukrywając, dusze, które u niego zauważyły wzbudziły w niej pewną zazdrość - dokładniej to jedna, która umożliwiała lot.
- Nikt by się nie nauczył tak walczyć w jedną noc, mikrusie - skwitowała to, że już dawno domyśliła się o długim stażu jako paladyn, a przynajmniej długim treningu. Ona sama ćwiczyła pod okiem ojca dopóki nie kazali jej opuścić kraju dla własnego bezpieczeństwa, a resztę nauk pobrała od życia. Zupełnie jak z ruskich torrentów - szukasz lekcji, pobierasz i odtwarzasz, tylko że życie rzeczywiste boli bardziej niż torrent. - Domyśliłam się tego pierwszy raz jak zobaczyłam Twoje umiejętności w czasie walki. To nie są techniki kogoś, kto uciekł dwa miesiące wcześniej z domu, bo miał kaprys zostania magiem, co w tych czasach jest nagminnym procederem jak zauważyłam - stwierdziła dość oschle, aby zaraz westchnąć i przełożyć sobie językiem lizak na drugą stronę ust. Była całkiem wykwalifikowana w mówieniu z czymś w ustach, chociaż dało się usłyszeć jakieś sylabowe potknięcia ze względu na dość sporą zawartość słodyczy w ustach. - Lata treningu od razu się da zauważyć. Początkujący zdecydowanie więcej pokazuje słabych punktów niż ktoś, kto w fachu siedzi niemal od pieluchy. Sama nie należę do idealnych wojowników, bo na poważnie uczę się od kiedy przybyłam do tego kraju, czyli... Około dziewięciu lat wstecz - przyznała dość szczerze, jednak więcej szczegółów nie wyjawiała. Nie miała zamiaru, toteż ucięła w tym momencie temat niemal od razu, jak tylko się zaczął. O walce lubiła rozmawiać chociaż była kompletnie wyalienowana, jednak dało się zauważyć, że ona nią żyje. Oddycha dzięki adrenalinie otrzymywanej dzięki walkom. Odżywia się energią, która wśród walczących wiruje i buzuje. Był to dla niej chleb powszedni, chociaż ostatnio się wycofała w chęci zadbania o swoją skórę.
- Szczerze? O nazwisko - rzuciła dość tajemniczo. Chociaż na konkurencji najpewniej przedstawiano ją jako Revy Delayne, nikt nie miał pojęcia o tym, że jest z Rokkaku - poszukiwanych magów o dość niejasnej przeszłości. Ona sama jej nie znała - i właśnie dążyła do odkrycia tejże. Z resztą - na całe szczęście, że nikt nie był w przebieralni kiedy Revy zmieniała swój strój na obecny. Wtedy każdy zauważyłby jej znamię na łopatce, tak charakterystyczne dla jej rodziny, chociaż dla każdego inne. Kula ognia przypominająca demona, a pod nią podpis "Rokkaku". Tak charakterystyczny, a jednak zapomniany element.
- A Ty? Poza swoimi... Nakama w gildii? - odbiła pytanie, aczkolwiek wręcz wypluła słowo "Nakama", samej go nie tolerując. Dla niej było niedorzeczne go, żeby walczyć... dla kogoś. Po co? I nie ważne, ile jej to będziesz tłumaczył - nie wbijesz do głowy, że to jest ważny aspekt. Nie zrobisz tego wobec samotniczki, która mogłaby nawet wbić sztylet w Twoje plecy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t569-revy-delayne


avatar
Sabertooth


Tytuł : Najciekawsza postać męska na forum
Liczba postów : 210
Dołączył/a : 05/06/2015
Wiek : 19
Skąd : Mazury cud natury

PisanieTemat: Re: Sala Bankietowa   22.02.16 12:52

Zabawnym było na jakiej przestrzeni wiekowej oscyluje osobowość pana Raion'a Shinkawy. Ma za sobą wiele wiosen, widział niejeden upadek wielkich ludzi i powstanie nowych bohaterów. Na jego oczach tworzyły się nowe historie i kończyły stare. Obserwował dorastanie swoich przyjaciół z przeszłości, niegdyś dzieci, dzisiaj zasilających szeregi starszego pokolenia. A jednak... obserwując siebie jakby nie dostrzegał żadnej zmiany. Charakter kształtował się, a raczej wciąż kształtuje, nie wraz z upływem czasu, a dobudowując sobie kolejne cegiełki doświadczenia. Choć nie zatrzymywał się w jednym punkcie, a odważnie parł na przód, wydawałoby się, że jest wciąż tym samym chłopcem, który dorastał w całkowicie odmiennym społeczeństwie niż to, w którym się obecnie znajdował. Wydawałoby się, że nie tylko pozostawał zewnętrznie wciąż młodzieńcem sprzed lat, ale zachowywał w sobie również osobowość z tamtego okresu.
Może dlatego swobodnie czuł się zarówno w świecie dzieci, jak i dorosłych?
Urocza Eiryls wciąż przykuwała jego uwagę, chociaż dzieląca ich granica pokoleń była olbrzymia.
Czy aby na pewno?
Ma w sobie ciekawy pogląd o zrównoważeniu każdej istoty żyjącej na Ziemi. Nie zwracał uwagi na pozycję, wartości, charakter... a nawet na wiek. W każdym widział jedynie... człowieka. Jedyną dzielącą ich granicą była płeć... ale wciąż istniały jedynie dwie grupy - męska i damska. Okej... staruszkowie posiadali własną, ale mniejsza z tym.
Nie czuł się więc dziwnie angażując się w rozmowę z kimś teoretycznie o wiele młodszym od siebie. Ba, zdawał się nie dostrzegać tej granicy. I samemu zachowywać się, jakby wciąż mógł o sobie mówić dzieciaku...
i z pewnością nie zrobiłby błędu, gdyby tak siebie określił.
Jasne... chyba rozumiem.
Tymi słowami wyrwał się z zadumy rozmyślania nad własną naturą. Powrócił na ziemię, zdając sobie sprawę, że dziewczyna wróciła i usiadła przy nim... robiąc śmieszne, skwaszone miny... które bądź co bądź rozbawiły chłopaka do tego stopnia, że obojętność zniknęła z jego twarzy, ustępując przyjaznemu spojrzeniu i nieschodzącemu uśmiechowi.
Nie sięgał już po kolejny kieliszek. Chociaż bywało, że lubił popić sobie zdecydowanie więcej, to tego dnia wcale nie odczuwał takiej potrzeby. Zamiast tego upijał się co raz to słodszymi pozami swojej rozmówczyni, która tym razem oblała się rumieńcem i usadowiła na krzesełku, obejmując kolana i spoglądając kątem oka na... ponownie zmieszanego Raion'a.
No... ehmmm... więc, ja...
Starał się coś odpowiedzieć, ale język plątał mu się gorzej niż po solidnej dawce alkoholu. Także nieśmiało spoglądał na dziewczyną, przewracając oczami po sali. W końcu jednak skierował spojrzenie w jej stronę i wziąwszy głęboki oddech, dosyć cicho, ale równocześnie słyszalnie oznajmił:
... chciałem zobaczyć, czy naprawdę jesteś tak słodka, czy tylko na taką wyglądasz!
I momentalnie się zaczerwienił, zwracając oczy w odmiennym kierunku. Znowu nie panował, nad tym co plecie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t938-raion#8413


avatar
Fairy Tail


Liczba postów : 344
Dołączył/a : 30/03/2015

PisanieTemat: Re: Sala Bankietowa   22.02.16 14:10

Szkoda, że dzisiaj Norie nie miała ze sobą swojej torby z pluszową Erzą oraz słodyczami. Revy najwyraźniej lubiła lizaki, a chyba jakieś słodycze w tej formie Nornica zwykle miała. Pytacie czemu paladyn ma ze sobą słodycze? Kiedy spotka się płaczące dziecko zawsze lepiej dać mu lizaka na pocieszenie, a potem iść walczyć z wielkim potworem. Taki już spokojniejszy dzieciak może na swojego wybawcę patrzyć jak na prawdziwego bohatera! Nie jakiś tam Saitama, a właśnie miecznik (również nie ryba) walczący każdego dnia za sprawiedliwość. Nie oczekuje chwały za bycie bohaterem, a robi to tylko by upodobnić się do swojej idolki, mało tego przewyższyć ją o ile już tego nie zrobiła. Oczywiście, że nie zrobiła! Nie ma takiej opcji, jeszcze nie teraz. Chwilowo nawet nie była magiem S, ale sądząc po awansie jaki nastąpił przez parę miesięcy stażu w gildii być może da radę niebawem wziąć udział w egzaminie na maga klasy S.
- Mówisz o tym od zielonego ognia? Był zbyt pewny siebie i popełnił pewien błąd. Próbował odskoczyć zamiast wskoczyć we mnie. Tak z powodu poważnych ran bym nie zdążyła zareagować i pewnie by wygrał walkę. Zresztą… widać, że teraz jest tak samo pewny siebie – skomentowała odnośnie tamtej walki na arenie. Ze swojej perspektywy widziała opcje, które mógł Iwaru wykorzystać by wygrać tamto starcie. Było ich rzecz jasna parę, ale najprostsze zawsze były najlepszymi przy których można było zepsuć jak najmniej. Gdyby wskoczył w nią i zaatakował, wtedy najpewniej nie zdążyłaby zareagować, a walka by się skończyła dosyć szybko. Również widziała walkę Zina czy też ujeżdżanie Vulcana, za które się zabrała Revy. Po prostu obejrzała na lacrymie powtórkę tamtego momentu. Każdy sposób był dobry tak naprawdę, oni zrobili to tak, a ona miała pojedynek siłowy z minotaurem. Praktycznie jak Kolt kowboj na rodeo.
- Hehe dziękuję. Też świetnie walczysz. Swoją drogą… wiedziałaś, że mistrz zawsze mi mówił o tym jak bardzo nie powinnam używać magii? Jego magia jest bardzo podobna do mojej, gdyż oboje używamy Bringera. Różnimy się tylko rodzajem energii, ale możliwości mamy dosyć podobne. Zawsze mnie uczył, by własne umiejętności przedkładać nad magię, gdyż ona jest tylko elementem wsparcia. Gdyby nagle w Fiore została zablokowana magia, całkiem spory procent magów byłby bezbronny z powodu braku obeznania z rzemiosłem wojennym. Chyba tym właśnie się kierował oraz tym, że nasza magia zawsze bardzo obciążała ciało – powiedziała przy okazji najpewniej wyjawiając jedną ze swoich słabości. Wiedziała już czemu Norie chciała zawsze skończyć walkę jak najszybciej. Ona po prostu nie mogła wykorzystywać swojej magii tak długo jak by sobie tego życzyła, bo kiedyś zwyczajnie padnie ze zmęczenia. Widziała tą pasję jaką emanowała Revy podczas starcia. W tym punkcie obie dziewczyny były bardzo podobne, chociaż Norie nie żyła tylko z nich. Owszem lubiła sparingi i walki, które urozmaicały jej żywot, ale mogła wytrzymać bez nich jeden dzień.
- Musi być dla Ciebie bardzo ważne – skomentowała. W sumie nie wiedziała czemu Delayne jest tak bardzo ważne, ale może to kwestie rodzinne. Amanohokosaka w teorii miała w sobie tą nutkę szlachetności czy rycerskości, ale nie walczyła za samo nazwisko, a osoby je noszące. Nazwisko było tylko zbiorem sylab, niczym ważnym. Liczyło się tak naprawdę bezpieczeństwo nim naznaczonych i nic więcej.
- Poza nakama? Mam jeszcze rodziców i ludzi, którym stała się krzywda. Chcę ich bronić, ulżyć jakoś w cierpieniu, ale taka już jestem. Jeśli chodzi o kogoś specjalnego to poza wymienionymi nie mam… - powiedziała Norie po czym oparła się swoim ramieniem o ramię Revy i uśmiechnęła się do niej – Podobał Ci się nasz pokaz na arenie? – zapytała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t645-azure-maiden-skonczone?nid=2#53


avatar
Blue Pegasus


Liczba postów : 271
Dołączył/a : 24/06/2015
Skąd : Mroźne krainy północy

PisanieTemat: Re: Sala Bankietowa   23.02.16 0:28

Eirlys z pewnością z tego balu naprawdę wiele zapamięta. I nie był to negatywny związek wyrazowy! O nie! On był zupełnie pozytywny! Mimo pewnej niechęci po tym, co powiedziała Mistrzyni, przyszła i bawi się dobrze! Poznała parę fajnych osób, kogoś obraziła (wzrok na Mao) zupełnie dziecinnymi - typowymi jak na jej wiek w sumie - komentarzami, a do tego mogła popatrzeć, jak jej towarzyszkę z gildii porywa jakaś emo panienka. No dobra, to nie było zbyt miłe, to samo to, jak Fu się spłoszyła przez stół. Ale teraz siedziała tutaj, przy Raionie i kątem oka zauważała kompletnie sprutego Iwaru leżącego na ziemi. Co mu było? Cholera, może trzeba mu resuscytacji? A nie, on tylko śmierdzi alkoholem, a ona mimo takiego wieku już wiedziała doskonale, co to oznacza. Takiego już nie obudzisz, chyba że chcesz albo burdę, albo super nieogarniętego człowieka.
- S-słucham? - niemal natychmiast z tego zamyślenia na temat Iwaru wyrwał ją głos swojego rozmówcy, Raiona. Momentalnie odwróciła w jego stronę głowę, otworzyła szerzej oczy i przełknęła ślinę. Rumieniec, który wpełzł na jej twarz jakiś czas temu stał się jeszcze bardziej szkarłatny, aż można by pomyśleć, że dostała temperatury. Nic z tych rzeczy - skoro się nie rozebrała to znaczy, że temperatura była w porządku. A może tylko udawała dla Mistrzyni? Eee, nie wiem. Nawet ja nie wnikam w psychikę grafika psychikę Eirlys.
- N..naprawdę? Wow... a ja myślałam, że to forma nagrody! I co... jestem słodka? - zbliżyła się do niego nieznacznie, wychylając się do przodu i opierając rękoma o krawędź krzesła, na którym siedziała. Rumieniec zniknął i zastąpiony został ogromną dozą ciekawości, wpatrywała się w blondyna jak w malowany obrazek.
- To miło z Twojej strony! Aaa może zmienimy na moment temat? - zaproponowała, przechylając z urokiem główkę na bok. - Jesteś... w Sabertooth, dobrze myślę? Jak tam jest? Tak, jak mówią, w sensie surowo? Mistrzyni jest surowa czy tak nie bardzo? -zapytała po chwili, aby zaraz spojrzeć na sok. Aż zacisnęła usta w cieniutką kreskę na myśl konfrontacji z napojem o smaku pomarańczowym, mając na sobie buffa w postaci smaku miętowego w ustach. Był to niczym boss o poziomie 99, kiedy ona sama miała może z 42. Zaraz jednak wzięła tę szklankę w drżącą dłoń, atakowała ją piorunami z oczu o współczynniku szybkości równym 3.0, jednak pod wpływem presji wzięła i wypiła całość na raz. A reakcja mogła być tylko jedna: głośne "blee" z wystawieniem języka i skrzywieniem na twarzy. Na całe szczęście - nie zwymiotowała, ale bossa pokonała!
- Bu... przepraszam! Nigdy więcej nie piję soku pomarańczowego po umyciu zębów! Obiecuję! - powiedziała to tak, jakby mówiła swojej mamie czy tacie, że nigdy więcej nie będzie bawiła się drzwiczkami od szafki, które właśnie przypadkiem przez taką zabawę wyrwała z zawiasów. Bo się zachciało bawić w małpę w kuchni. Jednak Raion, chociaż był w wieku jego ojca, jeszcze chyba nie miał okazji posłuchać, aby ktoś go przepraszał w takim samym tonie, jakby przepraszał rodzica, czyż nie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t986-eirlys-solomon


avatar
Mermaid Heel


Tytuł : Portret Mermaid Heel
Liczba postów : 380
Dołączył/a : 13/03/2015
Skąd : "Morroc"

PisanieTemat: Re: Sala Bankietowa   23.02.16 1:54

Delayne ewidentnie nie należała do fanatyków cukierków, jak podejrzewała Norka. Zjadanie tych lizaków był dla niej przymusem do życia, dość dziwnym wymogiem ze względu na ostatnie wydarzenia. Nikt nie spodziewał się bowiem, że skończy jako panienka na posyłki jakiejś szychy związanej z przemysłem narkotykowym. Takiej, jak jej tam.. A kij z tym - miała cukierka na patyku, a sensem tej wypowiedzi miało być to, że jej cukierki nie są potrzebne do życia, bo i po co. Jeszcze nabawi się cukrzycy i tyle z tego. A deska z cukrzycą to złe połączenie.
- Dlatego preferuję walkę wręcz. Nawet nie potrzebuję swojej magii żeby dobrze walczyć. Ci, którzy polegają tylko na niej we wspomnianym przez Ciebie przypadku, nie będą mogli nic zrobić. Tak skończą magowie przywołania, magowie żywiołów nieumiejący się posłużyć bronią czy użyć mięśni, nawet Take-Overzy mogą mieć problemy z walką bez magii. Jednak wystarczy mieć jedną wybraną dziedzinę, którą można się kierować, wystarczy tylko go dopasować pod siebie. Ucząc się nie używać magii w walce uczymy się walczyć w krytycznych warunkach - powiedziała dość spokojnym głosem, aby ostatecznie ułożyć się płasko na dachu, czyli się po prostu położyła, przekładając sobie lizaka ze strony na stronę. Było to w pełni logiczne, co widać było po jej sposobie na małpę. Nie używała w niej praktycznie w ogóle magii, bo wiedziała, jak to załatwić. Po co komu umiejętności magiczne kiedy można skorzystać po prostu ze swoich wyuczonych, niemagicznych zdolności?
- Każda magia oddziałuje na użytkownika, jednak w różnym stopniu. Nawet moja - stwierdziła dość oschle, zamykając oczy. Wyglądała przez dłuższą chwilę tak, jakby spała, jednakże tak oczywiście nie było. Kto wie, czy ten pijany zboczeniec przypadkiem znowu nie stwierdzi, że tu przyjdzie i jeszcze nie daj boże ją okradnie czy zrobi coś gorszego? Okradnie ją z czegoś gorszego niż Nornica próbująca ją obronić przed złym zboczeńcem, albo raczej próbująca obronić zboczeńca przed wściekłością Delayne?
Właśnie, Delayne. To nazwisko dla niej było... koniecznością, kolejną już z resztą. Była to dla niej podstawa do przetrwania w tym świecie, gdzie najpewniej Rokkaku byli na granicy życia i śmierci. Delayne oznaczało coś koło anioła, ale teraz nie była pewna, aczkolwiek ono było kompletnie... nieadekwatne do niej samej. Nie była aniołem, który mógłby obronić rodzinę czy kogoś innego - na to było za późno.
- Ha, Ty przynajmniej masz, do kogo wrócić - rzuciła zupełnie poważnie, nie drążąc dalej tematu wiedząc, że skończy się to na wypytywaniu o jej przeszłość. Chyba, że Nornica była poważna i stała w obietnicach i chociaż mówiła wcześniej, że poczeka, zrobi to i nie będzie niepotrzebnie się wypytywała o coś, co i tak nie da jej żadnej odpowiedzi. - Szczerze? Był nudny. Jedyne, co mi się podobało to fakt, że każde z was reprezentowało inną gildię. I tyle. Lamia Scale też się nie popisało, bo jakiś idiota wysłał sześć osób niezgranych ze sobą na konkurencję, która wymaga zgrania. Nawet Sabertooth się zgrało jakoś - burknęła ze wściekłością.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t569-revy-delayne


avatar
Fairy Tail


Liczba postów : 344
Dołączył/a : 30/03/2015

PisanieTemat: Re: Sala Bankietowa   23.02.16 2:21

Amanohokosaka nie była ekspertem w walce wręcz dlatego nie mogła nigdy wcześniej zwrócić uwagę Revy na to jak źle wykonywane są jej ciosy. Nie chodziło o to, że nie wkładała w nie siły, a po prostu nie były wykonane poprawnie technicznie, ale shhhh, paladyn która walczy mieczykiem cały czas nie wie o tym i raczej się nie dowie, chociaż na arenie widziała, że jej ruchy były zupełnie inne niż te, które miał Shun. Mogło to być podstawą do sądzenia, że albo mają zupełnie inne style walki albo ktoś walczyłby lepiej. Nie żeby kogoś faworyzowała ale wydawało jej się, że wróżek… jak się odmienia wróżka w wersji męskiej? Chyba właśnie wróżek, a z resztą i tak wiadomo o co chodzi, że być może tamten byłby sprawniejszy w walce.
Z jednej strony Nornica cieszyła się, że nie włada żywiołem chociaż sądząc po jej konstruktach i tym jak wygląda sama energia mogliby jej zarzucić, że jest magiem make niebieskiego ognia. Z grubsza każdy jej konstrukt wyglądał jakby został utkany z niebieskich płomieni, chociaż to wcale nie był ogień. Energia miała w jej przypadku po prostu taki, a nie inny kształt i kolor, a na to raczej nie mogłaby wpłynąć. Tak jej się wydawało rzecz jasna, bo autor tej magii ma w zanadrzu parę wyjaśnień dlaczego mogłaby zmienić chociażby kolor.
Słyszała o tym, że magowie Take Over mogą stracić nad sobą panowanie, ale jeszcze nigdy nie miała okazji tego ujrzeć na własne oczy. Czy wtedy taki mag zachowywał się jak zwykłe zwierzę? A może miał w sobie jeszcze trochę rozsądku? Nie wyobrażała sobie tej Revy, która teraz obok niej leży jak gdyby nigdy nic i z zamkniętymi oczyma odpoczywa. Czy jej zaufała do tego stopnia, że zielonowłosa postanowiła się zdrzemnąć przy Norie? Delayne wyglądała naprawdę spokojnie i uroczo kiedy tak sobie leżała obok Nornicy. Nie powinno się chyba takiej drzemki zakłócać, a wystarczyłoby wziąć aparat i zrobić parę zdjęć do albumu stalkera czy innej Juvi.
Wypowiedź jej towarzyski skierowała paladyn na nieco inne tory (nerf). Czyżby tamta była tak źle nastawiona do życia z powodu utraty bliskich? Jeśli to było bezpośrednio przyczyną to Norie wiedziała dlaczego nie należy o to wypytywać. Otworzyłaby tylko ranę, która gdzieś tam na dnie serca zielonowłosej pewnie jest. Nawet jej obiecała, że poczeka aż tamta będzie chciała powiedzieć. Stała w obietnicach jak to paladyn, bo cóż to za rycerz który łamie dane słowo? Jakiś kijowy Arthas co najwyżej.
Oczywiście wysłuchała krytyki, którą drużyna otrzymała. W sumie ten plan Norie skręcała na bieżąco, a ekspertką od kwestii estetycznych nie była. Wtedy zdawała się na przyjaciół, którzy jej doradzali jak powinna to wcielić w życie. Można powiedzieć, że przez takie doświadczenie i bycie liderką drużyny mogła dostrzec jak ciężkie może być przyszłe zakładanie własnej Szkoły Rycerskiej im. Erzy Scarlet. No co? W końcu jakoś paladyn musi oddać hołd swojej idolce!
- Ja zostałam wybrana na reprezentantkę grupy. Nigdy nie byłam dobra w sprawach estetycznych, dlatego musiałam się zdać na resztę w tej kwestii. Ja tylko rzuciłam pomysłem, chociaż z drugiej strony pewnie podobnie to wyglądało wśród innych – powiedziała i lekko nachyliła się nad Revy, nie był to yuri test a raczej zwykłe nachylenie się – Mnie największą przyjemność osobiście sprawił sam lot. To było pierwsze moje użycie tego smoka i nie myślałam, że mogę go animować w tak wielu egzemplarzach. Latanie było cudowne – powiedziała spokojnym głosem i wróciła do zerkania w niebo – Kiedyś… chciałabym rozwinąć tą magię i wzbić się wysoko w przestworza! Niczym ptak czy nawet smok – rozmarzyła się Nornica tutaj nieco, nie spodziewając się inkwizycyjnego ulepszenia zaklęcia, które niebawem miało się zdarzyć. Za chwile znowu spojrzała na zielonowłosą i złapała ją za rękę.
- Revy... polatasz ze mną? - zapytała głosem słodkiej istotki i zrobiła oczka szczeniaczka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t645-azure-maiden-skonczone?nid=2#53


avatar
Sabertooth


Tytuł : Portret Sabertooth
Liczba postów : 561
Dołączył/a : 03/11/2015
Wiek : 25
Skąd : Biała Podlaska

PisanieTemat: Re: Sala Bankietowa   23.02.16 12:20

Stojąc tak przy stole gęsto zastawionym alkoholami Zin nie mógł się zdecydować na co ma paść jego wybór, dłuższą, naaaaaaprawdę dłuższą chwilę zastanawiał się. Gdy w pewnym momencie z zadumy wyrwał go znajomy głos. Obracając się flegmatycznie przez ramie dojrzał wysokiego blondaska ze swojej gildii. Nie ukrywając jeśli miałby tu spędzić czas sam to Kolt mu ratował tyłek w pewien sposób. Ucieszył się, że go zobaczył, szczególnie, że miał w ręku gotowe szklanki, których tutaj na stole dojrzeć nie mógł. -Jak się masz Kolt? Poskładali, nie dużo tego było. Odparł z delikatnym uśmiechem odbierając szklankę towarzysza z gildii, zarazem sięgając po 20 letnią butelkę szlachetnego trunku. -To samo? Pokazał wyniośle na wysokości głowy brązową butelkę ze złotym płynem w środku. W tym samym czasie gwar, który dochodził z sali delikatnie zagłuszał rozmowę dwóch Kotków harcujących przy swoim stole. Latające stoły, uderzenia w twarz i inne..
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t1254-zin-nazaka
Sponsored content





PisanieTemat: Re: Sala Bankietowa   

Powrót do góry Go down
 
Sala Bankietowa
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 5Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next
 Similar topics
-
» Mała sala bankietowa
» Sala Bankietowa
» Sala Wejściowa
» Sala lustrzana
» Sala Przyszłości

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Fairy Tail New Generation :: Eventy :: Archiwum Eventów :: Wielkie Igrzyska Magiczne-
RadioAoi.plHalo PBFPBF ToplistaI love PBFPBF Toplista~**~.: ANIME TOP100 :.Najlepsze strony o Anime i Mandze w necie