IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Wioska

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next
AutorWiadomość


avatar
Ranga Specjalna


Liczba postów : 614
Dołączył/a : 04/11/2014

PisanieTemat: Wioska   23.12.14 1:58

First topic message reminder :

Cóż... Wioska jak każda inna. Wprawdzie od innych ta różni się tym że jest trochę zniszczona. Głównie przez magów, ale gdyby to tylko atak zniszczył wioskę to prawdopodobnie była odbudowana. To pewnie choroby jej mieszkańców, bieda i inne czynniki sprawiły że wioska dalej jest zniszczona. Średnio co drugi dom jest bez dachu, ściany, czy cały w rozsypce. Pozostałe zaś dopiero się sypią, ale wyglądają na to że ktoś jeszcze w nich mieszka. Sam układ wioski wygląda następująca. Idzie sobie taka polna ścieżka, a po jej obu stronach domy. I ciągnie się tak. Łącznie jest tutaj około 20 domów. I zniszczonych, i tych które się niszczą. Gdzieś po środku znajduje się karczma, ale za bardzo się od innych nie wyróżnia. Krótko mówiąc, zwyczajna wiocha.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com

AutorWiadomość
Gość





PisanieTemat: Re: Wioska   09.04.15 15:45

Shao

Karczmarz rozważył słowa Shao, nie patrząc nawet na jego pieniądze. W końcu gdyby zależało mu na drobniakach, to pewnie wyniósłby się z tej wioski już dawno temu. W tak malutkiej mieścinie jak ta zarobki oberżysty musiały być bardzo, bardzo niewielkie. Pewnie miałby więcej szczęścia żebrząc w Erze.
- Ach, tak, to coś co nasz jaśniepan szlachcic by powiedział. Rozejrzyj się pan trochę po wiosce, co? Widziałeś tam pan jakieś pola, co by można było na nich zepsuć plony? Raczej pan nie widziałeś. To miejsce to zapomniana przez bogów mieścina. Utrzymujemy się tutaj tylko z polowania, rozumiesz pan. Co jest właściwie nielegalne, odkąd nasz miłościwy i dobrotliwy - ostatnie słowa karczmarz wypowiedział z niejaką pogardą - pan to zabronił. Bo przecie jedyną osobą, jaka może polować na ziemiach, jest jaśniepan, w dupę kopany. Znaczy, tak było, ale teraz już i jemu nie wolno polować, bo panienka Selina zakazała. Która jest, rozumiesz pan, czarownicą.
Karczmarz splunął na bok i traf chciał, że ślina poleciała prosto do kufla, który przed chwilą odstawił. Nie wyglądał na przejętego tym faktem.
- Oczywiście nasz jaśniepan, psia jego mać, pewnie uważa, że my, prosty lud, jesteśmy tak samo uciśnięci jak on. Ale nam, rozumiesz pan, polować w lesie wolno, gdyż panienka Selina rozumie, że głód i rozrywka to dwie różne rzeczy, dlatego nie widzi problemu, jeśli raz na jakiś czas ubijemy jelonka - powiedział. Mężczyzna wyrażał się z większym szacunkiem o czarownicy niż o swoim panu, co mogło dać do myślenia.
Więc tak se myślę, panie słońce, że zostałeś pan tu wysłany nie jako rycerz czy ten on inny, a jako skrytobójca. Jak się pan z tym czujesz? - gorzki i cyniczny śmiech starszego mężczyzny jaki zabrzmiał po tej kwestii nie miał w sobie ani grama wesołości. Gdy już się skończył, karczmarz otarł usta i powiedział:
- No, ale po prawdzie, nie wszystkie nasze wiedźmy są miłe. Panienka Selina to jedno, ale pani Abigail potrafi człowiekowi klątwą przyłożyć jak jej podpadniesz. Jak raz złym okiem trafiła jednego drwala, to miesiąc później złamał nogę na ślizgawce! Za nią pewnie nikt by nie tęsknił. To płacisz pan?

Marika Bernarud
Miejsce: polanka na zachód od wioski

- Miau - odparł sarkastycznie czarny kocur. Marika zwyczajnie potrafiła zrozumieć te zwierzęta. Właściwie instynktownie pojęła, że faktycznie go zrozumiała. Kot nie miauknął. On powiedział „miau”.
- Mru mru mru - dodał kręcąc głową. Marika dobrze znała koty i wiedziała, że nie powinny się tak zachowywać. Przez chwilę trudno jej było ustalić czy zwierzę używa mowy ludzkiej czy kociej. Jej instynkt mówił, że odpowiedź leży gdzieś pośrodku. Za dziewczyną, która zdecydowała się wyjść jednak na polankę, coś trzasnęło. Szybki rzut oka za siebie ukazał jej dużego, dobrze wykarmionego jelenia z pełnym porożem. Obok niego stał wilk. Gdzieś z krzaków wykicała para królików. Nagle na drzewa sfrunęły ptaki. Gdzieś w trawie brzmiała sugestia pełzającego węża. Coraz więcej fauny wychodziło z różnych miejsc. To co uderzyło Marikę to cisza. Jedyne odgłosy jakie wydawały z siebie te nienaturalnie spokojne i skupione na niej stworzenia to te towarzyszące oddychaniu. Nie wiedzieć kiedy między zwierzętami znalazła się też kobieta. Na pierwszy rzut oka wyglądała na około trzydziestu kilku lat, jednak co zaskakujące w tej dziczy i blisko zapomnianej przez wszystkich wiochy, czas był dla niej bardzo łaskawy. Jej długie, brązowe włosy spływały falami aż do łopatek. Przyozdobiono je całą masą piór różnych ptaków, głównie drapieżnych. Nosiła prostą, szarą tunikę wieśniaczki, nieco podartą w kilku miejscach, jednak relatywnie czystą. Nie miała na sobie grama makijażu i oczywiste było, że nie ma dostępu do cudów cywilizacji takich jak odżywki do włosów czy perfumy. Mimo wszystko jak na chodzący wizerunek „wiedźmy z lasu” wyglądała na zadbaną. Na szyi miała wisiorek z dużym, białobrązowym piórem. Marika rozpoznała jego poprzedniego właściciela jako jastrzębia, ale mogła się mylić. Nie nosiła butów, ale i nie musiała. Siedziała swobodnie na sporym łosiu, którego – według wiedzy kociego maga – być tu nie powinno.
- Musisz wybaczyć mojemu kotu, dziewczynko z miasta - powiedziała sennym, swobodnym głosem.
- Zwykle nie ma nastroju do rozmów, więc udaje głupiego - dodała z lekkim uśmiechem. Marika zauważyła, że nie tylko ma wszystkie zęby, ale są one tez relatywnie białe.

White Fox
Miejsce: las na zachód od wioski

Podczas swoich łowów Biały Lis miał okazję spędzić wiele czasu w lesie. W końcu ogromna liczba tych biednych zwierząt, które z takim entuzjazmem ścigał i wybijał żyła właśnie w puszczach, kniejach, zagajnikach, na bagnach i temu podobnych miejscach. Właśnie dlatego można było powiedzieć, że wchodzący między drzewa łowca miał spore doświadczenie jeśli chodzi o sztywne, pokryte korą zielsko, które można właściwie zaliczyć do gloryfikowanego drewna na opał. Życiowe doświadczenia nauczyły próbującego podążać za Mariką maga wielu rzeczy. Jedną z nich było następujące. Drzewa nie powinny się na niego patrzeć. Człowiek może przeżyć wiele lat zanim coś podobnego przyjdzie mu do głowy. Czasem nawet uda mu się umrzeć bez rozważania tego problemu. Fox miał mniej szczęścia. Skąd u niego pojawiło się takie – jak ktoś mógłby zauważyć – oczywiste spostrzeżenie? Otóż młody mag był właśnie obserwowany. Przez, no cóż, drzewo. Marika przebiegając obok niego niczego nie zauważyła. Być może jeszcze go tam nie było. Być może była zbyt skupiona na łapaniu futrzaka. Właściwie Fox też niczego by nie zauważył. W końcu, jak to się mówi, gdy chcesz ukryć drzewo i w ogóle, prawda? Problem polegał na tym, że większość z nich tak świetnie się kamufluje w głuszy, gdyż nie posiada wielkich, jarzących się ciepłym, złocistym światłem ślepi i ust. No i to konkretne drzewo wyraźnie nie postarało się, gdyż mierzyło jedynie półtora metra wzwyż. Rekompensowało tę drobną niedogodność faktem, że posiadało kończyny uformowane z gałęzi. Jego stopy i niezgrabne dłonie wydawały się o wiele za duże jak na człowieka. Dobrze zatem, że to co spotkał White Fox było drzewem. Och tak. Drzewa nie powinny też mówić.
- Człowiek mag? - zapytało drzewo dziwnym głosem, który bardziej przypominał szum drzew i trzaskanie płomieni w ognisku niż jakąkolwiek mowę. Niezależnie jednak od brzmienia i skojarzeń, mag zrozumiał każde słowo. Obleciał go przy tym instynktowny strach, który pomógł rodzajowi ludzkiemu wyewoluować.

Garvan Ugar
Miejsce: las na północ od wioski

Garvan mógł być z siebie dumny. Z powodzeniem zastraszył bogu ducha winnego wieśniaka, który już teraz wyglądał jak siedem nieszczęść. Zaraz potem jego mózg o niezbyt wielkich zdolnościach kalkulacyjnych połączył ze sobą kilka kropek.
- Ach, pan jesteś od naszego szlachciury - tak, na wieśniaka ewidentnie spłynęło zrozumienie. - Nie wydaje mnie się, żeby ktokolwiek panu pomógł - powiedział. W jego głosie brzmiał nowo nabyty szacunek zabarwiony strachem. Głównie przed siekierą, ale też i samym Garvanem. Jak owieczka dał się prowadzić w głąb lasu.
- No więc, proszę pana, faktycznie, może i czarownica czy dwie u nas są. Ale, psze pana, one ino złe nie są. Właściwie to nie narzucajo się nikomu, żyjom sobie w krzakach,a  jak kto ma problem jaki, jak choroba jakiegoś spaskudnego złapio, do idą do nich i za może drobną łopłatą sobie mu pomogom. Stary szlachcic nie lubi ich ićko, bo polować nie może, bo zaklinaczka zabrania, a to jego jest lasek, no to żem też bym się proszę pana zdenerwował. Ale - wieśniakowi strach i stres łatwo rozplątywały język. Pewnie też był jednym z tych gadatliwych pijaków. Mężczyzna pocił się obficie przemierzając las.
- ale ogólnie rzecz ujmując, proszę pana, łone szkodzom tylko jemu szlachciurze, on nami się nieprzejmuje ani troszeczbinkę, więc jakby mnie kto pytał, to dla mnie z całym szacunkiem oczywiście, żadnych dziwodziejek tu nie znajdziesz - zakończył ocierając bandażem czoło. Po chwili przez jego twarz przemknął wyraz udręki jaki pokazuje się czasem u pewnego rodzaju ludzi, gdy próbują myśleć o czymś bardziej skomplikowanym niż następny posiłek.
- Ale cosik jestem pewien, że stary szlachciura myśloł sobie, że my tu cierpimy, bo w końcu was przysłał. Przecież nie zrobiłby takiego rozkazu, jakoby wiedział, że one pożyteczne dla uciskanego luda są.
Powrót do góry Go down
Gość





PisanieTemat: Re: Wioska   09.04.15 18:27

- Selina, a reszta... - wtrącił w między czasie - Abigail... powinny być jeszcze dwie, albo jedna przynajmniej - wycenił

Po pewnym czasie, bez względu czy udało mu się rozmówcę pociągnąć za język, zapytał:
- To może jaśnie panna Selina pomocy potrzebuje, co do ochrony słusznej sprawy, albo wyeliminowania złej konkurencji? - wprawdzie Shao nie był obrońcą sprawiedliwości, Paladynem, Inkwizytorem, Łowcą Nagród, ani nikim tego typu... Był kucharzem, który przez przypadek otrzymał magiczny dar, jakiego nie potrafił nawet dobrze kontrolować. Czy przystoi mu decydować o losach świata i wpływach politycznych wielkiej wagi? Przyjemności z opowiadania się po którejkolwiek ze stron i tak by nie odczuł, jednak skoro już wplątał się w tę intrygę, to przynajmniej spróbuje ją zrozumieć do końca, zanim wybierze, co właściwie powinien zrobić.

- Hm... a jak nie zapłacę to spotka mnie gniew wiedźmy? - zapytał z ciekawości, gdy monety brzdękały spadając do wnętrza sakiewki. Chciał sprowokować wydarzenia, tak, aby jak najszybciej spotkać się z którąkolwiek z czarownic.

W dalszej części rozmowy, wstał i kierując się do wyjścia, przystanął nagle. Uniósł do góry ramię, tak, że rękaw od magicznego uniformu opadł pod wpływem grawitacji. Następnie dłoń zacisnęła się w pięść, po czym zmieniła się w żarzącą się skałę.
- W roli wyjaśnień: nie interesuje mnie, czy polujecie, czy nie. Mam znaleźć wiedźmy. Nie powiedziano mi, ile. Nie powiedziano mi, gdzie. Więc ten, który mnie wysłał, przekonany będzie o rozwiązaniu problemu, gdy usłyszy, że wyeliminowałem, powiedzmy, trzy - zaś o istnieniu czwartej się nie dowie, gdyż mogę udawać, jakbym o takiej nigdzie tu nie słyszał. Nie przybyłem aby siać sprawiedliwość, czy ciemiężyć was wobec władcy. Moją rolą jest zrobić coś, czym później przekonam waszego pana, że problem już przestał istnieć.

-----------
3000 - 300 (dłoń żywiołaka magmy) = 2700
Powrót do góry Go down


avatar
Fairy Tail


Liczba postów : 42
Dołączył/a : 16/03/2015
Wiek : 20

PisanieTemat: Re: Wioska   09.04.15 18:55

Zamrugała kilka razy oczami. Powiedziała coś nie tak? A może straciła moce? Wszystko wokół tej wioski było dziwaczne, panienka Bernarud powątpiewała już w samą siebie. Przemyślenia egzystencjalne zawieruszyły jej głowę. Kot, który jej nie zrozumiał, kot który nie chce z nią rozmawiać. Przecież tu można zajść na zawał!
Halo, halo policja? Nie, na takie warunki zlecenia Marika się godziła, chciała chociaż porozmawiać z kocurem, a tu kicha! Nagla, bah! Na polanie pojawiło się niezwyczajnie dużo zwierząt, aż różowowłosej oczka zalśniły. To nie był wzrok kłusownika, ale prawdziwego fascynata światem przyrody. Dawno nie otaczała ją taka gromadka wszystkiego. Węże, ptaki, łosie, wilki, jeżeli to miał być jej  najgorszy i zarazem najlepszy dzień w życiu to komuś zaprojektowanie tego zdarzenia się udało.
- Piękna... - skwitowała, tylko Marika gdy zobaczyła kobietę na łosiu. Taka stara, a taka piękna. Lekko zmrużyła oczy, żeby skupić się na najważniejszych szczegółach i szczególikach. Niektóre rzeczy wydały się jej całkiem oczywiste. Kobieta musiała prawdziwie opiekować się tymi zwierzętami, że były jej tak oddane. Bernarud zrobiło się ciepło na sercu, uniosła lekko kąciki ust.
- Nie jestem żadną dziewczynką z miasta - oburzyła się Marika, nadęła poliki - jestem kotem, własnością Pixela, a nie jakąś tam dziewczyną z miasta.
Mówiła wszystko pewnym siebie głosem. Wypięła pierś przed siebie. Całe to wyrażenie odebrała jak obelgę. Czasem Marika była nieśmiałą osóbką, jednak przy tylu zwierzętach nie śmiałaby pokazać choćby najmniejszej słabości. Doskonale rozumiała to, że te zwierzęta mogą okazać się jej wrogami.
- Spokojnie, nie musisz przepraszać za swojego kota - zamilkła na chwilę - jest powód, dla którego ten kot mnie tutaj sprowadził? Nie chciałam być nieuprzejma, tylko po prostu zastanawiałam się, czy to zwyczajny przypadek, czy coś nadzwyczajnego...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t1793-chaqueta#22506
Gość





PisanieTemat: Re: Wioska   09.04.15 21:19

Idąc tak przez las, po chwili chłopak mógł się zastanowić. Gdzie mogła pójść Marika, w sumie to nie wiadomo. Koty łażą różnymi ścieżkami, ciężko będzie ją wytropić. No ale trzeba to zrobić jak najszybciej, możliwe że zagraża jej jakieś niebezpieczeństwo..
Chłopak na chwilę stanął w miejscu, po czym zastanawiając się nad sobą spojrzał do przodu.
- Tylko czy jej by tak samo zależało jak mnie, pewnie nie. Nawet umierając nikt by nie zwróciłby uwagi. Jestem zbyt naiwny, nawet ich nie znam...
Niestety szukanie sobie przyjaciół na misji, nie zawszę jest opłacalne. Zwłaszcza że chłopak żyje marzeniami, w których to każdy spotkany może być jego przyjacielem. Lecz tak naprawdę zawszę musi radzić sobie sam.

Po chwili jednak został zaskoczony przez gadające drzewo, co było dla niego wielkim szokiem. Bo nigdy nie widział takiego. Oraz kątem oka zauważył Marikę, która znów gdzieś leciała.
- Waa gadające drzewo?!?!?!
Krzyknął troszkę przerażony Fox, po czym nie wiedział co zrobić. Czy strzelić kilkaset znaków ostrzegawczych, czy też ochłonąć. W sumie drzewo zadało pytanie, nie musi być wrogiem. Tak czy siak, trzeba być przygotowanym na unik.
Powrót do góry Go down
Gość





PisanieTemat: Re: Wioska   10.04.15 0:34

- Ile - powiedział zarzucając siekierą na ramie - Jest u was czarownic? - powiedział coraz bardziej się niecierpliwiąc, bo w sumie nie odpowiadał zbytnio jednolicie ile ich jest, bo kto wie czy może czasem jakiś sabat się nie zbiera.
- Po czym jest rozpoznam, gdzie znajdę, lepiej byś tego nie próbował zataić, bo skończysz bez palców, o ile nie bez głowy - mruknął, po czym jedynie rozejrzał się dookoła wypatrując czy czegoś dziwnego tutaj nie ma.
- A teraz następne pytanie, z czego utrzymujecie się w tej wiosce? Hodowli bydła tu nie macie, wy tu ku*wa nic nie macie - odwarknął - Gdzie są zwierzęta, gdzie jest wszystko, odkąd tu przybyłem nic nie zauważyłem. Mówiłeś, że szlachcic poluje, ale tu nie ma na co polować, gdyby było już dawno bym zauważył - w końcu raczej Garvan jest myśliwym, więc nic dziwnego, że jakieś zwierzątko by mu się o oczy obiło.
Powrót do góry Go down
Gość





PisanieTemat: Re: Wioska   11.04.15 20:48

Shao
Miejsce: Karczma...

Ludzie gdy myślą o magmie, wyobrażają ją sobie jako zastygłą rzekę ognia. Zwykle nie zajmują się takimi problemami, jakie właśnie uderzyły z siłą młota pneumatycznego głowę karczmarza. Gdy ręka maga zmieniła się w kończynę będącą miejscami płynną lawą, a miejscami rozpaloną skałą. Gdy ludzie widzą coś takiego, nachodzi ich jedna, bardzo ważna myśl, która nie przyszła do głowy stojącemu w tym wysuszonym drewnianym budynku magowi. Magma kapie. Z ramienia stojącego w drzwiach maga spłynęła jedna, duża kropla. Buchający żar pozbył się jakichkolwiek śladów wilgoci w pomieszczeniu już wcześniej, dlatego teraz gdy kropla upadła na brudną podłogę i natychmiast się przez nią przeżarła, spod stóp maga buchnął płomień.
- Uważaj ty idioto! - wrzasnął karczmarz. Oczywiście ostrzeżenie nie było skierowane przez wzgląd na bezpieczeństwo maga, który i tak nie poczuł nawet żaru czy płomieni. Raczej wynikało to z tego, że Shao właśnie podpalił jego własność, a teraz blokował jedyne wyjście z budynku swoim ciałem. Kolejna kropla zaczęła spadać z jego ramienia.

Marika Bernarud
Miejsce: polanka na zachodzie lasu

Dorosła kobieta oparła podbródek na wierzchu dłoni i uśmiechnęła się błyskając niespotykaną w tych rejonach kraju bielą zębów.
- Pachniesz miastem, jak twierdzą moje owieczki - powiedziała.
- Wybacz, jeśli cię uraziłam - dodała swobodnie i wyraźnie bez wyrzutów sumienia. Zaraz potem pogłaskała zwierzę, na którym siedziała i bez gracji, jakiej ktoś mógłby spodziewać się w tej sytuacji zeskoczyła z niego na ziemię.
- Bonifacy przyprowadził cię tutaj, ponieważ chciałam porozmawiać z łowcami wiedźm... chociaż oczekiwałam więcej niż jednej osoby. Bo jesteś łowczynią wiedźm, prawda? - zapytała słodko, jednak bez wesołości. Wśród zwierząt zapanowała chłodna atmosfera, którą Marika mogła wyczuć instynktownie. W ich postawach nic się nie zmieniło, jednak w ich oczach z „interesującego obiektu w lesie” stała się „potencjalnym celem i/lub obiadem”. Zmiana wydała się nastąpić zanim jeszcze kobieta skończyła mówić, a w powietrzu wystąpiły słabe wibracje Etherano, których źródłem była właśnie kobieta.
- Ach, gdzie moje maniery. Zanim się dowiem jak się nazywasz, podam ci moje imię. Mam na imię Jaśmina, chociaż kiedyś nazywano mnie Seliną Baker - powiedziała.

White Fox
Miejsce: granica lasu na zachodzie wioski

Ponieważ Lis nie zrobił właściwie niczego, to nic się nie wydarzyło. Dalej stał twarzą w twarz z drzewem, które wyglądało na równie zaskoczone jego obecnością, co on istnieniem drzewca. Ale z drzewami ciężko to stwierdzić, mają trochę odmienną mimikę twarzy. Czy raczej, nie mają twarzy. Drzewo zrobiło krok w stronę maga. Teraz dzieliły ich tylko trzy metry. Złocisty płomień wewnątrz pnia półtorametrowego stwora nie dawał z siebie żadnego wykrywalnego ciepła i w połączeniu z zawirowaniami Etherano dostarczał właściwie już niepotrzebnych dowodów na to, że stworzenie jest magiczne.
- Człowiek, mag, zabójca? - wydukało drzewo tym swoim przedziwnym głosem, który przypominał trzask gałęzi i szum liści.

Garvan Udgar
Miejsce: lasek na północy od wioski

Wieśniakowi język rozplątywał się bardziej i bardziej.
- Wybacz panie, ale nie wiem jak obecnie wyglądają panienki Selina i Sabrina - odparł, jednak bardzo chciał się przydać.
- W końcu wiedźmodziejki mogą zmieniać wygląd jak chcom. Ale panienka Sabrina jest młoda i ma jasne włosy, a panienka Selina starsza i brązowe... i są wiedźmami, tak sobie myślę, że po tym pozna pan - wyrzucił z siebie ze strachem.
- A panią Abigail poznasz pan po tym, że to jedyna starucha w okolicy i będziesz potem pan martwy - dodał. Na temat źródła utrzymania miał więcej do powiedzenia.
- Widzisz pan, proszę pana, u nas zwierzęta w lesie są bardzo mądre, jakby zaczarowane. Co jakiś czas przyjdzie jelonek i będzie czekał aż go ustrzelimy, zupełnie jakby wiedział co go czeka. Tak sobie myślę, że to panienka Selina nam je przysyła, żebyśmy nie pomarli z głodu. A wcześniej ze zwykłego łowiectwa, zanim panienki się sprowadziły trzy miesionce temu
Powrót do góry Go down
Gość





PisanieTemat: Re: Wioska   11.04.15 22:11

- To nie tak miało wyglądać... - powiedział Shao swoim powolnym głosem, dezaktywując zaklęcie. Był prawdopodobnie najgłupszym magiem wśród wszystkich niewykształconych kretynów, jakich można było znaleźć w królestwie.

- ...w każdym razie miło by było, jakbyś wskazał mi drogę do tej Seliny, bo nie chcesz przecież pokazać mi drogi wybiegając błagać ją o pomoc i ratunek. A umiem więcej ognia. - zakończył niegramatycznie, bo przecież już i tak ogadał się aż za dużo a rozmówca i tak nie reagował na jego słowa.

Shao usłyszał odpowiedź, albo nie, w każdym razie, po odczekaniu chwili wyszedł z budynku. Gdyby był jakimś czarnym charakterem, to pewnie bardzo klimatycznie, właśnie w tej chwili, karczma rozleciałaby się na kawałki z powodu uderzenia meteorytu. Jednak to nie był jego styl. Shao chciał dawać ludziom powody do wytchnienia i trosk, nie zaś do zmartwień.

I tak oto, ponownie, przywitało go centrum wioski.

--------------
2700MM + 300 = 3000MM


Ostatnio zmieniony przez Hot Masterchef dnia 12.04.15 10:02, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down


avatar
Fairy Tail


Liczba postów : 42
Dołączył/a : 16/03/2015
Wiek : 20

PisanieTemat: Re: Wioska   11.04.15 22:44

- Nic się nie stało, ale nie lubię być nazwana "miastową". Nie pasuje mi to po prostu - powiedziała bez przekonania. Coraz bardziej czuła się w tym miejscu osaczona. Patrzyła na każdego zwierzaka. Wszystkie były niezmiernie oddane kobiecie, Marika nie mogła czuć się tutaj bezpiecznie. Jej magia mogłaby nie zadziałać na wiedźmę. Spoglądała nerwowo po całej polance, wydawać by się mogło że wygląda jak przerażona kotka.
- Że co? Że niby jestem łowcą czarownic? - oburzyła się od razu Marika i nadęła poliki - jestem syreną, członkinią gildii magów Mermaid Heel.
Nie chciała by ktoś na nią mówił łowca czarownic. Na dobrą sprawę Marika nie przeczytała, nawet zlecenia po prostu poszła na misję  z jakimiś przypadkowo spotkanymi ludźmi. W jej oczach można było zobaczyć prawdomówność, bo po co kot miałby kłamać?
- Miło mi Cię poznać - uśmiechnęła się - nazywam się Marika Bernarud i jak już wcześniej mówiłam jestem kotką Pixela - powiedziała wszystko z naciskiem na kotkę. Chciała udowodnić tej kobiecie, że nie musi od razu robić z niej wroga. W końcu co Marisia zrobiła? No właśnie nic nie zrobiła, a od razu bojowo się do niej nastawiają.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t1793-chaqueta#22506
Gość





PisanieTemat: Re: Wioska   13.04.15 2:06

- Martwy? - powtórzył za tym kompletnym kretynem, który ledwo umiał cokolwiek poza rąbaniem drzewa. Od raz miał ochotę wieśniakowi wyrwać oczy i je zjeść - Mów co masz na myśli - warknął ostrzegawczo. Lepiej by ten pijaczyna zwracał uwagę na swoje słowa. On martwy? - Zobaczymy kto zdechnie pierwszy - pomyślał, po czym słuchał dalej wieśniaka. Na razie się zastanawiał po co niby wiedźmy miałyby zaczarowywać zwierzęta skoro mogły to zrobić bez niczyjej wiedzy, a stary szlachcic nawet by nie próbował nikogo wynajmować. Kanibal podrapał się po łbie myśląc i próbując poukładać sobie fakty jakie zebrał o swoich przyszłych zdobyczach. Oraz myślał jak będzie smakować potrawka z wiedźmy...
Powrót do góry Go down
Gość





PisanieTemat: Re: Wioska   18.04.15 14:39

Shao
Miejsce: Karczma?

Okazało się, że wyłączenie zaklęcia, które do tej pory zapewniało mu ochronę przed płomieniami w których stał Shao nie było jego najbystrzejszym pomysłem. Zwłaszcza z długim warkoczem sięgającym do pasa, który po utracie wspomnianej ochrony natychmiast zajął się ogniem, podczas gdy sam kucharz wygłaszał swoją krótką przemowę. I samo to nie byłoby takie straszne, gdyby nie fakt, że ten sam los spotkał jego spodnie. W tym momencie maga ogarnęło absolutne i instynktowne przerażenie, które pomogło ludzkiemu gatunkowi wyewoluować. Oczywiście na tym etapie płomienie sięgały już jego głowy, gdyż niestety włosy palą się bardzo szybko. Należy dodać, że w ogniu powoli stawała również sama karczma, odcinając jedyne wyjście karczmarzowi, który z przerażeniem rzucił się za ladę wrzeszcząc słowa, które nie zostały zarejestrowane w pochłoniętym paniką umyślę maga. Szczęśliwie on sam miał bardzo blisko do wyjścia. Pytanie czy miał dość rozsądku, by coś z tym zrobić.
Stan: Więc... palisz się. Niezależnie od tego co zrobisz, skończysz z oparzeniami drugiego stopnia. Może jednak być gorzej, więc radziłbym przemyśleć następną akcję. Pełny stan dostaniesz jak już przestaniesz płonąć.

Marika Bernarud
Miejsce: polanka na zachodzie lasu

Starsza kobieta patrzyła na Marikę jakby oceniała wyjątkowo ciekawy okaz kota. W pewnym sensie  tak było, jeśli ktoś nie zawracał sobie głowy szczegółami.
- Kotką mówisz. Oczywiście, jak chcesz. Może być, że kotką. Jednak jestem pewna, że przyszłaś tu pozbyć się czarownic. Być może cię zaskoczę mówiąc, że jestem jedną z nich - powiedziała pogodnie samozwańcza wiedźma, po czym kichnęła. Boso w lesie musiało być jej raczej chłodno.
- Moje imię, które nadali mi rodzice, brzmiało Selina Baker. Chociaż odkąd poznałam mądrość Matki Ziemi, sama nazywam siebie Jaśmina - przedstawiła się zachowując się tak, jakby kichnięcie nie miało miejsca.
- I w tym momencie planuję dać ci dwa wybory. Pierwszy, czyń swoją powinność. Zaatakuj mnie. Właściwie kto wie, kompetentny mag być może da sobie radę z taką prostą dziewczyną ze wsi jak ja - powiedziała rozglądając się dookoła po swoich zwierzęcych towarzyszach. Z gardła wilka dobiegł cichy warkot.
- Opcja druga. Czyń swoją powinność. Tylko troszkę mniej. Zabij pozostałe dwie wiedźmy. Hej, nawet ci pomogę, chociaż tylko trochę. Zwłaszcza moja młodsza siostra Sabrina mi przeszkadza. Przynieś mi jej różdżkę, a ja stąd odejdę, przynajmniej tymczasowo, i wszyscy pomyślą, że zginęłam razem z innymi. Wybór należy do ciebie, moja słodka kotko z miasta - zakończyła uprzejmie wiedźma. Wyglądała, jakby nie planowała używać siły, przynajmniej jeszcze nie. Zwierzęta zaś czekały napięte jak dobrze naoliwiona, naciągnięta cięciwa kuszy.

Garvan Udgar
Miejsce: lasek na północy od wioski

Pytanie Garvana, czy raczej sposób w jaki je zadał, nieco wstrząsnęły wieśniakiem, jednak zdołał wydukać z siebie odpowiedź.
- Bóg mi świadkiem, że panienki Selina i Sabrina są miłe, a i ich moce raczej straszne, jak to wiedźmy -[/i] powiedział drżącym głosem.
- Jednak pani Abigail to coś innego, wiesz pan. Jedno jej spojrzenie, mówił mi tato, potrafi przekląć człowieka w żabę, a jej śmiech przywołuje burzę - mówił coraz ciszej.
- Była tu jeszcze zanim panienki Selina i Sabrina przyszły na świat, proszę Pana - mówił dalej.
- To ona nauczyła je wszystkiego co wiedzą, gdy wróciły odmienione w wiedźmodziejki, rozumiesz pan - zakończył dramatycznie i nerwowo przeżegnał się, rozglądając się w przerażeniu po lesie, zupełnie jakby coś lada chwila miało go dopaść.
Powrót do góry Go down
Gość





PisanieTemat: Re: Wioska   18.04.15 16:22

Wiedza Shao na temat tego, jak kontrolować magię, pozostawiała wiele do życzenia. Widząc, jak właśnie podpalił się własnym płonieniem, krzyknął z przerażenia, co wywołało pirokinezę transportującą ogień hen daleko od niego, aż po półki za ladą sklepową. Również wszelki ogień z ubioru jak i ran uciekł od maga dzięki jego odruchowemu krzykowi.

Tak więc już nie było już przy nim ani lawy, ani ognia. Wreszcie wyłączył zaklęcie, ale czy na pewno?

Istniał jednak płonący budynek.

Shao ruszył do wyjścia. Nie mógł biec, gdyż spowalniała go kilkukilogramowa gaśnica. Miał nadzieje, że wyjdzie z budynku. Na zewnątrz opatrzy swoje rany (wszak każdy mądry który bawi się ogniem, jest przygotowany na ewentualne poparzenia), lub będzie śledzić dalej karczmarza, z dwiema nadziejami: że rany mu na to pozwolą i że ów wieśniak pokieruje go do jednej z czarownic. Wszak chwilę temu ktoś wypytywał o wiedźmy, a później, grożąc, sprawił że karczma stanęła w płomieniach.

To nie tak miało być.

Nie wszystko zawsze wychodzi po naszej myśli. Pocieszyć się można jednak faktem, że w obecnym zestresowanym stanie, wszystko co płonie odsuwa się od Shao dzięki podświadomemu używaniu pirokinezy. On zaś wychodzi.

***

Po pewnym czasie zmienił jednak zdanie.
Skoro wg. mieszkańców, problem w wiosce nie istnieje, gdyż nie ma w wiosce "złych wiedźm niszczących plony" (właściwie, to wcale nie ma lokalizacji do ich siania), tę informację pójdzie przekazać zleceniodawcy.

--------------
z/t, chyba że będę miał anulowane rany (czy jakieś niewielkie obrażenia), ponieważ zaklęcie zadziałało w sposób niezgodny z KM i zaatakowało obiekt który nie miała prawa zaatakować wg KM.

Tak to bez z/t
--------------
2700MM
--------------
Albo to nie powinno tak zadziałać, albo odkryłem jakieś wykoszone zastosowanie swojego lamerskiego zaklęcia. Choć myślę, że jednak nie powinno. To tak, jakby żywiołakowi wody skapały palce na podłogę i przez to stracił dłoń po wyłączeniu transformacji. Ale żywiołak ma ciało z żywiołu trzymające się kupy więc się nie rozpada sam z siebie. Zwłaszcza od grawitacji ziemskiej. Atomy żywiołu żywiołaka są połączone, jakby to było jego ciało - skóra, mięśnie, kości, żyły itd, tylko z innych substancji.

Zaklęcie zadziałało w sposób inny niż wynika to z opisu. Nie będę tu spojlerować swojej KM. Gramy w określonym systemie a nie narcystycznie zmieniamy wszystko na swoje widzi mi się.

Nie zmieniamy tu zasad regeneracji MM, zaklęć, nie przekręcamy misji na inna niż na taką na jaką gracz chciał się zapisać, itd. Proszę o z/t bo nie chcę grać z następnym Cezikiem. Nie po to się pisze te 2 dni KM by zaklęcie atakowało na innych zasadach i to do tego jeszcze użytkownika. Albo o dostosowanie się do zasad panujących na forum i anulowanie ran i zniszczeń na misji, bo one nie miały racji bytu, by powstać wg mojego opisu akcji i j... karty magii.


Ostatnio zmieniony przez Hot Masterchef dnia 20.04.15 12:10, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Gość





PisanieTemat: Re: Wioska   19.04.15 21:58

- Coś tu grasuje po lesie? - spytał spoglądając na tego brudnego wieśniaka jak na zwykłego ciecia - Patrząc na ciebie wyglądasz jakby miała tutaj ta cała Stara Wiedźma wyskoczyć zza drzewa, że o niej tak mówisz - rzucił wbijając siekierę w ziemię. Jedynie sam się rozglądnął na wszelki wypadek, gdyby coś miało nagle zaatakować. O jasną cholerę tutaj chodzi... Tyle tu wiedźm, Szlachcic nie może polować, wiedźmy wysyłając zwierzęta, by karmić wioskę. Wszystko wyglądało tak jakby miały tutaj zrobić osadę pełną czarownic. Może zbliżał się jakiś sabat?
Powrót do góry Go down


avatar
Fairy Tail


Liczba postów : 42
Dołączył/a : 16/03/2015
Wiek : 20

PisanieTemat: Re: Wioska   19.04.15 22:40

- Taka piękna kobieta jest wiedźmą?! - krzyknęła głośno Marika, to dopiero kobieta ją zdziwiła, gdy zdała sobie sprawę z decybeli jakie wydała zasłoniła sobie na chwilę usta ręką - Nie wiedziałam, ze wiedźmy są takie piękne. Tak, jestem kotką, chociaż nie wyglądam w duszy jestem kotem.
Była kotem i nikt, ani nic nie mógł temu zaprzeczyć. Rasowy różowowłosy kot, jedyny w swoim wydaniu! Bóg pomylił się dając jej ciało człowieka, albo zrobił jej niewygodnego psikusa. Nigdy nie czuła się ludzka, a swoje wybory opierała na instynkcie.
- W takim razie będę zwracała się do ciebie Jaśmino - uśmiechnęła się, zamilkła na chwilę i postanowiła do końca wysłuchać Selinę. Nie chciała jej zabijać ze względów etycznych. Jak ma zabijać kogoś kogo traktuje jak bliźniego? Nie każdy dobrze traktuje zwierzęta, przecież Marika dałaby jej nobla gdyby mogła!
- Szczerze? Naprawdę nie wiem na jaką misję poszłam i serio nie chciałabym, żeby taka wspaniała osoba jak Pani zginęła. Dawno nie widziałam osoby z takim sercem dla zwierząt. Moje serce na pani widok topnieje - nawet nie musiała ściemniać. Mówiła prosto z jej kociego serduszka, po prostu nie chciała krzywdzić żadnego zwierzaka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t1793-chaqueta#22506
Gość





PisanieTemat: Re: Wioska   20.04.15 15:12

Shao
Miejsce: płonąca karczma

Pożar wywołany przez Shao rozprzestrzeniał się o tyle szybciej, że kucharz zdecydował się przenieść parzący płomień ze swojego mocno przysmażonego ciała w głąb budynku – ku karczmarzowi. Ponieważ nie zawracał sobie głowy płomieniami go otaczającymi, to sala paliła się coraz mocniej i mocniej, wypełniając pomieszczenie gryzącym dymem. Przynajmniej mag chwilowo się opamiętał. Niestety z jego długiego warkocza do tego czasu już nic nie zostało, a większość jego głowy pokrywały poparzenia. Płomień na szczęście nie sięgnął twarzy, jednak zostawił swoje znamię przy prawym uchu, dając nikłe szanse na odrośnięcie włosów. Do tego całe ubranie maga było mocno przypalone. Co więcej, jego nogi były w raczej opłakanym stanie. O ile mógł jako tako chodzić, a lewa noga wyszła prawie bez szwanku, to prawą miał silnie przypaloną, co uniemożliwiało mu szybszy bieg lub forsowny marsz. Gaśnica, która spowolniłaby nawet zdrowego Shao, wcale mu nie pomagała. Ból temu towarzyszący był okropny, jednak kucharzom przypalenia nie są całkiem obce, dlatego dało się je znieść. W każdy razie Shao nie mdlał, przynajmniej jeszcze nie. Lawa oczywiście nie wyparowała. Ostygła jednak nieco, dlatego ponowny wybuch płomieni nie groził mu prędko, w końcu to była tylko drobna kropla. Kucharz zakrztusił się też trochę dymem, jednak udało mu się opuścić szybko pogrążający się w ogniu budynek. Wewnątrz mag usłyszał wrzask człowieka, który nie dysponował magią, która pozwala na odsunięcie morderczego ognia od siebie. Ludzie, którzy do tej pory chowali się w budynkach, wybiegli i stali obserwując tak Shao, jak i pożar. Mieli w oczach determinację. Grupka sześciu mężczyzn z pomocą jednej kobiety trzymała napełnione wodą wiadra. Kilku z nich miało też narzędzia, które ścisnęli mocniej widząc tak Shao przyglądającego się płomieniom i słuchającego wrzasków umierającego karczmarza. Chociaż mężczyźni i kobieta nie wyglądali na przesadnie silnych, to w obecnym stanie Shao nie mógł mieć nadziei, że uda mu się uciec. Oczywiście mógł polegać na swoim srebrnym języku, który do tej pory rzadko go zawodził.
- Będziesz pan tak stał? Pomóż no, panie mag! - krzyknął największy mężczyzna dzierżący siekierę. Prawdopodobnie przywódca. Cóż, jaka wioska, taka gniewna tłuszcza. Przy akompaniamencie wrzasków, budynek powoli zajmował się płomieniami coraz bardziej, grożąc rozprzestrzenieniem się ognia na pozostałe budowle po tej stronie drogi.

Stan: utrata warkocza i sporej części włosów z tyłu i po prawej stronie głowy. Lekkie poparzenia lewej nogi, zwłaszcza łydki, wystarczy bandaż. Poważne poparzenia prawej nogi, głównie łydki i uda. Bieg – niemożliwy. Do naprawy, ale bez użycia silnej magii w najbliższym czasie zostanie blizna. Postrzępione ubranie. Lekki kaszel. Dalej 2700 MM. Silny ból głowy i nogi. Słabe poparzenia pleców, ledwo się liczy jako pierwszy stopień.
Gramy na forum fabularnym, więc żeby zrobić z/t, musisz opuścić najpierw lokację. Przez co przykro mi, ale że nie posiadasz magii teleportacji, Twoja postać musi taką czynność wykonać. Oczywiście w żaden sposób ci tego nie bronię. Ale i nie ułatwię. Oczywiście nie dostaniesz nagrody za misję, której nie wykonasz.
Mam nadzieję, że odpisałeś już sobie 500 klejnotów w banku, jeśli nie, to przypominam o tym po raz kolejny.


Marika Bernarud
Miejsce: polanka...

- To urocze, nie wiedziałaś na jaką misję idziesz, tak jakby jakikolwiek mag by coś takiego zrobił. Cóż, to nieistotne, złotko - zaśmiała się perlistym śmiechem wiedźma.
- I nie musisz mi schlebiać. Wystarczy, że wybierzesz jedną z opcji. Cóż, wydaje mi się, że chylisz się ku tej drugiej, popraw mnie proszę, jeśli się mylę - dodała pogodnie, podchodząc bliżej Mariki. Nie wyglądała, jakby spodziewała się poprawek.
- Zatem moja propozycja brzmi następująco. Zignorujesz mnie. Pójdziesz polować na moje - tu kobieta przestała na chwilę mówić by mieć czas na lekkie prychnięcie i drwiący uśmiech - siostry. W zamian za przeoczenie takiej biednej, bezbronnej kobiety jak ja, zwierzęta w lesie nie będą ci wrogie. Może nawet trochę pomogą.... - mówiła ciągle, jednak zaraz potem szarpnęła głową i odwróciła się w stronę, z której kotka przybiegła. Mała wrona leciała ponad drzewami ze wschodu i wylądowała wiedźmie na wyciągniętym ramieniu.
- Wygląda na to, moja miła kotko z miasta, że któryś z twoich towarzyszy zacząć podpalać wioskę - powiedziała napiętym, mocno poirytowanym głosem. Wbijała też swoje duże, migdałowe oczy w las, zupełnie jakby mogła zobaczyć przez gąszcz płonące budynki.
- Na twoje szczęście wiem, że nie masz z tym nic wspólnego, bo leżałabyś tutaj z rozerwanym gardłem - powiedziała tonem zupełnie obcym kotce, jakiego nie spodziewałaby się po tej łagodnej kobiecie. Lodowaty głos sprawiał, że gdyby kotka posiadała kocie uszy, to z pewnością by je sobie położyła. Musiała się jednak zadowolić gęsią skórką i dreszczami.
- Obawiam się jednak, że moja siostrzyczka nie posiada moich uszu i oczu, więc martwi mnie los tego biedaka, który był z tobą wcześniej - dodała już nieco milej, chociaż dalej chłodno.

Garvan Udgar
Miejsce: las na północ od wioski

Przesłuchiwany przez Garvana mężczyzna z wyraźną ulgą przyjął opuszczenie siekiery i wbicie jej w ziemię. Za to pytanie, jakie usłyszał, wywołało u niego dreszcze.
- W-w nocy czasami - zaczął roztrzęsionym głosem - po lesie chodzą drzewoludzie - powiedział z głosem przesyconym grozą.
- Wszyscy w wiosce wiedzą, że nocą nie wolno opuszczać domów, gdyż to pora zwierząt i roślin, proszę jaśniego pana - kontynuował ze strachem. Rozglądał się przy tym i obserwował podejrzliwie konary drzew, jakby miały się na niego rzucić.
- W końcu to wiedźmy! Pogoda, natura, sam los i bogowie padają przed nimi na kolana! Wszyscy wiedzą, że kto sprzeciwia się czarownicy, tego spotyka śmierć - krzyknął dramatycznie. Właściwie na miejscu byłby piorun przecinający niebo w tym momencie, jednak niebo było czyste i błękitne, dlatego nie było na to szans. Zamiast tego drzewa zaszumiały i kilka gałęzi trzasnęło, chociaż dzień był raczej bezwietrzny. Poza tym w lesie panowała absolutna, wręcz nienaturalna cisza. Byli całkiem sami, Garvan i jego ofiara, a gdzieś w kącie umysłu kanibala pojawiła się sugestia myśli, że być może nie podoba mu się taka sytuacja tak bardzo, jakby się tego spodziewał.
Powrót do góry Go down
Gość





PisanieTemat: Re: Wioska   22.04.15 16:08

Garvan dość mocno szarpnął swoją szyją raz w lewo, raz w prawo kompletnie bagatelizując słowa na temat tego kto spotka czarownice tego spotka śmierć. Puste słowa bez pokrycia dla niego nic nie znaczyły dopóki nie zobaczyłby tego na własne oczy.
- Drzewo ludzie... brzmi jak kiepska bajka dla dzieci, które nie chcą spać - splunął na ziemię po czym zaczął rozglądać się po drzewach czy nie ma na nich jakiś dziwnym rys, które mogłyby przypominać twarze. Wziął siekierę do rąk, po czym wycelował w głowę wieśniaka, by pozbawić go życia, wystarczyło mu właściwie to czego się dowiedział. Koniec tego kompletnego pieprzenia, gdy tylko go zabije to zetnie drzewo tak, by spadło na tego idiotę, po czym siekiere położy gdzieś blisko jego roztrzaskanej głowy, by było, że po prostu krew padła na nią, gdy jego baniak pękł na kawałki.
- Pora zacząć polować - powiedział sam do siebie, po czym zaczął chodzić po lesie wszukaniu czegokolwiek lub kogokolwiek, kto mógłby go doprowadzić do wiedźm.
Powrót do góry Go down


avatar
Fairy Tail


Liczba postów : 42
Dołączył/a : 16/03/2015
Wiek : 20

PisanieTemat: Re: Wioska   22.04.15 22:59

Nadęła, tylko swoje kocie poliki. Nie chciała wykłócać się z wiedźmą, więc po prostu potakiwała głową na jej słowa. Zgadzała się po części z nią. Jednak panienka Bernarud była dosyć specyficzną i nierozgarniętą osobą - można było spodziewać się po niej wszystkiego.
- Jezu, pracuje z debilami - chwyciła się za głowę, gdy usłyszała o jej towarzyszu, który PODPALA wioskę. Przeszły ją lekkie ciarki. Nigdy nie mogła zrozumieć tego, dlaczego ludzie są takimi idiotami. Nie to, żeby Marika miała coś do maga, którego nie znała. Wiedziała jedno - jest skończonym kretynem. Westchnęła cicho.
Chłodna aura od kobiety przestraszyła kotkę. Mrugnęła swoimi ślepiami i przez moment wpatrywała się w nią.
- Przepraszam w takim razie za bezmyślność moich towarzyszy - uśmiechnęła się leciutko, chciała odejść od niej z pokojowymi relacjami. Jedna wiedźma mniej - zostały dwie. Teraz, musi tylko znaleźć swoich towarzyszy bo bez nich nie da rady.
- Właśnie mogłabym prosić o pomoc twoich towarzyszy, zwierząt w znalezieniu moich towarzyszy, proszę?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t1793-chaqueta#22506
Gość





PisanieTemat: Re: Wioska   23.04.15 9:25

- Panie, mi też odmówiono współpracy. - rzucił wzrokiem za siebie, pokazując na płonącą budowlę - Wołajcie swoja czarodziejkę, dobrą do pomocy lub złą do obrony, wszak macie tu już magów.

Ściągnął też gaśnice, którą położył na ziemi i zaczął, zgodnie z pierwotnym planem, opatrywać swoje rany. Zastanowił się też, korzystając z wiedzy medycznej, czy bardziej nie opłacałoby mu się podpalić ponownie nogę na trochę dłużej, aby wypalić receptory nerwowe pod skórą, tak, że nie czułby bólu z powodu ich braku. W obecnym stanie i tak noga będzie goić się w kilka dni, więc podczas misji nie będzie z niej dużego pożytku.

Zapytany przez kogoś, czy gaśnicę można wziąć, przytaknie. Jeśli ktoś ją skradnie, aby ugasić pożar, nie interweniuje.

- Ja też jestem taką wiedźmą - stwierdził, co według zawiłego rozumowania, było prawdą. Odsłonił także znak gildii - Nasze bractwo Raven Tail może rozwiązać wasze problemy, zaczynając od pożaru, poprzez eliminowanie głodu i ubóstwa, na zniszczeniu terroru skończywszy. Pytanie, czy chcecie tych zmian i mojej interwencji? - oh, może stawianie innych pod ścianą nie było zbyt uprzejmą zagrywką, jednak cóż w tej sytuacji mogą zrobić wieśniacy? Muszą albo skorzystać z pomocy albo wezwać jedną z czarownic albo pogodzić się ze spaleniem - być może nie jednego a więcej - budynku.

Jeśli dadzą jednoznacznie do zrozumienia, że chcą od Shao pomocy, ten stara się manipulować telekinezą w taki sposób, aby wyciągać ogień z pomieszczenia i rzucać nim o piach zdala od traw, mieszkańców i innych łatwopalnych obiektów albo uderza nim o skały lub cokolwiek, na czym położenie/uderzenie płonienia ów ogień zgasi po wyłączeniu zaklęcia. Spamuje w ten sposób zaklęciem, starając się wyciągnąć jak najwięcej ognia z budynku.
------------
Ja z kolei przypominam też po raz kolejny, że Shao nie zapłacił, jedynie pokazał pieniądze i schował. NPC zaś kasy nie wziął, więc nie mam prawa odliczać. Już to tłumaczyliśmy sobie, co pewnie zaprzeczysz, że nigdy nie miało miejsca. I też nie mam ochoty po raz kolejny się o to sprzeczać. Oczywiście jak chcesz, możesz mi to kazać zrobić wbrew akcji z postów twoich i moich. Ja jak byk widzę w postach, że NPC kasy nie brał, a Shao ją chował.

Cytat :
- Hm... a jak nie zapłacę to spotka mnie gniew wiedźmy? - zapytał z ciekawości, gdy monety brzdękały spadając do wnętrza sakiewki. Chciał sprowokować wydarzenia, tak, aby jak najszybciej spotkać się z którąkolwiek z czarownic.

bez z/t. Jeśli muszę przeorać jeszcze cały fabularny kawałek misji, by wyjść, to już zostanę do końca, bo takie z/t zupełnie nie będzie opłacać. "Zbiórka party pod spadającym meteorem", hehe.
Powrót do góry Go down
Gość





PisanieTemat: Re: Wioska   23.04.15 16:40

Shao
Miejsce: wioska

Oczywiście przemowa Shao została całkowicie i absolutnie zignorowana. Wrzaski za jego plecami, szalejące płomienie i rozprzestrzeniający się pożar mają taki efekt. Dlatego gdy zaczął wyrzucać z siebie kolejne słowa, został roztrącony przez tłum, który – na własną zgubę – zdecydował się działać samotnie. Jego gaśnica nie została użyta, gdyż wynalazek ten prawdopodobnie był całkiem obcy tutejszym. Ponieważ nikt nie pytał go o pomoc po raz drugi, spokojnie opatrywał swoje rany, podczas gdy oba domy sąsiadujące z karczmą zajmowały się płomieniami. Ludzie zaczęli skupiać się na ewakuacji i wyciąganiu nielicznych cennych przedmiotów z domów. Suche powietrze i ciepło wcale im w tym nie przeszkadzało. Gdy Shao skończył się opatrywać, płonęły już cztery budynki, a wrzaski karczmarza całkiem przycichły. W tak prosty sposób pożar pochłonął jedną piątą wioski i dwa życia, gdyż jedna osoba nie zdążyła umknąć przed walącą się połówką dachu i została przygnieciona na śmierć. Szczęśliwie dla kucharza, chwila wytchnienia pozwoliła mu zregenerować zużytą energię magiczną. Mniej szczęsliwie, ludzie, którzy już poddali się jeśli chodzi o bitwę z ogniem i porzucili myśl o ratowaniu wschodniej części wioski, to jest tych dziesięciu (teraz już sześciu) domków położony po jednej stronie drogi, wpatrywali się w Shao z ponurym gniewem. Nikt nie szlochał ani nie płakał. Ci ludzie byli bardzo doświadczeni przez życie. Prawdopodobnie tak bardzo, że jeden czy dwa pożary nie robiły im aż tak wielkiej różnicy. Jednak były to tereny spustoszone przez wojny magów. I oto mieli maga, który spalił ich domy.

Stan: opatrzony, oczywiście dalej wszystko boli, ale nieco mniej, większość rzeczy jak wyżej, ale wracasz do 3000 MM. A co do klejnotów, wiem, tak się z Tobą drażnię. [/size]

Marika Bernarud
Miejsce: polanka

- Cóż, jeden z nich siedzi spokojnie i patrzy, jak mieszkańcy wioski gaszą pożar, który wywołał. Wygląda na to, że opatruje swoje rany - powiedziała lodowato wiedźma, odpowiadając na pytanie Mariki. Gdy dziewczyna próbowała ją przeprosić, skinęła tylko głową z irytacją. Nie wyglądało jednak na to, by spieszyła się specjalnie do wioski.
- Pozostałych dwóch nie mogę namierzyć, i trochę pewnie zajmie, zanim mi się to uda zrobić. Nie przeszkadza ci to, kotko z miasta? - zapytała kobieta i spojrzała na pobliskie drzewo. Skinęła lekko ręką, co sprawiło, że oderwało się z niego kilka zwierząt. Marika naliczyła nietoperza, sowę, dwie wrony i parę wiewiórek, które oczywiście nie poleciały, a ruszyły zwinnie skacząc po gałęziach.
- Jeden z magów poszedł na północ od wioski, ale nie mogę go tam śledzić, gdyż... moje zwierzęta zwykle nie są tam mile widziane. I nie wyglądał na twojego towarzysza - dodała po chwili wahania.
- Blady, chudy i wyglądał na czarnowłosego, ale niestety zwierzęta nie są zbyt dobre w kolorach - dodała przepraszająco. Jej złość z wcześniej wyparowała, zamieniona znowu w dobrotliwą uprzejmość.

Garvnan Udgar
Miejsce: las

Być może było to łatwe do przewidzenia, być może nie, ale gdy Garvan sięgnął po siekierę i zamierzył się na wieśniaka, ten zwyczajnie odwrócił się i zaczął uciekać prosto w las, drąc się w niebogłosy. Coś o ludziach próbujących go zabić i o ratunku. Mordercza aura maga wyraźnie odebrała mu zdolność do logicznego rozumowania, gdyż zwykle powinien uciekać w stronę wioski, a nie dalej na północ, gdzie kanibal może dopaść go całkiem samotnie. Drzewa wokół maga zaszumiały złowieszczo, zupełnie jakby śmiały się z niego. W jego żyły uderzyła dawka adrenaliny, która zwykle towarzyszyła polowaniu. Miał w końcu las, nawet jeśli trochę dziwny, broń, i uciekającą ofiarę. Czy mógł prosić o więcej?
Powrót do góry Go down
Gość





PisanieTemat: Re: Wioska   23.04.15 18:07

- A jednak jak na kretyna to wie kiedy uciekać - warknął od razu rzucając się za wieśniakiem w pogoń. Tylko coś go zaniepokoiło, ten dziwny szum drzew, może to o tym on mówił? Drzewo ludzie? Nie ważne, ma tu coś ważniejszego, uciekający, surowy stek, czyli taki jak lubił najbardziej. Dlatego też wytężył się podczas biegu skupiając się na nim i na tym, by się czasem nie potknąć czasem o jakąż gałąź czy inne gówno. Na szczęście Gar wiedział, że mimo wszystko wieśniak raczej nie będzie zbyt mądry, by wziąć pod uwagę to, by uważać pod nogi. Gdy tylko się do niego zbliży od razu wyrzuca siekiera na bok i chwyta za swój nóż, by następnie się na niego rzucić i wbić mu go np. w plecy, by go zatrzymać, a gdy to się uda to automatycznie go wyciągnie i wbije mu go głęboko w gardło, co by nie mógł już więcej krzyczeć. Dalej, co zrobi z ciałem? Otóż rozglądnie się czy nie ma gdzieś obok jakiejś sporej kiści z wystającymi korzeniami, co by go gdzieś tam włożyć, po czym przykryć grubą warstwą gałęzi, gdy tylko zje trochę z niego, oczywiście uprzednio uważając, by się za bardzo nie pobrudzić jego krwią, będzie od razu widać, że kogoś zamordował, chociaż zawsze może sprzedać kit mieszkańcom, że zrobiły to drzewka.
Powrót do góry Go down
Gość





PisanieTemat: Re: Wioska   23.04.15 22:23

Shao zauważył, że mieszkańcy mają dziwną tendencję do nie słuchania innych. Toż to, zmęczony całą paplaniną i zniechęcony dalszym dialogiem, wyciągnął jedynie dłoń w przód (tę samą, która wcześniej zapłonęła) i bardziej powiedział, niż krzyknął czy rozkazał, słowo:
- Stop.

Głowa się podnosi aby sprawdzić efekt.
- Ile budynków musi jeszcze spłonąć, zanim wskażecie mi drogę do Seliny, Abigail lub innej wiedźmy?

Naprawdę nie chciał używać magii, która na domiar złego, łatwo wymykała się z jego amatorskiej kontroli, jednak jeśli mieszkańcy ruszą go zaatakować, zmieni dłoń w żywiołaka ponownie. W razie potrzeby będzie nią machać defensywnie, bardziej strasząc gestem "nie podchodź" niż atakując. Podczas tego machania cofa się, jeśli na niego napierają bo bez tego może kogoś zranić. Czy trawa się zapali, cóż... Działa w samoobronie, a przed swą magią ostrzegał już przynajmniej trzy razy. Choć tu może pomóc małe oszustwo pirokinezą - tym razem blokuje ognie, tak, aby nie dotykały gruntu. Jednakże, gorącego kamienia już nie da rady zatrzymać tą sztuczką.

- Nie chce wam przynieść bólu - wyjaśnił omen - Nie pogarszajmy sytuacji. Odpowiedzcie nie pytanie z którym przyszedłem a odejdę. GDZIE SĄ WIEDŹMY? - ponawia pytanie nie zależnie od tego, czy dłoń się zmienia, czy nie.

--------
3000MM lub 2700MM
Oczywiście cały sprzęcior eq biorę z sobą ^^
Powrót do góry Go down


avatar
Fairy Tail


Liczba postów : 42
Dołączył/a : 16/03/2015
Wiek : 20

PisanieTemat: Re: Wioska   28.04.15 16:18

Dziewczyna głośno ziewnęła. Ta cała historia była po prostu dla niej dziwna. Najchętniej zasnęłaby na nogach Pixela, swojego najdroższego i najukochańszego pana. Potakiwała głową, słuchając uważnie każdego chociażby najmniejszego słowa. Patrzyła lekko uśmiechnięta. W głowie przez ułamek sekundy zanalizowała sytuację.
- Mogłabyś mnie powiadomić przez zwierzęta, gdzie jest ten czarny, blady? Ja pójdę w tym czasie do tego, co jest w wiosce i strzele mu plaskacza. Muszę z nimi ogarnąć zaistniałą sytuację... - popatrzyła, przez chwilę na wiedźmę. Jeżeli nie będzie miała żadnych zastrzeżeń Marika wróci do wioski. Tym razem postara się znaleźć HM. Po prostu denerwowała już ją ta samotność.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t1793-chaqueta#22506
Gość





PisanieTemat: Re: Wioska   28.04.15 18:01

Shao
Miejsce: wioska

Pierwszm istotnym dla Shao faktem było to, że tak długo jak trzymał się głównej drogi, wzdłuż której wzniesiono wszystkie domostwa, to miał pod nogą pewny, dobry piach. Miał on wiele zalet, a największą z nich jest to, że bardzo trudno go podpalić, nawet z pomocą magmy. O ile domy i duży kawałek lasu przylegającego do wioski od północy i zachodu były bardzo łatwopalne, to droga stanowiła swoistą strefę bezpieczeństwa. Płomienie pożerały kolejne domki. Karczma i dwa budynki do niej przylegające zdążyły już się zawalić, wznosząc chmurę nieprzyjemnego pyłu i żaru, raczej niegroźne, ale doskonale widoczne z daleka. Nad wioską zaczął formować się słup dymu. Po tym jak Shao przemówił do wieśniaków nikt nie próbował go atakować. W końcu co innego winić maga za swoje nieszczęście, a co innego atakować kogoś, kto bez kłopotu może obrócić budynek w proch. Ludzie w milczeniu obserwowali przez chwilę maga po czym bez słowa ktoś wskazał kierunek północny, daleko w głąb lasu.
- Idź pan tam. Prędzej czy później znajdziesz je pan. Albo one pana - niemal szczeknął wściekle przywódca małej grupki, zaciskając dłonie na swojej zaimprowizowanej broni.

Marika Bernarud
Miejsce: zachodnia granica wioski

Po drodze do wioski „kotka z miasta” zauważyła coś, czego się nie spodziewała. Kilkadziesiąt metrów od granicy lasu napotkała na kawałek szaty White Foxa wiszący na jednym z drzew. Pokryty był krwią. Co więcej w konarach drzew dookoła można było znaleźć dziury, jakby ktoś uderzył w nie skoncentrowaną siłą. Nie tkwiły w nich żadne pociski, zatem użycie magii było bardzo prawdopodobne. Dodatkowo kotka mogła bez trudu zauważyć przez prześwitujące drzewa, że nad wioską unosi się kolumna ciemnego dymu. Tak blisko siedliska mogła też wyczuć ogień nosem, co sprawiało, że uśpiony w niej zwierzak miał ochotę odwrócić się i pobiec w innym kierunku. W końcu koty nie przepadają za pożarami. Po Białym Lisie nie było ani śladu, a Marika nie posiadała zdolności tropicielskich. Przynajmniej nie tak rozwinięte, by mieć jakąkolwiek koncepcję na temat tego w którą stronę poszedł Fox. Gdy już dotarła do małej wioski, zobaczyła, że osiem z dwudziestu budynków stało w płomieniach. Wszystkie znajdowały się po wschodniej stronie drogi. Wieśniacy zebrali się przed nimi i wpatrywali bez życia w ogień pożerający ich domostwa trzymając swój dobytek, nieliczne dzieci i zaimprowizowaną broń w postaci siekier, motyk czy bardziej groźne krótkie łuki. Wyglądało na to, że ogień rozprzestrzenił się od karczmy, która była w najgorszym stanie. Po Shao nie było ani śladu. Znaczy, pomijając płomienie.

Garvan Udgar
Miejsce: las na północ od wioski

Wieśniak uciekał bardzo sprawnie, jak na przypadkową, w dodatku lekko ranną ofiarę. Oczywiście miał pewną przewagę. Chociaż Garvan w każdej puszczy czuł się jak w domu, to w przeciwieństwie do swojego celu nie znał terenu. Tylko ta przewaga utrzymywała jeszcze wrzeszczącego mężczyznę przy życiu, jednak krok za krokiem, minuta za minutą, kanibal zbliżał się do swojego przyszłego posiłku coraz bardziej. Potrzebował tylko jednego potknięcia, złego zakrętu, najmniejszego błędu i wygrał. To na co czekał dostał relatywnie szybko. W pewnym momencie niewygodnie umiejscowiony konar stał się zgubą wieśniaka, który zahaczył o niego nogą i poleciał w dół małego zbocza obijając się o kilka drzewek. Wykorzystując okazję Garvan odrzucił siekierę i skoczył jak drapieżnik, którym w końcu był, na swoją ofiarę z wyciągniętym nożem. Mężczyzna wrzasnął z bólu gdy ostrze przebiło jego prawą łopatkę, jednak Udgar nie miał czasu zadać kolejnego, bardziej śmiercionośnego uderzenia. Rozległ się bowiem obok niego niezwykle głośny, ostrzegawczy warkot. Na ile Udgar się orientował, należał on prawdopodobnie albo do wilka, albo wilkowatego psa, trudno było je odróżnić na sam dźwięk. Szybki rzut oka w lewą stronę rozwikłał zagadkę. Pies, mieszaniec, ze świecącymi na zielono oczami zbliżał się do niego warcząc i szczekając. Garvan był całkiem przekonany, że oczy psów nie powinny się świecić. Chyba że, oczywiście, jakiś udział w błyszczeniu miała magia.


Ostatnio zmieniony przez [MG] Pixel dnia 06.05.15 18:51, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Gość





PisanieTemat: Re: Wioska   30.04.15 22:51

- Hee... - mruknął oglądając się w bok wyciągając z wieśniaka swój nóż, po czym miał zamiar szybko zbić mu go w gardło od boku nim ten błyszczący burek się na niego rzuci. W sumie na to właśnie czekał, aż podejdzie bliżej, by następnie stworzyć w swoim ręku bolę i rzucić ją w stworzenie, które teraz się pojawiło. Tak, bola gdy tylko dosięgnie celu powinna automatycznie go uwięzić nim zdąży zrobić coś groźniejszego Garvanowi. Miał nadzieje, że teraz się wieśniak wykrwawi przez wbicie mu noża w tętnice szyjną. Od razu nóż wyciąga i jeśli nie związał pieska to wtedy od razu wstaje w wieśniaka i czeka na ruch, jeśli się rzuci to wbije mu nóż gdziekolwiek, byleby zabić i by krwawiło.
Chociaż te zielone ślepia mogę wróżyć mu kłopoty... czyżby jakaś wiedźma go kontrolowała?
Powrót do góry Go down


avatar
Fairy Tail


Liczba postów : 42
Dołączył/a : 16/03/2015
Wiek : 20

PisanieTemat: Re: Wioska   03.05.15 19:09

Dalsze oddalanie się od wiedźmy skutkowało większym niepokojem w serduszku kotki. Pompa całego organizmu przyśpieszyła, a całe ciało pokryło się gęsią skórką. Nie to, że nie ufała swoim magicznym zdolnością, po prostu kolejne wiedźmy mogą być dużo straszniejsze niż ta która napotkała panienka Bernarud. Głośno westchnęła i ruszyła kilka kroków przed siebie.
- Nyaaaah! - krzyknęła z przerażenia, gdy zobaczyła ubrania chłopaka, który jeszcze tak niedawno był jej towarzyszem. Jej krok przyśpieszył, poszła szybszym krokiem w stronę wioski. To co zobaczyła przestraszyło ją jeszcze bardziej!
- Ej, ludzie gaście te płomienie! Wodą, piaskiem, RUSZCIE SIĘ! - krzyknęła głośno Marika - Jeżeli czegoś nie zrobicie cała wioska spłonie!
Głos rozpaczy i motywacji. Zatrważające w tym wszystkim jest to że oni nic nie robią! Marika nie wiedziała, gdzie znajduje się w tej wiosce woda, czy pokłady piasku. Mimo to rezygnacja nie jest dobrym sposobem, przecież boli tak samo, a nawet bardziej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ftng.forumpolish.com/t1793-chaqueta#22506
Gość





PisanieTemat: Re: Wioska   04.05.15 9:27

Shao o stalowych nerwach, a może zamkniętym sercu, jedynie wtrącił:
- Nie można tak było od razu, bez tych scen i zniszczeń?
Wszak czasami wyeliminowanie większego zła wymaga chwilowego powstania mniejszego. Zresztą... wiedźma i tak prędzej czy później wszczęła by podobną destrukcję, więc przybycie Shao do wioski powinno być wciąż - dla mieszkańców - błogosławieństwem.

Przeleciał wzrokiem drogę, którą wcześniej strawił ogień, przekręcając głowę "tam" gdzie powinny być wiedźmy, czyli w stronę lasu. Następnie policzył płonące budynku i znów oglądnął panoramę drzew, po czym stwierdził, że "chyba będzie musiał zrezygnować z rzucania meteorytem". Do użycia meteora w takim miejscu jak to potrzebowałby zapewne zgody rady, której nie posiadał.

Chociaż z drugiej strony, jeśliby odciąć wiedźmom możliwość ucieczki i spalić cały las...

I ruszył "tam", czyli chyba w stronę lasu.

"Polowanie na wiedźmy" - zacytował w myślach - jednak wygląda na to, że to ja w tej walce, będę ofiarą zaatakowaną przez drapieżnika.
Powrót do góry Go down
Sponsored content





PisanieTemat: Re: Wioska   

Powrót do góry Go down
 
Wioska
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 8Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next
 Similar topics
-
» Nawiedzona wioska
» Nieistniejąca Wioska
» Wioska Dethew
» Wioska Nayashe
» Wioska Nugutsu

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Fairy Tail New Generation :: Tereny zewnętrzne :: Równina Fiore-
RadioAoi.plHalo PBFPBF ToplistaI love PBFPBF Toplista~**~.: ANIME TOP100 :.Najlepsze strony o Anime i Mandze w necie